1gomez
03.01.04, 13:18
stoje sobie w dunajcu.pieknie jest.troche dalej pani z dwojka dzieci.pani
sie opala dzieci biegaja po plazy.przychodzi mlodzieniec z psem .duzy
skundlony wilczur.pies coraz to doskakuje do dzieci,uciekaja z piskiem
wracaja po chwili.jest w nim agresja ale nie ma jeszcze decyzji .pies czeka
na reakcje ludzi.mlodzieniec patrzy poblazliwie pani na kocu chyba
przysnela.wiem co sie stanie za chwile.serce, zyly na skroni ,trzesace sie
rece.cofam sie do brzegu.pies rusza tym razem zarty sie skonczyly.przecinam
mu droge. rzucam szeptem won skur....mlodzieniec urazony w swojej meskosci
cos mruczy.ani slowa mowie.zapina psa na smycz odchodza.siadam na plazy
przypalam papierosa .puls wraca do normy.pani zwoluje swoje pociechy.nic sie
nie stalo.wczoraj kolo parku.mlodzieniec z dobermanem.pies ma puzdro ale
jest bez smyczy .skacze na przechodniow.mlodzieniec jest dumny z posiadania
ostrego psa.zero reakcji z jego strony.biore swoja misie na rece.doberman
skacze przystaje patrze na mlodzienca w milczeniu.wiem ze jak sie odezwe
bedzie za pozno.zabiera psa odchodza.nic sie nie stalo.tym razem jeszcze