Dodaj do ulubionych

Slawni mieszkancy ciag dalszy

IP: *.is.net.pl 29.09.03, 19:52
kiedys bodajze Tekla rozpoczela ten watek, a teraz nalezaloby dodac dwa
nazwiska:

Agata Mroz - mistrzyni Europy w siatkowce
Janusz Kolodziej - wicemistrz Europy juniorów w zuzlu ( co prawda z
Zaczarnia, ale jezdzi w Unii).
gratulacje dla zawodnikow i ich rodzin, i grtaulacje szczegolne dla
tarnowskiej trenerki Agaty, ktora namowila ja do powrotu do siatkowki po
ciezkiej chorobie.
Tak trzymac!
Obserwuj wątek
    • qwerty.tarnow Slawni mieszkancy regionu tarnowskiego 29.09.03, 21:26
      Może taki tytuł byłby bardziej odpowiedni? Bo ograniczanie do samego miasta
      Tarnowa, to trochę za duże okrojnie chyba, nie?
      • Gość: lemuriza Re: Slawni mieszkancy regionu tarnowskiego IP: *.is.net.pl 29.09.03, 22:15
        No masz racje, zupelna qwerty.

        No i co widziales siatkarki na lotnisku?
        Wiesz, co bylam pod wrazeniem ich wczorajszej gry ( jestem wlasciwie wciaz),
        ale dzisiaj bylam pod wrazeniem rowniez tego jak wygladaja - super, no
        wiadomo, na boisku mozna pokazac walory sportowe, no i piekne sylwetki, ale
        fryzura juz nie ta, pot scieka po twarzy.A dzisiaj pelna gala.
        No ladne ( niektore nawet piekne) dziewczyny czyz nie?
        • qwerty.tarnow Siatkarki 29.09.03, 22:25
          Oglądałem przylot - a właściwie rozmowy z siatkarkami po przylocie (to, co
          było w TVP1 o 16.50). Dziewczyny rzeczywiście ładniejsze były :)))
          No ale cel matrymonialny już wybiliście i z głowy, więc muszę szukać gdzie
          indziej, a nie zawracać sobie głowy tymi siatkarkami...
          • Gość: lemuriza Re: Siatkarki IP: *.is.net.pl 29.09.03, 22:40
            mam propozycje, dzisiaj widzialam reklame w TVN-ie jakis nowy program startuje
            pt. Kawaler do wziecia:) Moze tam sprobuj?
            I powodzenia zycze!
            Dobranoc!
            • qwerty.tarnow Re: Siatkarki 29.09.03, 22:48
              Nie no, bez przesady. Jak ja bym był tak odważny żeby wystąpić w TV to nie
              byłbym na tym etapie życia sam. :)
              A poza tym:
              1) nie lubię TVN (pisałem już o tym)
              2) z takimi sprawami to ja się nie chcę afiszować aż tak publicznie
              3) nie chcę z siebie robić małpki na pokaz.
              • lemuriza Re: Siatkarki 30.09.03, 07:38
                Zartowałam qwerty:)

                mam Cię za rozsądnego człowieka.
                • qwerty.tarnow Re: Siatkarki 30.09.03, 10:40
                  Mam nadzieję ;)))
                  • Gość: mietek Re: Siatkarki IP: *.lodz.mm.pl 30.09.03, 13:06
                    Już Ci raz Qwerty radziłem: Np jutro rano - pierwsza napotkana panienka.
                    Czasami pierwsza myśl najlepsza.
                    A może będzie to akurat królewna?
    • qwerty.tarnow Re: Slawni mieszkancy ciag dalszy 05.10.03, 18:54
      Była tu już kiedyś mowa o Pendereckim.
      Dziś w "Dzieniku Telewizyjnym" Jacka Fedorowicza były zdjęcia z koncertu
      chińskiej orkiestry na urodzinach kompozytora i mniej więcej taki
      komentarz: "W Warszawie zaobserwowano nowe zjawisko - tłumaczenie
      niezrozumiałego na gorsze - oto chińska orkiestra gra utwory Pendereckiego".
    • qwerty.tarnow Re: Slawni mieszkancy ciag dalszy 05.10.03, 19:12
      Perkusista Budki Suflera - Tomasz Zeliszewski. Poniżej wywiad z nim
      przekopiowany ze strony internetowej zespołu. Wywiad ukazał się w "Tygodniku
      Tarnowskie Azoty" nr 6/2001, autor: Jerzy Świtek.

