Dodaj do ulubionych

Żyć po zdradzie

    • 56.anna Re: Żyć po zdradzie 22.04.07, 08:58
      myslalam ze da sie zdrade wybaczyc.Sama tak zrobilam.moj maz zwiazal sie z
      kobieta20 lat mlodsza.ich zwiazek trwal ok.1,5 roku.caly ten czas mieszkal ze
      mna i synem .kiedy w koncu nie wytrzymywalam dluzej i postawilam warunek ja
      albo ona zerwal ta znajomosc.caly czas bardzo go kochalam i kocham nadal.minelo
      6 lat od tamtej pory.bylo miedzy nami dobrze.a jednak cos takiego sie zadzialo
      w jego glowie,z czym nie mogl sobie poradzic.teraz uznajac ,ze nie ma w tym nic
      mojej winy zazadal rozwodu.niedlugo pierwsza sprawa.poradzcie co robic nadal go
      kocham
    • roja11 Żyć po zdradzie 30.04.07, 09:21
      czytając artykół odnoslem wrazenie ze tylko kobiety sa zdradzane, a zdradzani
      męzczyżni nie mają uczuc-mysle ze oni bardziej to przezywają i zdrada zony jest
      bardziej dla nich destrukcyjna niz dla kobiety.wiem cos o tym...
      • sulamita Re: Żyć po zdradzie 05.05.07, 00:37
        Zdradzani faceci? To dopiero bywa jazda, jak się trafi na macho i kumpli.Moja
        znajoma rok po śmierci mężą, który ogólnie tyran był, znalazła miłego faceta
        (osiem lat są razem).Do tej pory kumple zmarłego mówią o niej, że k... Im nie
        przeszkadza, że skoki w boki uskuteczniają. Żona Ryśka powinna się zamurować!
        Pewnie wobec własnych zdradzanych żon mają podobne oczekiwania.NO, kto zastąpi
        takiego macho?
    • drambui Re: Żyć po zdradzie 13.05.07, 07:24
      bigguy napisał:

      > Zycie po zdradzie jest niemozliwe. O ile kobieta posiada odrobine wewnetrznej
      > wolnosci to nie moze pozostac w takim zwiazku. ...

      > Milosc bez zaufania nie jest juz miloscia.

      Nie masz takiego doświadczenia, to nie wiesz, co jest mozliwe, a co nie.
      Po zdradzie żyje się dalej, chyba, że się popełni samobójstwo. Po zdradzie
      kocha się dalej, jeśli się kochało przed zdradą i to zarówno, jeśli się było
      zdradzonym, jak i zdradzającym. Miłość pozwala wybaczyć. Nie każdy to potrafi.

      Inna sprawa, że wszystko, co związane ze zdradą, jest strasznie bolesne....
      Cóż, łatwiej jest bolący ząb wyrwać, niż go leczyć....



      • drambui Re: Żyć po zdradzie 13.05.07, 07:38
        "Przerobiłem" juz wszystkie warianty zdrady.
        Wszystkie wiążą się ze strasznym bólem
        Najpierw zostałem zdradzony, po kilkunastu latach małżeństwa.
        Potem sam zdradziłem, kochanka była zamężna. Boli nawet to, że ona ma męża.
        Wszystko, co związane ze zdradą, z naruszeniem zasad związku jest bardzo trudne
        do akceptacji, przeżycia.
        Kocham żonę, kocham kochankę, gdybym miał cofnąć czas, postąpiłbym tak samo...
        Gdybym miał jeszcze bardziej cofnąć czas, ożeniłbym się jeszcze raz z tą samą
        kobietą. Jeszcze bardziej... najchętniej bym się nie urodził.
        Boli zdrada żony, żal mi męża kochanki, który ją bardzo kocha.
        Kwadratura koła, życie chyba musi boleć....

        • luna67 Re: Żyć po zdradzie 22.05.07, 21:42
          Jak ktos lubi sobie w ten sposob zycie komplilowac, to bardzo prosze drambui:-)
    • annaedyta6 Żyć po zdradzie 19.06.07, 19:04
      Mój mąż zdradził mnie kiedy byłam w ciąży... nie nie dlatego, że bardzo mu
      brakowało sexu ale dlatego, że jak dziś
      twierdzi "pogubił się,a ona była miła, rozumiała go, chciała słuchać itp itd"
      typowe bzdety faceta, który zdradził BO CHCIAŁ. Dzisiaj jesteśmy o 1,5 roku
      starsi... nasz synek ma roczek z kawałkiem i niby jesteśmy razem
      od prawie roku i wszystko niby jest w porządku... tylko że chyba nie do końca...
      Kochanką mojego męża była (oby, bo rozsadek i wydarzenia, o których napisze
      podpowiadają,że nadal jest!)koleżanak ze studiów, byli wtedy na 2 roku -
      studia zaoczne więc widywali sie rzadko bo ona mieszka w innej miejscowości -
      "wrocił" do mnie kiedy urodził sie nasz synek, to był maj zeszłego roku. W
      czerwcu sie od niego wyprowadziłam, zabrałam dzieci ciuchy i zamieszkałam u
      mamy,bo okazało sie że i owszem może i wrócił do mnie (było cudownie jak za
      dawnych lat) ale niestety wcale nie odszedł od niej!!! Od tamtej pory zaczął
      grać w grę pt. "mam dwie baby - oszukuję obie!" Kiedy sie wyprowadziłam był
      znów, to dzisiaj wiem, standard - płacz i przysięgi, że z nią skończył, że ona
      dla niego nic nie znaczy itp. Kupił sobie nawet dodatkowe karty do telefonu
      (oczywiście w tajemnicy!), żebym mogła oficjalnie sprawdzać jego billingi i nic
      nie znaleźć - cwaniak! W lipcu wróciłam - dałam się złapać, byłam z nim tydzień,
      po to tylko niestety, żeby się przekonać jak bardzo mnie oszukał - znalazłam
      wtedy owe "lewe" jak je nazywam karty do telefonu. Znów był jego płacz
      i przysięgi, że z nią skończy, że ona tak na prawdę nic dla niego nie znaczy że
      chce być tylko z nami itp itd. Nie dałam się przekonać, znów odeszłam... w
      sierpniu znowu wróciłam, znów dałam się ogłupić - do dzisiaj sie
      zastanawiam, czy ja mu naprawdę wtedy uwierzyłam czy tylko wróciłam, bo nie
      byłam już w stanie patrzec na łzy mojego
      starszego dziecka, które rozpaczliwie chciało mieszkać w domu i mieć mame i
      tatę... Od sierpnia mieszkamy razem. I niby jest normalnie, ale... przez ten
      cały czas co jakiś czas "coś" się wydarza, coś co nie pozwala mi spać
      spokojnie... jakiś czas temu definitywnie odszedł od niej mąż, bo według niego
      oni nigdy nie przestali być razem (chociaż ona cały czas wszystkiemu zaprzecza,
      tak jak moj małżonek - ja mówię, że on ja nieźle 'wytresował', bo odkąd on do
      mnie "wrócił"po raz drugi:) ona kłamie tak jak on jej każe, aż dziw, że się
      jeszcze do dzisiaj nie zoriętowała, że on jej każe kłamać dla własnego tylko
      doba i spokoju) Jakiś miesiąc temu sprawa sie rypła bo znów znalazłam kolejny
      ukrywany telefon mojego małżonka - oczywiście tłumaczył się, że od wakacji go
      nie używał... I znów to samo czarna rozpacz, łzy, przysięgi, zapewnienia o tym
      jak bardzo kocha mnie i dzieci i jak bardzo niewiele, prawie nic, nie znaczyła
      dla niego ona...później rozmawiałam z ludźmi z ich grupy - okazało sie nie nie
      tylko nie są "wrogami" - jak twierdz mój małżonek ani nie traktują się jak
      "tylko koledzy ze studiów" jak twierdzi ona ale zawsze
      ze sobą siedza na zajęciach, szeptają sobie coś i często gęsto znikają razem...
      Oczywiście mój małżonek i na to znalazł odpowiedz - jak twierdz to tylko pozory,
      żeby st sworzyć iluzję, że są dobrymi kolegami... z nią już od
      dawna nie rozmawiam, bo tak jak na pisałam wcześniej jest dobrze wytresowana i
      kłamie lepiej niż on...
      Skłamałabym, gdybym napisała, ze mój małżonek zachowuje się do końca jak podły
      zimny sukinsyn... wręcz przeciwnie gdyby ktoś popatrzył na nas z boku - idylla!
      Jest miły, grzeczny (wcześniej coraz częściej zdarzało mu się być
      niemiłym i niegrzecznym dla mnie) zajmuje się dziećmi itd itp. Pozornie tworzymy
      miła spokojną rodzinę. A i dla mnie jest taki jak kiedyś - kochający ( tak mocno
      jak teraz przytula mnie w nocy robił to chyba ostatnio zaraz po ślubie
      czyli jakieś 11 lat temu!) czuły, często zdarza mu sie przechodząc po prostu
      przytulić mnie, pocałować...a w łóżku znów zaczął zauważać, że ja tam też jestem...
      Tylko, czy nie jest to spowodowane tylko wyrzutami sumienia wobec mnie i
      dzieci...czy po połowie wyrzutami sumienia i miłością do mnie (twierdzi że kocha
      mnie mocno, tak jak zawsze, tylko, że był taki moment, że o tym zapomniał ale
      się odnalazł w tym zapomnieniu i nigdy już do tego mnie chce wracać)
      Ja wiem, że on juz nie planuje on nas odejść - tak jak to planował kiedy
      zaczynał z nia romans - nie planuje bo przekonał się co znaczy życie bez nas a
      przede wszystkim bez dzieci - bardzo ich kocha - to chyba jedyne czego
      jestem pewna! - , ale boje się, że na dobre zasmakował w życiu z dwoma kobietami
      i że nie prędko mu się to znudzi...
      Gdyby trafił na jakąś mądrzejszą babe, a nie na taką bląd idiotkę jak ona, to
      może powiedziłaby mu - facet zdecyduj sie albo żona albo ja, ale tej pi... chyba
      to nie przeszkadza, że on co wieczór zasypia ze mna w jednym łóżku...
      A ja żyje jak na huśtawce - jedna połowa mnie krzyczy "odejdź od niego zostaw
      go, niech sobie żyje sam i cierpi bez dzieci", a druga spokojnie mówi "zobacz
      jest miły, dobry(nie zależnie od tego co nim powoduje),a przede wszystkim
      dzieci mają to co dla mich najważniejsze MAMĘ I TATE W JEDNYM DOMU!!!"i każda z
      tych połówek ciągnie w swoją stronę...
      Może ktoś, kto przeczyta moją opowieść był w podobnej sytuacji i napisze coś
      mądrego...
      Ja tak na prawdę chciałabym znać odpowiedż tylko na jedno pytanie - kiedy sie to
      wszystko skończy i zaczne znów ŻYĆ a nie ANALIZOWAĆ rzeczywistość...

      Pozdrawiam wszystkich zdradzonych...
      To boli, strasznie boli ALE DA SIĘ PRZEŻYĆ
      • dada30 Re: Żyć po zdradzie 04.07.07, 10:53
        Twoja historia jest niestety podobna do mojej, też się zaczęła od zdrady mojego
        męża gdy byłam w ciąży. To było już ponad 5 lat temu, nadal jesteśmy razem, ale
        w międzyczasie zrobiliśmy sobie wiele krzywd i nie wiem czy uda nam się
        poukładać życie razem. Z Twojego postu niebardzo widzę dlaczego wybaczaz mężowi
        podwójne życie, czy tylko dla dzieci? Czy kochasz jeszcze męża? Czy są inne
        okoliczności, które wpływaja na to, że dalej jesteście razem - brak mieszkania,
        dochodów, itp?
        Mogę Ci tylko opwiedzieć swoje doświadczenie, może Ci pomoże w Twojej sytuacji,
        choć każdy z nas jest inny i dokonuje własnych wyborów. Pamiętam jednak, że sam
        fakt, że nie jestem jedyną osobą, której życie się potoczyło tak, a nie inaczej
        był dla mnie pocieszający.
        Mąż mnie pierwszy raz zdradził jak była w ciązy z naszym synkiem jakieś 5,5
        roku temu. To było dawno i nie chcę się za bardzo na tym skupiać, ale to co
        najbardziej bolało (oprócz faktu, że ma inną kobietę) to jego kłamastwa - czyli
        płomienne zapewnienia, że z nią skonczył, które po jakimś czasie okazywały się
        nieprawdą. Jednak za każdym razem jak odkrywałam, że mnie kolejny raz okłamał,
        on zapewniał, że to było-minęło i że teraz już naprawdę jest ze mną szczery.
        Czyli podobnie jak Twój mąż.
        Patrząc z perspektywy czasu, żałuję, że się wtedy nie zdecydowałam na rozwód. A
        właściwie to się zdecydowałam, ale on mnie swoimi zapewnieniami o miłości, o
        tym, że jego romans był bez znaczenia, że już wie co dla niego najważniejsze,
        itp. przekonał, żebym zmieniła decyzję. Tu jeszcze było małe dopiero narodzone
        dziecko, które powinno mieć ojca, ja w szoku fizycznym i psychicznym po tych
        wszyskich zmianach i rewelacjach w swoim życiu, no i fakt, że mimo zdrady
        kochałam jeszcze męża, bo miłość nie umiera z dnia na dzień. Ale z czasem
        powoli znikała...
        To był trudny okres dal nas również z innych względów, mniej więcej w tym samsy
        czasie jak wybuchła sprawa z romansem, mój mąż dostał wypowiedzenie z pracy i
        przez dłuższy czas był bezrobotny. A to pogorszyło naszą sytuację nie tylko
        materialną, ale też psychiczną. On siedział w domu sfrustrowany z powodu braku
        pracy, a ja się zastanawiałam czy to tylko dlatego, czy może jest też
        nieszczęśliwy, że nie jest z tą drugą kobietą.
        I tak, jak się wydarzy taka historia, utraci zaufanie do drugiej osoby,
        wkradnie się nieszczerość i brak bezpieczeństwa w związek dwojga ludzi to
        bardzo trudno jest to odkręcić. Zaczyna się takie negatywne nakręcanie się
        wzajemnie. Gdy patrzyłam na jego niezadowoloną minę to nie myślałam, że może
        chodzi o inne problemy, lecz że żałuje tego że jest ze mną, a nie z nią. Rzadko
        się wtedy kochaliśmy, bo ja się przez jego pożądanie wobec drugiej kobiety
        czuałam odtrącona i nieatrakcyjna, a on przez brak pracy i depresję z tego
        powodu też niebardzo miał ochotę na seks. Więc ja się czułam jeszcze bardziej
        odtrącona i niepożądana... i tak się pogłebiała moja frustracja, która powoli
        zabijała resztę uczuć do męża.
        W końcu po jakichś 2 latach mąż w końcu znalazł stałą pracę, teoretycznie
        zaczęło nam się lepiej układać, ale okazało się, że to już było za późno, bo
        zniknęła u mnie ta "iskierka", to coś co sprawia, że jest się szczęśliwym z
        drugą osobą.
        I wtedy tę "iskierkę" wywołał we mnie ktoś inny. Czyli ze zradzonej, ja stałam
        się zdradzającą.
        I dlatego napisałam, że żałuję, że wtedy nie wytrwałam w decyzji o rozwodzie.
        Bo nie zrobiłabym tego, czego się wstydzę i żałuję, nie spowodowała bólu wielu
        osobom.
        Jak się w końcu poukladałam sobie priorytety i postanowiłam, że jednak chcę być
        z mężem i twoerzyć z nim rodzinę - ponieważ dowiedziawszy się o moim romansie,
        zachował się teak kochająco i wspaniale, że w końcu uwierzyłam, że naprawdę
        mnie kocha - to z kolei on się zaczął zastanawiać czy tego chce i wdał się w
        drugi romans.
        Skracając długą histrię, mąż się już od jakiegoś czasu z tą drugą nie spotyka,
        mój romans skonczył się już dawno. Oboje próbujemy, mam nadzieję szczerze,
        poukładać sobie życie razem od nowa. Ale nie wiem czy się uda.
        To co Ci mogę doradzić - nie zostawiaj mężowi furtki w postaci przyzwolenia na
        spotykanie się z inną. Stracisz do siebie szacunek, poczucie własnej wartości i
        może tak jak ja poszukasz dowartościowanie gdzieś indziej. A to tylko pogorszy
        sprawę, bo się z jednej strony dowartościujesz, a z drugiej poczujesz jak
        szmata. Mój mąż skończył z swoją kochanką, dopiero po tym jak go wyrzuciłam z
        domu i zobaczył, że nie może do niego wrócić, póki nie zacznie grać ze mną fer.
        Prawda jest taka, że każdy robi to na co sobie może pozwolić i póki mu nie
        uświadomisz, że nie może sobie na pewne rzeczy z Tobą pozwalać, to nie
        przestanie tego robić. Wierz mi, że jeśli postawisz sprawę jasno, pomyślisz o
        sobie i o tym czego Ty chcesz, korzyści będę dla wszystkich - Ty się poczujesz
        lepiej sama ze sobą, Twoje dziecko będzie miało bardziej szczęśliwą matkę i
        może Twój mąż też zacznie szanować żonę, która wie czego chce i nie pozwala
        sobą pomiatać. A jeśli nie potrafi się zachowywać wobec Ciebie tak jak należy
        to będzie musił ponosić tego konsekwencje.
        Trzymaj się, myśl o sobie i rób to co czujesz. Mamy jedno życie i musimy je
        przeżyć najlepiej jak potrafimy.
        • annaedyta6 Re: Żyć po zdradzie 06.07.07, 10:33
          Witam zdradzonych...
          Faktycznie to co napisałam nie wyjaśnia do końca mojej sytuacji ani nie tłumaczy
          wszystkich moich decyzji, ale na prawdę trudno zamknąć cały ból, cierpienie,
          upokorzenie, frustrację i przepełniającą mnie nienawiść w jednym liście. Doda
          zapytała mnie dlaczego, z jakich powodów przyzwalam mojemu mężowi na podwójne
          życie, hm, z jednej strony chyba pozwalam; świadomie i z rozmysłem skazując się
          na życie ze świadomością że ktoś inny oprócz mnie wysłuchuje słów, które w
          założeniu miały być tylko moje... że ktoś inny doświadcza gestów, które należały
          też tylko do mnie i tak miało być zawsze.... a z drugiej strony nie pozwalam i
          buntuje sie przeciwko temu z całych sił, tyko, po prostu to wszystko nie jest
          takie proste... proste może byłoby gdyby nie dzieci... Ja już dwa razy - jak to
          opisałam poprzednio od niego odeszłam i wtedy musiałam patrzeć na cierpienie
          mojego syna (ma 9 lat, jest bardzo inteligentnym dzieckiem i niestety rozumie
          więcej niż bym chciała, żeby rozumiał), który bardzo rozpaczliwie chciał tylko
          jednego - wrócić do domu... Tak na prawdę to cierpiał wtedy tylko on, bo ja
          jakoś tak nie koniecznie. I tu pojawia się wątek pt "czy nadal kocham mojego
          męża". Odpowiedź nie jest ani łatwa ani jednoznaczna. Czasami wydaje mi się że
          go kocham tak mocno jak dawniej a czasami że nienawidzę jak zarazy... Jednak
          intensywność i moc moich uczuć, niezależnie od tego czy danego dnia jest to
          miłość czy nienawiść, świadczy dobitnie tylko o jednym że nadal nie jest mi
          obojętny... Bo ja myślę że między ludźmi kończy się wszystko tylko wtedy, kiedy
          pojawia się obojętność!
          Doda piszesz, że po latach zdecydowałaś zostać z mężem dla dobra dzieci, ja
          zdecydowałam chyba tak samo... - raczej tak, choć nadal przechowuje jego "lewą"
          kartę sim, która jest co prawda zablokowana, ale w dzisiejszych czasach
          odblokowanie jej nie stanowiłoby chyba żadnego problemu, kartę, którą znalazłam
          całkiem niedawno, wiem, że na tej karcie znalazłabym to, co już nie pozwoliłoby
          mu się wyłgać z jego romansu (ta dz... uwielbia pisać ckliwe infantylne smsy o
          jej wielkiej "miłości") i nie wiem może kiedyś nadejdzie ten dzień, że ją
          odblokuję...
          Jeszcze jedno - zgadzam sie w całej rozciągłości ze stwierdzeniem Dody, że
          najbardziej boli nie fakt, że mój mąż postanowił sie pozabawiać z inną ale jego
          kłamstwa! Kiedyś zapytałam go o to jak niewiele muszę dla niego znaczyć że tak
          po prostu każdego dnia mnie kłamie, że jest w stanie patrzeć mi w oczy i
          bezczelnie łgać!!! - odpowiedź była kolejnym kłamstwem "Już od dawna Cię nie
          okłamuje!"... Ciekawe czy to tylko faceci postrzegają sprawę prawdomówności
          inaczej czy też może wszyscy, którzy zdradzają...
          Nie wiem co będzie dale, życie pokaże...
          Wiele historii opowiedzianych tutaj zaczyna sie podobnie, a prawie każda kończy
          się inaczej, choć zadziwiającym jest jak wiele mają one elementów wspólnych.
          Może faceci mają genetycznie przekazywane instrukcje jak zdradzać i jak
          postępować w wypadku wykrycia zdrady :)
          Pozdrawiam. Zdradzeni trzymajmy się i nie dajmy sie ani jakimś pustym bląd
          idiotkom, które, nie wiadomo z jakich powodów uważają że mają prawo niszczyć
          komuś życie, ani tępym osiłkom, którzy sądzą że sex z cudzą żona nikomu jeszcze
          nie zaszkodził...
          • kasiaw35 karty sim 10.07.07, 18:06
            Jestem właśnie w trakcie rozwodu - moja opowieść nie różni sie właściwie od
            wielu tutaj opisanych więc nie będę sie powtarzać. Mam pytanie w jednej kwestii
            - anno edyto piszesz, że odblokowanie kart nie jest problemem więc pewnie wiesz
            jak to zrobić. Ja też mam kilka kart mojego męża niestety nie znam ani numerow
            telefonu do tych kart, ani kodów PIN czy PUK - ,to są karty SIMPLUS - niestety w
            salonie powiedzieli mi że bez znajomości numerów telefonów odblokowanie jest
            niemozliwe. Więc jeśli wiesz bądz ktokolwiek czytający ten list wie, jak
            odblokowac takie karty bardzo by mi to pomogło.


    • iff101 Żyć po zdradzie 24.06.07, 14:33
      przedemną rozwód... To dobry artykuł, który daje nadzieje na to, że będą
      jeszcze dobre dni i tylko czas tu gra główną rolę, a ja muszę tylko zrobić
      wszystko aby to długo nie trwało a wtedy znów zaświeci słońce.
    • zofia7 doo pp a 25.06.07, 12:11
      tak zakochania sie nie planuje( kochanka tak napisała) jakbym ja spotkala to bym
      ja tak przeszkolila ze juz nigdy by tego nie stwierdzila zwykle urestwo
    • zofia7 doo pp a jaśś 25.06.07, 12:13
      tak zakochania sie nie planuje( kochanka tak napisała) jakbym ja spotkala to bym
      ja tak przeszkolila ze juz nigdy by tego nie stwierdzila zwykle urestwo
    • tajny_agentub A co z kobietami? One nie zdradzają ? 13.07.07, 16:42
      Dlaczego ten artykuł opisuje wyłącznie zdradę męża ???
      Czy kobiety nie zdradzają ?
      Drogie feministki, trochę RÓWNOUPRAWNIENIA!


      A tak przy okazji: te wszystkie wypowiedzi, że "nie da się żyć po zdradzie", że
      "to już koniec" - jasne, czytelne osądy, żadnych wątpliwości.
      Życie bywa bardziej urozmaicone.
    • ra2er Żyć po zdradzie 13.07.07, 16:52
      Przyznanie się do zdrady to zawsze próba przerzucenia przynajmniej części winy i
      własnych wyrzutów sumienia na drugą stronę. Zawsze zastanawiała mnie łatwość, z
      jaką zdradzającym przychodzi wyznanie winy, czasem mam nawet wrażenie, że wręcz
      chwalą się swoim brakiem wierności.

      Jeszcze mniej szacunku mam dla tych, którzy dla świętego spokoju, w imię miłości
      czy z innego, równie głupiego powodu wybaczają zdradę. Upodlenie takich podludzi
      nie ma granic, bo jak bardzo trzeba mieć w dupie własną osobę, żeby zgodzić się
      na rolę podnóżków, których w razie potrzeby po raz kolejny można wychujać.

      ra2er.blox.pl/2007/02/Razer-zdradza.html
      • amilaga Re: Żyć po zdradzie 13.07.07, 20:18
        Tak wszystko fajnie, niby w każdej wypowiedzi cos trafnego.Pomyślcie jednak jak
        czuje się osoba zdradzona po długich latach udanego związku gdzie wszystko łączy
        się z tą drugą osobą, całe życie, dom, każda rzecz jest ich a nie moje i twoje!!
        To jest wszystko tak silnie wiążące, uczucia, rzeczy , czas...gdyby kazda z tych
        osób która napisała że zdrady by nie zniosła i od razu by odeszła na prawde
        została zdrtadzona to walczyła by jak lew, stała by się kontrolerem, prowadziła
        dochodzenia gdzie on jest kiedy go nie ma chwilę dłużej, szykanowała tę drugą,
        obdzwaniała groziła itd nawet poświęciła by swoją godnośc dla swojej miłości dla
        tego mężczyzny gdyby on nie wyjawił całkowitego zdecydowania do odejścia z ta
        drugą!!Osoba zdradzona jest w stanie dużo poświęcić żeby nie stracic tej drugiej
        osoby i dopiero wtedy znowu zauważa że "nigdy nie mów nigdy " to prawdziwa
        zyciowa zasadzka bo nie wie sie co zycie dla nas szykuje i jak na prawde w
        chwili próby sie zachowamy, nawet największy egoista ma chwile zawahania i
        zamiast o swą godnośc nie raz woli zawalczyć o swą drugą połowę...cierpienie
        jest duze wiedząc o zdradzie, duże żyjąc dalej ze zdrajca juz nie zdradzjącym
        ale jeszcze cięzej jest pogozić sie z porażką i odejściem jego do tej trzeciej
        osoby...ja wiem ze walczyłabym szalenie wolałabym zniszczyc i siebie i męża i tę
        kobiete niz wiedziec ze mnie zniszczyli a oni są szczesliwi gdyby juz faktycznie
        rozerwanie więzi i pozycia nastąpiło całkowicie
    • bukanor Re: Żyć po zdradzie 14.07.07, 21:04
      Może dodam coś z pozycji tej trzeciej. Jak się okazało on planował już ślub, i nie byłam pierwszą z którą zdradził swoją wybrankę. W końcu zerwali, rozstali się a on znalazł sobie kolejną wybrankę ... i znów zdradził ją ze mną, bo ja nie wiedziałam że ma kolejną wybrankę. Mi mówił że nie może beze mnie żyć, ja mu zaufałam, a co on mówił tym dwóm swoim wybrankom. Tą znajomość ja skończyłam, bo jak się okazało, ze mną być nie może (chociaż nie mozę beze mnie żyć) bo ona wybranka ma więcej pieniędzy. Po zdradzie nie można tak samo jak kiedyś, nieważne czy jest się zdradzaną czy tą, z którą się zdradza, bo nie zawsze się o tym, i kiedy ta świadomość dociera, że on właśnie w tej chwili oszukuje następną kobietę jest straszna. Dowiedziałam się z różnych źródeł, że w czasie kiedy był z tą pierwsza wybranka razem, miał jeszcze co najmniej sześć innych kobiet, niektóre równolegle. I uważam że jest tutaj ewidentna wina jego i tylko jego. Bo to on zdradził, nie tylko wybranki, ale również kobiety które w międzyczasie oszukał i nie wiedziały o jej istnieniu. Efekt tego wszystkiego jest taki, że teraz nie ufam nikomu. Nic nie jest takie jak było kiedyś, ja już nie jestem taka jak kiedyś, nie ufam i trzymam mężczyzn "w bezpiecznej odległości", czyli do momentu w którym zaczyna mi zależeć, bo a nuż znów ślepo uwierzę a on to wykorzysta?
    • arleora Re: Żyć po zdradzie 15.07.07, 00:30
      Przeczytalam cale to forum i mialam otwarte oczy ze zdumienia. Posty o dziwkach, ktore zabieraja
      mezow mezow wspanialm zonom, o psach, ktore biora itp. Podobnie jak w artykule, gdzie zabraklo
      jednej waznej rzeczy. Ze zarowno mezczyzni jak i kobiety zdradzaja najczesniej wstedy, gdy sie po
      prostu zakochaja. To jest dramat dla wszystkich trzech osob. Zdradzajacej (zdradzajacego), żony
      (męża) i tej trezciej (tego trzeciego). Przeciez to nie jest tak, ze ohydni mezczyzni maja numerki na
      boku, ze paskudne zony poznaja w internecie uwodzicieli. Zdrada i romans jest wtedy tragiczna, gdy
      on, ona zakochuje sie wbrew sobie. Gdy raptem okazuje sie, ze nie osoba, ktorej sie skladalo
      przysiege jest wlasnie ta jedyna. Gdy zacznasz sie zastanawiac, co wybrac. A moze wlasnie jestes
      mezem, zona, zakochalas sie w kims innym, wiesz, ze kiedys tam popelnilas blad, ze twoj maz/ zona
      to nie jest ta osoba. Ale sa dzieci, ale nie chcesz oszukiwac...
      I jestes kompletnie rozdarty pomiedzy wlasnym uczuciem a obowiazkiem wobec przysiegi, wobec
      dzieci. I z kazdym dniem widzisz coraz wiecej wad slubnego/slubnej. Widzisz, ze tamta osoba potrafi
      lepiej wychowywac dzieci, rozumie twoje problemy, pasuje ci idealnie pod wzgledem seksu. Ale oboje
      jestescie w innych zwiazkach. Tkwicie w nich, choc nie chcielibyscie. Zranionych jest wiecej, niz tylko
      zdradzana/zdradzany. Zranieni sa zdradzajacy - on i ona, bo miotaja sie miedzy obowiazkiem a
      miloscia, zdradzani sa ci, ktorzy zostaja na lodzie, zdradzani sa ci, ktorzy zrozumieli, ze ta druga
      osoba, choc ma obraczke przynalezy wlasnie do innej osoby. Moze stawiac warunki, moze odpuscic,
      moze latami kochac osobe, ktora wybrala dzieci i zone, ktorej nie kocha. Bo tak dla dobra dzieci.
      Pozdrawiam wszystkich, ktorzy rzucaja epitety, a nie wiedza, o czym mowia. NIe rozumieja, ze bywa
      zdrada, ktora boli wszystkich.

      • dada30 Re: Żyć po zdradzie 16.07.07, 17:57
        Wydaje mi się, ze nie byłaś w takiej sytuacji i Ty nie wiesz o czym mówisz. Są
        zdrady takie jhak te o których piszesz, ale wiekszość zdrad jest bardziej
        pospolita, tzn. nie ma wielkiego zakochania w 3 osobie i poczucia
        odpowiedzilności wobec rodziny. Jest fascynacja kimś nowym, bo to łatwiejsze
        niż odnajdywanie fascynacji w osobie którą się ma u boku na codzień. I jak
        człowiek jest zafascynowany (ale do prawdziwej miłości daleka droga) to
        wszystko co robi z tą drugą osoba wydaje się fajne. Dodaje to kolorytu
        codiznnemu, nie tak fascynującemu życiu. Tylko, że po jakimś czasie okazuje
        się, że fascynacja powoli mija i zaczyna się rozumieć, że ten codzinny partner
        jest tym kogo sie kocha, buduje rodizne i nie potrafi bez niego żyć. I wszystko
        fajnie, jeśli partner się nie dowie o zdradzie, zdardzający zrozumie swój błąd
        i na pryszłośc będzie doceniał to co ma. Ale przeważnie jest tak, że się
        docenia dopiero jak prawda o zdradzie wyjdzie na jaw i straci się to co
        wydawało się takie nudne, a okazało się takie cenne. I wtedy rozumiesz, że
        zdrada to głupota i bezmyślność. I że nie warto ranić bliskej osoby. Bo choć
        zawsze udany związek to odpowiedzialnośc obu stron, to umówmy się, że to
        zdradzający znalazł niewłasciwy sposób, żeby sobie poradzic z problemami w
        związku. Bo albo się problemy staramy rozwiązać razem (bez kochanka/kochanki),
        albo nie dajemy rady i rozstajemy się. To też na pewno bolesne, ale nie tak
        baolesne jak rany jakie sobie zadajemy okłamując się i zdradzając.
      • inga73 Re: Żyć po zdradzie 20.07.07, 17:50
        Moj Boze arleora chyba jestes bardzo młodziutka albo bardzo dużo się naoglądałaś
        filmow i naczytałaś książek....
        Miłość i zdrada - bzdet i banał dobry dla romansideł! W prawdziwym życiu jest
        tak - są problemy - u mnie to był brak jego pracy i ciągłe przez to kłopoty
        finansowe, siedzenie u rodziców "w kieszeni" itp - a więc są problemy a on
        zamiast wziąć się z życiem za bary idzie na łatwiznę - rzuca się w romans, z
        wielu powodów po pierwsze bo tak łatwiej zapomnieć o kłopotach - ona nie pyta
        skąd wziąć pieniądze na obiad, tylko pieprzy mu bzdety o motylkach spacerujących
        po jej ciele (wiem bo czytałam niektóre z jej smsów!) a po drugie nowa babka
        powoduje, że facet z ofiary losu, która nie potrafi zapewnić godziwego bytu
        rodzinie, staje się wielkim łowcą i zdobywca, podziwianym i rozpieszczanym
        (kochanka mojego męża mówiła do niego per "maleńki" choć do setki brakowało mu
        wtedy tylko parę kilo:))i tak to wygląda w realu! Oczywiście opowiada jej o
        swojej wielkiej miłości, mami perspektywą wspólnego życia (przecież to typowe,
        aż dziw, że te głupie pindy nadal w to wierzą i dają się na to złapać!) tylko
        tak na prawdę nie robi nic, żeby to wspólne życie zacząć!
        I wtedy następuje najczęściej czas konfrontacji - bo żony zwykle w końcu się
        dowiadują - i co z wielkiego łowcy, pana świata znów staje się malutkim
        przygaszonym człowieczkiem, który żebrze o litość nie kochankę ale żonę właśnie
        ( w moim przypadku po konfrontacji zrywał chojraka przez AŻ 3 dni jeszcze)
        Tyle zostaje z owej "wielkiej miłości", która powoduje zdradę...
        On wraca do żony a ona najczęściej zostaje sama, upokorzona, zdeptana i z
        pytaniem na ustach "dlaczego, przecież mówił, że kocha, przecież obiecywał,
        przecież..." - ja broń Boże, żeby mnie nikt źle nie zrozumiał, jej nie żałuję,
        podziwiam tylko tępotę i brak logicznego myślenia u "tych trzecich" -
        poczytajcie sobie panie statystyki - ilu mężów, po konfrontacji, kiedy wszystko
        sie wydaje, zostaje z kochanką porzucając żonę?? - ale czy żona nadal chce być z
        kimś kto ją zniszczył i upokorzył... to już inna ballada...
    • attena99 Żyć po zdradzie 31.07.07, 13:04
      Zostałam zdradzona. Mąż ze mną nie mieszka, próbuję zoorganizować sobie życie.
      Jest to jednak bardzo trudne. Chce byc z nim i nie moge byc z nim. Gdyby on
      bardzo chciał wrócić do nas ( do mnie i naszego syna), na pewno bym sie
      zgodziła i próbowała równiez siebie zmieniac. Sama jednak nic nie zrobie, bo
      boje sie ponownego odrzucenia i zranienia. Jeszcze stara rana sie nie zagoiła.
      Wiem, jak trudno jest zrobic każdy krok aby zmienic sytuację. Teraz mysle o
      złożeniu pozwu rozwodowego, ale wiem, że gdy trafimy na dobrego mentora, to
      jest w stanie nas pogodzić. Huśtawka uczuć i naiwność są najtrudniejsze w
      takich sytuacjach.
    • karta01 Re: Żyć po zdradzie 01.08.07, 13:52
      Posluchajcie :))

      lustro01.wrzuta.pl/audio/vVzroRe1lD/
      Lub: pl.youtube.com/watch?v=N--J_J1uU18

      Wujek jest niezly, prawda???
    • nika1973 Żyć po zdradzie 02.09.07, 18:36
      Sama nie mogę dać sobie rady. Trzy tygodnie temu dowiedziałam się,
      ze mój 10 letni związek legł w gruzach. Co gorsza usłaszałm od
      partnera jak wiele mojej winy jest w tym, że dopuścił się zdrady
      (zaniedbanie? brak zaintersowanie jego osobą?), chcociaz z mojej
      strony wyglądało to zupełnie inaczej - i zaznaczam, że nie był to
      jednorazowy skok w bok, tylko kilku miesięczny romans, który -
      oczywiście przypadkowo - wykryłam. Powedział,że już rozstał się z tą
      kobietą, ale ja ciągle mam wątpliwości. Muszą też powiezieć, że
      wcale nie pada na kolana i nie błaga o przebaczenie. Mam złamane
      serce, rozdartą duszę i nie wiem co robić i jak zyć. Pierwszym
      impulsem było natychmiastowe rozstanie (on mnie wręcz atakował!),
      potem okrytny żal i po jego 1000 telefonów, pomyślałam spóbujmy
      jeszcze raz - chociaz nie zdązyłam tego powiedzieć. Tylko, że teraz
      on "potrzebuje czasu" i musi "dojść do siebie". na Boga - On? A ja
      co, mam siedzieć i czekać na jego decyzję? Nie śpię, zamęczam się,
      nie wiem co ze sobą zrobić ...
      • dorota6547 Re: Żyć po zdradzie 04.09.07, 14:40
        Spróbuj zająć się sobą, nie rozpamiętuj, to nie jest twoja wina,
        nawet jeżeli w związku źle się dzieje to nasi panowie powinni o tym
        porozmawiać z nami a nie obcymi babami. Głupio to zabrzmi ale czas
        leczy rany . moje leczy już 8 miesięcy. Pozwoliłam mu zostać, ale
        myślę o tym mniej więcej raz na kwadrans, boli ale mniej,poza tym
        schudłam 20 kg, chodzę na siłownię, basen i rozmawiam z
        przyjaciółmi. Wiem, że tamta po długim romansie nie może dojść do
        siebie i podobno kontakt telefoniczny jest jej dalej potrzebny nie
        wiem czy rzeczywiście to już koniec romansu uroczego, czy dalej
        jestem oszukiwana, ale wiem, że to nie mja wina to oni nas
        zdradzili, nawet jeżeli nasze życie było szare i problemowe, to oni
        są egoistycznymi świniami nie tylko zresztą w stosunku do nas-żon,
        ale dla tych drugich-kochanek, które usiłują pocieszyć biedaków
        niedowartościowanych.Trzymaj się.
        • nika1973 Re: Żyć po zdradzie 06.09.07, 20:34
          Zgadzam się z Tobą, tylko zawsze najtrudnej jest przyswoić prawdy
          oczywiste. Najgorsze jest, że wyobrażałm sobie co powiem, jak on
          będzie padał na kolana, a tu kolejna niespodzianka, to ja mam czekać
          co Pan zadecyduje. Dodatkowo wytworzyła się dziwna sytuacja, bo on
          twierdzi, że mnie nadal kocha, tylko nie chce być przyciskany do
          muru (czy ktoś słyszał podobne banialuki???).
          Widzę, że my - panie - mamy podobne objawy: chudniemy, zajmujemy
          czas ćwiczeniami, znajomymi. A panowie? No cóż, nie powtarzając się
          specjalnie "potrzebuję czasu" - to nie było to, czego spodziewałam
          się usłyszeć. Niestety zawiodłam się również na koleżankach. Te
          którym się zwierzyłam, potraktowały to jako tanią sensację na krótki
          czas. "Jaka jesteś biedna, on jest świnią, będziemy z tobą, ble,
          ble, ble ..." Trzy dni później nikogo nie obchodziło, że siedzę sama
          w domu i w dalszym ciągu nie mogę się zebrać w garść. A pamietam,
          jak leciałam do jednej z nich w piżamie nocą, bo chlipała mi w
          słuchawkę. Boję się, że już nigdy nie zaufam żadnemu mężczyźnie i
          nie będę potrafiła zaangażować się uczuciowo.Nie chce być
          zgorzkniałą babą, która całe zycie będzie rozpamietywac swoją
          największą porażkę. Pani kochanicy nie współczuję wcale, bo
          doskonale wiedziała w co się pakuje. Bardzo szybko poczuła się zbyt
          pewnie i - nie ukrywam, że z przyjemnością -sprowadziłam ją na
          ziemię.
          Dzięki za ciepłe słowa - pozdrawiam.
          • dorota6547 Re: Żyć po zdradzie 14.09.07, 13:36
            Wiesz,obie jesteśmy żałosne. Ja też wyobrażałam sobie padanie na
            kolana i moja druga połowa zachowuje się dokładnie jak
            twoje "szczęście". Powiem ci więcej przyjaciele wiedzieli o romansie
            mojego męża, ale nikt nie powiedział, chociaż podobno strasznie to
            przeżywali. W takim razie po co nam wrogowie ?!!!Tylko kilkoro z
            nich usprawidliwiam, bo usiłowali coś powiedzieć, ale ja tej wiedzy
            nie przyswajałam. Kompletne zaufanie do męża,to są dopiero banialuki!
            Jeżeli potrzebujesz pogadać to pisz do mnie, może pomożemy sobie
            nawzajem!
            • pjubella Re: Żyć po zdradzie 15.09.07, 19:53
              wydaje mi sie jedynym lekarstwem na depresje po zdradzie męża jest praca nad
              własnym poczuciem wartości - musisz uwierzyć, że jesteś świetną osobą, musisz
              coś zrobić, żeby się taką na powrót stać. Bo atrakcyjna i pewna siebie osoba
              łatwo na powrót odnajdzie się w życiu - no ale jeżeli uznasz, ze szczytem
              Twojego szczęścia w tym momencie jest dalszy związek z facetem, który Cię
              zdradził, to żeś już przepadła..
              bo co z tego- nawet jeśli zostanie - nigdy nie wyzbędziesz sie żalu i to
              podejrzenia, że został z litości lub z wygody..
            • nika1973 Re: Żyć po zdradzie 19.09.07, 23:19
              Masz rację, najważniejsza w życiu zasada to "ograniczone zaufanie".
              I nie interesuje mnie, że ktoś powie, że krzywdzę w ten sposób
              innych, potencjalnie wspaniałych ludzi. Tak naprawdę na dzień
              dzisiejszy mam to w nosie (przepraszam, jeśli ktoś poczuje się
              urażony), bo ci którzy mieli być dla mnie ostoją, okazali się mało
              wartymi wyzyskiwaczami. Przyznam, że powoli staję na nogi, choć
              chyba bardziej odpowiednie byłoby okreslenie zaczynam raczkować.
              Jednak wciąż nie moge uwierzyć w podłość ludzką, jakiej inny czowiek
              może się dopuścić. Do tej pory naiwnie wierzyłam, że za uczucie i
              oddanie, mogę oczekiwać przynajmniej uczciwości - wesołe prawda?
              Najbardziej męczy mnie to, że on wciąż szuka kontaktu ze mną i nie
              daje dojśc do siebie. Nawet jak nie odbieram telfonu, przysyła sms-
              a " Odzwoń - to bardzo pilne!", a potem okazuje się, ze to był
              tylko blef, poniewaz wiedział, że inaczej nie dbiorę. Ale za to, jak
              po trzech tygodniach - w końcu - zgodziłam się na spotkanie, to mnie
              wystawił "źle sie czuł i zapomniał" - czy ktoś może wytłumaczyć mi
              te pokrętna logikę? dzis jeszcze ciagle odliczam feralne dni, ale
              dużym wsparciem jest dla miedzy innyminasza korespondecja. Szkoda,
              że wartościowych ludzi poznaje się w tak przykrych sytuacjach.
              Pisałaś, że część Twoich znajomych znała "sekrecik" Twojego męża - u
              mnie było jeszcze gorzej, znaleźli sobie zabawę np. namawiali i mnie
              i ją na pójście na ślub naszego znajomego - notabene wtedy cała
              sprawa się rypnęła.
              Dziekuję za wsparcie i z pewnością z niego skorzystam. Powiem
              jeszcze tylko, że choć chwilowo zrobiłabym wszystko, żeby sprawy
              między nami sie ułożyły, to powoli coraz bardziej uświadamiam sobie,
              że po prostu nie mogłabym dalej z nim zyć (choć wcale nie jest mi z
              tą wiedzą lżej, wręcz przeciwnie). Jak Tobie się udawało "po tym"
              wytrwać kolejne dni przy mężu? A tak poza wszystkim, to myślę, że
              nie jesteśmy żałosne :)), tylko co najwyżej naiwne. Po takiej
              lekcji, bardzo chcę wierzyć, wysnuję odpowiednie wnioski i nie dam
              się tak zagonić w kozi róg.
              Pozdrawiam
              • sewa555 Re: Żyć po zdradzie 23.09.07, 00:59
                Przeczytałam Twoje opisy i tak bardzo przypomina to moja historię. Ja pierwszy
                sygnał, że coś zaczyna się dziać dostałam prawie trzy miesiące temu. Poczułam
                sie jakby mi spadła cegła na głowę. Był to, jak pewnie często sie zdarza, głupi
                smses. Żałowałam wtedy że w ogóle go przeczytałam,choć teraz dziękuję Bogu, że
                to zrobiłam. Później były kolejne sygnały, ale ja tak bardzo ufałam mężowi że
                nie mogłam w to uwierzyć. Przytulałam sie do niego i rozmawiałam z nim, a on mi
                ciągle mówił że to wszystko to zbiegi okoliczności,że kocha mnie i synka.
                Najgorsze jest to, że ja ciągle czekam żeby mieć 100% pewność, że to jest
                właśnie to najgorsze. Ta kobieta ma męża 2 dzieci i na dodatek są naszymi
                znajomymi. On mi ciągle powtarza że ona jest tylko przyjaciółką, a ja chciałam w
                to wierzyć. Boje sie ostatecznej rozmowy z nim. Boje sie co będzie dalej,patrzę
                na synka i nie potrafię odejść bo widzę jak bardzo przywiązany jest do ojca.Jest
                to takie głupie i jest mi z tym tak ciężko.
                • nika1973 Re: Żyć po zdradzie 23.09.07, 18:50
                  Uwierz, że to wcale nie jest głupie. Ja też przez długi czas
                  udawałam, że nie zauważam przeróżnych symptomów, chociaz może
                  lepszym określeniem byłoby, że bardzo szybko dawałam się przekonać,
                  że one nic nie znaczą - nie dopuszczałam do siebie myśli, że to może
                  dziać się naprawdę. Dopiero w momencie gdy znalazłam cudzą -
                  używaną - bieliznę damską pod łóżkiem, nie mogłam dalej udawać, że
                  wierzę w te banialuki, którymi mnie karmił.On nawet wtedy próbował
                  sprawę zbagatelizować i przerzucić jej ciężar na "moją chorą
                  wyobraźnię" To tak jak gdybyś złapała złodziej za rękę, a on
                  powiedział, że to nie jego ręka. No coż, postarał się i sama
                  dotarłam do tej "tzreciej" - inaczej pewnie do dziś słuchałabym
                  opowiadań o moich fobiach. Masz gorszą sytuację ode mnie, ponieważ
                  my nie mamy dzieci, ale wcale nie jest mi z tego pwodu lżej - chyba
                  nawet wręcz przeciwnie, bo mam wrażenie, że po blisko 10 latach
                  zaczynam od zera. Trzymaj sie i pamiętaj, żejeśli masz jakiekolwiek
                  watpliwości, weź sprawę w swoje ręce. Niewiedza nie polepszy Twojej
                  sytuacji. Nawet jeśłi on rozejdzie się za jakiś czas z tą tzrecią,
                  ciągle będzieszsię zastanawiała czy siędalej nie spotykają lub czy
                  nie przypałętał się jeszcze ktoś inny. Wiem, że moja rada nie jest
                  przyjemna, ale przeszłam to na własnej skórze i naprawdę wiem co
                  mówię. Byłam dwa kroki od ślubu, pół kroku od dziecka i nie
                  wyobrażam sobie, co by się stało gdybym dowiedziała się o wszystkim
                  np za pół roku.
                  • sewa555 Re: Żyć po zdradzie 24.09.07, 11:49
                    Dzięki za te słowa. Zawsze jest lepiej jak możesz z kimś sie tym podzielić.
                    Wiem,że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest postawienie sprawy na ostrzu noża.
                    Zawsze mówiłam mu że jeżeli kiedykolwiek dowiem sie to od razu koniec.
                    Rzeczywistość jednak jest zupełnie inna, człowiek nie dopuszcza myśli że to
                    przydarzyło sie właśnie jemu, mi ciągle wydaje sie ze to jest jakiś film.
                    Dzisiaj postanowiłam, że robie kolejny krok wybieram sie do adwokata żeby
                    określił moja sytuacje czego mogę oczekiwać. Wiem że on nigdy sie nie przyzna że
                    coś go łączy z ta kobietą.pewnie musiałabym złapać go w łóżku żeby nie miał już
                    odwrotu. Przed ostateczna rozmowa z nim muszę być tak pewna tego co mówię i tak
                    twarda żeby już nie miał nade mną przewagi. Wyobraź sobie ze w pewnym momencie
                    mąż obraził sie nawet na mnie że go podejrzewam że nie mam do niego zaufania ze
                    to tak zburzyło jego uczucie do mnie ze dopiero czas pokaże czy wszystko wróci
                    do normy. Ja mam beznadziejny charakter dla tej sytuacji, taki typowy rak,miotam
                    sie w środku a dla rodziny zrobiłabym wszystko i tak pewnie czekam tylko na co.
                    Mi wydawało sie że gdybym nie miała synka to byłaby prosta sprawa, ale to tak
                    jak piszesz pewnie tylko tak sie wydaje.
                    • nika1973 Re: Żyć po zdradzie 26.09.07, 21:17
                      Wiesz, nawet nie chodzi o postawienie sprawy na ostrzu noża, bo
                      jeśli przyprzesz go do muru to i tak nic nie zyskasz. Myślę, że
                      najważniejsze w tej sytuacji jest to, abyś to Ty wiedziała w jakim
                      jesteś położeniu i nie czekała, aż on raczy Ci to w taki czy inny
                      sposób zakomunikować. Wiem, że to brzmi głupio i wręcz ohydnie
                      (nigdy nie miałam charakteru psa myśliwskiego i brzydziłam się wrecz
                      szpiegowaniem!!!), ale weź sprawy w swoje ręce i postaraj się sama
                      dociec prawdy. Chyba jednak radziłabym Tobie jeszcze chwile
                      wstrzymac się z adwokatem i najpierw upewnić się co do faktów.Co do
                      Twojej "twardości" to nie łudź się :((. Ja mówiłam kiedyś, że jak
                      złapię swojego faceta z inną kobieta, to dopiero mu pokażę ho, ho!
                      Pokazałam tak, że wstyd mówić - bieda z nędzą to mało. Niestety my
                      nie myślimy częścią ciała między pępkiem, a kolanami, tylko mamy
                      organ zwany sercem, który oprócz pompowania krwi, potrafi on
                      przysporzyć wiele, wiele bólu.Trzymaj się i pisz - to naprawde
                      pomaga.
    • ciniuszka Żyć po zdradzie 25.03.08, 16:03
      Boże, jestem załamana właśnie 3 tyg.temu dowiedziałam się o zdradzie
      mojego męża, coś zrzera mnie od środka, niesamowity ból, wyrwane
      serce. Próbuję wybaczyć, ale nie wiem czy mi się uda, ciągle o tym
      myślę nie ma ani sekundy, schudłam 3 kilo, chce mi się wymiotować
      Boże......niech ktoś, coś mi pomoże..............
    • arturek_k1 Żyć po zdradzie 06.06.08, 19:53
      a może z pozycji zdradzonego męża

      widzisz mógłbym napisać to tak jak czuję:
      ..rozum i serce pojęły, zrozumiały i są gotowe spróbować, ale duma nie daje
      zapomnieć- szuka zadośćuczynienia i ulgi w zemście ..
      widzisz próbowałem się spotkać z inną kobietą ale to kompletna porażka.Nic sie
      nie kleiło, choć właściwie propozycja zawisła w powietrzu...
      i nie wiem czy to przyniosłoby mi ulgę czy jeszcze większe obrzydzenie ..tym
      razem do siebie...
      wiesz chodziłem do psychologa
      powiedział, że problem tkwi we mnie - czy chcę i mogę być z nią czy z inną
      kobietą traktując ją jak niezależną osobę mogącą dokonywać wyborów /czasem nie
      po mojej myśli/
      i że ja też mam wybór - w każdej chwili i w każdym momencie i że nawet jeżeli
      podejmę jakąś decyzję to mogę ją zmienić w każdej chwili nie licząc się z nią
      bo to tylko moje życie i moje wybory.
      i widzisz przewrócił mój świat w którym żona i mąż należą do siebie związani
      przez ołtarz
      i w miejsce tych gruzów nie potrafię postawić niczego,
      mówisz fundament - miłość, - czy miłość karmi się zdradą?
      co to za miłość?
      czy Ty byś wybaczyła?
      jak zakreślić ramy tego związku- mówisz delikatnie, powoli - a mnie w gardle
      rośnie gula na samą myśl o rozmowie z nią.
      wrzask mi się z gardła wyrywa i mam ochotę obrzucić ją najgorszymi obelgami
      jak się odnaleźć jako mężczyzna - zdradzony , upokorzony po wielokroć
      jak znaleźć siłę by przebaczyć?
      udawać,że nic nie zaszło - nie mówić , nie wspominać - tulić i dawać otuchę.A
      kto mnie doda otuchy?
      co ona musi czuć wiedząc, że ja to wszystko wiem?
      jak będzie mogła żyć z tą wiedzą?
      nie chcę już letnich uczuć, nie chcę by po prostu ona przy mnie była, a jak
      zmierzyć to co ze sobą przyniesie- w ilości sexów na miesiąc, przytuleń,
      czułych sms-ów i słówek?
      jak zmierzyć temperaturę uczuć?
      czy to wogóle możliwe?
      sex- jak sprawić bym nie miał ich przed oczami, bym się z nim nie porównywał,
      a z tego porównania wyszedł zwycięsko?
      jak nie zmuszać jej do tego co robiła z nim, a o czym wiem z listów?
      przecież ze mną nigdy tego nie robiła?
      jak nie powiedzieć jej gdy nie będzie miała ochoty : tamtemu nie odmawiałaś?
      same pytania i żadnych dobrych odpowiedzi...
      siedzę tak i gryzę się z myślami
      ani praca ani dom ani upragniony motocykl nie dają wytchnienia...
      szef wie, że mam kłopoty w domu więc mnie chroni, ale przecież tak nie będzie
      wiecznie..
      koledzy zauważyli, że coś się dzieje i próbują pomóc - zapraszają do siebie ,
      na wódkę ale się boję, że to sie rozniesie - wiesz nie specjalne- ktoś komuś
      coś chlapnie mimochodem
      więc z nikim nie rozmawiam oprócz psychologa - a dla niego jestem kolejnym
      przypadkiem z zasobnym portfelem.
      i tak się miotam próbując wymacać grunt na głębinie...
      widzisz boję się czasem siebie gdy siadam na motocykl, że przekręcę manetkę i
      nie odpuszczę....
      tak jakby ta destrukcja mogła zmienić cokolwiek..., a przecież mam synów i
      chciałbym zobaczyć wnuki...
      co by pomyśleli gdybym odszedł w taki sposób.... nic nie wiedzą... czy by mnie
      winili czy współczuli?
      wiesz ta myśl idzie za mną od dłuższego czasu- od któregoś nurkowania kiedy
      pomyślałem - co byłoby gdybym nie wypłynął...
      czy ktoś by poczuł,że mnie nie ma ...ale wtedy wypłynąłem..
      czy mi ciężko - tak strasznie jakby mi się świat zawalił na głowę i żal i
      wściekłość i nienawiść i wszystko wiruje, miesza się ..jakby los chciał mnie
      ukarać za prawdziwe i wyimaginowane winy
      zdradzony mąż
      • annaedyta6 Re: Żyć po zdradzie 07.07.08, 13:08
        do artura:
        To co napisałam wcześniej - może czytałeś - dawno temu okazało się niestety
        prawdą! byłam zdradzana dalej , aż do lutego tego roku... mam taką nadzieję, że
        tylko do lutego... Mną też targały i nadal targają myśli, które Ty opisujesz,
        nie mniej jednak - bez psychologa - zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy - ANI
        MÓJ MĄŻ ANI TA SUKA JEGO KOCHANKA NIE SĄ WARCI TEGO,ŻEBY ZA NICH UMIERAĆ!!!!!
        NATOMIAST MOI SYNOWIE SĄ WARCI TEGO ŻEBY DLA NICH ŻYĆ!!!!!!! Życzę Ci, żebyś
        sobie to uświadomił zanim po raz kolejny wsiądziesz na motocykl, czy pójdziesz
        nurkować!!! A ból po zdradzie chyba zostaje, trzeba się tylko nauczyć z nim
        żyć... Jak - nie wiem - też chętnie poznałabym na to pytanie odpowiedź!
        Pozdrawiam
        Zdradzona, podeptana i zaplątana w setki pytań bez odpowiedzi!
        • jol33 do Artura 09.07.08, 21:15
          Wiem co czujesz sama nie dawno się dowiedziałam o zdradzie.Jest to
          paskudne uczucie ale jednak napewno jesteś dobrym człowiekiem i nie
          warto sobie odbierać życia.Trudno o tym zapomnieć a co dopiero żyć,
          ale trzeba spróbować.Mam dzieci i one dawają mi siłę. Czasami jest
          mi bardzo ciężko ale wiem że życie nasze leci bardzo szybko i nie
          warto je sobie odbierać z powodu pewnych nieodpowiedzialnych
          partnerów.
      • i-lottie Re: Żyć po zdradzie 09.07.08, 19:42
        Ja też zdradziłam..
        i nie czuje się winna, on to spowodował, on mnie sprowokował.
        Było to w okresie gdy -wzorem naszych arabskich braci- napisałam mu maila-od
        dzisiaj nasze małżeństwo uważam za zakończone.

        Nie mam żadnych wyrzutów sumienia, żałuje tylko, że to nie rozwinęło sie , nie
        dało mi tego na co czekałam.

        Teraz, w moim małżeństwie "jest lepiej" - nie mówić.

        Zyjemy obok siebie bo mamy dzieci i to sporo.
        Uczuć nie ma, seksu też.

        Ja mam wyrzuty sumienia tylko wówczas gdy widzę, ze on sie ciągle łudzia ja nie
        potrafię go pozbawić tych złudzeń choć nie daję nadziei.

        widzę w nim tylko wroga, człwieka po kt muszę sprzątać.

        I to wszystko.

        Bywa różnie; jestem zdziwiona opiniami jakie czytam w tym wątku. Jak łatwo ludzi
        segregować i oceniać.

        "Ona+mąż i jego kochanka-on winien.
        On+żona i jej kochanek - ona winna."
        Goowno prawda!
        • jol33 Do i-lottie 09.07.08, 21:29
          O tuż to mówi to osoba która zdradziła.Ciekawa jestem jakby to jej
          mąż ją pierwszy zdradził czyby dalej tak mówiła.Staram się zrozumieć
          takich ludzi ale z trudem mi to idzie bo myśle że nie ma
          usprawiedliwienia na to jak ktoś zdradza i żadne tam wymówki on to
          spowodował on mnie sprowokował.Najlepiej iść na łatwizne i nie mieć
          wyrzutów sumienia za to co się zrobiło.
    • iwona.72 Żyć po zdradzie 28.07.08, 21:56
      Jest to bardzo trudny temat do ogarnięcia,właśnie to przeżyłam.Mam
      teraz problem co dalej robić,jak postąpić...
      • jol33 życie po zdradzie 31.07.08, 19:34
        Trudno mi radzić w takiej sprawie mimo tego że sama tego
        doświadczyłam.Ja spróbowałam dać jeszcze jedną szanse a jak to się
        potoczy to życie pokarze,napewno jeżeli chodzi o mnie zrobiłam się
        bardziej podejrzliwa, nie ufna.Wiem że bardzo trudno przez to się
        przechodzi ale zawsze trzeba spróbować mieć wiare i nadzieje do
        końca.To zależy dużo od partnera czy naprawde chce być z tobą czy
        tego żałuje i chce to naprawić czy może to kolejna "ściema" a ty
        możesz tylko mu troche w tym pomóc.
    • wredna.i.bez.serca Re: Żyć po zdradzie 25.08.08, 16:23
      Nie wybaczyłabym zdrady. mam stuprocentowe zaufanie do męża, ale gdyby
      zdradził...;) nie wiem, kto szybciej wylatywałby z domu na kopach, on czy jego
      walizki ;)
    • only.aga8888 Jerdynym wyjściem po zdradzie jest rozstanie. 21.11.08, 12:22
      Tak jak tu napisano,odpowiedzią na moją miłośc i lojalność było
      kłamstwo i zdrada. To zbyt boli, będzie siedziało w duszy już
      zawsze. Facet któremu ufałam i wierzyłam okazał się zwykłym gnojkiem
      i kłamcą. Rozwalił, caly moj swiat, wiarę w miłosć. Mogłam mu
      wybaczyć ale znowu nawiązał kontakt z "tą trzecią", łżąc mi w oczy,
      że jest inaczej. Okłamał raz, okłamał drugi i będzie robił to zawsze-
      taki typ bez sumienia i godności. Mieszkamy razem, mamy dzieci, ale
      ja juz jestem psychicznie wolna, bez niego. Czas zadbać o siebie i
      własne życie. A on niech szuka podobnych sobie, jedną modliszkę już
      znalazł, niech się gotują we własnym sosie.
    • wilczeoko Żyć po zdradzie 22.11.08, 23:14
      Zawsze zdrade postrzegałam jako Zło ostateczne.
      Już nie....faktycznie sa gorsze rzeczy...

      czytam
      czytam
      czytam
      wydaje mi sie że juz to gdzieś czytałam
      nie było podobnego wątku??
      pół roku temu??
      pewno był...
      hmmm....

      Zdrade powinno sie rozpatrywac z różnych punktów widzenia...
      Nie tylko ze strony zdradzonej.Bo to nie ma sensu.
      Czyli najprosciej wczuć sie w role kochanki, żony i faceta..
      W ostanią role my kobiety nie możemy.
      Ale w dwa powyższe zapewne wiekszość kobiet sie nie raz wczuwało...
      Odgrywało role znakomicie...
      Szkoda tylko że Akademia Filmowa nie przyznaje za to nagród...
      horror kobiety porzuconej
      dramat kochanki
      :D
      Przedstawie to ze swoich 2 punktów .
      Byłam zdradzona
      Zdradziłam ale nie swojego mężczyzne ...nie ten film

      Która sztuka była trudniejsza??
      hmmmm...bardzo trudne pytanie ...
      otóż być zdradzona a zdradzac maja 1 ceche wspolna
      choc niby to 2 odległe bieguny
      koncza sie tragicznie
      podobno!!!

      mniejsza z tym...
      Czytałam wypowiedzi i ogólnie jedni kloca sie z innymi
      kto ponosi wieksza odpowiedzialnosc ...Czy kochanke tez powinno sie
      winic?? czy tylko mezczyzne?? czy jak??
      Ja zawsze uważałam że wine ponosza 2 osoby.
      Powiedzmy facet który zdradza i jego dupodaja
      Nie powinno sie obarczac tylko mezczyny, choc głowne przyzwolenie
      daje ON...On sie zgadza...On ulega...Kobieta kusi...Postepuje
      świadomie....Wszystko jest przemyślane...Czasami mezczyni pod
      wpływem ogromnej dawki elektryzujacej energi popadaja w obłed co
      konczy sie sexem z nieznajomą....
      KOniec zwiazku..
      Zdrada....
      Z Kobietami jest identycznie....

      W ogole zdrady nie biora sie z nikad
      nie zdradzamy ot TAK dla picu
      dla podrasowania karoserii

      w zyciu czegos brak~!!!
      sa baby histeryczki ktora wiecej halasu robia jak tylko sie wspomni
      da sygnał ze jednak nic z tego zwiazku nie bedzie..
      To sie nie dziwie ze sa zdradzane
      po cichu....

      a i co wazne...
      Jesli sie nie przezylo samemu zdrady
      to nie ma co pocieszac kogos
      wczuc sie za bardzo nie da w poszkodowana osobe
      wyobrazac mozna ale jedynie Popołudnie w wesołym miasteczku
      gdybanie co by było gdyby tez jest beznadziejne

      nazabawniejsze jest to ze osoby ktore mowia ze aaaaaaaaaa gdyby mnie
      kobieta zdradzila bym jej od razu powiedział "nara"-nie pokrywa sie
      w rzeczywistosci z prawda!!!!
      hahahah
      faceci tylko tak mowia ....
      i na odwrot...


      :)



      ---
      Prorocze sny,czyli coś, co dzisiaj należy do rzadkości, w
      średniowieczu dosyć często nawiedzały matki majace urodzić
      PRZYSZŁYCH ŚWIĘTYCH-ja też mialam taki sen
    • pani_z_okna Żyć po zdradzie 17.01.09, 00:23
      wypowiem sie jeszcze raz... przepraszam ale nie moge przyjsc twierdzen typu:
      nigdy, zawsze, niemozliwe, "to bylby koniec" itp... to jakby programowanie
      samego siebie.. i odrzucenie wszelkich uczuc i strachow. nie bronie jego ani
      jej... to tylko taka dziecieca naiwnosc: "nigdy nie dotkne goracej patelni, bo
      mama kazala".
      nie wiem czy zdradze jego, po prostu nie wiem.. kiedys bylam tego pewna, jak
      wielu innych rzeczy..
      ale przyznajmy sie ile, razy my kobiety, patrzac na przystojniaka lub nie,
      wyobrazalismy juz nie wiadomo, sciskajac w dloni obraczke/pierscionek.. tak
      jestesmy klamliwe.. nie pozwalamy ogladac facetom playboya ani pornoskow, a same
      wzdychamy na widok "brada pitta" lub kogos innego typka.
      tak, facet - nie jest przedniotem, jak chce to zrobi i kropka! ani zadne bigosy,
      cieple skary do lozka, ani goracy sex nie zatrzyma... sami przed soba
      udowodniaja, ze na zlosc mamie odmroze uszy.
      i to pytania do niego do siebie co z tym zrobimy... niestety, od nas kobeit
      zalezy jak nasze zycie bedzie wygladac..
      wszystkim kobitkom zycze szczescia - zwyklego szczescia, jak ktos napisal,
      budzac sie patrzac na niego - pierwsza mysl - kocham go mimo wszystko... lub
      dokonania wyboru i nie odwracac sie wstecz isc do przodu w strone slonca !
    • jullitta Żyć po zdradzie 18.01.09, 13:02
      To straszne, nie wyobrażam sobie zdrady. Zawsze myślałam, że zaraz rzuciłabym
      Go, gdyby to zrobił i każda zdrada musi oznacza rozstanie. I nadal tak myślę.
      Moja przyjaciółka została zdradzona, nie rozstała się z mężem - ale jest pusta
      w środku, wypalona. Nie potrafi nawet myśleć o wspólnym pójściu do łóżka, bo
      zaraz wyobraża sobie Go z Tamtą. Czy to ma sens?
    • szrama_z_szarm Lat trzeba,by zrozumieć. 22.03.09, 16:49
      Byłam zdradzaną żoną i ani przez chwilę nie miałam pretensji do dziewczyny, że
      wplątała się w znajomość z moim ex-mężem.Fakt zdrady przeżyłam traumatycznie,
      przez kilka lat próbowaliśmy posklejać nasze życie- nie dało się. Potrzebowałam
      kolejnych kilku lat- już w samotności, sama z sobą, by zrozumieć, że nasz
      związek "otworzył" się na tą trzecią osobę- i było w tym również sporo mojej
      "zasługi". Nic nie jest nam dane na zawsze i bezwarunkowo.
    • krycha_1 Żyć po zdradzie 24.06.09, 12:24
      Próbowałam odbudować po zdradzie nasz związek, ale on ciągle mnie
      okłamywał. Odszedł do kochanki drugi raz. Ja zostałam poraniona,
      poobijana i nie wiem jak mam dalej żyć. Był dla mnie wszystkim, a
      teraz jestem sama z własnym, bólem, zalem i świadomoscią, że juz nic
      dobrego mnie nie czeka. Błagam jak mam przez to przejść nich ktos mi
      pomoże
      • awroble krycha_1 żyj po prostu 29.06.09, 15:50
        Też jestem tą zdradzoną. Nie umiem Ci nic doradzić, ale tylko powiem
        Ci, że nie jesteś sama. My - inne - też tak cierpimy. Ja sobie
        tłumaczę to tak - życie jest silniejsze niż przeciwności losu.
        Staram się żyć małymi szczęśliwymi chwilami, które i do Ciebie na
        pewno przyjdą, choć czasem myślę, że lepiej wtedy było się zabić.
        Ale nadal żyję i... mam nadzieję nie na wielkie szczęście w
        przyszłości, ale na to, że wszechmocna fala czasu zaleje powoli ból
        i pozwoli małym szczęściom ukoić moje życie. Tego też Ci życzę.
      • casarita Re: Żyć po zdradzie 22.07.09, 22:27
        Nie rozumiem stwierdzenia "byl dla mnie wszystkim". Musisz uwierzyc w siebie a
        nie skupiac sie na tym ze jestes sama. Na pewno nie jestes. Zastanow sie co
        oznacza dla Ciebie to "wszystko" - utrzymywal Cie, pokazal swiat, rozbawial?
        Zrob rachunek i zaneguj lub znajdz to samo u kogos innego. Skoro odszedl do
        innej to nie jest Ciebie wart.
        • kaja206 Re: Żyć po zdradzie 26.07.09, 22:16
          Psycholog, ktory wyprowadzał mnie z depresji po tym, jak okazało
          się, że mój mąż wiedzie podwójne życie, zrobił takie proste
          doświadczenie. Położył przede mną pustą kartkę, dał do ręki długopis
          i kazał wypisać to, do czego niezbędny mi jest w moim życiu
          zdradzający mnie mąż,dlaczego życie bez niego stanie się niemożliwe,
          czego bez niego nie będę mogła załatwić. Długo siedziałam nad pustą
          kartką.Potem napisałam tylko jedno słowo- finanse. Na to psycholog
          przypomniał mi o instytucji alimentow. Potem zapytał, czego oczekuję
          od mojego męża i czy mój mąż mi to może dać. Tu zgodziłam się z nim,
          że taki zdradzający mnie drań nie daje ani poczucia bliskości, ani
          poczucia bezpieczeństwa, ani czułości i miłości.Nie daje nic prócz
          cierpienia. Po co więc ci taki mąż?- zapytał psycholog. Ten zwiazek
          jest dla ciebie toksyczny i trzeba go zakończyć. Nie od razu się z
          nim zgodziłam, ale ta pusta kartka dała mi do myślenia. I w końcu
          wyrzuciłam gościa z domu. Wtedy życie okazało się dużo łatwiejsze i
          przyjemniejsze. Wraz z moim ex odeszły z mego życia niepokoje,gdzie
          aktualnie bawi mój ślubny, strach, że odejdzie, cierpienia wywołane
          odrzuceniem i poczuciem poniżenia. Ten pan po prostu przestał
          istnieć dla mnie i moich dzieci, które były dodatkowymi ofiarami tej
          sytuacji.Wszystkie panie, ktore nie wyobrażają sobie zerwania
          takiego toksycznego zwiazku, gorąco do tego kroku namawiam. Nikt nie
          może od was wymagać cierpiętnictwa. Nie dajcie się psychicznie
          zniszczyć. Zacznijcie nowe życie.
    • bozenna73 Żyć po zdradzie 09.08.09, 18:47
      "Nie myślcie źle o kobietach, które decydują się na romans z żonatymi. Zakochania się nie planuje".Nie przekonuje mnie
      Moim zdaniem jak się kogoś kocha to nie skacze się na lewo!!!!
      • izka_32 Re: Żyć po zdradzie 14.08.09, 17:10
        Zgadzam się z Panią miłość przedewszystkim jest zdolna do wyrzeczeń
        a więc stwierdzenie ''Nie myślcie żle o kobietach,które decydują się
        naromans z żonatym...''brzmi samolubnie czy ta kobieta pomyślała o
        żonie i o dzieciach i o konsekwencjach jakie to za sobą poniesie -
        nie sądzę!Kochać nie znaczy zdradzać ! często fascynację seksualną
        nazywają miłością ,czemu bardzo się dziwię!
        • bozenna73 Re: Żyć po zdradzie 18.08.09, 13:49
          Witam:)Zadziwia mnie to, że osoby takie nawet nie widzą w tym nic złego. Cieszy fakt, że ktoś ma podobne poglądy.
          "Źródłem cierpienia jest też zranione ja, które nie może pogodzić się z komunikatem: "Nie jestem OK jako kobieta i jako żona, jeśli mój mąż postanowił być z inną".
          Jak można obarczać jeszcze partnera tym,że ktoś posuwa ....się do tego;)
          Pozdrawim serdecznie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka