Dodaj do ulubionych

Cena marzenia

17.07.07, 13:28
JAK TO NIE MA OPINII?

po takim zajebistym artykule nie ma opinii?!!!
no co jest? :)

a tak powaznie, to brawa dla Pana Tomka za reportaz, no i dla tej pary, ze
sie polapala w pore, ze brna (razem i osobno) w najgorszy dla nich (i dla ich
corki) scenariusz. ciesze sie, ze wygrala jednak milosc (albo przywiazanie,
albo co tam jeszcze, wiadomo o co chodzi...).

z mego punktu widzenia - sam pracuje w korporacji, moja zona tez, zarabiamy
przyzwoite pieniadze, pracujemy na szczescie codziennie do 18, mamy czas dla
siebie, ostatnio urodzil sie nam cudny Synek... - dziwi mnie jednak
niefrasobliwosc bohaterow tej opowiesci. ciezko mi uwierzyc, ze po tylu
latach tyrania na dobrych pozycjach nie mieli zbyt wiele oszczednosci..
wsrod dzisiejszych 30latkow z korporacji nie ma NIKOGO, kto by nie kupil
mieszkania, akcji, funduszy. niebywale, jak w ciagu zaledwie 15 lat wzrosla
swiadomosc i edukacja finansowa ludzi w polsce.

a co do tych pragnien i checi wyrwania sie z korporacji.. to wszystko wynika
moim zdaniem z fazy rozwoju systemu kapitalistycznego w Polsce. we wczesnej
fazie tegoz - co przyznaje bohaterka - wszystko dzialo sie szybciej,
korporacje zachlystywaly sie dwucyfrowymi rocznymi wzrostami zyskow i - co
zrozumiale, taka ich natura - robily sie coraz bardziej pazerne. gdy
koniuktura siadala, wzrosty napedzano dalej na rozne sposoby, m.in. cisnac
pracownikow do granic wytrzymalosci. z drugiej jednak strony placono za to
sowicie (ciekawe, czy dalsi opiniodawcy sie ze mna tu zgodza..), co tez
przyznaje bohaterka artykulu.

tutaj w Szwajcarii system jest zupelnie gdzie indziej. korporacje takie
wzrosty maja dawno za soba. nauczono sie spokojnego rytmu i poszanowania
pracownikow. ale tez z drugiej strony tylko naprawde wybitne, pojedyncze
jednostki maja szanse na jakiekolwiek kariery. wiekszosc musi czekac na awans
az szefa przejedzie tramwaj, a podwyzki sa 1% na rok. wiec cos za cos, mili
Panstwo.

ktory system jest lepszy? a, to juz musza rozsadzic czytelnicy artykulu. mnie
na przyklad mdli tu z nudow, choc zyjemy z rodzina jak paczki w masle. i z
jednej strony chcialbym tu zostac i pic wino i jezdzic za miastem na nartach
co weekend, a z drugiej strony kusi mnie powrot do polski i ciezka praca za
duza i szybka kase w gospodarce cudownie rosnacej rocznie o 7% (szwajcaria,
2% w tym roku, jak dobrze pojdzie).

a co Ty bys zrobil na moim miejscu czytelniku?
Obserwuj wątek
    • tirri_smialek co bym zrobił jako czytelnik? 17.07.07, 17:18
      Ano podpaliłbym tę twoją Szwajcarię, kopnąłbym cię w jaja, uciekł, a potem w
      zamieszaniu ogłosił remis. Tak to właśnie robimy w naszym kraju - szybko i z
      odrobiną adrenaliny, he he

      Powyższa opinia jest oczywiście żartobliwa. Ku pokrzepieniu serc. Taki żarcik.
      Żebyście wszyscy piszący na tym forum zapomnieli jak strasznie macie przerąbane.
      • jan_dreptak Re: co bym zrobił jako czytelnik? 18.07.07, 09:55
        facet zasuwał w korporacji potem poszedł na swoje i okrutnie się zdziwił, że na
        swoim też trzeba pracować, jako ex-człowiek korporacji od dziesięciu lat na
        swoim podpowiem, bycie swoim własnym szefem nie oznacza, że jest się cały czas
        na urlopie tylko, że ten urlop hipotetycznie można wziąć w każdej chwili ale
        nigdy się go nie bierze bo zawsze jest coś do zrobienia, natomiast podstawowy
        urok to ten, że nie trzeba oglądać zakazanej gęby szefa gdyż samemu jest się
        szefem (i zakazaną gębą dla swoich pracowników)
        • zolteczko Re: co bym zrobił jako czytelnik? 20.07.07, 13:04
          W pełni popieram! Ale nie chodzi przecież o to, żeby wracać do tego, od czego
          się uciekło... Jak bohaterzy reportażu. Sama jestem męczennikiem korporacji i
          mojego szefa i nie mogę się doczekać, kiedy będę szefem... Tylko trzeba się
          uczyć na błędach swojego szefa.
          Mój obecny szef też uciekł z mega korporacji... problem w tym, że ludzie, po
          których inni przez lata "jeździli" mają chyba nieodwracalne zmiany w
          charakterze i nie potrafią być już "normalnymi" ludźmi i szefami. Koło się
          zamyka... Może ktoś zna rozwiązanie? :)
          • marcowroc nie szukał szczęścia poza mną. 23.07.07, 15:03
            Jeżeli ktoś marzy, że szczęście znajdzie daleko od miejsca, gdzie właśnie jest, to jak może je dotknąć?

            Te wszystkie "marzenia" to tylko racjonalizacje własnego pracoholizmu (ucieczka do pracy przed żoną/mężem i dziećmi czyli rzeczywistymi problemami/zadaniami swojego życia) czy innego problemu (alkoholowego?).

            Zresztą komu ja to gadam ;)
            Tu przecież większość zagląda, żeby przejąć sie cudzymi problemami i uciec od własnych...
            • wibag Re: nie szukał szczęścia poza mną. 24.07.07, 20:10
              marcowroc napisał:

              > Tu przecież większość zagląda, żeby przejąć sie cudzymi problemami i uciec od
              własnych...

              To ja należę do tej mniejszości.
              Nie uciekam do pracy przed bliskimi, a problem to dopiero powstanie jakbym nie
              miała tej pracy (w korporacji). Nie zaglądam tu, by zobaczyć problemy innych
              ludzi, a już prędzej chciałabym skorzystać z tego, czego tu się mogę dowiedzieć,
              czyli z doświadczenia innych.

              Wracając do artykułu przyznać muszę, że zazdroszczę bohaterom odwagi w podjęciu
              ryzyka i co za tym idzie jednak w realizowaniu swoich pasji. Nic tak na mnie nie
              robi wrażenia, jak ludzie z pasją, a jeszcze bardziej ludzie, którzy te pasje
              starają się realizować.

              Dlatego przeczytałam cały artykuł i jestem pod wrażeniem tej historii, zwłaszcza
              że miałam podobne marzenia co do podróży, własnego małego przedsiębiorstwa,
              nauki języków, a niestety zadowalam się namiastkami i jestem na tyle szczera
              przed samą sobą, by przyznać że niestety, ale tej determinacji w dążeniu do
              marzeń i asertywności (jak ja nie lubię tego słowa) to niestety mi brakuje.

              Takie artykuły dają jednak lekkiego optymistycznego kopa i tak myślę, że na
              hiszpański to jednak się zapiszę, nigdy nie wiadomo kiedy dane mi będzie
              skorzystać z nowego doświadczenia, bo tak całkowicie, to jednak trudno
              zrezygnować z marzeń.
        • galabouli Re: co bym zrobił jako czytelnik? 23.07.07, 23:32
          ja jestem na swoim od jakiegoś czasu. zgadza się. hipotetycznie urlop można
          wziąść zawsze. i trzeba racjonalnie to zaplanować. haruję ciężko. poza
          określonymi momentami (święta, niedziele itp). no i musowo raz w roku na tydzień
          na narty, w maju na spływ kajakowy a latem na 3 tygodnie na jakąś wyprawę w
          góry. wierzcie mi. po takich wyjeźdach nie dość, że mam siły nadrobić
          zaległości, ale jeszcze rozkręcam mocniej interes.
      • kita1979 brakuje fragmentu 23.07.07, 23:40
        nie macie wrażenia, że tekst jest niepełny???
        Jak i dlaczego wrócił do domu? Co z żoną w tym czasie?
        jakiś nieczytelny ten artykuł....
        • kpt_kloss no bo to bedzie w nastepnym odcinku 24.07.07, 17:09
          • parazyd To jakiś bełkot 24.07.07, 18:44
            z życia pokemonów. Potencjalnie ciekawy teamat, ale opowiedziany chaotycznie,
            a bohaterowie zostali przedstawieni trochę jak para idiotów, choć trzeba
            przyznać - idiotów z rozmachem i fantazją. Trudno mówić o czyimś życiu w
            telegraficznym skrócie. Żeby to zrobić dobrze, trzeba wszystko o tym wiedzieć i
            najpierw napisać grubą książkę, a dopiero potem stopniowo ją redukować do paru
            stron.
          • przecinek_cambridge Może autor dopisze dalszy ciąg ? 30.03.09, 16:55
            .
    • comorro1 Cena marzenia 20.07.07, 12:49
      NIESAMOWITY ARTYKUŁ KROPKA WIĘCEJ TAKICH WYKRZYKNIK
    • ola_dom Cena marzenia 20.07.07, 16:19
      Mam przyjemność znać bohaterkę reportażu.
      Niestety potwierdza ona, że wiele faktów zostało w reportażu dość niefortunnie
      przeinaczonych.
      Ani jej dziecko nie oblało matury, ani nie miała zamiaru porzucać swojego
      męża, przez wakacje pływała na rzeczonej łódce, a puenta nie jest
      jej wypowiedzią i tak dalej, i tak dalej...
      Szkoda, bo historia jest wspaniała bez konieczności "udramatyzowania" jej np.
      oblaniem matury dziecka, pomysłami o rozstaniu, etc.
      Szkoda wielka, bo to naprawdę historia godna opisania, refleksji i - czemu
      nie? - naśladowania. A tak zostaje niesmak i złość, i poczucie zmanipulowania.
      Pozwolę sobie przytoczyć faktyczną puentę - cytując słowa bohaterki:
      "(...)że można się odważyć zrealizować marzenia, że radykalne
      cięcie przerywa ciąg złudzeń na temat przyszłości i życia w ogóle.
      Że zaczyna się inaczej patrzeć na życie, pracę i marzenia. Że
      przestaje się bać przyszłości i uciekać od teraźniejszości. I że się
      przestaje bać zwłaszcza wtedy, kiedy się zrealizuje marzenia i one
      wyjdą nie tak. I że zaczyna się bardzo mocno żyć w teraźniejszości.
      I że widać ludziom po 20 latach ze sobą dobrze robi, jak na chwilę
      pobędą z dala od siebie"
      Czy takie podsumowanie okazało się nie dość atrakcyjne i naprawdę trzeba było
      je przeinaczać? Czy okazałoby się nie dość zrozumiałe i należało je dopasować
      do przeciętnego czytelnika? Trudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Tylko
      szkoda...
      • vice_versa Bezcenne marzenia 23.07.07, 12:09
        Autor tych ludzi po prostu nie rozumie i rozumieć nie chce. Jak spędzasz życie
        to nie ważne, ważne ile masz! Strasznie smutne. Strasznie polskie.Marzenia nie
        mają ceny. Marzenia mają wartość. Autor tego widać nie rozróżnia.

        Od początku czytania artykułu widać, że jest napisany z natrętną tezą, że...
        nie warto próbować... Że wszystko się źle skończy. Że spełnione marzenie staje
        się koszmarem marzącego. Że życie weryfikuje marzenia. A przecież Conrad już
        pisał: iść za marzeniem, i znowu iść za marzeniem, i tak -ewig- usque ad
        finem... Naprawdę mamy wierzyć, że ich życie to pasmo udręk, porażek
        wychowawczych, utyskiwań na pracę i porażek finansowych?

        Na szczęście autor oprócz tego natrętnego tonu zacytował bohaterów którzy...
        postawili sobie już nowe cele, inspirują ich nowe marzenia...

        Tym razem w ramach systemu. W społeczeństwie. W sposób któremu autor reportażu
        skłonny jest przyklasnąć. Nie przeczytamy więc już artykułu o tym że ślęczenie
        na desce kreślarskiej prowadzi do problemów z kręgosłupem. Więc jak? WARTO czy
        nie warto? A może autor chce nam powiedzieć że warto o tyle o ile ON byłby
        łaskaw takim marzeniom przyklasnąć?

        Tekst jest więc o ludziach niepospolitych. Pisane przez człowieka strasznie
        pospolitego. Wystarczy popatrzeć na to przez jaki pryzmat ocenia bohaterów.
        Dowiadujemy się więc że przez pryzmat TEGO CZEGO SIĘ DOROBILI. W oczach autora
        na dostrzeżenie nie zasługuje to że bohaterowie chcieli życia pełnego przygód,
        że pryzmat bohaterów był inny. Nie to jak żyli, co przeżyli, jakich ludzi
        spotykal, co jedli, pili i gdzie byli.

        Niektórzy mają do przeżycia własne życie. Inni lubią żyć życiem innych i
        gromadzić. Nawet nie przypuszczają że żeby przeżyć własne życie w zgodzie z
        własnymi marzeniami trzeba mieć pieniadze o wiele większe pieniądze. Nawet
        kiedy się niewiele MA.
        • zuzur Re: Bezcenne marzenia 24.07.07, 09:23
          Pierdu, pierdu. Bardzo pospolici bohaterowie, w dodatku nieodpowiedzialni.
          Wylazło z nich (głównie z niego) nieprzystosowanie i niedojrzałość. W wieku 42
          lat zdecydował się na przygody, które normalni ludzie
          (niekoniecznie "niepospolici") przeżywają na starcie życia, a nie jak mają
          rodzinę, która wymaga nieco innych potrzeb. Trzeba znać swoje miejsce w życiu.
          Buszować w wieku 15-30 lat, zobaczyć jak żyją inni, poznać, co może być
          szczęściem, a przynajmniej próbować. Zobaczyć, zaopatrzyć się w marzenia i je
          realizować. Bez tego gniłbym na jakiejś śmiesznej posadzie, albo ścigał się z
          innymi szczurami. A potem pokazać świat swoim dzieciom, otworzyć oczy, żeby
          szansę sposobu na życie dostrzegały szerzej niż zwykły handelek. Ale co ma do
          pokazania facet z kobitką, którzy dostrzegli, że życie im uciekło? Że nie było
          przygód, a dziecko wyrosło? Chwała dla nich, że w ogóle to zauważyli. A jeszcze
          większa chwała, że swoje szczęście dostrzegli tu, że nie ma ptrzeby szukać go
          na końcu świata (który trzeba jednak poznawać). Inni, niestety, kończą na
          robocie i taki model przekazują własnym dzieciom.

          O ile ten artykuł nie jest wyssany z palca. Jak 42-letni facet może mieć o 15
          lat młodszą żonę i mieć 19-letnie dziecko? Czy ja to dobrze zapamiętałem? Nie
          chce mi się drugi raz czytać tych bzdur, żeby zweryfikować.
          • hankrearden Re: Bezcenne marzenia 05.08.07, 05:47
            Znac swoje miejsce w zyciu??
            Strasznie smutnie to zabrzmialo.
            Jakis beznadziejny determinizm.
        • kosiasko pierwsza osoba, liczba pojedyncza 25.07.07, 20:21
          jest pierwsza oznaka ludzi potrzebujacych zawodowej pomocy. Maja powazne klopoty
          z wlasnym indywidualizmem, nie potrafia znalezc kompromisu w polskim komunalnym
          spoleczenstwie i nie wiele wnosza do dyskusji.

          Jak niewielu jest tu swiatlych ludzi. Polska prowincjonalnosc? Czyzby Polacy juz
          nie czytali? Czy kult Mamon'a przyslonil im oczy? Czy ksiazki Bernard'a
          Moitessier'a doczekaly sie polskich tlumaczen? Toz to ten wlasnie temat, tak
          nieudolnie tu walkowany. Marzen nie mozna kupic w GS'ie czy supermarket'cie. Do
          nich sie dojrzewa. Nich nikt z IQ ponizej 130 nie probuje tego w domu!
      • crazy Re: Cena marzenia 23.07.07, 15:57

        Napisali taki harlekin (czy jak to się pisze?) jakie kiedyś tłumaczyli...

        Marzenia trzeba realizować, a życie jest takie jakie jest, jakby każdemu
        udawało się przejść na "swoje", to kto by u nich pracował?

        pozdrowienia
        KK
      • rarara2007 Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:37
        ola_dom napisała:

        Czy okazałoby się nie dość zrozumiałe i należało je dopasować
        > do przeciętnego czytelnika?

        Dla większości czytelników GW oraz ich dziennikarzy niewiele rzeczy jest
        zrozumiałych, dlatego, że inteligencją to nie grzeszą.
        PS Z paroma osobami, które udzielały się na potrzeby "dziennikarzy" GW już w
        życiu rozmawiałem i zawsze mówiły, że ich słowa są przekręcone, fakty
        zmienione, często o 180 stopni itp.
        Po prostu taka gazeta i taka jej natura.
        • jjr44 Re: Cena marzenia 24.07.07, 10:06
          tu bym sie nie zgodził to nie jest specyfika wyborczej. Przygotowywałem kiedyś
          dane na podstawie których dziennikarze pisali artykuły. To były liczby znaczy
          można powieddzieć coś bardzo konkretnego i trudnego do zepsucia. Jak potem
          czytałem te teksty to mi sie włos na głowie jeżył. Taki zawód: trudno znaleźć
          kogoś rzetelnego :-)
    • and_nowak Nierozsądne marzenia = ból przy ich spełnieniu 23.07.07, 12:55
      Problem tych dwojga to spełnienie ich marzeń. Marzeń, które z gruntu były trochę
      poronione. Pomylił im się urlop z życiem. Jak dzieciom, które nie chcą wracać
      znad morza, "bo tu jest tak fajnie i do szkoły nie trzeba chodzić, jest plaża...".
      Tylko potem jest listopad, są rachunki, itd.



      Często słyszę o marzeniach, żeby się przeprowadzić np. gdzieś na Mazury, na
      kompletne odludzie. Bo tam jest fajnie. Bo jest. Zwłaszcza latem, zwłaszcza, gdy
      nie mamy potrzeby zrobienia większych zakupów w odległym o 50km markecie. Gdy
      nie trzeba pracować, a dzieci posyłać do szkoły (ODLEGŁEJ). To może chociaż na
      emeryturę ? Tylko, że emeryci przeprowadzają się bliżej dzieci (opieka), do
      bloków (mniejszy metraż, ale dużo mniej obowiązków).
      Można by zapytac, w takim razie dla kogo te odludzia ? Ano dla nielicznej
      garstki osób, które mieszkają bez dzieci i pracują w domu, lub w nic nie robią.
      Reszta tych wspaniałych domostw STOI PUSTA przez dużą część roku. Vide:
      Niedźwiedzi Róg nad Śniardwami - we wsi są nowe domy, pozamykane na cztery
      spusty i trochę starych, w których mieszkają miejscowi. Miejscowi obecnie
      utrzymują się z pilnowani domów warszawiaków.
      • gabiene to samo w Białowieży, albo w rozmaitych 23.07.07, 14:22
        wsiach podgórskich :)
        w dzień pełno chat, tylko ludzi mało, a w nocy straszy - w niemal wszystkich
        oknach ciemno - dobra sceneria dla horroru - i tak też pomyślałem - domy
        wykupili miastowi, a ci nieliczni, którzy pozostali to zdaje się żyją z
        pilnowania tych domów.
    • allspice Cena marzenia 23.07.07, 13:12
      ...marzenia trzeba mozolnie realizować,bo są najczęściej piękne;
      "miej marzenia i działaj..."
      • www.nasznocnik.pl Re: marzenia trzeba mozolnie realizować 14.07.09, 02:22

        A może inaczej - mieć marzenia, ale niekoniecznie je realizować ? ;-)
    • the_real_kris Dzieci - wiele lat na karku ale jeszcze dzieci... 23.07.07, 14:13
      A jak sie nie udalo to na cale szczescie tatus uratuje z klopotow - po co w
      ogole bylo probowac robic cos samemu - nie lepiej bylo od razu zatrudnic sie u
      tatusia?

      Co do Odysei - z pamieci: zona Odysa - Penelpa, Atena - bogini wojny... Troche
      sie pokrecilo?
      • rarara2007 Re: Dzieci - wiele lat na karku ale jeszcze dziec 23.07.07, 16:40
        tatuś kupił jacht, tatuś przyjął do pracy, wcześniej pewnie dał na drogie
        szkoły, załatwił ekstra pracę...
        A dzieci, jak to dzieci - poimprezowały i wszystko przewaliły.
      • funia81 Re: Dzieci - wiele lat na karku ale jeszcze dziec 23.07.07, 19:35
        Penelopa faktycznie byla zona Odysa, ale nie miala takiej mocy, zeby go
        odmlodzic. Do tego trzeba jednak bogini... Wiec chyba wszystko sie zgadza ;-)
        • trouble_maker Re: Do tego trzeba jednak bogini 24.07.07, 03:55
          ;-)
    • naturelovers Cena marzenia 23.07.07, 14:37
      Zrealizowalem kupe smialych marzen. Wbrew rodzinie i jej zasciankowej
      ostroznosci. Wbrew doradcom, tak bardzo obawiajacym sie o przyszlosc, ze
      zaniedbujacym terazniejszosc. I nie zaluje. I dzialam dalej, a rodzina i madrzy
      doradcy zaczynaja mi zazdroscic. Jak zauwazylem, wiekszej odwagi wymaga
      postawienie sie skostnialemu otoczeniu niz faktyczne przezycie marzen.
    • q3a1 Re: Cena marzenia 23.07.07, 14:42
      Hmmm. Realizacja marzeń tej dwójki nie do końca się powiodła. Ale realizacja
      marzeń tej dwójki powiodła się w 100%:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35748 . Historia jest dość podobna,
      tylko bohaterowie ciut młodsi. I nie jacht tylko wyspa - ale też cudna bo Kreta.
      Poczytajcie ku pokrzepieniu serc :-).
      Pozdrawiam,
      q3a
      • entefuhrer Ech, dzięki - brakowało mi (po lekturze) takiego.. 23.07.07, 17:59
        ...kontrapunktu ;)
    • ppo Jaki z tego ma byc morał? 23.07.07, 14:51
      Że nie warto spełniac swoich marzeń? Że lepiej pójść na łatwiznę, niz włożyć w
      coś wysiłek? Że praca w korporacji to jest to (artykuł sponsorowany przez firmę
      poszukująca pracowników)?
      • autokrata.fetyszysta A musi zawsze być morał ? 26.09.09, 23:38
        .
    • asp99 Re: Cena marzenia 23.07.07, 14:55
      Teks cienki. Wlasciwie o niczym kropka Chyba brak juz pomysłów kropka
      • velda Re: Cena marzenia 23.07.07, 15:37
        A tak na powaznie ?Wiocha zupelna.Glupek totalny.I jeszcze babe w to
        wciagnal,tez niezbyt madra.Nie oni jedni dali sie wziasc na marzenie.zycie jest
        takie.Te idiotyzmy wypisywane o "kapitanie".....cwany facet znalazl glupkow i na
        tym polega
        ten caly interes.Szkoda slow,bzdet zwyczajny,nic ciekawego.
    • lwitkowski Cena marzenia 23.07.07, 15:42
      Zaje co? lol
      takich historii sa tysiące sa równie prawdziwe co łatwo je wymyśleć
      Prosta sprawa mieć? czy być? mało jest takich ludzi? z takim problemami. Kto
      pisze takie historie? Jesli miał bym pisać cos takiego najpier zadał bym sobie
      pytanie po co? i dla kogo? oraz kim jestem? i co tak naprawde wiem? Naprawdę
      szkoda słów lipa jak Hary Potter.
      pozdrawiam.
    • mr.superlatywny Re: Cena marzenia 23.07.07, 15:49
      Ale baranki-frajerzy-dyletanci ! :)

      Przypominaja mi tych artystow,
      co bez jezyka, pojecia o mentalnosci i kontaktow,
      a czasami zawodu czy jakichkolwiek umiejetnosci
      pojechali do Londynu "zwojowac swiat",
      a po kilku godzinach (i tygopdniach) plakali i sikali
      na kartonie na dworcu, bo "mieli pecha",
      no i zgubili paszport i baterie/karty komorki sie skonczyly,
      a niedobre bandziory obiecali im prace, ale "nie wypalilo". :))

      Wspolczuje. Ale nie podziwiam.

      W koncu to nie dzici, a do tego wystudiowani.
      No, ale te polskie "studia", no, "przynajmniej MBA-ja"
      te 30-letnie materialistyczne dzieciaki-dziadki,
      czytelnicy "wprost" i klienci "ikei",
      mesjasze Europy itd.

      Naiwnosc, plytkosc, durnosc ze szmineczka i z krawacikiem
      made in Poland, Anno Domini 2000-2007....

      bialoruska hameryka â la tvn :)
      • beret24 Moje zdanie 23.07.07, 16:13
        Zgadzam się ze wszystkimi niepochlebnymi opiniami na temat tego reportażu. Do prawdy problemy iście egzystencjalne. Z tymm, że przeżywa je każdy człowiek na ziemi. Tutaj mamy dawkę słońca i żar tropików. Okrutnego kapitana itd. Nie podoba mi się jak to jest napisane, nie podobają mi się bohaterowie. Bo temat jest oklepany i ktoś nie wiedział co napisać do tego wydania. Na świecie jest 6 mlrd ludzi napiszcie coś ciekawego. Tego typu kawałki zostawcie dla Vivy lub Pani domu.
      • pablo303 Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:14
        tja, take pierdu pierdu bez ładu i składu - jakże u nas w kraju powszechne na
        każdym kroku
    • iron-fist Cena marzenia 23.07.07, 16:04
      koszmar;)
      stary kapitan porwal meza i sprzedal znajomym kanibalom. ci na zywca odcinajac mu po kawalku ciala delektuja sie smakiem mlodego Polaka na jego oczach. po latach kadlubkowi udalo sie wrocic do kraju. niewdzieczna zona ugotowala jednak z niego pyszna zupke...

      koszmar bo spelnienie marzenia nie bylo podane na tacy???
      nastepnym razem napiszcie o kims, komu bogaty tatus akurat kupil fure i chate. bedzie prosciej a napisanie artykulu nie bedzie juz takim koszmarem ;)
      po co pisac o czyms o czym nie ma sie pojecia?
    • rodowiczmaryla Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:18
      W ogole: jak mozna sie "porywac" na ekskluzywny duzy yacht,
      majac (tylko) male mieszkanko i strych, chocby nawet w Warszawie ?

      Gdy kilkadziesiat zlotych jest tematem problematycznym, gdy sie takie projekty
      podpiera w 80-100 procent kredytem z "luftowym" zabezpieczeniem(?)-marzeniem,
      gdy sie nie ma pojecia o prowadzeniu prywatnej firmy, nawet roznoszenia ulotek
      we wlasnej dzielnicy itd. itp. etc. - to sie jest...naiwn"om"...ofiar"om"....

      Se pojechac w cieple i niebieskie bez substancji i zielonych,
      bez tzw. przetartego szlaku i tzw. siatki bezpieczenstwa,
      to typowa polska dzicinada.

      Jak myslicie, dlaczego Polacy np. w USA naleza do najczesciej
      wykorzystywanych i "obrabianych" osobnikow ?

      1) bo sa naiwniakami "z innej bajki" tzn. ze stepowego wsdchodniego swiata
      2) bo sa hojrakami-lajkonikami ("Eee, jakos to bedzie, ja sie pracy nie boje..")
      3) bo sie "trzymaja kupy", ale nie "trzymaja sztangi" (por.Azjaci,Zydzi,Wlosi..)
      • rodowiczmaryla Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:19
        > kilkadziesiat zlotych
        kilkadziesiat tysiecy zlotych, oczywiscie :)
    • ir9 Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:23
      niewatpliwie meskie gremium zaraz mnie zje ale mam wrazenie ze chlopcy (lat 15 czy 40) czesto miewaja
      tego typu marzenia i realizuja je najczesciej na plecach swoich zon lub rodzicow.ciekawe ze ta niby
      rozsadna czesc populacji pozwala sobie na tego typu bujanie w chmurach i rzadko zastanawia sie jak to
      obciaza reszte rodziny.
      • beret24 Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:30
        Ależ od zawsze wiadomo, że płeć piękna (ta romantycznie nastawiona) jest zawsze chętna do tego typu przedsięwzięć. Prym w zniewalaniu damskich serc wiodą od zarania dziejów właśnie marynarze oraz mężczyźni potrafiący grać ballady na gitarze przy ognisku. Z tym, że kiedy czar pryska budzimy się głęboko w dupie.
        • lwitkowski Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:33
          Spełnianie marzeń he?
          Egoizm w czystej postaci
          Życie to sztuka wyborów;)
          • beret24 Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:39
            Oprócz tego co napisałeś myślę, że ważna jest też umiejętność zdystansowania się do życia. Każdego dopadają kryzysy egzystencjalne i w tych momenctach (zwłaszcza podczas zasypiania) przychodzą do głowy pomysły o realizacji marzeń. W sytulu od jutra będę marynarzem. Kiedy czar pryska jesteśmy głęboko w dupie jak z zakochaniem. Czar pryska przychodzi życie.
            • beret24 Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:43
              I wtedy trzeba się zdystansować zaśmiać z naszych problemów. Bo problemy są wtedy kiedy musimy zdecydować czy urodzić dziecko będąc np chorą na raka i mogę z tego powodu umrzeć. Większość naszych problemów to jakieś bzdety, które urosły do nie wiadomo jakiej rangi. Zachęcam do obejrzenia filmu kabaretu Monty Pythons and Meaning of life. Polecam dla wszystkich. (jest tam również mowa o korporacjach [jednak jest to tylko krótkometrażówka w pełnometrażówce])
              • entefuhrer Re: Zachęcam do obejrzenia "Meaning of life" 23.07.07, 18:10
                Ja też ;)



                Swoją drogą - kapitan z gazetowej opowieści świetnie nadawałby się do
                załogi "Crimson Permanent Assurance", nie ?... ;)
                • beret24 Re: Zachęcam do obejrzenia "Meaning of life" 24.07.07, 09:30
                  HAHAAHAh "Crimson Permanent Assurance" hahaha dokładnie.

                  Mi się najbardziej podoba: "Harry i would like you to sell me a condom"
              • gejowy.kaczucha Re: Większość naszych problemów to jakieś bzdety 06.12.08, 13:08
                Fakt ;)
    • burakpl4 Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:49
      a zatem wszystko skończyło się szczęśliwie, a co by było gdyby nie tatuś?
      Gdyby zostali bez środków do życia z kredytami, jak to często ma miejsce wśród
      tych, którzy zakładają działalność bez dużych oszczędności?
    • tghyt Re: Cena marzenia 23.07.07, 16:50
      Nie kuś losu !!! bo drugi raz może Ci (i Twoim) sie nie poszczęścić. Ja
      skusiłem i nie pytaj,co się stało. Pozdrowienia.
      • lwitkowski Re: Cena marzenia 23.07.07, 17:12
        "Kto nie gra ten nie wygrywa" :-)
        co by tu jeszcze? ;)
        człowiek najwięcej uczy się na porażkach niź na wygranych ważne tylko jest aby
        to przegrywanie nie weszło ci w krew:)
    • rodowiczmaryla Re: Cena marzenia 23.07.07, 17:00
      Przeciez nie problem w tym,
      ze marzyli i sprobowali.

      Problem w tym, ze byli za mali
      i absolutnie nieprofesjonalni,
      lepiej: dupkowaci!

      Stare powiedzenie niemieckich rzemieslnikow:
      "Przygotowanie pracy, to juz polowa pracy/sukcesu."
      I cos w tym jest.

      A nie kindergarten, bylejakosc i grandabanda.
    • raveness1 Re: Cena marzenia 23.07.07, 17:23
      No i jaki jest moral tej bajki? Duze dzieci na duzych jachtach, samolubne,
      niedojrzale, pazerne na poklask tlumow.
      Dobrze, ze takimi egoistycznymi marzeniami nie mozna zawojowac swiata, bo
      mielibysmy wszyscy spory problem.
      • borro2 Re: Cena marzenia 23.07.07, 20:46
        Zgadzam się całkowicie. Najbardziej rozbawił mnie moment kiedy kobieta
        relacjonuje jaka to bieda im do garnka zajrzała, bo nie stać ich było na
        telefon satelitarny. No luuudzie, rzeczywiście - telefon satelitarny to jak
        margaryna, dziś bez niego jak bez ręki. A poza tym, to co to za ciężkie
        przeżycia, kiedy w kryzysowym momencie ojciec sypnął kasą? Dzieciaka to oni
        sobie zrobili chybaz egoizmu, bo cały jego wątek pojawia się chyba w dwóch
        miejscach i zazwyczaj przeplata się z własnymi pragnieniami - jest wręcz nimi
        przytłoczony. Współczuję temu dziecku, zamiast udzielić mu pomocy,
        zainteresować się nim, dwoje egoistów wolało bawić się w yuppies i po dwanaście
        godzin dziennie szpanowac przed współpracownikami wydawaniem szmalu (jak
        wspomniał bohater - wszystkie zarobione pieniądze rozchodziły się w ciągu
        miesiąca). Gratuluję, jesli to miało być wzruszajoące opowiadanko typu "stary
        cżłowiek i morze", to mnie to nie wzruszyło. Egoizm ponad wszystkim.
    • gedon Uparty kapitan 23.07.07, 17:25
      Pływałem z tym Kapitanem. Rzeczywiście był strasznie uparty.
      • mysz_polna_swawolna "Znaczy kapitan" ;) 04.04.08, 01:23
        .
        • www.nasznocnik.pl Można bez kapitana (i bez męża ;) 04.08.08, 05:17
          tinyurl.com/5o7d45
    • zhzhzhzh Re: Cena marzenia 23.07.07, 21:50
      Co tu komentować.
      Naiwniacy.
      Najpierw były marzenia a dopiero potem nauka żeglarstwa.
      By zdecydowac się na takie życie najpierw trzeba poczuć morze.
      Popływac po tym morzach by przekonać się czy naprawdę się tego chce.
      Jestem w tej szczęśliwej sytuacji że ja swoje marzenia(podobne do ich marzeń)
      częściowo spełniłem jeszcze przed założeniem rodziny(i to bez kasy, mi płacili).
      Ciepłe morza, tropiki, palmy, błękitne morze mi się przejadły.
      Tam pływają albo jachty czarterowe, albo tacy biedacy jak w artykule często
      klepiący biedę(dosłownie) i mający za jedyny majątek swój jacht, albo żeglarze
      zatrudnieni na luksusowych jachtach milionerów (sami milionerzy zazwyczaj nie
      maja czasu na żeglowanie).
      Z tych 3 grup ludzi wolę być w pierwszej lub ostatniej.
      • dziejski Re: Cena marzenia 24.07.07, 03:57
        Cztam te wasze posty i sie powoli wami zalamuje. Czy wy nigdy nie mieliscie marzen?
        siedzice na tych posadkach swoich i sie cieszycie z tego artykolu, bo on
        potwierdza wasze obawy- ze nie wart probowac. zalosni jestescie z tymi
        krytycznymi komentarzami.
        po pierwsze ta historia zapawne nie jest pelna i nie wiadomo jakie byly realia.
        Sami boicie sie podejmowac ryzykownych decyzji i po przeczytaniu tego artykolu
        utwierdzacie ze -" ach jak dobrze ze ja nie sprobowalem, to sie nie udaje"
        "kupuje sobie nowa plazme i mam limit marzen na ten rok wyczerpany".
        Moze psychika niektorych ludzi nie lubi chodzic na kompromisy i tak latwo nie
        daja sie przysypac. Mysle ze wiem co czuli bohaterowie tego arykolu zaczynajac
        swoaj przygode. ja tez 3 lata temu podjalem ryzykowna decyzje i do tej pory nie
        wiem czy ona byla dobra. ale wiem ze nie bede jaj zalowal. teraz zyje na koncu
        swiata i rodza mie sie w glowie nowe plany . ilosc rzeczy ktore czlowiek uczy
        sie o sobie, swoim partnerze, zyciu i tym co jest dla niego wazne jest nie do
        przecenienia.
        przede wszystkim ten artykul jest o MARZENIACH a nie o robieniu interesu. czasem
        warto stracic duzo aby na starosc wiedziec ze podjelo sie ryzyko. pieniadze to
        rzecz nabyta, a czasu i wielu decyzji nei da sie odzyskac.
        Moj brat kiedys mi powiedzial " sluchaj maly, najbardziej zaluje sie tego czego
        sie NIE zrobilo. I mysle ze to jast bardzo trafna uwaga.
        dodam ze oboje z zona jestesmy inzynierami, wiec stapamy po ziemi dosc twardo.
        ale "plynie w nas goraca krew" jak spiewal pewien lysy pan.

        pozdroweniea dla wszystkim ktorzy pragna, kombinuja i robia cos w kierunku tego
        zeby byc szczesliwym .

        smierc smutasom i dorobkiewiczom
        • dziejski Re: Cena marzenia 24.07.07, 03:59
          od razu przepraszam za ortografie, ale na kompie jakos tak to mi wychodzi a
          nigdy nie czytam swoich postow przed wyslaniem
          • zuzur Re: Cena marzenia 24.07.07, 09:48
            Misiu, wszystko się zgadza, tylko trochę inaczej. Ja podobne marzenia
            realizowałem przed 30-tką. I wtedy zauważyłem, że nie ma konieczności lecieć po
            szczęście na koniec świata, albo robić przez całe życie coś, co daje frajdę
            przez 2 tygodnie wakacji (podobnie jak w znanym przysłowiu o piwie i browarze).
            Społeczeństwo jednak dojrzewa. Kiedyś o własnej knajpie (z najlepszym jedzeniem
            na świecie) pomyśliwali 40-latkowie, dzisiaj już 20-latkowie szybko dochodzą do
            wniosku, że to poroniony pomysł. Ciekawe, czy wiesz dlaczego?
          • beret24 Re: Cena marzenia 24.07.07, 09:50
            To zły nawyk, że nie czytasz. To taki mały plan, który możesz realizować. Moim marzeniem jest by tak się stało. Jak najbardziej jestem za realizacją marzeń i popieram każdego kto do tego dąży. Z drugiej strony może historia była ciekawa jednak napisana tragicznie. Wychodzą z tego typu frazesy typu: "pieniądze szczęścia nie dają", "realizujmy marzenia", "praca w korporacji jest okropna". Przecież ktoś kto zaczyna pracę w korporacji musi się z tym liczyć - to podstawa. Później się okazuje, że to nie tak jak myślałem. Szkoda, że te marzenia (lub pieniądze) przesłaniają ludziom zdrowe podejście do sytuacji, które pozwala pewne rzeczy sobie uświadomić zanim się do czegoś zabierzemy. Jak już wyżej napisałem mniej wytrwali zderzą się z rzeczywistością nie z marzeniami. Okaże się, że to już życie, nie marzenia. Dlatego właśnie fajne są marzenia bo zrealizowane marzenie już nim nie jest i co potem? Życie.
        • borro2 Re: Cena marzenia 24.07.07, 16:29
          tylko nie zapominaj, że ci ludzie po drodze dorobili się dziecka i wielu
          zobowiązań, które powinni spełnić. własnych marzeń nie można realizować kosztem
          innych, tym bardziej rodziny. Nie wiem co mam mysleć o bohaterach tego tekstu -
          ofiary własnych fantazji, wielcy podróżnicy na koszt rodziców? Zgodzę się, że
          to jest o MARZENIACH, tylko wydaje mi się, że jezeli od dawna ma się marzenia,
          które wykluczają jakiekolwiek zobowiązania, to się albo rezygnuje z tych marzeń
          albo rezygnuje ze zobowiązań. Ci państwo nie zrezygnowali z niczego, gdyż
          wydawało im się, że są wielkimi szychami biznesu i do tego niezależnymi
          globtroterami. Żałuję, że ojciec pomógł głównemu bohaterowi - egoiście, który
          zawsze pragnał więcej niż posiadał, gdyż gdyby nie sypnał kasą (dziesięć
          złotych to nie było pewnie) nasz romantyczny żeglarz uciekający od zobowiązan,
          właściwych dla ludzi dorosłych, przekonał by się, że zycie to nie lawirowanie
          między zabawkami.
    • pjanu Re: Cena marzenia 23.07.07, 22:26
      Zmyślony jest ten artykuł od początku do końca. Autora chciałbym zapyta, gdzie w
      Polsce można studiować zaoczną architekturę?
    • exxon to nie marzyciele tylko mitomani 23.07.07, 22:37
      pracownicy korporacji sredniego szczebla, ktorzy po wielu latach moga sobie
      kupic strych na kredyt? ktorych planowanie przyszlosci i pojmowanie
      rzeczywistosci jest na poziomie 12-latkow. ludzie, wy dorosnijcie najpierw, bo
      zalosc ogarnia jak sie o tym czyta.
      • galoj Re: to nie marzyciele tylko mitomani 23.07.07, 23:37
        Wasze komentarze są stokroć lepsze od tego artykułu.Pozdrowienia
    • rtd5rtd Pyt do zeglarzy 23.07.07, 23:43
      Jaka ludke byscie mi polecali 36 stop benetau czy 36 stop bavaria?
      Bo szukam 10-15 letniego cruisera w okolicy 32 -42 stop. ale raczej bedzie mnie
      stac na 32 -36 stop.
      • zuzur Re: Pyt do zeglarzy 24.07.07, 09:51
        Zdecydowanie bavaria. Dobrze kojarzy się, z Octoberfest ;-)
        • vice_versa Benneteau oczywiście... 01.08.07, 14:29
          Zdecydowanie Benneteau, zdecydowanie mocniejsza konstrukcja kadłuba,
          znacznie "twardsze" wykonanie.
          Bavaria to łódka dla tych co lubią drinki, słoneczko i snorkeling, najlepiej
          na Adriatyku lub Śródziemnym. Ładnie to to wygląda ale dzielność ma mocno
          ograniczoną. Francuzi mają inne akweny i stąd też różnica.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka