Dodaj do ulubionych

Mit pokolenia młodych

    • stachenka Re: Mit pokolenia młodych 17.09.06, 14:14
      Wszystko pięknie tylko "ktoś" zapomniał napisać zakończenie.
    • 77bazyl Mit pokolenia młodych 17.09.06, 14:15
      nie wiem za bardzo o co chodzi autorowi, chyba ma za duzo czasu. przeciez mamy kapitalizm o ktory tak walczyla GW. po co do tego jakas wspolnota pokoleniowa? zreszta, czy cos wynika z takiej wspolnoty? na zachodzie dzieci wydarzen 68' sa dzisiaj konsumpcyjnymi dziadami. wiec chyba chodzilo tylko o seks bez ograniczen.
      podobne mysli jak autor mialem w wieku 20 lat ale dawno juz sie z nich wyleczylem. czuje wspolnote, ale z ludzmi ktorzy podzielaja ze mna moje hobby i zainteresowania, niezaleznie od wieku. znajdz sobie jakis sport kolego, pracuj nad doskonaleniem swojej sprawnosci i kondycji.
      ja rozumiem ze to fajnie, gdyby byl jakis romantyczny mit, ale dzis nie ma czegos co by go wyzwolilo. no chyba ze znajdziemy sobie wroga, np niemcow, popierajmy wiec kaczorkow i giertycha, w koncu bedzie jakis cel!
    • ionee Mit pokolenia młodych 17.09.06, 14:29
      Zaczynamy dość dużo mówić o pokoleniu, które przeżyło 1989 rok nie specjalnie zdając sobie sprawę ze skoku jaki wtedy wykonaliśmy jako Polska - bo i jak tutaj zdawać sobie sprawę ma z tego przeciętny 9-latek (tak, jestem rocznik 80-ty), kiedy podstawową różnicą dla w jego (jej) wypadku jest to... no właśnie - co?
      Z tamtego okresu pamiętam, że jeździłem tym samym rowerem, w telewizji leciały te same bajki i filmy, rodzice jeździli tą samą starą Dacią itd.; na gruncie rzeczy materialnych byłem za mały, żeby to znacząco odczuć, a i same przemiany trwały przecież chwilę.
      W szkole średniej się nieco zmieniło, owszem, a ja zdecydowałem wtedy się na technikum elektroniczne zamiast mechanicznego (do dziś nie lubie mieć rąk umazanych smarem i innym brudem kiedy naprawiam samochód, odechciało mi się w czasie jeźdżenia motorynkami). Technikum skończyłem ("z maturą" - jak gdzieś ostanio przeczytałem) i pod wpływem różnych czynników i osób (czy słusznych to dziś tak całkiem nie jestem pewien, ale to inna historia) poszedłem strudiować w kierunku informatyki, dojeźdżając codziennie na uczelnie autobusem czasem i po dwie godziny w jedną stronę, bo moich rodziców nie było stać na zafundowanie mi samochodu na dojazdy. Pewnie niektórym nasuwa się pytanie dlaczego nie zarobiłeś sobie na samochód? A tu odpowiedź jest następująca: najpierw nauka, potem zarabianie - w ten sposób koło czwartego roku miałem silne wrażenie, że odstaję w wyścigu szczurów - nie mam własnej firmy albo nie handluję na czarno czym popadnie (niektórych kumpli z podwórka ściga policja za różnego koloru proszki i inne przetwory). Taki jakiś prostolinijny jestem.
      W tym miejscu właściwie zaczyna się to co chciałem powiedzieć, a musiałem poprzedzić wstępem: pokolenie 25-30 latków w tej chwili właśnie jest ogarnięte pogonią za pieniędzmi. Kropka. Jeśli któryś z nas(?) powie, że tak nie jest - zgrywa się mniej lub bardziej. Mam nadzieję tylko, że ta pogoń jest nie ze względu na własną próżność, a raczej z przyczyn prozaicznych. Większość znajomych kombinuje jak powiązać koniec z końcem marząc (tak, marząc) o tym, żeby wyjść z domu wreszcie. Tu ktoś wyjeżdża do Anglii, tu ktoś dostał dom po babci do remontu, kto inny czeka - z niezręcznym poczuciem winy - aż mieszkanie babci w bloku się "zwolni". Na szczęście niektórym się "udaje".
      Mi się "udało" - w naszej mentalności jeszcze długo nikt nie zapracuje na swoje: albo się komuś uda, albo ma "chody", albo ukradł, albo ... Kapitalizm w stylu wolnej amerykanki nie służy zawsze nawet tym, którzy ciężko pracują - niemniej sądzę, że głównie za sprawą drapieżno-populistycznego wydania polskiego (czwartego, poprawionego), w którym niektóre (podkreślić: niektóre) fortuny powstały - w delikatnie mówiąć - niejasnych okolicznościach, a ostatnio skutecznie wszystkich bogatych się goni stąd (chyba jednak w socjalistycznej, równej dla wszystkich gospodarce, byli jednak równiejsi). No i jeszcze syndrom psa ogrodnika ("ja nie mam, ale ty też nie będziesz miał") wraz z zawiścią i polska szabelką ("liberum veto!").
      Więc jak mi się udało? Podsumujmy: 5 lat technikum, z dodatkowym angielskim i matematyką (prywatnie, bo szkolne wydania mało warte; tu dziękuję rodzicom), 5 lat studiów (tu "dziękuję" wszystkim wykładowcom, którzy wyżywali się na podludziach-studentach, fatalnej organizacji na uczelni i "kolegom" zarażonym od psa ogrodnika) podczas których większość zainteresowań rozwija (przepraszam, studiuje) się samodzielnie. Na koniec studiów, za radą ojca, ciekawa praca dyplomowa i ... szczęście - a jakże: fajna firma otwiera nową inwestycję. Trójstopniowe eliminacje i już! A może jednak coś potrafiłem jednak wygrywając swoją wiedzą (naprawdę wiedzą, w Polsce!) z ponaddwudziestoma innymi. Ale wróćmy do podsumowania: przeprowadzka do Krakowa: nie tak źle, około 100km od rodzinnego domu (do widzenia Silesio), wynajmowanie mieszkania za pół pensji, zero przyjaciół na miejscu i na koniec po paru miesiącach roku zerwane zaręczyny ("pozdrowienia" dla tej niepoważnej pani). Dużo czy mało? "Osobniczozmienne" jak mawiał jeden rodzinny matematyk. Dla mnie dużo po całych studiach dojeżdżania z domu i wielu wyrzeczeniach, żeby tak właśnie było.
      Ale warto było i jedno muszę jednak powiedzieć jasno: mam perspektywy w Polsce i patrzę na to optymistycznie. Choć wiem, że jak dalej ponad połowa moich zarobków pójdzie na podatki, ZUSy (nie miałbym nic przeciwko, gdyby te pieniądze były rozsądnie - w miarę - wydawane później) to też zacznę się zastanawiać nad krajem, gdzie można się czegoś dorobić w skończonym czasie i przed emeryturą (lub rentą chorobową...). Odezwała się ta pogoń za pieniądzem. Tylko jak ma się nie odzywać, kiedy w Polsce trzeba dobrze oglądać każdą złotówkę, nawet jak się zarabia ponad te "1200 zł". Szczególnie jeśli porozmawiać w Krakowie na temat mieszkania...
      Teraz trochę o stosunkach międzyludzkich.
      Część moich znajomych jakoś pamięta lub ma opowiedziane czasy komuny. Dzięki temu doceniają innych, nie wykazują się objawami "syndormu psa ogrodnika". Są też tacy całkowicie nim zawładnięci oraz tacy, którym znaczki "$" pokazały sie w obu oczodołach i tam już zostały. Istnieje - niestety - dość stała zależność, według której Ci bez większej wiedzy o "tamtych czasach" ("tamte czasy" to coś jak legenda...) są bardziej "zarażeni". Stąd poznając kogoś nowego tutaj (czyli praktycznie wszystkich, których tu znam) podchodzi się z rezerwą i nie jest to nietypowe podejście, a poczytać o samotności w wielkim mieście można wiele. Ot, tyle. Po roku mieszkania w Krakowie mam kilku znajomych, głównie z pracy. Czemu tak? No widocznie mam problem z wydawaniem kasy na siedzenie po knajpach - mianowicie nie potrafię gadać o niczym (teraz jak czytam ten felieton, to się zastanawiam, czy na pewno...) i czasem mam wrażenie bycia nieco outsiderem - przy czym po przeczytaniu mojego życiorysu można mieć wrażenie, że jestem (za) bardzo poukładany.
      Następne słowo klucz: globalizacja. Znajomi przez internet, rozmowy przez sms, życie "zdalne". Jak dla mnie bajer, który pozwala skontaktować się z kimś odległym w prosty sposób. Choć niestety, coraz większe mam wrażenie, że stara się zastępować proste, bezpośrednie spotkanie w cztery oczy. Te ostatnie wymaga przecież dużo większego wysiłku: wstać(!), wyjść, dojechać (bez auta to już porażka jeśli dalej niż parę przystanków), wytrzymać z drugą osobą i podtrzymać temat rozmowy - a do tego trzeba mówić po polsku (gramatyka i zadania wielokrotnie złożone - masakra!), składać zdania zamiast ";)" i dość szybko myśleć, bo mówimy szybciej niż klepiemy na gg.
      Patrząc po osiedlowych łebkach i innych pałętających się po meczu na pobliskim stadionie "dresach" zaczynam zadawać sobie sprawę z techniczych trudności jakie to stawia. Także zaczynam się zastanawiać, czy za 15 lat oni wszyscy będą na moim garnuszku, bo łatwiej będzie wykrzyczeć, co się chce niż na to zapracować (taka mała dygresja z serii "dlaczego polski doktor prawa kosi trawniki w Hyde Parku").
      Co mnie trzyma w Polsce? Praca z perspektywami (zarobek mam taki, żeby spokojnie żyć), rodzina te 100km ode mnie.

