wscieklyuklad
15.07.13, 20:42
Każdy zna dokończenie. I większość wie, jak jest prawdziwe. Niejeden też z własnego doświadczenia pamięta gorycz zawiedzionych oczekiwań.
By nie szukać w zamierzchłej przeszłości (choć moze dziś i ona jest już mocno przykurzona) starczy sięgnąć do oporu stanu wojennego. Czołgi na ulicach, uzbrojeni mundurowi, gros zakazó przy minimalnym zachowaniu praw człowieka. W wielu zakładach strajk okupacyjny w proteście przed takim rozwiązaniem. Niecierpliwie nasłuchiwaliśmy wiadomości, iż może w jakiejś hucie, fabryce, prężnej wtedy jeszcze stoczni, czy kopalni, zatrudniających "twardych ludzi" gotowych na wszystko w obronie bytu rodzin a nie tylko pryncypiów demokracji jakaś grupka/grupa ludzi stawi skuteczny opór.
Kolejne mijające godziny mnożyły poczucie bezsilności i niewiary,z ubytkiem nadziei, że może opór będzie na tyle silny, iż władza pójdzie na ustępstwa.
Potem pościg za ukrywającym się Bujakiem czy Frasyniukiem, aż wreszcie ostatniego z "wierchuszki" zdybano w kryjówce.
Rozproszony opór wydaje się więc być działaniem z góry skazanym na przegraną.
Przez kilka ostatnich dni obserwowaliśmy "redutę Lemańskiego". Ów współczesny Ordon walki ze zwyrodnieniem kleru - zwłaszcza hierarchicznego - pozwalał wielu z nas, widzącym upadek moralny katolicyzmu feudalnego na ułudę, iż skuteczne nagłośnienie nieprawości może doprowadzić do przemian. Naturalnie tak skala, jak i charakter sporu jest w tym ostatnim przypadku nieporównywalny z wydarzeniami stanu wojennego, jednak natura ludzka gdy chodzi o słuszny bunt przybiera formy analogiczne.
Toteż niejeden z nas widząc poranne dywagacje przed plebanią w Jasienicy, "mur wiernych" broniących swego duchowego przewodnika przywoływał na usta uśmiech złośliwej może, ale jakże usprawiedliwionej satysfakcji. Oto zdeterminowani ludzie, którzy odważyli się głośno powiedzieć "stop draństwu" , "dość traktowania ludzi, niczym ciemnej masy".
Średnio wypasiony (zapewne na medialne potrzeby) samochodzik katabasów, wytaczany siłą parafialnych ramion, na długom pozostanie w pamięci obserwatorów - bunt to bowiem dla Klehierarchów nie do pojęcia, gdyż wedle ich przeświadczenia, głupi katolik-lennik, winien tkwić na kolanach młócąc dziesiatki różańca za zdrowie Pomazańców Bożych.
Już ostrzyliśmy sobie zęby na dni kolejne - scenki słownych a może i nie tylko - potyczek. Cieszyliśmy się na myśl samą, iż draństwu wystarczy powiedzieć stanowcze "dość", by etos przywrócić.
Wieczorem bańka mydlana prysła bezpowrotnie. A szkoda, bo Szanowny Pan Poseł imion dwojga (Marek Jurek ksywka "ludże" z tytułu szpotawości nie tylko mowy, co wrodzone, ale i intelektu co niewykluczone, że zdobyte w procesie osobniczego rozwoju), już zdażył podsumować postawę ks. Lemańskiego i opowiedzieć się po stronie teoretyka "bruzdy dłoniowej invitrialnej". Tym samym ów Master Mind wdeptał w ziemie jeden z głównych motywów buntu ks.Lemańskiego - apel o humanistyczne traktowanie każdej jednostki ludzkiej.
Strach się bać co będzie dalej. Banda ministerialno urzędasowych debilków z jakiej składa się prezydencko-premierskie otoczenie coraz szerzej otwiera drzwi śliniącym się już na myśl o bezkarnej "wadzy" kaczysto-rydzykom.
A że lasów też mniej znacznie a tabor komunikacji miejskiej rdzewieje, nie będzie ani komu, ani z czego barykad stawiać.
Etos Ordona zastąpi etos Ordonówny: cienki śpiew społeczeństwa.