      Sukces zespołu Budka Suflera na niedawno zakończonym XXXVII Krajowym Festiwalu
      Piosenki Polskiej - Opole 2000: Grand Prix, nagroda telewidzów, nagroda
      ośrodków telewizyjnych, dwie nagrody "Superjedynki", udowodnił, że grupa wciąż
      jest w formie i mimo upływu lat nadal należy do najlepszych zespołów rockowych
      w kraju. Być może niektórzy czytelnicy Tygodnika "Tarnowskie Azoty nie wiedzą,
      że niemal od początku istnienia Budki Suflera jej perkusistą jest Tarnowianin -
      TOMASZ ZELISZEWSKI, który urodził się i spędził kilkanaście lat swojego życia
      w naszym mieście. Tu nauczył się grać na perkusji, a jest samoukiem, tu
      muzykował z różnymi lokalnymi zespołami, między innymi przez pewien czas
      związany był z grupą Bałtowie. Od ponad 25 lat mieszka w Lublinie z żoną Anną
      i dwiema córkami: 19-letnią Leną i 13-letnią Pauliną. Z rodzinnym miastem
      utrzymuje stały i ścisły kontakt. Od tego wątku rozpoczęliśmy naszą rozmowę.

      - Czy z jakimś miejscem w Tarnowie wiąże Pana szczególny sentyment?

      - O, tak! Mój dom rodzinny mieści się przy Dworcu Głównym PKP w Tarnowie -
      nawiasem mówiąc, moi rodzice pracowali na kolei. Plac dworcowy, Klub
      Kolejarza, obok boisko "Tarnovii", planty i, idąc dalej w kierunku bocznicy
      kolejowej, pola - to była maja dziecinna "Arizona". W zależności od tego, co
      grali w kinie albo co się przeczytało, pola te zamieniały się w dzikie stepy
      albo w westernowe prerie i nie przeszkadzało nam, chłopakom z podwórka, że
      tutaj biegną tory i czasem przetaczane są wagony, a jakiś kolejarz krzyczy,
      żebyśmy stąd zmiatali. Albo "Tarnovia", z dwoma stadionami - jednym do
      treningów, na drugim rozgrywano mecze. Trzydzieści lat temu było to kulturalne
      miejsce, gdzie gromadziło się pół miasta, a derby Tarnowa między
      nieistniejącym już "Metalem" a "Tarnovią" budziły emocje dziś już
      niespotykane. I to były zdrowe emocje - nikt wtedy nie gonił w szalikach i z
      pałami bejsbolowymi. Co najwyżej ktoś krzyknął "Sędzia - kalosz!"
      albo "Sędzia, do telefonu!". Była pełna kultura. Jako mały dzieciak biegałem
      tam z ojcem, a potem sam - mój dom znajduje się 50 metrów od boiska. To było
      moje miejsce, tam się wychowałem. To był cały mój świat.

      - To chyba miłe wspomnienia...

      - Mam jak najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. Ten czas kojarzy mi się z
      beztroską, z urokiem poznawania świata, ludzi, z wszelkimi przywilejami tego
      okresu - których zresztą wtedy się nie docenia. Potem, w dorosłym życiu,
      odtwarzamy te obrazy w pamięci jak jakiś wspaniały film. Nawet, jeśli nie
      wszystko było wspaniałe i piękne, chętnie do tego wracamy, bo to był czas
      nacechowany takimi emocjami i takimi doznaniami, że wszystko stawało się jedną
      wielką przygodą. Pierwsze próby muzyczne, sport - o którym wcześniej myślałem,
      że stanie się w przyszłości moim zawodem - szkoła, koledzy, dziewczyny, kluby,
      środowisko, rodzina... To wszystko człowiek nosi w sobie, to nas kształtuje,
      wywiera wpływ i tego nie można zmienić. I chyba nikt nie chce tego zmienić.

      - Kto spośród członków Pańskiej rodziny mieszka do dziś w Tarnowie?

      - W Tarnowie mieszka moja mama. Ojciec zmarł kilka lat temu. Mieszka też moje
      rodzeństwo - brat i siostra - wraz ze swymi własnymi rodzinami.

      - A Pan, jak często odwiedza Tarnów?

      - Naprawdę trudno powiedzieć, gdyż jest to stymulowane moją pracą, czyli
      licznymi koncertami, oraz moim życiem rodzinnym w Lublinie. Staram się być
      kilka razy w roku. Ostatnio trochę częściej, bo mama ma kłopoty ze zdrowiem,
      więc staram się wpaść chociaż na jeden dzień.

      - Od kiedy mieszka Pan w Lublinie?

      - Od 1974 roku, czyli od momentu, kiedy zacząłem grać w Budce Suflera.

      - Jak to się stało, że został Pan członkiem tej grupy?

      - Przyjechaliśmy do Lublina na "Giełdę piosenki" z tarnowskim zespołem Va
      Banque, w którym zastępowałem jednego z muzyków. Tak na marginesie: to był
      fajny, folk-rockowy zespół, złożony z naprawdę zdolnych ludzi. A ponieważ była
      to mocno zabawowa ekipa, więc mieliśmy wiele wspólnych tematów. No więc
      przyjechaliśmy do Lublina, zajęliśmy nawet jakieś zaszczytne miejsce i
      poznaliśmy młody, początkujący zespół, który nazywał się Budka Suflera. Ja
      chyba najlepiej ich poznałem, gdyż niewiele czasu potrzebowaliśmy, żeby się
      polubić i Romek Lipko zaproponował mi współpracę. To było tuż przed nagraniem
      pierwszej płyty Budki: "Cień wielkiej góry".

      - Dla nieznanego wtedy jeszcze w środowisku muzycznym 18-latka z Tarnowa taka
      propozycja to chyba była duża szansa?

      - W tym czasie miałem już kilka podobnych propozycji: od zespołu NoToCo, od
      Marka Grechuty, od Czesława Niemena. Ale byłem wtedy młodym chłopakiem i nie
      frapowało mnie dołączenie do pociągu, który już jakoś jedzie. A Budka Suflera
      dopiero raczkowała, niby istniała, a jeszcze nie istniała, nie nagrała jeszcze
      żadnej płyty. Od razu się z tym zespołem utożsamiłem, z muzyką i z ludźmi,
      których poznałem i którzy mnie oczarowali. Romek Lipko od pierwszego spotkania
      okazał się uroczym, kontaktowym facetem, mądrym, poważnym, opiekuńczym.
      Krzysiek Cugowski i Andrzej Ziółkowski od razu stali mi się bliscy, a w wieku
      18 lat to jest podstawowy warunek. Na mnie nie robiły wrażenia opowiadania
      jakiegoś menadżera z Warszawy o wyjazdach za granicę i układ w rodzaju: "My
      jesteśmy gwiazdami, to możemy cię łaskawie przyjąć". Chłopaki z Budki Suflera
      wyglądali tak samo jak ja, byli niewiele starsi, a punktem wyjścia było
      założenie: "Spróbujmy, może coś nam razem wyjdzie". To mi o wiele bardziej
      odpowiadało, bo jak się ma 18 lat, to ma się w sobie trochę buntu, trochę
      przekory, pragnienie niezależności i torowania sobie życiowej drogi tak, jak
      się samemu uważa za słuszne. To właśnie zaproponowali mi Lipko, Cugowski,
      Ziółkowski i Janiszewski - bo właśnie tych czterech ludzi poznałem - i to było
      dla mnie fascynujące. Mogę powiedzieć, że oni uczynili moje życie ciekawym.
      Dali mi szansę, a ja z tej szansy skorzystałem. Będę im zawsze za to wdzięczny.

      - Pamiętam, że kiedy w połowie lat 70. pojawiła się Budka Suflera, dla
      miłośników muzyki rockowej było to ważne wydarzenie. Nowe brzmienie, powiew
      czegoś świeżego, elektryzującego. Na Panu też ta grupa robiła takie wrażenie?

      - Zanim osobiście poznałem członków zespołu, znałem dwa kawałki Budki
      Suflera: "Cień wielkiej góry" i "Sen o dolinie". Na "Giełdzie" w Lublinie
      usłyszałem utwór, który zrobił na mnie największe wrażenie - "Lubię ten stary
      obraz". Potem nagraliśmy go na płycie. Wiedziałem, że muszę wrócić do Tarnowa,
      choćby na jakiś czas, bo tam jest mama, tata, szkoła, no i wszystko, ale wrócę
      tylko po to, aby powiedzieć "Mojemu miastu do widzenia". Nigdy tego nie
      mówiłem, ale to właśnie ten utwór odegrał decydującą rolę. Jest w nim coś
      wyjątkowego: po intro następuje zmiana rytmu i zaczyna się taki niezwykły,
      nieregularny riff. Jeśli chodzi o stylistykę, to wtedy była prawdziwa
      awangarda i to mnie naprawdę zachwyciło. Bo rock and rolla to grano wcześniej
      na różne sposoby i, powiedzmy, "Memu miastu na do widzenia" było kolejnym
      dobrym rockowym numerem na rynku. Natomiast "Lubię ten stary obraz" to był
      nowy prąd, świeża krew, która krążyła w żyłach "po całości". Bardzo chciałem
      to zagrać. A motywacje w wieku szczenięcym ma się właśnie takie. Dla dorosłych
      może niepoważne, ale dla mnie wtedy jak najbardziej serio. Dla mnie to była
      ekscytująca perspektywa: zagrać "Lubię ten stary obraz", przeprowadzić się do
      Lublina, bo mi się spodobało czterech nowo poznanych kolegów, i rozpocząć z
      nimi wspólną podróż, w której, być może, doznam porażki albo może odniosę
      sukces. To były motywacje prawdziwe, szczere i nigdy ich nie żałowałem.

      - Przez 25 lat działalności grupy jej skład wielokrotnie się zmieniał. Pan,
      obok Romuald
      • qwerty.tarnow Re: Slawni mieszkancy ciag dalszy 05.10.03, 19:16
        O! ucięło mi poprzedni wpis. To w takim razie tutaj dokończenie.

        - Przez 25 lat działalności grupy jej skład wielokrotnie się zmieniał. Pan,
        obok Romualda Lipki - współzałożyciela i lidera zespołu - jest jedynym
        członkiem Budki Suflera, który może pochwalić się nieprzerwaną, 25-letnią
        obecnością w zespole. Co zadecydowało o Pańskiej wyjątkowo stabilnej pozycji w
        grupie?

        - Pewnie mam taki charakter, że jestem człowiekiem dość stabilnym - mimo że
        jestem Bliźniakiem. Miewam różne dziwne pomysły, czasami chyba jestem trochę
        ciężki we współżyciu i mam sto tysięcy różnych wad, to jednak decyzje raz
        podjęte - nawet, jeśli zrodziły się w bólach i jakichś szamotaniach
        psychicznych - zawsze staram się realizować, bo wierzę w zasadę doskonalenia
        czegoś, na co się człowiek zdecydował. Drugim powodem jest osoba Romka Lipki,
        z którym bardzo się zaprzyjaźniłem, który zawsze był arcypoważnym partnerem i
        nadawał temu wszystkiemu sens - nie tylko jako kompozytor i lider grupy, choć
        nigdy tego tak nie nazywaliśmy. I wiedziałem jeszcze jedno: że to jest
        człowiek, dla którego, tak jak dla mnie, Budka Suflera to całe życie. On tego
        zespołu nigdy nie sprzeniewierzy. Mnie też na tym zależało. Nigdy nie korciła
        mnie kariera solowa, o wiele bardziej inspirowała mnie praca w zespole. Jestem
        osobnikiem, który może pociągnąć kogoś za sobą i zainspirować go, jak i pójść
        za kimś, jeśli widzę w nim autentyczną wartość. Kimś takim stał się od razu
        Romek i tak jest do dziś. To prawda, że Krzysztof Cugowski jest wokalistą, bez
        którego ciężko sobie Budkę Suflera wyobrazić. Mam wielki szacunek dla Romka
        Czystawa za te 6 lat, gdy śpiewał w zespole, kiedy Krzysztofa nie było. Bo to
        jest trudne zadanie wypełnić 6 lat po takim Cugowskim - dysponującym potężnym,
        charyzmatycznym głosem i będącym bezsprzecznie postacią na tym rynku. Ale
        Krzysztof miał prawo spróbować czegoś samodzielnie. Zrobił to, dotknął tego -
        i wszystkim nam dobrze chyba to zrobiło. Ale żeby zespół istniał, musi być
        jakiś duet, podstawa, na której wszystko się opiera. Mam wrażenie, że przez
        wiele lat stanowiliśmy z Romkiem taką podstawę i świetnie uzupełnialiśmy się.
        Gdy opadały mnie wątpliwości, to on potrafił nas wszystkich ciągnąć za uszy,
        były momenty, kiedy może on w coś wątpił i wtedy sytuacja stawała się
        odwrotna. I jeszcze jedna ważna rzecz: ten zespół od początku cechowała pewna
        powaga, którą zauważyłem już jako 18-latek, co mi bardzo imponowało i miałem
        do tego szacunek. Miało dla mnie znaczenie, że chłopaki z Budki Suflera
        odróżniają się od tych wszystkich postrzelonych głupków, którzy tylko
        chcieliby się napić, wyciągnąć jakąś panienkę do hotelu i nie bardzo zdawali
        sobie sprawy z tego, co będzie jutro. My nie byliśmy grupą świętoszków,
        absolutnie nie! Ale była tu jakaś odpowiedzialność, godność i taki swoisty
        szpan, który nigdy nie pozwalał nam na przykład. obrażać innych ludzi czy
        sprawiać, że czuliby się w naszym towarzystwie gorsi. Nigdy też, ani przez
        moment, nie dopuszczałem myśli, że ten zespół może się rozlecieć. Grali w
        Budce Suflera różni ludzie, zwłaszcza gitarzyści często się zmieniali. Bardzo
        przeżyłem odejście Andrzeja Ziółkowskiego, jego wyjazd do Ameryki - on był z
        tego pierwszego składu, grał na gitarze. Oczywiście, przeżyłem odejście
        Krzysztofa. Bardzo się potem ucieszyłem z jego powrotu. Ale najważniejsze było
        to, że cały czas był Romek - ktoś, kto nadawał, w moim pojęciu, sens temu
        zespołowi. Kiedy potem wrócił Krzysztof, to tak, jakby wszystko wróciło do
        początków, jakbyśmy z powrotem cofnęli film, kiedy byliśmy we trzech.

        - W połowie lat 80. doszły Panu nowe obowiązki - został Pan autorem tekstów
        piosenek Budki Suflera...

        - To się stało troszkę przez przypadek, a może tak miało być...? Trudno
        powiedzieć, zależy jak się na to spojrzy... Nagraliśmy w 1984 roku płytę,
        którą potem zatytułowaliśmy "Czas czekania, czas olśnienia". Mnóstwo pracy
        włożyliśmy w ten materiał. Romek napisał bardzo dobrą muzykę, wszystko
        mieliśmy opracowane i nagrane. Nie mieliśmy tylko tekstów i to nas wpędzało w
        depresję. Po przyjściu ze studia, gdzieś o 3 nad ranem, nagryzmoliłem coś, co
        potem zatytułowałem "Cały mój zgiełk". Potem rano wszystkim się to podobało i
        powiedzieli, żebym dopisał resztę.

        - Te teksty zostały ciepło przyjęte nie tylko przez kolegów z zespołu...

        - To prawda i jest mi miło z tego powodu. Ale chociaż od tego czasu już parę
        lat minęło, wciąż czuję się jak debiutant. Na szczęście nie mam ambicji być
        znanym autorem tekstów, laureatem nagród literackich, nie czuję presji, że
        muszę regularnie dostarczać nowy materiał. Satysfakcjonuje mnie sytuacja, w
        której koledzy wiedzą, że w razie czego istnieje duże prawdopodobieństwo, że
        Tomek może coś fajnego napisać. A mnie sprawia wielką radość jakiś jeden
        tekst, który się komuś spodoba i jest potem śpiewany na koncercie. To
        prawdziwa frajda.

        - W 1997 roku w polskiej muzyce rockowej miało miejsce bardzo interesujące
        wydarzenie: oto zbliżający się do jubileuszu 25-lecia zespół Budka Suflera,
        który mógłby zadowolić się etykietką szacownego klasyka, nagle "rozbił bank" -
        płyta "Nic nie boli tak jak życie" pobiła wszelkie rekordy i przez dwa kolejne
        lata była najlepiej sprzedawanym krążkiem na polskim rynku fonograficznym.

        - Najlepiej sprzedawanym do dziś, ciężko będzie pobić ten rekord - ponad
        milion egzemplarzy. A gdyby dołączyć wszystkie wydania pirackie, to byłoby
        tego z półtora miliona! W takim małym kraju jak Polska, z jednego tylko rynku -
        to zniewalający wynik.

        - Czy nagrywając te płytę mieliście świadomość, że będzie to taki hit?

        - Nie, tego się nigdy wcześniej nie wie. Lata doświadczeń pozwalają jedynie
        stwierdzić, że jakiś utwór ma cechy przeboju, że jest fachowo skomponowany, ma
        na przykład nośny tekst, albo zgrabnie wyprodukowany dźwięk. Ale o wszystkim
        decyduje "najwyższa izba kontroli", czyli nasza wspaniała publiczność. A ta
        publiczność orzekała, że nie "Nic nie boli tak jak życie", nie "Głodny",
        nie "Jeden raz" czy "Strefa półcienia", tylko "Takie tango" to jest "coś
        pięknego, wspaniałego i najlepszego na świecie". Nagrywaliśmy z wiarą w to, co
        robimy, ale że to będzie sukces na taką skalę, tego nikt nie przewidywał.

        - Teraz fani zespołu, a chyba też i członkowie grupy, czekają na wynik
        przyjęcia najnowszej płyty, "Bal wszystkich świętych", która ukazała się w
        sprzedaży 29 maja tego roku.

        - Nie chcę opowiadać jakichś dyrdymałów na temat nowatorstwa stylistyki czy
        odkrywczości tych utworów. Płyta zawiera dziesięć piosenek wykonanych przez
        ludzi nagrywających bodaj dwudziestą płytę i którzy robią to przez większość
        swojego życia. Nie zamieniamy się w szerzycieli czy propagatorów nowych
        nurtów, bo myślę, że strasznie bylibyśmy nie w porządku wobec tych wszystkich,
        którzy kupują nasze płyty i to w dosyć dużych ilościach, jak się okazuje. Mam
        nadzieję, że znajdzie się tam kilka utworów, które spodobają się ludziom, bo
        przecież z myślą o nich nagrywamy.

        - Życzymy tego Panu i całej Budce Suflera. Ostatnie pytanie: kiedy zespół
        wystąpi w Tarnowie?

        - Na pewno zagramy w Tarnowie w tym roku. Termin nie jest jeszcze ustalony,
        ale myślę, że jesienią spotkamy się w Tarnowie.

        (wywiad z 2001 roku)
        • qwerty.tarnow Re: Slawni mieszkancy ciag dalszy 05.10.03, 19:21
          Hmmm właściwie to mogłem poprzestać na wklejeniu tylko tej części wywiadu
          dotyczącej Tarnowa... Ale nic, przeczytacie sobie cały wywiad :)))
          • Gość: mietek Re: Slawni mieszkancy ciag dalszy IP: *.lodz.mm.pl 05.10.03, 20:15
            fajna rzecz.
            Pamiętam jak zaczynała Budka.
            Od razu zwróciła moją uwagę.
            Pamiętam, jak na weselu brata w czasie jakiejś dyskusji powiedziałem,że
            urodziła się nowa jakość w muzyce.Wszyscy mnie wyśmiali.
            Potem, gdzieś chyba po kilkunastu latach część tego towarzystwa ptzyznała mi
            rację.
            Ale najlepsi byli wtedy, gdy zaczynali.
            Tak samo Czerwone Gitary, Dżamble, Szwagry.
            Gdybym miał pod karą śmierci wszkzać najlepszy polski zespół - byliby to

            DŻAMBLE
            • qwerty.tarnow Re: Slawni mieszkancy ciag dalszy 05.10.03, 22:03
              A dla mnie znowuż Budka Suflera to tylko kilka znanych hitów "Bal wszystkich
              świętych", "Takie tango", "Piąty bieg", "Twoje radio", "Jolka, Jolka
              pamiętasz", "Cisza jak ta" i może jeszcze parę innych.
              A zdecydowany minus to angaż Cugowskiego w kampanię wyborczą Krzaklewskiego.
              To był fatalny błąd.
              • Gość: mietek Re: Slawni mieszkancy ciag dalszy IP: *.lodz.mm.pl 05.10.03, 23:03
                Oczywiście.
                Ale mówimy o muzyce.
                Widzę, że słaby jesteś, bo zmieniasz temat.
                • qwerty.tarnow Re: Slawni mieszkancy ciag dalszy 05.10.03, 23:09
                  No Czerwone Gitary to znam. Ale pozostałe to ni w ząb.
                  A co do Cugowskiego - to nie moja wina że jego twarz (nawiasem mówiąc dość
                  osobliwa twarz - "oblicze na którym uśmiech nie gości") teraz ciągle kojarzy
                  mi się z negatywną kampanią prowadzoną przez lansowanego przez niego kandydata.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka