Do pracy muszę dojeżdżać.
Niedaleko mam - szosą 3 tysiące 400 metrów. Obok szosy położono chodnik. Chodnik - jak sugeruje nazwa, służy pieszym do chodzenia bez narażenia się na wypadek w wyniku kolizji z autem. Auta jeżdżą bowiem szosą. Chodnik oddzielony jest od jezdni krawężnikiem.
Niestety nie wiem, kiedy położono chodnik prowadzący do mej pracy, ani też kto go układał. Podobnie brak mi wiedzy odnośnie wylewki asfaltu na jezdni, którą jeżdżę do pracy.
Ale jak mi się zachce, to mogę iść pieszo - to zajmuje około 30 min.
A jak mi się nie chce jechać autem, ani iść pieszo, to mogę dojść do przystanku tramwajowego lub autobusowego (odpowiednio 300 i 100 metrów) i przejechać cztery przystanki - ale potem trzeba i tak dojść około 1100 metrów.
Dojazd się nie opłaca, bo trzeba czekać na pojazd a - i to jest najgorsze - skasować bilet.
Bilety są dwojakiego rodzaju. Tańszy - 20 minutowy, wystarczy na przejechanie czterech przystanków o jakich już wspomniałem.
Droższy ma paskarską cenę 3 złote i czterdzieści groszy - można szaleć całe 40 minut.
Pozwalam sobie zamieścić bilet obowiązujący w łódzkich tramwajach - uważny Czytelnik z pewnością zauważy, że bilet jest jeszcze nie skasowany i czeka, aż mi się nie będzie chciało ani jechać autem, ani per pedes zmierzać do pracy.
Ten bilet to ważny dokument świadczący, że mieszkam w Łodzi i poruszam się za pomocą biletu wstępu - inaczej ktoś by pomyślał, że nie mieszkam w Łodzi, albo jeżdżę na gapę.