wscieklyuklad
02.11.17, 06:48
czyli gosieńka od teamu pisonów wiedzą i yntelektem nie odstająca.
Jak komisja Amber Gold nie rozpoznała brudnopisu, czyli na tropie afery, której nie było
Przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS) podczas przesłuchania syna Donalda Tuska świadomie posłużyła się fałszywymi zeznanami drobnego kryminalisty.
Brudnopis stenogramu z podsłuchów ABW posłużył sejmowej komisji śledczej do prób uwikłania w korupcję Jacka Cichockiego, jednego z najbliższych polityków z kręgu Donalda Tuska.
W maju tego roku do komisji badającej aferę Amber Gold wpływa 10 stenogramów rozmów, które od 29 lipca 2012 r. do 9 sierpnia 2012 r. (na kilka dni przed zatrzymaniem) prowadził Marcin P., szef parabanku.
Uwagę posłów zwróciła rozmowa Marcina P. z Emilem Maratem, byłym dziennikarzem, który świadczył dla Amber Gold usługi public relations.
Posłów PiS – ale i Nowoczesnej oraz Kukiz’15 – elektryzuje zdanie, w którym Marat informuje Marcina P.: „Dostałem informację od naszego kontrahenta, jutro w jego firmie mają się pojawić panowie z ABW”.
W dalszej części rozmowy Marat dodaje, że Paweł Kunachowicz (związany z Amber Gold prawnik) jest „kolegą z drużyny harcerskiej Jacka Cichockiego”, więc „może to jest czas, by zadzwonić do niego?”.
Dla większość posłów komisji zapis podsłuchu sugerował, że Cichocki mógł ostrzec Marcina P. przed działaniami ABW i zatrzymaniem, które nastąpiło kilka dni po ostatniej rozmowie.
Dowód na „parasol ochronny”
Cichocki w czasach rządów PO-PSL należał do najważniejszych doradców Tuska. Analityk, jeden z założycieli Ośrodka Studiów Wschodnich, w latach 2007-09 był sekretarzem Kolegium ds. Służb Specjalnych i nieformalnym koordynatorem służb.
Od 2009 do 2013 kierował MSW, a potem kancelarią premier Ewy Kopacz. Podsłuchany przez ABW dialog mógł być dla komisji śladem naprowadzającym na trop „ludzi Tuska”, którzy „tworzyli parasol ochronny” dla Amber Gold.
Stenogram był głównym tematem posiedzenia komisji, która 13 września wezwała Marata. Przewodnicząca Małgorzata Wassermann (PiS) i Witold Zembaczyński (Nowoczesna) naciskali, by świadek ujawnił, skąd miał przeciek o wejściu ABW do siedziby Amber Gold.
I co wie o roli w tej sprawie Jacka Cichockiego? Marat bronił się, że nie pamięta cytowanej rozmowy i nie przypomina sobie, by ostrzegał Marcina P. przed wejściem służb.
Z tezami kolegów z komisji jako jedyny polemizował Krzysztof Brejza (PO). Kilka razy zwracał uwagę, że słowa ostrzegające przed akcją ABW wypowiada nie Marat do Marcina P., lecz Marcin P. do Marata.
Przeciek (jeżeli był) pochodził od kogoś, kto rozmawiał z szefem Amber Gold. Nazwisko Cichockiego padło tylko w kontekście sprawdzenia tej informacji, do czego zresztą nie doszło.
Uwagi Brejzy irytowały przewodniczącą komisji Małgorzatę Wassermann.
Nie dopuszczała go do głosu, a gdy wersję posła PO potwierdził pełnomocnik Marata i sam świadek, mówiła: „To koło ratunkowe było błędne.
(...) Proszę z nami nie dyskutować, tylko odpowiadać na pytania. Ja rozumiem, że państwo chcielibyście, żeby to wyglądało inaczej. Jest to protokół ABW. Nie ma co do tego cienia wątpliwości”.
Brejza apelował: „Proszę, pracujcie na właściwym stenogramie. Składam wniosek o przerwę, ponieważ absolutnie przekręcacie państwo ten stenogram…”.
W końcu Wassermann zarządziła przerwę, grożąc posłowi PO: „Ja zrobię tę przerwę. Ale jeśli pan się myli, składam wniosek o pana wykluczenie z tej komisji.
Bo trzeba się przygotować do przesłuchania wcześniej, a nie robić tutaj takie rzeczy”.
Prokurator słucha jeszcze raz
Okazało się, że rację miał Brejza. Właściwa treść znajdowała się w stenogramie przygotowanym przez ABW na potrzeby sądu i prokuratury. W tej wersji informację o możliwej akcji służb przekazywał Maratowi Marcin P.
W śledztwie nie chciał powiedzieć, skąd miał takie wiadomości.
Stenogram, w którym słowa Marcina P. przypisywane są Maratowi, posłowie znaleźli w kopii roboczej, którą ABW dołączyła do akt. Potwierdził to w piśmie do komisji szef ABW Piotr Pogonowski.
Wyjaśnił, że błędna wersja „pochodzi z akt kontrolnych, które nie są odzwierciedleniem akt głównych i zawierają także materiały robocze”.
Ale wskazanie przez Brejzę prawidłowego stenogramu nie osłabiło zapału komisji. Wassermann i Zembaczyński uznali, że „doszło do skandalu”, a ABW w czasach rządów PO mogła sfałszować zapis rozmowy, tak by na otoczenie Tuska nie padło podejrzenie. Wassermann sugerowała, że oryginalne nagrania „mogły zostać zniszczone” (więc nigdy nie dowiemy się prawdy).
„ABW uczestniczyła przynajmniej w operacji przykrywania całego przedsięwzięcia, natomiast te dwie notatki są już dowodem na to, że była decyzja o zrzuceniu całej odpowiedzialności na Marcina P.
To dowód na parasol ochronny służb”- pisał poseł Tomasz Rzymkowski (Kukiz’15). Nagranie przypisujące słowa o ABW szefowi Amber Gold nazwał „fałszywką”.
Wypowiedział się też Maciej Wąsik, poseł PiS i zastępca koordynatora służ specjalnych: „Komuś mogło zależeć na sfałszowaniu stenogramów lub nieuprawnionej ingerencji w ich treść” - oświadczył portalowi wPolityce.pl
Epilog nastąpił 6 dni po awanturze z Brejzą. Płyty z podsłuchami nie zostały „zniszczone”, lecz cały czas były w posiadaniu komisji. 19 września odsłuchał je łódzki prokurator Witold Hejmanowski, którego komisja zawiadomiła o „możliwości fałszerstwa”.
Z protokołu odsłuchu i nowego stenogramu wynika, że słowa o możliwych działaniach ABW wypowiedział Marcin P.
Źródło zakątek polityczny