sorel.lina
29.05.15, 17:43
...państwa. Prezes ma już wizję, ba, konkretny plan demokratycznych (?) reform. W zależności od sympatii politycznych można to nazwać "silnym państwem" lub "zamordyzmem".
Czy to dlatego już dziś prezydent elekt zażądał (sorry - zaapelował), by rząd powstrzymał się od... rządzenia (!) do chwili wyborów parlamentarnych, które - jak ma elekt nadzieję - wygra PiS?
Prezes Kaczyński mówi, że ktokolwiek będzie premierem, musi z góry złożyć Andrzejowi Dudzie dymisję z podpisem i bez daty. Słowem: prezydent trzyma sobie taki papier w biurku i posługuje się nim, kiedy chce. Takich gotowych listów poddańczych wymagają czasem premier Wielkiej Brytanii wobec swoich kandydatów na ministrów czy prezydent Francji wobec swoich. Ale w tych mocarstwach premier i prezydent niepodzielnie rządzą całym gabinetem.
W Polsce konstytucja inaczej rozkłada podział władzy. Prezydent rzeczywiście powołuje rząd, ale nie ma uprawnień do jego kontrolowania. Od tego jest Sejm.
Gdyby prezydent miał w biurku gotową dymisję premiera, to trzymałby premiera na krótkiej smyczy, mógłby wymuszać każde posunięcie: albo to pan/pani zrobi, albo traci stanowisko. Mógłby też w dowolnym momencie wywoływać kryzysy rządowe i manipulować kadrami. To bezprawna i niebezpieczna zabawa, zagrażająca równowadze władz.
/polityka.pl/