sorel.lina
21.10.15, 10:48
Vox populi to nie zawsze "vox dei"! "Lud" niekiedy przejawia tendencje autodestrukcyjne.
Jednakże wyniki niedzielnych wyborów - bez względu na to jakimi się okażą - będziemy musieli przyjąć do wiadomości i uszanować. I trwać czekając.. do ponownego przebudzenia rozsądku i mądrości "ludu"...
PiS to;”Bolszewicy Trzeciej RP”
Waldemar Kuczyński·21 październik 2015
BARDZO PROSZĘ O JAK NAJSZERSZE KOLPORTOWANIE TEGO TEKSTU, GDZIE SIĘ TYLKO DA!
Po latach odkryto, dzięki Markowi Borowskiemu, PiS-owską Konstytucję zabójstwa demokracji w Polsce, a PiS ją natychmiast ukrył i zaczął opowiadać, że ona nieaktualna. To kłamstwo, jak większość publicznego przekazu tej partii. O prawdziwej jej naturze pisałem niemal od jej powstania. W roku 2009 opublikowałem w “Gazecie Wyborczej” artykuł “Bolsze3wicy Trzeciej RP”. Przypominam go, by było jasne kogo Polacy mogą dopuścić do sterów Rzeczpospolitej.
18. Trzydziesty styczeń 2009
"Bolszewicy" III RP - PRZED SOBOTNIM KONGRESEM PIS
Na 26 stronach statutu partii Jarosława Kaczyńskiego zwrot "Prezes PiS" występuje 57 razy, w większości przy definiowaniu uprawnień szefa partii
Przed kongresem PiS głównym tematem jest zapowiadana zmiana wizerunku tej partii na sympatyczniejszy i bliższy realnym problemom ludzi. Ma to przekonać do partii Kaczyńskich więcej wyborców, tak by odniosła sukces w kolejnych wyborach. Wielu komentatorów już ocenia, czy na spotach prezes jest dostatecznie opalony, czy ma dobry krawat i czy towarzyszące mu panie są wystarczająco wyraźne i tak dalej. Taka zabawa byłaby nieszkodliwa, gdyby nie pomagała przykryć przed oczami wyborców istotę czynionego zabiegu.
PiS chce zmienić swój wizerunek, nie zmieniając swego charakteru. Polacy nie odpędzili go od władzy z taką zapalczywością za to, że nie spodobał się im garnitur i krawat Kaczyńskiego i że wokół niego nie kręciły się panie. Nie przez zły PR przegrał, lecz przez groźną dla ludzkich wolności istotę tej partii. I jeśli zmiana w PiS ma się ograniczyć do zmiany ubranek i towarzystwa wokół prezesa, bez zmiany charakteru tej partii, a wszystko na to wskazuje, to mamy do czynienia z wielkim oszustwem. Z próbą nabicia wyborców w butelkę przez nałożenie sympatyczniejszego pudru, nowych ciuchów i trochę nowych słówek na stary PiS, ten prawdziwy, który obserwowaliśmy nie w reklamowych filmikach, lecz w działaniu przez dwa lata. I im bardziej uda im się ten zabieg, im więcej będzie zachwytów nad dobrym PR, czyli nad dobrą reklamą, tym groźniejsza będzie cała operacja przebierania wilka za owieczkę.
Wizerunek można każdemu dobrać dowolny, zachwycić się nim, a potem bardzo żałować.
Więc uwaga! PiS potrzebuje przede wszystkim zmiany charakteru i dopiero po takiej zmianie - nowego wizerunku. Wtedy to będzie prawdziwe i uczciwe wobec ludzi.
O co chodzi z tym charakterem? Otóż, jeżeli w systemie demokratycznym pojawia się partia wodzowska, której wewnętrzna konstytucja, statut, ma cechy totalitarne, to taka partia z tego tylko powodu jest zagrożeniem dla systemu demokratycznego. Takie zagrożenie zniszczyło w latach 30. kilka demokracji i takim zagrożeniem były przez lata wpływowe partie komunistyczne we Francji czy we Włoszech. PiS jest czymś w rodzaju "bolszewików" III RP. Ze względu na wewnętrzną organizację jest to partia totalitarna. Określenie "wodzowska", często używane, ukrywa istotę rzeczy.
Na 26 stronach statutu zwrot "Prezes PiS" występuje 57 razy, w większości przy definiowaniu uprawnień szefa partii. Dla porównania na 35 stronach statutu Platformy Obywatelskiej "przewodniczący Platformy" występuje 13 razy i znalazłem tylko dwa uprawnienia zastrzeżone wyłącznie dla niego; kierowanie Radą Krajową i zwoływanie pierwszego zebrania klubu parlamentarnego. To pod rozwagę mówiącym o wodzowskim charakterze PO. Te dwie partie nie tylko pod względem ideologii, ale i demokratyzmu dzieli przepaść.
Jarosław Kaczyński kieruje jednoosobowo lub poprzez wybranych przez siebie ludzi wszystkimi władzami PiS; zarządem głównym, klubem parlamentarnym, radą polityczną i komitetem politycznym (art. 37 ust. 1 p.2-4). Ma przez monopol składania wniosków głos decydujący w ustalaniu składu tych władz, nawet gdy chodzi o PiS-owską młodzieżówkę. On też określa kompetencje osób, których do władz dobiera. Do niego należy prawo uzupełniania składu rady politycznej i zarządu głównego przez kooptację, ma więc możność panowania nad tymi instancjami także w sprawach rozstrzyganych głosowaniem. Może, mając nawet mniejszościowy wpływ na radę polityczną, nie zwołać kongresu, jak długo zechce, i nie ponosi za to konsekwencji (art. 34 ust. 5). Jako szef zarządu głównego ma decydujący głos w zawieszaniu i rozwiązywaniu organizacji regionalnych, które czymś podpadły. I rozwiązuje niektóre zarządy, dzięki czemu, jak czytamy w bardzo ważnym liście Ludwika Dorna do kongresu, "wieloma innymi rządzi strach przed zawieszeniem lub rozwiązaniem"1. Strach jako metoda rządzenia to esencja totalitaryzmu.
Bez zgody Kaczyńskiego nikt nie może być do partii przyjęty, natomiast na jego żądanie każdy może być zawieszony w prawach członka lub pozbawiony prawa zajmowania miejsca we władzach PiS, a zapewne też i wyrzucony. Prezes ma więc nieograniczone prawo zarządzania klasycznych czystek i korzysta z niego. Trzeci bliźniak pisze, że to "praktyka powszechna" czy "quasi-masowa". To bynajmniej nie wszystkie uprawnienia Kaczyńskiego.
Samo ich pełne wyliczenie i omówienie wymagałoby obszernego tekstu. Dorn ma rację, że statut pozwala prezesowi jedno-osobowo zawiesić (a pewno i wyrzucić z Prawa i Sprawiedliwości) wszystkich członków. Takich uprawnień nie miał pod koniec PRL nawet I sekretarz PZPR, no, może na początku lat 50. Bolesław Bierut.
Wydawać by się mogło, że organizacja partii to jej wewnętrzna sprawa i także osobista sprawa członków, którzy godzą się być poddani tak ogromnej władzy jednego człowieka. Otóż to nieprawda. Dopóki wódz, z szeregami swych marionetek, jest trzymany z daleka od sterów państwa, to pół biedy. Gorzej, gdy totalitarnie zorganizowana partia zdobywa władzę, a jej wódz staje na czele rządu. Wtedy metody kierowania partią zaczynają być stosowane do kierowania państwem. Myśmy to widzieli i tego doświadczaliśmy przez dwa lata PiS u władzy. Widzieliśmy stopniowe podmywanie i opanowywanie kolejnych władz oraz ośrodków wpływu społecznego, które powinny w demokracji pozostać niezależne; od mediów publicznych po sądownictwo. Tylko dzięki losowi, który pozwolił przerwać ten proces, nie zobaczyliśmy rzeczy o wiele groźniejszych.
PiS jest partią, w której część Polaków odnalazła swoją reprezentację. W tej więc roli jej obecność na scenie politycznej jest uzasadniona. Ale jak długo będzie trwała obecna organizacja tej partii, rodzaj wewnętrznego kultu jednostki, tak długo pozostanie ona niebezpieczna dla większości Polaków, którzy także mają prawo być reprezentowani. Najważniejszym problemem PiS nie jest zły wizerunek, lecz groźna natura. Jej ta partia winna się pozbyć w pierwszej kolejności, zmieniając swoją wewnętrzną organizację w kierunku, który wskazał członkom PiS Dorn w bardzo ważnym liście. Ten list jest dobitnym potwierdzeniem tego, co wynika z analizy statutu partii, i tego, do czego taka organizacja prowadzi w działaniu. PiS powinien przejść głęboką demokratyzację, zlikwidować absolutyzm i wprowadzić na jego miejsce, jak mawiali reformatorzy PZPR, kolektywne kierownictwo. Wódz tego nie zrobi. Mogą to zrobić członkowie partii, jeżeli zamiast przypochlebnie hołdować mu w filmikach partyjnych, zastanowią się, czy to właściwe, by w kraju wolnym godzić się, aby w partii jeden człowiek był wszystkim. Wtedy bowiem wszyscy inni będą tylko cieniem wodza. Jak to się stanie, to będzie można bez ryzyka, że uwiarygodnia się maskaradę, podziwiać spoty i billboardy Prawa i Sprawiedliwości. Nie wcześniej.