16.10.21, 09:47
https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/245894997_4185799408197177_7026051918248973461_n.jpg?_nc_cat=104&ccb=1-5&_nc_sid=8bfeb9&_nc_ohc=nSKyM3zCQmEAX8s5ek7&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=76e316d19d504c736c2fe42d37949d00&oe=619181C5

Bez słów...

Skrajne skurwysyny...
Obserwuj wątek
        • wscieklyuklad Re: Osaczenie 16.10.21, 09:58
          Patrzę na to umundurowane bydło.
          Na skurwysyna z gwiazdkami na pagonach.
          Na skurwysyna z ze szczekaczką w bandyckim łapski.
          Na pozostałych skurwysynów otaczających te dziewczynki.
          Umorusane buzie nie myte od iluś tam dni.
          Ubranka przemoknięte i brudne, nie zmieniane od tygodni.
          Zawiniątko ze wszystkim co im pozostało...

          I na liście, które zasłały leśną drogę.

          Powinny z nich pewnie pobudować gawrę na zimę.

          Jeśli jej dożyją.

          Skoro otoczyły je te skurwysyny tzn. źe są w Wolsce.

          Opadłe liście nie przykryją barbarzyństwa bandytów.

          Pierdolony naszczalnik siedzi w swym zrujnowanym bunkrze.

          Ma ciepełko.

          Ma dziesiątki ochroniarzy.

          I w dupie życie tych dwóch maleństw.

          Kiedyś piekło będzie mieć pełne ręce roboty...

          I ten skurwysyn nie będzie już miał tam ochrony...
          • wscieklyuklad Re: Osaczenie 16.10.21, 10:07
            https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/245324809_2918397065139410_7298812477551934471_n.jpg?_nc_cat=109&ccb=1-5&_nc_sid=8bfeb9&_nc_ohc=TvzoKGLp4OoAX_7iNVl&_nc_ht=scontent.fwaw3-1.fna&oh=6812c7af20d34508440c0f0e07ea55fc&oe=6190C87F

            Moje serce przepełnia strach o to, co mogło się stać z grupą uchodźców, którzy od ponad dwóch tygodni są porzuceni na granicy, w dziczy, w temperaturach poniżej zera" - w dramatycznym liście otwartym pisze Murad Ismael, działacz na rzecz praw Jezydów. W grupie, o którą się lęka, są co najmniej trzy dziewczynki wywiezione wraz z rodzinami do lasu spod strażnicy w Michałowie.
            Porcja jedzenia dla głodnych dzieci kosztuje ich ponoć sto dolarów...
      • wscieklyuklad Re: Osaczenie 16.10.21, 15:04
        wscieklyuklad napisał:

        > A Klienci rozrabiali, bo burza szalała za oknami...


        I jeszcze komentarz dla podalpejskiego matołka.

        Te dzieci z fotografii stoją do przyjazdu policji.
        Gdy powiększy się zdjęcie wyraźnie widać ciapatość. Ci w tle mają białą karnację Rasy Panów.
        Dziesiątki takich dzieci umiera teraz w wolskich lasach wywiezione przez białolicych. Ale jest strefa wyjątkowa i nie ma kom7 pisać ofiarach.

        Czyż nie tak skrajny kretynie?
          • wscieklyuklad Re: Osaczenie 16.10.21, 17:29
            Sobota, godz. 15. Bezprawie na granicy. Sześć osób z Iraku, które złożyły wniosek o ochronę prawną, w tym rodzinę z dzieckiem, wywieziono do strefy stanu wyjątkowego nieoznakowanym samochodem. Pełnomocników zatrzymała policja. Ze szpitala w Hajnówce zabrano do ośrodka SG szóstkę dzieci, rozdzielając je od matki

            Z netu

            I susznie!
                      • wscieklyuklad Re: Osaczenie 17.10.21, 10:03
                        Kobieta w 7. miesiącu ciąży, krwawi. Mamy być gotowi na znalezienie ciała.

                        Oko.press. Raport z granicy.

                        Ale łoco chodzi? Przecież ma urodzić terrorystę a nie człowieka i kozojebcę, żeby opiekunię miało co pić!
                              • 1agfa Re: Osaczenie 17.10.21, 14:17
                                https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/245583759_415335796626789_5130049862514607285_n.jpg?_nc_cat=103&ccb=1-5&_nc_sid=8bfeb9&_nc_ohc=Jh4-TZAylHsAX8bEUwH&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=9cdf9414af23b69e4a5b960d40616fd5&oe=61937280

                                wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,27698383,minister-kurtyka-chce-odstrzalu-w-strefie-stanu-wyjatkowego.html

                                Łatwo może się przydarzyć, zwłaszcza pałętającym się dzieciom, że niektórych z koczujących w lasach i bagniskach na pograniczu polsko-białoruskim spotka śmierć łatwiejsza i prędsza niż z przemarznięcia i głodu, mianowicie śmierć od strzału ze sztucera lub innej broni myśliwskiej.
                                Genialny jest ten rząd, wprost brak słów podziwu.
                                  • wscieklyuklad Re: Osaczenie 17.10.21, 18:39
                                    Dziś w południe w pobliżu mojego domu zatrzymano rodzinę z 3 małych dzieci. (celowo nie używam słowa uchodźcy) Policjanci zachowali się przyzwoicie i naprawdę ogromny szacun odemnie. Niech empatia i moc nadal pozostają z Wami chłopaki ✨❤️✨ Bez żadnych zbędnych komentarzy pozwolili mi podejść i przekazać siatkę z jedzeniem. Kobieta i starszy mężczyzna jak zobaczyli, że przyniosłam im jedzenie zaczęli płakać tak bardzo, że nie dali rady nic przełknąć, dzieci łapczywie zaczęły jeść banany … Nie wytrzymałam zaczęłam też płakać. Ci ludzie wyglądali koszmarnie ale daruję sobie opisy bo nie o to chodzi. Kochani powinniśmy każdy w miarę skomnych możliwości tym ludziom pomóc. Moi pradziadkowie w roku 1917 spakowali co się dało na wóz i uciekali od koszmaru bolszewickiej rewolucji, tak trafili do Puszczy i do Hajnówki. W domu, który kupili po 20 latach tułania się „po cudzych kątach” dziś mieszkam ja i w ganku tego domu od kilku dni pali się zielony lampion ✨🟢 ✨znak dla tych ktorzy potrzebują jedzenia, picia, środków medycznych, cieplego ubrania, koca. Wiecej info tu ⬇️
                                    Ps. mam jeszcze 1 taki lampion mogę pożyczyć
                                    EDIT: Lampion zaraz zaświeci u mojej siostry.
                                    www.facebook.com/Zielone-%C5%9Awiat%C5%82o-Green-Light-%D8%B6%D9%88%D8%A1-%D8%A7%D8%AE%D8%B6%D8%B1-Ronahiya-Kesk-Lumi%C3%A8re-Verte-113817444406350/
                                    • wscieklyuklad Re: Osaczenie 17.10.21, 18:44
                                      Gdzie jest ciało Ahmeda Hamida - pierwszej śmiertelnej ofiary kryzysu na granicy z Białorusią? Od miesiąca polskich urzędników pyta o to jego rodzina. Bezskutecznie. Dlaczego bliscy Ahmeda miesiąc od jego śmierci w lesie na Podlasiu nie mogą pochować go w Iraku?

                                      z netu

                                      Na głupie pytanie mądra odpowiedź: BO NIE!
                                        • wscieklyuklad Re: Osaczenie 18.10.21, 16:38
                                          Uchodźcy. Jezydzi ukrywani w podlaskim lesie. "Nie bójcie się, wszystko będzie dobrze"
                                          Joanna Klimowicz
                                          17 października 2021 | 20:00

                                          Zakładają na siebie najcieplejsze ubrania, układają się rodzinami, owijają śpiworami, starszy brat przytula 10-latkę. Dziewczynka chlipie bardzo cicho, żeby nie zdradzić kryjówki. Nie palą ognisk.

                                          Codziennie w podlaskich lasach i polach kukurydzy kryją się zziębnięci, głodni i przerażeni ludzie. Jedni miejscowi ich zgłaszają straży granicznej, inni – karmią i dają ciepłe ubrania.

                                          Wielkie serce Anatola
                                          – To jest katastrofa, tragedia, łzy się kręcą w oczach – zaalarmował nas pan Anatol. W pobliżu jego weekendowego domu w Bachurach w gminie Michałowo - już poza strefą stanu wyjątkowego - wiedzie szlak migrantów z granicy. Bagnami i mokradłami przeprawiają się ludzie, z nadzieją na dotarcie do lepszego świata. Najczęściej są wyłapywani przez patrole i wywożeni z powrotem na Białoruś, za druty.
                                          Pan Anatol nie może się z tym pogodzić: - Gdyby na miejscu był Frontex, służby nie mogłyby robić tego, co chcą. W niedzielę tu w lesie było ponad 30 osób, z dzieciaczkami małymi. Wszystkich zapakowali do ciężarówki, wywieźli na Białoruś. Czemu my tacy jesteśmy? Co się dzieje na tym świecie? To tak boli!

                                          Anatol nie wygląda na człowieka, który łatwo się wzrusza. Jeździ ogromnym terenowym autem i powiada: – Sam jestem duży, samochód mam duży, dużą żonę i dzieci.

                                          W sobotę (16.10) dowiadujemy się też, że ma ogromne serce. W zagajniku przy drodze wypatrzył kilkunastoosobową grupę. Rzucił się do domu po wodę i jedzenie. Synową wysłał po rosół i drugie dania w pudełkach, torbę skarpet, środki higieniczne.

                                          – Nie bójcie się, wszystko będzie dobrze – głaskał po głowach kurdyjskie dzieci.

                                          W grupie przerażonych ludzi pod wsią Bachury, ukrywającej się w zagajniku, była czwórka dzieci: najmłodsza dziewczynka 10-letnia, 13-latka i 13-letni chłopiec, a także 15-latka. Poza nimi młodzi mężczyźni – bracia, kuzyni, sąsiedzi. Gdy do nich podchodzimy, w ich oczach widzimy mieszaninę lęku i nadziei. Dwaj dorośli mężczyźni otwarcie płaczą.

                                          W grupie jest w sumie 13 osób. Wszyscy z Sindżaru w irackim Kurdystanie. Wszyscy to Jezydzi.

                                          Husain ma 24 lata, jako jedyny mówi po angielsku. Opowiada swoją historię, a inni dodają swoje, wyliczają zabitych i porwanych przez DAESH, czyli tzw. państwo islamskie, członków rodzin. Rozmawiają w dialekcie kurmandżi.

                                          – Cierpimy prześladowania przez religię, którą wyznajemy – nie mają wątpliwości.

                                          3 sierpnia 2014 roku zmieniło się całe moje życie – mówi Husain. Miał wtedy tylko 17 lat.

                                          Tego dnia dżihadyści z proklamowanego właśnie państwa islamskiego wtargnęli do Sindżaru, dopuszczając się masakry ludności: Kurdów, Jezydów, chrześcijan. Tysiące ludzi zginęło, mordowanych z okrucieństwem: palonych lub zakopywanych żywcem. Tysiące uprowadzono. Kobiety gwałcono i sprzedawano jako niewolnice. To było ludobójstwo.

                                          wegetacja.

                                          – DAESH porwało mojego tatę i najstarszego brata. Wkrótce mamie i rodzeństwu udało się wyjechać do Francji, dostali tam azyl – opowiada Husain. – Ja zostałem jako jedyny. Szukałem taty i brata, bardzo ich kocham.

                                          Przez siedem lat był w Iraku sam. Skończył administrację na Uniwersytecie w Zachu, ale college’u nie wspomina najlepiej: – Wiesz, my z obozu byliśmy tak traktowani jako gorsi, inni.

                                          Z netu

                                          Bzdura! Dzieci posprzedawali za długi a sami szykują się do śmierci samobójczej gdzieś na opłotkach Lądynu ( tak twierdzi pewne bezmuzgowię i pewne bezmuzgowię end pewne bezmuzgowię tu)
                                            • wscieklyuklad Re: Osaczenie 18.10.21, 17:01
                                              Dziennikarz Piotr Czaban opublikował na Twitterze fragment programu w TVN24, na którym widzimy zapłakaną Ameerę Ateię, matkę Ahmeda, który zginął w polskim lesie. Jego rodzina od miesiąca nie może się dowiedzieć, gdzie jest ciało Irakijczyka.

                                              – Proszę, pomóżcie mi. Oddajcie mi syna – błaga kobieta. – Do tej pory nie wiemy, jaka była przyczyna śmierci i kiedy ciało do nas wróci – dodaje Tabarek Hamid, siostra zmarłego.
                                              Joanna Lichocka skomentowała ten tweet słowami "Hiena roku?..."

                                              Z netu

                                              Pewnie, że hiena. Oni podobno zjadają zmarłych członków swych rodzin.
                                              • wscieklyuklad Re: Osaczenie 18.10.21, 17:06
                                                Wczoraj TVN24 wyemitował reportaż z afgańskich obozów.
                                                Niektóre rodziny sprzedają własne dzieci.

                                                Powód?

                                                Głód...
                                                Za pozyskane pieniądze kupują żywność dla siebie i pozostałych dzieci...
                                                • wscieklyuklad Re: Osaczenie 18.10.21, 17:28
                                                  Tej nocy Anioł przyszedł do Józefa
                                                  Zbudźcie dzieciątko co tak słodko śpi
                                                  Judea dziś to niebezpieczna strefa
                                                  I policzone małych chłopców dni
                                                  Namiestnik Herod ciągle drży w obawie
                                                  Że chociaż władzę dzierży jego dłoń
                                                  I rzymski cesarz patrzy nań łaskawie
                                                  To w rączkach dziecka może kryć się broń
                                                  Uciekali uciekali uciekali
                                                  Na osiołku przez pustyni żar
                                                  Jak najdalej jak najdalej jak najdalej
                                                  Ukryć Dziecię bezcenny ich skarb
                                                  Ciężko ojczyznę wspominać w pustyni
                                                  Mieliśmy jakoś zapewniony byt
                                                  Choć czasem patrol mijał drzwi świątyni
                                                  Zawsze się modlić mógł pobożny Żyd
                                                  Lecz może trzeba szlakiem iść wygnania
                                                  Tak jak przodkowie nasi kiedyś szli
                                                  Może nie tu jest Ziemia Obiecana
                                                  Może gdzie indziej będzie rósł nasz Syn
                                                  Uciekali uciekali uciekali
                                                  Na osiołku przez pustyni żar
                                                  Jak najdalej jak najdalej jak najdalej
                                                  Ukryć Dziecię bezcenny ich skarb
                                                  Jeszcze nie wiemy co nam przeznaczone
                                                  I choć przeczucia czasem dręczą złe
                                                  Ojciec Niebieski weźmie nas w obronę
                                                  I znowu Anioł zjawi się we śnie
                                                  Piasek przysypał szlaki do Betlejem
                                                  Zabłądzić łatwo trudny każdy krok
                                                  Tak mało mamy tylko tę nadzieję
                                                  Która rozjaśnia nam codzienny mrok
                                                  Uciekali uciekali uciekali
                                                  Na osiołku przez pustyni żar
                                                  Jak najdalej jak najdalej jak najdalej
                                                  Uciekali uciekali uciekali
                                                  Na osiołku przez pustyni żar
                                                  Jak najdalej jak najdalej jak najdalej
                                                  Uciekali uciekali uciekali
                                                  Na osiołku przez pustyni żar
                                                  Jak najdalej jak najdalej jak najdalej.
                                                  (słowa Agata i Maryna Miklaszewskie.
                                                  • wscieklyuklad Re: Osaczenie 18.10.21, 17:35
                                                    https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/246491061_2982604215388305_7078432982784485376_n.jpg?_nc_cat=107&ccb=1-5&_nc_sid=8bfeb9&_nc_ohc=EON4C-bbatAAX__Xrg4&_nc_oc=AQn4sVxjrF6_Knsl1Z8hzQaDYbIQajikdEFrNgiFNu4bFbs61hatYBtW7Ea2o4QUmRQ&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=43b2b3421045b9ecfc7869e7783b1bbf&oe=6194DEB6

                                                    Pod pojęciem dzieci mamy dość autor (Marcin Zegadło) z pewnością rozumie nie to, źe ma te dzieci powyźej uszu, ale to, że jest ich tyle, że łatwo i bezboleśnie można przynajmniej jedno z nich sprzedać i anten sposób bez trudu pozyskać szmal na wspomniany w wierszu remont.
                                                    I jeszcze zostanie na edukację terrorystyczną pozostałych.
                                                  • wscieklyuklad Re: Osaczenie 18.10.21, 18:55
                                                    „Dwulatka, którą niosłam przez las, jest w wieku mojego syna”. Reporterka o tym, jak na Podlasiu umierają ludzie
                                                    16 PAŹDZIERNIKA 2021
                                                    „Wiedziałam, że w naszych polskich lasach mamy dzisiaj morze Śródziemne. Sytuacja jest o tyle inna, że tu jest dużo zimniej. Natomiast, choć jestem reporterką i biegnąc półtorej godziny przez las, wiedziałam po co biegnę, to i tak ten widok mną wstrząsnął. Nikt chyba nie jest przygotowany na to, żeby w środku Europy, w XXI wieku, trzy godziny drogi od Warszawy, zobaczy leżącą na ziemi kobietę w stanie agonalnym, mężczyznę w ciężkim stanie i dwulatkę bez butów, z lodowatymi i przemoczonymi nogami, bez rękawiczek. Ten moment coś we mnie bezpowrotnie zmienił” mówi Katarzyna Lazzari, reporterka „Czarno na białym” w TVN24.
                                                    O tym miał być reportaż? O tym, jak ludzie tam umierają?
                                                    Od dłuższego czasu miałam w sobie dziennikarską potrzebę, żeby zajmować się rzeczami, które z mojej perspektywy są dzisiaj najważniejsze.
                                                    Ale pojechałam na Podlasie z niczym, nie znając nikogo, nie mając żadnych kontaktów. Po prostu wspólnie z moim operatorem, Adamem Diehlem, wsiedliśmy do auta. Miałam tylko umówione spotkanie z chłopakiem, który luźno współpracuje z różnymi organizacjami, ale przede wszystkim jest człowiekiem, który mieszka w strefie i na co dzień zajmuje się pomaganiem ludziom, którzy nocują prawie za jego domem, w lasach. Nie obiecał mi wywiadu. Przeciwnie – zapewniał mnie, że się nie nagra. Umówiliśmy się tylko, aby porozmawiać. Dzisiaj na Podlasiu ludzi, którzy pomagają jest niewielu i nie chcą pokazywać swojej twarzy. Jeśli będą na widoku, nie pojadą nawet spokojnie do sklepu po bułki. Być może nie uratują kolejnego dziecka, kobiety, rodziny, bo zawsze będą mieć ogon w postaci straży granicznej. Oni po prostu chcą móc pomagać tym ludziom. Nic więcej.
                                                    Co do pomysłu na reportaż, szukałam go. Dzisiaj na granicę jeżdżą wszyscy, każdy chce mieć materiał, ale organizacje są zajęte pomocą. Owszem, gdy ludzie na granicy wykazują chęć kontaktu z mediami, aktywiści to ułatwiają. Dla tych ludzi w lasach ważne jest, żeby mówić o tym, co się dzieje. Wcześniej wielu z nich chciało zostać w Polsce, teraz już nie. Widzą stosunek Polaków do nich, tego nie da się ukryć nawet w koronach drzew. Czasem są kilkanaście razy wypychani, brutalnie traktowani zarówno przez białoruską straż graniczną, jak i naszą – przynajmniej tak wynika z ich świadectw. Kiedy docierają do nich wolontariusze, w przejmujący sposób wręcz błagają, żeby nie wzywać służb. Zdarzają się sytuacje, gdy ci ludzie mają, na przykład, złamaną nogę i aktywiści, którzy nie mają nic wspólnego z medycyną, łączą się z lekarzami przez telefon i nastawiają tym ludziom nogi, żeby mogli iść dalej. A potem zostawiają ich w tym lesie, nie tylko dorosłych, ale też dzieci. Wracają do domu, ale nie potrafią sobie z tym emocjonalnie poradzić. Bo z tymi pozostawianymi osobami często traci się kontakt, mają nagle wyłączone telefony, nikt nie wie, czy się „udało”, czy nie. Wszyscy ludzie, których tam spotkałam, wolontariusze, aktywiści, czy po prostu mieszkańcy Podlasia są w fatalnej kondycji psychicznej. Nie odbyłam ani jednej rozmowy, w której nie byłoby łez.
                                                    Jak wyglądały godziny przed tym, zanim dostaliście informacje o dziewczynce i parze w lesie?
                                                    Dojechaliśmy do Białegostoku i weszliśmy do knajpy napić się ciepłej herbaty i złapać jakikolwiek zasięg. Na Podlasiu z zasięgiem jest zawsze kłopot, więc żeby dostać wiadomość, musieliśmy znaleźć jakieś miejsce.
                                                    Weszliśmy do środka i uderzyło mnie to, że tu się dzieje normalne życie. Ktoś pije wino, śmieje się, ma swój wieczór autorski. I to wszystko godzinę drogi od lasu, gdzie marzną ludzie. Miałam w głowie wiersz Czesława Miłosza „Campo di Fiori”, szczególnie ten fragment o karuzeli. Kojarzy pani?
                                                    „Tu na tym właśnie placu
/ Spalono Giordana Bruna/Kat płomień stosu zażegnał/ W kole ciekawej gawiedzi/ A ledwo płomień przygasnął/ Znów pełne były tawerny/Kosze oliwek i cytyn/ Nieśli przekupnie na głowach. Wspomniałem Campo di Fiori/ W Warszawie przy karuzeli, w pogodny wieczór wiosenny/ Przy dźwiękach skocznej muzyki/ Salwy za murem getta/ Głuszyła skoczna muzyka/ I wzlatywały pary/ Wysoko w pogodne drzewo (…)
                                                    Ja jednak wtedy myślałem/ O samotności ginących/ O tym, że kiedy Giordano/ Wstępował na rusztowanie/ Nie znalazł w ludzkim języku/ Ani jednego wyrazu/ Aby nim ludzkość pożegnać
                                                    Tę ludzkość, która zostaje.”
                                                    Taki abstrakt, ludzie umierają z zimna w lasach, a my się bawimy?
                                                    Tak, choć w tej knajpie dużo też rozmawiano o uchodźcach. Na scenę wyszedł mężczyzna, który w 1986 roku był w Afganistanie, zadedykował swój utwór wszystkim, którzy znajdują się dziś w pułapce na granicy polsko-białoruskiej, żeby zrobiło im się odrobinę cieplej…
                                                    Wtedy pomyślałam, że chciałabym zrobić materiał o Podlasiakach, czyli o ludziach, którzy mieszkają tak blisko granicy życia i śmierci.
                                                    Ale potem dostała Pani wiadomość od informatora?
                                                    O czwartej rano, na jednym z komunikatorów dostałam pinezkę i informację, że w zaznaczonym miejscu jest kobieta w stanie agonalnym z mężczyzną w ciężkim stanie i dwuletnim dzieckiem. Spaliśmy wtedy w hotelu, wiadomość odebrałam o 4.30. To był i tak szarpany sen, cały czas sprawdzałam telefon. Zadzwoniłam do operatora i pięć minut później byliśmy w samochodzie. Przez cały czas nas instruowano, jak mamy dotrzeć do celu, dostaliśmy też kolejną informację, że ludzie z organizacji już tam jadą. Potem kolejną, że szukają we wskazanym miejscu, ale nie znajdują.
                                                    Byliśmy jakąś godzinę drogi pieszo od miejsca, w którym trzeba zostawić samochód, bo dalej droga prowadzi przez las. Dwukrotnie zatrzymała nas policja, ostatni raz ostro powiedzieli, że nie możemy dalej jechać, bo to jest trasa prowadząca do strefy. Zostawiliśmy więc samochód kawałek dalej, w krzakach. Zaczęliśmy biec, nie wiem, jak długo biegliśmy, trwało to naprawdę długo. To nie są łatwe tereny, bagniste, biegnie się przez pola kukurydzy, przez które ewidentnie przed nami szły już inne osoby. To był dziwny widok, środek dzikiego lasu, a tu poobgryzane kolby, wydeptane ścieżki, porzucony but, bielizna, kawałek papierka. W pewnym momencie przyszła wiadomość od aktywistów: „Chyba nie zdążyliśmy”, wraz z nią zdjęcie znalezionych, porzuconych ubrań. To mogło świadczyć o tym, że tych ludzi znalazła straż graniczna i znów wypchnęła na Białoruś. Ale biegliśmy dalej, kolejna informacja, kolejna pinezka, że oni jednak są, 600 metrów od pierwotnej lokalizacji. Aktywiści w końcu ich znaleźli.
                                                    I potem ten widok. Byli w strasznym stanie. Mężczyzna się trząsł, kobieta wpadała w stany półświadomości. Otwierała oczy, zamykała, oboje prawdopodobnie byli w hipotermii. Choć dziewczynka była bez butów, z przemoczonymi nogami, była w najlepszej formie. Noc spędziła między Syryjczykiem, a nieprzytomną już Syryjką, ogrzali ją własnymi ciałami. Na szczęście miała też ciepłą czapkę.

                                                    cdn
                                                  • wscieklyuklad Re: Osaczenie 18.10.21, 18:57
                                                    Ile tam było osób?
                                                    Na miejscu, przed nami, było trzech aktywistów. Potem dotarliśmy my. Dowiedzieliśmy się, że przyjedzie karetka z wolontariuszami z grupy „Medycy na granicy”, natomiast miejsce, do którego mogła dojechać karetka, znajdowało się mniej więcej kilometr od nas. Musieliśmy przenieść tych ludzi.
                                                    Podzieliśmy się. Dwóch chłopaków wzięło kobietę na ręce, mój operator to nagrywał, ale w niektórych momentach rzucał kamerę na ziemię, żeby pomóc tamtych nieść. Nagle oni opadli z sił, siedzieli na ziemi i jeden z nich mówi: „Zupełnie nie znam technik, jak nieść człowieka przez las”. Do dziś to zdanie mocno siedzi mi w głowie, no bo kto z nas kiedykolwiek uczył się tego, jak nieść człowieka kilometr przez las?
                                                    W tym czasie zostałam z jednym z aktywistów, który trzymał dziecko na swoich kolanach, obok niego leżał nieprzytomny Syryjczyk. Czekaliśmy aż tamci wrócą, żeby później do karetki zanieść dziecko i mężczyznę. Nie mogliśmy się ruszać, chłopak, który trzymał na kolanach dziecko był po operacji kręgosłupa, nie mógł dźwigać.
                                                    Później ktoś mnie zapytał, co było dla mnie najtrudniejsze. W reportażu jest sporo ujęć, gdy niosę dziewczynkę, a ona przerażona płacze krzycząc „mama, mama”. Teraz wiemy, że to była jej babcia, ale dziewczynka mówiła do niej „mama”. Więc ten moment, gdy dziecko wyło „mama” widząc, jak dwójka ludzi niesie tę mamę nieprzytomną był straszny. A potem inny, gdy kobieta się trzęsła, wydawała z siebie różne dźwięki, w końcu zamilkła, zwisała z pleców aktywisty i zastanawiałam się, czy ona już umarła, a dwulatka, którą niosę właśnie została sierotą, czy ma jeszcze mamę. Po pięciu minutach ta kobieta zwymiotowała, a ja się cieszyłam.
                                                    Patrzyłam na to dziecko i byłam w szoku, gorączkowo myślałam, co zrobić. Mam syna w jej wieku, miałam więc naturalny odruch, żeby puścić jej bajkę. Żeby wyrwać ją choć na chwilę z tego, co się dzieje. Z tego lasu, o świcie, gdzie jest tak zimno, gdzie niedawno było jeszcze minus sześć stopni. Puściłam jej arabską bajkę. Najtrudniejszy moment był wtedy, gdy ona oglądając tę bajkę – zaczęła się śmiać. Jak każde, normalne, dwuletnie dziecko, pokazywała paluszkiem na ekran i śmiała się w głos. Aktywista trzyma telefon, ogrzewałam dłońmi jej zziębnięte nogi. Jej chwilowa dziecięca beztroska, jej nieświadomość tak przecież trudnego położenia, była dla mnie trudna do szpiku kości. Jej śmiech, gdy ogląda bajkę będę słyszała jeszcze bardzo długo.
                                                    Doszliśmy w końcu do miejsca, gdzie była już para policjantów, kobieta i mężczyzna. Odebrali ode mnie dziewczynkę, pomogli też nieść mężczyznę. Tak dotarliśmy do karetki, na miejscu byli już lekarze wolontariusze, ratownicy medyczni z grupy „Medycy na granicy”. Dowiedzieliśmy się, że mężczyzna jest w stanie ciężkim, kobieta musi być natychmiast hospitalizowana, bo jej stan jest krytyczny, dziecko powinno trafić do szpitala ze względów bardziej społecznych, żeby zostało blisko babci.
                                                    Trafili do szpitala w Hajnówce. Kobieta czuje się lepiej, na pewno z tego wyjdzie, ma jeszcze zapalenie płuc, jest słaba. Wczoraj po raz pierwszy zobaczyła się z wnuczką, jak sama mówi – dodało jej to sił do walki. Nie wiemy jeszcze do końca, jaki los czeka tych ludzi, mamy nadzieję, że nie zostaną cofnięci na Białoruś.
                                                    Choć ja sama nie wiem, co będzie. Nagrałam rozmowę z lekarką z jednego z podlaskich szpitali. Powiedziała, że dwadzieścia lat pracuje w zawodzie i nigdy nie doświadczyła takich emocji. „Wie pani, ile ja trupów w życiu widziałam? Nigdy to nie robiło na mnie wielkiego wrażenia” mówiła. -„ Czym to się różni od ludzi, którzy przyjeżdżają do was często w agonalnym stanie?” spytałam. – „Tym, że te trupy, które widywałam to był przypadek– ktoś jechał pijany, ktoś w kogoś wjechał, nie dało się nic zrobić, a tutaj możemy pomóc. A ci ludzie umierają w lasach, do których my chodzimy na grzyby, na spacery, w lasach, których teraz nienawidzimy, bo boimy się tam wchodzić, żeby na te trupy nie nadepnąć.
                                                    Zresztą, większość lekarzy, z którymi rozmawiałam, a którzy mają bezpośredni kontakt z uchodźcami, którzy trafiają do szpitali prosto z granicy – są w fatalnej kondycji psychicznej.
                                                    Nie potrafią w to uwierzyć?
                                                    Szumią mi w uszach słowa tej lekarki, że to jest wojna przeciwko ludzkości. Koniec cywilizacji, normalności, że po tym wszystkim już nic nigdy nie będzie takie samo.
                                                    Jeden z mieszkańców mówił mi, że w tych lasach nocami niesie się echo wycia dzieci, kobiet, które błagają o pomoc. I oni to słyszą, i mówią, że choć krzyk jest głośny, nie wiadomo, w którym kierunku iść. Kobiety, które krzyczą: błagam, w imieniu boga, pomóżcie nam.
                                                    Spodziewała się Pani kiedykolwiek, że będzie w takim miejscu, w takiej sytuacji?
                                                    Przymykaliśmy wszyscy oko na to, co się dzieje w Syrii, w Afganistanie, na Morzu Śródziemnym. Jednak to było zawsze gdzieś tam, daleko. Owszem, dotykało nas to, przerażało, ale nie dotyczyło bezpośrednio. A teraz dotyczy. Zawsze interesowała mnie tematyka wojenna, ale nigdy nie przypuszczałam, że będę się znajdowała na zdjęciach, o których będę mogła powiedzieć, że to była kwestia życia i śmierci. Często się ścigamy z czasem, chcemy mieć newsa natomiast to są sytuacje, z którymi wielu reporterów się nigdy nie spotkało. Wszyscy uczymy się tej sytuacji. Zarówno ci, którzy tam są i pomagają, uczą się jak reagować, jak sobie z tym poradzić, jak zadbać w tym wszystkim o siebie, bo przecież jeśli nie zadbamy, nie starczy nam sił, by tam być i by rzetelnie tę wyjątkowo trudną rzeczywistość – opisywać.
                                                    Tak samo mocno nie chcę tam już nigdy wracać jak i chcę tam wrócić natychmiast. W zasadzie nie mogę przestać pracować. Miałam mieć kilka dni wolnego po emisji reportażu, ale absolutnie cały dzień byłam na telefonie, zastanawiałam się co ja jako dziennikarz mogę jeszcze zrobić. Jaką historię mogę opowiedzieć, żeby coś zmienić, coś pokazać. Trudno się wyłączyć.
                                                    Z kim został Pani dwuletni syn, gdy Pani była tam, na Podlasiu? Myślała Pani o nim, gdy niosła syryjską dwulatkę?
                                                    Synka zostawiłam z moimi rodzicami pod Bydgoszczą. Dziś go odbieram, to pierwsze nasze tak długie rozstanie, tydzień. Ta sytuacja była podwójnie trudna dla mnie jako reporterki, ale też dla mamy. Jak niosłam na rękach tę dziewczynkę miałam takie typowe matczyne odruchy: poprawić jej czapkę, zawiązać lepiej szalik. Zastanawiałam się, kiedy to dziecko jadło.
                                                    Mężczyzna i kobieta byli ponad dobę bez jedzenia i picia, natomiast w plecaku babci były rzeczy dla dziecka, dwa musy, dwa małe słoiczki z dziecięcym jedzeniem. Nigdzie nie było łyżeczki, zaczęłam zastanawiać się, jak mam nakarmić dziewczynkę, w końcu wlałam mus do nakrętki od butelki. Ale dziewczynka nie chciała jeść, była bardzo zdezorientowana. Czy wpływało na moje zachowanie to, że jestem matką? Nie wiem, każdy człowiek chyba zrobiłby to samo.

                                                    z netu

                                                    Omówienie: prawda jest następująca. Emigranci ekonomiczni zaciągnęli długi na opłacenie szmuglujących ich przez granice przewodników. Dzieci zostały zabrane wyłącznie w celu sprzedaży, by opłacić zaciągnięte długi.
                                                  • wscieklyuklad Re: Osaczenie 19.10.21, 17:16
                                                    https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/s1080x2048/246770578_4195897757187342_7782059135909056398_n.jpg?_nc_cat=106&ccb=1-5&_nc_sid=730e14&_nc_ohc=6kNyslz8eAcAX9t_Bzy&tn=IJ29ux4xsrBK-AIT&_nc_ht=scontent.fwaw3-1.fna&oh=2581ea088235de4e0fee9900d1097584&oe=61962407

                                                    Który skrzywdziłeś człowieka prostego
                                                    Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
                                                    Gromadę błaznów koło siebie mając
                                                    Na pomieszanie dobrego i złego,
                                                    Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
                                                    Cnotę i mądrość tobie przypisując,
                                                    Złote medale na twoją cześć kując,
                                                    Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,
                                                    Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
                                                    Możesz go zabić - narodzi się nowy.
                                                    Spisane będą czyny i rozmowy.
                                                    Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
                                                    I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.
                                                    Czesław Miłosz, Washington D.C., 1950
    • wscieklyuklad Re: Osaczenie 19.10.21, 17:30

      Michałowo Pomoc Potrzebującym

      Punkt Pomocy Osobom Potrzebującym w Michałowie.

      W budynku Remizy OSP w Michałowie przy ul. Fabrycznej 2 zorganizowana została ogrzewalnia, która umożliwi pobyt osób potrzebujących w ciepłych pomieszczeniach.

      Potrzebującym zapewniony zostanie ciepły posiłek, niezbędne ubranie, obuwie, koc.

      Zachęcamy do współpracy i wsparcia inicjatywy Gminy Michałowo..

      z netu

      Celem wyjściowym było zebranie 1000 złotych na piec grzewczy dla imigrantów. Zebrali... 131 tysięcy!
      Taka jest odpowiedź Polaków dla skurwysynów mafijnych - morderców!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka