refleksje dla Tekli

IP: *.solutions.net.pl 17.05.03, 07:38
Jak obiecałam, tak piszę o refleksjach po filmie "Godziny".
No cóż, są takie filmy, które bawią, ale szybko się o nich zapomina, sa
takie, które poruszają do tego stopnia, że mysli przez długi czas krążą
jeszcze wokół nich. I to jest film z gatunku tych drugich. Już chciałabym go
obejrzeć drugi raz, bo w tym filmie trzeba uważnie chłonąć każde zdanie,
więc boję się , ze coś mogłam przegapić.
Najpeirw uwagi na temat technicznej strony filmu:
- rewelacyjne kreacje aktorek ,
- muzyka taka, ze już sama porusza, bez względu na obraz, przeszywa
człowieka dreszcz i pojawia się jakiś wyczuwalny niepokój,
- świetne oddanie klimatu książki, co było dla mnie ważne, bo ksiązka tak
bardzo mi się podobała.

A refleksje, no cóż...
Bo to jest tak, to niby film o trzech nie do końca szczęśliwych kobietach,
ale tak naprawdę to film o każdym z nas. Dlaczego? Bo każdy z nas w jakiejś
tam cząstce swojego bytowania czuję się nieszczęśliwy. Albo nie ma miłości,
albo praca nie pozwala mu na samorealizację, albo źle czuję się w swojej
życiowej roli ( jak filmowa Laura Brown), źle czuje się bo nie wszyscy
niestety jesteśmy w stanie sprostać wszystkiemu czego oczekuje od nas świat.
Ja też odnalazłam w tym filmie swoje "cząsteczki". Wtedy keidy Richard
mówił, ze marzył o tym, zeby opisywać swiat. ja tez marzę , no cóż ale nie
każdemu starcza talentu.I jeszcze jeden moment był, który wbił mnie w fotel.
Kiedy Laura rozmwaiała ze swoją sąsiadką idącą do szpitala na operację.
Sąsiadka bezdzietna nie z wyboru bynajmniej powiedziała:
jesteś szczęśliwa Lauro. Kobieta nigdy do końca nie poczuje się kobietą
jeśli nie ma dzieci.

No cóż też nie mam...
I uderzyła mnie ta konfrontacja dwóch kobiet, jednej rozpaczliwie pragnacej
dziecka, drugiej mającej już jedno, a drugie w drodze, nieprzystosowanej do
roli matki i zony, nieszczęśliwej. Jaki ten swiat dziwny i złozony.

Ale myślę, ze przesłanie flimu jest takie jak to ujęła pięknie w wywiadzie,
który kiedyś czytałam Meryl Streep , wykorzystując zresztą chyba kwestię z
filmu.
... uganiamy się za szczęściem, mamy jakieś niespotykane marzenia, nie
zauważając , ze to szczęscie jest tu i teraz...
Zycie składa się z chwili szczesliwych, nieszczęśliwych i tych zwyczajnych.
I o to chodzi zebysmy nie przegapili tych godzin, które szczęśliwymi
naprawdę są, a my być może tego nie potrafimy dostrzec, wymagając od zycia
nie wiadomo czego.
No i takie to są moje refleksje.
A teraz zapraszam do przeczytania ksiązki i obejrzenia filmu jak najprędzej.
Nie przegapcie tego!
A tak w ogóle zafascynowała mnie posatć Wirignii Woolf, a której prawie nic
dota nie wiedziałam, a dopiero jak zrobił się szum wokół filmu to pojawiło
się w parsie kilka artykułów. Naprawdę ciekawa osobowość!
    • Gość: teklat o szczęściu IP: *.go.net.pl / 192.168.1.* 17.05.03, 18:59
      Dzięki za odpowiedź. Wiesz, że ja zupełnie nie zapamiętałam muzyki z tego
      filmu? Przedziwne....
      Co do szczęścia: myślę, że z tym bywa jeszcze i tak, że niektórzy ludzie po
      prostu nie umieją być szczęśliwi - być może w ich życiu zdarzyło sie coś, co
      ich tego nie nauczyło (trudne dzieciństwo, choroba, jakies bardzo traumatyczne
      przeżycia). Są też i tacy, którzy dostali od losu akrat nie to szczęście, jakie
      by chcieli. Bo popatrz - Virginia Woolf ma talent, męża, który ją kocha - ma
      też co prawda chorobę, ale ta choroba jakoś dodaje inspiracji jej pisarstwu.
      Wydaje się, ze jej szczęście przeszło gdzieś obok, o parę centymetrów od niej.
      Druga z kobiet - Laura - pozornie szczęśliwa matka i żona, szuka w życiu czegoś
      zupełnie innego, właściwie sama jeszcze nie wie czego, małżeństwo i
      macierzyństwo jest dla niej więzieniem - czemu takie szczęście nie przytrafiło
      sie jej sąsiadce z naprzeciwka? no i trzecia, ta zagrana przez Meryl Streep -
      paradoksalnie ona z nich wydaje się najszczęśliwsza, choć żyje w związku...
      dosyć niestandardowywm. Z tym wszystkim jakoś mi się wiąże problem samotności
      tych wszystkich kobiet: w małżeństwie, w chorobie, w poszukiwaniu wolności,
      miłości czy przyjaźni. Jeśli taka samotność jest naszym wyborem lub jeśli
      umiemy ją zaakceptować, to może się nam uda zobaczyć obok siebie jakieś
      szczęście.
      • Gość: lemuriza Re: o szczęściu IP: *.solutions.net.pl 17.05.03, 21:47
        Tak masz zupełną rację. Nasze szczęście też w dużej mierze zalezy od nas
        samych, ale to jest właśnie to o czym mówiłam. Trzeba umieć dostrzegać swoje
        szczęście i nie żądać tak starsznie wiele. Bo szczesciem wielkim może być
        piekny widok, który przy okazji spaceru nam sie ukaże, bo szczęsciem może być
        miłe słowo od bliskiej osoby. Trzeba tylko to dostrzec.
        A że niekórzy ludzie nie mogą być szczesliwi... no cóż, sa jeszcze
        okoliczności, które czasem naprawdę nie pozwalają, ale to nie znaczy, ze ci
        generalnie nieszcześliwi ludzie nigdy nie bywają szczesliwi. No cóż zaplatałam
        się trochę...
        Ja jestem osobą, która miała dość ciężkie dzieciństwo, pod każdym chyba
        względem - emocjonalnym i materialnym. Dlatego teraz tak bardzo doceniam to co
        mam. Dom, ukochanego męża, harmonię, którą oczywiście czestokroć coś zakłóca,
        jak to u każdego bywa.
        Ale często cieszę się własnie godziną szczęścia, chwilą, małymi rzeczami.
        pamiętam jak kiedyś kolega na studiach mi powiedział: tobie to niewiele do
        szczęścia potrzeba... Tak chyba jest. Potrafię cieszyć się piękną pogodą,
        kwiatami na balkonie, widokiem ukochanej osoby, miłym słowem, komplementem.
        Nieodmiennie wprawia mnie to w dobry nastrój.
        • Gość: lemuriza Re: o szczęściu IP: *.solutions.net.pl 17.05.03, 22:04
          Aha i jeszcze jedno. W swojej wcześniejszej wypowiedzi napisałam , ze
          odnalazłam w filmie "cząsteczki" swojego bytowania, które sprawiają , ze
          czasami czuję się nieszczęśliwa. To są rzeczy, na które nie mam wpływu,
          niestety, tak jak nie ma się wpływu na przykład na chorobę. Staram się jednak
          jakoś z tym godzić i tłumaczyć sobie, ze tak widocznie musi być, staram się ,
          bo inaczej nigdy nie mogłabym żyć w harmonii. Sa oczywiście takie chwile, że
          przychodzi żal, gorycz, pretensja do całego świata.
          Filmowego Richarda porzuciła matka, mnie spotkało cos podobnego ze strony
          ojca. Nie mam na to wpływu, niestety i czasami ogromny żal serce ściska, że
          tak to się potoczyło. Ale czasem myślę sobie tak: a może miało tak być? kto
          wie kim byłabym gdyby on był przy mnie, i gdzie byłabym...
          Pewnie nigdy nie poznałabym mojego męża, bo moje zycie potoczyłoby się
          zupełenie inaczej. I może musiałam przeżyć samotne dzieciństwo, zeby teraz być
          szczęśliwą.
          Więc czasami z pewnymi rzeczami trzeba po prostu się pogodzić.
          Myslę, ze nic w naszym zyciu nie jest dziełem przypadku i czasem jak dzieje
          się coś złego to myslę: może tak być musi, żeby potem stało się coś co będzie
          czyms bardzo pozytywnym w moim życiu.
          Często już tak bywało, więc wierzę w to.
Pełna wersja