      Pozdrawiam i dziękuję za dotarcie do tego miejsca lektury.

      PS. Patryiotyzm poczułem raz: w ubiegłym roku, kiedy zmarł Papież. Co smutne - tylko ten jeden raz, a parę tygodni poźniej kibole znów się pociągneli nożami...
      • ralkom Jest nas wielu 17.09.06, 16:42
        Można zauważyć że kwestia pokoleniowa jest dla nas bardzo istotna. Świadczą o
        tym bardzo rozbudowane i większości przypadków ciekawe wypowiedzi.
        Dobrze że Michał Olszewski znowu ożywił ten temat w GW, choć jego tekst wydaje
        się być pisany troche na siłe, wiele problemów było już sygnalizowanych w
        wcześniej i tak na prawde nie ma w tym tekscie nic odkrywczego.
        Zastanawia mnie postulat Michała dotyczący stworzenia mitu człowieka uczciwego
        który ciężką pracą dochodzi do sukcesu. Dlaczego dziwisz się że sukces jednago
        z ludzi w naszym wieku spotyka się podejrzliwością, niechęcią innych? Do dość
        naturalne w sytuacji, gdy tak naprawde większość z nas jest sfrustrowanych.

        Nie jesteśmy pokoleniem, ale myśle że powoli zaczynamy odczuwać więź, która w
        przyszłości będzie jeszcze bardziej widoczna i pozwalająca na wyodrębnienie
        naszych roczników z większej całości. Nie jesteśmy pokoleniem, bo jak
        stwierdziło już paru badaczy nie czujemy potrzeby bycia razem, robienia czegoś,
        działania w grupie. Jesteśmy indywidualistami nastawionymi na zdobywanie
        pieniędzy - ten wątek też już pojawił się na tym forum.

        Myśle że bardzo ważne jest abyśmy zaczeli dyskutować o nas. Osobiście, uważam
        że jest to potrzebne, może dojdziemy w wyniku takiej dyskusji do jakichś
        ciekawych wniosków?
        • ionee Re: Jest nas wielu 17.09.06, 17:57
          > Zastanawia mnie postulat Michała dotyczący stworzenia mitu człowieka uczciwego
          > który ciężką pracą dochodzi do sukcesu. Dlaczego dziwisz się że sukces jednago
          > z ludzi w naszym wieku spotyka się podejrzliwością, niechęcią innych? Do dość
          > naturalne w sytuacji, gdy tak naprawde większość z nas jest sfrustrowanych.

          Prawdę mówiąc to nie dziwi mnie to zwykle, ile - niestety - strasznie męczy. Mam przykre wrażenie, że jak tylko będę trochę lepszy, bardziej dociekliwy to dostanę za to po głowie. Tak było w szkole średniej, tak było na studiach - na pytanie "dlaczego?" nieraz dostałem opr. od prowadzącego. Teraz nie ryzykujesz opr. tylko utratą, właśnie, dochodu-pracy.
          Inna sprawa - jak tu nie być sfrustrowanym, kiedy mając dobrą pracę nie dorobie się _kredytu_ w najbliższym czasie na mieszkanie?
          Tyle, że ja ponarzekam, zakasam rękawy i pójdę coś zrobić; i w tym się czuję lepszy od lenia spod alkoholowego ;)
          Pozdrawiam.
          • ralkom Re: Jest nas wielu 17.09.06, 18:50
            Oczywiście, zgodze się w znacznej mierze z tobą. Co więcej jestem zdania, że
            chęć wyróżnienia się jest jak najbardziej naturalna i potrzebna. Problemem jest
            jednak to że wielu młodym mimo potencjału i chęci nie pozwala się na realizacje
            planów. Uważam że należy "zakasać rekawy" i robić swoje ale czy starczy nam sił?
    • cookies3 Re: Mit pokolenia młodych 17.09.06, 14:51
      Młode pokolenie powinno życ przyszłoscią i jak mówił poeta .."młodości,dodaj
      mi skrzydeł" i mierzyc wysoko i daleko. Snuć dalekosiężne plany i dynamicznie
      pokonywac przeszkody. Wszędzie,ale nie u nas...U nas zyje się przeszłością,
      rozliczeniami,podsumowaniami dekad.Tworzy sie raczej mit dojrzalego pokolenia,
      które nie moze pogodzic się z przeszłoscią.Czy jest jakas nadzieja,że moze
      być inaczej?
    • mikron Re: Mit pokolenia młodych 17.09.06, 16:17
      Mialem troche ponad 20 lat i pamietam dokladnie to uczucie rozczarowania,
      gdy po wygranych wyborach opozycja nie zorganizowala wieliej fety,
      ogolnonarodowych obchodow konca rzadow czerwonego. Obojetnie, jak bardzo
      kontraktowy byl ten sejm, jak malo znaczyl senat, wydawalo sie, ze czerwony
      przegral. Owczesni "my" wzielismy wszystko, co moglismy, wykazalismy sie wielka
      solidarnoscia, zgodnoscia, bylismy znow razem. Mozna bylo budowac pokolenie i
      spoleczenstwo. Brakowala mi tego entuzjazmu poczatkowego.
      Zamiast tego pojawily sie falszywie brzmiace pouczenia o wybaczeniu Kiszczakowi
      i o tym, ze lepiej sie odp...ic od generala. Zamiast tego dowiedzielismy sie, ze
      jestesmy w sumie ciemnym, ksenofobicznym narodem, co nie dosc, ze nic
      sensowenego wyprodukowac nie umie, to i antysemityzm z mlekiem matki wysysa.
      Przeczytalismy w coraz bardziej opiniotworczej gazecie, jak to AK dorzynalo
      niedobitki Zydow po powstaniu. Dowiedzielismy sie, ze nieeuropejscy jestesmy,
      bo nie podoba nam sie brak ochrony wlasnego rynku czy brak cel na (dotowana)
      zywnosc z UE. Srodowiska inteligencji, "tej najbardziej inteligentnej", (nie
      tej katolickiej, narodowej, pachnacej naftalina), bo wokol UW skupionej,
      potrafily obsmiac kazdy przejaw patriotyzmu, jako cos archaicznego i
      nieeuropeskiego. Patriotyzm, jako odpowiedzialnosc za to, co nasi ojcowie -w
      warunkach jakich bylo im dane- zbudowali czy wywalczyli, zastapiono
      pragmatyzmem. Troske o panstwo zastapiono wskaznikiem "wplywow z prywatyzacji".
      Tradycyjne, a wiec z definicji nieadekwatne do nowoczesnego panstwa, wartosci
      moralne skutecznie obsmiano.
      Bylem glosnym apolegota ideologii UW, mlodym i naiwnym. Wstyd mi.

      A GW, no coz: najpierw skutecznie przylozyla reke do demonatzu resztek naszych
      narodowych i pokoleniowych wiezow, a teraz moze cale cykle analiz drukowac.
      Niezly naklad.

      • ifinity Re: Mit pokolenia młodych 17.09.06, 17:34
        Brakuje nam nie mitow, ale dobrych przykladow. Jak nie istniejacych, czy z
        przeszlosci, to tych fikcyjnych, ze zdrowa, trzezwa i logiczna filozofia zycia.
        Z pewnoscia tacy istnieja, a jezeli nie ma takich pod reka to pisarze powinni
        tworzyc fikcyjne przyklady, albo sciagac je z globalnego zbiorowiska. Jest
        sporo Polakow za granicami, Atlasow pomyslu i wdrazania pomyslow w czyn,
        zupelnie uczciwa droga. No tak, ale kto chce tworzyc powiesc fikcyjna, czy film
        w oparciu o taka, musi najpierw sam miec zbior pryncypiow, tj. dobrych
        drogowskazow zyciowych i to bezkompromisowych, tych opartych na sprawdzonych
        przeslankach. Wiec brakuje nam edukatorow, chociaz moge sie zupelni mylic.
        Dobrym poczatkiem dla kazdego wchodzacego w zycie, czy nawet i takiego co u
        schylku zycia, sa prawdziwie zlote wartosci zawarte w powiesci fikcyjnej
        amrykanskiej autorki Ayn Rand pt. Atlas Zbuntowany. Swietny przeklad z
        angielskiego na jez. Polski. Pisarka jest rowniez autorka jej pierwszej
        fikcyjnej powiesci pt. Zrodlo, jak rowniez pozostawila spuscizne niekonczacych
        sie prac pozafikcyjnych. Autorka uwaza, ze fikcja jest wazniejsza od powiesci
        naturalnej (opisujacej przeszlosc, lub terazniejszosc) bo powiesc naturalna
        pokazuje czlowieka jakim byl, a fikcja pokaze czlowieka, jakiego nie bylo,
        jakiego nie ma, a jaki moglby byc, i jaki powinien byc. Mysle, ze wielu z nas
        jest juz teraz taka zmaterializowana fikcja, jakich nas nie bylo i jakimi
        wlasnym marzeniami chcielismy byc, a stanowcza i wytrwala praca doszlismy do
        realizacji tych fikcyjnych marzen. I to niekoniecznie w ogromnych wymiarach,
        rowniez w tych mniejszych, w tych na codzien. Sukces jednak powinien byc
        bezwgledna miara jak nie dazenia do tego co najwieksze, to uznawania zdobyczy
        indywidualnego czlowieka, w kazdej dziedzinie zycia, nawet jak stanie sie takie
        indyvidum Bill Gates'em. Indywidualnego, wcale nie znaczy odosobnionego, moze
        byc rowniez i korporacyjnego. Bo coz to jest korporacja? Jak nie indywidualne
        przedsiewziecie, to przedsiewziecie zbioru niezaleznych bytow z kapitalem
        pomyslow, jak i z kapitalem pieniedzy, przewaznie nalezacym do bankow. I
        dobrze, ze takie instytucje jak banki istnieja. Bez nich indywidualny wzrost,
        czy generalnie wzrost gospodarczy nie jest mozliwy. Chociaz tutaj trzeba
        uwazac, bo jak powiedzial pisarz Mark Twain "Bankier jest przyjacielem, ktory
        pozyczy parasola, ale damagac sie bedzie jego zwrotu, gdy wydaje mu sie, ze
        zanosi sie na deszcz".
    • easier_to_fly to jest pokolenie wielkiej emigracji 17.09.06, 18:51
      OTO,CO NAS łąCZY. STUDIUJę SOCJOLOGIę I DZIWIę SIę, żE NIKT JESZCZE NA TO NIE WPADł.
      • cookies3 Re: to jest pokolenie wielkiej emigracji 17.09.06, 19:43
        Mozna tak nazwac współczesna emigrację ludzi młodych. Otwarcie granic
        sprawiło,że młodzi poczuli zew wolności i niczym te ptaki,zaczęli opuszczac
        gniazda. Natomiast wspomniana przez 'easier_to_fly' "wielka emigracja" zwiazana
        była z utrata niepodleglości i nieudanymi zrywami niepodleglosciowymi.
        Ale nazwa,ze jest to pokolenie wielkiej emigracji jest ładne.
    • tomeczeka Mit pokolenia młodych 17.09.06, 20:05
      "Ci, którzy boleją nad tym, że cynizm toczy współczesnych męzczyzn i kobiety,
      nie powinni zapomnieć odnieść tego do ekonomicznych i społecznych warunków,
      które cynizm uprzywilejowują i nagradzają." [...] Tak postanowiłem rozpocząć
      wypowiedź odwołując sie do Zygmunta Baumana,(SwSO,205-206) który to figurował w
      artykule. Bardzo trafna konstatacja prawda? Zabrakło mi takiego punktu widzenia,
      mglistego przypuszczenia, zasugerowania, być może nakreślenia. A przypominane do
      znudzenia przez tego samego autora - postrzeżenia Urlicha Becka, o "
      rozwiązywaniu sprzeczności systemowych na poziomie biografii w Społeczeństwie w
      stanie oblężenia?, problem rozślizgiwania się wieźi społecznych, kultury kasyna,
      korozji charakteru, erozji więzów międzyludzkich, o surfowaniu, o ryzyku, o
      dziecku które wylane zostało razem z kąpielą ( to metafora wyzwolenia ze
      społeczeństwa i nawiązanie do Durkheima; tej wolności o której w artykule pisze
      się: że jest nieznośna, nieporządana, trudno sobie z jej ciężarem poradzić oraz
      iż całe nieszczęście w fakcie wylania wolności na nieplodny grunt jednostek
      bezrefleksyjnych,niedo-przedsiębiorczych, by przywołać Gombrowicza jednocześnie
      dokonując parafrazy, a już napewno nieporadnych i niezorganizowanych)Brakowało
      mi też zniechęcenia wyborami, które to coraz bardziej zgodnie z ostatnimi
      trendami przypominają wybory miss uniwersum, słowo daję jeszcze kilka lat a
      doczekamy się kastingów politycznych w jednomandatowych okręgach wyborczych,
      gdzie politycy miast programu - prezentować będą najnowsze trendy ubraniowe,
      kompozycje kontrastów kolorystycznych wespól z mozaiką materiałową, ząś
      ukontentowane spektaklem jury, bijąc brawo - uśmiechniete - przyznawać bedzie ku
      radości obywateli punkty, które to decydować bedą o obsadzaniu urzędów wedle
      reguły rywalizacji kompetencyjno-programowej Sartoriego. Jeżeli ktoś z
      czytających dotrwał do tego punktu , gratuluje jednocześnie podkreślając to co
      już kształtem uderza : oto bowiem przechodzę od krytyki spekulatywnej - do
      prywatnej, od obiektywizmu do prywatnego zniechecenia, subiektywnego obrzydzenia
      i zwrócenia. Winien jestem kontynuacji, ponieważ czynność nie jest dokonana.
      Biorę tymczasowy rozbrat,napominając jednocześnie, że powyższa krytyka ma
      szerszy charakter - i nie odnośi sie tylko do Polski; z tym górnolotnym
      świszczącym językiem i opisze co mnie boli. Moj ojciec siedział za wspaniałej
      Solidarności, zwykły pospolity robotnik, ot człowiek szablonowy który stracił na
      systemowej transformacji.Zaraz zobaczymy jak. Będąc optymistą, wierzę ze uda mi
      się zdobyć upragnione wyższe wykształcenie.( a i podwójnym - wierze w dobro
      wspólne: moje i ojca) Wtedy pozostanie dla mnie alternatywa - wyjechac i
      zadowolić się pracą dobrze platną, acz prostą, bezrefleksyjną, odrzucającą
      taśmowo-monotonną; bądź uśmiechac sie pracując w Polsce w branży usługowej,
      polecając wyśmienite mozaiki i kompozycje ubraniowe dla biorących udział w
      kastingach teorii publicznego wyboru marketingowego - polityków. Bo co innego
      zostaje dla humanisty ? (falszywa alternatywa podbudowana innym skretem nieprawdy)

      P.S. Prosze bardzo uważnie potraktować spuścizne Gombrowicza i nie próbować
      przywdziać mu mundurka (z krawatem) indywidualizmu przedsiębiorczego. Tego
      jeszcze brakuje - polityków jestem w stanie przetrawić, jednak takie pobieżne
      przypisa-nie.
    • princealbert nie utożsamiam się z tymi młodymi 17.09.06, 20:33
      chyba się zestarzałem:

      1. Mam awersję to każdej zbiorowości. Mierzi mnie kwalifikowanie wg. kategorii
      narodowościowych, pokoleniowych i innych.

      2. Jestem przede wszystkim sobą.

      3. Uznawanie 'przywódcy' duchowego czy jakiegokolwiek innego jest oznaką
      słabości i oportunizmu.
      • diefenbaker Re: nie utożsamiam się z tymi młodymi 17.09.06, 21:07
        > 3. Uznawanie 'przywódcy' duchowego czy jakiegokolwiek innego jest oznaką
        > słabości i oportunizmu.

        Nie chodziło Ci czasami o konformizm? Poza tym 'uznawanie' jak piszesz, można
        rozumieć bardzo szeroko. Czasem dobrze jest skonfrontować swoje zdanie z kimś,
        kogo ceni się za 'całokształt' twórczości.
      • maria-anna Re: nie utożsamiam się z tymi młodymi 17.09.06, 21:30
        O tym min była w art mowa.Dzisiaj młodzi nie myslą o sobie,jako o grupie i
        pokoleniu,ale indywidualnie - każdy o sobie. I ,moim zdaniem,to jest dobre.
        Kazdy odpowiada za siebie i swój los. Jeszcze nie tak dawno mówiono "bierzcie
        sprawy w swoje rece". I tak ma byc.Ale współczesne,nowoczesne państwo powinno
        w tym społeczenstwo wspierać i tworzyć mozliwosci. Nie zawsze tak jest.
    • formozus1 A pokolenie Jana Pawła II wymarło??? 17.09.06, 21:04
      Wrzaz ze wzorcem??

      Ludu Polan powstań z kolan.
      Amen.
      • kordzio1 Re: A pokolenie Jana Pawła II wymarło??? 18.09.06, 12:09
        Nie wymarlo, tylko raczej nigdy nie powstalo, lub bylo takim ladnym tworem ktory
        ladnie wygladal w tv przy okazji wielkiej narodowej pokazowy (kazdy sie
        przescigal w tym kto zrobi najwieksza zmiane na lepsze, a gdy zgasly kamery to
        kazdy wrocil do tego co bylo wczesniej).
    • pmonroe Czemu Od 1989 roku nie zbudowaliśmy nawet podwalin 17.09.06, 21:27
      Odpowiedz ponizej :
      Z senatorem Piotrem Łukaszem J. Andrzejewskim (PiS) rozmawia Julia M. Jaskólska

      Jaki sens, poza zadośćuczynieniem sprawiedliwości, ma dziś dekomunizacja? Czy
      to jeden z koniecznych elementów rozbicia układu?
      - Dekomunizacja w różnych okresach transformacji miała różne racjonalne
      motywacje. Fakty ujawnione przez sejmowe komisje śledcze, prowadzone
      postępowania prokuratorskie, śledztwa dziennikarskie ukazują dzisiaj, że
      istnieje sieć powiązań między byłymi funkcjonariuszami służb specjalnych i
      aparatu PZPR a dzisiejszymi ośrodkami decyzyjnymi. I to na każdym szczeblu
      podejmowania decyzji - w skali państwa, regionów, w sferze gospodarki, w sferze
      bezpieczeństwa państwa, a także w indywidualnych decyzjach dotyczących
      obowiązków i praw obywateli.

      Stefan Niesiołowski powiedział, że dekomunizacja to zagrywka polityczna PiS
      przed wyborami samorządowymi, wrogowie dekomunizacji mówią o zemście
      politycznej...
      - Żadna zemsta, to nie jest nawet kwestia rozliczenia! Jest to problem
      przywrócenia zdrowego systemu państwa prawnego, czyli zasady, która jest
      sformułowana w Konstytucji RP. Byli funkcjonariusze PZPR, służb specjalnych,
      Milicji Obywatelskiej z okresu PRL wchodzą w układy nieformalne zagrażające
      niejednokrotnie bezpieczeństwu państwa i obywateli oraz zasadzie równości.
      Osoby te uczestniczą w patologiach nękających Polskę. Są beneficjentami
      nieformalnych systemowych decyzji dotyczących praw majątkowych i innych
      rozstrzygnięć w zakresie prawa publicznego. To, co zostało w sposób sprzeczny z
      prawem przejęte przez państwo komunistyczne, dzisiaj jest przejmowane przez
      struktury, w których uczestniczą byli funkcjonariusze państwa komunistycznego.
      Przykładem jest przejęcie w drodze korupcji parlamentarnej majątku Skarbu
      Państwa - choćby Funduszu Wczasów Pracowniczych - przez podmiot jednej opcji
      politycznej.

      Propaganda antydekomunizacyjna, podobnie jak antylustracyjna, mówi, że na
      dekomunizację jest za późno, bo dzisiaj SLD to Olejniczak, Napieralski, a
      Kwaśniewski, Oleksy, Miller, Szmajdziński, których dekomunizacja miałaby objąć,
      wypadli z gry.
      - Musimy sobie odpowiedzieć dziś, kto jest kim, kto to jest "Kat", kto to
      jest "Minim"...
      ...wiemy, kto to jest Olin...
      - ...i co oznaczają niektóre kryptonimy osób, które nieformalnie wpływają na
      tok życia publicznego. Jakie były i są ich powiązania ze służbami specjalnymi
      innych państw, czy funkcjonują w systemach jawnych lub tajnych? A funkcjonując
      w systemach jawnych, czy nie uczestniczą jednocześnie w strukturze o tajnym
      podejmowaniu decyzji i z jakimi uzależnieniami tych decyzji? Poza korupcją
      majątkową istnieje też system korupcji politycznej. To, co stało się z
      majątkiem Funduszu Wczasów Pracowniczych, jest tego typowym przykładem.

      Jednak niektórzy politycy PiS, np. pan minister Gosiewski, pan Marcinkiewicz,
      też mówią, że na dekomunizację jest za późno. Ale jeżeli na dekomunizację jest
      za późno, to na lustrację też.
      - Wydaje mi się, że jest to żal po rozlanym mleku albo raczej żal po mleku,
      którego nie było. To oczywiście odnosi się do niezrealizowanej dekomunizacji,
      którą planowaliśmy w roku 1990, później w roku 1992 czy 1999.

      Opracowywany w Senacie projekt ustawy dekomunizacyjnej, którego jest Pan
      autorem, nawiązuje do senackiego projektu z czasu, gdy premierem był Jan
      Olszewski. Aż 14 lat trzeba było czekać, żeby sprawa miała szanse przebicia
      się?
      - Jesteśmy bardzo opóźnieni ze względu na rozmaite gwarancje, które otrzymała
      władza komunistyczna w Polsce przed Okrągłym Stołem i w czasie trwania jego
      obrad. Tę gwarancję potwierdziła realizacja tzw. grubej kreski. Łatwo mówić
      dzisiaj, że jest za późno. Przy Okrągłym Stole narodziła się uprzywilejowana
      kasta byłych funkcjonariuszy, która jest jak szlaka po wypaleniu pieca.

      Szlaka?
      - Wszystko to jest zbite w taką skorupę, właśnie jak szlaka - tak się zbiły
      tzw. elity III RP z elitami komunistycznymi, sfery interesów zaczęły się
      przenikać, w tym profitów majątkowych i politycznych. Tę szlakę trzeba dzisiaj
      wyrzucić z pieca. My nie będziemy chronić tych pozostałości; ma buzować płomień
      demokracji, taki jak sobie wymarzyliśmy.

      Pojawiają się zarzuty, że przeprowadzenie dekomunizacji będzie niezgodne z
      Konstytucją.
      - Ależ to układy nieformalne zakłócają dzisiaj prawidłowość i czytelność tego,
      co wynika z gwarancji konstytucyjnych: jawność podejmowania decyzji, pełną
      informację o organach władzy państwowej i samorządowej oraz o osobach
      sprawujących władzę.
      Mamy utajony system decyzyjny, za którym stoją przenikające się struktury
      funkcjonariuszy państwa, które reprezentowało to, co jest właśnie zakazane
      Konstytucją. Przypomnę, że Konstytucja zakazuje funkcjonowania partii
      nazistowskich i komunistycznych. Co to oznacza? Przecież nie chodzi tylko o
      ideologię. Chodzi o struktury państwa totalitarnego, które stoją i stały w
      sprzeczności z zasadami państwa prawnego i obowiązującym w Polsce systemem
      konstytucyjnym. Polityka tzw. grubej kreski do dzisiaj nie zabezpiecza
      obywateli III RP przed nieformalnymi oddziaływaniami członków byłych struktur
      państwa komunistycznego. Dla mnie jako dla człowieka zajmującego się przede
      wszystkim zgodnością rozwiązań prawnych z Konstytucją i z podstawowymi prawami
      obywateli, z zasadami, które wynikają z Międzynarodowych Paktów Praw Człowieka,
      kwestią otwartą pozostaje, w jakim zakresie i z jakiego tytułu możemy
      ograniczyć prawa byłych funkcjonariuszy aparatu przemocy i ucisku do
      funkcjonowania w dzisiejszych strukturach państwa.

      Ustawa zasadnicza przewiduje takie ograniczenia.
      - W artykule 31 ustęp 3 Konstytucja stwierdza, że ograniczenia w zakresie
      korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane, ale tylko w
      ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego
      bezpieczeństwa i porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia,
      moralności publicznej albo wolności i praw innych osób. Mamy tu do czynienia z
      przesłanką, jak daleko motyw bezpieczeństwa i porządku publicznego,
      zabezpieczenia wolności i praw innych osób może częściowo i przejściowo
      ograniczyć prawa osób systemu, którego funkcjonowanie zostało w Konstytucji
      zabronione, a który de facto oddziałuje jako sieć nieformalnych powiązań.
      Musimy się zmierzyć w tej inicjatywie z tym problemem. O najważniejszych
      elementach tego układu mówił premier Jarosław Kaczyński - to jest ten "stolik"
      brydżowy, przy którym siedzą wywodzący się z PRL ludzie polityki, biznesu,
      służb specjalnych i niejednokrotnie element przestępczy najwyższego szczebla.
      Czy ta patologia ma być chroniona w państwie prawa?

      Nie, ale jeśli ustawę dekomunizacyjną przegłosuje Sejm, to podniesie się
      straszny klangor, że jest niezgodna z Konstytucją.
      - Jeśli będzie wola polityczna uchwalenia tej ustawy, to w ostateczności może
      ją ocenić Trybunał Konstytucyjny. Nie wątpię, że podniesie się ogromny tumult i
      mnóstwo zarzutów ze strony wszystkich tych, których w dalszym ciągu wiążą
      nieformalne struktury, powiązania i wspólne interesy z dawnymi
      funkcjonariuszami państwa komunistycznego. Wiele osób - również z dawnej
      opozycji demokratycznej - chce dalej chronić tych ludzi już jako swoich
      sprzymierzeńców lub współdecydentów. My zdecydowanie zrywamy z praktyką tzw.
      grubej kreski.
      Na razie jednak gruba kreska robiła karierę. Senat nie podjął się karkołomnego
      zadania dekomunizacji?
      - Senat ma szczególne obowiązki w zakresie tej legislacji, dlatego że 17
      czerwca 1992 roku podjął pierwszą uchwałę w zakresie ujawniania byłych
      pracowników UB i SB. We wniesionej do Sejmu 28 lipca 1992 roku inicjatywie
      ustawodawczej Senat stwierdził konieczność usunięcia ich z ważnych w państwie
      funkcji publicznych oraz stworzenia przesłanek prawnych do nieobejmowania przez
      te osoby takich funkcji w przyszłości. Senat uznał, że jest to minimalny
      postul
    • outsi Mit pokolenia młodych 17.09.06, 21:44
      I znowu wychodzi na to, że nie wpisuję się w obraz pokolenia...
      Mam w dup.ie mity, barykady, wspólne przeżycia i ogólnie "my".
      Jest mi dobrze kiedy jestem "ja".
    • kozaczek3 My uznaje z własną żoną.!!! 17.09.06, 21:59
      Zwłaszcza w czasie jej szczytowania!!!!
    • braineater Nie ma Polski 17.09.06, 23:26
      więc nie ma pokolenia Młodych Polaków. Kraj został zmieniony, przy pomocy
      mediów i polityków w kilkanaście, kompletnie nie przystających do siebie
      wirtualnych rzeczywistości, które łacza się jedynie na chwilę, najczęściej w
      porze nadawania Wiadomości.
      Mamy świat komuchów i solidaruchów duszacych się we wzajemnym uścisku, ale nie
      potrafiacych się bez siebie obyc, bo wtedy ich zycie straciłoby jakikolwiek
      sens i musieliby sie poczuć tym, kim naprawdę w duchu się czują, czyli nikim
      ważnym. Niestety, sa zbyt młodzi by wymrzeć i zbyt uparci, by zrozumieć, że
      należą do prehistorii, więc to oni dyktuja warunki. Mamy świat babuń
      kościółkowych i dziadków, zyjących wspomnieniami heroicznej młodosci, co
      tydzień obchodzacych jakąs chwalebną rocznicę sprzed 60 lat, o której gdyby nie
      podręczniki historii, nikt by juz nie pamiętał, którzy nadal myslą, że żyjemy w
      świecie XIX wiecznych i starszych wartości, i że maja one cokolwiek wspólnego z
      dzisiaj. Mamy ludzi, którzy przez ostatnie 50 lat chlali wódę, a teraz uznają
      się za ofiary systemu i takich, którzy lizali dupy kazdemu, by móc aktualnie
      mówic o sobie pan Minister. Mamy 40 letnich rekinów biznesu, dla których
      szczytem spełnienia jest goła laska z Tajlandi i Meś klasy S zaparkowany pod
      willą wzorowaną na torcie weselnym. Mamy polityków, którzy zdają się znać
      perfekcyjnie na niczym i media, które nie znają się na niczym, ale o wszystkim
      potrafią jednako beznadziejnie napisać. Mamy z dupy wyciagane autorytety i z
      jeszce głębszej dupy wyciagnięte gwiazdy.
      Czyli po prostu, dzieki wytrwałej pracy wielu pokoleń, nie mamy zupełnie nic,
      mając 30 lat jestesmy nadal w przedszkolu zażądzanym przez gerontów i ich
      popleczników ciut młodszych, którym medialno-partyjno-koscielny PR doskonale
      wyprał mózgi i pozbawił osobowości. Po prostu mieszkamy na pustyni po której
      snuja się duchy poprzednich pokoleń, wymuszając na nas odprawianie w kółko tych
      samych kretyńskich rytuałów, wprost z kart Dziadów. A sa na tyle skuteczne w
      swoim wymuszaniu, że zabierają cały czas, który to pokolenie, którego nie ma,
      mogłoby poświęcić na popchnięcie tej parodii Narodu ku jakiejś sensownej
      przyszłości. Jedyne, co nam zostaje to cyniczna obserwacja tego chocholego
      tańca starców i okrutne, ale przynajmniej szczere oczekiwanie, na to aż
      wreszcie ktoś te demony walki, martyrologii przebije osinowym kołkiem,
      uziemiając na wieki.
      Nie pamiętam, gdzie i kiedy to słyszałem, ale pało zdanie brzmiące, że
      normalnie w Polsce będzie, kiedy umrze ostatni cżłowiek pamiętający czasy PRL.
      Do tego czasu możemy tylko po cichutku liczyc na to, że kombatantom i emerytom
      nie od..doli do samego końca.

      P:)
    • nessie-jp Re: Mit pokolenia młodych 18.09.06, 01:29
      Z artykułu wynika, że jedynym zjawiskiem jednoczącym Polaków jest wspólny wróg.
      Gdy nie ma kogo nienawidzić - nie ma mitu, nie ma pokolenia.

      Smutna to konkluzja. Oby nieprawdziwa.

      Oby.
      • eric-cartman Re: Mit pokolenia młodych 18.09.06, 12:30
        a ja wiem czyja to wina
        50 lat KOMUNY!!!

        wszystko co zle zrzucam na PRL :-) moze troche przesadzam ale pewnie jest w tym
        tez sporo racji..
    • bala333 Re: Mit pokolenia młodych 18.09.06, 13:17
      Zastanawiam sie do jakiego stopnia kultura masowa, ktora tworzy mit latwego
      dostepu do dobr i uslug jako podstawowego prawa mlodego pokolenia jest jednak
      spoiwem scalajacym to pokolenie? Nie ma niczego szczegolnego i niczego
      niezwyklego w fakcie, ze w niezbyt bogatym kraju jakim jest Polska (i 90%
      innych krajow na swiecie) mlodzi ludzie nie maja tego wszystkiego co chcieliby
      miec i co maja ich rowiesnicy w krajach najbogatszych. A jednak w Polsce
      powszechne jest przekonanie, ze mlodym sie nalezy, przekonanie nie tylko
      pokoleniowe, ale nawet ponad pokoleniowe, bo chyba wszczepine prze rodzicow, ze
      dzieci powinny miec dobrze. Moze wiec indywidualne frustracje mlodych i
      poczucie, ze swiat nie daje tego wszystkiego co obiecuje, nie jest tak
      indywidualne jak sie wydaje i stanowi rys wspolny?
      I nie wiem dlaczego istnieje przekonanie, ze podaczas kiedy pokolenie rodzicow
      moglo bezskutecznie marzyc o talonie na malego fiata, pokolenie dzieci, tylko
      dlatego ze system nazywa sie "kapitalizm" powinno miec dostep do lepszego zycia
      i do spelnienia marzen? Kapitalizm nie jest od spelniania marzen tylko od
      kumulacji kapitalu w rekach bogatych, ze przypomne. Moze wiec, nalezaloby
      nazwac to pokolenie pokoleniem niespelnionych marzen o transformacji?
      • diefenbaker Re: Mit pokolenia młodych 18.09.06, 18:52
        > A jednak w Polsce
        > powszechne jest przekonanie, ze mlodym sie nalezy, przekonanie nie tylko
        > pokoleniowe, ale nawet ponad pokoleniowe, bo chyba wszczepine prze rodzicow, ze
        >
        > dzieci powinny miec dobrze.

        Rodzice zazwyczaj dbają o dzieci, więc nie widzę nic dziwnego w tym, że chcą ich
        dobra. Natomiast co do 'należy się' to nie jestem w stanie się zgodzić. Bardzej
        mam wrażenie, że 'należy się' górnikom, emerytom, leśnikom, pracownikom PKP i
        politykom.

        > Moze wiec indywidualne frustracje mlodych i
        > poczucie, ze swiat nie daje tego wszystkiego co obiecuje, nie jest tak
        > indywidualne jak sie wydaje i stanowi rys wspolny?

        A może jest tak, że kultura masowa zaspokaja wszystkie zachcianki, ale powoduje
        też brak czegoś transcendentnego? Ogromna większość dóbr dostępna jest za
        pieniądze, ale brak jest choćby takiej wartości jak przyjaźń. Rozmowa zamienia
        się w 'klikanie', spotkania towarzystkie w melanże, kościół w supermarket.
        Moim problemem na pewno nie jest to, że 'świat nie daje mi wszystkiego'. Ja
        zresztą nigdy nie chcę i nie chciałem czegoś 'dostawać'. Dużo większą
        satysfakcję daje mi zapracowanie, chociażby na własne wakacje, czy weekendowe
        piwko w knajpie. Bardziej przeraża mnie natomiast to, że świat wkoło czasem
        wygląda jak dekoracja. Nieraz mam wrażenie, że wszyscy za chwilę zrzucą maski, a
        całe te tandetne przedstawienie się rozpadnie na kawałki. Czy to nihilizm? Czy
        może wrażenie, że nie do końca realizuję się w życiu? Nie wiem. Szukam wciąż
        swojej drogi, i podejrzewam, że tak będzie do samego końca :) Może właśnie tak
        smakuje wolność?
        • farafina koniec z pokoleniowym stadem 19.09.06, 15:41
          nie mam najmniejszej ochoty poczuwac sie do bycia w pokoleniowym stadzie, co to za mania wrzucania
          wszystkich do jednego wora, jestem z nannim morettim - patrz "dziennik intymny" - i tylko dlatego, ze
          urodzilismy sie w jednym czasie ? co to za powod, a pan ktory napisal ten artykul jakis za pewny siebie,
          ze mogl dac jakies wzory - jakos morale katolickie przenikajace ten narod poza stadnymi pielgrzymkami
          nic na wskros nie zdzialalo, a pan autor artykulu w wyborczej chcial cos pomoc ...
          ale co w tym zlego ze pokolenie 30 latkow zroznicowane i nie w stadzie ? nie rozumiem ?
        • ralkom Re: Mit pokolenia młodych 19.09.06, 20:44
          Czy to nihilizm? Czy
          > może wrażenie, że nie do końca realizuję się w życiu? Nie wiem. Szukam wciąż
          > swojej drogi, i podejrzewam, że tak będzie do samego końca :) Może właśnie tak
          > smakuje wolność?

          Wydaje mi się że to co opisałeś to nie tylko twoje odczucie. Wielu z nas jest
          dobrze wykształconych, ma duże aspiracje. Pojawia się więc potrzeba zrobienia
          czegoś więcej. Czasami nie chodzi pewnie tylko o samorealizacje ściśle
          zawodową. Ale niestety pogoń za kasą, czy to wyjazdy, czy tutaj zarabianie
          na "weekendowe piwko" sprawia że to porzucamy.
          Doszedłem do wniosku że za wszelką cenę trzeba poszukać innej drogi innych
          wartości i celów innego sposobu realizacji
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka