Dodaj do ulubionych

Żyć po zdradzie

    • ikesan Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 17:55
      nie da się być z tą osobą i tyle - kto raz oszukał będzie zawsze oszukiwal
      • apolonia45 Re: Żyć po zdradzie 19.02.06, 13:31
        Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Doświadczam tego.
    • kryszen4 Re: Żyć po zdrad 23.10.05, 18:07
      Toja zdradzam(chcę) męża. Kocham ich obu, ten drugi jest wolny. Powód chamstwo
      inuda w nałżeństwie
      • monisse25 PRZECZYTAJCIE TO CO ZNALAZŁAM!!!!!! 23.10.05, 18:16
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=30745643
      • dyskutant81 Re: Żyć po zdrad 23.10.05, 18:17
        nuda to czesty przypadek w malzenstwie. i no wtedy. od razu rozwod? po co?
        przeciez nie trzeba od razu wszystkiego niszczyc. to sie robi malymi kroczkami:
        z nudy, z braku przygod i wolnosci seksualnej.
    • getler Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 18:31
      ta... jakby to zawsze faceci zdradzali, a kobitki były święte...
      Precz z tym seksistowskim dodatkiem do gazety!
      • bigguy Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 19:28
        > ta... jakby to zawsze faceci zdradzali, a kobitki były święte...
        > Precz z tym seksistowskim dodatkiem do gazety!

        Zdrada jest jak wolny rynek, mozna wszystko.
        Wszystko jest kwestia inwestycji w druga osobe.
        Panowie radze :NIE WOLNO PRZEINWESTOWAC,
        zdrada dla kobiety nie powinna byc oplacalna.
        To jedyny ratunek...
    • kerala Re: Żyć po zdradzie 23.10.05, 19:25
      Autorka na samym poczatku zaznaczyla,ze przedstawi punkt widzenia zdadzonej
      zony, wiec skad to oskarzenia o brak obiektywizmu? A same Wysokie Obcasy to
      pismo czytane raczej przez kobiety i logiczne z puntu widzenia marketingu jest
      to, ze czesciej beda sie pojawiac artykuly przedstawiajace kobiece
      doswiadczenia. I opisywala jedna z mozliwych historii, ktora zakonczyla sie
      rozstaniem. To tyle w kwestii technicznej.
      Dla mnie ten artykul byl wazny, bo zrozumialam, ze po okresie silnych emocji i
      sprzecznych uczuc, trzeba przeanalizowac swoje potrzeby i potrzeby meza (kazda
      zdrada poprzedzona jest jakims motywem) i zobaczyc, czy jestem w stanie te
      potrzeby spelnic i vice versa. Maz zdradzil mnie z ciekawosci i potrzeby
      przygody, touslyszalam dzisiaj.Sprzyjajace srodowisko, opowiesci kolegow i
      dziewczyna zasypujaca go setkami sms i przynoszaca w plecaczku piwa przed
      kazdym spotkaniem. Kazda inna kobieta jest na swoj sposob ciekawa, wiec nie
      wiem ile bym sie starala, a staralam sie, nie jestem w stanie tej meza pokusy
      zaspokoic, przy innej okazji spotka inna, ktorej bedzie ciekawy...Na razie,
      choc uplynelo juz kilka miesiecy jestem na etapie wciaz zywego bolu, chaosu
      mysli, wscieklosci, upokorzenia, bezradnosci i wlasnie opisanej w artykule
      specznosci uczuc:odejsc ze wzgledu na szacunek do siebie, zostac? To bardzo
      trudne doswiadczyc zdrady od osoby, ktora cie kocha.
      Latwo wydawac wyroki, ten jest winny , ona jest winna, tamta niewinna i mnozyc
      konfiguracje win i odpowiedzialnosci.i znajdywac tysiace wazkich argumentow na
      poparcie swych pogladow. Tylko co z tego.
      • szelmar Czym dla kobiet jest zdrada? 23.10.05, 19:37
        Jestem w małżeństwie od 8 lat i mimo normalnych trudności jest dobrze. Nigdy nie
        dotknąłem innej kobiety. Jednak przeznam że dwa razy zdarzyło mi się zakochać w
        innej kobiecie. Po prostu człowiek czasami spotka fascynującą osobę i ulega jej
        urokowi. Za drugim razem była to kobieta, która dodatkowo wysyłała wyraźne znaki
        zainteresowania moją osobą. Taka fascynacja trwa kilka tygodni - to prawda - ale
        jeśli uruchomi się rozum (kogo skrzywdzę) i wolę (podoba mi się okropnie, ale
        nie chcę tego) to to po prostu mija! W tym czasie rzeczywiście byłem nieobecny a
        żona wydawała mi się taka zwykła... Ale TO MIJA i potem ma się satysfakcję, że
        się jednak nic nie zrobiło. Pytanie - czy zakochanie to już zdrada?
    • pro-asekurator www.facet34plus.blox.pl 23.10.05, 23:19
      zapraszam na swojego bloga, gdzie pisze o zdradzie na wlasnym przykladzie
      www.facet34plus.blox.pl

    • mea5 Re: Żyć po zdradzie 24.10.05, 08:00
      Zdrada nawet gdy ja wybaczysz pozostanie zawsze zdrada. a to co było między
      dwoma osobami juz nie będzie tym co kiedys bo pozostanie w nas zawsze jakas
      niepewnośc i brak zaufania.
      a opinie psychologów ,ze nalezy taki zwiazek jeszcze ratować jest
      beznadziejny. Bo oni sami maja też takie same problemy i po zdradzie rozpadaja
      sie ich zwiazki.
      Jaki by nie był to zwiazek /małzenski, przyjacielski/ zdrada zawsze będzie
      zdradą. bo nie buduje sie zadnego zwiazku na zdradzie.
      nie koniecznie musi to byc miłośc,
      • saligia tego się nie da naprawic 24.10.05, 08:41
        Byłam kiedyś zdradzona. Najpierw przez jednego mężczyznę. Potem przez następnego, który powiedział: ja nauczę cię ufać.
        Tymczasem dzięki jego nauce mam problem z jakimkolwiek normalnym związkiem - nie potrafię zaufać osobie nawet najbardziej szczerej czy dobrej, moja samoocena jest strasznie niska a wiara w siebie zerowa. Na początku walczyłam o niego jak lwica - żeby go odzyskać a związek odbudować. Nie dało się po prostu. Zostaje jakiś taki żal, wieczne poczucie zagrożenia i ciągłe zastanawianie się: co jest ze mną nie tak?
        Niby próbowałam coś zrobić z tym związkiem, ale nie byłam w stanie zaznać z nim szczęścia nawet w łóżku - to wszystko prawda, że orgazm tak naprawdę przeżywa się w mózgu.
        I w końcu okazało się, że bezwiednie szukam kogoś innego, a jak już znalazłam - i zdradziłam z nim mojego zdrajcę - to zrozumiałam, że tutaj już nic nie ma, co możnaby ratować. Ze to takie zaklinanie duchow - moze akurat ta milosc zmartwychwstanie.
        Zdrada to spalenie wszystkich mostów. To największa krzywda jaką można zrobić drugiej osobie. A to co jest potem - to oszustwo. A winny jest zdradzający.
        Utrata zaufania do przeciwnego gatunku - trwała. Przez to krzywdzę tych, na których mi zależy.
        • alhanroel wkurza mnie to..!!!!!!!!!!!!!! 24.10.05, 09:10
          ..ze caly czas pisze sie o zdradzonych kobietach, a co o zdradzonych facetach?
          • saligia Re: wkurza mnie to..!!!!!!!!!!!!!! 24.10.05, 09:21
            latwo powiedziec: wkurza mnie to! czemu wiec sam czegos o zdradzanych mezczyznach nie napiszesz? kilka osob juz pisalo...
            ja jestem kobieta wiec pisze o kobietach:)))
    • nuzwykrzyknikiem Poranne rozmyslania... 24.10.05, 09:09
      Zdrada to zdrada tamto - czy wszystko się sprowadza do tego jednego słowa?

      z pewnością w danej sytuacji istnieją inne cznniki, poza "zdradą", które trzebaby brać
      pod uwagę, oceniając sytuację, o ile to w ogóle możliwe, z zewnątrz.

      Nie będę tego rozwijał, chociaż byłoby co, ale wymienię kilka
      granicznych przypadków "zdrady", jej "aspektów".

      1. facet - seksocholik. Od urodzenia. Podoba mu się (podnieca go) każda niemal kobieta.
      Seks to dla niego zupełnie inna, równoległa płaszczyzna rzeczywistości.
      Nawet inny facet nie zrozumie "świata wewnętrznego" takiego goscia.

      W końcu się ożenił. Żona wie o tym, jaki jest, Wie, ze jest ok, ale seks jest od niego
      silniejszy, i w zasadzie nie ma nic wspólnego z głęboką relacją pomiedzy nimi, która
      NIEWĄTPLIWIE jest.

      Jak on rozwiązuje ten problem?
      Chodzi do prostytutek.
      Niestety, okazuje się, że prostytutki to nie jest rozwiązanie na dłuższa metę,
      gdyż:
      a) prostytutki, jako zawodowcy, jeszcze bardziej nakręcają go seksualnie (groźba nałogu)
      b) korzystając częściej z ich usług bywał o milimetry od zakochania się po uszy
      (wśród prostytutek też są, okazuje się,fantastyczne dziewczyny) a więc
      zerwania głebokiej więzi z żoną.

      Jak teraz sobie radzi? Nie wiem, ale (tak to już jest) pewni ludzie są
      zdeterminowani nieukierunkowaną seksualnością aż do późnej starośći.

      2. Zdrada "przedmałżenska" - niby czym jest? Zdradą.
      A przecież potoczna obserwacja uczy, że - już od wczesnego przynajmniej liceum -
      wymiana partnerów, odbywa się poprzez zdrady. Im dalej w las, sytuacja, w której
      para się rozpada, i dama (przykładowo) staje sie znowu "wolna" na jakiś czas,
      jest coraz rzadsza.

      Panie (zapewne panowie też) już tak mają, że jak zasmakują bycia w związku, nie
      odważają się na dopuszczenie momentu bycia samotnym - znowu wolnym, ale zmieniają
      partnera "w locie". Wręcz jest od pewnego momentu tak, że osoba, która sama decyduje
      się na wyjście ze związku, bez natychmiastowego wejścia w następny, otoczona jest
      nimbem osoby odważnej,z charakterem.

      Śmiejemy się oczywiscie z tych zdrad nastoletnich, ale przecież ich mechanizm jest
      jak najbardziej poważny: bedąc niezdolnymi do samotnego życia, porzucamy partnera
      dopiero wtedy, gdy mamy pewność, że natychmiast zastąpi go nam partner inny.
      Gdybyśmy mieli pewność, że ów nowy partner znalazłby się tuż po "normalnym",
      cywilizowanym i pokojowym rozstaniu z partnerem dotychczasowym - mało kto
      popełniałby moralnie nieprzyjemne "zdrady". Poniewaz tej pewności nie mamy - zdradzamy.

      Tym niemniej, te nastoletnie zdrady nikogo nie szokują czy oburzają - uważamy je
      za coś wręcz koniecznego. Czy nie są to jednak często normalne, pełnowymiarowe zdrady?
      Z pewnością - bardzo często są własnie. Brak instytucji małżeństwa, rodziny, dzieci
      pwowduje, że wydają się mniej ważne, czy nieistotne.



      3. "Małżeństwo jako zdrada"

      W tym fragmencie rozwinę myśl, zapewne błędną, iż zdrada wpisana jest, i leży niejako
      u fundamentu instytucji małżeństwa.

      Bo czyż nie jest tak, że zawierając małżeństwo dokonujemy zdrady, zdradzamy wiele osób i
      spraw? I to w sposób zasadniczy?
      Zdradzamy rodziców, rodzeństwo, przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych, panie
      zdradzają potencjanych swoich adoratorów, panowie analogicznie.
      Pierwszym krokiem świeżych małżeństw bywa bezwzględne przepędzenie singli z salonów i
      otoczenie się bezpiecznymi innymi małżeństwami. Odtąd panna wolna (najczęściej), i
      chłopak do wzięcia (rzadziej) nie ma wstępu do przybytku szczęścia rodzinnego.

      W małżeństwie czai się bowiem wielki potencjał nihilizmu, polegający na odebraniu ważności,
      unieważnieniu wielu spraw, relacji, którym dotychczas oddawalismy swój czas i uwagę.
      Niewątpliwa, skądinąd, pozytywność małżeństwa przeciez wcale nie przekreśla tych aktów
      niewątpliwej destrukcji i uniewżnień. I nie jest to unieważnienie jednorazowe, ale ciagłe,
      permanentne.
      Odtąd już nie mamy dla nikogo czasu. Nic i nikt się tak naprawdę nie liczy, poza rodziną.

      Pytanie brzmi, czy owa permanentna zdrada własnego otoczenia, i społeczeństwa w ogóle,
      jakie ma miejsce w trwaniu rodziny nie przekłada się w sposób oczywisty i nie stanowi
      pewnego gruntu dla gotowości do kolejnej zdrady, dokonanej już nie zbiorowo, przez obu
      małżonków, ale pojedyńczo, przez jednego z nich? I w subiektywnym odczuciu zdradzającego
      nie musi być to wcale odczuwane jako zdrada, lecz jako forma odkupienia zdrady poprzedniej,
      poprzez ponowne wejście w istotny stosunek z (uporzednio zdradzonym) otoczeniem.


      4. "Ta trzecia"
      Zakładając, że osoba owa, "trzecia" nie chce czegoś innego, poza tym samym co napędza
      rodzinę, którą - swoją obecnością - rozbija, a więc chce po prostu też założyc rodzinę,
      trudno mieć o to do niej pretensję.

      Czy rodzina, której współmałżonek był już "członkiem" innej rodziny musi byc gorsza od tej,
      która sie rozpadła? Wcale nie.

      [Oczywiście, gdyby tak było, że związki, małżeństwa zbudowane na gruzach innego związku
      były jakoś upośledzone, gorsze, nietrwałe, to byłoby to kapitalnym argumentem przeciwko
      "zdradom". Sęk w tym ze przecież TAK NIE JEST]

      w sensie matematycznym, z punktu widzenia społecznego, rachunek jest wyrównany: rodzina
      za rodzinę.

      w sensie matematycznym, jedna osoba przestała byc samotną, "singlem", a inna nią się stała.
      Własciwie, co to otoczenie obchodzi? Jako rodzina i tak stanowili odosobnioną monadę,
      żyjaca własnymi sprawami. Na jej miejsce powstała inna monada, także żyjąca swoimi sprawami.


      5. Z moich obserwacji wynika, że (być może sie znowu mylę) jest tak, że, kiedy
      chodzi o partnera, męża, faceta, kobiety potrafią walczyć jak pantery, i wtedy
      nic się nie liczy.

      W pewnych sytuacjach, w sposób naturalny mają zdolność przechodzić w stan jakby pozamoralny.
      Trzeba się z tym po prostu liczyć. I liczyć na to, że z tego stanu, równie naturalnie
      i "jak gdyby nigdy nic" wracają na łono rodziny ludzkiej. Amen.

      Nu!
    • bet66 Krótkie podsumowanie 24.10.05, 09:34
      1. zawsze winny jest zdrajca
      2. współwinną jest ta trzecia/ci - świadomie wchodzaca w cudzy związek
      3. winna za rozpad_kryzys małżeństwa nie zawsze rozkłada sie po równo na
      współmałżonków, zawsze któraś ze stron mocniej "grzeszy"; kazdy popełnia błędy
      i jest w swych działaniach ułomny...ale wszystko zalezy od skali tych
      niedociagnięć, a to w zaden sposób nie usprawiedliwia zdrady
      4. są meżczyźni dziwkarze i kobiety_dziwki, którzy zdradę mają zakodowaną w
      genach..."ten typ tak ma"
      5.życie po zdradzie....dla jednych to ruiny i zgliszcza dla ich związku....dla
      drugich refleksja i zimny prysznic, który pomaga odbudować, naprawić związek i
      odnaleźć się na nowo.
      6. jezeli małżenstwo jest pomyłką i nie spełnia naszych oczekiwań , a na swojej
      drodze spotkaliśmy osobę, z ktorą chcemy układac swoje zycie na nowo...to
      zwykla ludzka przyzwoitość nakazuje nam zrobic to w godny sposób....a nie, jak
      złodzieje, przestępcy ukrywać się i okłamywać .
      • mea5 Re: Krótkie podsumowanie 24.10.05, 10:30
        Zadradzaja osoby,ktore chca sobie coś udowodnic, sprawdzic siebie, które sa
        niepewne swej wartości.
        a jesli mamy juz inaczej swoje zycie układac to masz racje zrobmy to z
        klasa,aby bol byl mniejszy,chociaz wątpię kazda ze stron przezyje to inaczej.
        Najgorsze jest okłamywanie i ukrywanie bo to boli gorzej. Bo klamstwo i zdrada
        to prawie jedno.
        Kobieta jeśli zdecyduje sie pozostac i wybaczyc to nigdy tego facetowi nie
        wypomni, a facet niestety wypomni przy klótni czy innym sporze i dolozy
      • annnnia Re: Krótkie podsumowanie 25.10.05, 21:13
        wszystko ok z wyjątkiem pt. 2 - to nie jest prawda.
        • alicjabd Re: Krótkie podsumowanie 22.08.08, 12:13
          annnnia napisała:

          > wszystko ok z wyjątkiem pt. 2 - to nie jest prawda.
          Taak ??A czyzby koleżanka weszła w czyjsc zwiazek z butami ???
    • milu100 Re: Żyć po zdradzie 24.10.05, 11:45
      "Nie ma co liczyć na to, że cokolwiek w tej sprawie da się uładzić czy pogodzić:
      zawsze i zdradzone żony, i przypięte na trzecią do cudzego związku kochanki będą
      cierpieć."

      co to ma być, artykuł już w pierwszym akapicie sugeruje, że zdradzają tylko
      mężowie, tylko ciekawe z kim, pewnie sami z sobą
    • iwowilk Re: Żyć po zdradzie 24.10.05, 14:34
      Dyskusja troche monotematyczna. kto winny, troche bluzgania, emocje,
      doswiadczenia. moze warto sie zastanowic dlaczego robimy taka wielka afere z
      faktu ze ktos nas zdradzil, lub my zdradzilismy? nie sprowadzalabym tego do
      funkcji biologicznych, wszak nie tylko seksem charakteryzuje sie to extra
      curriculum vitae activity. uwazam, ze jedna osoba nie jest w stanie zaspokoic
      naszych wszystkich potrzeb na kazdym etapie naszego zycia. szukamy partnera
      ktory ma pewne cechy (na przyklad jest opiekunczy, ma powazne podejscie do
      zycia) ale od czasu do czasu mamy ochote na towarzystwo beztroskiego piotrusia
      pana. ludzie pojawiajacy sie na sciezce naszego zycia odgrywaja rozne role.
      staly parnter ma inna i facet z ktorym spedzasz upojna noc inna. sadze ze
      nalezy sie zastanowic z kim tak na prawde chcemy spedzic nasze zycie i nie
      odgrywac dramatow tam gdzie sa niepotrzebne. jesli to partner zdradzil, mysle
      ze duzo godniejsza podziwu i trodniejsza postawa to zaakceptowac ten fakt i zyc
      dalej bez wymowek i histerii. traktowalabym to jako probe mojego charakteru,
      uwazam ze tylko zakompleksione i nie znajace swojej wlasnej wartosci osoby
      tragizuja ten fakt gdyz ich wewnetrzny spokoj i komfort zostal zachwiany, i ego
      zranione.
      • ka524 Re: Żyć po zdradzie 24.10.05, 15:10
        A czemu nie może byc tak:
        - Kochanie stało się z nami coś złego. Nie żyjemy już ze sobą tylko obok
        siebie. Czuję się samotny, nie rozumiemy się, nie dogadujemy. Nie dajesz mi
        tego czego potrzebuję i ja tobie pewnie też nie. Spróbujmy coś z tym zrobić,
        jakoś to naprawić/albo - Nie widzę już sensu, nie chcę oszukiwać siebie i
        ciebie, rozstańmy się.
        I dopiero później poszukajmy innego partnera, albo spróbujmy naprawić w naszym
        związku to co jest nie tak. Przecież jesteśmy ze sobą bo coś nas połączyło.
        Może zamiast wskakiwać w ramiona kurewki- koleżanki z pracy (to takie łatwe),
        spróbujmy ruszyć trochę tyłek i powysilać się, żeby uratować związek. I dzieci
        nie będą cierpiały po rozstaniu rodziców.
        A paniom singielkom radzę zastanowić się nad tym czy to warto zabawiać się w
        ten sposób, że wykorzystuje się to że w jakimś małżeństwie akurat źle się
        dzieje, że Facet któremu akurat źle dzieje się w życiu i nie jest szczęśliwy ,
        postanowił pójść na łatwiznę i szczęście rodzinne zastąpić po prostu chętną
        pipką. Swoją droga świnia z niego straszna. Łatwo jest zniszczyć coś, co przy
        odrobinie dobrych chęci i przy życzliwym otoczeniu(myślę o znajomych i
        przyjaciołach)może przerodzić się w mocny i szczery związek. A tak
        jakaś "mądra" pani wypnie du.ę i jeszcze tłumaczy się że nie jest niczemu
        winna, bo co ją to obchodzi. A obchodzić powinno bo stare mądre przysłowie
        mówi: nie czyń drugiemu co tobie........
      • toughgirl Re: Żyć po zdradzie 24.10.05, 15:10
        No coz, to wszystko zalezy od psychiki kazdego z nas. Ja poznalam sama siebie
        dopiero wtedy, gdy mi sie to stalo. Maz mnie zdradzil rok po slubie, 6 lat po
        tym jak sie poznalismy. Sam sie przyznal i powiedzial,ze spotkal swoja druga
        polowke, ze nigdy czegos takiego nie czul i ze nic na to nie poradzi. Mysle, ze
        spodziewal sie wielkiej awantury i lez. Ja tez tak myslalam, ale gdy mi to
        wszystko powiedzial, bylam twarda jak kamien, zero awantury. Powiedzialam mu, ze
        skoro tak uwaza, no to niech odejdzie, ze nie mam zamiaru mu stac na
        przeszkodzie, ubralam sie ladnie tego dnia i wyszlam na calonocna impreze z
        wylaczona komorka, czego nigdy przedtem nie robilam. Nazajutrz czekal na mnie
        zaplakany maz z koszem roz mowiac mi ze jest idiota i ze przeprasza. Przez
        nastepne kilka miesiecy nie bylo z tego powodu zadnych awantur,zero plakania,
        tylko taka dziwna pewnosc siebie, ze poradze sobie w kazdej sytuacji i ze gorzej
        juz mnie nikt nie zrani, a teraz po roku, gdy o tym pomysle, to wiem ze bedzie
        mnie to bolec do konca zycia
    • mieke ŻYĆ PO ZDRADZIE 25.10.05, 14:15
      Minęło już trzy miesiące od tamtego feralnego zdarzenia, a ja bardzo często
      wracam wspomnieniami, mimo że to tak bardzo boli.
      Znamy się od prawie 7 lat, ślub wzięliśmy 5 miesięcy temu, nasze dziecko
      skończyło wtedy roczek. Przed ciążą byłam "piękna" (szczupła, długie włosy,
      lubiłam seksy się ubrać). W czasie ciąży bardzo przytyłam (może to też na
      skutek nieodwracalnych zmian w moim życiu) i ścięłam włosy. Po urodzeniu
      dziecka było wielkie szczęście, jak i też trudy nowej sytuacji. To mój partner
      nalegał na ślub. Zgodziłam się. O zdradzie dowiedziałam się przypadkiem (choć
      podejrzewałam że coś jest nie tak - mąż ciągle nie miał czasu, był markotny,
      nie mówił mi komplementów) - dzięki oprogramowaniu szpiegowskiemu na
      komputerze. Okazało się, że jeszcze conajmniej na cztery miesiące przed naszym
      ślubem (a po porodzie dziecka) poznał jakąś "niewinną" (ulubione jego słowo)
      dziewuszkę (19 latkę). Mnie kłamał że jedzie załatwiać sprawy w delegację, a
      tymczasem jechał tam razem z nią. Tydzień milczałam - i znosiłam z zaciśniętą
      szczęką ból i upokorzenie - kiedy rano po wyjściu męża do pracy znajdowałam (w
      moim "szpiegu") zapiski z czatów i emaili. Mnie wieczorem mówił że kocha (kiedy
      miał ochotę na seks), a jej też wyznawał wielką miłość. Najbardziej bolały i
      nadal bolą słowa - którymi ją "obdarowywał" - a mnie jak się poznaliśmy i do
      momentu tej znajomości. W końcu niewyrobiłam. Powiedziałam że wiem (w wielkiej
      furii zresztą), i po rozmowie w zasadzie wyszło na to, że zrobił to bo czuł się
      zagubiony, bo ja się zaniedbałam, bo ja nie miałam już dla niego tyle czasu co
      dawniej, bo już tyle razem nie wychodzimy... Smutne to (ale czy kiedykolwiek
      pomyślał, jak ja się czuję?). To nie on chodził przez 9 miesięcy z brzuchem, to
      nie on musiał przekreślić swoją karierę i wybrać co innego, to nie on siedzi z
      dzieckiem w domu. Z jednej strony go zrozumiałam, ale nadal boli to, że
      zdradził po urodzeniu dziecka i jeszcze przed samym ślubem.
      Jesteśmy razem - jest niby wszystko ok, staram się nie patrzeć w przeszłość,
      ale to do mnie ciągle wraca - czy znowu nie zdradzi? I może tym razem natrafi
      na taką, która bez żadnych oporów pójdzie z nim do łóżka?
      Wszystko co było przedtem - przekreśliłam. A przecież mieliśmy razem mnóstwo
      pięknych wspomnień, których teraz już nie widzę. I zastanawiam się jeszcze nad
      jednym - czy media i filmy muszą ciągle pokazywać piękno pierwszej fascynacji i
      kończąć na żyli długo i szcęśliwie? Czy po prostu nie mogą pokazywać
      szczęśliwej i kochającej się rodziny, która od wielu lat ze sobą żyje?
      • jaaga75 Re: ŻYĆ PO ZDRADZIE 25.10.05, 20:09
        Też mi się kiedyś wydawało, że jak zdradzi mnie mój mężczyzna - to koniec,
        walizki za drzwi i do widzenia ! Ale to okazuje się nie takie proste. Na
        etapie "przedmałżeńskim" to rzeczywiście krótka piłka. Ale w związku i w
        dodatku z dzieckiem - zaczynasz akceptowac wiele z rzeczy, które wydawały ci
        sie kiedyś nie do przyjęcia. Zdradził ? to faktycznie świnia ale co z
        tego .................................. ! To już nie jest zabawa w : obraziłam
        się i wracam do swojej piaskownicy. Teraz odpowiadam za siebie, za dziecko i
        za nasze wciąż przecież wspólne małżeństwo. BOLI ? Jasne, jak cholera, ale
        naprawdę są na świecie gorsze rzeczy. Ja miałam to "szczęście", że zdrada
        mojego męża polegała na kilku szybkich anonimowych numerkach a nie na romansie.
        Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, on wie że ja wiem i że cos się zmieniło na
        zawsze. Ale przecież nadal go kocham i wiem, że on mnie też. Wybaczyłam mu i
        choc nie jest już tak pięknie jak cztery lata temu przed ślubem, to jest jakby
        dojrzalej i mądrzej. Nie potrafię tego wytłumaczyc ale tak własnie jest. Im
        starsi jesteśmy tym bardziej wyrozumiali ...
    • kibic_radomski Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac? 25.10.05, 15:22
      Odroznijmy w tzw. Milosci dwie rzeczy:

      (1)Milosc oparta na POSIADANIU drugiej osoby.
      Jak posiadam To nie lubie sie DZIELIC. Szczescie mojego partnera jest
      zagrozeniem mojego sczescia wiec przezywam starch i bol, gdy moj parner gdzie
      indziej doznaje szczescia.


      (2)Milosc oparta na “Prawdziwej” PRZYJAZNI.
      Jak kocham To chetnie sie DZIELE i ciesze sie ze szczecia mojego partnera, ktory
      jest szczesliwy i ze mana i z kim innym.


      Biorac pod uwage INNE zapatrywanie niz obiegowe prosze sprobowac spojrzec na
      PROBLEM tzw. ZDRADY z puntu widzenia NIE-MONOGAMISTY.

      Jak mozna tkwic tak mocno w obiegowym stereotypie?
      Czy tak trudno jest ten STEREOTYP odrzucic jezeli prowadzi do tylu CIERPIEN?
      Dlaczego Monogamia jest lepsza od Polygamii gdy statystyki mowia, ze ponad 50%
      malzentw w Rosji i USA sie rozpada? Na czym polega jej wyzszosc?

      *******
      • a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 17.07.05, 01:21 + odpowiedz

      wlasciwie to nie powinnam pytac, bo znam odpowiedz na to pytanie - ilu
      mezczyzn, tyle powodow...
      najczesniej jednak jak juz mezczyzna ma kochanke, to wlasnie dlatego, ze jest
      taki nieszczesliwy w malzenstwie, olaboga i cierpiacy bo jest z nia tylko ze
      wzgledu na dzieci albo ze ona go nie rozumie albo juz nie interesuje, gledzi
      mu bez przerwy nad uszami, ze sie on za malo stara, nie ma czasu bla bla...
      a wiesz cholero co to rozwod jakzes taki nieszczesliwy?

      jego kochanka tez nie grzeszy madroscia chyba, ze sie chce dobrze pobawic


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.udn.pl
      Gość: Mezo 17.07.05, 01:34 + odpowiedz

      Mezowie zdradzają żony bo jest mezokracja...mezo, mezo mezo...mezokracja...


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 17.07.05, 09:06 + odpowiedz

      "mezokracja" - czyli ten samczyk jeszcze nie stanal na dwoch nogach i w dalszym
      ciagu zaspokaja swe pierwotne popedy


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: 193.111.144.*
      Gość: mąż swojej zony 17.07.05, 09:38 + odpowiedz

      Może chce jak kazdy samiec przedluzyc gatunek? Monogamia jest popularna jakieś
      2000 lat, trudno jest wyplenić zaszłości kilkunastu tysięcy :-)
      a tak swoją drogą kiedyś to było fajnie ;-)


      • A żony są takie niewinne ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
      Gość: F-16 17.07.05, 10:31 + odpowiedz

      To z kim mężowie zdradzają swoje żony ? Często z żonami innych mężczyzn, nie
      zawsze z panienkami. No chyba, że mają pedalskie inklinacje i zdradzają żony z
      chłopami. Podobno robi się to ostatnio coraz bardziej modne - takie trendy.


      • Re: A żony są takie niewinne ? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 17.07.05, 10:37 + odpowiedz

      ze co? takie trendy? takie mendy!


      • Re: A żony są takie niewinne ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
      Gość: F-16 17.07.05, 10:42 + odpowiedz

      A jednak trudno Ci się pogodzić z faktem, że mężowie często zdradzają żony
      z ... żonami innych mężczyzn. I nie robią one tego pod przymusem.


      • Re: A żony są takie niewinne ? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 17.07.05, 10:51 + odpowiedz

      hm... ja tego po prostu nie rozumiem, tzn. nie wyobrazam sobie bym mogla
      zdradzic ukochana osobe, a ci, ktorzy zdradzaja - zona meza czy maz zone -
      musza byc bardzo nieszczeslwi w zwiazku, w ktorym najwyrazniej istnieje jakas
      rysa...ktora roznie sie nazywa: egoizm, glupota czy zwykla niedojrzalosc
      emocjonalna


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 17.07.05, 10:35 + odpowiedz

      a nie lepiej w swojej gromadzie ten gatunek przedluzac? kiedys bylo fajnie?
      taaa, gry wstepnej to nie bylo w ogole, istnial tylko jeden styl - ostro
      :-)


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: 203.196.131.*
      Gość: dejv 17.07.05, 14:34 + odpowiedz

      powiedz mi mam sie przyznac? czy lepiej oszukiwac? kocham ale nie chce byc
      zwiazku opierajacym sie na klamstwie...'chce wiedziec czy ty bys chciala, zebym
      ci powiedzial?'


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 17.07.05, 14:58 + odpowiedz

      do mnie to pytanie? jesli tak, to juz odpowiadam:
      przede wszystkim bardzo bym chciala, zeby moj facet mowil mi o wszystkim, nawet
      np. o tym, ze nie jest ze mna szczesliwy, bo wole najgorsza prawde od
      nieswiadomego oklamywania; co to za zwiazek oparty na klamstwie? to kpina z
      drugiego czlowieka, ktory z reguly podchodzi do sprawy bardzo powaznie; poza
      tym taka rozmowa moze wiele zdzialac... coz... jakbys kochal naprawde (masz na
      mysli zone czy tak?) to bys najpierw porozmawial z zona, a nie lecial do lozka
      z inna, chyba ze po prostu szukasz wrazen, jak kazdy niedpowiedzialny facet



      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 17.07.05, 15:01 + odpowiedz

      wychodzi na to, ze ty kochasz zone ale ja zdradzasz bo ona cie oklamuje...
      paranoja, dwoje niedojrzalych emocjonalnie do tworzenia zwiazku ludzi


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 17.07.05, 15:08 + odpowiedz

      to na czym w takim razie budowaliscie swoja milosc skoro teraz wychodzi na
      wierzch taka postawa was obojga?


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: 203.196.131.*
      Gość: dejv 17.07.05, 16:48 + odpowiedz

      a po czym wnioskujesz ze ona mnie zdradza ? ja ja kocham i zdradzam bo jestem
      niedojrzaly, nie widze innego wytlumaczenia.


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 17.07.05, 17:06 + odpowiedz

      a po czym wnioskujesz, ze ja wnioskuje, ze ona cie zdradza? zrozumialam to tak,
      ze ona cie tak czy inaczej oklamuje (czyli ci nie ufa)...
      ty ja moze i kochasz ale twoja milosc jest po prostu chora, nie! to ty jestes
      chory! lecz sie u psychologa klinicznego to do psychiatry moze nie bedziesz
      musial sie rejestrowac...
      wspolczuje jej... choc moze radzi sobie jakos kobitka, by nie zwariowac z
      toba...


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: 203.196.131.*
      Gość: dejv 17.07.05, 17:22 + odpowiedz

      a jaka jest ronica pomiedzy oklamywaniem, a zdrada? nie sa to synonimy?
      dzieki za rade, rozumiem, kobieca solidarnosc dodaje tej uszczypliwosci. nie
      wierze w psychologow, zycie uczy najlepiej, jesli sie umie wyciagac wnioski.
      mam nadzieje, ze mnie sie uda. dziekuje ci lilabaj.


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 18.07.05, 03:58 + odpowiedz

      co do psychologow to ludzie sie ich albo boja, bo nie chca zostac
      rozszyfrowani za szybko, albo boja sie ich zrozumiec; fakt: sa wsrod nich
      (psychologow) pewne oszolomy, ale czy wsrod nauczycieli, lekarzy czy
      policjantow takich nie ma?
      zycie zna przypadki gdy ktos po prostu minal sie z przeznaczeniem...
      dzis nie tak latwo o dobrego nauczyciela, lekarza czy psychologa
      mysle, ze warto nieraz porozmawiac z tym dobrym psychologiem jak juz czujemy,
      ze nasze zycie przypomina matnie, bo psycholog (dobry) wytlumaczy w kilka minut
      cos, czego nauka zyciowa zajelaby moze kilka...lat; dzis nie mozna sie wstydzic
      tego, ze ktos chodzi do psychologa - to wlasciwie tylko dowod na to, ze dany
      czlowiek chce zmieniac swoje zycie i to na lepsze, chce sie rozwijac i stawiac
      czola ludzkim problemom


      • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
      Gość: l i l a b a j 18.07.05, 04:21 + odpowiedz

      jesli kogos oklamujesz to najczesciej zaprzeczasz faktom, mniej lub bardziej
      swiadomie; gdy zdradzasz - po prostu robisz to w zupelnosci swiadomie bo masz
      na to ochote, bo jestes zly, niedowartosciowany czy szukasz ukojenia po
      odrzuceniu przez partnera

      ale generalnie zdrada i oklamywanie przenikaja sie wzajemnie,
      • kibic_radomski Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac?_1 25.10.05, 15:29
        Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 04:21 + odpowiedz

        jesli kogos oklamujesz to najczesciej zaprzeczasz faktom, mniej lub bardziej
        swiadomie; gdy zdradzasz - po prostu robisz to w zupelnosci swiadomie bo masz
        na to ochote, bo jestes zly, niedowartosciowany czy szukasz ukojenia po
        odrzuceniu przez partnera

        ale generalnie zdrada i oklamywanie przenikaja sie wzajemnie, bo gdy oklamujesz
        zdradzasz... swoja slabosc i lek przed prawda, a gdy zdradzasz - oklamujesz
        przede wszystkim siebie, ze wszystko jest w najlepszym porzadku...

        czy ja ci naprawde w czyms pomoglam czy tylko sie zgrywasz dejv?


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: 203.200.67.*
        Gość: dejv 18.07.05, 07:49 + odpowiedz

        czy mi pomoglas? nie wiem. mysle, ze pomoc moge sobie tylko sam. zadne dobre
        rady psychologa (zawodowego czy internetowego) nie sa celem tylko srodkiem. i
        nie chodzi o wstyd chodzena do takiego. mam swoja baze, a przynajmniej wiem co
        nia jest, co chcialbym zeby nia bylo. nie potrzebuje nikogo (na razie)zeby mi
        tlumaczyl na czym polega zycie. jestem swiadomy i to mi dodaje jakiejs wiary w
        siebie. powiedzialas o jej oklamywaniu o jej zaufaniu, za to dziekuje bo o tym
        nie myslalem (i nie zrozum zle, nie traktuje tego jako wytlumaczenia).


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 11:38 + odpowiedz

        no tak, teraz wezma mnie za jakiegos internetowego psychologa...
        dejv, myslalam o tobie i twoim problemie i mysle, ze to dobrze, ze ruszylo cie
        sumienie i nie chcesz jej oklamywac; moze jakbys jeszcze napisal o
        okolicznosciach zdrady jej, to mialabym juz pelny obraz sytuacji;
        niemniej powtorze sie jesli napisze, ze nie miesci mi sie to w glowie, by
        facet, ktory mowi, ze kocha swoja zone - zdradzil ja, niewazne ile razy, chyba
        ze zostal porwany, odurzony i wykorzystany seksualnie
        jesli jednak to byl twoj zwykly "wybryk" (ktory prawdopodobnie wczesniej czy
        pozniej sie powtorzy, w tej czy innej formie) to pomoc moze ci jedynie bozia
        bo reakcje zdradzonej kobiety bywaja rozne...
        a na pewno radze ci porozmawiac z zona, bo moze siedzi w tobie jeszcze jakis
        dawny zal do niej o cos, co podswiadomie moglo byc powodem twojej zdrady, ktora
        moze chciales odreagowac a teraz zalujesz - to tak, jesli odpada opcja twojego
        uprowadzenia i wykorzystania seksualnie;
        tego ci zycze, zebys sam sobie z tym poradzil, ale nie wahaj sie skorzystac z
        pomocy tych, ktorzy jej fachowo udzielaja

        o tym wstydzie pisalam tak generalnie, z mysla o tych, ktorzy na slowo
        PSYCHOLOG pukaja sie w glowe i patrza jak na kosmite na tego, ktory chodzi do
        psychologa

        "masz swoja baze, a przynajmniej wiesz co nia jest, co chcialbys zeby nia
        bylo" - duzo w tym twojej niepewnosci i tak naprawde chyba nieposiadania
        zadnej "bazy" - obym sie mylila
        nie mam ci nic za zle, nie obawiaj sie, ja tez jestem czlowiekiem, ktory moze
        ale nie musi sie mylic
        pozdrawiam i powodzenia


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 11:55 + odpowiedz

        jeszcze to:
        ludzie z roznych powodow pobieraja sie czy lacza w pary
        ewentualna zdrada to nic innego jak tylko weryfikacja ich stanu uczuc
        zycze kazdemu, by takiej weryfikacji nigdy nie doswiadczyl i kochal i byl
        kochany przez ukochana czy ukochanego przez cale zycie

        tylko my wiemy co siedzi w nas samych


        • przepraszam IP: 203.196.131.*
        Gość: dejv 19.07.05, 19:12 + odpowiedz

        powiedzialem, stracilem. przegralem. przegralem milosc swojego zycia. nie wiem
        czy bede umial kochac jeszcze raz tak samo. nie wiem czy to byla milosc jesli
        zdradzilem. nie wiem czy zdrade mozna wytlumaczyc slaboscia. bylem slaby. boli
        mnie strata, boli mnie bardzo, ale bol wyrzadzany, rani mnie jeszcze mocniej.
        popelnilem blad, niewybaczalny blad. nie zgadzam sie z polygamista. instynk
        pierwotny nie jest zadnym wytlumaczeniem, poligamia lezy w naszej, ludzkiej,
        meskiej naturze, to fakt, zabijanie tez. mimo to zabijania sie nie toleruje.
        zdrady tez nie mozna tolerowac. nie chce byc zdradzony. nie chce juz nikogo
        zdradzic. przepraszam Cie Asiu....


        • Re: przepraszam IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 19.07.05, 20:05 + odpowiedz

        > powiedzialem, stracilem. przegralem. przegralem milosc swojego zycia. nie wiem
        czy bede umial kochac jeszcze raz tak samo. nie wiem czy to byla milosc jesli
        zdradzilem.

        Co ty pleciesz. Milosc przychodzi i odchodzi jak pory roku. Kochales miesiac,
        rok albo kilka lat to dobrze, cale zycie niemal niemozliwe ale moze sie zdarzyc.
        Co to ma do zdrady? Jak kochasz dwie naraz to zdradzasz? Nie, poprostu
        potrafisz byc sprawiedliwy to w stosunku do wlasnej natury i kobiet, ktore
        potrzebuja Twojej milosci, wlasnie jestes wspanialy i szczesliwy, ze mozesz dac
        szczescie dwom na raz. Zdrada nie istnieje jest to dobo a nie zlo. Ludziom sie
        poprzestawilo z powodu tej Monogamii. Odpowiedz na pytanie? Bylbys bardziej
        szczesliwy gdy dwie kobiety naraz Cie kochaja i Ty je kochasz tez? Dlaczego Mono
        jest tylko "prawdziwa" miloscia? To nieprawdziwa milosc do dazenie do posiadania
        drugiego czlowieka a nie dawania milosci.


        > wytlumaczyc slaboscia. bylem slaby. boli mnie strata, boli mnie bardzo, ale
        bol wyrzadzany, rani mnie jeszcze mocniej.

        Wlasnie odwrotnie jestes mocny i byles mocny, jaka strata, jak wszyscy sa
        szczesliwi? O jakim bolu Ty prawisz, kto znow cierpi? Zawisc, zazdrosc i egoizm.
        Jezeli kobieta cierpi to znaczy nie kocha Cie bo nie rozumie jak Ty to nazywasz
        "slabosci" - a wlasnie do kobiet nalezy byc slaby, nie mozesz sie opierac jak
        kobiecie dajesz szczescie, musisz raczej rozdawac szczescie a nie tylko
        ograniczac dawanie tylko jednej osobie, bo wtedy "popierasz" bezasadny egoizm
        kobiety, ktora dla ludzkiego DOBRA powinna ten egoizm przezwyciezac.

        > poligamia lezy w naszej, ludzkiej, meskiej naturze, to fakt, zabijanie tez.
        mimo to zabijania sie nie toleruje.

        tylko taka mala roznica polygamia to dawanie szczescia, a zabijanie to
        zabieranie, dlatego zabijania nie nalezy tolerowac a polygamie realizowac.



        > popelnilem blad, niewybaczalny blad.


        • Re: przepraszam IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 20.07.05, 02:12 + odpowiedz

        dejv, mysle ze dobrze zrobiles, pomysl co by bylo, gdyby ona dowiedziala sie od
        kogos innego o twojej zdradzie a nie od ciebie samego? teraz ja to na pewno
        bardzo boli jak kaktus w gardle...
        takie jest zycie moj drogi, ale mysle, ze nie wszystko jeszcze stracone wszak
        czas leczy rany, a takie przezycia czynia nas bogatszymi i, to zadziwiajace ale
        prawdziwe - czasem zblizaja do siebie, bo zaczynamy doceniac cos, co wczesniej
        wydawalo nam sie nieistotne z po czym pojawia sie ... ta prawdziwa, dojrzala
        milosc

        WALCZ o nia chlopie, WALCZ! jesli teraz wiesz na pewno, ze z ta kobieta chcesz
        sie zestarzec ale licz sie z tym, ze mozesz przegrac bezpowrotnie...

        zebys nie myslal sobie, ze jestem zupelnie po twojej stronie - zapytam: o kim
        myslales gdy szedles do lozka z inna?

        jak ci naprawde na niej zalezy, to bedziesz walczyl do upadlego

        powodzenia raz jescze


        • Re: przepraszam IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 20.07.05, 04:34 + odpowiedz

        I tu sie znow zgadzamy-WROC, ale wroc do niej jakgdyby nigdy nic. Nie
        opowiadaj, ze cierpisz tylko sie cieszysz, ze mozesz kochac dwie kobiety. Ran
        zadnych nie ma jest nowe wiekie silne doswiadczenie ktore czyni Cie bogatszym
        bo gdy wracasz do niej to wiesz napewno, ze ja kochasz. Wytlumacz jej, ze nie
        moze miec zadnych obaw, ze ja opuscisz, oszukasz, nie bedziesz o nia dbal.
        Teraz jestes w pelnym tego slowa mezczyzna, bardziej wartosciowym bo kochaja Cie
        dwie kobiety. Musisz stanac na wysokosci zadania i troszczyc sie o obie.

        >ta prawdziwa, dojrzala milosc

        Ale kobiet z
      • kibic_radomski Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac?_2 25.10.05, 15:33

        Ale kobiet zycia moze byc wiele wiec nie tragizuj, nie ma osob niezastapionych,
        ale kazda osoba ma swoiste piekno, dlatego nie trac zadnego piekna jak raz go
        posiadziesz.

        *** a teraz do lil
        Mam wrazenie, ze podnieca Cie fakt gdy mezczyna po "zdradzie" cierpi i ma
        wyrzuty sumienia, to takie sadystyczne. Tylko Mono jest sluszne i moze dawac
        pelnie szczescia tak sie zainstalowalo w Twej psychice, ze innej mozliwosci
        dostrzec juz nie porafisz. Straszne.


        • Re: przepraszam IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 20.07.05, 11:50 + odpowiedz

        sluchaj gosciu, jesli chcesz miec wiecej swoich "POLI-" to nie ma sprawy: za
        jakis czas uslyszysz dzwonek, nie POLIfoniczny (jesli taki masz) swojej komorki
        lecz dzwonek do drzwi
        ruszysz sie z wyra i razem z torebka prochow, ktore musisz brac przytaszczysz
        swoja pokryta POLIpami glowe do drzwi, za ktorymi czekac bedzie na ciebie
        POLIcja
        mam nadzieje, ze nastepne kilka lat spedzisz za POLIuretanowymi kratkami, gdzie
        byc moze doswiadczysz nowego oblicza POLIgamii, tak ukochanej przez ciebie


        • Re: przepraszam IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 24.07.05, 05:50 + odpowiedz

        Nawet nie przypuszczalem, ze tak sie zakonczy dyskusja. Talent do pisania to
        masz ale brak Ci jednej waznej cechy, ktora niestety odbiera Ci wszysko -
        tolerancja. Nigdy nie stwierdzilem, ze nie masz prawa zyc w mono albo jak to
        wiele starszych kobiet tobi zyje z pasami lub kotami bo im statystycznie brakuje
        partnera. Jezeli kobieta ma 45 lat lub wiecej to zaczyna sie taka sobie
        statystyka 1 mezczyzna 2 kobiety, wiec przez to cholerna monogamie zostaje poza
        malzenstwem straszna ilosc kobiet. Taki sam Cie los czeka wczesniej czy pozniej,
        dlatego nie odzrzucalbym tak od razu tego sprawdzonego przez wieki rozwiazania.
        A jak znudzony zona maz pije, gra w karty oglada mecze zapominajac o zonie to
        takiego chcialabys miec? Raczej nie, lepiej poszukac sprawdzonego, ktory dba o
        rodzine, zony, dzieci i umie i chce to robic. Spobuj byc tolerancyjna i zaraz
        zobaczysz jakich fajnych mezczyzn okryjesz. Szczecie nie latwo jest zbudowac na
        monogamii, uwierz mi.

        Polygamista
        Moglbym Ci wskazac 101 powodow na polygamie ale przestalas madrze polemizowac
        wiec sie juz nie dowiesz dlaczego mezczyzni z natury sa za polygamia albo chocby
        za lataniem za innymi kobietami nawet wtedy gdy bardzo kochaja swoje
        monogamiczne zony.


        • Re: przepraszam IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 24.07.05, 13:11 + odpowiedz

        cala przyjemnosc po mojej stronie ze sie nie dowiem czego wiecej od ciebie
        uwierz mi!
        nie czytales widac uwaznie moich poprzednich postow
        w zadnym nie bylo ani slowa o tym, ze ja ci bronie byc takim jakim chcesz byc
        o co mi chodzi, a co ty odczytujesz jako brak tolerancji, to to, ze mnie jako
        dziewczyny nie przekonasz do poligamii
        wiesz, to ze wiele kobiet zyje z psami lub kotami to ich sprawa, ktora ma rozne
        podloze i przyczyny, niekoniecznie zwiazane z brakiem partnera, choc moze
        wlasnie tacy jak ty sprawili, ze owe kobiety wola zyc z psem czy kotem
        ciesze ze, ze nie napiszesz wiecej, bo po prostu meczy mnie proba zrozumienia
        ciebie
        chcialbys pewnie, zebym byla samotna na wieki
        niedoczekanie twoje bucu jeden
        sam zes samotny w swojej "modzie na sukces" gdzie kazde z kazdym...
        czy jesli jakis degenarat popelnil morderstwo, a ty o tym uslyszysz w telewizji
        i pomyslisz co za degenarat z tamtego czlowieka, to czy to juz jest milosc z
        twojej strony, bo myslisz przeciez o swoim degeneracie?...

        zyjesz sobie wiec w oderwaniu od elementarnych zasad czlowieczenstwa, stwarzasz
        swoj swiat na swoj uzytek

        na pewno tego szczescia nie warto szukac na sile, bo mozna sobie i nie tylko
        wyrzadzic ogromna krzywde

        niektorym facetom tylko sie wydaje, ze bardzo kochaja swoje zony
        to zycie wszystko zweryfikuje, predzej czy pozniej, czy tego chca czy nie


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net
        Gość: znawca tematu 17.07.05, 15:09 + odpowiedz

        Bo tego domagają się feministki! Dla nich szybki seks w pracy jest niczym
        lunch! Seks zastapił obowiązkową kiedyś gimnstykę. Na biurku albo przy szafce
        w garderobie tak z wyczuciem, nie za długo, żeby nie przesadzić bo drugie pół
        dnia trzeba jeszcze pracować. Ale mi też to pasuje więc wszyscy są zadowoleni.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 18.07.05, 04:28 + odpowiedz

        Nie istnieje cos takiego jak zdrada zony. Jest natomiast "zdrada" monogamii.
        Prosze sobie poczytac strony na temat polygamii. (niestesty w jez. angielskim
        www.polygamy.com/)

        Natura czlowieka jest niemonogamiczna. Dopiero gdzies od 6wieku KK przyjal
        doktryne mono, przedtem byla poly. Nie ma nic w Bibliach przeciwko polygamii.

        Dlatego mezczyzna majcy zone(y) i kochanki to jest zjawisko naturalne, natomiast
        monogamia raczej jest wynaturzeniem narzuconym przez kosciol a przyjetm jako
        "doby" obyczaj. W USA i Rosjii na przyklad jest ogromny kryzys mono gdyz ponad
        50% malzenstw sie rozpada a w czarnej populacji USA przekroczylo 60%.

        ODPOWIEDZI
        >najczesniej jednak jak juz mezczyzna ma kochanke, to wlasnie dlatego, ze jest
        taki nieszczesliwy w malzenstwie...

        To nie musi byc prawda, ma kochnaki z natury, i bylby naprawde szczesliwy gdyby
        mogl je miec obie a nie tylko jedna

        >nie ma czasu bla bla... a wiesz cholero co to rozwod jakzes taki nieszczesliwy?

        Kompletny bezsens, jak ma zone i dzieci to w pierwszej kolejnosci powinien sie
        zajmowac zone i dziecmi, a nie zostawiac je komu innemu albo na pastwe losu,
        nastepnie gdy polygamia wzywa powinien sie zajac nastepnymi "zonami". Jak sa
        dzieci rozwodow byc nie powinno az do pelnoletnosci dzieci. Zony nie powinny
        "suszyc uszow" za nastepne zony ale rozumiec potrzeby meza, wtedy mozna mowic o
        pradziwej milosci a nie "realizacji" kobiecego egoizmu.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 12:59 + odpowiedz

        to zalezy jakiego jestes wyznania czytajac SWOJA Biblie...jesli jestes
        katolikiem, to tobie widac trafila sie jakas z lewego nakladu
        mowi ci cos przykazanie : " Nie pozadaj zony blizniego swego ani zadnej rzeczy
        ktora jego jest" ? tak przy okazji: czemu w dekalogu nie ma slowa o mezach
        chyba ze te "rzeczy" to wlasnie te chopy :-)))))

        posiadanie kochanki przez zonatego faceta jest oznaka, ze cos w malzenstwie
        jest nie tak...
        widzisz, bo z malzenstwem to tak juz jest, ze nikt nie zagwarantuje ci, ze
        kazde doczeka zlotych godow choc przypisywanie temu znaczenia w zakresie poli-
        lub monogamii jest musze przyznac dosyc ciekawe
        a czy ja pisze, ze taki facet ma od razu zostawiac zone i dzieci na pastwe losu?
        ty bys na pewno je zostawil bo twoje egoistyczne podejscie do zycia kazaloby ci
        dalej studiowac swoja dziwna biblie
        nie jestem i nie zamierzam byc niczyja kochanka ale wiem z wielu zrodel, ze
        facet, ktory ja ma, w taki wlasnie sposob sie jej zali: ze zona go juz nie
        rozumie, nie pociaga, ze tylko dzieci i ich dobro jej w glowie, ze zapomina o
        nim itd.;jestem zdania, ze kochanka to nie jest najlepsze wyjscie w takiej
        sytuacji, nie tedy droga po prostu; owszem zdarza sie, ze sprawa konczy sie
        happy endem (dla kochanki) i kochanka zostaje zona swojego kochanka, ale to
        jest bardzo rzadkie zakonczenie; w wiekszosci zonaci faceci wracaja do swoich
        zon, ktore wierza, ze to sie juz wiecej nie powtorzy


        kurde, takie powazne tematy w samo poludnie...


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 13:06 + odpowiedz

        juz wiem: o mezach w dekalogu jest/moze byc nastepujaco:
        " Nie cudzoloz" lub " Nie kradnij"


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 19.07.05, 15:03 + odpowiedz

        >Nie pozadaj zony blizniego

        a kto mowi o pazadani
      • kibic_radomski Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac?_3 25.10.05, 15:36


        >Nie pozadaj zony blizniego

        a kto mowi o pazadaniu zony blizniego swego, poligamia jest malzenstwem
        posiadajcym wiele zon wiec jak respektujesz zasady to nie w glowie ci cudze zony
        wlasnych masz dosyc.


        > posiadanie kochanki przez zonatego faceta jest oznaka, ze cos w malzenstwie
        jest nie tak.

        moze byc cos nie tak ale wcale nie musi, powtarzam dlaczego tak trudno Ci
        zaakceptowac fakt, ze mezczyzna dazy do "posiadania" wielu kobiet i to jest
        wlasnie zgodne z jego natura, obecnie panujacy model nie musi byc najlepszy a
        juz napewno nie za dobty dla mezczyzn, dla kobiet dzisiaj wydaje sie atrakcyjny
        po tysiacach latach traktowania kobiet jak rzecz. Teraz kobiety dochadza do
        glosu w zwiazku z tym meski Swiat jest dla nich taki atrakcyjny, ze chca jezdzic
        na traktorach, pracowac w kopalniach, w wojsku, i byc podobnym do normalnego chlopa.

        Jezeli jednak kobieta daje potomstwo to szuka mezczyne, ktory by jej w tym
        pomogl i nie tylko do splodzenia dzieci ale do wychowania, a to dlugi proces i
        bardzo kosztowny. Wielu mezczyzn "zrobi swoje" i znika, a kobieta sam walczy o
        wychowanie. Pomysl ile kobiet na Swiecie wychowuje sama dzieci? Dlatego nie
        wazne jest czy maz jest poligamista czy nie ale czy uczestniczy w procesie
        wychowania i takiego nalezy kochac a nie takiego co skacze tylko dla skakania.

        Czy mezczyzna, ktorego zona kocha i rozumie, i opiekuje sie jak dzieckiem ja
        opusci, chyba nigdy? W Afryce pierwsza zona szuka drugiej zony dla meza gdy ona
        zajeta domem i dziecmi nie moze podolac potrzebom meza. I w dobrym malzenstwie
        polygamicznym nikt z tego nie robi problemu. On ma traktowac zony rowno takie
        jest Koranu przykazanie. Jak sie dzieci pojawia to reguly zycia zaczynaja byc
        inne. Jak chcesz rownouprawnienia na zasadzie 100% partnerstwa to nie miej
        dzieci i badz zawsze mloda i piekna.

        W zaleznosci od celu jaki przyswieca malzenstwu a nie tylko z czystej milosci
        dobieraj sobie partnera. Dlatego wybieranie przez rodzicow partnera moze byc
        lepsze niz oczarowanie, ktore znika i szare zycie pozostaje, a ten cudownie
        wybrany chlop przez milosc do tego sie nie nadaje. Wcale nie musisz byc w
        poligamii ale uswiadamiam ci, ze zadnego "dobrego chloga" nie odrzucaj i raczej
        akceptuj jego poligamiczne zapedy, niz walcz o szczescie u mezczyzny, ktory
        oficialnie bedzie Ci przyrzekal wszystko a po kryjomu, wiedzac, ze tego nie
        zaakceptujesz robil "skoki na boki". Chyba lepiej gdy te zapedy jakos bedziesz
        kontrolowac niz beda one zupelnie poza Twoja kontrola.

        > w wiekszosci zonaci faceci wracaja do swoich zon, ktore wierza, ze to sie juz
        wiecej nie powtorzy

        i tu sie wlasnie zgadzamy, bo rozum bierze gore nad emocjami, ale wiara, ze to
        sie juz wiecej nie powtorzy jest glupota, nalezy poligamiczne zachowanie
        wmatowac w Twoje zycie i probowac to ladnie kontrolowac a nie zaciekle walczyc
        robiac mezowi pieklo.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.internetdsl.tpnet.pl
        Gość: Jacuś 18.07.05, 10:52 + odpowiedz

        Masz rację. Tyle powodów, ilu mężczyzn. A czy mężczyzna zonaty nie ma prawa
        popaść w romans, bo się po prostu zakochał ?


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 18.07.05, 11:58 + odpowiedz

        >Tyle powodów, ilu mężczyzn

        To niczego nie wyjasnia. Widac, ze nie rozumiesz wlasnej natury.
        A powod jest jeden, ze natura poligamiczna wyrazniej sie ujawnia u mezczyzny niz
        u kobiet, stad wyglada na to, ze mezowie czesciej "zdradzaja" zony niz odwrotnie.

        >A czy mężczyzna zonaty nie ma prawa popaść w romans, bo się po prostu zakochał ?

        To nie tylko prawo ale "obowiazek" jego natury kochac wiecej niz jedna kobiete.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 12:20 + odpowiedz

        " to nie tylko prawo ale obowiazek jego natury kochac wiecej niz jedna kobiete"
        odp.:
        ale to jego wybor czy chce trwac w malzenstwie, w ktorym brakuje milosci
        do prawdziwego szczescia w malzentwie potrzebna jest obustronna milosc

        "tyle powodow ilu mezczyzn" (moje zreszta :-) )skrytykowane -
        odp.: a wlasnie ze to bardzo wiele wyjasnia, bo kazdy z nas jest inny, nie ma
        dwoch takich samych charakterologicznie identycznych osob (bywamy do siebie
        podobni albo mamy ze soba cos wspolnego)
        widac, ze nie potrafisz sobie tego uswiadomic
        widac tez, ze nie wiesz po co w jezyku polskim istnieje cos takiego jak
        cudzyslow, a sie wyrywasz bo ci przeszkadza, ze ktos oprocz ciebie ma swoje
        zdanie i go broni; wiecej tolerancji czlowieku i lektury ktoregos z
        podrecznikow profesora miodka


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 18.07.05, 13:42 + odpowiedz

        > ale to jego wybor czy chce trwac w malzenstwie, w ktorym brakuje milosci
        do prawdziwego szczescia w malzentwie potrzebna jest obustronna milosc

        Odp.
        Tak moze byc ale gdy nie ma dzieci, ale gdy potomstwo istnieje, warunki sa inne
        i milosc musi byc tak dlugo jak dzieci tego wymagaja. Milosc do drugiej kobiety
        jest zgodna z natura mezczyzny i nie powinno byz w zadnym wypadku powodem do
        rozbijania malzensta, gdy sa dzieci. Nalezy kochac obie kobiety i dzieci jakie
        sie z nimi posiada i normalny mezczyzna tak sie zachowuje.

        > nie wiesz po co w jezyku polskim istnieje cos takiego jak cudzyslow, a sie
        wyrywasz bo ci przeszkadza,...

        To powod panujacej monogamii, ze brak cieplych slow na okreslenie zachowan
        poligamicznych, dlatego musze uzywac cuzyslow. Jezeli chodzi o tolerancje to
        wydaje mi sie, ze postawa poligamiczna jest z natury tolerancyjna a nie
        odwotnie. Monogamia to szczyt nie-tolerancji. W tym przypadku opieram na
        wlasnym doswiadczeniu i przemysleniu a nie na podstawie > podrecznikow profesora
        miodka.

        Serdecznie pozdrawiam


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 14:14 + odpowiedz

        o jezu...

        milosc jest tak dlugo, jak dlugo sie o nia walczy
        a dzieci to sie nie powinno oklamywac i nastawiac przeciwko bylemu czy bylej

        kto jest twoim idolem? saddam husajn czy sultan brunei?


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 19.07.05, 18:18 + odpowiedz

        >milosc jest tak dlugo, jak dlugo sie o nia walczy

        znow sie z Toba zgadzam, walka o milosc to "walka" o czlowieka. Zalozmy, ze
        Twoj wybrany nagle zaczyna mowic, ze Poligamia jest Ok, to co wtedy robisz?
        Rzucasz go. Jezeli jest wybrany to go kochasz jak rowniez jego nastepne zony
        oczywiscie gdy te zony beda rowno dobre dla niego jak i dla Ciebie.

        >kto jest twoim idolem? saddam husajn czy sultan brunei?

        nikt, nie mam idolow, to dobre dla mlodych albo slabych ludzi, ktorzy potrzebuja
        "przewodniej roli" bo sami nie sa w stanie jej stworzyc dla siebie.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 12:03 + odpowiedz

        znam wiele slow by okreslic zonatego mezczyzne, nie zawsze jest to mezczyzna
        zonaty (jeszcze) zakochany w swojej zonie, wiec wszystko jest mozliwe...

        jak widzicie, dla mnie sprawa jest prosta: zdrada=brak milosci w malzenstwie


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 18.07.05, 13:47 + odpowiedz

        dla mnie sprawa jest prosta: zdrada=brak milosci w malzenstwie

        A sprawa nie jest taka prosta, co piszesz to poprostu jest NIEPRAWDA. Mezczyzna
        na ogol zdradza nie z powodu braku milosci. Wielkie uproszczenie bo NIE
        ROZUMIESZ NATURY MEZCZYN.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 14:06 + odpowiedz

        tylko, zeby polechtac swoja prozna nature? ale i ta natura ma jakies swoje
        korzenie...niekoniecznie poligamiczne
        ja tam bym nie dala drugiej szansy facetowi, ktory by mnie zdradzil, chocby by
      • kibic_radomski Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac?_4 25.10.05, 15:44

        superprzystojny, superbogaty czy superinteligentny


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 18.07.05, 14:40 + odpowiedz

        korzenie sa poligamiczne ale panujacy obyczaj zatwiedzony prawem i KK jest
        monogamiczny, tak to przejelas mocno, ze nie widzisz inne mozliwosci jak jedna
        milosc, jeden partner, jeden Bog mono mono mono to jak choroba brak szerszego
        spojrzenia.

        > nie dala drugiej szansy facetowi, ktory by mnie zdradzil, chocby byl
        superprzystojny, superbogaty czy superinteligentny

        NIC sie nie liczy tylko Twoje PRZEONANIE, WIARA, I EGOIZM natomiast potrzeby i
        natura mezczyzny sa niewazne, widac, ze tylko wymagasz milosci ale sam dac nie
        milosci nie potrafisz, ale to normalne bo na ogol ludzie nie potrafia kochac bo
        zajeci sa miloscia wlasnego ja - polecam E. Fromma "Sztuka Milosci" w ktorej ten
        filozof rozprawia sie z pseudo milosciami.

        Jak sie kogos kocha to nie jest wazne czy jest superprzystojny, superbogaty czy
        superinteligentny ale wlasnie ten z ktorym chcesz sie byc i bez wzgledu na to
        czy on kocha czy nie inne kobiety.

        Radze przyjzec sie wlasnej naturze i starac sie zrozumiec innych to bedzie
        bardzo pomocne w budowie PRAWDZIWEJ MILOSCI I SZCZESCIA.





        • H E L P !!!!!!!! IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 15:02 + odpowiedz

        ludzie pomozcie, jakis nawiedzony i slepy (jestem kobieta)albo znowu jakis
        jehowy mnie dopadl a ja juz nie mam sily i czasu na odpieranie jego
        zarzutow !!!!!!!

        wiesz, nie ma nic zlego w kochaniu siebie, ba! to nawet wskazane, ale bez
        naduzyc; a ja mam juz w sobie tyle milosci, ze chetnie obdarzylabym ja jakiegos
        mena, ale sposrod tych, ktorych do tej pory spotkalam nie znalazlam
        odpowiedniego na ten zaszczyt:-), a jak juz spotkalam to on mial juz kogos
        (bede go zatem kochac po cichu), a w zyciu osobistym zmienianie kogos "pod
        siebie" to nie jest dobre wyjscie bo albo sie zaakceptuje kogos takim jakim ten
        ktos jest, albo jedno na lewno drugie na prawo marsz!

        taaa, pewnie, mezczyzno moj panie i wladco, moze czy jeszcze osobiscie do domu
        sprowadzic kochanice?

        jak sie kogos kocha, to sie go nie zdradza

        i odwal sie palancie bo pomysle, ze sie zgrywasz a na pewno dobrze sie bawisz...


        • Re: H E L P !!!!!!!! IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 18.07.05, 15:24 + odpowiedz

        jak sie kogos kocha, to sie go nie zdradza

        Powtarzam zdrady nie istnieja! Bo nie mozna przyrzekac czegos co jest w
        sprzecznosci a NATURA czlowieka.

        Zawezasz pojecie milosci- jak ktos nie zdradza to znaczy kocha, bo kochac mozna
        tylko jedna osobe na zasadzie wylacznosci- taka milosc to realizacja egizmu i
        wylacznosci i wcale nie jest PRAWDZIWA miloscia, jest poprostu miloscia
        monogamiczna narzucona przez KK i obecne obyczje - taka postawa jest powodem, ze
        nie znalazlas mena, to oni Cie odrzucaja bo przede wszyskim myslisz o SOBIE a
        nie o NICH - milosc jest mysleniem o innym, tak Ci to trudno zrozumiec, ze
        wpadasz w wscieklosc, ze Swiat jest inny niz wierzysz.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.udn.pl
        Gość: tola 18.07.05, 15:02 + odpowiedz

        jesteś chorym, samotnym, niekochanym człowiekiem..bardzo mi Cię szkoda


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 15:08 + odpowiedz

        do kogo to bylo tola?


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 18.07.05, 15:09 + odpowiedz

        A wlasnie jest odwrotnie. Dlaczego PRAWDA tak boli?


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 15:16 + odpowiedz

        wez czlowieku, polygamisto... zyj sobie jak chcesz, zakladaj rodzinne wioski
        (mnie na pewno do niej nie zwerbujesz) czy przedmiescia, ale daj zyc innym tak,
        jak oni tego chca;
        i nie badz taki upierdliwy bo ci kopa przyloze


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.udn.pl
        Gość: tola 18.07.05, 15:36 + odpowiedz

        to jest twoja "prawda" ale chyba się nie sprawdza czyż nie tak samotny
        człowieku??


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 16:17 + odpowiedz

        otoz to! mozna miec liczna "rodzine" bedac polygamista, a i tak mozna byc w
        niej samotnym czlowiekiem
        tak samo mozna miec cale mnostwo "przyjaciol" a jak co do czego, to czlowiek
        jest zdany tylko na siebie


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 24.07.05, 05:57 + odpowiedz

        to takie akademickie rozwazania, bo wiadomo, ze wszystko niemal jest mozliwe,
        ale jak trudno by samotnym gdy sie dwie zony, albo dwoch mezow, gdyz zawsze jest
        ktos kto od ciebie czegos potrzebuje, jestes zajety(a) caly czas brak Ci czasu
        na samotnosc, zawsze jest ktos kolo ciebie. A jak trzy(ech) i wiecej to wtedy
        samotnosc jest Twoim marzeniem!


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 18.07.05, 15:27 + odpowiedz

        A wlasnie jest odwrotnie. Ja wspolczuje Ci, ze tak wasko myslisz. Nie
        potrafisz sobie wyobrazic, ze w Poligamii moglabys bys naprawde szczesliwa. A
        szkoda.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.udn.pl
        Gość: tola 18.07.05, 17:07 + odpowiedz

        dzięki ale to mi nie po drodze..ja nie wierzę ani w tak określoną miłość ani w
        przyjaźń jedynie w splot interesów..branie i dawanie...a doprawdy nie jest mi
        na rękę by mężczyzna miał kilka kobiet i pomiędzy nie dzielił zainteresowanie,
        uczucia itd.:)..a ponieważ tak działa większość kobiet na zasadzie wyłączności
        i to jest ich priorytem to pewnie siedzisz biedulku z tą swoja teorią sam jak
        palec i marzysz o haremie nie mając żadnej :)


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 19.07.05, 13:52 + odpowiedz

        tak, nie potrafie sobie wyobrazic, ze w XXI wieku mozna byc takim ociemnialym i
        prymitywnym jak ty ze swoja "krolikarnia" pajacu

        samo myslenie o innych to nie milosc
        milosc to o nich troska i chec niesienia pomocy, gdy takiej potrzebuja


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 19.07.05, 18:35 + odpowiedz

        >nie potrafie sobie wyobrazic,

        TO ROZUMIEM

        ze w XXI wieku mozna byc takim ociemnialym i prymitywnym ...

        ALE TEGO NIE, TO ZE UWAZAM, ZE POLIGAMIA JEST LEPSZYM ROZWIAZANIEM NIZ MONOGAMIA
        Kobieto, wiekszosc historii ludzkosci to Poly nie Mono ktore jest czyms nowym w
        Europie tak gdzies okolo 14 wiekow, wiekszosc ewangielickich kosciolow w oparciu
        o Biblie nie odrzucala Poly.

        Przejelas sie tak doktryno Mono KK, ze kazdego kto mysli inaczej uwazasz za
        ociemnialego i prymitywnego, to nie ladnie, troche tolerancji dla tradycji
        inaczej bedziesz miala problemy w znalezieniu nie tylko "mana".


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 15:03 + odpowiedz

        moje zycie - moje postawy i wybory a tobie g... do tego polygamisto


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 19.07.05, 18:37 + odpowiedz

        to po co sie dzielisz swoimi problemami na tym Forum, a jak sie dzielisz to
        czytaj i mysl, a nie gniewnie sie wyrazaj jak ktos ma inne zdanie niz Ty.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 18.07.05, 13:52 + odpowiedz

        w malzentwie czy generalnie - w zwiazku


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 18.07.05, 14:54 + odpowiedz

        To nie ma znaczenia. Sa mezczyzni monogamiczni wiec wtedy wydaje sie, ze
        wszystko pasuje. Jak sie tak DOBRZE dobracie to wszystko w porzadku ZDRAD nie
        musi byc. Ale na ogol jest silne wewnetrzne da
      • kibic_radomski Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac?_5 25.10.05, 15:49

        Ale na ogol jest silne wewnetrzne dazenie mezczyzn do "posiadania"
        wielu kobiet, wiec czy to zwiazek czy malzenstwo zachowanie jest podobne.
        Chociaz moga byc okresy wylacznosci ale nie uczciwosc ale zwykla kalkulacja bo
        znalezienie dodatkowych kobiet moze byc kosztowne, czasochlonne, ukruwanie,
        klamanie, i w tym spoleczenstwie moze powodowac wiele niepotrzebnych komplikacji
        rozpacz zony (choc czesto bezpodstawna), niezdowolenie dzieci, potepienie
        otoczenia itp.


        • Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiety IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net
        Gość: ona50 24.07.05, 09:41 + odpowiedz

        nigdy się nie przyznają . Czy małżeństwo było wynikim przedwszesnego zajścia w
        ciążę ,czy świadomego " złapania na ciążę".Chociaż w drugim przypadku żony nie
        dopuszczą do rozwodu , choćby zdrada było ogólnie znana .


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 24.07.05, 13:20 + odpowiedz

        o tym, ze malzenstwo bylo wynikiem przedwczesnego zajscia w ciaze czasem az
        huczy w calym regionie...tym bardziej, jesli dotyka rodzine powszechnie znana i
        uwazana za katolicka - ten surowy osad jest lagodzony, gdy wszyscy wiedza, ze
        pare mloda laczy wielka milosc i ze mlodzi i tak planowali slub i wesele

        natomiast
        swiadome "zlapanie na ciaze" jest uwazam ponizej godnosci bycia czlowiekiem, o
        braku kobiecosci juz nie wspomne; zal mi takich kobiet..
        takie "szczescie" trwa oczywiscie do czasu...


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: polygamista 24.07.05, 20:59 + odpowiedz

        >swiadome "zlapanie na ciaze" jest uwazam ponizej godnosci bycia czlowiekiem,

        a jaka roznica lapanie na ciaze i lapanie bez ciazy? Czy tak czy owak kobieta
        jest winna bo nie powinna bez slubu albo gwarancji, ze jak zajdzie w ciaze to
        rodzi zgodnie KK wymogiem. Na ogol jest trudno stwierdzic czy to bylo lapanie
        czy nie, mezczyzna tez ponosi wine i szuka usprawiedliwienia, ze "wpadl". To
        tez ponizej godnosci czlowieka. Jak zaczynasz seks to musisz pamietac o
        konsekwencjach, gdy nie potrafisz sie w 100% zabezpieczyc, nie ma wiec mowy, ze
        tylko jedna strona ponosi konsekwencje. Z drugiej strony wiadomo, ze potrzeba
        seksu jest tak silna u ludzi, ze wlasciwie raz wine ponosi natura a raz
        spoleczenstwo, bo potepia to, ze sie rodzi nowy czlowiek. W zdrowym
        spoleczenstwie jest radosc a nie szukanie winnych za "wpadke". Zreszta
        wiekszoac "wpadek" jest na Swiecie i gdyby ich nie bylo nie byloby ludzi, bo
        wszelkie planowane rodzenia sa niewystarczajace do utrzymania populacji. W
        polygamii nikt sie martwi ale cieszy z przyjscia na Swiat osobnika. I tu jest
        ogromna przewaga nad Monogamia.
        ...
        > braku kobiecosci juz nie wspomne;

        co ma piernik do wiatraka, widocznie wlasnie odwrotnie, nie zabieral by sie do
        kobiety gdyby nie byla kobieca i namietna dla niego.


        ...
        >zal mi takich kobiet..

        dlaczego zal? raczej zazdrosc, ze ona miala i bedzie go miala tak czy owak nadal.

        ...
        > takie "szczescie" trwa oczywiscie do czasu...

        a wszystko trwa do czasu nawet nasze zycie, nawet "naprawde" zakochani sie
        rozchodza (ponad 50% malzenstw w roznych krajach sie rozpada) wiec o czy my tu
        mowimy, "lapie czy nie na ciaze" i tak sie rozpadnie. Problem jest nie w
        lapaniu ale na zezwoleniu spolecznym mezczyzn miec wiecej zon wtedy szczescie
        moze byc kontynuowane, milosc moze trawc dalej, a dzieci nie beda nieszczesliwe,
        samotne czy porzucone.


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.66.tkdami.net
        Gość: szpilka 45 24.07.05, 21:20 + odpowiedz

        Niestety sama tego doświadczyłam .I to nie było tak, że nasz związek nie był
        udany. Uchodziliśmy za fajne małżeństwo.Takie , z którym można konie kraść. W
        ubiegłym roku dowiedziałam się , że mąż zdradza mnie z bliską koleżanką, że
        trwa to już jakiś czas . To jest właśnie najbezpieczniejszy nielegalny związek-
        seks z kimś, kto jest poza kręgiem podejrzeń . Teraz ja złożyłam pozew o rozwód
        a on nie po to się żenił żeby się rozwidzić.


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: Polyman 25.07.05, 00:24 + odpowiedz

        Blad. Z jakiej racji masz skladac o rozwod gdy maz znalazl sobie druga "zone".
        Czas na uregulowanie spraw a nie rozwod. Moja rada to jak to kolezanka to
        wysmienicie macie wiele wspolego aby sie czasem poklocic jak i pogodzic. "Los"
        dal wam tego samego mezczyzne wiec pogodzcie sie. Wiesz jak fajny jest Twoj maz
        wiec nie ma co sie dziwic, ze Twoja przyjaciolka tez sie w nim zakochala. To
        przeciez nie zbrodnia kochac kogos fajnego sama dobrze wiesz. Lepiej dzielic
        sie niz szukac psa albo od razu zwiazac sie z kims kto moze Cie strasznie
        rozczarowac. Wtedy popadniesz naprawde w depresje. Nie unos sie ambicja
        narzucona przez KK i monogamie to do niczego dobrego nie prowadzi. Sadze, ze
        maz i przyjaciolka sa Twoimi przyjacielami i jak z nimi dobrze to oni Ci pomoga
        w tym abys znalazla kogos innego ale godziwego. A jak nie znajdziesz to bedziesz
        zasadzona gdzies a nie samotna "walczyla" z zyciem. Badz dobra jeszcze raz dla
        tych dwojga a przekonasz sie, ze oni bede dobrzy dla ciebie.

        Polyman

        PS
        Nie tak dawno spotkalem mojego kolegi przyjaciela wlasnie z Malopolski z duzego
        miasta, ktory jest prawdziwym polygamista w Polsce. Jego zona "wynajela" pokoj
        swojej przyjaciolce tak aby sasiedzi nie "wziali na jezyki", ze maz ma dwie
        "zony". Kobiety zgadzaja sie bez problemu, one naprawde sa przyjaciolkami,
        a on bardzo szczesliwym mezczyzna. Zycie jest za krotkie aby komplikowac je
        rozwodami, klotniami, zazdrosciami, itp.


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.udn.pl
        Gość: szpilka45 25.07.05, 21:03 + odpowiedz

        Dzięki za radę Polimen ale żyjemy w dwóch różnych światach. Są rzeczy, których
        się nie robi i pewne zasady, których się nie łamie. Należysz do tego samego
        gatunku co mój mąż. Sory ale z Twojej rady nie skorzystam. Koleżanka już nie
        jest nawet koleżanką. Skończyło się i nie mogę powiedzieć, że to ja jej
        uprzyjemniłam życie. To ona robiła zadymy i starała się pokazać, że jest
        lepsza.Twoja rada jest do dupy. Pewnych rzeczy się nie wybacza.


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: Polyman 26.07.05, 02:47 + odpowiedz

        >Dzięki za radę Polimen ale żyjemy w dwóch różnych światach.

        Swiatow jest tyle ile ludzi, to nie jest zaden argument na odrzucanie moich rad.

        >Są rzeczy, których się nie robi i pewne zasady, których się nie łamie.

        Jakich rzeczy sie nie robi? Ludzie robia wszystko. Nie nalezy ich jedynie
        potepiac, karac, wsadzac do wiezienia, itp ale i rozumiec, wspolczuc im albo
        cieszyc z ich sucesow tak jak z wlasnych. Widzisz Ty nie umiesz sie cieszyc gdy
        Twoj maz jest szczesliwy z kims innym? Powiedz dlaczego? Jezeli jest/byl Twoim
        przyjacielem i kochankiem to jego radosc powinna byc Twoja radoscia. Spotkaj
        sie z nim jak z przyjacielem bez wyrazania zazdrosci, zawisci i dowiedz sie na
        zimno dlaczego taki od nowa zakochany? Przeciez jego sukces jest Twoim sukcesem
        gdyz wiele od Ciebie sie nauczyl aby innej tez dac szczescie. Gdyby polygamia
        byla publicznie do zakceptowania moze nie mmusielibyscie sie rozstawac?

        Jestes niewolnikiem zasad, czy jak Ty bys "zdradzila meza" a potem doszla do
        wniosku, ze jednak go kochasz i chcesz byc nim dalej to wtedy on ma racje
        wystapic o rozwod, poniewaz zasada wymaga tego, chociaz kochacie sie dalej?
        A jak sa dzieci? To lepiej byc razem dla dzieci niz osobna, zakladam, ze sie
        codziennie nie klocicie, ta zasada preferowana przez psychylogow od rodziny.


        > Należysz do tego samego gatunku co mój mąż.

        Niezupelnie. Ja nie pozwole innym kobietom zle mowic o moich zonach (z jedna
        jestem po rozwodzie), nigdy nie bylbym z ta druga gdyby on wymyslala zle rzeczy
        o pierwszej. To jest zasada. Jak chc
      • kibic_radomski Re: Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac? 25.10.05, 15:52
        Należysz do tego samego gatunku co mój mąż. Sory ale z Twojej rady nie
        skorzystam. Koleżanka już nie
        jest nawet koleżanką. Skończyło się i nie mogę powiedzieć, że to ja jej
        uprzyjemniłam życie. To ona robiła zadymy i starała się pokazać, że jest
        lepsza.Twoja rada jest do dupy. Pewnych rzeczy się nie wybacza.


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: Polyman 26.07.05, 02:47 + odpowiedz

        >Dzięki za radę Polimen ale żyjemy w dwóch różnych światach.

        Swiatow jest tyle ile ludzi, to nie jest zaden argument na odrzucanie moich rad.

        >Są rzeczy, których się nie robi i pewne zasady, których się nie łamie.

        Jakich rzeczy sie nie robi? Ludzie robia wszystko. Nie nalezy ich jedynie
        potepiac, karac, wsadzac do wiezienia, itp ale i rozumiec, wspolczuc im albo
        cieszyc z ich sucesow tak jak z wlasnych. Widzisz Ty nie umiesz sie cieszyc gdy
        Twoj maz jest szczesliwy z kims innym? Powiedz dlaczego? Jezeli jest/byl Twoim
        przyjacielem i kochankiem to jego radosc powinna byc Twoja radoscia. Spotkaj
        sie z nim jak z przyjacielem bez wyrazania zazdrosci, zawisci i dowiedz sie na
        zimno dlaczego taki od nowa zakochany? Przeciez jego sukces jest Twoim sukcesem
        gdyz wiele od Ciebie sie nauczyl aby innej tez dac szczescie. Gdyby polygamia
        byla publicznie do zakceptowania moze nie mmusielibyscie sie rozstawac?

        Jestes niewolnikiem zasad, czy jak Ty bys "zdradzila meza" a potem doszla do
        wniosku, ze jednak go kochasz i chcesz byc nim dalej to wtedy on ma racje
        wystapic o rozwod, poniewaz zasada wymaga tego, chociaz kochacie sie dalej?
        A jak sa dzieci? To lepiej byc razem dla dzieci niz osobna, zakladam, ze sie
        codziennie nie klocicie, ta zasada preferowana przez psychylogow od rodziny.


        > Należysz do tego samego gatunku co mój mąż.

        Niezupelnie. Ja nie pozwole innym kobietom zle mowic o moich zonach (z jedna
        jestem po rozwodzie), nigdy nie bylbym z ta druga gdyby on wymyslala zle rzeczy
        o pierwszej. To jest zasada. Jak chcialyby byc razem to nie mam nic przeciwko
        temu chca osobno to tez ich sprawa. Niczego nie narzucam niczego nie wymagam,
        ale wymagam tolerancji i uczciwosci.

        >Sory ale z Twojej rady nie skorzystam. Koleżanka już nie jest nawet koleżanką.
        Skończyło się i nie mogę powiedzieć, że to ja jej uprzyjemniłam życie. To ona
        robiła zadymy i starała się pokazać, że jest lepsza.

        Jezeli robila jak piszesz to nie jest lepsza. Nie ma lepszej we wszystkim,
        problem jest z "zasadami" ON nalezy do mnie nie do ciebie, wstretny egoizm.
        Zadna nie umie sie dzielic. Jak wy wychowujecie dzieci bez zdolnosci do
        dzielenia sie innymi?

        >Twoja rada jest do dupy. Pewnych rzeczy się nie wybacza.

        Zrozum nie moge zajac Twojego tylko stanowiska, jak oczekujesz. Jest jeszcze
        dwoje innych ludzi. Moja rada moze isc tylko w tym kierunku aby wszyscy troje
        byli zadowoleni i szczesliwi, nie tylko dwoje, a wybaczanie jest jedna z
        najpiekniejszych cech ludzkich, nawet tak uwazaja chrzescijanie, wez to pod uwage.


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.udn.pl
        Gość: szpilka45 26.07.05, 21:46 + odpowiedz

        Polymen. Ja nie potępiam.Potrafię zrozumieć.Potrafię cieszyć się cudzym
        szczęściem i dlatego chcę się rozejść.Skoro "koleżanka" jest kobietą życia
        mojego męża ( tak jak mi nie omieszkała powiedzieć ) i zna wiele szczegółów z
        naszego życia, o których tylko on jej mógł opowiedzieć, to ja nie chcę być
        przeszkodą na drodze do ich wspólnego szczęścia. Ona postawiła na szali
        wszystko: swoje małżeństwo ( podobno przeze mnie ). Ja nie zgadzam się na życie
        w chorym trójkącie.Nie wiem tylko dlaczego on nie wyraża zgody na rozwód.
        Przecież może być z nią taki szczęśliwy...


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: Polyman 27.07.05, 04:09 + odpowiedz

        Nie badz w goracej wodzie kapana. Zmien nastawienie, na pozytywne bo epilogu
        jeszcze nie ma. Nie gadaj o rozwodzie ale wyjedz na wakacje, zapisz sie klubu
        dyskusyjego, zaciag sie do spolecznej organizacji pomagajcej innym, albo stan
        sie fanem Radomiaka i zacznij chodzic na mecze, itp. Badz usmiechnieta i
        wesola, odloz sprawy rozwodowe na potem, gdyz czas jest najlepszym "lekarzem".
        Poprostu przestan sie intersowac sprawa, mezem oraz jego kochankami... Szukaj
        sobie przyjaciol od nowa, mesko-damskich slowem zacznij zyc od nowa. Nie
        koncentruj sie na jednym, jak to mowia tego kwiatu to pol swiatu!


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: 82.139.8.*
        Gość: tola 29.07.05, 12:50 + odpowiedz

        innym słowem radzisz jej odcięcie się emocjonalne czyli ten pan nie będzie miał
        w jednym czasie dwóch żon..ale co najwyżej jedną żonę i drugą "przyjaciółkę
        domu" z którą łączyłby go jedynie papier


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: Polyman 29.07.05, 17:06 + odpowiedz

        Aby miec dwie zony na raz to trzeba byc kims. Wyobraz sobie dwie kobiety z
        natury ludzkiej egoistyczne nagle pokonuja ten ludzki egoizm dla niego. A jak
        on nie potrafii pogodzic obu dam to cos jest z nim nie tak. Dlatego radze
        wlasnie tak ja napisalas. Dlaczego. Danie mu szansy do zastanowienia sie czy
        wlasciwie ta pierwsz jest juz nic nie warta do tego stopnia, ze ta druga moze
        nim rzadzic jak chce. Ta druga powinna byc lepsza a nie gorsza i musi
        respektowac prawo pierszenstwa. Jezeli tego nie robi a tylko walczy o wlasne
        ego to czy wczesniej czy pozniej man sie moze znudzic. Nie ma tak, ze jak maz
        odchodzi to jest tylko jego wina w 100%. Jakby pierwsza nie zwracala uwagi na
        druga to nie wiadomo czy problem rozwodu bylby zaistnial. A fakt, ze on nie
        chce rozwodu wskazuje, ze on nie jest pewien czy bycie z druga jest najlepszym
        rozwiazaniem. Dlatego z puntu widzenia pierwszej zajabym sie soba i nowymi
        przyjaciolmi a nie sprawa rozwodowa. Jak sie oddalenie powiekszy i umocni to
        obie strony natychmiast zgodza sie na rozwod. Natomiast brak zinteresowania
        pierwszej meza problemami moze byc bardzo bolesne dla niego.

        Z mojego Polygamisty puntu widzenia maz powinien ciezko popracowac aby pogodzic
        obie strony damskie i rozpoczac prawdziwe zycie polygamisty albo wrocic do zony.
        Bedzie to korzystne dla wszystkich zaintersowanych.


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: 82.139.8.*
        Gość: tola 29.07.05, 21:11 + odpowiedz

        spójrz na to co napisałeś i porównaj ze swoimi wcześniejszymi wywodami..twoja
        teoria jest sprzeczna i ma dziury jak w serze szwajcarskim..apropo ten
        wywód "lepsza i gorsza" "respektować prawo pierwszeństwa" świadczy o braku
        szacunku dla innych i obdzieraniu ich z godności..żałosne i maluczkie..dużo
        piszesz ale brak w tym wszystkim logiki


        • Re: Jest ich wiele,,,,,,,,,ale do jednego kobiet IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: Polyman 02.08.05, 15:23 + odpowiedz

        Nie ma zadnej sprzecznosci, a moze jest tylko jedna jedyna z obiegowa
        monogamiczna zasada JEDNA zona, JEDNA milosc, JEDEN Bog.

        Bo historia i zycie uczy, ze POLY jest naturalne a MONO wymyslone, tak jak jest
        z Bogiem, dlaczego Bog jest jeden?

        *"lepsza i gorsza" "respektować prawo pierwszeństwa"

        Nie czytalas tekstu poprzednika, to ona napisala, ze ta druga robila rozne hece
        aby meza od zony oderwac, przy takim zalozeniu, bo nie wiem czy to prawda,
        postepowanie tej "drugiej" bylo fatalne gdyz nie nalezy w zadnym wypadku budowac
        milosci na klesce tej pierwszej. Widzisz tutaj jest wyzsza moralnosc gdyz nie
        tylko kocham meza ale i jego zone jak chce byc z nim w zwiazku. Takie cos jest
        nie mozliwe w Mono zwiazku, ktory jest z zalozenia egoistyczny, jak male
        egoistyczne dziecko:"to jest moja lalka i nikt nie moze nia sie bawic".

        Nie ma nic w sprzecznosci w moim stanowisku jest natomiast w Twoim objaw
        egoizmu, ktory Ci przyslania wszystko. Twoj szacunek to tylko ja albo nikt!


        *brak w tym wszystkim logiki

        Nie wskazujesz, g
        • emilka183 Re: Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac? 13.04.07, 20:21
          A co jeśli uczucia biorą góre i mimo straszneggo cierpienia we wnątrz nadal
          chce sie ratowac to co pozostało
      • kibic_radomski Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac?_7 25.10.05, 15:55


        *brak w tym wszystkim logiki

        Nie wskazujesz, gdzie jest brak logiki tylko stwierdzasz, pakie pisanie jest nic
        nie warte. Niczego do dyskusji nie wnosisz. Udowodnij, ze monogamia jest
        lepsza od polygamii, prosze.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.osiedle.net.pl
        Gość: re 25.07.05, 01:10 + odpowiedz

        a dlaczego żony zdradzają mężów?


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dsl.emhril.ameritech.net
        Gość: Wiesiek z Radomia 26.07.05, 01:05 + odpowiedz

        Mam bardzo "ciemne" podejrzenia, ze ludzie nie rozumieja i nie wiedza co to
        jest milosc; wszystko jest zabarwione "wygodnictwem i ukladami".
        Z drugiej strony sa "tragicznie zakochani bez wzajemnosci".
        Sa to bardzo wazne i czasami bolesne sprawy, ale kto z WAS przezyl MILOSC, ten
        zrozumie o czym pisze. ZYCZE WSZYSTKIM ABY ZYLI W MILOSCI, inne zwiazki to O.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl
        Gość: K 27.07.05, 09:26 + odpowiedz

        Lilabaj, czy my się czase nie znamy z innego wątka? Styl podobny...i forma.
        z poważaniem. Twoja K


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 27.07.05, 10:56 + odpowiedz

        zdanie o tobie na pewno mam takie samo: zimna, klotliwa sucz z chorym zacieciem
        dominatora


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.udn.pl
        Gość: definicja 27.07.05, 18:52 + odpowiedz

        Kur*a równa sie kobieta która z premedytacja uwodzi żonatego faceta. niestety
        takich jest bardzo duzo, przewaznie to sa prymitywne zakompleksione panienki,
        wyrychtowane jak kukły, ale niestety faceci sie na to lapią. ohyda.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.dc.dc.cox.net
        Gość: Spokojny 27.07.05, 19:00 + odpowiedz

        Ales głupi/ia! Pełno takich? TO DOPIERO KOMPLEKSY MAJAC TAKI POGLAD.
        Oczywiscie seks to ohyda nalezy sie biczowac przed i zaraz po nim.


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 28.07.05, 12:52 + odpowiedz

        hmmm nie wiem, nie zastanawialam sie nigdy nad tym zagadnieniem (co nie znaczy
        sie nie zastanowie) ale paciemu wyskakujesz ze swym postem w odpowiedzi na moj?

        zastanowilam sie

        mysle, ze mozna uwodzic nieswiadomie, bo ktos po prostu ma taka nature, a jak
        zonaty facet leci na taka, to oznacza to tylko jedno: w jego malzenstwie jest
        jakas szczelina, w ktora ta kobieta chcac nie chcac sie wciska

        kur*a rowna sie (miedzy innymi) kobieta, ktora z premedytacja zdradza swojego
        meza zamiast szukac innych, mniej prymitywnych rozwiazan
        o!


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.internetdsl.tpnet.pl
        Gość: jakiśtam 28.07.05, 12:54 + odpowiedz

        właściwie miałem się do dyskusji nie włączać ale co mi tam. Trudno tu właściwie
        mówic o dyskusji skoro jest to dialog 2 osób. Tak nawiasem mówiąc mam wrażenie
        że Lilabay i Poly mają ze soba wiele wspólnego, ta sama żarliwość,
        zacietrzewienie i napastliwość - wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają. Ale
        wracając do rzeczy - nikt tu nie poruszył rzeczy zasadniczej dla zrozumienia
        tematu, mianowicie samej natury człowieka a właściwie jego płciowości
        ukształtowanej przez biologię, krótko mówiąc geny. Współczesne teorie (egoizm
        genów) mówią wręcz, że człowiek jest tylko opakowaniem na geny, środkiem
        służącycm do jak najszerszego ich rozprzestrzeniania. To geny rządzą człowiekiem
        a nie odwrotnie i narzucają taki a nie inny model zachowań dla danej płci.
        Dlaczego facet zdradza? możemy przytaczać tysiące powodów tzw. kulturowych i
        cywilizacyjnych ale gdy sięgniemy do biologii to wszystko staje się jasne: po
        pierwsze dlatego, że poziom wydzielania hormonów płciowych jest u faceta
        znacznie wyższy niż u kobiet, stąd ciągła ochota na sex i jego przedmiotowe,
        ilościowe czy też narzędziowe traktowanie (dla faceta sex to hamburger, dla
        kobiety wystawna uczta); po drugie dlatego, że wiele partnerek oznacza po prostu
        większy sukces ewolucyjny tj. ewentualną możliwość rozprzestrzenienia swoich
        genów. Dlaczego kobiety rzadziej zdradzają? Po pierwsze dlatego że dla nich sex
        nie jest czymś instrumentalnym tzn. nie jest "czymś" ale zawsze musi być
        związany z "kimś"; po drugie zwyczajnie w sensie ewolucyjnym, im się to nie
        opłaca. Biologia kobiet warunkuje posiadanie dosyć ograniczonej liczby
        potomstwa. Ewentualna zdrada może więc pozbawić potomstwo opieki partnera
        (samca?), który nie może mieć pewności co do "oryginalności" swoich genów (w
        sensie ojcostwa). Dlaczego kobiety nie tolerują zdrad? Ano dlatego, że większe
        bezpieczeństwo i pewność wychowania potomstwa, tj. ewolucyjnego sykcesu genów
        kobiety, daje partnej wierny, który cały zasób energii przeznacza na wychowanie
        JEJ i swojego zarazem potomstawa. Musimy cały czas pamiętać, że człowiek to
        istota biologiczna. Jesteśmy wszyscy zwierzętami nieważne jak bardzo myślącymi,
        mniej lub bardziej uwarunkowanymi przez cywilizację. Pozdrawiam wszystkich
        uczestników dyskujsji i polecam lekturę kolasycznej już właściwie pozycji tj.:
        "Płeć mózgu" (2 autorów - kobieta i mężczyzna)- w świetle współczesnych badań
        płeć to włąściwie odrębny gatunek, różnimy się wszystkim, od fizjologii i
        anatomii, zaczynając a na kulturze obyczajowości estetyce, wrażliwości,
        percepcji itd., koncząc.

        Jeszcze raz pozdrawiam


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.server.ntli.net
        Gość: l i l a b a j 28.07.05, 14:11 + odpowiedz

        biologicznie rzecz biorac - w twoim mozgu zaszly widac jakies spiecia na
        zwojach, skoro nie potrafisz wyczytac, ze ten watek to nie jest dialog jedynie
        dwoch osob...o ocenie mnie czy polygamisty nie wspominajac
        natomiast z mojego emocjonalnego podejscia wolalabym, zebys zachowal szacunek
        dla mnie i nicka, ktory obralam i nie zmienial go na swoja wygode i swoj sposob
        myslenia

        bo to, ze przeczytasz jakas ksiazeczke wcale nie dowodzi twojego
        profesjonalizmu lecz w miare dobrej pamieci, by przytaczac zamyslenia autorow
        tej ksiazki

        co do biologii genow
        nie zapominaj, ze to wlasnie w okresie mlodzienczym mlodych ludzi ich poziom
        wydzielania hormonow plciowych wzrasta diametralnie a ma to wplyw na ich chec
        poznawania swojej i innych seksualnosci
        w zyciu doroslym pojawia sie inny odruch - odruch stabilizacji
        nie ma reguly co do wieku, w jakim ten odruch sie pojawi, na pewno geny i
        srodowisko maja tu oddzialywanie, ale to glownie potrzeby czlowieka wysuwaja
        sie na pierwszy plan - super jesli dwoje ludzi ma takie same, moralnie czy
        etycznie poprawne

        odrebny temat stanowi niedojrzalosc glownie emocjonalna do zakladania rodziny,
        co mozna ale nie trzeba tlumaczyc genotypem
        dzis wszystko zalezy od nas, naszej pracy nad soba i swoimi emocjami

        zas teorie to tylko teorie - nie zawsze i wszyscy musimy sie z nimi zgadzac

        zwierzetami sa z pewnoscia faceci...:-))))))

        tyle ze tym co nas ludzi odroznia od zwierzat jest tzw. "efekt zapadki
        kulturowej" co oznacza, ze tylko czlowiek jest w stanie ulepszyc i rozwinac
        istniejace osiagniecia poprzednikow (np. ulepszyc modele samochodow czy
        samolotow; jak wygladal pierwszy przenosny aparat telefoniczny a jak wygladaja
        dzis telefony komorkowe?)
        zwierzeta tego nie potrafia

        szczerze polecam zainteresowanym lekture michaela tomasello : kulturowe zrodla
        ludzkiego poznawania, choc ostrzegam: jej jezyk jest bardzo naukowy, chwilami
        wrecz kosmiczny
        ale dla chcacego nic trudnego
        z braku obecnie czasu zmuszona jestem zakonczyc swoje wypowiedzi, choc chetnie
        bym podyskutowala w odpowiedzi na post jakiegostam
        :-)))
        na razie


        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.internetdsl.tpnet.pl
        Gość: jakiśtam 29.07.05, 11:11 + odpowiedz

        No cóż, chyba coś muszę na to odpowiedzieć. Po pierwsze Lilabaj, jeśli chodzi o
        nick to tylko zwykła literówka o którą łatwo przy szybkim pisaniu. Po drugie,
        nie chciało mi się liczyć ale w jakichś 95%
      • kibic_radomski Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac?_8 25.10.05, 16:06
        • Re: a dlaczego mezowie zdradzaja zony? IP: *.internetdsl.tpnet.pl
        Gość: jakiśtam 29.07.05, 11:11 + odpowiedz

        No cóż, chyba coś muszę na to odpowiedzieć. Po pierwsze Lilabaj, jeśli chodzi o
        nick to tylko zwykła literówka o którą łatwo przy szybkim pisaniu. Po drugie,
        nie chciało mi się liczyć ale w jakichś 95% wypowiedzi jest to jednak dialog 2
        osób Poza tym skąd w Tobie tyle jadu i złośliwości? Co do spięć w mózgu to
        takowe muszą zachodzić by proces myślenia, czy też w ogóle percepcji, się
        odbywał. Poza tym jeśli jak powiadasz jest to "książeczka" zawierająca zmyślenia
        to spieszę poinformować, że każde stwierdzenie tam zawarte to efekt konkluzji
        pochodzących z badań, doświadczeń, realnych zdarzeń - po prostu faktów (w
        przeciwieństwie do teorii kulturowych, socjologicznych, filozoficznych
        opierających się na domysłach i domniemaniach). Radzę Ci mimo wszystko na
        przyszłość byś przed ferowaniem opini zapoznała się z tą czy inną "książeczką".
        Jeśli nie możesz jej zdobyć lub nie chce ci się tyle czytać to odsyłam po ten
        adres: gdzie w skondensowanej formie zawarte są podstawowe tezy powyższej
        publikacji. Nie uzurpuję sobie prawa bycia profesjonalistą (jak to ujęłaś) ale
        po prostu zgadzam się z opiniami tych czy innych badaczy, które w banalnie
        prosty sposób wyjaśniaja cały wszechświat zawiłych relacji damsko-męskich i
        mitów wokół tych relacji narosłych. Nie zapomominam również o różnym poziomie
        wydzielnia hormonów płciowych i ich różnym działaniu w zależności od wieku i
        płci co znakomicie zresztą tłumaczy nasze zachowania. To że pragniemy (kobiety
        bardziej i wcześniej) stabilizacji wynika ze starzenia się naszych organizmów i
        ich malejacej przydatności rozrodczej no i w ogóle seksualnej atrakcyjności dla
        płci przeciwnej. To że facet jak najdłużej chce być "myśliwym" polującym na
        kolejne seksualne przygody, wynika również z tego że jego wygląd w doborze
        seksualnym nie jest najważniejszy. W przypadku kobiet jest dokładnie odwrotnie,
        to właśnie wygląd najsilniej przyciąga płeć przeciwną. Dlatego pragną szybkiej
        stabilizacji zanim ich ciało przestanie być skutecznym "wabikiem". Są to
        podświadome uwarunkowania wynikające z biologii płci właśnie. Co do relacji geny
        a środowisko czy też ważności tych obu czynników to wystarczy przytoczyć
        przebieg nieudanego eksperymentu z lat 60-tych, kiedy to genetycznego chłopca
        usiłowano wychować jak dziewczynkę z opłakanym zresztą skutkiem.
        Zgadzam się z tym, że jestem zwierzęciem podobnie jak pozostali mężczyżni,
        kobiety - ogólnie cała tzw. ludzkość. I wcale nie uważam, ze jest to określenie
        w jakikolwiek sposób pejoratywne. A cóż w ogóle znaczy efekt "zapadki
        kulturowej". To że ludzie najpierw gryźli się zębami a teraz zabijają bombami
        świadczy o ich wyższości nad zwierzętami? Emocje, uczucia czy też inaczej mówiąc
        genetyczne podłoże, pobudki takiego postępowania pozostają takie same. Zwierzę
        różni się od człowieka jedynie brakiem rąk i dodatkowych neuronów. Zresztą gdyby
        delfiny miały ręce byc może stworzyłyby cywilizację lepszą od naszej. Zwierzęta
        także potrafią się uczyć, przewidywać, tworzyć związki przyczynowo-skutkowe -
        jest to niezbędny element przetrwania w zmieniającycm się środowisku. Np.
        szpaki które "odtwarzają" melodie telefonów komórkowych, sikorki które
        rozdzibuja aluminiową pokrywkę by dostać się do pożywnej śmietany, szympans
        używajacy patyka do wyciągania termitów z termiriery, miodowód prowadzący ratela
        do gniazda dzikich pszczół. Zwierzęta nie mają uczuć wyższych? A jak nazwać
        rozpacz zwykłej suki tulącej martwe już szczenię, czy też bohaterski, samobójczy
        atak wróbla na kota pożerającego jego pisklęta? Łzy krowy prowadzonej na rzeź?
        Rozpacz, ból, strach, nienawiść to tak samo ludzkie jak i zwierzęce odczucia.
        Nawet altruizm i empatia to pojęcia również nieobce świecie zwierząt. To
        człowiek na swój własny użytek stworzył pojęcia człowieczeństwa a także
        przeświadczenie o tym że jest Panem wszelkiego stworzenia, by usprawiedliwić
        zabijanie, zjadanie, zadawanie bulu i cierpienia swoim braciom mniejszym -
        zwierzętom. Obowiązuje tu zresztą swego rodzaju moralna ambiwalencja: kochamy,
        troszczymy się o pieski i kotki nie odmawiając im nawet cech ludzkich, ale o
        świnie, krowy i inne mięsne, użytkowe gatunki, już nie. Człowiek to tylko epizod
        w dziejach Ziemi, krótki jak trzepot skrzydeł motyla. Ziemia, planeta, ekosystem
        przetrwają bez człowieka, człowiek bez nich nie. Prędzej czy później ludzkość
        albo sama się unicestwi, albo zrobi to jakich prymitywny, pogardzany organizm
        np. sprytna bakteria, lub też kometa, zmiana klimatu itp.
        Więcej pokory wobec Natury i jej praw.
        Na koniec żeby wszystko było jasne: żyję w szcześliwym, monogamicznym związku,
        jem mięso - jestem przecież jak wiele innych zwierząt drapieżnikiem.

        Pozdrawiam
      • kibic_radomski Dlaczego nie moge tego co wielu pisze czytac?_9 25.10.05, 16:12

        reszta w watku:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=68&w=26557362
    • jozwikowna Re: Żyć po zdradzie 25.10.05, 15:42
      co to za beznadziejne stereotypowe przykłady na koniec. Jeśli miłość można
      zastąpić garsonką to współczuję komuś kto taką miłością kocha. Takie ujęcie
      sprawy to po prostu spłycenie sensu małżeństwa
    • scarlet18 Re: Żyć po zdradzie 25.10.05, 15:48
      tylko ktos kto sam to wszystko przezył może zabierac głoś w takiej dyskusji,
      inaczej wszystkie uwagi są puste i jałowe, byłam zdradzona -i przezyłam (
      dodam, że małżeństwo rozpadło się ), teraz jestem - kochanką - ironia losu, nie
      sądzę, zakochując się nie pytałam czy on ma żone...każdy jest kowalem własnego
      losu, a wy wszyscy którzy tak łatwo potepiacie innych spójrzcie w lustro i
      zobaczcie czy widać tam kryształ...pozdrawiam
    • ewa.linek Re: Żyć po zdradzie 25.10.05, 22:10
      Ja raczej powiedziałabym, że to wewnętrzna wolność pozwala przeżyć zdradę. Bo
      to dzięki niej NIE TRACISZ POCZUCIA WŁASNEJ WARTOŚCI, NIE CZUJESZ, ŻE CIĘ
      ZAWIÓDŁ CAŁY TWÓJ ŚWIAT,etc. Wewnętrzna wolność to poczucie, że mimo wszystko
      jesteś wciaż odrębną jednostką. Tak, jak ta druga osoba - ona jest z tobą, ale
      NIE NALEŻY DO CIEBIE. Ma wolną wolę i ma prawo do wyborów, nawet jeśli czasem
      są one tak trudne do pojęcia... Wewnętrzna wolność to także wolność od
      stereotypów w rodzaju: zdradził mnie, bo na pewno jestem do dupy, koniec,
      kropka, nie pozbieram się już. Ten problem jest zawsze bardzo, bardzo złożony,
      a czyjaś wartość często nie ma nic do rzeczy.
      Zyczę więc wszystkim zdradzonym tej właśnie wolności...
    • abch1 Re: Żyć po zdradzie 26.10.05, 16:43

      Zgadzam się, to nie jest mozliwe. Nawet jeżeli dla faceta, to była tylko
      czynność fizjologiczna. Zawsze, ale to zawsze zostanie zadra i podświadomie
      będziesz myslała, czy ten późniejszy powrót, to naprawdę tylko nawał pracy.
      Dlatego koniec z tym! Głowa do góry! ja znalazłam sposób, ale sama przyznaję,
      nie mieliśmy dzieci. Wierzę, że z dziećmi jest nieporównywalnie trudniej. A poza
      tym iść do fryzjera, kupic sobie parę ciuchów, usmiechać się, pewnie, że nie od
      razu, nie z dnia na dzień, po iluś tam latach każdej jest ciężko. Trzeba nauczyć
      się wypełniać sobie czas czymś innym, jest tyle ciekawych koncertów do
      posłuchania, tyle ciekawych wystaw do zobaczenia, tyle rzeczy do kupienia, no i
      tyle smaków całkiem nieodkrytych do odkrycia, że nie mozna się nad sobą uzalać.
      Ja żyję sama już 5 miesięcy, dwa pierwsze to był koszmar, potem podniosłam się i
      wdrożyłm te zasady, a teraz nie jestem już sama.
      Po ośmiu latach związku odkryłam, że moja koleżanka przyjeżdżała do niego kiedy
      tylko wychodziłam z domu. Wyrzuciłam na zbity pysk! Nie jest wart mojego spojrzenia!
    • beazylia Re: Żyć po zdradzie 26.10.05, 22:52
      właśnie dziś mija 20 rocznica mojego ślubu. ponad rok jesteśmy w separacji
      nieformalnej. od początku wiedziałam, że mnie zdradza, czułam. szukałam dowodów,
      bo nie mogłam spać, miałam gorączkę na przemian z dreszczami. znalazłam .
      przyznał się . probowałam coś ratować. ale do tanga trzeba dwojga. mam
      czterdzieści lat. czuję się młoda. nie chce być sama do końca życia. jedyny
      facet, który się mną interesuje (choć podobno jestem bardzo atrakcyjna) ma
      rodzinę. mój były mąż nie wchodzi w grę - jego kochanką jest wódeczka, a celem
      życia użalanie się nad sobą i szukanie winnych jego porazek życiowych.
      podejmowałam niezliczone próby ratowania jego i naszego związku - nic. napisałam
      wiersz, który dobrze oddaje to co się stało. pozdrawiam ulubioną redakcją, P.
      Anne Dodziuk, którę podziwiam i uczę się do Niej(też jestem psychologiem).

      Wracam do siebie jak do starego domu z dzieciństwa
      porządkuję zdjęcia, przyglądam się wrażeniom
      płaczę i śmieję się i znowu płaczę
      odnajduję w czytanych książkach mądre slowa
      przymierzam jak sukienki
      niektóre nieźle pasują
      zmieniam się, faluję, wnoszę i spadam
      tylko fakty pozostają te same
      zdradził cię, nie chce, znudziło mu się
      "wciąż jesteś młoda, ulożysz sobie jeszcze życie"

      popatrzę na kwiaty które przyniosłam z łąki
      napiszę list, posłucham muzyki, o której zapomniałam
      że jest
      rozpłaczę się
      będę się smiała słuuchając moich dzieci
      poczekam
      może w końcu zapomnę
      o dwudzuiestu latach które zap[rowadziły mnie do nikąd
    • edek81 Re: Żyć po zdradzie 27.10.05, 09:39
      jestem ciekawa dalszej części artykułu. Czy ktoś z Was zastanawia się jak to
      jest kochać zonatego mężczyznę, być mężatką i kochać. Spotykać sie z nim,
      przezywać miłe chwile. Zawsze po głowie krążą myśli co on teraz robi, gdzie
      jest, odczuwać wielki jego brak, w trudnych chwilach niemożliwość bycia z nim.
      Cięzkie nieprzespane noce, trudne dni. Żona zawsze go ma dla siebie, zasypia
      obok niej, budzi się obok niego. A tu zostają marzenia i wspomnienia spędzanych
      chwil.
      • anula52 Re: Żyć po zdradzie 14.11.05, 19:23
        a może zamiast się zastanawiać nad tym, należy zadbać o własny związek,
        własnego męża? Czy da się zbudować szczęście na krzywdzie innych?
    • eee0 Re: Żyć po zdradzie 10.11.05, 14:11
      U mnie minęło własnie 3 lata od zdrady. Nie zrozumie tego nikt, kto tego nie
      doświadczył. Wybaczanie wymaga nadludzkiej wiary w kogoś, kto zrobił nam
      krzywdę. Ale wiara w niego daje wielką nadzieję, że nie zrani nas ponownie, że
      nie zawiedzie, że będzie chciał naprawić błąd. Czy wybaczyłam? Mogę powiedzieć,
      że tak, ale nie zapomniałam. Tego nie da się zapomnieć. Ja nie potrafię.
      • bossa13 Re: Żyć po zdradzie 12.11.05, 19:19
        Jestem 2 lata po zdradzie i ciągle czuję jakby to było wczoraj...
        Było to o tyle trudne, że on się zakochał ale mimo to nie zdecydował się na
        związek z tamtą. Została jego dobrą znajomą.
        Teraz on chce naprawiać kiedy ja jestem związana z innym. Mimo to bije się z
        myślami, że może to była faktycznie wielka miłość, może powinnam dać jeszcze
        jedną kolejną szansę.
        Tylko nie wiem czy to strach przed tworzeniem od początku nowego związku, i w
        tym przypadku również zmianą kraju, czy może jeszcze miłość nie pozwalają mi
        poważnie zaangażować się w nowy związek.
        Czas mija a ja stoje w miejscu... jak można poznać kiedy coś jest skońcone i
        nie ma szans na przyszłość???
        • kanoe Re: Żyć po zdradzie 13.11.05, 19:30
          szukam odpowiedzi na to samo pytanie ....:(:(
          • bossa13 Re: Żyć po zdradzie 14.11.05, 23:26
            I doszłaś już do jakiś wniosków?? To proszę o radę.
            Trudna sprawa, tak czy tak ryzyko, może więc należy ocenić po prostu plusy,
            No ale "co nas nie zabije to nas wzmocni" jak powiadają.
            Tobie i sobie życzę podjęcia wreszcie decyzji bo takie zawieszenie też nie jest
            łatwe.
        • anula52 Re: Żyć po zdradzie 14.11.05, 19:26
          mąż zdradził mnie emocjonalnie-zakochał się w mężatce(chyba z wzajemnością)
          Chyba wolałabym aby przespał się z jakąś i zapomniał o niej,zerwał
          kontakt .Chociaż wiem,że zdrada fizycznie boli równie mocno :( Nie mogę
          zapomnieć. Nie mogę się pozbierać :(
          • josef_kek Re: Żyć po zdradzie 25.11.05, 11:09
            Anula rozumien cie doskonale chociaz jestem facetem. Zdrada emocjonalna jest
            straszan. Wiesz, ze ona kocha innego chociaz w twarz mowic ze Ciebie kocha. Co
            robic. Ja zająłem sie sobą, wyszczuplałem, kupuje lepsze ciuch, odmajduje na
            nowo Boga, postawiłem na nasze dzieci. Czy kiedyś wybacze. Mowie sobie ze
            wybaczyłem, ale mysli powracaja. Zahir trawa i to jest najtrudniejsze
          • jol33 Re: Żyć po zdradzie 09.07.08, 20:39
            Wiem co czujesz bo sama to przechodze jest to paskudne uczucie jakby
            powoli cię rak zrzerał.
          • rozj Re: Żyć po zdradzie 22.08.08, 21:40
            Mój mąż potraktował mnie tak samo. Zaprzyaźnił się zbytnio z
            koleżanką z pracy. Pisanie wierszy, spacey po lanczu i na wyjazdach
            służbowych,w tym czsie podejmowaliśmy decyzję o maniu dziecka,potem
            byłam w ciąży. Mówi że jej nie kochał. Cała sprawa wyszła
            przypadkiem po 6 latach. Panienka podobno w czasie studiów przeżyła
            zawód miłosny, pomagał aż terapeuta - taka wrażliwa na młodzieńcze
            miłości. Mimo to z innego skorzystała, wcale nie łóżkowo tylko
            wysysając go emocjonalnie, bo czemu by nie skoro jest dwa biurka
            dalej.Trwało to ze trzy lata, bo nawet gdy ona wyszła za mąż za
            pracownika tej samej firmy (szybko się zakochując), a tem pracował u
            klientów to dalej towarzystwa dotrzymywał mój małżonek.Mam ochotę
            powiedziec mu żeby mojego skopał. Totalnie się wtym nie rozumiem.
            Zdrada emocjonalna też bardzo boli. Nigdy nie będzie tak jak było
      • jol33 Re: Żyć po zdradzie 09.07.08, 20:35
        Zgodze się z autorką tej wypowiedzi.Osoby których nie dotkneło takie
        przykre doświadczenie nie mają zielonego pojęcia o czym się tu
        mówi.Dopiero kiedy sam tego doświadczy sam zrozumie co to jest życie
        w którym trzeba na nowo nauczyć się zaufania do partnera Wybaczyć-z
        czasem można ale zapomnieć nigdy.
    • paniesia Re: Żyć po zdradzie 19.11.05, 09:04
      Jeżeli się kocha wszystko jest się w stanie wybaczyć
      • bossa13 Re: Żyć po zdradzie 19.11.05, 14:42
        Wybaczyć - oczywiście można kochając, ale czy można żyć z tą świadomością dalej
        i czy można odbudować zaufanie w kwestii tak fundamentalnej jak wierność w
        zwiazku? to jest pytanie
      • anula52 Re: Żyć po zdradzie 19.11.05, 17:59
        jeśli się kocha, to się nie zdradza:( Staram się wybaczyć ale czy kiedykolwiek
        zapomnę? :(
    • magdakw Re: Żyć po zdradzie 22.11.05, 20:18
      Mijają dwa lata jak dowiedziałam się o zdradzie , a wałściwie zdradach męża.
      Powiedział mi to tylko dlatego, że miał zamiar odejść. Wiedział, że to mu
      pomoże i ...pomogło. Wybaczyłabym gdyby prosił o wybaczenie, zapomniałabym,
      gdyby chciał być ze mną. Ale nie chciał i oszedł. Dziś, po dwóch latach cieszę
      się, że nie zatrzymywałam go łzami, rozpaczą, obietnicami poprawy (bo to zawsze
      ja winiłam się za to , że mogło być lepiej, inaczej). Teraz wiem, że żyjąc z
      nim, szczególnie pod koniec małżeństwa, żyłam jakby w jego cieniu. Liczył się
      tylko on, jego potrzeby, jego opinia. Ja świeciłam światłem odbitym. Rozstanie
      nauczyło mnie ufać sobie. Wiem, że nie ma rzeczy z którą nie uporałabym się.
      Bardzo pomogli mi znajomi i rodzina. To oni byli moimi psychoterapeutami. Z
      moją siostrą przegadałam kilkadziesiąt godzin, przewałkowałam temat, zmierzyłam
      się z cierpieniem nie tylko swoim, ale zawiedzionych ludzi, dla których mój mąż
      był bratem, synem, przyjacielem. Pomogły mi łzy. Był taki etap w ciągu tych
      dwóch lat, że płakałam z byle powodu. Płakałam nad sobą i dałam sobie tę
      możliwość. Płakałam nad naszą miłością, z której pozostał jedynie albo aż nasz
      syn. Płakałam nad nim, bo tęskił do ojca i nie rozumiał "dlaczego?". Płakałam
      jak widziałam dwoje kochających się młodych ludzi. Płakałam jak widziałam
      oddanych sobie staruszków, bo wiem, że nie będę mieć oparcia na starość. To
      doświadczenie mnie bardzo zmieniło. Obudziłam się, narodziłam na nowo. Czasami
      trafiam na stare listy, na karteczki od męża pełne miłości, zaufania i oddania.
      Żal mi tamtych czasów, ale wiem też, że przeżyłam miłość, a to nie jest takie
      powszechne. Byłam kochana i kochałam. To daje mi siłę. Wszystkim zdradzonym
      kobietom, zdradzonym mężczyznom polecam: bądźcie ciepliwi, czas leczy rany.
      Jeszcze będziecie szczęśliwi! Nie proście o miłość, dana z litości czy wyrzutów
      sumienia nie jest prawdziwym uczuciem i jest tylko na chwilę.
      Ja też myślałam, że świat bez mojego męża nie może istnieć, że ja zapadnę się
      pod ziemię, że życie straci smak. Starciło ale tylko na chwilę.
      Potem poczujecie jak warto jest żyć dalej. I jakie ważne życie.
    • mona371 Re: Żyć po zdradzie 09.12.05, 15:36
      Ja dopuszczam możliwość zdrady przez mojego mężczyznę. Może to zabrzmi dziwnie.
      Jednak wiele wytłumaczy jak wyjawię, że sama zdradziłam swoich dwóch mężów. Za
      każdym razem robiłam to na złość. I nie z powodu ich zdrad. Po prostu mnie
      zaniedbywali. Uważam, że im się to należało. Teraz jestem w związku z młodszym
      o 4 lata mężczyzną. Nie chcę go zdradzać, nie wiedzę takiej potrzeby. Staram
      się dociec dlaczego nie potrzebuję i pielęgnować miłość. Jeśli on by mnie
      zdradził nie wiem co by się stało bo nigdy tego nie przeżyłam ale wiem jedno;
      dałabym mu szansę wyboru: chce zostać czy odejść i to musiałby być jego wybór.
      Konsekwencje zdrady ciążą przede wszystkim na stronie winnej (czuję się niczym
      Lord Wader. Piszę tak z własnego doświadczenia. Nie interesuje mnie związek, w
      którym partner nie zdradza bo tak nie wolni, czy ze strachu przed moim
      odejściem. Chcę mieć przy sobie osobę, która po prostu nie musi mnie zdradzać
      bo jest szczęśliwa...ja też taka chcę być. Mam nadzieję, że mój obecny związek
      jest już do końca życia. Pozdrawiam wszystkich zdradzająchch i zdradzanych.
    • konkord1 Re: Żyć po zdradzie 12.12.05, 23:13
      Mnie także to spotkało :-(
      Żona zaczęła się z nim spotykać jakieś 2 miesiące temu.
      Ja się dowiedziałem o tym przez przypadek i potem zacząłem drążyć temat.
      Szukać dowodów, przeglądałem komórkę. W końcu trafiłem na jednoznaczne dowody.
      Wczoraj wyciągnąłem z niej prawdę. Z tego co powiedziała to jednorazowo poszła z
      nim do łóżka (nie wiem czy wierzyć czy nie) ale powiedziała, że potem z nim
      skończyła choć po pewnym czasie zadzwoniła aby się z nim spotkać by go tylko jak
      stwierdziła zobaczyć. Mówi, że nic nie było ponownie między nimi.

      W tej chwili bardzo mnie to boli. Boli jak cholera. Ona twierdzi, że dlatego z
      nim zakończyła bo mnie kocha i chce być tylko ze mną. Tamto było jednorazowe i
      liczę się tylko ja. Dotego powiedziała, że chce mieć ze mną drugie dziecko. Ja
      bardzo ją kocham i nie potrafię od niej odejść. Stwierdziłem, że ponieważ ja już
      nie mam nic do stracenia to chcę zaryzykować i być z nią, spróbować od nowa.
      Jednak mimo że ją kocham to czuje ogromną pustkę, była dla mnie wszystkim a
      teraz jest śmieciem.

      Proszę powiedzcie czy miłość zwycięży?
      Czy warto próbować?
      • mariarella Re: Żyć po zdradzie 14.12.05, 14:14
        czy miłość zwycięży? może zasklepią się rany zadane zdradą - tak Twoje jak i
        jej - ale nigdy nic już nie będzie takie jak przed....
        próbować zawsze wart - tymbardziej jeśli tak jak mówisz nie masz nic do
        stracenia. Ale co na to druga strona - czy też chce próbować? Jeśli masz
        wątpliwości - to chyba o czyms świadczy, bo przeciez musisz znać ją
        wystarczjąco aby jej ufać albo nie.
        • anula52 Re: Żyć po zdradzie 15.12.05, 15:19
          "jeśli wszystko jest stracone oprócz miłości-nic nie jest stracone" Warto
          próbować, warto walczyć, jeśli nadal się kocha. Zgadzam się jednak z jednym-już
          nigdy nie będzie jak dawniej. Rana sie zagoi, blizna pozostanie :( Staram się
          wybaczyć ale czy kiedykolwiek zapomnę? Nie ufam mężowi-czy zatem związek bez
          zaufania ma w ogóle sens? :(
      • josef_kek Re: Żyć po zdradzie 18.12.05, 13:33
        Mnie też to spotkało. Wybaczyłem, ale tak jak piszesz "boli jak cholera". Cały
        świat przewartościował sie dla mnie. Zostałem bo ja kocham, ale czy wytrzymam
        to nie wiem. Robie to równiez dla nszych dzieci. Ale jak sobie czasami
        przypomne, to rycze jak bóbr. Tylko nie moge zrozumiec jak mozna to zrobic
        swojej bliskiej osobie. Ważnym problemem jest to ze straciłem zaufanie dla
        niej. Jesli wyjezdza to zawsze sie denerwuje, czy nie spotyka sie z nim, jak
        sie spoznia czy nie jest na randce. Czasmi to jest obsesja. Raz wyrazniejsza,
        raz mniejsza. Ale tez zrozumiałem że cała sprawa to równiez winna moja. Mając
        ja przy sobie myslałem ze tak bedzie całe życie, a o miłośc trzeba walczyc
        kazdego dnia, nawet jesli to robimy z zacisnietymi zebami i ukradkiem roniąc
        łzy. Ale oczywiście trzeba znać swoja wartość. Jesli w pewnym momencie bede
        uważał, ze dalsze małzenstwo nie ma sensu trzeba odejsc, także z klasą. Tyle.
      • jol33 Re: Żyć po zdradzie 09.07.08, 20:49
        Zawsze warto próbować by póżniej nie zażucić sobie że nie próboał{em)
        (am}Wiem że jest to trudne.
    • mathaw1 Re: Żyć po zdradzie 17.12.05, 16:23
      Piszesz bzdury. To co innego milosc i zycie...mozna zyc razem po zdradzie1
      Chociazby dla spelnienia obowiazku bycia rodzicem, a milosc..?! hym no coz jest
      wystawiona na rany z natury rzeczy. Tak wiec nie mylmy pojec!
      • mariarella Re: Żyć po zdradzie 17.12.05, 21:49
        żyjemy po to żeby kochać a kochamy po to żeby żyć.
        Czy można oddzielić życie od miłości i miłość od życia?? "obowiązek bycia
        rodzicem"?? - a cóż wyrośnie z dziecka, które jest wychowywane z obowiazku, bez
        pełni uczuc pomiedzy rodzicami? - kaleka, która bedzie postepować na wzór
        swoich rodziców.

        to raczej ty mathaw1 piszesz bzdury.. jesli cos pęka - mozna to sklejać ale w
        końcu i tak jest to już tylko skorupa.
        • anula52 Re: Żyć po zdradzie 18.12.05, 10:55
          zgadzam sie mariarella z Tobą! co to za związek bez miłości? Być ze sobą, tylko
          dla dziecka? to Ty mathaw piszesz bzdury!
          • bossa13 Re: Żyć po zdradzie 19.12.05, 13:35
            Ja zdecydowałam się odejść, nie mam już siły dawać kolejnej szansy i dawać
            sobie wmawiać że przyjażń z eks kochanka jest jak najbardziej rzeczą do
            przyjęcia. Nie dla mnie.
            Ale mimo to wątpliwości pozostają i ciepłe wspomnienia...
            • anula52 Re: Żyć po zdradzie 19.12.05, 15:21
              podziwiam Cię bossa za odwagę:)Powodzenia! Boję się,że mój mąż nigdy nie zerwie
              z nią kontaktu a w tą ich "pseudo przyjaźń" nie wierzę! Nie ma przyjaźni
              między kobietą a facetem a tym bardziej mężatką i żonatym ;)
              • bossa13 Re: Żyć po zdradzie 22.12.05, 12:29
                dziękuję bardzo,
                ja już też przestałam w to wierzyć,
                jeżeli taka przyjaźń istnieje to zawsze też istnieje ryzyko że może przerodzić
                się w coś więcej tak jak w tym przypadku
                a ja już nie będę ryzykować
    • forum15 Re: Żyć po zdradzie 17.12.05, 22:01
      po rozstaniu:

      www.odyn.pl
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka