Dodaj do ulubionych

Moje Śródziemnomorze.... Kraniec ziemi (3)

29.10.16, 15:14
czyli cd. hiszpańskich peregrynacji.

forum.gazeta.pl/forum/w,92813,162359343,162359343,Moje_Srodziemnomorze_Kraniec_ziemi.html
forum.gazeta.pl/forum/w,92813,162484557,162484557,Moje_Srodziemnomorze_Kraniec_ziemi_1_.html
forum.gazeta.pl/forum/w,92813,162553914,162553914,Moje_Srodziemnomorze_Kraniec_ziemi_2_.html
A więc w drogę!
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Avila, czyli... historia lubi się powtarzać 29.10.16, 15:17
      o czym Czytelnik - znając uprzednie wątki, na których pełno było TREŚCIWYCH i OSOBISTYCH wspomnień podpartych ciekawostkami i legendami - się przekona.

      Avilo - twierdzo ty moja!
      • wscieklyuklad Re: Avila, czyli... historia lubi się powtarzać 29.10.16, 15:29
        Było już miasto założone przez samego Herkulesa (a w spisie jego prac nie wyszczególnione, gdyż od Grecji odległe).
        Avila to dzieło herkulesowych synów - ze wszystkich miast kastylijskich najbardziej rdzenne. Ze wszystkich leżących w Górach Kastylijskich najurokliwsze.
        Jak większość hiszpańskich grodów przechodzące z rąk do rąk (historia bowiem lubi się powtarzać).
        Najpierw więc starożytni Celtyberowie (jeśli nie potomstwo herosa) zakładają tu osadę o nazwie Obila. I jak opisywane poprzednio - ta dostaje się pod władanie Rzymian, po ich upadku Wizygotów - osada zrujnowana wieloletnimi walkami staje na skraju upadku - ludność opuszcza je ukrywając się w górach przed kolejnymi najeźdźcami. Jest i podległość Arabom - spora, bo trzystuletnia - wtedy to wzniesiony zostaje zamek, o którym - bo dotrwał do dziś - będzie jeszcze przy okazji spaceru po miasteczku.
        Wreszcie - w czasach rekonkwisty (bo historia lubi się powtarzać)- wojska Alfonsa VI króla Leonu i Kastylii przejmują Avilę. By obronić się przed atakami Maurów wznoszą potężne mury obronne - (Las Murallas) długie na 2,5 km (bo historia lubi się powtarzać - vide poprzednie wątki) - 9 bram okolonych 93 basztami prowadzi do wnętrza miasta. Mury te, wraz z piękną Starówką (o której też będzie tu co nieco) przed 30-ma laty wpisano na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

        A więc w drogę!
        • wscieklyuklad Re: Avila, czyli... historia lubi się powtarzać 29.10.16, 15:44
          Nim jednak przekroczymy jedną z bram prowadzących do miasta, warto zatrzymać się w położonej 1.5 km od Avili kapliczce Cuatro Postes. To znakomity punkt widokowy - najlepiej wybrać w tym celu porę wczesnopopołudniową, gdyż słońce wstaje akurat nad centrum miasta i zarówno sam widok jest mniej doskonały, jak i fotografie wychodzą nieco prześwietlone.

          http://i68.tinypic.com/nwmomd.jpg

          Widać wyraźnie potężny kamienny krzyż postawiony pośrodku.

          Już na sam widok tego cudeńka cieknie ślinka.

          http://i68.tinypic.com/974s4m.jpg

          Jak wspomniałem poprzednio - rankiem operuje tu mocne słońce a my przyjechaliśmy do Avili ok. 9.00 by móc spacerować po mieście przez kilka kolejnych godzin, bez pośpiechu napawać się zabytkami.

          http://i64.tinypic.com/2m42io0.jpg

          Jak widać wjazd samochodowy do miasta jest dostępny - nie marnotrawi się więc czasu na ganianie z wywieszonym ozorem, by dotrzeć do celu.

          http://i65.tinypic.com/300sbgy.jpg

          Niech nikogo nie zmyli mój pozornie gigantyczny wzrost na tej słitfoci - kolega trzymał mnie na barana.

          http://i68.tinypic.com/2j1jtc9.jpg

          A oto nasz cel podróży na planszy obok punktu widokowego - zachęta do odwiedzin!

          http://i64.tinypic.com/2vmsth4.jpg
          • wscieklyuklad Re: Avila, czyli... historia lubi się powtarzać 29.10.16, 15:52
            Już w autobusie czuje się ślinkę napływającą do ust.

            http://i67.tinypic.com/2s7uk5k.jpg

            http://i64.tinypic.com/33opjzb.jpg

            U podnóża potężnych murów pomnik tej, o której będzie tu oj będzie! (autobus na chwilę tu przystanął więc fotografia jest dużo wyraźniejsza - robiona "z cienia")

            http://i67.tinypic.com/2i74yeh.jpg

            Jeszcze kilka "autobusowych" ujęć

            http://i66.tinypic.com/2lxuwi8.jpg

            http://i68.tinypic.com/ofov92.jpg

            http://i68.tinypic.com/2u8i9oi.jpg
            • sorel.lina Re: Avila, czyli... historia lubi się powtarzać 29.10.16, 16:01
              Gdy zobaczyłam panoramę tego miasta na wzgórzu, wydało mi się ono nierealne, niczym fatamorgana odbijająca świat dawno miniony...
            • wscieklyuklad Re: Avila, czyli... historia lubi się powtarzać 29.10.16, 16:01
              Jak widać potencjalni agresorzy mieli "pod górkę" (choć nie do szkoły -chyba, że szkoły życia) a i oparcie drabiny o mury nie było przez to proste.

              By zakończyć opowieść o wyglądzie miasta z oddali - ten sam widok z kapliczki, gdy słońce- po kilku godzinach zwiedzania, przesunęło się znacznie.

              http://i68.tinypic.com/egedme.jpg

              http://i65.tinypic.com/333gyrr.jpg
              • wscieklyuklad Re: Avila, czyli... historia lubi się powtarzać 29.10.16, 16:12
                Zaiste - piękny widok rozciąga się z prześwitów między basztami - tu spojrzenie w kierunku Katedry.

                http://i67.tinypic.com/29v1kt3.jpg
                • wscieklyuklad Balika San Vincente, czyli cudowne nawrócenie 29.10.16, 17:00
                  http://i67.tinypic.com/11uizrb.jpg

                  Z bazyliką św. Wincentego wiąże się legenda.

                  est przełom II i III wieku, kiedy Wincenty z siostrami Sabiną i Celestyną przybywa tu z Saragossy. Jako chrześcijanie są prześladowani przez szpiegów cesarza Dioklecjana -ujęci, za wiarę zostają skazani na śmierć (kroniki podają rok 303 jako datę ich męczeńskiej śmierci poprzedzonej torturami - łamaniem kości, a wreszcie ukamienowaniem i skróceniem o głowę). Na ich ciała natrafiono dopiero w kilka lat potem i pochowano ostatecznie we wspólnym grobowcu pokrytym orientalnym baldachimem (arcydzieło dłuta Fruechela) w tejże Bazylice. Grobowiec tenże chciał sprofanować pewien Żyd (a któżby inny?). Gdy dokonywał bezbożnego czynu, został zaatakowany przez węża, który zapobiegł zbezczeszczeniu miejsca pochówku. Żyd nawrócił się na wiarę chrześcijańską i w ramach pokuty wybudował inną świątynię.
                  • wscieklyuklad W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 17:09
                    Szukacie kolejnej legendy?
                    Musicie koniecznie zajrzeć do klasztoru św.Tomasza
                    To jego dziedziniec.

                    http://i66.tinypic.com/34zzpts.jpg

                    Założony w końcu XV wieku przez skarbnika Nuneza de Arnalte i przekazny przez wdowę po nim Fernandowi i Izabeli. Tu znalazł miejsce spoczynku ich syn DON JUAN - tak, tak, to ten Don Juan, jakiego znamy z historii. W części klasztornej dostępne jest Muzeum Sztuki Orientalnej.
                    • wscieklyuklad Oto Polska właśnie 29.10.16, 17:39
                      powiedziałby Wyspiański

                      http://i68.tinypic.com/maxbaa.jpg

                      fota zapożyczona z netu, bo tu akurat uwieczniono cztery boćki.
                      Praktycznie każda budowla sakralna ma na swych wieżyczkach bocianie gniazdo.
                      Poczuliśmy się przez chwilę mniej "imigracyjnie"
                    • 1zorro-bis Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 18:55
                      WU....arystokratka z sygnetem na paluchu sledzi KAZDY Twoj krok.....big_grin
                      To jest naprawde jakas choroba. Jej psychoterapeuta chyba kase za nic bierze....smirk
                      Bo efektow leczenia nie widac......big_grin
                      • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 19:20
                        Bardzo proszę o nie zaśmiecanie wątku nawiązywaniem do bredzisław. Mówmy tu o własnych wraźeniach a nie o bredniach.
                        zeżarło dwie litery imienia króla? I już radocha!
                        Don Juan nie ten?
                        No cóź, bidulka nie sięgnęła do historii Hiszpanii więc nie wie z czego zasłynął ten, o którym piszę, bo przecież słynny uwodziciel był postacią bardziej legendarną niż autentyczną, ale co może o tym wiedzieć matoł?
                        I znów radocha i znów popuszczanie w majty.
                        Czy ma nas martwić to kompletne niekumanie świata?
                        Litościwie nie odniosłem się do bredni Uczonej o wojnach krzyźowych. A stopień skrajnej niewiedzy o wojnach krzyźowych upoważnia do wniosku graniczącego z pewnością, źe relegowano bredzisławę nie tylko z astronomii ale i historii. I też bez zaliczenia pierwszego roku.
                        Dlatego proszę o nie wspominanie tu tych dziwolągów natury.
                        • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 19:26
                          Acha dla sprostowania - bredzisława nie umie liczyć do dwóch

                          Fernando II de Aragón, llamado «el Católico» (Sos, 10 de marzo de 1452-Madrigalejo, 23 de enero de 1516).
                          Ferdynand po hiszpańsku to Fernando.
                          Zatem zjadło ostanią a nie dwie litery.
                          Rozumiem, że fizyka była zbyt trudna do opanowania na tej astronomii,ale żeby liczenie na palcach jednej dłoni przerastało możliwości bredzisławy?
                          Dlatego błagam NIGDY WIĘCEJ BREDZISŁAW NA NASZYM WĄTKU.
                          • k.karen Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 19:38
                            Sorellino, WU smile

                            Proszę o kontynuację Waszych opowieści z Hiszpanii. Czytam i oglądam zdjęcia z wielką przyjemnością smile
                          • sorel.lina Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 19:44
                            Ależ dlaczego nie? Przecież takie zainteresowanie naszym wątkiem i pilne śledzenie każdej literki, kropki i przecinka może tylko nam schlebiać! smile

                            P.S. Znacie historię o bardzo hiszpańskim byczku Fernando? wink
                            "Fernando, no me digas que no eres Ferdinando! No soy Ferdinando, porque no soy austriaco, soy español". smile
                            • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 19:47
                              oK Karen, skoro wymierzyliśmy klapsa przemądrzałym nieukom, możemy powrócić do tej ciekawej opowieści.
                              • 1zorro-bis Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 20:20
                                Fakt....WU. Fotki macie fajne i ciekawe. I to nie ma nic do rzeczy, ze lecicie na tzw. Wycieczke zorganizowana, czy jak lata arystokracja samolotem i potem wynajetym samochodem.big_grin
                                Kazdy robi jak lubi. My na przyklad nabijamy tysiace kilometrow samochodem bo.....ja za lataniem nie przepadam a zona lata bez przerwy, wiec ma tez katania dosyc. A Wasze pprzezycia i fotki sa wystarczajaco dobre, zeby stwierdzic ze urlop sie udal. A to jest chyba najwazniejsze, prawda?big_grin
                                • sorel.lina Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 21:08
                                  1zorro-bis napisał:

                                  >I to nie ma nic do rzeczy, ze lecicie
                                  > na tzw. Wycieczke zorganizowana, czy jak lata arystokracja samolotem i potem wy
                                  > najetym samochodem.
                                  > Kazdy robi jak lubi.


                                  No oczywiście, Zorro! Próby dowodzenia, jaki sposób podróżowania jest lepszy ( w domyśle: naturalnie ten mój!) są po prostu infantylne. smile

                                  > A Wasze pprzezycia i fotki sa wystarczajaco dobre, zeby stwierdzic ze urlop
                                  > sie udal. A to jest chyba najwazniejsze, prawda?


                                  Jasne! Każdy odpoczywa tak jak lubi i spędza wakacje tak jak mu odpowiada.
                                  My np. staramy się dzielić urlop na część turystyczno-krajoznawczą i typowo wypoczynkową, taką na luzie, na leżaku, hamaku, w słoneczku i w wodzie. smile
                            • k.karen Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 20:22
                              sorel.lina napisała:

                              > "Fernando, no me digas que no eres Ferdinando! No soy Ferdinando, porque
                              > no soy austriaco, soy español". smile

                              chachachacha big_grin big_grin dobre!
                              • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 21:03
                                Po prostu Karen, kochamy demaskować narcystycznych idiotów. Ale dalej już sza z tymi śmieciami.
                                • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 21:26
                                  Skąd tak dziwne połączenie? - spyta ktoś pewnie.
                                  Cofnijmy się zatem do roku 1484. Oto Torquemada - sadystyczny inkwizytor - zwołuje do Sewilli generalne zgromadzenie inkwizytorów hiszpańskich, by opracować "kodeks" wedle którego będzie się sądzić heretyków. Zadanie postawione "wysokiemu Sądowi" - pierwowzorowi instytucji pisięcych - jest niebagatelne! Oto nadszedł czas oczyszczenia Hiszpanii od heretyków i wszelkiej maści odszczepieńców. Na pierwszy ogień - jak zwykle - idą Żydzi. Hiszpanię zamieszkiwało wówczas więcej nawróconych na katolicyzm Żydów niż w jakimkolwiek kraju Starego Kontynentu. Część "nawróciła" się samodzielnie, niektórzy pod wpływem przymusu. Tutejsi traktują ich nieufnie podejrzewając, iż "nawrócenie" ma charakter koniunkturalny, a w głębi duszy trwają oni w poprzedniej wierze, którą cichcem praktykują.
                                  Nazwano ich "marranos". Wielu marranos to ludzie majętni, na drodze przekupstwa unikają trybunałów.
                                  Inkwizycja podejmuje KRUCJATĘ (lokalną, ale nie do Ziemi Świętej w celu odzyskania grobu Chrystusa), której celem jest pozbycie się z Hiszpanii tych, w których żyłach płynie "krew nieczysta". Ta właściwa - określana mianem "sangre limpia" - płynie wyłącznie w żyłach Prawdziwych Chrześcijan (jakże to przypomina dzisiejszy podział społeczeństwa wprowadzany przez pisięcą Inkwizycję).
                                  Oczywiście zadanie jakie postawiono przed Trybunałem było niewykonalne. Rodowitych, czystej krwi Iberów było zdecydowanie mniej, niż tych, którzy stanowili mieszankę narodowościową (małżeństwa mieszane nie tylko z Żydami, ale i Maurami).
                                  Torquemada (też "rasowo" skażony) z zaciekłością co najmniej zbysiaZeroZ. - bierze byka za rogi. Hiszpania ma być czysto chrześcijańska i katolicka - choć nie planowano ogłaszać Chrystusa jej królem, to wszelkie działania podejmowano w Jego imię.
                                  Sukces planu zależał od szansy identyfikacji a następnie eliminacji "wroga".
                                  W tym celu opracowano prosty sposób demaskacji marranów, którzy przyjęli katolicyzm zachowując żydowskie tradycje. Identyfikacja tych oszustów w wierze była doprawdy prosta.
                                  Marranem jest każdy, kto w sobotę zakłada czyste i eleganckie ubranie.
                                  Marranem jest każdy, kto sprząta swój dom w piątek a nocą z piątku na sobotę pali świece.
                                  Marranem jest każdy, kto odmawia modlitwę twarzą do ściany kiwając się przy tym w przód i tył.
                                  Jeśli kto dostrzegł te typowo żydowskie zachowania, miał obowiązek - jako krwi czystej katolik - donieść Inkwizycji. Konsekwencją była konfiskata majątku (konfiskata taka sprawdziła się już wcześniej w trakcie wojny z muzułmanami). By przy okazji upokorzyć winowajcę, nakazywano mu założenie żółtej koszuli zdobnej krzyżami, w której prowadzono pod drzwi świątyni, by wybatożyć złoczyńcę.
                                  Czemu o tym akurat wspominam?
                                  Otóż do grona marranów zaliczono dziadka najsławniejszej mieszkanki Avili - na razie nie zdradzam jej imienia.
                                  Oczywiście prezentowany powyżej rodzaj kary był przejawem wyjątkowej łagodności Inkwizycji - każdy wie, czym było "auto da fe". Publiczne egzekucje stały się codziennością.
                                  Jeśli ktoś myśli, że każdego palono żywcem - myli się. Jeśli przestępca wyraził skruchę i wyparł się swej "heretyckiej wiary" a następnie ucałował krzyż z przybitym doń Chrystusem, to wówczas kara ulegała nadzwyczajnemu złagodzeniu... przed spaleniem, ofiarę najpierw duszono, a następnie palono na stosie ułożonym z drewna szybko się spalającego. Oporni smażyli się żywcem na stosie "wolno płonącym". Jednym z najokrutniejszych wyroków Torquemady było skazanie na stos 8 Żydów ( w tym kilku marranów) oskarżonych o ukrzyżowanie dziecka chrześcijańskiego (brak danych o przerabianiu zamordowanego na macę), mimo iż nigdy nie znaleziono ciała - było to wstępem do krążących po Europie opowieści o rytualnym niemal składaniu przez Żydów ofiar z chrześcijańskich dzieci (tzw. krwawe pomówienie).
                                  Na arenie historii pojawia się znów Fernando Aragoński. Torquemada stawia bowiem warunek: albo przejście na katolicyzm, albo won z Hiszpanii. Bogaty zawsze ma z górki, więc majętni Żydzi zyskują spokój przekazując Fernandowi i Izabeli olbrzymie sumy. Torquemada dostrzegłszy wahania króla, który nie wiedział czy wybrać wiarę, czy fortunę, udaje się na dwór dzierżąc w dłoni krzyż. Wymachując nim przed twarzą monarchy wyzywa go od Judasza gotowego sprzedać zbawiciela za 30 tys dukatów. Położywszy potem krzyż na stole, opuszcza komnaty zobowiązując władcę do kontemplacji. "Zdradzasz Chrystusa" - rzuca na odchodnym.
                                  Cóż było robić Fernandowi? W marcu 1492r. zawstydzony przez księżula (już wtedy decydowali o sprawach ważkich) wydaje "Edykt wydalenia", który można streścić następująco: Won mi stąd, Żydy i nigdy mi tu nie wracać! Każdy, kto nie spełnił woli Fernanda (Torquemady) do 1 lipca, miał być skrócony o głowę. Część uciekła do Afryki Płn. gdzie dalej zbierała cięgi. Część popłynęła z Kolumbem na poszukiwanie drogi do Indii. A część? Została udając "Greka".
                                  Ukontentowany takim obrotem sprawy Torquemada, udaje się do... Klasztoru św. Tomasza w Avili, w którym - jak pamiętacie - złożono ciało TEGO Don Juana.
                                  "Młot na heretyków, Światło Hiszpanii, Honor swojego zakonu a wreszcie UWAGA UWAGA! ZBAWCA KRAJU!!! (skojarzenie chyba natychmiastowe)" - jak zwano tego ludobójcę, ma na sumieniu ok. 8800 spalonych na stosie i 9650 inaczej prześladowanych.
                                  A że jego babka była... przechrzczoną Żydówką (jakoś tak mi się kojarzy z Hitlerem, a on sam nie dysponował ochroną jak jego pra pra potomek mentalny JPZICHK - żyje w wiecznej obawie o zemstę ze strony rodzin prześladowanych.
                                  W klasztorze św. Tomasza zaopatruje się jednak w broń iście nieziemską. Nie rozstaje się z amuletem - rzekomo rogiem jednorożca. Ten skutecznie chroni go przed otruciem, jako, że umiera śmiercią naturalną. Zwiedzając klasztor, pamiętajcie więc, iż obok tajemnicy miłości, kryje w sobie pierwiastek nieludzkiego okrucieństwa.
                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 21:39
                                    Mnie, zgodnie z moim wykrzywieniem zawodowym, zaintrygowała zupełnie nie romąńska nazwa:
                                    marranos. Poszperałam i znalazłam. Otóż słowo to pochodzi prawdopodobnie z hebrajskiego i znaczy... "świnie"! No i wszystko jasne.
                                    • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 22:48
                                      To fakt, iż nie można docenić zwiedzania danego miejsca bez uzmysłowienia sobie otoczki historycznej, społecznej, politycznej, kulturowej czy wreszcie ekonomicznej.

                                      "Dajmy mu na pośmiewisko sprzeczne z naturą nazwisko" - pamiętamy ten cytat ze szkolnych lektur ("Kordian").

                                      Temu akurat dano zgodne, bo przecież człon "-quemada” oznacza w tłumaczeniu … palić.

                                      Ważną symbolikę kryje w sobie też brama wejściowa do klasztoru św. Tomasza - oto postać św. Dominika dzierżącego krzyż. Ramiona krzyża podparte są królewskim autorytetem - herbami Fernando i Izabeli. U stóp świętego warują dwa psy wściekle atakujące będące symbolem herezji koty, które kulą się ze strachu. Skąd taka symbolika? Dominikanów zwano przecież "Psami Boga".

                                      A sam Torquemada? Asceta, sypiający na gołych deskach, przywdziewający jedynie mnisi habit, przez całe życie na diecie wegetariańskiej. Jako spowiednik królewskiej pary posiadający "wiedzę tajemną". Jako Generalny Inkwizytor skupiający w swym ręku potężną władzę. Lęk przed zamachem na jego życie przybrał dziwaczną formę obrony o jakiej już pisałem dopiero u schyłku życia (róg jednorożca chronił jednak wyłącznie przed trucizną). Poza murami klasztoru chroniła go... 300 osobowa eskorta w tamtych czasach byłą to poważna liczba - kaczelnika chroni dziś ledwie garstka gwardzistów, choćoczywiście uzbrojonych o niebo lepiej.

                                      A zbieżność postaci z naszą współczesnością?

                                      Uwielbiał wpływać na wydawane wyroki. Ganił tych, którzy byli zbyt łagodni w nakładaniu kar. (znamy bliźniaka Inkwizytora?)

                                      Exodus Żydów miał dramatyczny przebieg. Sprzedawali swe mienie za ułamek wartości, to czego nie udało się sprzedać (głównie wyroby z metali szlachetnych, których nie wolno było im wywieźć) zakopywano w ziemi lub palono.A jeśli nawet zbyli część majątku, to od zysku musieli płacić wysoki podatek. Jakby tego nie dość - musieli płacić także za... prawo wyjazdu, choć przecież opuszczenie Hiszpanii było nakazane edyktem.
                                      Uzasadnieniem takich decyzji był...zwrot długu zaciągniętego przez Żydów u chrześcijan. Zaiste pisięca to metoda stanowienia prawa i odwracania kota ogonem - oto katoliccy dłużnicy zgłaszają roszczenia wobec tych, którzy udzielali pożyczek.
                                      Jeśli uzmysłowimy sobie, iż Hiszpanię opuściło wówczas 100-400 tys Żydów, to dojdziemy łatwo do wniosku, jak wielki majątek przejęto. Wielu zginęło na pokładach statków wiozących ich do innych krajów (mordy miały charakter już nie religijny, lecz czysto rabunkowy), wielu zaś z tych, którzy przeżyli zostało sprzedanych na targach niewolników.
                                      Ci, którzy pozostali - mimo "nawrócenia" - nie uniknęli pogromów.
                                      Zachęcali do nich przede wszystkim... fanatyczni duchowni.

                                      Dziś więc z niepokojem trzeba obserwować zjawiska z naszego poletka. Ofensywa kleru przyjmuje dramatyczne rozmiary. Ciemnemu Ludowi klepie się do mózgu teorie rodem wprost ze średniowiecza, a rządzący są zwierciadlanym odbiciem zastrachanego Fernando - kto wie,czy ledwie krok nie dzieli nas od eskalacji zjawisk absolutnie niedopuszczalnych? Dziś wymachują władzy krzyżem przed nosem nawołując do otrzeźwienia (choćby w sprawie aborcyjnego kompromisu).
                                      Jutro pewnie rozprawią się z prawem do rozwodu, czy ideologią gender.
                                      Zresztą pomysłów ci u nich dostatek, więc aż strach się bać.
                                      • sorel.lina Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 29.10.16, 23:53
                                        Oczarowały mnie te mury...

                                        http://i65.tinypic.com/264jn9w.jpg

                                        Jakim cudem zachowały się w takim stanie przez setki lat?

                                        http://i66.tinypic.com/2dt3f6e.jpg

                                        http://i66.tinypic.com/2cp5ij9.jpg

                                        Chroniły miasto i zamek, bo alcazar miało chyba każde średniowieczne hiszpańskie miasto.
                                        Jak zdobyć takie mury?

                                        http://i63.tinypic.com/2e6fn6c.jpg

                                        Jak wspiąć się na takie wieże?

                                        http://i66.tinypic.com/2hgeasj.jpg

                                        No i jak sforsować takie bramy?!

                                        http://i65.tinypic.com/ftfxux.jpg

                                        http://i66.tinypic.com/168bq0w.jpg



                                        • sorel.lina Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 30.10.16, 00:10
                                          Zanim rozpocznie się zwiedzanie, warto pokonać schody wiodące na górny poziom murów miejskich i w niewielkiej salce zobaczyć Avilę w pigułce. smile

                                          To oczywiście tylko niektóre z miniaturek zabudowań średniowiecznej Avili

                                          http://i66.tinypic.com/29o0igy.jpghttp://i66.tinypic.com/2ahbi35.jpg

                                          http://i68.tinypic.com/2vvsyfq.jpghttp://i63.tinypic.com/yyp37.jpg

                                          http://i67.tinypic.com/15cndqb.jpghttp://i68.tinypic.com/s15dlc.jpg

                                          http://i64.tinypic.com/20t2ce1.jpghttp://i66.tinypic.com/34g62bc.jpg

                                          http://i66.tinypic.com/11r7hc0.jpghttp://i64.tinypic.com/2aigguh.jpg



                                          • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 30.10.16, 07:24
                                            Warto jeszcze na moment zatrzymać sie przy tych murach obronnych. Fakt, że imponują świeżością, ale trzeba też przyznać, iż są uznane za najlepiej zachowane mury obronne średniowiecznej Hiszpanii, a nadto brak szczegółowych danych co do daty początkowej oraz czasu ich wznoszenia - przekonamy się przy okazji zwiedzania innej budowli starożytnej i w zupełnie innym miejscu jak wielkie ma to znaczenie gdyż wszelkie nieścisłości tworzą poletko do spekulacji ( choć często i legend, jak już wspomniano przy okazji poszukiwania choćby założycieli miast)
                                            Napomknąłem w jednym z poprzednich postów, iż głównym celem okolenia miasta murami była ochrona przed najazdem, zatem wedle największego prawdopodobieństwa prace rozpoczęto pod koniec X wieku z inicjatywy króla Alfonsa VI z Kastylii. Podobnie niewiele wiadomo o architektach, jedne źródła sugerują, iż to dzieło Włocha Casandro Colonio inne zaś że francuskiego budowniczego konstrukcji obronnych Florina ( ale nie Floriana) de Pituenga. Choć młodsze od Piramid egipskich są więc owiane równym nimbem niewiedzy. Jedno co względnie pewne, to liczba roborników zatrudnionych przy tej konstrukcji - było ich podobno ok. dwóch tysięcy. Każdy pragnie posiadać zabytek jak najbardziej wiekowy, więc niewykluczone, iż datę początku budowy celowo przesunięto o blisko dwa wieki - najnowsze prace archeologiczne wskazują bowiem na połowę wieku XII.
                                            Ukształtowanie terenu - o jakim również już wspominałem - miało wpływ na kształt murów. Są one niższe od bardziej stromej skarpy południowej, a wyższe z pozostałych, gdzie teren na zewnątrz jest prawie płaski. Alkazar, o jakim już pisała Sorell, znajdował się od strony wschodniej - to stamtąd przybywali przecież kupcy decydujący o rozwoju i bogaceniu się Avili.
                                            Tam też wzniesiono dwie szczególnie umocnione bramy miejskie. Umocnione zostały natomiast od strony zachodniej i północnej oraz od wschodu, gdzie teren był płaski. Wschodnia flanka była szczególnie newralgiczna - to stamtąd przecież przybywali i kupcy decydujący o rozwoju i bogactwie miasta i jego mieszkańców.Z tych właśnie względów to tam postawiono dwie szczególnie ufortyfikowane bramy: Puerta del Alcázar oraz Puerta de San Vincente, całość zaś okolono dziś już nie istniejącą fosą. Być może ten fragment umocnień powstał najwcześniej o czym zda się świadczyć fakt, iż - co dowodzą badania specjalistyczne - materiał budowlany czerpano z pobliskiej, rzymskiej... nekropolii - cóż ostateczny zwycięzca rzadko miewał sentyment dla wygnanego wroga ( vide pomniki żółnierzy radzieckich w naszym kraju). Przypuszcza się nawet, iż to Rzymianie wznieśli tu pierwsze umocnienia, a w czasach późniejszych je zmodyfikowano. Średnia wysokość murów to 12 metrów ( zależnie od ukształtowania terenu na zewnątrz), a grubość 3 metry.
                                            Sorell wkleiła też jeden z najciekawszych elementów architektonicznych - most łączący dwie wieże przy najpotężniejszym wejściu do miasta ( tam rozpoczyna się zwiedzanie) - Puerta de Alcazar.

                                            W zwiedzaniu zabytków niezmiernie pomocna są makiety budowli umieszczone w obszernej sali prowadzącej do całego kompleksu na zewnątrz. Każdą budowlę w identyczne skali zaprezentowano na osobnym stoliku - tabliczki obok informują o charakterze budowli i podają kilka ciekawych szczegółów jej dotyczących.


                                            Gotowi do dalszej eskapady?
                                            A więc zaczynamy!
                                            • sorel.lina Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 30.10.16, 09:46
                                              Podróżując po Starej Kastylii można ulec wrażeniu cofnięcia w czasie, ale chyba nigdzie to wrażenie nie jest tak silne jak właśnie w Avili. To miasto-historia, zakrzepła w kamiennych bryłach złotawego piaskowca.
                                              Miasto którego charakter doskonale opisują trzy jego przydomki: Avila Królów, Avila Rycerzy, Avila Mistyków.
                                              Miasto niezwykłe, magiczne.
                                              Położone na wysokim wzgórzu, wydaje się niemal unosić w powietrzu spowite delikatną mgłą spływającą z gór Sierra de Gredos ...
                                              Widziałam Avilę wczesną jesienią, ale wyobraźnią sięgałam do czasu, gdy otuli ją śnieżny kożuszek. Po powrocie znalazłam w necie takie zdjęcie (autora nie znam).
                                              Czyż to nie baśń...?

                                              http://i65.tinypic.com/125m8mh.jpg
                                              • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu serc niewieścich zdobywcy 30.10.16, 09:52
                                                Jak we wszystkich miastach hiszpańskich szczególnie ważne wydarzenia związane są z obchodami Wieliiego Tygodnia.
                                                My spóźniliśmy się o jeden weekend na inną z nich - rokrocznie 3 września ma tu miejsce fiesta, w trakcie której mieszkańcy paradują w średniowiecznych ubiorach, odbywają się walki byków a zabawy trwają przez całą dobę. Szczególną atrakcją są serwowane wówczas potrawy przygotowywane wyłącznie w oparciu o średniowieczne przepisy kulinarne.
                                                • wscieklyuklad Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 10:54
                                                  Archiwa nie odkrywają bodaj rąbka tajemnicy odnośnie daty jej wzniesienia. Wiadomo jedynie, iż powstała na miejscu poprzednich budowli o charakterze świątynnym. Ustalenia są zatem oparte na typowych spekulacjach, usiłuje się więc - jak zresztą zwykle, przesunąć datę możliwie jak najdalej. Może to pierwsi chrześcijanie wznieśli pierwsze mury? Zniszczone potem w trakcie najazdów Maurów, którzy dewastowali chrześcijańskie obiekty kultu? A może z inicjatywy Fernando Gonzalesa - budowniczego świątyń w IX wieku - postawiono pierwszy kościół pod wezwaniem Zbawiciela ostatecznie jednak zdewastowany? Najbardziej logicznym wydaje się tu cofnięcie do czasów Alfonsa VI - wtedy to do Avili przybywa świeżo mianowany biskup Pedro Sanchez Zurraguines. Znalazłszy kościół w stanie ruiny (najwyraźniej pierwowzór Polski w Ruinie) kieruje swe kroki do króla - naturalnie w celu wydojenia tegoż z dukatów na renowację. Plotka głosi, iż w celu realizacji zbożnego celu sprowadzono architektonicznego mistrza Alvara Garcię de Estella. Ten kończy budowlę w roku 1091.
                                                  Tyle, że to legenda - bo brak potwierdzenia nie tylko takiego biegu wydarzeń, ale nawet... istnienia biskupa i wymienionego architekta (pewnym jest jedynie istnienie Alfonsa VI).
                                                  Można jednak pokusić się o spekulacje pośrednie, iż legenda jest absolutnie autentyczna i znajduje potwierdzenie w następującym fakcie.
                                                  Prezbiterium Katedry stanowi... część murów obronnych, a i sama świątynia spełnia walory budowli klasycznie obronnej - jest nie tylko potężna, ale i surowa stylem - widać, iż projektantowi mniej zależało na aspekcie artystyczno-religijnym, niż obronie przed kolejnym, potencjalnym najeźdźcą. Kolejnym potwierdzeniem są lata budowy murów miejskich - to okres między 1090 a 1099 rokiem! Będąc fragmentem tej konstrukcji Katedra mogłaby być wznoszona równolegle, a nawet nieco wcześniej, a do już stawianej (ukończonej?) dobudowywano resztę fortyfikacji (ostatnie zdania to moja czysta spekulacja myślowa).
                                                  Tak, czy inaczej, istnienie świątyni dokumenty potwierdzają dopiero w roku 1130 (wspomniana jest wówczas donacja już innego króla - Alfonsa VII) i 1142 (tu donacja króla Alfonsa VIII - jak widać, sporo było tych hiszpańskich Alfonsów)
                                                  Świątynia ma swą historię zbieżną z warszawską Świątynią Opatrzności Bożej - wsparcie finansowe zapełniało studnię bez dna, a końca widać nie było. W odróżnieniu od naszych hojnych, kolejnych rządowych sponsorów, Alfons VIII traci cierpliwość i w dziesięć lat po sypnięciu kasy, postanawia przyspieszyć prace budowlane - wyburzyć co nieco i wznięść świątynię godniejszą (historia tu się niestety nie powtórzyła - pamiętacie losy Starej Katedry w Salamance?). Wzorcem do naśladowania są wtedy katedry francuskie. Mistrz Fruchel - Francuz z pochodzenia - dobiera sobie pomocnika o jakże swojsko brzmiącym "nazwisku"... Mateo de SANTIAGO DE COMPOSTELA (pewnie przyłożył dłoń do budowy świątyni w mieście, którego przydomek przybrał).
                                                  Budowa ślimaczyła się na tyle, że dziś kryje w sobie zlepek architektonicznych stylów - od romańskiego (łatwy do rozpoznania w oparciu o charakterystyczną BIAŁO-CZERWONĄ kolorystykę kamienia) aż po elementy renesansowe, jako, że w tym właśnie okresie "dopieszczanie" katedry wreszcie ukończono ostatecznie.
                                                  • sorel.lina Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 11:23
                                                    wscieklyuklad napisał:

                                                    > Budowa ślimaczyła się na tyle, że dziś kryje w sobie zlepek architektonicznych
                                                    > stylów - od romańskiego (łatwy do rozpoznania w oparciu o charakterystyczną BIA
                                                    > ŁO-CZERWONĄ kolorystykę kamienia) aż po elementy renesansowe


                                                    "Krwawiący kamień" - tak nazywają Hiszpanie ten plamisty gres, z którego zbudowano świątynię. Nadaje on ścianom taki wygląd jakby były spryskane zaschniętą krwią... Jak dla mnie to dość makabryczne...

                                                    http://i68.tinypic.com/2q8by8z.jpg

                                                    ... szczególnie nad grobami pochowanych w katedrze osób

                                                    http://i67.tinypic.com/mj3l9v.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 11:37
                                                    Wystrój świątyni na szczęście rekompensuje to przykre wrażenie

                                                    Wspaniałe (jak zwykle w hiszpańskich kościołach) retablo - główny ołtarz...

                                                    http://i65.tinypic.com/w8nyfk.jpg

                                                    ...charakterystyczne przejście oddzielające część przeznaczoną dla duchownych od tej dla "profanów"...

                                                    http://i63.tinypic.com/20744d3.jpg

                                                    ... stare organy...

                                                    http://i64.tinypic.com/35lyhis.jpg



                                                  • sorel.lina Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 11:52
                                                    W tym miejscu - prezbiterium - odseparowani od reszty wiernych uczestniczących w ceremoniach, zasiadali purpuraci. Imponujące, prawda?

                                                    http://i68.tinypic.com/jq4ayx.jpg

                                                    W nawach gromadzili się "zwykli" wierni...

                                                    http://i63.tinypic.com/28w2v0p.jpg

                                                    ... a na wszystkich z wysokości gotyckich, witrażowych okien patrzyli święci patroni

                                                    http://i63.tinypic.com/15ds461.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2v96es0.jpg





                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 12:07
                                                    Dzieła monumentalne wymagają współpracy wielu artystów - ostateczny efekt zależy od umiejętności uzupełniania się. Kiedy spojrzymy na wklejony już przez Sorell ołtarz główny widzimy jak doskonale został wkomponowany we wnękę, której szczyt zdobią XV wieczne witraże. Te wspaniałe obrazy to właśnie fantastyczny efekt współpracy trojga malarzy - Pedra Berrguete, Mistrza św. Krzyża (zaiste fantastyczne przyjmowano przydomki) i Jana z Burgundii (swoją drogą brak nazwisk artystów to istotna przeszkoda w budowie rodzinnej schedy - drzewo genealogiczne zostaje pozbawione akcentu "rodowo" ważnego).
                                                    Niemniej piękne są organy i chór ukazany na fotografii Sorell - rzeźbione stalle to dzieło Holendra Corneliusa! Jak widać zdobienie wnętrza to iście imigracyjny wysiłek - sprowadzano najlepszych z najlepszych, bez względu na narodowość.
                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 12:10
                                                    Łatwo zauważyć, iż obok organów w kaplicy głównej, są i drugie!
                                                    Oba położone są po prawej stronie a nie - jak zwykle to bywa - w "nogach" świątyni.
                                                    Drugie organy umocowano na zewnętrznej prawej powierzchni (stojąc twarzą do ołtarza głównego) kaplicy głównej. Te pierwsze wykorzystywano w trakcie mszy dla hierarchów. Drugie miały służyć "owieczkom".
                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 17:58
                                                    Wejście do kaplicy głównej znajduje się od strony głównego ołtarza. Wchodząc do środka Katedry natrafiamy na olbrzymią reliefową płytę przedstawiająca także sceny biblijne.

                                                    http://i66.tinypic.com/25piezd.jpg

                                                    wśród nich ucieczka świętej rodziny do Egiptu.

                                                    http://i64.tinypic.com/2ue1wgj.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 18:08
                                                    Artyści włożyli wiele wysiłku w wyrzeźbienie tak wielu szczegółów reliefu

                                                    http://i67.tinypic.com/ojjk7m.jpg

                                                    Pokłon Trzech Króli

                                                    http://i64.tinypic.com/10say6b.jpg

                                                    Jan dano mu na imię

                                                    http://i68.tinypic.com/141jv3r.jpg

                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 18:20
                                                    Katedrę wzniesiono na planie krzyża romańskiego - nad każdą z bocznych kapliczek umieszczono rzeźby - to zdjęcie Chrystusa z krzyża.

                                                    http://i65.tinypic.com/214t82g.jpg

                                                    Kapliczki są zamknięte, więc fotografować najlepiej poprzez wsunięcie aparatu poza kraty (na szczęście odstęp między prętami jest wystarczający.

                                                    Część figur świętych wyrzeźbiono z drzewa orzechowca.

                                                    http://i65.tinypic.com/5ah06w.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2yw8xu1.jpg

                                                    I ta najważniejsza z kaplic o postaci na lewej kolumience będzie tu jeszcze, że ho ho ho!

                                                    http://i64.tinypic.com/t9xy0w.jpg

                                                    Tu jest adorowana przez parę Cherubinków. Jeden dzierży pióro w dłoni, drugi zapisaną księgę - w końcu to Doktor Kościoła, autorka kilku ksiąg.

                                                    http://i66.tinypic.com/vdzby0.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 18:28
                                                    Nie brak tu "świętych obrazów"

                                                    http://i67.tinypic.com/ml1dhu.jpg

                                                    i... jakże polskiego akcentu

                                                    http://i65.tinypic.com/4v0phz.jpg

                                                    są zupełnie nieźle zachowane freski liczące kilkaset lat

                                                    http://i65.tinypic.com/s2zofp.jpg

                                                    są miejsca pochówku ze stylizowanymi, gotyckimi napisami

                                                    http://i67.tinypic.com/2jwgbc.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 18:36
                                                    Ale to, co budzi szczególny zachwyt to XV wieczne witraże - do koloru, do kształtu, do wyboru

                                                    http://i67.tinypic.com/169198z.jpg

                                                    Byliśmy tam koło południa więc słońce nieco zamazało niewyobrażalne piękno kolorowych szkiełek

                                                    http://i68.tinypic.com/biuez9.jpg

                                                    choć są i typowe - bez wzorków

                                                    http://i67.tinypic.com/j7yoon.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 18:41
                                                    Słówko odnośnie "fresków" na jednej z poprzednio wklejonych fotografii.
                                                    Nabierają się na nie zwiedzający i pewnie oglądający naszą relację też się nabrał!
                                                    Wystarczy jednak podejść bliżej, by przekonać się, że to wcale nie farba, ale ów sławetny grys - krwawy kamień - dobrano układ cegieł w taki właśnie sposób, by z daleka sprawiały wrażenie "obrazu".
                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 18:55
                                                    Wygląd sklepienia zmienia się właściwie z każdym krokiem - tu obok biało czerwonego gresu widać inny odcień kamienia - z akcentem czerni.

                                                    http://i68.tinypic.com/m8eefq.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/xc2hk8.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/124bkfd.jpg

                                                    (po prawej widoczne organy dla "ludu")

                                                    http://i66.tinypic.com/25ez7ye.jpg

                                                    I wreszcie drzwi do jakże ważnego akcentu zwiedzania - zakrystii - Maurowie nie powstydziliby się kunsztu, jaki tu wykazano.

                                                    http://i67.tinypic.com/xdfk0.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2w4d2s0.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Katedra - Zbaw nas Chryste! 30.10.16, 19:02
                                                    Nie wolno pominąć rzeźbionych ołtarzy w kapliczkach bocznych oraz między kolumnami poza nimi

                                                    http://i68.tinypic.com/2qimzbp.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/9tipux.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/etekud.jpg

                                                    Jednak to, na co zwróciliśmy szczególna uwagę - znajdujące się poza głównym ołtarzem - godne jest osobnego postu.
                                                  • wscieklyuklad Panu Bogu świeczkę, bez dla diabła ogarka czyli 30.10.16, 19:53
                                                    inne oblicze hiszpańskiego kleru.

                                                    Było już "rzeźniku" przypadkowych najczęściej ofiar - Torquemadzie. Zdać by się zatem mogło, iż przeciętny duchowny hiszpański nie zajmował się niczym innym, niż uganianiem się za heretykami, by oczyścić hiszpańską ziemię z elementu wrażego.
                                                    Ale był wśród nich i biskup Avili Don Alonso Fernandez de Madrigal.
                                                    Warto poświęcić mu parę zdań, gdyż jest łącznikiem między Avilą a... Salamanką, gdzie studiował sztukę, teologię oraz prawo kanoniczne i cywilne. Rektor Colegio Mayor de San Bartolome tamtejszego Uniwersytetu.
                                                    Był wysłannikiem króla Juana II do papieża, któremu w Sienie przedstawił 21 punktowy postulat częściowego poddania decyzji papieskich ocenie kolegium kardynalskiego. Naturalnie akcja spaliła na panewce - utrzymano status quo. Jednak wizytę swą wykorzystał biskup by przy jej okazji sprzeciwić się metodom stosowanym przez... Torquemadę. I tu efekt był mierny, ale Alonso wykazał stanowczość i tak zabraniając wjazdu Torquemadzie do Avili. . Mając poparcie króla uniknął postawienia przed "Świętą" Inkwizycją. Umarł jednak młodo pełniąc swą funkcję jedynie przez dwa lata.
                                                    Społeczność Avili uczciła jego prawość i sprzeciw wobec eskalacji ślepego okrucieństwa - pochowano go w Katedrze avilskiej z wielką pompą. Jeden z jego następców na stolcu biskupim - Alonso Carrillo de Albornoz ufundował zmarłemu w katedrze piękny nagrobek - to dzieło autorstwa Vasco de la Zarza stanowi jednocześnie element osobnego ołtarza.
                                                    Fundator doczekał się również własnego pięknego nagrobka w Toledo... tegoż samego artysty.
                                                    Wklejam oba - ten ostatni zaczerpnięty z netu (o powodzie napiszę przy okazji opowieści toledańskiej)

                                                    http://i65.tinypic.com/a4bvop.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/qybnrs.jpg

                                                    Pierwszy z nagrobków jest powodem sporu toczonego do dziś. Widać na nim napis El Tostado (w tł. opalony) - historycy spierają się, czy El Tostado wzięło swą genezę od karnacji biskupa, czy też wywodzi się z odcienia marmuru, jakiego użyto do wykonania nagrobka.
                                                    I już zupełnie na koniec tego wątku warto wspomnieć o rzeźbiarzu - twórcy obu arcydzieł.
                                                    Nie wiemy ani kiedy, ani gdzie się urodził - jak widać curriculum vitae było wówczas zupełnie bez znaczenia, a artysta otrzymywał zlecenie wyłącznie w oparciu o talent.
                                                    Uznaje się go za toledańczyka, ale imię (Vasco!) równie dobrze pasuje do Portugalczyka.
                                                    Wiemy tyle, że umarł w Avili w 1524 roku.
                                                  • wscieklyuklad Katedra od zaplecza, czyli 30.10.16, 20:46
                                                    jak to w zakrystii bywa.

                                                    Prze mszą można umyć ręce.

                                                    http://i68.tinypic.com/30cvw3b.jpg

                                                    Szufladki na komże

                                                    http://i63.tinypic.com/330r5h4.jpg

                                                    Można też przeglądnąć się w lustrze, więc skorzystaliśmy z okazji

                                                    http://i66.tinypic.com/k0j0k9.jpg
                                                  • wscieklyuklad To co najważniejsze 30.10.16, 20:59
                                                    Bezpośrednio z zakrystii przechodzimy do katedralnego muzeum.
                                                    Najcenniejszym eksponatem jest tu Portret Garcii Ibaneza Mugica de Bracamonte - najprawdopodobniej pędzla samego El Greco. Niektórzy poddają w wątpliwość by było to dzieło mistrza, jednak - wobec podobieństwa do innych dzieł - większość opowiada się za tym malarzem. Część nawet sugeruje, iż dłonie postaci domalował syn El Greca.
                                                    Obraz - ze względu na zły stan - nie jest dostępny zwiedzającym - w Wikipedii też go nie uświadczysz. Ma przedstawiać młodego szlachcica w czarnym surducie zwieńczonym marszczonym kołnierzykiem - jedna dłoń trzyma na piersi, drugą zaś na birecie (prawie identycznie prezentuje się Jan z Avili już bezsprzecznie autorstwa El Greco).
                                                    Dzieła artysty są chronione szczególnym "kopytrajdem" o czym przekonamy się za dni kilka.

                                                    Skupmy się zatem na tym, co możliwe do uwiecznienia.

                                                    Są tu obrazy liczące kilkaset lat - także nieznanych autorów.

                                                    http://i68.tinypic.com/6e2cxv.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/1zlysyf.jpg

                                                    Są średniowieczne znakomicie zachowane krucyfiksy

                                                    http://i67.tinypic.com/2nuhpiq.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2lbeybq.jpg

                                                    i Madonny z dzieciątkiem

                                                    http://i67.tinypic.com/28qvjsz.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/zv7r54.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: To co najważniejsze 30.10.16, 21:03
                                                    Są śpiewniki

                                                    http://i65.tinypic.com/289g2g.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2zjkepu.jpg

                                                    i uczone, warte majątek księgi

                                                    http://i67.tinypic.com/2l885g3.jpg

                                                    jak przystało na świątynię są i wiekowe ornaty

                                                    http://i65.tinypic.com/o5b4p4.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/493q.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: To co najważniejsze 30.10.16, 21:06
                                                    Rzeźby - jak żywe

                                                    http://i68.tinypic.com/2ywzcqs.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2pq42nc.jpg

                                                    i ukrzyżowany

                                                    http://i63.tinypic.com/316u5he.jpg

                                                    a nawet... odważniki!

                                                    http://i64.tinypic.com/333a876.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: To co najważniejsze 30.10.16, 21:11
                                                    Najcenniejsze jest jednak kustodium (tabernakulum)
                                                    Wykonane ze srebra, ma 175 cm wysokości i waży 99 kg. Nie jest wyłącznie eksponatem - jest noszone w trakcie świątecznych procesji (współczuję tragarzom)

                                                    http://i66.tinypic.com/xc2az5.jpg

                                                    Jak widać także i muzeum ozdabiają witrażowe okna - jest dzięki temu jasno, ale pomieszczenie nie jest szerokie i trudno znaleźć miejsce, które eliminuje wpływ niepożądanego odbicia.
                                                  • wscieklyuklad Re: To co najważniejsze 30.10.16, 21:20
                                                    A teraz spójrzcie na obraz na ścianie po lewej stronie za tabernakulum.
                                                    Widzicie ten obraz?
                                                    Kopia obrazu El Greco o jakim pisałem powyżej - zawsze lepszy rydz, niż nic, ale z bliska go nie uwieczniłem.
                                                  • wscieklyuklad Re: To co najważniejsze 30.10.16, 21:22
                                                    Jeszcze rzut oka na makietę całości.

                                                    http://i64.tinypic.com/e7l9g7.jpg
                                                  • wscieklyuklad Pa, pa Katedro 30.10.16, 21:29
                                                    Jeszcze spojrzenie z zewnątrz

                                                    http://i65.tinypic.com/mcdhz7.jpg

                                                    Rozeta z witrażami poniżej - już nie tak urocza, jak od wewnątrz

                                                    http://i68.tinypic.com/2hd74uf.jpg

                                                    Machamy wieżyczkom na do widzenia

                                                    http://i68.tinypic.com/hv6npy.jpg

                                                    Głaskamy groźnego, kamiennego lwa pełniącego straż

                                                    http://i64.tinypic.com/2afza8h.jpg

                                                    Unosimy w pamięci obraz portalu nad drzwiami wejściowymi

                                                    http://i66.tinypic.com/55i5ib.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Pa, pa Katedro 30.10.16, 21:35
                                                    W drodze ku kolejnym atrakcjom Avili, miniemy po raz kolejny kościół św. Wincentego z ocalonym przed profanacją grobowcem trójki męczenników za wiarę.
                                                    Czy wiecie jakie były losy Żyda zaatakowanego przez węża?
                                                    Nawrócony budowniczy innej świątyni... spoczywa opodal baldachimu, który chciał unicestwić.
                                                    Ale to nie jedyny cud związany z Avilą. Miejsce spoczynku w tym samym kościele znalazł pewien pustelnik, którego po śmierci na swym grzebiecie przywiozła tu podobno oślica.

                                                    Cuda, cuda cuda.
                                                    Pora na te największe!
                                                  • wscieklyuklad W poszukiwaniu świętych ran... 31.10.16, 15:40
                                                    Kto wie, jak potoczyłyby się jej losy, gdyby dziadka - marrana - potraktowano z większą surowością? Upokorzono go jedynie publiczną przechadzka po mieście w żółtej koszuli przyozdobionej krzyżami - pisałem już o tym wyjątkowo łagodnym - choć przez to nie mniej skandalicznym - rodzajem represji.
                                                    Kto wie, jak potoczyłyby się jej losy, gdyby ojciec nie posiadał majątku i nie był w stanie kupić szlacheckiego tytułu? Pieniądze od zawsze i bez wyjątku otwierały drzwi wszelakie - przestawała się liczyć pozycja społeczna, rasa czy zasługi.
                                                    Dzięki temu przyszła na świat już jako "krwi czystej". "Karmiona" od zawsze przez matkę żywotami świętych, dorasta w atmosferze pobożności.
                                                    Zapał, jaki się niej budzi jest tak ogromny, iż w wieku lat siedmiu bierze za rękę młodszego brata i opuszcza Avilę, by podjąć... dzieło misyjne wśród Maurów. Przewiduje prześladowania ze strony "bezbożników" jednak perspektywa męczeńskiej śmierci jest dla niej nie przestrogą, lecz zachętą. (pamiętacie wspomnienie o Ignacym Loyoli? On też pragnął zostać męczennikiem za wiarę - misję w Ziemi Świętej zniweczyli Franciszkanie odsyłając go do domu)
                                                    Kto wie, jak potoczyłyby się ich losy, gdyby na drodze ku męczeństwu nie stanął im akurat wujek, który zawrócił dzieci do Avili.
                                                    A dokąd doszli?
                                                    Ano do... punktu widokowego, z którego fotografowaliśmy prastare mury okalające Avilę - 1,5 kilometra. Tą właśnie kapliczką upamiętniono wydarzenie tu opisane - stąd tak wielki, kamienny krzyż. Można więc modlić się tutaj do świętej i jej "cudem" ocalałego braciszka.
                                                    I można spojrzeć w kierunku miasta podziwiając architekturę.
                                                    Tu - na niewielkim wzgórzu - kończyła się granica chrześcijaństwa - dalej były już tylko siedziby muzułmanów.
                                                    Wścibski wujek ostatecznie pomieszał ich szyki.
                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu świętych ran... 31.10.16, 16:01
                                                    Z dziennika D. Alonso, ojca Teresy:

                                                    http://i67.tinypic.com/2hykmx2.jpg

                                                    "W środę dwudziestego ósmego dnia miesiąca marca tysiąc pięćsetnego piętnastego roku, narodziła się Teresa, moja córka, mniej więcej o piątej i pól nad ranem, o czasie, gdy - jak się powiada - środa prawie zaświtała"

                                                    Te słowa można dziś przeczytać na ścianie domu (dziś muzeum), tuż przy pokoju, w którym przyszła na świat święta Teresa.
                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu świętych ran... 31.10.16, 16:11
                                                    Można też zajrzeć - chociaż tylko przez szklane drzwi (stąd takie niewyraźne zdjęcia) - do sypialni rodziców Teresy, zobaczyć oryginalne meble i łóżko, na którym matka wydała przyszłą świętą na świat.

                                                    http://i68.tinypic.com/i6e26r.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/zntxyr.jpg
                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu świętych ran... 31.10.16, 16:18
                                                    W ścianie domu-muzeum św. Teresy umieszczono witraż przedstawiający małych zbiegów ( opisał tę historię WU) - Teresę i jej młodszego braciszka - zawracanych z drogi, przez swojego wuja. smile

                                                    http://i63.tinypic.com/2pqrr53.jpg
                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu świętych ran... 31.10.16, 16:25
                                                    W Kościele obok (Convento de Santa Teresa) zaś witraże opowiadają o życiu świętej mistyczki, która w młodości wcale taka święta nie była. smile

                                                    http://i63.tinypic.com/2pqrr53.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/347wmfk.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2rzt0eb.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2sblpwj.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu świętych ran... 31.10.16, 16:20
                                                    Traci matkę gdy ma 14 lat - powierza się wtedy Matce Dziewicy, ale życie jej ulega znacznej przemianie. Buduje wprawdzie dalej "pustelnie" w ogrodzie - bawi się w nich z pozostałym dziewięciorgiem rodzeństwa - coraz częściej jednak miast po żywoty świętych, sięga po powieści rycerskie i romansidła - ex post ustalono, iż wiele z tych dzieł znalazło się na indeksie ksiąg zakazanych. Prowadzi zresztą prowadzi pamiętnik, który wielu uznaje za pionierski gdy chodzi o spisywanie autobiografii.
                                                    Nie stroni od spotkań towarzyskich, na których bryluje w tańcu z kastanietami. Wysoka i piękna szybko znajduje adoratorów.
                                                    Tu - jak to ze świętymi bywa - biografia staje na rozdrożu. Wedle jednych Teresa z Avila (bo o niej tu mowa) wstępuje potajemnie do klasztoru (wniosek wyciągnięto w oparciu o informację z autobiografii, iż opuściła dom rodzinny nad ranem, co -nie wiedzieć czemu - utożsamiono z ucieczką!) Inni - zapewne pragnący umniejszyć jej religijny entuzjazm a może po prostu podkreślić cechy kobiece - sugerują, iż to ojciec Teresy, zaniepokojony rozwojem flirtu między córką a jednym z kuzynów, przeciął "flirt" zsyłając dziewczynę do klasztoru augustianek.
                                                    Dowodem na prawdziwość tej tezy jest wpis "Księdze życia", która omal nie stała się punktem wyjścia do Inkwizycyjnej interwencji (doniosła na nią hrabina EBOLI (jak wirus, to wirus!) o treści: "W głębi serca nie chciałam stać się zakonnicą, modliłam się nawet, by Bóg nie powołał mnie do swej służby".

                                                    Tak czy inaczej, w ówczesnym klasztorze wcale nie było pod górkę!
                                                    Nie były to odosobnione od świata eremy, w których odziane w habity panny przez większość dnia tkwiłyby na klęczkach (jak choćby nasz ratlerek) i klepały różaniec czy inne godzinki.
                                                    Przeciętny klasztor - w tym ów, do którego trafiła Teresa - liczył... 200 zakonnic. Większość stanowiły dziewczęta z dobrych domów - rodziny sypały groszem na utrzymanie "placówki", toteż klasztory przypominały bardziej dom otwarty, niż miejsca do kontemplacji. Nagroda dla sponsorów była modlitwa w ich intencji, honorowe krzesło w kościele, wreszcie opieka na stare lata.
                                                    Były więc zabawy, tańce (naturalnie z kastanietami), było flirtowanie - dopiero potem dziewczęta decydowały, czy wybierają żeniaczkę, czy życie zakonne.

                                                    Teresa nie miała końskiego zdrowia. Doskwierały jej bóle serca, doznawała ataków paraliżu, nudności, a nawet (podobno) szału, zwłaszcza w trakcie coraz liczniejszych wizji i halucynacji (potrafiła widzieć w rozmówcy ohydna ropuchę) Te ostanie przypadłości legły u podstawy uznania jej za patronkę... histeryczek!). Współcześni analitycy tych przypadłości, wśród potencjalnych schorzeń wymieniają nie tylko padaczkę, ale i gruźlicę czy nawet malarię. Większość natomiast godzi się z tezą, iż ostatecznym powodem śmierci były przerzuty raka macicy.
                                                    Leczenie wszelkich schorzeń było dość jednorodne - dieta wiodąca wręcz do anoreksji i... lewatywy.
                                                    Tak czy tak wszelkie te dolegliwości przyjmowała ze służebną pokorą - dostrzegała w nich wole Boga.
                                                    Stanisław Barańczak następująco przetłumaczył jeden z jej wierszy: Żyję, nie mając w sobie życia. I tak wielką wzbieram nadzieją, że umieram, bo nie umieram.
                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu świętych ran... 31.10.16, 16:31
                                                    Convento de Santa Teresa od środka

                                                    http://i64.tinypic.com/2rp7ec0.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/x22h4w.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/mhzfgh.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/juydzs.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/4l20rm.jpg

                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu świętych ran... 31.10.16, 16:39
                                                    I jego barokowa fasada

                                                    http://i67.tinypic.com/mlgp6p.jpg

                                                    A obok małe muzeum pamiątek po świętej

                                                    http://i65.tinypic.com/v5hf5x.jpg

                                                    Na ławeczce, przed swoim kościołem usiadła święta z charakterkiem

                                                    http://i66.tinypic.com/2ytqjcz.jpg

                                                    Nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności i przysiedliśmy się do niej na chwilkę smile

                                                    http://i66.tinypic.com/xeozo.jpg



                                                  • wscieklyuklad Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 16:36
                                                    Pamiętacie zmarłą arystokratkę cudem uratowaną przez grabarza próbującego zdjąć pierścień z jej dłoni w przeddzień pochówku?
                                                    Opisane powyżej przypadłości doprowadzają do "śmierci" Teresy. Już wykopano miejsce na trumnę. Już podjęto ostatnie zabiegi przygotowujące do pogrzebowej ceremonii.
                                                    A wtedy Teresa wybudziła się z letargu.
                                                    Zmienia wówczas lekturę - porzuca romanse i rycerskie poematy. Rozczytuje się za to w "Trzecim alfabecie duchowym", zagłębia się w mistycznym świecie -w międzyczasie do klasztoru, w którym przebywa, zostaje sprowadzony Krzyż z przybitym doń Chrystusem - który jest źródłem już ostatecznej przemiany wewnętrznej Teresy (i znów historia lubi się powtarzać - pamiętacie identycznie "decyzyjny" krzyż w jednej z opisywanych wcześniej świątyń? Tam wzrok Chrystusa był skierowany na widza a wyraz oczu automatycznie zachęcał do spowiedzi).
                                                    Największe jej dzieło to założenie zakonu karmelitek bosych - doprowadziła do powstania 33 klasztorów - pierwsi karmelici dotarli do Polski już w 40 lat po jej śmierci, kiedy została kanonizowana.
                                                    Ale nie myślcie czasem, iż będąc wierną Bogu, wyrzekła się swej kobiecości.
                                                    Oto biografia spisana przez jednego z jej spowiedników przytacza anegdotę z podróży Teresy po Hiszpanii. Dociera oto karocą do jednej z karczm. Wysiadając z pojazdu odsłania na moment pantofelek i kawałek goleni, co stojący opodal hidalgo kwituje głośnym Olala!
                                                    Teresa spojrzawszy nań stwierdziła z przyganą w głosie; A co myślałeś, żem pokraka?
                                                    Gdy miała 61 lat uwiecznił ją na portrecie Jan z Nędzy (co za ciekawy artystyczny przydomek!).
                                                    Teresa spojrzawszy na efekt finalny wyrzekła: Niech ci Bóg wybaczy, bracie Janie to, żeś mnie namalował brzydką i kaprawą.
                                                    Tak czy inaczej kroniki milczą odnośnie ewentualnego procesu o naruszenie dóbr osobistych (czytaj: urody)
                                                  • wscieklyuklad Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 16:48
                                                    Nuncjusz papieski w swym sprawozdaniu do Stolicy Apostolskiej oisał ją jako "kobietę krnąbrną i niespokojną" Kiedy wyjawiono jej treść listu, odrzekła: To czarni dewoci, niszczyciele żon Chrystusa. (za te ostatnie uznawała zakonnice)

                                                    Była postrachem klasztorów, do których docierała z zamiarem reform. Przede wszystkim zmniejszyła znacznie liczbę zakonnic w danym miejscu - kilkadziesiąt/kilkaset ich zgromadzonych w jednym miejscu uniemożliwiała właściwą kontemplację.

                                                    Jak widać życie jej było pełne sprzeczności. Od kobiety kochającej zabawę, taniec i flirty, po mistyczkę. Od pozornie surowej, po posługującą się sprawnie piórem tak w prozie, jak i poezji.
                                                    Dziś jest doktorem kościoła.

                                                    Udajmy się zatem jej avilskimi śladami...
                                                  • wscieklyuklad Czym jest miłość? 31.10.16, 16:58
                                                    Inkwizycja zainteresowała się nie tylko jej pamiętnikami, ale i księgami, w których ośmielała się... pouczać mężczyzn, co na owe czasy (a w Polsce - wedle i dzisiejszych katabasów) było zdecydowanie bluźnierstwem. Na szczęście Wielki Sąd nie dopatrzył się w jej tekstach ani herezji, ani urągania Bogu.

                                                    Ale jedna z jej myśli warto przytoczyć - dla ratlerka i pisięcej reszty mogłaby być życiową wytyczną. Niestety - biologiczne uwarunkowania (zero intelektu, zero prawdziwej pobożności, zero tolerancji i miłości bliźniego - czynią to niemożliwym.

                                                    Modlitwa nie zawiera się we wzniosłych rozmyślaniach czy tez leżeniu krzyżem (tkwieniu na klęczkach - przypisek mój). Modlitwa polega na bezgranicznej miłości i przyjacielskich relacjach".

                                                    I jak tu zaprzeczyć "doktoranckim" kwalifikacjom?
                                                  • sorel.lina Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 16:59
                                                    "Udajmy się zatem jej avilskimi śladami..."

                                                    Ślady pierwsze: odciski dwóch palców jej stóp, utrwalone w metalu, wmurowane w mury i w uliczne bruki, można spotkać w wielu miejscach w Avili, a i poza Avilą

                                                    http://i64.tinypic.com/wqrn1g.jpg

                                                  • wscieklyuklad Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 20:28
                                                    Ten odcisk jest w innym już miejscu - ale o tym w innym poście. Muzeum, do którego wejście wkleiła już Sorell zawiera pamiątki po św. Teresie z Avili - m.innymi habit, część łóżka na którym przyszła na świat, różaniec, modlitewnik, sznur, jakim się przepasywała oraz pejcz do pokutnego batożenia - niestety pomieszczenie jest maleńkie (jakieś 6x5 metrów) i pełne zwiedzających a jego największą wadą jest całkowity zakaz fotografowania - a szkoda, bo to bardzo emocjonalne pamiątki - gdyby nie zakaz z pewnością uwiecznilibyśmy wszystko w najdrobniejszych szczegółach - czasu na zwiedzanie było bowiem aż nadto (dlatego zdążyliśmy posiedzieć sobie kilka minut w towarzystwie Teresy na ławeczce. Muszę tu dodać, iż Teresa została tu wyrzeźbiona w skali 1:1 co widzowi uzmysławia, jakimi jesteśmy z Sorell karłami)
                                                  • wscieklyuklad Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 20:36
                                                    Prawdę mówiąc nasz stres z powodu wzrostu nie był aż tak głęboki, ani trwał - dla poprawy samopoczucia i zatarcia wrażenia kurduplęctwa, Sorell zesłitfociła się z lokalnymi Pigmejkami.

                                                    http://i64.tinypic.com/16ke3gm.jpg

                                                    Pozwolę sobie zauważyć, że gabaryty Pigmejek też nie odbiegały od takichże Sorell - ale miejscowa społeczność żywi się nie trawą i inną florą, ale najprzedniejszymi szynkami (będzie jeszcze o nich) więc nieuchronnie musi tyć.
                                                  • wscieklyuklad Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 20:42
                                                    No, ale skoro nie można było wykonywać fotografii w muzeum - powetowaliśmy to sobie we wnętrzu świątyni poza plecami "ławeczki" - część wnętrza przybliżyła już Sorell.

                                                    Ja, gdy wchodzę do jakiegoś wnętrza, zawsze kieruję wzrok ku sufitowi - warto przekonać się, czy nic nie spadnie na czachę. Tu najwyraźniej konstrukcja była nie tylko solidna, lecz i piękna.

                                                    http://i63.tinypic.com/20za04w.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2yxm68h.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 20:48
                                                    Nie mniej piękne były i inne figury

                                                    http://i63.tinypic.com/2cxf428.jpg

                                                    czy misternie rzeźbione siedzisko dla celebrującego mszę - obok setletniego krzesła równie piękna monstrancja.

                                                    http://i64.tinypic.com/35k0i8n.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 21:05
                                                    Wklejony przez Sorell "odcisk" palców świętej pochodzi z innego miejsca - oto ono!

                                                    Już sama data budzi respekt!

                                                    http://i64.tinypic.com/1565xt4.jpg

                                                    Niestety - ten kościół - jako zamieszkany przez mniszki - nie jest dostępny dla zwiedzających - przez otwarte drzwi wejściowe można wejść jedynie do przedsionka.

                                                    http://i63.tinypic.com/2znzw49.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2s8pown.jpg

                                                    Drzwi najwyraźniej dotknięte zębem czasu (albo raczej korników!)

                                                    http://i63.tinypic.com/15gsg48.jpg

                                                    Za to za drzwiami - niespodzianka! "Stelarz" z pryczy, na której spała w klasztorze!

                                                    http://i66.tinypic.com/2gsl4ic.jpg

                                                    Udało mi się ująć wnętrze - faktycznie całkowicie pogrążone w ciemności.

                                                    http://i68.tinypic.com/ff7mmd.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 21:12
                                                    Podobno na ścianach wiszą tam obrazy ukazujące św. Teresę w trakcie lewitacji (wedle przekazów posiadała tę zdolność!).
                                                    Na pocieszenie usłyszeliśmy następującą anegdotę z jej życia.

                                                    Złożona boleścią miała skarżyć się kiedyś Jezusowi "Patrzysz na moje cierpienie i milczysz?"
                                                    Jezus odpowiedział: "Doświadczam tak wyłącznie moich przyjaciół".
                                                    Teresa na to: "Widocznie dlatego masz ich tak mało".

                                                    Zrobiło się tak wesoło, że naszego humory nie popsuło nawet "to" umieszczone na kamieniczce vis a vis świątyni.

                                                    http://i63.tinypic.com/316vr6x.jpg

                                                    Wydąwszy wargi z mikrym niesmakiem i z pełnymi optymizmu słowami św. Teresy: Liczy się jedynie Bóg - pomaszerowaliśmy dalej wzdłuż avilańskich uliczek.

                                                  • k.karen Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 20:56
                                                    Jak miło poczytać o Waszych wrażeniach, obserwacjach, przemyśleniach. W żadnym przewodniku nie znajdziemy tak bogatych i interesujących opisów smile

                                                    A św. Teresa od Jezusa (takie przybrała imię karmelitańskie) nazywana jest Wielką Teresą i oczywiście Doktorem kościoła. Podobnie jak Doktorem kościoła jest św. Jan od Krzyża i bardzo bliski przyjaciel św. Teresy. Przydomek Wielka pojawił się nie tylko dlatego, żeby podkreślić wyjątkową świętość, ale także z powodu, że mylono ją z inną św. Teresą od Dzieciątka Jezus .
                                                  • wscieklyuklad Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 21:23
                                                    Po wąskich uliczkach wpisanego na listę dziedzictwa światowego Starego Miasta można poruszać się "meleksami"! - ma to w sobie coś z atmosfery krakowskiej starówki, choć uczciwie muszę przyznać, że (pomijając Rynek Gł) Avila bije Kraków na głowę!

                                                    http://i64.tinypic.com/2monhc4.jpg

                                                    Większe grupki mają do dyspozycji "tramwaj" na kołach

                                                    http://i67.tinypic.com/2d2an1u.jpg

                                                    Odjeżdżają z placyku poświęconego postaci, o której wspomniała teraz Karen.

                                                    http://i68.tinypic.com/2vlsmmx.jpg

                                                    Spójrzcie jeszcze na to drzewko!

                                                    http://i66.tinypic.com/l88y0.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 21:27
                                                    Małe uzupełnienie.
                                                    Tablica ta głosi, że w tym kościele parafialnym pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela została w 1515 roku ochrzczona przyszła święta.

                                                    https://i64.tinypic.com/1565xt4.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Letarg, czyli historia lubi się powtarzać 31.10.16, 21:49
                                                    wscieklyuklad napisał:

                                                    > Złożona boleścią miała skarżyć się kiedyś Jezusowi "Patrzysz na moje cierpienie
                                                    > i milczysz?"
                                                    > Jezus odpowiedział: "Doświadczam tak wyłącznie moich przyjaciół".
                                                    > Teresa na to: "Widocznie dlatego masz ich tak mało".


                                                    Ta święta była kobietą z krwi i kości, ceniącą uroki życia, zabawy, bystrą, pełną temperamentu i poczucia humoru, dowcipną.
                                                    Prawdziwa Hiszpanka! smile
                                                  • wscieklyuklad Dobra zmiana, czyli niełatwo być reformatorem 31.10.16, 21:49
                                                    Jak już wiemy, św. Teresa uznała "atmosferę" klasztorną jako daleką od kontemplacyjnej.
                                                    Poluzowanie reguły datuje się na rok odkrycia Ameryki - wtedy wprowadzono zasady obowiązujące współcześnie do czasów świętej.
                                                    Ta postanawia więc przywrócić dawne reguły.
                                                    Wedle nich zakonnica miała spędzać czas na śpiewie, modlitwie, zgłębianiu ksiąg i kontemplacji. Miała pościć od połowy września do Wielkanocy. I miała zapomnieć o obuwiu.
                                                    Nic dziwnego, że Karmelitki w większości dostały szału na samą myśl o starej regule. Gdyby nie wsparcie Jana od Krzyża (znacznie młodszego od Teresy), króla, a z czasem i samego papieża i jego kolejnych nuncjuszy, to pewnie dziś nie dzielilibyśmy Karmelitów na bosych i trzewiczkowych. Wszystko to nie obyło się bez zgrzytu.
                                                    Sama Teresa spędziła wiele lat w domowym areszcie.
                                                    Janowi było znacznie bardziej pod górkę.
                                                    Jak wielu autochtonów (w tym i Teresa) pochodził z... marranów! Ojciec - też już szlachcic - żeni się z dziewczyną z ludu i wyklęty przez rodzinę musi tkactwem zarabiać na życie. Umiera w kilka lat po ślubie. Nędza jakiej doświadczają osieroceni jest tak wielka, iż dziś przypuszcza się, iż brat Jana zmarł z... głodu. Sam przyszły święty zostaje oddany do przytułku - tam pracuje zarabiając na życie. Wstępuje do szkoły Jezuitów, para się pielęgniarstwem, ale i malarstwem. Marzy o życiu zakonnym - planuje wstąpienie do zakonu "milczków" (Kartuzi) lecz los decyduje inaczej: w chwili składania ślubów kościelnych spotyka... Teresę. Ta zaszczepia w nim entuzjazm "reformatorski" - zakładają kolejne klasztory, wprowadzają w nich surowe i stare reguły. Ale niewdzięczni prekursorzy KOD-u nie pojmują dobra, jakie gotują im święci - Jan zostaje uwięziony na czas równoważny trwaniu ciąży. Umieszczony w klatce niewiele od niego większej (też był kurduplem) praktycznie cały dzień spędza w pozycji stojącej (powstał chociaż z kolan!), o chlebie i wodzie. Mimo to czyta pisma naukowe (wszak i on także ukończył salamański uniwersytet - a jakże, historia lubi się powtarzać) - w tym celu musiał wspinać się na palce by oświetlić stronice. Dozorca docenia niezłomność więźnia - kiedy wraca z "rytualnego", codziennego batożenia przed kolegium, ten wtyka mu czyste kartki papieru, które obolały zakonnik zapełnia tekstem tak wspaniałym, iż dziś uznawany jest za jednego z największych poetów i pisarzy hiszpańskich. Mikry wzrost pomógł mu niebywale - udaje mu się bowiem przecisnąć przez niewielkie okienko. Ale jest i ciemna strona aresztu. W chwili odzyskania wolności z obawy przed Inkwizycją zniszczył sporo ze swego mistycznego dorobku. Jego reforma poniosła porażkę - buntownicy postawili na swoim - podział na obutych i bosych stał się faktem.
                                                    A Jan? Zmarł młodo z powodu róży, na którą nie było wówczas lekarstwa.
                                                    Pozostawił po sobie nie tylko wybitne pisma (wszak i on został doktorem Kościoła) ale arcydzieło malarskie będące efektem jego wizji. To postać Chrystusa ukrzyżowanego widzianego z "lotu ptaka" - obraz dostępny na stronie poświęconej świętemu w necie. Natchnienie m.in. samego Salvadore Dali.

                                                    Natchnął i kogoś innego.
                                                    Oto pewien ksiądz zauroczony historią Jana od Krzyża, opanowuje język hiszpański, by czytać dzieła świętego w oryginale. W oparciu o zdobytą wiedzę i własne przemyślenia pisze dokorat związany z postacią Jana od Krzyża.
                                                    Tym księdzem był... Karol Wojtyła!
                                                  • wscieklyuklad Opętanie - zły czy dobry duch? 01.11.16, 17:00
                                                    Dziś czcimy zmarłych, więc warto przypomnieć ważny szczegół z życia św. Jana od Krzyża -
                                                    egzorcyzmy związane z jedną z avilańskich zakonnic. Maria Guillamas, bo tak się nazywała, była augustianką w klasztorze wzniesionym na miejscu dawnego meczetu. Nie podejmując żadnych studiów w tym kierunku, słynęła z olbrzymiej znajomości Biblii, którą objaśniała wprawiając w zdumienie ówczesnych teologów, tym bardziej, iż wedle przekazu umiała biegle porozumiewać się w obcych językach, a nadto znała tajniki wielu dziedzin wiedzy.
                                                    Zjeżdżali więc do niej uczeni w piśmie, z zachwytem przysłuchiwali wypowiedziom, a wreszcie uznali, iż jest to przejaw wyjątkowego daru zyskanego od Boga. Wydawać by się mogło, iż opinia taka winna być ostateczną, jako, że wśród słuchaczy był sam Juan de Guevar, profesor Uniwersytetu w Salamance (a jakże!), którego wykłady były tak doskonałe, iż uważano je za przejaw cudu. Profesor - też zresztą augustianin - nie doszukał się w fenomenie przejawów opętania podobnie jak jego zakonny "brat" Luis de Leon - wybitny znawca Biblii i wielu nauk.
                                                    Cóż znaczy jednak czujność zwierzchnika! Oto do Avila przybywają sam generał augustianów w asyście prowincjała - spotykają się z mniszką, a wówczas zapala się w nich czerwone światełko - w jej fenomenie doszukują się udziału sił nieczystych! Zwracają się wówczas do zaledwie 32 letniego Jana, by ten podjął się egzorcyzmów. Jan nie przejawia zbytniego entuzjazmu, jednak udaje się na spotkanie,w trakcie którego mniszka traci swe tajemne moce - sprawia wrażenie zawstydzonego podlotka, który nie potrafi wykrztusić z siebie logicznego zdania. Jan uznaje to za dowód opętania. Zyskawszy aprobatę lokalnej Inkwizycji, po wielodniowych przygotowaniach w postaci postu i żarliwej modlitwy i wielu innych wyrzeczeń przystępuje do wielotygodniowych egzorcyzmów. Szatan nie ustępuje, twierdząc, iż zakonnica podpisała stosowny cyrograf. Gdy dokument ów ukazuje się Janowi w trakcie jednej z mszy, zakonnik pochwyciwszy go pali natychmiast w ogniu kościelnej świecy na ołtarzu. Szatan jak to bies - nie opuścił. Przybierał postać Jana, zwodził mniszkę, udawał spowiednika doprowadzając mniszkę do obłędu. Złe moce wreszcie uległy i opuściły ciało Marii krzycząc na odchodne, iż nikt nigdy od czasów Bazylego tak skutecznie się im nie przeciwstawił. Mniszka odzyskawszy przytomność powróciła do normalnego świata. (jakaż piękna kanwa dla Matki Joanny od Aniołów!).
                                                    Jan pisze memoriał zdając relację z przebiegu egzorcyzmów. Ten trafia do głównego oficjum Inkwizycji w Madrycie - oczywiście nie pozostaje bez reakcji. Jan zostaje wezwany na proces Marii tamże.
                                                    Niestety nie znamy losów zakonnicy.
                                                    Ale wobec wczorajszego Halloweenu warto przypomnieć tę historię - jest wszak oparta na faktach i bogato udokumentowana.
                                                  • wscieklyuklad Re: Opętanie - zły czy dobry duch? 01.11.16, 17:09
                                                    Postać tak znaczna dla Avili nie mogła nie być należycie uczczona - oto pomnik świętego

                                                    http://i67.tinypic.com/idek4x.jpg

                                                    Będąc w Avila musicie koniecznie dotknąć jego stopy.
                                                    Ma to zapewnić szczęście w życiu. Sorell nie kazała się długo prosić!

                                                    http://i68.tinypic.com/29gh1sp.jpg
                                                  • wscieklyuklad Od czasów starożynych, po współczesność 01.11.16, 17:41
                                                    Widzicie tę rzeźbę pod murami w cieniu drzewa? To jeden z "Toros de Guisando" (z reguły stoją stadnie). Wiąże się je z kulturą Celtiberów (pisałem już o nich, jako potencjalnych założycielach miasta) - to mniej więcej drugi wiek przed naszą erą! Niektórzy uważają, iż to nie rzeźba byka, lecz świni (dużo coś tych świń w Hiszpanii, a przecież jeszcze o nich będzie - poczuliśmy się jak wśród swoich z KOD-u).
                                                    Za tym, iż to raczej rzeźby byka, nie świni przemawia... "Don Kichot". Cervantes wspomniał o nim w swym arcydziele, podobnie jak w jednym z wierszy F.G. Lorca!

                                                    Gdyby ktoś nie natrafił na pomnik Jana od Krzyża - niech koniecznie podejdzie do byko-świni i pogłaska ją po grzbiecie - wprawdzie to rzeźba z czasów pogańskich, ale czyż niewierni nie mieli prawa do szczęścia? Kilka ruchów dłoni po chłodnym (bo ukrytym w cieniu) kamieniu a efekt ten sam, co głaskanie świętej stopy! SZCZĘŚCIE!

                                                    http://i63.tinypic.com/300h4ki.jpg

                                                    Przepełnieni nim po brzegi stajemy przed pomnikiem już bardzo współczesnym - Adolfo Suareza absolwenta prawa... Uniwersytetu w Salamance (a jakże, bo przecież historia lubi się powtarzać) - byłego premiera i obrońcę hiszpańskiej demokracji (wraz z królem zapobiegł puczowi!)
                                                    Był podobno wyjątkowo przystojny więc uwielbiany przez kobiety. I to właśnie one najchętniej fotografują się przy tym pomniku. Podobno pogłaskanie Adolfo po pupie ma przynieść szczęście w miłości. Tego mamy już jednak aż nadto, więc uwieczniliśmy sam pomnik!

                                                    http://i65.tinypic.com/35lgk81.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2w69u2t.jpg

                                                    Zresztą sztuka nowoczesna dostrzegalna jest na każdym kroku - nawet w mijanej kafejce

                                                    http://i65.tinypic.com/ng3ujd.jpg
                                                  • wscieklyuklad Czas na pożegnanie 01.11.16, 18:00
                                                    http://i66.tinypic.com/11tya89.jpg

                                                    Tradycyjnie - mapa miasta. Zwiedziliśmy kwadrat po lewej stronie - Stare Miasto.
                                                    Na jego wysokości umieściłem chrzcielnicę, w której chrzczono tygodniową wówczas św. Teresę z Avila.
                                                  • wscieklyuklad Re: Czas na pożegnanie 01.11.16, 18:08
                                                    Jeszcze trochę fotografii tych uroczych uliczek.

                                                    http://i64.tinypic.com/15h1kzc.jpg

                                                    Niektóre kamieniczki odsłaniają celowo stan pierwotny - jak widać, wiele z nich przebudowano.

                                                    http://i66.tinypic.com/24fjifs.jpg

                                                    W każdym razie zachwycają świeżością

                                                    http://i66.tinypic.com/jg0hf9.jpg

                                                    Tu dzielnica handlowa

                                                    http://i64.tinypic.com/116s8p5.jpg

                                                    I coś dla podniebienia - u szczytu przednie szynki (o tym potem)

                                                    http://i64.tinypic.com/30sdged.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/14m3rit.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/atukjk.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Czas na pożegnanie 01.11.16, 18:14
                                                    http://i65.tinypic.com/3024ayx.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2eoe1q1.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2psizj6.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/azflw1.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2l9jfas.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2yv7ybr.jpg

                                                    Te buły mnie nie zmroziły - nie dają ich darmo na stół dla wszystkich - trzeba wysupłać jurasy!

                                                    http://i67.tinypic.com/2lb007q.jpg
                                                  • wscieklyuklad Okno, czy drzwi? 01.11.16, 18:22
                                                    Tu nie ma wątpliwości

                                                    http://i68.tinypic.com/2a4s2tx.jpg

                                                    Tu już się pojawiają

                                                    http://i67.tinypic.com/r1e72w.jpg

                                                    Znacie powiedzenie: wyrzucą drzwiami, to wejdzie oknem?
                                                    Oto pałacyk, który jest źródłem tego porzekadła.

                                                    http://i64.tinypic.com/zm1mdl.jpg

                                                    Drzwi są naturalnie po lewej.
                                                    Ale pierwsze okno z prawej też prowadzi do korytarza. Właściciel starał się u miejscowego kustosza zabytków o pozwolenie na wykucie pełnych drzwi i w tym miejscu - nie uzyskał zgody.
                                                    Pewien wyrzucony drzwiami tradycyjnymi, wlazł (by kontynuować scysję) przez to właśnie okno - wtedy jeszcze nie okratowane. I tak już się to utrwaliło w relacjach z wydarzenia.
                                                  • sorel.lina Re: Okno, czy drzwi? 01.11.16, 18:44
                                                    Kwestia okno-drzwi ma w Avili starą tradycję, sięgającą XVII stulecia, kiedy to pewien szlachetny avilanin - Pedro, mając poślubić równie szlachetną kordobankę - Marię, chciał na tę okazję wybić bramę w murach miejskich, która to brama - prowadząc wprost do przylegającego do murów domu Pedra - miała upamiętniać ich zaślubiny. Władze Avili mając na względzie utrzymanie obronnej funkcji murów miejskich, naturalnie zgody nie wyraziły.
                                                    Cóż więc zrobił Don Pedro? Przerobił drzwi na... okno! A pod nim umieścił napis:

                                                    "Gdzie jedne drzwi się zamykają, tam drugie się otwierają"

                                                    http://i64.tinypic.com/m94txz.jpg

                                                  • wscieklyuklad Re: Okno, czy drzwi? 01.11.16, 18:45
                                                    Na drogę nabywamy yemas de Avila - przysmak nie byle kogo, bo samej św. Teresy, która podobno objadała się yemasami!
                                                    Żółtka w cukrze! PYCHOTA! Ślinka do teraz mi cieknie na samo wspomnienie ich smaku.

                                                    http://i64.tinypic.com/2pzekua.jpg

                                                    Pokochaliśmy to miasto prawdziwie. Chętni mogą bez trudu tu zamieszkać. Bo przecież domów na sprzedaż jest tu bez liku.

                                                    http://i68.tinypic.com/2f0aarq.jpg

                                                    Do widzenia przecudna Avilo!
                                                    Na nas czas. Więc w drogę - ku kolejnym przygodom, legendom i opowieściom!
                                                  • k.karen Re: Okno, czy drzwi? 01.11.16, 19:59
                                                    wscieklyuklad napisał:

                                                    > Pewien wyrzucony drzwiami tradycyjnymi, wlazł (by kontynuować scysję) przez to
                                                    > właśnie okno - wtedy jeszcze nie okratowane. I tak już się to utrwaliło w relac
                                                    > jach z wydarzenia.


                                                    Czyżby etymologia znanego polskiego porzekadła "jak nie drzwiami to oknem" miała swój początek w Hiszpanii? smile smile
                                                  • sorel.lina Re: Okno, czy drzwi? 01.11.16, 20:13
                                                    Kto wie, Karen, kto wie? smile

                                                    Chociaż... może to Hiszpanie nauczyli się tego od nas, tak jak Francuzi używania widelców?
                                                    winkwinkwink
                                                  • k.karen Re: Okno, czy drzwi? 01.11.16, 20:23
                                                    Taaa... jesne, że Hiszpanie od nas smile ... a Piast Kołodziej wybudował najwięcej murowanych zamków nad Wisłą, no i Chlodwig to przecież Polak tongue_out big_grin
                                                  • wscieklyuklad Re: Okno, czy drzwi? 01.11.16, 20:59
                                                    O tak, w każdym razie mnie najbardziej w pamięci utkwiła ta góra srebra przerobiona na kustodię.

                                                    W skarbcu można zobaczyć kilka ciekawych obrazów z malarstwem sakralnym, poza tym naczynia liturgiczne, kielichy, relikwiarze oraz kustodię, mierzącą 1,75 m i ważącą prawie 99 kg.
                                                  • wscieklyuklad Re: Okno, czy drzwi? 01.11.16, 21:15
                                                    Custodia z powodu swoich rozmiarów podczas procesji wożona jest na lawecie.

                                                    http://i64.tinypic.com/72pu0m.jpg

                                                    dialnet.unirioja.es/servlet/articulo?codigo=2800944

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka