Dodaj do ulubionych

Gdy umiera dziecko

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.04, 09:41
Podoba mi się podpis pod zdjęciem.
Facet bardzo podobny do Pani Dodziuk:)
Obserwuj wątek
    • Gość: carusia@vp.pl Re: Gdy umiera dziecko IP: *.kam.pl 30.10.04, 20:41
      Rok temu w sierpniu 2003 , przyszedł do totolotka klient i powiedział widziałem
      na Kłodawie wyłowionego chłopca, i choć było popołudnie wczesne ,zabrałem
      dzieci i żonę. Klient nie mógł znieść znieczulicy ludzi którzy widząc pochyloną
      matkę nad workiem nawpółotwartym- dalej pływali bawili się ,
      opalali....Zachodził w głowę jak to możliwe ?
      Intuicyjnie wiedziałam ,że może to być jakaś znajoma Gorzów jest mały, i z
      widzenia wiele osób się zna.Rzeczywistość wieczorna okazała się makabryczniejsza
      bardziej masakryczna niż mogło mi się wydawać,
      • Gość: artsl Re: Gdy umiera dziecko IP: 209.139.130.* 03.11.04, 01:21
        Rodzice moi stracili pierwsze dziecko- corke. Potem urodzilem sie ja i moja
        siostra. Zmarl ojciec... I chociaz minelo juz ponad 30 lat- moja mama nadal
        wspomina swoja coreczke. Mysle, ze do konca zycia tak bedzie.
    • bei to jest niewymownie trudne- pomóc Rodzicom.... 30.10.04, 20:44
      Przezyli najpotworniejsze chwile życia... nas też boli ich rozpacz...nie
      wyobrażamy sobie nas wtak okropnej sytuacji...wszystkich życie musi toczyć sie
      dalej- a im zabrakło motoru do chęci oddychania..zyją na siłę...a my pytamy za
      nich- DLACZEGO?.....
      • Gość: studentka Re: to jest niewymownie trudne- pomóc Rodzicom... IP: *.arts.yorku.ca 31.10.04, 18:36
        Pracuje z rodzicami dzieci ktore maja raka. Czesc z nich ma dzieci w opiece
        paliatywnej. To jest naprawde pieklo silnych emocji : zlosc i depresja.

        Gdy ktos traci rodzicow, jest sierota. Gdy ktos traci meza czy zone, jest
        wdowcem/wdowa. Gdy ktos traci mieszkanie jest bezdomny. Na strate dziecka nie
        ma slow....
        • kochanica.francuza Re: to jest niewymownie trudne- pomóc Rodzicom... 31.10.04, 19:03
          Gość portalu: studentka napisał(a):

          > Pracuje z rodzicami dzieci ktore maja raka. Czesc z nich ma dzieci w opiece
          > paliatywnej. To jest naprawde pieklo silnych emocji : zlosc i depresja.
          >
          > Gdy ktos traci rodzicow, jest sierota. Gdy ktos traci meza czy zone, jest
          > wdowcem/wdowa. Gdy ktos traci mieszkanie jest bezdomny. Na strate dziecka nie
          > ma slow....
          są jeszcze inne straty na które nie ma słów
          • kochanica.francuza Re: to jest niewymownie trudne- pomóc Rodzicom... 31.10.04, 19:05

            > są jeszcze inne straty na które nie ma słów
            a złość i depresja,obecnie kompulsywna postać depresji,to moje stałe towarzyszki
            do kogo mam się zgłosić?
            czy może mam najpierw stracić dziecko,aby zostać zauważona?
            • kochanica.francuza Re: to jest niewymownie trudne- pomóc Rodzicom... 31.10.04, 19:06
              kochanica.francuza napisała:

              >
              > > są jeszcze inne straty na które nie ma słów
              > a złość i depresja,obecnie kompulsywna postać depresji,to moje stałe towarzyszk
              > i
              > do kogo mam się zgłosić?
              > czy może mam najpierw stracić dziecko,aby zostać zauważona?
              z szacunkiem dla osieroconych rodziców,niemniej jestem wkurzona
              • Gość: mama Justysi Re: to jest niewymownie trudne- pomóc Rodzicom... IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 15.11.04, 18:21
                na pewno są inne straty nie mniej wazne ,nikt nie wymaga od ciebie szacunku
                więc nie badż wkurzona ,moze chcesz być oryginalna przez to co piszesz ,uwierz
                mi -nie jesteś;nie znasz tego bólu i dobrze
        • miki022 Re: to jest niewymownie trudne- pomóc Rodzicom... 17.01.05, 20:46
          WIEM CO TO JEST BO MÓJ SYNEK WŁAŚNIE ZMARŁ PRAWIE NA MOICH RĘKACH PROSIŁAM GO
          ŻEBY ODSZEDŁ I SIĘ NIE BAŁ ŻE GO MAMUSIA KOCHA SERCE MU BIŁO TAK JAKBY SIE
          CZEGOŚ BAŁ PO MOICH SŁOWACH I CZUŁYCH GESTACH ZGASŁ.CHOROWŁ NA MEDULLOBLASTOME
          GUZ MÓŻDŻKU MIAŁ TYLKO 32 MIESIĄCE BYŁ ŻYWĄ ISKIERKĄ BARDZO WRAŻLIWYM MĄDRYM
          DZICIĄTKIEM NIE WIEM CZEMU ODSZEDŁ TAK SZYBKO CHOROWAL OD 12,07,2004 ZMARŁ
          30,12,20004R W NOCY CZY RACZEJ NAD RANEM A JA MUSIAŁAM NA TO PATRZEĆ
    • stary71 Re: Gdy umiera dziecko 31.10.04, 01:46
      Gość portalu: post napisał(a):

      > Podoba mi się podpis pod zdjęciem.
      > Facet bardzo podobny do Pani Dodziuk:)
      -----------------------------
      Tak. Niestety takie błędy się zdarzają. Masz jeszcze coś zabawnego do
      powiedzenia?
      • Gość: Anna Maria Re: Gdy umiera dziecko IP: *.chello.pl 31.10.04, 11:11
        Pragnę sprostować podany w artykule adres strony internetowej, założonej przy
        forum stanowiącym grupę wsparcia dla rodziców po stracie dziecka. Strona ma
        adres www.choredziecko-stratadziecka.org a nie jak podano w artykule
        www.choredziecko-stratadziecka.org.pl
    • yeshie Komentarz 31.10.04, 12:21
      Bardzo interesujący tekst. Zwraca Pani uwagę na poważny problem dla wielu
      ludzi. Utrata bliskiej osoby (nie tylko dziecka) budzi trudne emocje - często
      złość (podobnie jak jedna z opisanych w artykule matek), poczucie winy. Utrata
      dziecka prowadzi często do konfliktów, a nawet rozpadu w związkach. Co jest
      takie trudne do nauczenia? Towarzyszyć drugiej osobie w cierpieniu. Bez
      poczucia, że muszę coś zrobić, aby ją pocieszyć. Być z nim/ z nią w przeżywanym
      bólu, rozpaczy, itd. To często trudne, ponieważ uruchamia w człowieku jego
      własne lęki i poczucie bezradności. Pewien mężczyzna powiedział mi kiedyś na
      sesji: "Kiedy moja żona ma depresję, nie wiem, co robić. Uciekam z domu, bo nie
      mogę znieść widoku, jak siedzi zapłakana w fotelu, nie chce jeść..." Czasami,
      najlepszym działaniem, jest nie-działanie - zamiast tego - obecność, uwaga,
      troska, cierpliwość. IP (psychoterapeuta) yeshie@gazeta.pl
    • kochanica.francuza Re: Gdy umiera dziecko 31.10.04, 14:58
      ja też od dawna żyję na siłę.nie z powodu straty dziecka,a z powodów ,z którymi
      mało kto się utożsamia,więc nikt się nade mną nie roztkliwia,a terapeuci p... o
      frustracji seksualnej,bo jestem kobietą.

      • Gość: ble Re: Gdy umiera dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 20:06
        ale tu jest poruszany watek straty dziecka wiec o co ci chodzi? idz na forum
        depresja i tam sie powyzywaj. zero taktu i zrozumienia co czuja rodzice ktorzy
        dzieci stracili. zero...
      • Gość: ble Re: Gdy umiera dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 20:07
        co za egocentryczka pie....ciagle tylko JA i JA
    • kochanica.francuza Re: Gdy umiera dziecko 31.10.04, 19:32
      Gość portalu: gruboskorny napisał(a):

      >
      > Cholera, Francuz odlecial ?
      to nie ma związku z Francuzem,głupku
    • Gość: laki Re: Gdy umiera dziecko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.04, 21:03
      kochanica, zamilcz.
      Twoje problemy - nie umniejszając ich wielkości - mają się nijak do ŚMIERCI
      dziecka i nijak do artykułu pod którym sie produkujesz.
      • kochanica.francuza Re: Gdy umiera dziecko 31.10.04, 21:31
        Gość portalu: laki napisał(a):

        > kochanica, zamilcz.
        > Twoje problemy - nie umniejszając ich wielkości - mają się nijak do ŚMIERCI
        > dziecka i nijak do artykułu pod którym sie produkujesz.

        A skąd wiesz?
        Jakim prawem oceniasz,co jak się ma do czego,i że akurat nijak?

        Nijak owszem,w sensie rodzaju problemów,ale niekoniecznie jeśli chodzi o moje
        cierpienie, a to zapewne masz na myśli.

        Więc NIE ZAMILCZĘ.


        Widać właśnie to,o czym piszę - śmierć dziecka jest uznawana za największą
        tragedię,a kto cierpi z innego powodu,nie zostanie wysłuchany.
        • Gość: mama Re: Gdy umiera dziecko IP: *.twcny.rr.com 01.11.04, 17:43
          kochnica, masz rzeczywiscie problem - wiec go lecz, bo to jest uleczalne,
          istnieja skuteczne terapie itd., a nie uzalaj sie nad soba
          Smierc dziecka jest nieodwracalna, wiec nie mozesz tego porownywac i ziac
          agresja do wszystkich wkolo, ktorzy nie mysla tak samo, to jest inna skala
          problemu........
          Zycze pomyslnej kuracji
          • kochanica.francuza Re: Gdy umiera dziecko 01.11.04, 19:45
            Gość portalu: mama napisał(a):

            > kochnica, masz rzeczywiscie problem - wiec go lecz, bo to jest uleczalne,
            > istnieja skuteczne terapie itd., a nie uzalaj sie nad soba

            leczyłam,brałam udział w terapiach,pracowałam nad sobą wiele lat,masz na to moje
            słowo

            > Smierc dziecka jest nieodwracalna

            Aha,a strata innych miłości jest odwracalna?Możesz mi powiedzieć jak?


            , wiec nie mozesz tego porownywac

            MOGĘ,MOGĘ I RAZ JESZCZE:MOGĘ.

            i ziac
            > agresja do wszystkich wkolo, ktorzy nie mysla tak samo

            Ja zieję niejako wtórnie - pierwotnie nie ziałam,dopiero po przekonaniu się,że
            jestem spychana na margines...
            Przez takich jak Ty.


            , to jest inna skala
            > problemu........

            Skąd wiesz?Siedzisz w moim sercu?

            > Zycze pomyslnej kuracji
          • oldbay Re: Gdy umiera dziecko 04.11.04, 17:11
            Wiecie co, wkurza mnie takie gadanie.
            Jak można komuś powiedzieć: wiesz, masz problem to go lecz i się nie porównuj
            do innych, bo inni mają gorzej.
            Co to w ogóle za porównywanie? Nikt z was nie wie nic o jej problemie więc taki
            zonglowanie i targowanie się, czyj problem trudniejszy jest wręcz okrutne.
            -
            oldbay
            • kochanica.francuza Re: Gdy umiera dziecko 04.11.04, 17:24
              oldbay napisała:

              > Wiecie co, wkurza mnie takie gadanie.
              > Jak można komuś powiedzieć: wiesz, masz problem to go lecz i się nie porównuj
              > do innych, bo inni mają gorzej.
              > Co to w ogóle za porównywanie? Nikt z was nie wie nic o jej problemie więc taki
              >
              > zonglowanie i targowanie się, czyj problem trudniejszy jjest wręcz okrutne.
              > -Przepraszam wszystkich zainteresowanych,może źle się na początku
              wyraziłam,ale jestem już od dłuższego czasu wkurzona lekceważeniem.

              Nie twierdzę,ze Rodzice cierpią mniej ,bardziej czy jakkolwiek porównywalnie.
              Bóg z Wami i - mam nadzieję - ze mną.

              Wkurza mnie tylko nieustające:Nie jesteś biedna?Nie jesteś fizycznie kaleka?Nikt
              ci nie umarł? (i inne w tym stylu).To masz jakieś fanaberie.

              No może mam,może "nie jestem do życia",jak Hamlet według Herberta ("Nie byłeś do
              życia..." - wiersz "Tren Fortynbrasa"),ale myslicie,że mnie to bawi?Że nie
              wolałabym,aby było inaczej?



              • oldbay Re: Gdy umiera dziecko 04.11.04, 17:50
                Rozumiem cię. Niestety przy takich wątkach nie ma co szukać zrozumienia, jeśli
                dany problem cię nie dotknął tylko inny. Czasem ludzie lekceważą rzekomo błahe
                problemy innych i próbują głupio strofować: przecież nikt ci nie umarł, zdrowa
                jesteś itp.
                Nie znoszę tego. To właśnie takie targowanie się: kto ma gorzej.
                Spójrzmy jakie dzieci mają problemy. Dla dorosłych to są głupoty a nie problemy
                a jednak od nich czasem wali się dziecięcy świat. I to na prawdę a ni na żarty.

                Wszyscy, którzy się tu na ciebie rzucili są wg mnie strasznie niesprawiedliwi w
                swoich ocenach. To, że tobie i mi nie umarło dziecko nie gwarantuje nam
                przecież szczęścia.
                Nie chcę umniejszać cierpieniu rodziców, których taka strata dotknęła. To po
                prostu innego rodzaju problem.
                -
                oldbay
              • Gość: Gość Re: Gdy umiera dziecko IP: *.acn.waw.pl 04.11.04, 19:32
                To czemu sie targujesz - caly czas sama porownujesz, piszac cos w rodzaju " co,
                ma mi dziecko najpierw umrzec, aby ktos sie zajal mna.." tak nie mozna, sama
                sie licytujesz, a potem masz pretensje do innych...a zreszta chodza sluchy, ze
                zalisz sie na wszystkich mozliwych forach, nie wiem czy to prawda, sprawdzac
                nie bede...ale jesli naprawde potrzebujesz pomocy, napisz jaki masz problem, a
                nie atakujesz wszystkich po kolei i masz potem pretensje, ze wszyscy Cie
                lekcewaza..Ktos tu dobrze napisal - twoj problem nie jest jakas glupotka, ale
                moze nie odpowiedni do poruszania na tym forum...a zreszta o czym tu mowa - jak
                my nawet nie znamy Twojego problemu, ale dziecko Ci nie umarlo/na cale
                szczescie/to juz wiemy, wiec to nie to forum...
                • Gość: ble Re: Gdy umiera dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 20:11
                  ja nie rozumiem takich zachowan jak kochanicy, jak sie nie czepia to targuje. a
                  czy jest mniejsze zlo? zlo jest na miare czlowieka jak problem wiec nie
                  porownoj swoich rzekomych problemow do straty dziecka, bo uwazam ze tego do
                  niczego nie mozna przyrownac,chocbys nie wiem jak bardzo chciala. i moze twoj
                  problem jest wielki ale nie to forum i nie ten temat..
                  • oldbay Re: Gdy umiera dziecko 04.11.04, 20:17
                    Pisząc o targowaniu się miałam na myśli takie osoby jak ty.

                    > czy jest mniejsze zlo? zlo jest na miare czlowieka jak problem wiec nie
                    > porownoj swoich rzekomych problemow do straty dziecka, bo uwazam ze tego do
                    > niczego nie mozna przyrownac,chocbys nie wiem jak bardzo chciala.

                    ZAPRZECZASZ sam/a sobie! Zło jest na miarę człowieka! Właśnie!
                    U każdego człowieka ten sam problem znaczy co innego. To, co jest do zniesienia
                    dla ciebie, może być nie do zniesienia dla innej osoby.
                    A ty przyrównujesz jej problemy do śmierci dziecka i każesz jej się zamknąć, bo
                    twierdzsz, że to nic w porównaniu ze śmiercią. To właśnie ty porównujesz i
                    żonglujesz cudzymi problemami!

                    -
                    oldbay
        • Gość: laki Re: Gdy umiera dziecko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.11.04, 22:44
          kochanica, z szacunku do rodziców którzy stracili dzieci - zamilcz, powtarzam.
          Zachowujesz się jak rodzaj kilkulatka, który usiłuje zwrócić na siebie uwage,
          robiąc dużo hałasu.
          Czy na pogrzebie czyjegos dziecka, tez bedziesz nosiła flage swojego
          skrzywdzenia wysoko i dumnie? Bo też masz problem? Każdy ma problemy.
          Nie umniejszam twoich problemów - załóż sobie swój wątek. Tutaj nie ma miejsca
          na twoje wtęty bez sensu . I taktu.
          > Widać właśnie to,o czym piszę - śmierć dziecka jest uznawana za największą
          > tragedię,a kto cierpi z innego powodu,nie zostanie wysłuchany.

          Bo to jest największa tragedia, która stawia na głowie porządek życia, porządek
          natury. Nie możesz porównywać swoich bóli z bólem osieroconych rodzicó. As tu
          compri?
          • kochanica.francuza a jednak - do laki i innych 01.11.04, 23:37
            byłam na terapii nerwic,gdzie wśród 60 osób,które NIE STRACIŁY DZIECKA,leczyła
            się też taka,która DZIECKO STRACIŁA

            byłam także na terapii depresji - gdzie wśród 30 (tylko kobiet - nie wiem ilu
            było mężczyzn),była chora,która DZIECKO STRACIŁA.

            wszyscy pozostali pacjenci mieli INNE PROBLEMY - w tym takie,które mogą wydać ci
            się błahe: nerwowe wymiotowanie, kłopoty w kontaktach z ludźmi.

            Osoby,które STRACIŁY DZIECKO,leczone były RAZEM Z NAMI i NA TYCH SAMYCH ZASADACH.

            I kto wie,czy dziś nie radzą sobie lepiej niż ja.
            I dlatego nie zamilczę,do cholery.
            A na pogrzebie cudzego dziecka? - będę zazdrościć rodzicom,że przez lat
            ileśtam,do śmierci dziecka,byli szczęśliwi i przynajmniej mają co wspominać.

            Jeżeli to cię interesuje.
            • kochanica.francuza Re: a jednak - do laki i innych 01.11.04, 23:38


              > A na pogrzebie cudzego dziecka? - będę zazdrościć rodzicom,że przez lat
              > ileśtam,do śmierci dziecka,byli szczęśliwi
              i beztroscy - oczywiście nie zawsze,ale np. jeśli dziecko długi czas rosło
              zdrowo i bez problemów.
              • Gość: J.K. Alez kochanico, ja Cie wyslucham... IP: *.arcor-ip.net 02.11.04, 21:21
                dziecko mi umarlo wiele lat temu...
                na moich oczach...
                i dziekuje Bogu, ze je mialem i widzialem...
                i nie uwazam sie nadal za pepek Swiata...

                pisz, jakie masz problemy...
                porozmawiamy.
                • alpepe Re: Alez kochanico, ja Cie wyslucham... 04.11.04, 17:47
                  też miałabym taką postawę, gdyby moja kruszynka odeszła. Bóg dał, Bóg wziął. Na
                  całe szczęście to się jeszcze nie stało.
              • Gość: Gość Re: a jednak - do laki i innych IP: 62.233.165.* 04.11.04, 09:32
                A jesli ich dziecko nigdy nie zdazylo urosnac, nie bylo zdrowe i nie brakowalo
                problemow...urodzilo sie w konsekwencji martwe...tez bedziesz zazdrosna???
                Jestes zalosna - Twoim najwiekszym problemem jest ignorancja innych i nie
                liczenie sie z ich tragediami - dlatego nie wymagaj tego od innych...zacznij
                szanowac ludzi - to i Oni beda szanowali Ciebie...nie mozna tylko brac, trzeba
                tez dawac - nie uczono cie tego?
                • inka_sama Re: a jednak - do laki i innych 04.11.04, 11:28
                  Wiesz Gościu - ona nie jest żałosna. Jest chora i gdy mówi o tym, że jej
                  cierpienie jest lekcewazone - znowu jest lekcewazona. Lubisz być lekceważona?
                  Wielu ludziom się wydaje, że tylko ich problemy sa największe. Śmierć jest
                  bólem dla najblizszych. Ale strata kogos bliskiego nie daje prawa do stawiania
                  sie ponad bólem innych ludzi, bólem którego ty nie rozumiesz jak oni twego.
                  Ci którzy naprawdę cierpią powinni umieć zrozumieć innych cierpiących, nawet
                  jeśli wydaje się im, że te sprawy są błahe. Pochylenie się nad cierpieniem
                  drugiego człowieka może przynieść ulgę we własnym. Ja to wiem. Wiem bo sama to
                  robiłam.
                  Prosze jeszcze raz - nie krzycz na Kochanicę.
                  • Gość: Gość Re: a jednak - do laki i innych IP: 62.233.165.* 04.11.04, 13:19
                    Przepraszam , masz racje, nie powinnam krzyczec....wycofuje sie z tego
                    "Wiesz Gościu - ona nie jest żałosna. Jest chora i gdy mówi o tym, że jej
                    > cierpienie jest lekcewazone - znowu jest lekcewazona. Lubisz być
                    lekceważona?" Nie lubie byc lekcewazona i nikogo lekcewazyc nie chce, ani
                    faworyzowac, chcialam tylko zwrocic uwage Kochanicy, ze nie zdabedzie
                    powazania, gdy bedzie lekcewazyc innych... tak robi niestety z rodzicami
                    zmarlych dzieci..kazdy problem jest wazny i do tego zmierzam i nikt nie ma
                    prawa mowic moj jest najwazniejszy, a nie twoj..i nie sadze by rodzice zmarlych
                    dzieci stawiali swoj problem ponad wszystkie, czytajac ponizsze listy, a
                    kochanica niestety to chce uparcie zrobic...a co najgorsze nie pozwala sobie
                    pomoc - szkoda!
                    • kochanica.francuza Re: a jednak - do laki i innych 04.11.04, 17:07
                      Gość portalu: Gość napisał(a):

                      > Przepraszam , masz racje, nie powinnam krzyczec....wycofuje sie z tego
                      > "Wiesz Gościu - ona nie jest żałosna. Jest chora i gdy mówi o tym, że jej
                      > > cierpienie jest lekcewazone - znowu jest lekcewazona. Lubisz być
                      > lekceważona?" Nie lubie byc lekcewazona i nikogo lekcewazyc nie chce, ani
                      > faworyzowac, chcialam tylko zwrocic uwage Kochanicy, ze nie zdabedzie
                      > powazania, gdy bedzie lekcewazyc innych... tak robi niestety z rodzicami
                      > zmarlych dzieci..kazdy problem jest wazny i do tego zmierzam i nikt nie ma
                      > prawa mowic moj jest najwazniejszy, a nie twoj..i nie sadze by rodzice zmarlych
                      >
                      > dzieci stawiali swoj problem ponad wszystkie, czytajac ponizsze listy, a
                      > kochanica niestety to chce uparcie zrobic...a co najgorsze nie pozwala sobie
                      > pomoc - szkoda!


                      Zdaje sie,pisałam,że byłam na Nerwicach i Depresjach? leczę się od 12 lat,a
                      leczyłabym sie wczesniej,gdyby nie paniczny lęk przed etykietką "wariatki".

                      • Gość: Gość Re: a jednak - do laki i innych IP: *.acn.waw.pl 04.11.04, 19:50
                        Sama niestety starasz się o taką etykietkę ... widzisz, nawet nie przeczytalas
                        calej mojej powyzszej wypowiedzi, a jednak odpisalas zlosliwie...szkoda. To
                        forum ma sluzyc do rozmow z rodzicami ktorzy stracili swoje aniolki, a niestety
                        zamienia sie w jakas dziwna wojne z Toba...szkoda ze tez dalam sie w nia
                        wciagnac! Wycofuje sie.
                        • kochanica.francuza Re: a jednak - do laki i innych 04.11.04, 21:07
                          Gość portalu: Gość napisał(a):

                          > Sama niestety starasz się o taką etykietkę ... widzisz, nawet nie przeczytalas
                          > calej mojej powyzszej wypowiedzi, a jednak odpisalas zlosliwie...szkoda. To
                          > forum ma sluzyc do rozmow z rodzicami ktorzy stracili swoje aniolki

                          To jest akurat Forum Kobieta i służy do bardzo różnych spraw.
                          • bez.loginu4 Re: a jednak - do laki i innych 04.11.04, 22:30
                            > To jest akurat Forum Kobieta i służy do bardzo różnych spraw.

                            ale ten akurat watek zawiera sluzy kometowaniu konkretnego artykulu, o ludziach
                            ktorzy stracili dziecko. przy pierwszym poscie masz link do artykulu.
                            • kochanica.francuza Re: a jednak - do laki i innych 04.11.04, 22:33
                              bez.loginu4 napisała:

                              > > To jest akurat Forum Kobieta i służy do bardzo różnych spraw.
                              >
                              > ale ten akurat watek zawiera sluzy kometowaniu konkretnego artykulu, o ludziach
                              >
                              > ktorzy stracili dziecko. przy pierwszym poscie masz link do artykulu.
                              ale ble mi sugeruje,jakoby całe forum było w tym celu.
                              Z szacunkiem dla Rodziców.
                              • bez.loginu4 Re: a jednak - do laki i innych 04.11.04, 22:35
                                ale ty rozwalasz ten watek. formerA27 dala ci dobra rade, jesli zalozysz swoj
                                wlasny watek na pewno znajdziesz wsparcie. ale gdy jest mowa o ludziach, co
                                utracili dziecko twoje wtracanie sie, ze ty to masz gorzej jest dosc
                                egocentryczne.
                              • Gość: ble Re: a jednak - do laki i innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 09:16
                                nic takiego nie napisalem. tylko to ze jest to watek o zupelnie czym innym ale
                                ty jak zwykle wpieprzasz sie gdzie nie trzeba. idz stad......
                        • kochanica.francuza Re: a jednak - do laki i innych 04.11.04, 21:08
                          Gość portalu: Gość napisał(a):

                          > Sama niestety starasz się o taką etykietkę ... widzisz, nawet nie przeczytalas
                          > calej mojej powyzszej wypowiedzi, a jednak odpisalas zlosliwie...szkoda
                          Może mi nie wierzysz,ale nutka to nie ja.Nie odpisałam ci złośliwie.
                          • Gość: nutka Re: a jednak - do laki i innych IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 04.11.04, 21:16
                            nutka to ja :)
                            Ja Gościowi nigdzie nie odpisywałam.

                            Poza tym Gościu: kto i gdzie odpisał ci złośliwie bo przeczytałam uważnie i nie
                            widzę.
                            • kochanica.francuza Re: a jednak - do laki i innych 04.11.04, 21:50
                              Gość portalu: nutka napisał(a):

                              > nutka to ja :)
                              no,więc on myśli,że ty to j
                              >
                              > Poza tym Gościu: kto i gdzie odpisał ci złośliwie bo przeczytałam uważnie i nie
                              > widzę.

                              Coś mu odpisałaś - nie zgadzałaś się z nim jeśli idzie o punkt widzenia,może
                              samo to jest w jego oczach złośliwością...
                              • Gość: nutka Re: a jednak - do laki i innych IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 05.11.04, 08:14
                                Ja w tym wątku pisałam tylko do ble
                              • Gość: ble Re: a jednak - do laki i innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 09:18
                                szlag mnie zaraz trafi, to moja ostatnia wypowiedz. zobacz co zrobilas
                                kochanico z tego tematu-klotnie ! zaczelas wyciagac swoje wlasne problemy ktore
                                nijak sie maja do tematu smierci dziecka. jestes obrzydliwa.
                                ten watek ma juz polowe odpowiedzi nie zwiazanyc z tematem, JAK ZWYKLE KIEDY TY
                                SIE WTRACISZ ZE SWYMI "PROBLEMAMI".
                                • Gość: Gość Re: a jednak - do laki i innych IP: 62.233.165.* 05.11.04, 15:35
                                  Zgadzam się z Toba w 100% Ble, mieszanie i skłócanie to domena Kochanicy
                                  niestety.
                                  Kochanico, nadal nie znamy Twojego problemu!!!!, nadal nie podziekowałaś nikomu
                                  za to, że coś Ci próbował wytłumaczyć, ba! nawet tym którzy stanęli w Twojej
                                  obronie, ich też nie zauwazyłaś - tu odnosnik, ze nie chcesz przyswoić zadnej
                                  formy pomocy.. próbowałaś przypisać złośliwe komentarze nutce, mimo, ze
                                  zarzuciłam je Tobie i zajęłaś mnóstwo miejsca na forum o tym wątku "śmierc
                                  dziecka", które z pewnością nie słuzy osieroconym rodzicom...Ktoś juz Ci to
                                  dokładnie wytłumaczył forum dla kobiet, ale watek ściśle związany z tematem
                                  artykułu.
                                  Te słowa i tak do Ciebie nie trafią, albo zignorujesz moją wypowiedź, albo
                                  odpiszesz coś co będzie podporządkowane Twojemu mysleniu..Twoim problemem jest
                                  jeszcze to,że nie umiesz przyznawac sie do błędów.
                            • Gość: Gość do Nutki i Kochanicy IP: 62.233.165.* 05.11.04, 15:44
                              Nutko, nie Tobie zarzuciłam złośliwość, bo do Ciebie ponizszych slow nie
                              kierowalam...Kochanica, nie odkrecaj "kota ogonem", tylko czytaj kazde slowo
                              dokladnie i sprobuj zastanowic sie co chcemy Ci przekazac, a Ty wylapujesz cos
                              i z wielka radoscia odpisujesz cos co moze komus dopiec...taki jest Twoj cel?
                              Moze warto przeczytac wypowiedz "Mamy Zuzi" - tu takie wypowiedzi sa
                              potrzebne...po przeczytaniu zachecam do chwili refleksji..

                              > Przepraszam , masz racje, nie powinnam krzyczec....wycofuje sie z tego
                              > "Wiesz Gościu - ona nie jest żałosna. Jest chora i gdy mówi o tym, że jej
                              > > cierpienie jest lekcewazone - znowu jest lekcewazona. Lubisz być
                              > lekceważona?" Nie lubie byc lekcewazona i nikogo lekcewazyc nie chce, ani
                              > faworyzowac, chcialam tylko zwrocic uwage Kochanicy, ze nie zdabedzie
                              > powazania, gdy bedzie lekcewazyc innych... tak robi niestety z rodzicami
                              > zmarlych dzieci..kazdy problem jest wazny i do tego zmierzam i nikt nie ma
                              > prawa mowic moj jest najwazniejszy, a nie twoj..i nie sadze by rodzice
                              zmarlych
                              >
                              > dzieci stawiali swoj problem ponad wszystkie, czytajac ponizsze listy, a
                              > kochanica niestety to chce uparcie zrobic...a co najgorsze nie pozwala sobie
                              > pomoc - szkoda!


                              Zdaje sie,pisałam,że byłam na Nerwicach i Depresjach? leczę się od 12 lat,a
                              leczyłabym sie wczesniej,gdyby nie paniczny lęk przed etykietką "wariatki".


                              • Gość: nutka Re: do Nutki i Kochanicy IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 05.11.04, 15:49
                                Już się tu nie wypowiadam, bo rzeczywiście nie wiadomo O CO W OGÓLE CHODZI...
                                Takie gadanie nie wiadomo o czym i o jakim problemie i kto w końcu ten problem
                                ma..
                                • Gość: Gość Re: do Nutki i Kochanicy IP: 62.233.165.* 05.11.04, 16:43
                                  podpisuje sie pod tym..pozdrawiam
                • kochanica.francuza Re: a jednak - do laki i innych 04.11.04, 17:04
                  Gość portalu: Gość napisał(a):

                  > A jesli ich dziecko nigdy nie zdazylo urosnac, nie bylo zdrowe i nie brakowalo
                  > problemow...urodzilo sie w konsekwencji martwe...tez bedziesz zazdrosna???
                  >
                  Tak,bo byli szczęśliwi poznając się...pobierając...
                  • Gość: Gość Re: a jednak - do laki i innych IP: *.acn.waw.pl 04.11.04, 17:42
                    Ty naprawde nigdy nie bylas szczesliwa???? nigdy, nigdy, nigdy???
                    jak ci pomoc? znasz przyczyne swojego nieszczescia??
                    • Gość: ble Re: a jednak - do laki i innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 18:13
                      ja znam przyczyne, kochanica jest awanturnica, nikt nie lubi takich osob. gdzie
                      kolwiek nie pojde na forum tam kochanica-jako pepek swiata ze swymi problemami.
                      idz na forum depresja kobieto, wstydu nie masz? smierc dziecka to zupelnie inna
                      sprawa...matko mam dosc tej baby...
        • nestea1 po co w takim razie tu wchodzisz rozpieszczona ego 01.07.06, 17:48
          centryczko? tak sie składa, że całe forum w tej chwili nie ma ochoty rozczulać
          sie nad rozkapryszoną pannicą
    • Gość: Mona Re: Gdy umiera dziecko IP: *.crowley.pl 01.11.04, 12:47
      Dziś umarła moja przyjaciółka. Miała zaledwie 16 lat. Nie mogę się z tym pogodzić. Kocham Ją :(:(:( Dlaczego nie ma jej z nami ?! Dlaczego mnie opuściła ?! Dlaczego to ona musiała cierpieć nie ja ?! Nie mogę tego pojąć...
      • Gość: asaa Re: Gdy umiera dziecko IP: *.paged.com.pl / 213.25.193.* 02.11.04, 16:36
        śmierć mnie przeraża...zarówno wtedy gdy dotyka kogoś bliskiego jak i kogoś
        obcego...nie potrafie wyobrazić sobie bólu który odczuwają rodzce po śmierci
        dziecka..jestem matką i sama taka myśl rozdziera mi serce...myśle że nie jest w
        stanie zrozumieć tego ktoś kto tego nie przeżył...równo rok temu zmarł nagle
        moj kolega, miał 28 lat, mąż mojej przyjaciółki...nie byłam w stanie ogarnąć
        jej bólu, mogłam tylko z nią być...jednak najbardziej bolało i boli kiedy jego
        2 letni syn pyta kiedy tatuś wróci!
        • daimona Śmierś 02.11.04, 17:29
          Śmierć własna, sama w sobie, nie jest straszna. Najgorsza jest śmierć
          ukochanych osób/istnień... a własna tylko w tym stopniu, w jakim wiemy, że
          sprawi cierpienie naszym bliskim.
    • Gość: Ida Re: Gdy umiera dziecko IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 02.11.04, 21:15
      Gdy dziecko umiera,to wszechświat kurczy się do rozmiaru jednej łzy...Doskonale
      rozumiem,co czują osieroceni rodzice,ale niestety nie potrafiłabym zmierzyć się
      z ich cierpieniem.Nie mogłabym im spojrzeć w oczy...Bałabym się swoich
      łez,swojej bezsilności w obliczu tragedii.Wstydziłabym się swojego
      szczęścia...Śmierci dziecka nie opiszą słowa.Wiem,że brzmi to szablonowo,ale
      chyba na tym polega problem.Człowiek w obliczu takiego dramatu jest zupełnie
      bezbronny,nawet językowo.Nagle bowiem okazuje się,że wśród tysięcy słów,nie ma
      żadnego odpowiedniego...Są tylko wytarte,wyliniałe frazesy...A one brzmią jakoś
      tak pokracznie i sztywno,nie ma w nich ładunku empatii.To przerażające,nie móc
      pocieszyć zbolałego rodzica,bo słowa "bardzo ci współczuję"to zaledwie
      namiastka tego,co chciałoby się podarować takiemu człowiekowi...Mimo wszystko
      jednak pozdrawiam osieroconych rodziców.Jestem zawsze z wami-myślą i duchem.Ida-
      mama Poli.
      • Gość: osierocona_matka Re: Gdy umiera dziecko IP: 5.6.* / *.lanl.gov 03.11.04, 02:32
        Ida,
        z calym szacunkiem, ale... nie pisz, ze rozumiesz, co czujemy. Jesli przez to
        nie przeszlas, to nie wiesz. Na szczescie.
        Rok temu stracilam syna, swietnego nastolatka. To prawda, zadne slowa nie sa w
        stanie tego opisac. Sama wciaz nie umiem objac tego rozumem.
        Nie wiem, jak nam mozna pomoc, mnie sie wydaje, ze wcale nie mozna. Mozna tylko
        nie zadawac dodatkowych ran. Takie rany, sadze, ze z kompletnej bezmyslnosci,
        zadaja inni ludzie mowiac np.

        - "Nie rozpaczaj tak. Przeciez masz jeszcze mlodsze dzieci, pamietaj o tym."
        Tak, jakbym ich codziennie nie widziala i jakby trzeba mi bylo o tym
        przypominac. Czy moj syn byl mniej czlowiekiem przez to, ze mial rodzenstwo? I
        co to w ogole ma do rzeczy? Ja nie rozpaczam nad soba, tylko nad nim. Czy on
        mniej umarl przez to, ze oni zyja?

        - "No, przeciez zawsze bylas wierzaca. Pomysl sobie, ze on jest teraz w
        lepszym swiecie". W zlosci, ktora wtedy we mnie wzbiera mam ochote powiedziec:
        W takim razie, z sympatii do ciebie, zycze ci takze smierci twoich dzieci,
        zebys mogla byc tak szczesliwa jak ja. Ciekawe, ze nikt nie pomysli, ze po
        stracie dziecka traci sie rowniez wiare, chocby byla najsilniejsza.

        Tak wiec mysle, ze, jak sie nie wie, co powiedziec, to najlepiej nie mowic NIC.
        A zanim cos sie powie, to troche pomyslec. Zeby nie dodawac cierpienia do tego,
        ktore i tak jest nie do ogarniecia.
        • Gość: Iwona Re: Gdy umiera dziecko IP: 62.233.165.* 04.11.04, 13:11
          Próbowałam wcześniej dać odpowiedż na list Idy, lecz obowiązki w pracy
          uniemozliwiły mi to..w miedzy czasie napisałaś Ty. I chcę napisać do Was obu.
          Nie powiem, że rozumiem co czują rodzice osieroceni, mogę tylko próbować ich
          zrozumieć..Może Ida źle sformułowała zdanie..ale myslę, że miała dobre
          intencje, naprawde - sama jestem mamą, mój aniołeczek żuje juz 10 lat
          szczesliwie na tym swiecie i nigdy nie chciałam dopuszczać takiej mysli, ze
          moglabym go starcic. W lipcu tego roku, otarłam się o tragedię niestety, gdzie
          inni rodzice stracili swoja kruszynkę, na która czekali całe 9 miesiecy i tuż
          przed porodem zamknęła swoje małe oczka..tragedia niebywała, przeżyłam wielki
          szok gdy się dowiedziałam..płynęły mi łzy, cierpiałam na swój sposób,
          próbowałam sobie wyobrazić co czują tacy rodzice, przekładałam sobie to na swój
          przykład przypominając jak ja rodziłam, jak mogłam przytulać, pieścić, cieszyć
          sie nowym zyciem, snuć plany, patrzeć jak córeczka rośnie...Im to nagle sie
          zawaliło, nagle zostało odebrane, mimo, ze nic na to nie wskazywało..aby móc
          zrozumieć, stawiałam siebie w myślach na miejscu tej matki...niewyobrażalna
          sytuacja dla mnie, gdy wyobraziłam sobie ze mogłabym nie mieć tego co dostałam
          10 lat temu...wiem, ze to nie to samo co naprawde bycie w takiej sytuacji, ale
          próbuje Ci wytłumaczyc, ze staramy sie choc w czesci zrozumiec, probujemy
          utozsamiac sie z takimi tragediami, bo moze gdzies w glebi wierzymy, ze w taki
          sposob jestesmy w stanie choc troszenke zmniejszyc Wasze cierpienie..Tragedia
          ktora powyzej opisalam, zdazyla sie u mojego ex-meza/pomyslisz paradox..maly
          anioleczek mial byc przyrodnim dluuugooczekiwanym rodzenstwem mojego
          anioleczka, tak sie jednak nie stalo..W dniu, kiedy to sie stało, chciałam cos
          zrobić by im ulżyć, zadzwoniłam i nie wiedziałam co powiedziec, po dłuższej
          chwili, powiedziałam że nie umiem wyrazić jak bardzo jest mi przykro,
          powiedziałam że moga liczyć na moje wsparcie i próbowałam znaleźć jakieś
          pocieszenie dla zrozpaczonych rodziców - powiedziałam im wtedy coś
          takiego "dzidzia miała duzo szczęścia, bo mogła zasnąć pod serduszkiem mamy i
          nie zdążyła się nacierpieć...".Jak odłozyłam słuchawkę, zastanawiałam sie czy
          dobrze zrobiłam, czy powinnam, czy nie uraziłam ich takimi słowami itd. Jeszcze
          bardziej się denerwowałam, bo chciałam dobrze, lecz w takich momentach, łapie
          nas pewien paraliż, nie wiemy co mozemy powiedzieć, co chcielibyscie usłyszeć,
          jaka forma pomocy jest najlepsza..Mowiac tak "Nie rozpaczaj tak.
          Przeciez ...", czy "No, przeciez zawsze bylas wierzaca. Pomysl ..." chcemy
          dobrze, nie mamy złych intencji...Po wyjsciu ze szpitala, zona mojego ex-męża,
          napisała takie słowa do mnie.. - "Witam, Dzis Twoj list czytam drugi raz.
          Zapamietalam wczesniej ze ktos powiedział, ze lepiej iz dzidzia zasnela przy
          moim serduszku.. Nie zapamietalam osoby, tylko tresc. Mowilam o
          tym mężowi i on powiedzial ze to od Ciebie.. Chcialam Ci podziekowac za te
          slowa, sa naprawde budujace, choc jest mi strasznie ciezko uwierzyc w to co sie
          stalo i wytlumaczyc sobie ze nie moglam nic wiecej dla mojej malej coruni
          zrobic zeby zyla. Poza tym
          wiem ze pomoglas mojemu mężowi pozbierac sie i nabrac sil.
          Dziekuje i pozdrawiam serdecznie.." - List ten trzymam do dzis w swojej
          skrzynce, jest dla mnie bardzo cenny i dzieki takim slowom latwiej mi sie tez
          rozmawia teraz z rodzicami zmarlego aniolka, nie boje sie mowic co czuje, nie
          boje sie tez juz sluchac co Oni czuja..ciesze sie, ze moglam choc w taki sposob
          im pomoc...Dostalam nawet od nich taka specjalna "liste", w ktorej sa
          wypunktowane sformulowania i czyny, ktorych by nie chcieli od nas "dostawac",
          lub wrecz przeciwnie...przekazali mi ja otwarcie, w sposob zyczliwy..nie
          ganiąc , ze cos nie tak robię, czy nie tak mówię..pomagają tym mi i
          sobie..jeśli chcesz, lub ktokolwiek chce mogę przekazac "LISTĘ ŻYCZEŃ
          OSIEROCONYCH RODZICÓW"...Na koniec - rozmawiajmy ze soba szczerze, nie
          wytykając nic nikomu, bądźmy zyczliwi i starajmy się zrozumieć tych którzy chca
          wesprzec i pomóc, tak jak my staramy się zrozumieć tych ktorzy cierpią..Mama
          Zuzi


          • Gość: Alina Re: Gdy umiera dziecko IP: *.jdj.com.pl 09.11.04, 15:00
            Iwona, prześlij mi taką liste proszę alinkaw@poczta.onet.pl
            z góry dziekuje
        • Gość: magda.gdansk Re: Gdy umiera dziecko IP: *.w82-126.abo.wanadoo.fr 05.11.04, 20:26
          Gość portalu: osierocona_matka napisał(a):

          > Ida,
          > z calym szacunkiem, ale... nie pisz, ze rozumiesz, co czujemy. Jesli przez to
          > nie przeszlas, to nie wiesz. Na szczescie.
          > Rok temu stracilam syna, swietnego nastolatka. To prawda, zadne slowa nie sa
          w
          > stanie tego opisac. Sama wciaz nie umiem objac tego rozumem.
          > Nie wiem, jak nam mozna pomoc, mnie sie wydaje, ze wcale nie mozna. Mozna
          tylko
          >
          > nie zadawac dodatkowych ran. Takie rany, sadze, ze z kompletnej bezmyslnosci,
          > zadaja inni ludzie mowiac np.

          zechciej przyjac wyrazy najglebszego wspolczucia; nic gorszego nie moze sie
          czlowiekowi przytrafic, niz smierc dziecka.
          bardzo, bardzo serdecznie ci wspolczuje.
      • Gość: mama Justyny Re: Gdy umiera dziecko IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 15.11.04, 21:37
        Moja córeczka miała na imię Justyna,była piękna ,utelentowna ,grała na
        skrzypcach,śpiewała.Może kiedyś ją oglądaliscie nawet w programie ;Od
        przedszkola do Opola".Miała tylko 10 lat.Zmarła z powodu guza
        mózgu.Oczywiście ,ze nigdy się z tym nie pogodzę i nigdy nie "otrząsnę się"z
        tego,tak mowią ludzie,pytają -otrząsnęłas sie juz,jakby tak się dało
        otrząsnąć.Nie mam takich doświadczen jezeli chodzi o przyjaciół ,o których
        piszecie,bo ja byłam otoczona naprawde dobrymi ludżmi.Czasami myślę ,ze trzeba
        być samemu dobrym ,zeby zaznać dobroci od innych.Kiedy mała zchorowała ,moja
        wspaniała klasa sprzed lat pomagała mi ,zbierali pieniądze ,przynosili
        mi ,wozili nas wszędzie ,proponowali pożyczanie mi samochodów ,tak samo
        sąsiedzi nauczyciele Justysi,to było niesamowite.Po pogrzebie tez nikt mnie
        zostawil.Owszem były nieliczne osoby ,które zachowały się dziwnie ,moze
        stchorzyły ,ja ich nie oceniam i niczego nie wymagam od nich.Wiecie co ,duzo
        zamiesznia widę narobiły tu wypowiedzi Kochanicy.......,ja też napisalam
        odpowiedz w pierwszym porywie ,ale dopiero potem przeczytałam wszystkie
        wypowiedzi.Na pewno nie jest to forum dle niej,ale niech pisze jak chce ,moze
        to jej pomaga ,a wam też ,bo rzucacie sie na nią i odreagowujecie swoje
        problemy,taka terapia.Napiszcie do mnie,chcialabym napisac o mojej Justysi i
        nie tylko,czy pozwolicie mi wykorzystać wasze teksty?Moze tak coś wspolnie?Mam
        wydawcow,pomyślcie,moze napiszcie jak odbieraliscie szpitale i pomoc personelu
        medycznego ,bo ja tak sobie ,moze nie najlepiej nawet pa
        • andrzejn1 Re: Gdy umiera dziecko 05.06.05, 22:18
          Mój synek miał 8 lat gdy odszedł, w marcu 2004. Mimo, że nie zostałem sam, nie mogę sobie....poradzić. Ze szpitala, a potem OIOM (15 ostatnich dni) mam generalnie złe wspomnienia, ale w kontekście konkretnych (!!!!!), "złych" lekarzy czy pielęgniarek. Pozdrawiam
    • Gość: marlena@nefryt.pl Re: Gdy umiera dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 08:23
      To Ja jestem tą osieroconą mamą do której Dagmara(cytujecie Jej list)dzwoniła
      zaraz jak się dowiedziała.Bałam się odebrać ten telefon,słowa uwięzły mi w
      gardle,co Jej odpowiedzieć gdy gardło ściska atak płaczu.Jedyne co wydusiłam z
      obolałego ciała to szloch i słowo "dzięki".Proponowała,że przyjdzie do Mnie w
      nocy i potrzyma Mnie za rękę.Niestety do szpitala niwpuścili nawet męża.Cała
      noc sam na sam z bólem i lawiną myśli,"kto zawinił".Dagmara niemogła być ze mną
      ale poszła do Mojego męża i Jego trzymała za rękę.Jestem Jej za ten gest bardzo
      wdzięczna.Pomimo swoich problemów jest gotowa nieść pomoc wszystkim.Każdemu
      życzę Takich przyjaciuł.Pozdrawiam
      • Gość: formerA27 Re: Gdy umiera dziecko IP: *.ilabs.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.04, 18:47
        Kochanico Francuza - moze zacznij nowy watek o swoich problemach i pewnie
        dostaniesz na nim sporo wsparcia. Ten watek ze wzgledow logistycznych powinien
        dotyczyc problemu urraty dziecka.

        Bylam kiedys ma pogrzebie dziecka koleznaki. Niezle ten pogrzeb ochorowalam.
        Ojciec dziecka wyglosil mowe, ze wolalby, zeby Bog zabral jego itd. Na dodatek
        trumienka byla otwarta. Tragedia.

        Mysle, ze bylabym w stanie wytzrymac psychicznie smierc kazdego czlonka mojej
        rodziny z wyjatkiem smierci mojego dziecka. Od kiedy zostalam matka ponad dwa
        miesiace temu nie wyobrazam sobie utraty dziecka. Na pewno wyladowalabym w
        wariatkowie.

        Codziennie mogdle sie o to, zeby moje dziecko nie umarlo przede mna.
        • Gość: ble Re: Gdy umiera dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 18:59
          jasne, najlepiej niech idzie na forum depresja, i tam sie wyplacze. bo ciagle
          lazi po forach tj np moda czy feminizm i tam narzeka jakie to ma problemy. a
          guzik nas obchodza twoje problemy (szczegolnie jak o nich piszesz ze sa
          wazniejsze)
          wszedobylski babsztyl (zakochany w sobie na dodatek)
          • Gość: nutka Re: Gdy umiera dziecko IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 04.11.04, 19:05
            Jak czytam twoje wypowiedzi to uświadamiam sobie, że wokół jest tylu jadowitych
            ludzi, tak wrogo nastawionych do innych i tak niechętnych do jakiejkolwiek
            pomocy. Oczywiście, dopóki sami nie znajdą się w potrzebie.
            Smutne
          • Gość: nutka i jeszcze jedno IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 04.11.04, 19:07
            Pisz za siebie.
            Używasz liczby mnogiej, żeby stworzyć złudne wrażenie, że inni myślą podobnie.
            Guzik prawda, złośliwcze.
            • Gość: formerA27 Re: i jeszcze jedno IP: *.ilabs.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.04, 21:40
              Nie wiem czy powinnam to wyjasniac, ale mimo wszystko to zrobie.
              Jesli radzilam kochanicy francuza zaczecie nowego watku to nie ze zlosliwosci
              czy niecheci do niej ale po to, zeby oddzielic problem utraty dziecka od
              problemow kochanicy.
              Zaczecie nowego watku przez nia bardzoby ulatwilo dyskusje, bo nie byloby
              komentarzy dodatkowych - takich jak ten. A moze faktycznie w innym watku
              znalazlaby pomoc i wsparcie.
              • kochanica.francuza Re: i jeszcze jedno 04.11.04, 21:49
                Gość portalu: formerA27 napisał(a):

                > Nie wiem czy powinnam to wyjasniac, ale mimo wszystko to zrobie.
                > Jesli radzilam kochanicy francuza zaczecie nowego watku to nie ze zlosliwosci
                > czy niecheci do niej ale po to, zeby oddzielic problem utraty dziecka od
                > problemow kochanicy.


                Ostatni Twój post? Nie,OK.
                nie odebrałam tego tak
    • amelia1 Kochanicy francuza gratulujemy wyczucia i taktu nt 05.11.04, 09:30
      • Gość: zuza Re: Kochanicy francuza gratulujemy wyczucia i tak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.11.04, 19:05
        Kochanica francuza potrzebuje stałego leczenia w oddziale
        pschiatrycznym?zmamkniętym/ po tym co poczytałam
    • Gość: symulacrum Re: Gdy umiera dziecko IP: 212.75.96.* 05.11.04, 10:18
      moi Rodzice stracili Syna, a ja Brata parę lat temu
      wszystko się zmieniło
      jest w nas cień, który nigdy nie odejdzie
      ktoś zauważył, że brak słowa określającego osieroconego rodzica
      brak też dla nas, osieroconego rodzeństwa
      nie potrafię być jedynaczką
      nie potrafię pomóc Rodzicom

      to jest straszne
      • Gość: marlena Re: Gdy umiera dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 18:59
        Podpisujemy się pod tym tematem(Straty dziecka) więc proponuję ignorować ludzi
        co są zrozpaczeni i szukają współczucia u tak okrótnie skrzywdzonych przez los
        jak My Osieroceni Rodzice.Od śmierci mojego syna minęło prawie pół roku i to co
        czuję na widok innych maluszków jest bardzo trudne do
        opisania,żal,złość,bezradność,zazdrość.Kiedy będzie lepiej,czy będzie lepiej.
        Niedajmy się prowokować,nasze nerwy są wystarczająco zszarpane.
        Pozdrawiam
        • mharrison Re: Gdy umiera dziecko 05.11.04, 23:48
          Przykro mi kochanico, że masz kłopoty ze sobą.
          Przykro jest mi również, że swoimi postami zdecydowanie odbiegającymi od tematu
          zdominowałaś ten wątek.
          I tak o śmierci swojego syna nie piszę w wątkach zoologicznych, militarnych,
          seksualnych, kulinarnych itp.

          Szkoda więc, że “spaliłaś” pierwszy chyba wątek dotyczący śmierci dziecka poza
          forum “chore dziecko, strata dziecka”.

          Wiem, że niejedna ze znajomych mi mam po stracie dziecka chciała się dopisać ze
          swoimi przemyśleniami do tego wątku, jednak Twoje niewybredne komentarze i
          narcystyczna postawa skutecznie je od tego odwiodły. Artykuł p. Anny Dodziuk
          przeczytały wszystkie. Stanowił on swego rodzaju novum (poza artykułem w
          Polityce „Kilka godzin macierzyństwa”
          polityka.onet.pl/162,1192126,1,0,2473-2004-41,artykul.html ),
          przełamanie tabu zbudowanego wokół śmierci dziecka.

          Wracając do terapii: to że w terapii brały udział osoby z różnymi problemami
          świadczy wyłącznie o tym, że specjalistyczne grupy wsparcia dla rodziców po
          stracie dziecka można policzyć na palcach jednej ręki (gwoli uściślenia kończąc
          na drugim palcu – o tylu grupach wsparcia mi wiadomo), a nie o tym, że jest to
          metoda godna pochwały i skuteczna. Trudności przysparza prowadzenie grupy
          wsparcia rodziców na różnych etapach żałoby. Prawdę mówiąc nie widzę nawet
          sensu terapii, w której równocześnie uczestniczą rodzice zmagający się ze
          stratą dziecka, pracoholizmem, seksoholizmem i moczeniem nocnym. I to nie ze
          względu na wartościowanie wagi problemu, lecz jego odmienności i
          nieprzystawalności.

          W Warszawie działają obecnie:
          1) grupa wsparcia dla rodziców i rodzeństwa w żałobie przy Warszawskim
          Hospicjum dla Dzieci, www.hospicjum.waw.pl tel. - (0-22) 678-16-11)
          2) na spotkanie z psychoterapeutą można się umówić w Fundacji Rodzić po Ludzku,
          www.rodzicpoludzku.pl , tel: . - (0-22) 635-10-11

          Istnieje również forum Chore Dziecko Strata Dziecka:
          forum.gazeta.pl/strata
          I towarzysząca mu strona:
          www.choredziecko-stratadziecka.org/
          Wiem, że otoczenie raczej kiepsko sobie radzi w kontaktach z rodzicami po
          stracie dziecka. Czasami przyjaciele/ znajomi/rodzina nie wiedzą, co powiedzieć
          w takiej sytuacji i milczą (nierzadko niegdyś bliskie kontakty wraz ze śmiercią
          dziecka nagle się urywają). Czasem zaś wydaje im się, że wiedzą co powiedzieć i
          ranią nas słowami.
          Dla tych, którzy chcieliby ten impas przełamać załączam Listę życzeń
          osieroconych rodziców.


          LISTA ŻYCZEŃ OSIEROCONYCH RODZICÓW

          1. Chciałabym, by moje dziecko nie umarło. Chciałabym je mieć z powrotem.

          2. Chciałbym, byś się nie bał wymawiając imię mojego dziecka. Moje dziecko
          istniało i było dla mnie bardzo ważne. Potrzebuję usłyszeć, że było ono ważne
          także dla Ciebie.

          3. Jeśli płaczę lub reaguję emocjonalnie, gdy mówisz o moim dziecku chciałabym,
          byś wiedział, że to nie dlatego, że mnie ranisz. Czuję wówczas, że pamiętasz;
          czuję twoją troskę! Śmierć mojego dziecka jest przyczyną moich łez. Rozmawiasz
          ze mną o moim dziecku, pozwoliłeś mi podzielić się smutkiem. Dziękuję Ci za to.

          4. Chciałbym, byś nie „zabijał” ponownie mego dziecka usuwając jego zdjęcia,
          rysunki, pamiątki ze swojego domu.

          5. Bycie rodzicem w żałobie nie jest zaraźliwe, więc chciałbym byś mnie nie
          unikał. Potrzebuję Cię teraz bardziej niż kiedykolwiek.

          6. Potrzebuje urozmaicenia, chcę usłyszeć co u Ciebie, lecz chcę, byś także
          słuchał mnie. Mogę być smutna. Mogę płakać, lecz chciałabym, byś pozwolił mi
          mówić o moim dziecku; to mój ulubiony temat.

          7. Wiem, że często o mnie myślisz i się modlisz. Wiem, że śmierć mojego dziecka
          boli Cię także. Chciałabym o tym wiedzieć: powiedz mi to przez telefon, napisz
          list lub uściśnij mnie.

          8. Chciałbym żebyś nie oczekiwał, że moja żałoba skończy się wraz z upływem
          sześciu miesięcy. Pierwsze miesiące są dla mnie szczególnie traumatyczne;
          chciałbym jednak być zrozumiał, że mój żal nie będzie mieć końca. Będę
          cierpiała z powodu śmierci mojego dziecka aż do ostatniego dnia mego życia.

          9. Naprawdę staram się „zaleczyć”, chciałabym jednak byś zrozumiał, że nigdy
          nie będę w pełni wyleczona. Zawsze będę tęskniła za moim dzieckiem i będę pełna
          żalu, że już nie żyje.

          10. Chciałabym byś nie oczekiwał ode mnie "NIE MYŚLENIA O TYM" lub "BYCIA
          SZCZĘŚLIWĄ”. Nie sprostam żadnemu z tych oczekiwań przez długi czas.

          11. Nie chciałabym traktował mnie jak „OBIEKT LITOŚCI”, chciałabym jednak byś
          pozwolił mi na smutek. Zanim się „wyleczę” to musi boleć.

          12. Chciałabym byś zrozumiał, że moje życie roztrzaskało się w drobny mak.
          Wiem, że to przygnębiające być blisko mnie, gdy tak czuję. Proszę bądź
          cierpliwy w stosunku do mnie, tak jak i ja jestem.

          13. Gdy mówię "U mnie w porządku", chciałabym, byś zrozumiał, że „NIE JEST MI
          DOBRZE”, a każdy dzień to zmaganie się ze śmiercią mojego dziecka.

          14. Chciałabym byś wiedział, że wszystkie moje reakcje związane z żałobą są
          normalne. Możesz spodziewać się depresji, złości, wszechogarniającego poczucia
          beznadziejności i smutku. Proszę więc, wybacz mi, że czasem jestem cicha i
          wycofana, innym zaś razem irytuję się i zachowuje ekscentrycznie.

          15. Twoja rada by "żyć dzień za dniem" i tak odmierzać czas jest doskonała.
          Jednak obecnie, dzień to zbyt dużo i zbyt szybko dla mnie. Chciałabym wiedzieć,
          że daję sobie radę z godzina po godzinie.

          16. Zaproponuj od czasu do czasu pojechać ze mną na cmentarz, zapalić lampkę,
          pomilczeć chwilę. Nie za często, tylko czasami. Daj mi znać że pamiętasz.

          17. Nie mów, że jestem dzielna, że Ty byś tego nie przeżył. Proszę, zachowaj
          dla siebie, co zrobiłbyś na moim miejscu. Nie jesteś na moim miejscu. Zastanów
          się też, czy powiedzieć mi, że Bóg tak chciał, że śmierć mojego dziecka to
          błogosławieństwo.

          18. Jeśli jesteś babcią, ciocią, dziadkiem pamiętaj o moim dziecku wymieniając
          swych wnuków, siostrzeńców, bratanków.

          19. Nie mów: jesteś młoda, będziesz miała kolejne dzieci. Być może będzie dane
          mi się cieszyć jeszcze nie jednym dzieckiem, najpierw jednak muszę opłakać to,
          które odeszło. I żadne inne dziecko mi go nie zastąpi.

          20. Najważniejsze: Wspomnij czasem o mim dziecku. Nie udawaj, że nie istniało.
          Słowa mniej bolą niż uporczywe milczenie.
          • malost1 Re: Gdy umiera dziecko 16.06.10, 09:12
            Kochani,
            Zapraszam na spotkanie Grupy Wsparcia dla Rodziców i Rodzin po
            stracie Dziecka www.ps.org.pl/artykuly/pokaz/108/powolalismy-
            grupe-wsparcia-dla-rodzicow-i-rodzin-po-stracie-dziecka.html
            przeczytajcie, piszcie, dzwońcie, przyjdźcie. Gosia
    • glonik Re: Gdy umiera dziecko 07.11.04, 04:41
      Śmierć jest ostatecznością, czymś nieodwracalnym. Depresja, a to też moja dobra
      znajoma, póki żyjemy może zostać spacyfikowana. Śmierć nie. I dlatego Twój
      problem tu naprawdę nie pasuje, mimo że jest.
      • mharrison Anioł na lewym ramieniu 08.11.04, 13:57
        Artykuł w dzisiajszym DF dla zainteresowanych:

        serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2378156.html
    • Gość: Poziomka Re: Gdy umiera dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.04, 13:12
      Dlaczego tak bardzo podkreślona jest śmierć dzieci? Niedawno umarła moja Mama i
      naprawdę nie wiem czy w takich sprawach licytowanie kto cierpi mniej a kto
      więcej jest na miejscu.Czuję niesamowitą pustynię wokół, nie mam z kim pogadać,
      a reakcje otoczenia są identyczne, jak w artykule. Gdzie można znaleźć
      wsparcie? Czy w ogóle jest to możliwe by znaleźć osobę, która mnie wysłucha i
      pogada nieco dłużej niż między 10.15 a 10.45 (na tyle planuje się czas wizyty u
      psychologa)?
      • Gość: tara56 Re: Gdy umiera dziecko IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 13.11.04, 17:21
        Zrozumiesz dlaczego gdy ci umrze dziecko.
      • uri_ja Re: Gdy umiera dziecko 13.11.04, 19:41
        ja też jestem sierota(zostałam nią w dosyć młodym wieku, rok poroku umarli mama
        i tata),ale nie porównałabym smierci rodziców, nawet tak młodych jak moi, ze
        śmiercia dziecka. nie odważyłabym sie. dlaczego?
        mamy trójkę dzieci (jedno moje, dwoje męża, trójka naszych:))) ).
        kazde z tych dzieci to nadzieja i marzenia. to swiadomość, ze takie młode
        istoty,tyle maja przed sobą.
    • Gość: tara56 Re: Gdy umiera dziecko IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 13.11.04, 17:17
      Gdy umarł tragicznie mój osiemnastoletni syn czasem już nie mogłam płakać-tylko
      WYŁAM z rozpaczy.Teraz,choć minęło 9 lat pisząc o tym płaczę jakby to było
      wczoraj.Wtedy byłam sama, po rozwodzie a mój były mąż/ojcies syna/zdobył się
      tylko na podanie mi ręki na pogrzebie.Sama z moim ojcem samochodem firmy
      pogrzebowej pojechaliśmy z Kielc do Poznania zkremować ciało syna.Na pogrzebie
      ja niosłam urnę z prochami-wszyscy krewni i znajomi zrobili KROK DO TYŁU-nikogo
      nie było obok-wszyscy wtopili się w anonimowy tłum.Szłam z urną przez kościół -
      obok szła moja córka-całkiem same.Tak samo było na cmentarzu.Potem
      kondolencje,w domu coś do jedzenia przygotowała mola przyjacołka i wszyscy
      poszli...i nikt się już długo nie pojawił, nie zadzwonił...albo ja nie pamiętam?
      Przez ok. rok brałam leki przeciwdepresyjne i uspakajające-wiedziałam i dzisiaj
      wiem, że muszę jeszcze żyć bo mam córkę, ale robię to już tylko dla niej -
      wbrew sobie.
      • Gość: Aga Re: Gdy umiera /Do Tary/ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.11.04, 18:55
        Przeczytałam ten artykuł i przeszły mi dreszcze.Jestem matka tez dwojga dzieci i
        wiem co czujesz bez względu na to ile czasu upłynęlo od tej pory.A najgorsze
        jest to że człowiek ma przyjaciół do momentu gdy jest zdrowy,gdy ma
        pieniadze,kiedy moze poswiecać swoj czas innym potrzebujacym.Kiedy sam
        potrzebuje pomocy czy wsparcia jakos dziwnie ale okazuje sie ze ci pseudo
        przyjaciele rozpłynęli się .Wtedy samemu trzeba stawic czoła przeciwnościm
        losu.To straszne ze nie mozna w takiej sytuacji nikim sie podeprzec.Dobrze
        chociaz jak pozostanie choc jeden rodzic to jest łatwiej .Nie zawsze mozna
        liczyc na współmałżonka a co dopiero na obcych.Serdecznie Cię pozdrawiam.Gdybyś
        miała ochotę porozmawiać to odezwij się podam ci moje gg
    • Gość: beata Re: Gdy umiera dziecko IP: *.chello.pl 17.01.05, 20:32
      jestem pare dni po pogrzebie mojego małego syneczka miał na imię Mikołaj Mikuś
      w chwili śmierci ukończył 32miesiące.Tylko!!pogrzeb byl 31 grudnia w sylwestra
      wtedy gdy inni szykują się do zabawy ja wyłam z bólu.wyje do dziś nie mogę
      sobie poradzić nie rozumiem tego zadaję pytanie dlaczego?DLACZEGO ON?DLACZEGO
      JA?BYŁ TAKI FAJNY KOCHANY I KOCHAŁ MNIE.NIE WIEM CO BEDZIE Z MOIM ZWQIĄZKIEM
      CZY BĘDZIEMY DALEJ RAZEM?JAKIE LEKARSTWO MI POMOŻE CZUJĘ SIĘ SAMOTNA
      PRZEGRANA.W LIPCU ODKRYLIŚMY U SYNKA NOWOTWÓR GUZ MÓŻDŻKU MEDULLOBLASTOMA
      NIECAŁE PÓŁ ROKU I GO NIE MA.NIE WIEM NAWET DO CZEGO MOŻNA TEN BÓL PORÓWNAĆ DO
      NICZEGO TO JEST NAJGORSZE CO MOGŁO MI SIĘ PRZEDAŻYĆ NAWET ŚMIERĆ MAMY MNIEJ
      MNIE BOLI NIZ TA OSTATNIA TRAGEDIA.I TA SAMOTNOŚĆ PRZYMUS UDAWANIA BO NIE WIEM
      CZY KTOS KTO TEGO NIE PRZEŻYŁ WIE CO CZUJĄ RODZICE?ja nie wiedziałam DO
      30,12,2004 ROKU NIBY ROZUMIAŁAM NAPEWNO WSPÓŁCZUŁAM ALE NIE WIEDZIAŁAM JAK
      OGROMNY JEST TO BÓL
      • Gość: Magda Re: Gdy umiera dziecko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 23:56
        Droga Beatko!
        Moj ukochany synek mial na imie Michalek. Umarl na bialaczke 5 lat temu, w
        wieku 2 lat. Nie wiem co przezywasz, bo kazdy odczuwa co innego. Moge jednak
        wyobrazic sobie Twoj bol i zgadzam sie z Toba, ze to najgorsze przezycie jakie
        moze dotknac kobiete-matke. Zyje bo mam jeszcze coreczke. Dzis ma 9 lat i dla
        nie Niej to takze bylo wielkie przezycie. Miala 4 latka i wydawac by sie moglo
        ze nie kojarzy zbyt wiele.A jednak ciagle mnie zaskakuje szczegolami pewnych
        sytuacji.Bardzo teskni za bratem, bo to byl wyjatkowy chlopiec.Znalezienie
        sposobu na rozpacz zabralo mi wiele czasu.. Grupa wsparcia, samotnosc i pisanie
        ksiażek (napisalam 2 do szuflady), potem na dlugi czas pracocholizm a teraz
        chec by znow byc Mama.Od czasu choroby Michalka nauczylam sie pokory.I choc
        kloce sie z Bogiem a moj maz odwrocil sie od Niego na dobre to wlasnie On jest
        jedyna nadzieja na to , ze jeszcze kiedys zobacze mojego Synka.Bez tej wiary
        moje zycie nie mialoby zadnego sensu. Napisalam ksiazke o mojej walce z choroba
        Synka, o cierpieniu i wychodzeniu z niego.Myslalam by ja wydac ale nie wiem czy
        swiat na nia zasluguje.Pomimo optymizmu i milosci do ludzi jaka w sobie mam,
        przeraza mnie zlo i obluda, ktora panuje wsrod ludzi.I choc staram sie otaczac
        tylko dobrymi ludzmi to nie unikam przykrych sytuacji.I wtedy dodatkowo serce
        krwawi bo moj limit cierpienie juz wykorzystalam..
        Beatko!Jestem z Toba i trzymam Cie mocno za reke.Magda
    • pimpek_sadelko Re: Gdy umiera dziecko 18.01.05, 09:09
      juz gratulowalam Wam dziewczyny tej publikacji i innych o poronieniach, stracie
      dziecka. jestescie wielkie, bo potrafilyscie ta tragedie przekuc na przelamanie
      tabu. jestescie silne.fajnie, ze jestescie.
    • anna552403 Re: Gdy umiera dziecko 30.05.06, 12:53
      Przeżyłam to wszystko. Mój syn miał 19 lat- z czego 12 był coraz bardziej
      niepełnosprawny , żeby nie powoiedzieć - niknący i cierpiący na moich oczach.
      To nie zmienia faktu- że był też znaczną część swego życia szczęśliwy. To było
      po nim widać i tego nie mogli nieraz zrozumieć inni . Ale zaskoczeni tym -
      lgnęli do niego.
      Mieliśmy dużo ludzi wokół siebie .Co stało sie po jego śmierci ? To o czym
      przeczytałam w artykule. To ja musiałm być mądrzejsza, odważniejsza. Narastał
      wobec tego we mnie gniew. W końcu nie miałam nikogo obok siebie i miałam
      poczucie, że straciłam wszystko. To działo sie przez kilka lat. Nie oszukujmy
      się - w takich sytuacjach poszkodowani (oczywiście nierówno) sa wszyscy. Nikt
      nie umie się znaleźć. Jestem sprawiedliwa, więc powiem , że jestem już bliżej
      tych "innych". Bo moje życie jakoś się ułożyło.I choć wiem jak to jest po tej
      największej stracie - nie wiem czy dzisiaj potrafiłabym pomóc komuś w takiej
      sytuacji. Bo to jest najtrudniejsza rola. Chyba łatwiej jest pogodzić się z tym
      własnym dramatem ( w myśl: są dwie drogi - życie albo śmierć) - niż okazać
      prawdziwą pomoc. Bo ta pomoc wymagałaby na pewien czas wyrzeczenia się , a i
      tak trudno byłoby zrozumieć cokolwiek.A cierpiący i tak wie , że nikt jego bólu
      nie podzieli - choć tak bardzo tego pragnie. Chylę więc czoła przed wszystkimi
      tymi , którzy mimo to pomagają.
      • czas.na.sjeste Re: Gdy umiera dziecko 31.05.06, 13:42
        Wlaściwy czas na odejscie kogoś bliskiego nigdy nie nadchodzi... i nikt i nic
        tego nie zmieni...
        Przeżycie smierci wlasnego dziecka jest niewyobrazalną dla mnie tragedią...
    • brandonka77 Re: Gdy umiera dziecko 30.06.06, 11:46
      kiedys w zwierciadle czytalam bardzo fajny artykul - wywiad z żona Mrożka
      meksykanka, wypowiadala sie wlasnie na temat smierci i tego jak jest ten temat
      postrzegany u nas i w meksyku, (tez kraju katolickim) i powiedziala ze tam
      powstaja w teatrze komedie na temat smierci a u nas w polsce byloby to
      niemozliwe, i wlasnie powiedziala ze poprostu smierc w polsce jest tematem
      tabu,a tam poporostu smierc jest postrzegana jako czesc zycia, ze jest to
      normalne,ze tam ludzie tak naprawde wierza i umieja rozmawiac
      mysle wlasnie ze ludziom ktorzy tak naprawde wierza w Boga jest im latwiej
      zniesc odejscie bliskiej osoby
      mysle ze w duzej mierze jest to duzy problem dzisiejszej zachodniej cywlizacji
      gdzie tak naprawde kultywuje sie jedynie cialo a zapomina o duszy ktora
      przeciez jest z cialem jednoscia,
      mowie tu oczywiscie ogolnie o smierci
      • konwalka Re: Gdy umiera dziecko 05.07.06, 19:35
        my - rodzice, ktorzy straty nie przezyli - nigdy nie zrozumiemy OR.
        Na szczescie
        mam synka, drugi narodzi sie wkrotce i moze ciut, odrobine wyobrazam sobie..
        co?
        ze nie wyobrazam sobie tego bolu
        po prostu nie
        wyovrazam sobie kres milosci - leczylam sie z niej 7 lat
        wyobrazam smierc KOGOKOLWIEK z bliskich - przezylam
        nie wyobrazam sobie ze moglabym pozegnac moje dziecko
        pierwszy sznur, pierwsze drzewo
        chyle czola przed rodzicami, ktorzy stracili i dalej szanuja swiat
        nie moge nawet myslec o tym, po prostu nie NIE NIE

        ps. wypowiedz brzmiaca mniej wiecej "czy trezba stracic dziecko, zeby ktos.."
        itd uwazam za jedna z najbardziej zenujacych jakie w zyciu uslyszalam
    • jola7111 Gdy umiera dziecko 02.02.08, 00:57
      Witam!
      SMIERC DZIECKA TO TRAGEDIA. NIEWATPLIWIE. NIESTETY NIE DLA WSZYSTKICH. ZNAM
      CZLOWIEKA, KTORY POCHOWAL KILKORO WLASNYCH DZIECI I ZAPOMNIAL. POWIECIE DOBRZE.
      MA PRAWO ZYC. W WIEKU, KIEDY POWINIEN NIE BAWIC SIE SEKSEM, ALE ANALIZOWAC
      WLASNE ZYCIE DOBIEGAJACE KRESU OPISUJE SWOJE PRZEZYCIA SEKSUALNE Z KOBIETA,
      KTORA W SWIETLE POLSKIEGO PRAWA JEST PROSTYTUTKA... PEDIATRA... WIECIE CO PATRZE
      NA TEGO STAREGO WIEPRZA I MIALABYM OCHOTE SKOPAC MU TE STARCZE RESZTKI ...
      PLODZIL BO MU STAWAL... I NIE MOGL SIE OPANOWAC A POTEM PUBLICZNIE GRAL
      ZBOLALEGO TATUSIA.
    • lalacruz Gdy umiera dziecko 03.02.08, 19:16
      Mojej kuzynki córeczka zmarła zaraz po porodzie i do dzisiaj nie może się z tego pozbierać. Kiedy zaszłam w ciążę, to dopiero po usg 3d byłam szczęśliwa, bo córeczka była zdrowa. Teraz ma już 7 miesięcy i nadal mi nie choruje.
    • mmmmmm2 Gdy umiera dziecko 31.07.09, 11:29
      Dziękuję za ten artykuł.
      Mama Aniołka Julci
    • ewanda2005 Gdy umiera dziecko 18.09.09, 00:22
      Minęło już 6 lat jak pochowałam syna miał tylko 22 lata.
      Boli tak samo jak wtedy a świadomość ze już tyle czasu nie widziałam swojego
      dziecka nie słyszałam jego głosu jest tak bolesna że nie umiem tego określić.
      Najchętniej krzyczałabym na cały głoś aby Bóg usłyszał mój ból, lecz nie mam
      już sił mówię do niego cicho: pomilczmy razem.

      Czas nie leczy ran TYLKO MY MUSIMY SIĘ NAUCZYĆ Z NIMI ŻYĆ JAK CZŁOWIEK KTÓRY
      MA OBCIĘTĄ NOGĘ CZY RĘKĘ JA MAM PORANIONĄ DUSZĘ KTÓRA WCIĄŻ KRWAWI.
    • mojko-2 Gdy umiera dziecko 14.12.09, 13:03
      4 grudnia umarł na powikłania pogrypowe mój 7 letni bratanek. Sama przechodzę
      żałobę i jest mi trudno ale piszę ponieważ chciałabym pomóc mojemu bratu i
      bratowej .
      pozdrawiam
      • cheersomeoneup Re: Gdy umiera dziecko 15.12.09, 00:05
        Jestem matką i na samą myśl, że mogłabym stracić dziecko ogarnia
        mnie paniczny strach. Na pewno nie wim co czują rodzice po stracie
        dziecka ale jestem sobie to w stanie wyobrazić przynajmniej w pewnym
        stopniu. Bardzo przeżywam stratę czyjegoś dziecka bez względu na to
        czy znam rodziców osobiście czy nie. Od jakiegoś czasu staram się
        pomagać chorym dzieciom, przesłać pieniądze, rozpowszechniać apele i
        za każdym razem kiedy dziecko umiera ciężko mi się z tym pogodzić.
        Płaczę, nie mogę przestać o nim/niej myśleć, drażnią mnie sztuczne
        problemy ludzi i czuję pustkę. Kilka dni temu zmarła córka znajomej.
        Piękna dziewczynka u której wykryto guza mózgu a po czterech
        miesiącach zmarła. Mimo, że przeżywam te wszystkie tragedie ogromnie
        to wszystko odbywa się we mnie. Nie potrafię o tym mówić i nie
        potrafię rozmawiać z rodzicami którzy stracili dziecko. Nie dlatego
        że mi nie zależy albo że boję się że będą płakać lub się smucić. Po
        prostu wydaje mi się że wszystko co człowiek zrobi lub powie w
        takiej sytuacji jest banalne. Czuję się winna, że moje dziecko żyje
        a ich nie, że ja jestem szczęśliwa a oni nie. Nigdy nie wiem co
        powiedzieć. Bo co tak naprawdę można powiedzieć. Wydaje mi się, że
        wiele ludzi jest w podobnej sytuacji. Boją się, że przez jakieś
        nieopaczną wypowiedź pogłębią i tak już wielką rozpacz rodziców.
        Wspólczujemy, cierpimy z Wami ale nie potrafimy Wam pomóc...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka