Dodaj do ulubionych

Wiersze Jana Brzechwy

21.01.04, 18:30
No to kontunuuję temat.
Obserwuj wątek
    • qwerty.tarnow "Atrament" 21.01.04, 18:34
      Nikt opisać nie potrafi,
      Jaki w szkole powstał zamęt,
      Gdy na lekcji geografii
      Nagle rozlał się atrament.

      Porozlewał się po mapie,
      Co leżała na katedrze,
      Tutaj cieknie, tam znów kapie,
      Wnet do różnych miast się wedrze.

      W Kocku, Płocku, Radzyminie
      Czarne kleksy się rozprysły
      I atrament dalej płynie,
      I już wlewa się do Wisły.

      Pewien strażak dla ochłody
      Miał się kąpać w tym momencie,
      Zdjął ubranie, wszedł do wody,
      Lecz się znalazł w atramencie.

      Strażakowi zrzedła mina:
      "Cóż to znowu za pomysły!"
      I czarniejszy od Murzyna
      Wyszedł strażak z nurtów Wisły.

      Długo martwił się i smucił:
      "W straży tak się nie pokażę..."
      Więc do straży nie powrócił,
      Tylko został kominiarzem.
    • qwerty.tarnow "Atrament i kreda" 21.01.04, 18:38
      Wzdychała kreda: "Wciąż jestem biała,
      Nie chcę być biała!..." No i - sczerniała.

      Jęczał atrament: "O, losie marny,
      Wciąż jestem czarny, kompletnie czarny,

      Jak gdyby we mnie kto smołę przelał.
      Nie chcę być czarny! Dość już!" I zbielał.

      W szkole straszliwy zrobił się zamęt:
      Ładna historia! Biały atrament!

      Któż go na białym dojrzy papierze?
      Nikną litery i kleksy świeże,

      Nie zda się na nic wypracowanie,
      Gdy z liter nawet ślad nie zostanie.

      Zbladł nauczyciel i bladolicy
      Przez chwilę z kredą stał przy tablicy,

      Lecz nic napisać na niej się nie da:
      Czarna tablica i czarna kreda!

      Jak tu rozwiązać można zadanie,
      Gdy cyfr odróżnić nikt nie jest w stanie.

      Rzekł nauczyciel zakłopotany:
      "Dziwne to, bardzo dziwne przemiany!

      Kreda jest czarna, atrament biały...
      Wiemy, kto robi takie kawały!"

      Mówiąc to palec przytknął do czoła,
      Groˇnym spojrzeniem powiódł dokoła

      I mnie, choć ja się winnym nie czuję,
      Ze sprawowania postawił dwóję.
    • qwerty.tarnow "Babulej i Babulejka" 21.01.04, 18:40
      Pod Oszmianą nad Wilejką
      Żył Babulej z Babulejką,
      Ona była czarodziejką,
      On - rzecz prosta - czarodziejem
      I jadali mak z olejem
      Babulejka z Babulejem.

      Babulejka raz powiada:
      "Babuleju, tak się składa,
      Że mam starą koźlą skórę
      Odwieźć dziś na Łysą Górę."

      Więc Babulej z Babulejką
      Pojechali taradejką.

      Nagle koń okulał w drodze,
      Aż Babulej zaklął srodze.
      "Jeśli kuleć chcesz, to kulej!" -
      Rezolutnie rzekł Babulej
      I zostawił konia w tyle.

      Taradejka jedzie milę,
      Jedzie drugą, wtem na trzeciej
      Koło wprost do rowu leci,
      Aż Babulej parsknął śmiechem:
      "Ładna jazda z takim pechem,
      Cóż - na miotle jeżdżą wiedźmy,
      To my na trzech kołach jedźmy!"

      Jadą dalej, wtem na szosie
      Pogubili obie osie.
      "Mocniej siedź na taradejce" -
      Rzekł Babulej Babulejce
      I ze śmiechem ściągnął lejce.

      Tym sposobem znów przebyli
      Siedem mil. Na ósmej mili
      Taradejka się rozpadła,
      Babulejka tylko zbladła,
      A Babulej tak powiada:
      "Zawsze jest na wszystko rada -
      Bat nam został w tej podróży,
      Niech w podróży dalszej służy."

      Więc na bacie siedli wierzchem,
      Pojechali, a przed zmierzchem
      Byli już na Łysej Górze
      I na koźlej siedząc skórze
      Zajadali mak z olejem
      Babulejka z Babulejem.
    • qwerty.tarnow "Baran" 21.01.04, 18:42
      Przyszedł baran do barana
      I powiada: "Proszę pana,
      Nogi bolą mnie od rana,
      Pan mnie weˇnie na barana."

      Baran tylko głową kręci:
      "Nosić pana nie mam chęci,
      Ale znam pewnego wilka,
      Który nosił razy kilka."

      Trwoga padła na barany:
      "Dobrze pomyśl, mój kochany,
      Wiesz, co było swego czasu?
      Nie wywołuj wilka z lasu!"

      Baran słysząc to zbaraniał,
      Baran dłużej się nie wzbraniał,
      I - choć rzecz to niesłychana -
      Wziął barana na barana.
    • qwerty.tarnow "Cap na grapie" 21.01.04, 18:45
      Wlazł kotek
      Na płotek,
      Ujrzał capa na grapie.
      - Zmykaj, capie,
      Bo cię podrapię!
      A cap nic - tylko sapie.

      Na grapie zebrali się gapie,
      Wszyscy patrzą na capa,
      A kota aż świerzbi łapa.
      - Zmykaj, capie,
      Bo cię podrapię!
      A cap nic - tylko sapie.

      Patrzą na kota gapie.
      - Daj mu, capie, po czapie!
      A cap nic - tylko sapie.
      I nie dziwota,
      Bo cap nie złapie
      Kota,
      A kot podrapie
      Capa,
      Jako że cap jest gapa.

      Kot mu wciąż grozi i grozi:
      - Zmykaj, capie,
      Bo cię podrapię!
      Więc wziąwszy na rozum kozi,
      Do domu umknął cap.
      Teraz go, kocie, łap!
    • qwerty.tarnow "Chory muł" 21.01.04, 18:49
      Pewien muł
      Niedobrze się czuł,
      Więc poszedł do lekarza i rzekł:
      - Niech pan doktor mi da jakiś lek.
      Zapytał muła lekarz:
      - A na co ty, mule, narzekasz?
      Co ci dolega, mule?
      Rzekł muł: - Mam łamania i bóle.
      - A co boli cię? - lekarz znów pyta.
      - Oj, bolą mnie, bolą kopyta,
      A jeśli mam przy tym być szczery,
      To nie jedno, nie dwa, ale cztery,
      Wszystkie cztery, do samej kości,
      Nawet ruszyć żadnym nie mogę...
      I na dowód swojej słabości
      Kopnął lekarza w nogę.

      Stąd prawda wynika doniosła,
      Że muł jednak ma w sobie coś z osła.
    • qwerty.tarnow "Chrzan" 21.01.04, 18:50
      Płacze chrzan w salaterce,
      Aż się wszystkim kraje serce.
      "Panie chrzanie,
      Niech pan przestanie!"

      Chudy seler płacze także,
      Mówiąc czule: "Panie szwagrze,
      Panie chrzanie,
      Niech pan przestanie!"

      Rozpłakała się włoszczyzna:
      "Jak to można? Pan mężczyzna,
      Panie chrzanie,
      Niech pan przestanie!"

      Pochlipuje bochen chleba:
      "No, już dosyć! No, nie trzeba!
      Panie chrzanie,
      Niech pan przestanie!"

      Ścierka łka nad salaterką:
      "Niechże pan nie będzie ścierką,
      Panie chrzanie,
      Niech pan przestanie!"

      Wszystkich żal ogarnął wielki,
      Płaczą rondle i rondelki:
      "Panie chrzanie,
      Niech pan przestanie!"

      A chrzan na to: "Wolne żarty,
      Płaczę tak, bo jestem tarty,
      Lecz mi nie żal tego stanu,
      A łzy wasze są do chrzanu!"
    • qwerty.tarnow "Chrząszcz" 21.01.04, 18:54
      W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie
      I Szczebrzeszyn z tego słynie.

      Wół go pyta: "Panie chrząszczu,
      Po co pan tak brzęczy w gąszczu?"

      "Jak to - po co? To jest praca,
      Każda praca się opłaca."

      "A cóż za to pan dostaje?"
      "Też pytanie! Wszystkie gaje,

      Wszystkie trzciny po wsze czasy,
      Łąki, pola oraz lasy,

      Nawet rzeczki, nawet zdroje,
      Wszystko to jest właśnie moje!"

      Wół pomyślał: "Znakomicie,
      Też rozpocznę takie życie."

      Wrócił do dom i wesoło
      Zaczął brzęczeć pod stodołą

      Po wolemu, tęgim basem.
      A tu Maciek szedł tymczasem.

      Jak nie wrzaśnie: "Cóż to znaczy?
      Czemu to się wół prożniaczy?!"

      "Jak to? Czyż ja nic nie robię?
      Przecież właśnie brzęczę sobie!"

      "Ja ci tu pobrzęczę, wole,
      Dosyć tego! Jazda w pole!"

      I dał taką mu robotę,
      Że się wół oblewał potem.

      Po robocie pobiegł w gąszcze.
      "Już ja to na chrząszczu pomszczę!"

      Lecz nie zastał chrząszcza w trzcinie,
      Bo chrząszcz właśnie brzęczał w Pszczynie.
    • qwerty.tarnow "Ciaptak" 21.01.04, 18:56
      Siedzi Ciaptak na dachu
      I wszystkim napędza strachu.
      Ludzie patrzą, brednie plotą,
      Bo żaden z nich nie wie. co to.

      - Widzieliście Ciaptaka?
      Czy to jest odmiana ptaka?
      Czy może roślina taka?
      Czy może garnek, czy bania?
      Czy może głowa barania?
      A może to rodzaj grzyba?
      A może po prostu ryba?
      A może zwyczajny płaz?

      Ktoś go gdzieś widział już raz,
      Ale też nie na pewno,
      Bo wtedy wyglądał jak drewno
      Pomalowane z dwóch stron,
      Więc chyba to nie był on.

      Sprowadzono z drabiną strażaka,
      Żeby ściągnął z dachu Ciaptaka.
      Rzekł strażak: - To rzecz nieklawa,
      Nie mój dach i nie moja sprawa...

      Wezwali wójta sąsiedzi,
      A Ciaptak na dachu siedzi,
      Syczy, burczy i prycha.
      A cóż to za stwór, do licha?

      Wójt do urzędu wszedł i
      Zagłębił się w encyklopedii.
      - Ce... Ciaptak... Nie ma Ciaptaka...
      A może to rodzaj buraka,
      Ogórka albo ziemniaka?

      A ciaptak na dachu siedzi,
      Natrząsa się z gawiedzi.

      Tłum rośnie, gapią się gapie,
      No, kto go za ogon złapie?
      - Też mądry! Ciaptak nie wrona,
      On wcale nie ma ogona!
      - Co ty tam wiesz, patałachu?!

      A Ciaptak siedzi na dachu,
      Nabzdyczył się i nadął.
      Aż nagle zleciał na dół.

      Ludzie za nim pognali w te pędy,
      A on kluczył tędy, owędy,
      Przez pole, przez rzeczkę, przez las,
      Tam szybko na drzewo wlazł
      I wskoczył do dziupli w drzewie.

      A co to jest Ciaptak - nikt nie wie.
    • qwerty.tarnow "Czy to prawda?" 21.01.04, 18:57
      Źle się w oliwie poczuły szprotki.
      Cukier się martwił, że jest za słodki,

      Czapla wzdychała: "Mam grube nogi",
      Mól na suficie szukał podłogi.

      Kreda się gryzła, że taka biała,
      Krowa nad własnym mlekiem biadała,

      Sól uważała, że jest nie słona,
      Wąż biegł i wołał: "Nie mam ogona!"

      Atrament płakał, że jest w żałobie,
      Zegar rzekł stojąc: "Pójdę już sobie",

      Ślimak zapewniał, że nie jest brzydki,
      Woda jęknęła: "Zmokłam do nitki".

      Wierzba zdębiała. Dąb się zaperzył.
      Jeż się okocił, a kot najeżył.
    • qwerty.tarnow "Dwie gaduły" - z dedykacją ;- 21.01.04, 18:59
      Ponoć dotąd ziemski padół
      Nie znał jeszcze takich gaduł,
      Jak dwie panie: Madalińska
      Z Gadalińską z miasta Młyńska.

      W domu, w sklepie czy na rynku
      Językami, tak jak w młynku,
      Mielą wciąż bez odpoczynku;
      Każda gada - byle długo,
      Jedna z drugą i przez drugą,
      A gdy zasną, nawet we śnie
      Rozmawiają jednocześnie:
      O tym, co się z wiatrem dzieje,
      Wtedy, kiedy wiatr nie wieje,
      Że na poczcie wybuchł pożar,
      Że się mydlarz z praczką pożarł,
      Że aptekarz dostał pryszczy,
      Że sędzinie nos się błyszczy,
      Że kokoszka od sąsiadki
      Zniosła cztery jajka w kratki,
      Że cioteczna spod Piaseczna
      Okazała się stryjeczna,
      Bo kuzynka z Ciechocinka
      Zamiast córki miała synka,
      Po czym właśnie znikła z Młyńska
      Ciechocińska Madalińska.

      Madalińska rada gada,
      Gadalińskiej opowiada:
      Kto, dlaczego, jak i kogo.
      A sąsiedzi spać nie mogą.

      Krzyczy piekarz: "Moje panie,
      Czas już skończyć to gadanie!"
      Doktor także lubi ciszę,
      Do milicji skargę pisze.

      Przyszła władza, jak to władza,
      Upomina i doradza:
      "Dość już, pani Madalińska,
      Dość już, pani Gadalińska,
      Bo wyjadą panie z Młyńska!"

      Lecz to dla nich rzecz nienowa,
      Niechaj wobec nich się schowa
      Cała Rada Narodowa.

      Gadalińska rada gada,
      Madalińskiej opowiada:
      "Mówią w maglu, moja pani,
      Że na wiosnę będzie taniej,
      A po drugie, że już w lecie
      Będzie wojna, a po trzecie,
      Że się wszystko jeszcze zmieni,
      Jak śnieg spadnie na jesieni."

      Tak już siedem lat bez przerwy
      Wszystkim w mieście szarpią nerwy
      Dwie plotkarki: Gadalińska
      Z Madalińską z miasta Młyńska.
    • qwerty.tarnow "Dwie krawcowe" 21.01.04, 19:05
      Wędrowały dwie krawcowe,
      Szyły piękne suknie nowe.

      Szyły suknie w groszki, w kwiatki,
      W paski, w kratki i w zakładki,

      W krążki, w prążki oraz w cętki,
      Aż cieszyły się klientki.

      Kiedy przyszły do Skierniewic,
      Zobaczyły osiem dziewic,

      Osiem panien burmistrzanek
      Różowiutkich jak poranek.

      Wezwał burmistrz dwie krawcowe:
      "Dla mych córek zróbcie nowe,

      Piękne suknie w różny deseń,
      Niech wystroją się na jesień!"

      Rozłożyły dwie krawcowe
      Materiały kolorowe.

      Siedem panien skromny gust ma,
      A kaprysi właśnie ósma:

      Nie chce krążków, prążków, kratek
      Ani groszków na dodatek,

      Na desenie wciąż się dąsa,
      Oczy we łzach, buzia w pąsach.

      Burmistrz łamie sobie głowę,
      Wreszcie woła dwie krawcowe:

      "W magistracie, jak to bywa,
      Dokumenty mam w archiwach,

      Mogę dać wam z dokumentów
      Pięćset kropek z atramentu,

      Dość już mam tej całej szopki,
      Niechaj będzie suknia w kropki!"

      Burmistrzanka się uśmiecha:
      "Z kropek może być pociecha!"

      Bardzo długo trwało szycie,
      Lecz wypadło znakomicie

      I na balach tym ślicznościom
      Przyglądano się z zazdrością.

      Odtąd panny w Skierniewicach
      Mają kropki na spódnicach.
    • qwerty.tarnow "Entliczek-pentliczek" 21.01.04, 19:07
      Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek,
      A na tym stoliczku pleciony koszyczek,

      W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek,
      A na tym robaczku zielony kubraczek.

      Powiada robaczek: "I dziadek, i babka,
      I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka,

      A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!
      Mam chęć na befsztyczek!" I poszedł do miasta.

      Szedł tydzień, a jednak nie zmienił zamiaru,
      Gdy znalazł się w mieście, poleciał do baru.

      Są w barach - wiadomo - zwyczaje utarte:
      Podchodzi doń kelner, podaje mu kartę,

      A w karcie - okropność! - przyznacie to sami:
      Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami,

      Duszone są jabłka, pieczone są jabłka
      I z jabłek szarlotka, i kompot, i babka!

      No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek?
      Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek.
    • qwerty.tarnow "Globus" 21.01.04, 19:07
      W szkole
      Na stole
      Stał globus -
      Wielkości arbuza.
      Aż tu naraz jakiś łobuz
      Nabił mu guza.
      Z tego wynikła
      Historia całkiem niezwykła:

      Siedlce wpadły do Krakowa,
      Kraków zmienił się w jezioro,
      Nowy Targ za San się schował,
      A San urósł w górę sporą.

      Tatry, nagle wywrócone,
      Okazały się w dolinie,
      Wieprz popłynął w inną stronę
      I zawadził aż o Gdynię.

      Tam gdzie wpierw płynęła Wisła,
      Wyskoczyła wielka góra,
      Rzeka Bzura całkiem prysła,
      A powstała góra Bzura.

      Stary Giewont zląkł się wielce
      I przykucnął pod parkanem,
      Każdy myślał, że to Kielce,
      A to było Zakopane.

      Łódˇ pobiegła pod Opole
      W jakichś bardzo ważnych sprawach -
      Tylko nikt nie wiedział w szkole,
      Gdzie podziała się Warszawa.

      Nie było jej na Śląsku ani w Poznańskim,
      Ani na Pomorzu, ani pod Gdańskiem,
      Ani na Ziemiach Zachodnich,
      Ani na północ od nich,
      Ani blisko, ani daleko,
      Ani nad żadną rzeką,
      Ani nad żadnym z mórz.
      Po prostu przepadła - i już!

      Trzeba prędko oddać globus do naprawy,
      Bo nie może Polska istnieć bez Warszawy!
    • qwerty.tarnow "Grzebień i szczotka" 21.01.04, 19:09
      Jurek bardzo był niedbały,
      Aż się ciotki zamartwiały,
      Aż ze złości ciotki chudły:
      "Masz nie włosy, tylko kudły,
      Potargane, rozczochrane,
      To są rzeczy niesłychane!
      Raz się uczesz, raz przynajmniej,
      Dużo czasu to nie zajmie,
      Masz tu szczotkę, masz tu grzebień,
      Musisz zacząć dbać o siebie."

      Grzebień zęby szczerzy,
      A szczotka się jeży:
      "Czesz się, Jerzy, jak należy,
      Czesz się, Jerzy, jak należy!"

      Poszedł Jurek raz przy święcie
      Do kolegów na przyjęcie,
      Oczywiście - nieczesany,
      Potargany, rozczochrany,
      Dzwoni - chciałby wejść do środka -
      Patrzy: grzebień, patrzy: szczotka!

      Grzebień zęby szczerzy,
      A szczotka się jeży:
      "Czesz się, Jerzy, jak należy,
      Czesz się, Jerzy, jak należy!"
    • qwerty.tarnow "Jajko" 21.01.04, 19:10
      Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.
      Kura wyłazi ze skóry,
      Prosi, błada, namawia: "Bądź głupsze!"
      Lecz co można poradzić, kiedy ktoś się uprze?

      Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze,
      A ono powiada, że jest kacze.

      Kura prosi serdecznie i szczerze:
      "Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże."
      A ono właśnie się trzęsie
      I mówi, że jest gęsie.

      Kura do niego zwraca się z nauką,
      Że jajka łatwo się tłuką,
      A ono powiada, że to bajka,
      Bo w wapnie trzyma się jajka.

      Kura czule namawia: "Chodź, to cię wysiedzę."
      A ono ucieka za miedzę,
      Kładzie się na grządkę pustą
      I oświadcza, że będzie kapustą.

      Kura powiada: "Nie chodź na ulicę,
      Bo zrobią z ciebie jajecznicę."
      A jajko na to najbezczelniej:
      "Na ulicy nie ma patelni."

      Kura mówi: "Ostrożnie! To gorąca woda!"
      A jajko na to: "Zimna woda! Szkoda!"
      Wskoczyłu do ukropu z miną bardzo hardą
      I ugotowało się na twardo.
    • qwerty.tarnow "Jak rozmawiać trzeba z psem" 21.01.04, 19:11
      Wy nie wiecie, a ja wiem,
      Jak rozmawiać trzeba z psem,

      Bo poznałem język psi,
      Gdy mieszkałem w pewnej wsi.

      A więc wołam: - Do mnie, psie!
      I już pies odzywa się.

      Potem wołam: - Hop-sa-sa!
      I już mam przy sobie psa.

      A gdy powiem: - Cicho leż!
      Leżę ja i pies mój też.

      Kiedy dłoń wyciągam doń,
      Grzecznie liże moją dłoń.

      I zabawnie szczerzy kły,
      Choć nie bywa nigdy zły.

      Gdy psu kość dam - pies ją ssie,
      Bo to są zwyczaje psie.

      Gdy pisałem wierszyk ten,
      Pies u nóg mych zapadł w sen,

      Potem wstał, wyprężył grzbiet,
      Żebym z nim na spacer szedł.

      Szliśmy razem - ja i on,
      Pies postraszył stado wron,

      Potem biegł zwyczajem psim,
      A ja biegłem razem z nim.

      On ujadał. A ja nie.
      Pies i tak rozumie mnie,

      Pies rozumie, bo ja wiem,
      Jak rozmawiać trzeba z psem.
    • qwerty.tarnow "Kaczka-dziwaczka" 21.01.04, 19:12
      Nad rzeczką opodal krzaczka
      Mieszkała kaczka-dziwaczka,
      Lecz zamiast trzymać się rzeczki
      Robiła piesze wycieczki.

      Raz poszła więc do fryzjera:
      "Poproszę o kilo sera!"

      Tuż obok była apteka:
      "Poproszę mleka pięć deka."

      Z apteki poszła do praczki
      Kupować pocztowe znaczki.

      Gryzły się kaczki okropnie:
      "A niech tę kaczkę gęś kopnie!"

      Znosiła jaja na twardo
      I miała czubek z kokardą,
      A przy tym, na przekór kaczkom,
      Czesała się wykałaczką.

      Kupiła raz maczku paczkę,
      By pisać list drobnym maczkiem.
      Zjadając tasiemkę starą
      Mówiła, że to makaron,
      A gdy połknęła dwa złote,
      Mówiła, że odda potem.

      Martwiły się inne kaczki:
      "Co będzie z takiej dziwaczki?"

      Aż wreszcie znalazł się kupiec:
      "Na obiad można ją upiec!"

      Pan kucharz kaczkę starannie
      Piekł, jak należy, w brytfannie,

      Lecz zdębiał obiad podając,
      Bo z kaczki zrobił się zając,
      W dodatku cały w buraczkach.

      Taka to była dziwaczka!
    • qwerty.tarnow "Kaczki" 21.01.04, 19:13
      Po podwórku chodzą kaczki,
      Wszystkie bose nieboraczki,
      A w dodatku nieodziane,
      To są rzeczy niesłychane!

      Choć serdaczek, choć kubraczek
      Mógłby znaleźć się dla kaczek,
      A na nogi - jakieś kapce,
      A na głowy choć po czapce,

      Bo to zima akurat,
      Chwycił mróz i śnieg już spadł.

      Poszły kaczki do krawcowej:
      "Chcemy mieć kubraczki nowe,
      Zimno wszystkim nam szalenie,
      Pani przyjmie zamówienie.

      Lecz uwzględnić pani raczy,
      Że to ma być fason kaczy.
      Tu zakładka, a tu szlaczek,
      To jest coś w sam raz dla kaczek,

      Krój warszawski, bądź co bądź,
      Zechce pani miarę zdjąć."

      Potem kaczki na Królewskiej
      Odszukały zakład szewski
      I już pierwsza kaczka kwacze:
      "Pan nam zrobi kapce kacze,

      Takie małe, zgrabne kapce,
      By na małej kaczej łapce
      Należycie się trzymały
      I na sprzączki zapinały."

      Odrzekł szewc, bo nie był leń:
      "Zrobię kapce w jeden dzień."

      Już nazajutrz poszły kaczki
      Do krawcowej po kubraczki
      I po kapce na Królewską,
      Ale wpadły w pasję szewską:

      Szewc zażądał pięć tysięcy,
      A krawcowa jeszcze więcej.
      "Bez pieniędzy, drogie panie,
      Dzisiaj nic się nie dostanie.

      Zapytajcie zręsztą dam,
      One to potwierdzą wam."

      Kaczki kwaczą i tłumaczą:
      "Pieniądz nie jest rzeczą kaczą,
      Żadna z nas się nie bogaci,
      Nam za jajka nikt nie płaci."

      Ale na to szewc z krawcową
      Powtórzyli słowo w słowo
      To co przedtem: "Drogie panie,
      Darmo nic się nie dostanie."

      Z tej przyczyny kaczy ród
      Jest ubrany tak jak wprzód,
      A tu zima akurat,
      Chwycił mróz i śnieg już spadł.
    • qwerty.tarnow "Koziołeczek" 21.01.04, 19:15
      Posłał kozioł koziołeczka
      Po bułeczki do miasteczka.

      Koziołeczek ruszył w drogę,
      Wtem się natknął na stonogę.

      Zadrżał z trwogi, no i w nogi,
      Gaik, steczka, mostek, rzeczka,
      A tam czekał ojciec srogi
      I ukarał koziołeczka:

      "Taki tchórz! Taki tchórz!
      Ledwo wyszedł, wrócił już!
      Ładne rzeczy! Ładne rzeczy!"

      A koziołek tylko beczy:
      "Jak nie uciec, ojcze drogi?
      Przecież sam rozumiesz to:
      Ja mam tylko cztery nogi,
      A stonoga ma ich sto!"

      Posłał kozioł koziołeczka
      Do miasteczka po ciasteczka.

      Koziołeczek mknie raz-dwa-trzy.
      Nagle staje, nagle patrzy:

      Chustka wisi na parkanie...
      Koziołeczek tedy w nogi
      I znów dostał w domu lanie,
      Bo był ojciec bardzo srogi:

      "Taki tchórz! Taki tchórz!
      Ledwo wyszedł, wrócił już!
      Ładne rzeczy! Ładne rzeczy!"

      A koziołek tylko beczy:
      "Jak nie uciec, ojcze drogi,
      Czyż jest słuszna kara twa?
      Chustka ma wszak cztery rogi,
      A ja mam zaledwie dwa!"
    • qwerty.tarnow "Kwoka" 21.01.04, 19:16
      Proszę pana, pewna kwoka
      Traktowała świat z wysoka
      I mówiła z przekonaniem:
      "Grunt to dobre wychowanie!"
      Zaprosiła raz więc gości,
      By nauczyć ich grzeczności.
      Pierwszy osioł wszedł, lecz przy tym
      W progu garnek stłukł kopytem.
      Kwoka wielki krzyk podniosła:
      "Widział kto takiego osła?!"
      Przyszła krowa. Tuż za progiem
      Zbiła szybę lewym rogiem.
      Kwoka gniewna i surowa
      Zawołała: "A to krowa!"
      Przyszła świnia prosto z błota.
      Kwoka złości się i miota:
      "Co też pani tu wyczynia?
      Tak nabłocić! A to świnia!"
      Przyszedł baran. Chciał na grzędzie
      Siąść cichutko w drugim rzędzie,
      Grzęda pękła. Kwoka wściekła
      Coś o łbie baranim rzekła
      I dodała: "Próżne słowa,
      Takich nikt już nie wychowa,
      Trudno... Wszyscy się wynoście!"
      No i poszli sobie goście.
      Czy ta kwoka, proszę pana,
      Była dobrze wychowana?
    • qwerty.tarnow "Na wyspach Bergamutach" 21.01.04, 19:18
      Na Wyspach Bergamutach
      Podobno jest kot w butach,
      Widziano także osła,
      Którego mrówka niosła,
      Jest kura samograjka,
      Znosząca złote jajka,
      Na dębach rosną jabłka
      W gronostajowych czapkach,
      Jest i wieloryb stary,
      Co nosi okulary,
      Uczone są łososie
      W pomidorowym sosie
      I tresowane szczury
      Na szczycie szklanej góry,
      Jest słoń z trąbami dwiema
      I tylko ... wysp tych nie ma.
    • qwerty.tarnow "Żaba" 21.01.04, 19:25
      Pewna żaba
      Była słaba,
      Więc przychodzi do doktora
      I powiada, że jest chora.
      Doktor włożył okulary,
      Bo już był cokolwiek stary,
      Potem ją dokładnie zbadał,
      No, i wreszcie tak powiada:
      "Pani zanadto się poci,
      Niech pani unika wilgoci,
      Niech pani się czasem nie kąpie,
      Niech pani nie siada przy pompie,
      Niech pani deszczu unika,
      Niech pani nie pływa w strumykach,
      Niech pani wody nie pija,
      Niech pani kałuże omija,
      Niech pani nie myje się z rana,
      Niech pani, pani kochana,
      Na siebie chucha i dmucha,
      Bo pani musi być sucha!"
      Wraca żaba od doktora,
      Myśli sobie: "Jestem chora,
      A doktora chora słucha,
      Mam być sucha - będę sucha!"
      Leczyła się żaba, leczyła,
      Suszyła się żaba, suszyła,
      Aż wyschła tak, że po troszku
      Została z niej garstka proszku.
      A doktor drapie się w ucho:
      "Nie uszło jej to na sucho!"
    • qwerty.tarnow Re: Wiersze Jana Brzechwy 30.09.04, 15:26
      Też warte przypomnienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka