adwokatkaanna
01.02.21, 12:38
Witam Drogie Panie
Chciałabym opowiedzieć Wam moja historię.
Żyłam w związku z narzeczonym 8 lat, zamieszkaliśmy razem bardzo wcześnie bo juz po 9 miesiącach w moim mieszkaniu. Początkowo wszystko było świetnie ale jak tylko zaczeliśmy wspólnie mieszkać miałam jego rodzinę u nas w mieszkaniu średnio 3 razy w tygodniu. Miałam wrażenie, że jestem osaczona - nagle ktoś dzwoni domofonem albo siedzimy na balkonie patrzę a oni jadą bez zapowiedzi ( przywozili nam jakieś prezenty). Pomijam już okoliczności, że nawet jego siostra w pewnych momentach u nas pomieszkiwała. Zaręczyliśmy się bardzo szybko bo jak tylko ze sobą zamieszkaliśmy po 9 miesiącach ( wybierał pierścionek z matką). Mieliśmy wiele rodzinnych obiadków często odwiedzaliśmy jego rodziców bo mieszkali około 20km od nas ale nie mówię odwiedzaliśmy też moja rodzinę ale bez takiej częstotliwości. Przez bardzo długi okres jeździł do mamy po obiady, doszło nawet do tego, że jeździł zawozić jej pranie ( bo ja zepsuję mu ubrania), dochodziło też do sytuacji, że przychodziła nam w domu sprzątać ( pod moją nieobecność). Pierwszą sytuację z jego mamą miałam jak się pokłóciliśmy o jakiś wyjazd wtedy przebywał u mamy ja do niego przyjechałam porozmawiać - wyszła oczywiście jego mama, która miała mi najwięcej do powiedzenia na temat naszej kłótni związku ale i też mojej osoby czytaj że jestem niewychowana - on nie wyszedł. Jakoś to przeżyłam narzeczony zaczął pracować w miejscowości w której mieszkają jego rodzice - jezdził do nich prawie codziennie a to po jakieś obiady a to pogadać a to zawieźć pranie albo przymierzyć ubrania które kupiła mu mama. Nie ukrywam byłam przeciwna jego pracy w tej miejscowości ( z którą jest bardzo żżyty) ale nie miałam wyboru bo dostał tam pracę pomimo, iż starał się też o nią w naszej miejscowości. Przyszło do planowania ślubu - rodzinne spotkanie jego i moi rodzice był to rok 2018r. ( duzo myśleliśmy o ślubie i stwierdziliśmy, że nie będziemy robić wesela tylko te pieniądze, które rodzice chcą przeznaczyć na nasze wesele - wybierzemy się za nie w podróż a reszte przeznaczymy na wkład własny mieszkania ) i co się okazało miało nie być niespodzianek miał o wszystkim porozmawiać z mama i co? na rodzinnym obiedzie przy moich rodzicach usłyszałam " że będę opalać się za jej pieniądze" i że ona chce zrobić wesele na 150 osob więc uzbiera na nie w 2020 roku. Moi rodzice wyrazili na to zgodę. Odwiedzaliśmy jego rodziców w okresie od 2018 - 2020 roku bardzo często a oni ani razu nie zapytali co ze ślubem czy coś planujemy nic jakby nie było tematu. Stwierdziliśmy więc, że nie bedziemy brać slubu ale kupimy sobie mieszkanie. Zaczeliśmy zbierać pieniądze mi się moją cześć udało uzbierać wczesniej brakowało jemu 10 tys do wymarzonego mieszkania prosiłam, żeby poprosił rodziców o pomoc a on się boi z nimi na temat pieniędzy rozmawiać pomimo, że zeby zwiększyć naszą zdolność kredytową wcześniej zdecydowali się spłacić jego kredyt samochodowy na jego samochód - co zrobiła wspaniała mama - kupiła auto dla siebie nam nie pomogła. Bardzo wtedy się zdenerwowałam bo mieliśmy już decyzję wstępną w banku wybuchłam wypomniałam mu wszystko - stwierdził, że chce go nastawić przeciwko rodzicom a oni go kochają spakował swoje rzeczy. Drogie Panie pomijam już, że wycierała mu mama ketchup z buzi jak się ubrudził, tylko smutny odrazu mu robiła jakieś przekąski ogólnie nadopiekuńczość na maxa pomimo, że z jego mama miałam 3 konflikty - nigdy ale to nigdy nie stanął po mojej stronie. Mija co prawda dopiero tydzień od rozstania - jestem załamana i pisze tu , żeby Panie oceniły czy w tym jest moja wina czy powinnam się o to obwiniać?