asiunia311 06.04.11, 10:48 Litości, czemu ma służyć ten nawiedzony bełkot kobiety, która ma problemy z rzeczywistością? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
tymianek21 Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 12:44 To wracałaś do żony czy do męża? Nie rozumiem tej głębokiej myśli. Nie martw się że nic sobie nie kupiłaś -pewnie twój list zostanie opublikowany w sobotnich obcasach więc dostaniesz perfumy i książkę. Odpowiedz Link Zgłoś
femme-marie Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 14:51 tymianek21 napisała: > To wracałaś do żony czy do męża? odrobina metafory i człek sie gubi, wracała do roli żony w kazdym razie jak to tak zrozumiałam- www.okamgnienie.mp3.wp.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
a.bo.live Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 13:09 Współczuć mam czy podziwiać bo nie bardzo rozumiem intencje tego bełkotu.To umarła czy żyje w końcu?Jak w kiepskim filmie.Coraz bardziej wydumane problemy są prezentowane w listach co każe mi wątpić w ich prawdziwość.Ten już pobił wszystkie rekordy, jakbym scenariusz "M jak miłość" czytała, hahahaha! Odpowiedz Link Zgłoś
brown_aurelia Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 13:19 autorka tego tekstu świetnie oddała to, z czym borykają się dzisiejsze mamy - totalne oddanie się dziecku, rezygnacja z siebie, z pracy na dłużej niż kilka miesięcy. choć sama nie mam dziecka, rozumiem problem tej kobiety. przeraża mnie macierzyństwo... Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 13:36 > autorka tego tekstu świetnie oddała to, z czym borykają się dzisiejsze mamy - totalne oddanie się dziecku, Ale dlaczego "dzisiejsze"? Wczesne macierzyństwo w ogóle jest bardzo angażujące, niezależnie od kultury i czasów. Nie tylko u ludzi - wystarczy popatrzeć na kotkę opiekującą się młodymi. "Dzisiejsze" mamy mają co najwyżej ten problem, że wmawia się im, że czas spędzony z dzieckiem jest czasem straconym, bo ważniejsza jest praca i wszystkie pozostałe aspekty życia. Gdyby wsłuchały się w siebie i dały sobie trochę luzu na odchowanie dziecka, dla większości problem sam by się rozwiązał. A jeśli dla kogoś taką traumą jest wydanie premii na lego dla dziecka zamiast na nową torebkę, to po co zmuszał się do macierzyństwa? Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 30.04.11, 18:12 I po jakie licho kupuje dziecku rzczy, o które ono wcale nie prosi, i bez których pewnie by się obeszło, zamiast kupić sobie torebkę, o której zdaje się marzy? Jak czytam takie listy, a pod nimi szereg wpisow, że tak, tak własnie jest, zaczynam się zastanawiać, czy nie jestem jakimś świrem: bo od kiedy mam dziecko, czuję się bardziej wolna, silna, niezależna i spontaniczna. Nawet jeśli dziecko ograniczało moje wybory (i wciąż ogranicza), nawet jeśli musiałam się dostosować do dziecka potrzeb, nawet kiedy zdarzało mi się (bo zdarzało) wściekać czy płakać z powodu tych ograniczeń. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 30.04.11, 18:06 Dziwne. Jeste matką i w ogóle nie rozumiem o co chodzi tej pani. Może dlatego moja dorosła już corka bardzo chce mieć dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
ija_ijewna No to ja jestem zombie... 06.04.11, 13:52 Dziewczyno, nie miałaś partnera, rodziców, przyjaciół?! Nie było nikogo, kto by powiedział: "Idź, zrób coś dla siebie, dla swojego zdrowia, dla własnej przyjemności, a ja tu posiedzę z dzieckiem"?! Straciłaś zainteresowanie światem, książkami, ludźmi, zwierzętami? To nie jest powód do dumy, ani dojrzałość, ani dorośnięcie. Ja w tym widzę przerażająco smutne robienie sobie krzywdy. Przecież ani dziecko nie jest ważniejsze od Ciebie, ani Ty nie jesteś ważniejsza od dziecka. Uprzedzam pytanie - mam dziecko. Ale wiem, że tak samo mocno ma je mój partner. Jest tak samo za nie odpowiedzialny i równie mocno je kocha. Wiem, że świat się nie zawali, kiedy mały zostaje z tatą. Nie cierpię z tego powodu. Nie czuję, że robię dziecku krzywdę, idąc na siłownię, albo do kina. Nie umarłam, zostając matką. Po prostu w domu pojawił się kolejny, mocno kochany członek rodziny, który na razie bardzo nas potrzebuje, więc niektóre rzeczy musimy trochę lepiej organizować, albo odłożyć na później. Ale to nie śmierć, tylko zdrowy rozsądek. Odpowiedz Link Zgłoś
femme-marie Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 15:07 A temu służy żeby odbrązowić ten "cudowny okres zwany macierzyństwem", ja wiem że istnieją super kobiety ,dla których ten tekst jest niezrozumiałym bełkotem, dla mnie jest jasny i zrozumiały, choć pewnie nie napisałabym tego tak melodramatycznie, ale przy pierwszym dziecku tak sie mniej wiecej czułam, może dlatego że urodziłam juz po trzydziestce, poziom hormonów graniczył z obłędem, wszystko mnie denerwowało, byłam podkręcona, przewrażliwiona, nawet mówiłam o trzy tony wyżej, nie umiałam poprosić o pomoc, a ledwo funkcjonowałam, piersi krwawiły, młoda sie darła nie wiadomo dlaczego jak w końcu zasypiaiała to zamiast odpoczywac brałam się za prasowanie i gotowanie i takie tam różne niezbędności. Tak niektóre z nas mają, że nie radza sobie doskonale z nową trudną rolą,w jakimś sensie część naszej dotychczasowej osobowości umiera, by narodzić się na nowo w nowym wymiarze pełnej kobiecości Odpowiedz Link Zgłoś
ija_ijewna Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 15:51 Zakręcenie, hormony, złe funkcjonowanie i nieumiejętność poproszenia o pomoc rozumiem, ale mam dwa pytania: gdzie wtedy był partner, przyjaciele, rodzina? Nie powiedzieli: "Usiądź, odpocznij, idź popływać"? I drugie pytanie: skoro autorka listu, jak sama twierdzi, wyrosła z tego zakręcenia, to dlaczego wciąż z własnej premii nie przeznaczyła nic na siebie? Mam dziecko. Kiedy było mi źle, smutno, beznadziejnie, darłam się, że jest mi źle, smutno i beznadziejnie. Kiedy młode pogryzło mi biust, kupiłam nakładki a czasem karmiłam butlą. Kiedy chodziłam po ścianach i rzucałam się na zmywanie, partner wypychał mnie na siłownię/spacer/do kina. I w życiu nie powiedziałabym, że dziecko jest ważniejsze ode mnie. Jest tak samo ważne. Odpowiedz Link Zgłoś
kiki74 Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 15:46 Wychowywanie małego dziecka zawsze było ciężkie. Zapytajcie swoich mam. Po prostu jest to okres kiedy większość naszych potrzeb schodzi na plan dalszy. Macierzyństwo jest i cudem i ciężką pracą. Nie sądzę aby coś tu się zmieniło. Chyba że ma się 2 babcie i 3 nianie do pomocy. Odpowiedz Link Zgłoś
a.bo.live Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 21:12 Pewnie że należy odbrązowić macieżyństwo.Życie to nie prasa kolorowa.Początki są masakryczne i każdy kto jest matką wie jak jest.Ja mam dwoje "rok po roku".To chyba wiem coś o tym.Pierwsze dni z moim pierwszym synem to była jakaś zgroza.Też myślałam zę to koniec "mnie".Ale co dnia było lepiej i dzieki partnerowi i mamie dałam radę.Też miałam ponad 30 lat, pracę i życie.Wszyscy mi mówili że jak urodzę to mój świat się zmieni.Ale kto może nas przygotować na coś takiego?Nikt.I dla nas samych musimy się wziąść w garść i nie robić z siebie ofiary macieżyństwa bo jesteśmy teaz komuś potrzebne. O tym że jest to wykonalne może świadczyć to że po roku zdecydowałam się z pełna premedytacją na drugie dziecko.Teraz maja rok i trzy lata.Przeżyłam a jak chce sobie torebkę kupić to ide i kupuje.A jak dzieci są grzeczne to im też coś skapnie:)) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
mondego1 Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 11.04.11, 19:43 Macierzynstwo. Twoja ortografia umarla?? Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 30.04.11, 18:19 Ale po co aż tak uogolniać. Początki są różne - niektore masakryczne, inne trudne, a inne całkiem miłe. Tyle ze nie mozna przewidzieć, jakie nam się trafią. Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 30.04.11, 23:44 Ja miałam miłe i stąd szybka decyzja o drugim dziecku. Jeżeli ktoś miał masakryczne, a mimo to od razu decyduje się na drugie, to jednak podziwiam. Odpowiedz Link Zgłoś
pinola Kiedy zostałam matką, umarłam 06.04.11, 23:20 Tak, ja mam małe deja vu... Wszystkim szczęściarom, które mogły liczyć na partnera, mamę, ciocię etc zazdroszczę. Mój mąż nie poczuwał się do żadnej formy pomocy bo przecież ja nie pracowałam więc mogłam 'odpoczywać' w domu kiedy chciałam a on wracał zmęczony po pracy. Do dzisiaj zresztą on wraca zmęczony po pracy a ja wracam wypoczęta po pracy na drugi etat przy dzieciach... Rozmowy nic nie zmieniły i nie zmieniają bo kiedy on siedzi czasem z chorą córką to faktycznie i dosłownie SIEDZI przed TV, komputerem, gazetą; żadną pracą domową się nie splami, na obiad zamawia pizze etc. Jak urodziły się moje córki to moja mama i teściowa pracowały (nota bene i tak mieszkają daleko). Innej pomocy generalnie nie było i nie ma (poza płatną pomocą dzisiaj). Rozumiem świetnie co czuła autorka. Obawiam się, że poczucie osamotnienia, nieistnienia i wykończenia wynika nie z braku rozsądku u młodych mam, ale z egoizmu partnerów i przytłoczenia obowiązkami. Najpierw mamy przecież 'siedzą' w domu a potem 'z zasiedzenia' dalej zajmują się dziećmi, domem etc nawet pomimo powrotu do pracy. Smutne to, ale jakże prawdziwe. Ja czekam aż moje córki wyrosną i będą mogły mi pomóc (lub tylko sprzątać po sobie). Mąż już raczej nie wyrośnie z egoizmu bo w końcu dzieci i dom to od zawsze babskie sprawy, o co mi chodzi?... Odpowiedz Link Zgłoś
anmei1 Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 09.04.11, 15:39 Jak rozumiem przed ślubem i nardzinami dziecka mąż chętnie dzielił z Tobą obowiązki domowe, tak? Nagle mu się coś poprzestawiało i znudził mu się związek partnerski? Czy może od początku to TY robiłaś w domu wszystko i nagle jesteś zdziwiona, że on tylko siedzi przed TV. Jeśli to pierwsze to współczuję i zalecam walczenie o siebie i swoje córki. Widząc jak na nic nie masz czasu i jesteś umęczona mogą mieć problemy z budowaniem relacji w dorosłym życiu. Jeśli to zaś opcja druga (jak w 90% przypadków) to ja nie rozumiem o co Ci chodzi i czemu jest ten facet winien? Skoro od początku był taki układ a Ty to zaakceptowałaś wychodząc za niego to dlaczego oczekujesz, żeby on się zmienił? Czy zobowiązał się do tego? Odpowiedz Link Zgłoś
only_zolza Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 09.04.11, 16:07 Anmei1 dobrze napisane. Czego oczekuja kobiety co godza sie by miec kolejnego faceta-dzieciaka w domu do zajmowania sie a potem wylewaja swoje zale na forum? Trzeba bylo nygusa nie brac se. Moj tata ma ponad 60 lat i co? W latach 80 jak ja i moj brat przyszlismy na swiat to przewijal, kapal, karmil nas na rowni z mama a wyszedl z domu gdzie jego mama musiala podac lyzke do zupy memu dziadkowi... Jednak mozna wychowac sobie faceta. Pozdrawiam wszystkie normalne nie matki-polki umeczone. :) Odpowiedz Link Zgłoś
mmania18 Zgadzam! Nie rozumiem kobiet męczennic! przed 10.04.11, 00:03 ślubem, żeby lubego chyba do ołtarza szybko zaciągnąc wszystko same robily, obiadki i kapcie podawaly, a teraz płacz, że mąż przed tv siedzi. Przed ślubem pozwoliłaś mu nic nie robic, bo sie sama w kuchni wykazywalas to co sie teraz dziwic. Znam wiele par, gdzie oboje równo dziela obowiazki domowe, bo tak ustalili przed slubem! Ja tez pracuje zawodowo, ale mąż sprząta w domu, robi zakupy i pomaga mi w kuchni, nikt nie jest pokrzywdzony, bo obiad sie sam nie ugotuje, a już przed ślubem mu powiedziałam, że nie będę darmową kuchtą i sprzątaczką, wszystko robimy razem, więc partnerstwa można lubego nauczyc! Odpowiedz Link Zgłoś
claratrueba Re: Zgadzam! Nie rozumiem kobiet męczennic! przed 11.04.11, 21:02 Bardzo cenie to ujęłaś. Jak się najpierw dorosłemu facetowi matkuje, to nie ma co się dziwić, że mu ręce mutują- dwie lewe się robią. Ale jest jeszcze coś co obserwuję wśród młodych mam- udupianie faceta jako ojca. A to nie tak ubrał, a to nie tak trzyma, kapać mu się nie da, bo "sobie nie poradzi" itd. Pewnie, że wprawy nie ma, a mama to ma? I jakoś się boi, że dzieciak ucierpi przez jej nieporadność. Bo nie ucierpi, to nie jest figurka z chińskiej porcelany. A takie ciągłe uwagi krytyczne to każdego młodego ojca zniechęcą (moi koledzy często się skarżą). Mój mąż bardzo chciał dziecka i od początku to było dziecko "nasze". I wiele razy widziałam, że nie jest doskonały w opiece- a to pampers niedopięty i całe dziecko w kupie, a to spioszki jakoś dziwnie założone. Z czasem się nauczył. A kontakt z synkiem miał zawsze wspaniały. Odpowiedz Link Zgłoś
pinola Kiedy zostałam matką, umarłam 23.04.11, 22:25 Dziękuję za życzliwe rady i komentarze. Dodam w uzupełnieniu, że jak wychodziłam za mąż to nie mieliśmy dzieci ani dużego domu na utrzymaniu. Obowiązki dzieliliśmy pół-pól. Tylko do teraz tematów przybyło 300% i z tego 250% przeszło do mnie. Matkowaniem nigdy się nie zajmowałam chyba, że dzieciom. I myślę, że w większości sytuacji (- w tym mojej) jest tak, że facet pomaga i stara się do czasu kiedy pojawiają się duże obowiązki (dziecko, dom) to potem delikatnie się krok po kroku wycofuje. Nie jest to tylko moja obserwacja, ze faceci po urodzeniu dziecka chętniej zostają w pracy. Mam kolegę, który tydzień po narodzinach swojego drugiego syna (rok po roku) pojechał na kilkudniowy wyjazd motywacyjny nieobowiązkowy bo przecież żona da radę. Akurat znam tą żonę i wiem, że powiedział jej, że musi. Tyle na temat. Jeden wielu przykładów. Zazdroszczę wszystkim żonom, które mogły w trudnym okresie pierwszych lat po urodzeniu dziecka liczyć na mężów-partnerów. U mnie było kiepsko choć to się powoli znowu zmienia bo córki rosną i ...potrzebują mniej uwagi. I pewnie za jakieś 5 lat będzie znowu 50/50. A to, ze w okresie największego umęczenia byłam sama to moja wina. Bo nie wiedziałam, że facet tak się zmienia, myślałam naiwnie, że wszyscy są tacy jak mój tata, który miał większy wkład w moje wychowanie niż mama. Wszystkim żonom, którym się wydaje, że tak wspaniale 'pokierowały/wychowały' faceta powiem, że chcieć to móc. Z drugiej strony oczywiście. Jeśli facet nie chce bo nie rozumie dlaczego ma pomagać w ' babskich sprawach' to nie ma rozmowy i wychowania... Wszak w domu mojego męża jego ojciec nie robił dosłownie nic więc skoro mój mąż czasem mi pomoże to już powinnam być zadowolona i on nie rozumie dlaczego nie może oglądać TV jak ja "się krzątam". Doceńcie więc mężów-partnerów, którym się nie zmieniło jak pojawiły się dzieci. Bo z tego co ja widzę dookoła - to nie jest standard ani, wybaczcie,Wasza zasługa, że tak im zostało... Przy małej skali obowiązków łatwo jest być partnerem, przy dużej łatwiej się wycofać i nie spalać. W końcu macierzyństwo to przywilej kobiet. Odpowiedz Link Zgłoś
ladyjm Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 29.04.11, 09:49 rozne kobiety roznie reaguja na macierzynstwo. znam i meczennice, i nawiedzone matki, i matki wyluzowane, i matki olewajace swoje dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
natalia_e Re: Kiedy zostałam matką, umarłam 05.05.11, 12:28 nie ma prostej odpowiedzi ;( Odpowiedz Link Zgłoś