eva15
10.05.07, 00:45
No proszę nawet pan Wacek trąbi do odwrotu, słowem - koniec świata.
A wszystko właśnie przez to, że dokładnie odwrotnie niż przewrotnie wypisuje
p. Wacek, EU nie podpisała się pod estońską awanturą. ZAMILKŁA oficjalnie i
skończyło się na zwykłym bełkocie PE oraz na szarżach Polaków we własnym
imieniu (vide S-Wolski).
Natomiast EU jako taka, a zwłaszcza jej prezydencja niemiecka, postarała się
w CISZY, poza mediami, o deeskalację problemu - poczynając od przekonania
Estńczyków, by nie niszczyli pomnika, lecz go co najwyżej przenieśli, a
kończąc na przekonaniu amerykańskiego prezydenta Estonii, że lepiej wysłać
premiera z kwiatami pod pomnik znienawidzonego okupanta, którego akurat
właśnie chciało się przetopić na armaty(do Iraku, Afganistanu?). Z jednej
strony nacisk na Estonię z drugiej niemiecka prośba do Rosję o zaniechanie
dalszych reakcji i wycofanie protestujących spod ambasady - wygrał pragmatyzm
Zachodu i Rosji nad chęcią rozróby. Wygrał tym razem, ciekawe na jak długo.
Nie mniej - okazało się, że bez pomocy EU trudno robić porządną politykę
antyrosyjską. Sama tylko deklaracja poparcie ze strony USA, Polski i innej
Gruzji nie wystarczyła. Więc trzeba odtrąbić odwrót. Zwycięski oczywiście.
W jednym pan Wacek ma rację - Polska znów się wystawiła tyłem do wiatru,
czyli dała kolejny materiał do polish jokes.