Dodaj do ulubionych

Maryja nie była spokojną kobietką

12.11.07, 23:53
Wszystko jak najbardziej, tylko jakoś te "socjolożki, psycholożki"
sztucznie brzmią... W angielskim zdaje się ten problem nie
występuje... i wszyscy happy. ;)
pozdrawiam z uśmiechem

Feminista
Obserwuj wątek
    • kot_w_zimie Maryja nie była spokojną kobietką 13.11.07, 10:27
      No tak, tylko jakby odeszli od surowej etyki seksualnej, dopuścili kobiety do
      kapłaństwa, przestali przedstawiać Maryję jako wzór uległości itd., to co by
      zostało w tej religii specyficznie katolickiego? Byłby kolejny Kościół reformowany.
      Myślę że katolicyzm jednak patriarchatem stoi.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl "Kalendarzyk"?? 13.11.07, 11:45
        To zabrzmi jak drobiazgowe czepianie się, bo podoba mi się, co mówi ta kobieta.
        Ale jednak się przyczepię do jednego słówka. Ona użyła słowa "kalendarzyk",
        sugerując, że jest to metoda zalecana przez Kościół.

        To nie całkiem tak, i ona jako teolog-feministka powinna to wiedzieć.
        Kalendarzyk to metoda, która polega na matematycznym wyliczaniu pomiędzy którym
        a którym dniem nie należy współżyć. Naturalne planowanie rodziny - propagowane
        MIĘDZY INNYMI, ale nie tylko, przez Kościół - to inna metoda niż kalendarzyk.
        Polega na badaniu objawów działania hormonów, takich jak wydzielina, temperatura
        i inne.

        W sumie co za różnica?

        Właściwie niemal żadna dla istoty sprawy, ale ludzie stosujący npr bardzo nie
        lubią, gdy się im przypisuje metodę tak prymitywną i nieskuteczną jak
        kalendarzyk. To co oni stosują jest o wiele bardziej wyrafinowane pod względem
        rozumienia fizjologii i jednak skuteczniejsze. Na Zachodzie wielu ludzi stosuje
        npr bez żadnej motywacji religijnej - zwykle w połączeniu z okresowym
        stosowaniem prezerwatyw.

        A więc problem w doborze słów jest taki: "kalendarzyk" niepotrzebnie sugeruje
        zacofanie i rodzi niepotrzebne konflikty ze zwolennikami npr. Interesowałam się
        kiedyś zasadą działania npr i dlatego rozumiem ludzi, którzy się obruszają, gdy
        ktoś je sobie wyobraża jak watykańską ruletkę. To jest metoda diagnostyczna
        opierająca się na endokrynologii i jest naprawdę dobrze przemyślana, choć
        niewątpliwie trudna w regularnym stosowaniu. Nieraz korzystają z niej - w drugą
        stronę - kobiety, które mają trudności z zajściem w ciążę.
        • etato1 Re: "Kalendarzyk"?? 13.11.07, 23:03
          >Właściwie niemal żadna dla istoty sprawy, ale ludzie stosujący npr >bardzo nie
          >lubią, gdy się im przypisuje metodę tak prymitywną i nieskuteczną jak
          >kalendarzyk.

          Pamietaj ze kilkadziesiat lat temu nie bylo nowych metod NPR i Kosciol kazał
          ludziom stosować te jak to okreslilas "prymitywne" i nieskuteczne metody.

          Teraz ludzie sie oburzają na słowo kalendarzyk ale kiedys w przeszlosci katlicy
          musieli go stosowac bo ... antykoncpecja jest zakazana
          • mis22 Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła feministek 17.11.07, 14:08
            Zgadzam się, że feministki potrzebują swego kościoła. Autorka
            trafnie mówi, że od wiary ważniejsze jest poczucie przynależności do
            grupy i rytuał. Do jednego i drugiego potrzebujesz wspólnoty. Moim
            zdaniem rozwiązaniem problem jest The Unitarian Universalist Church.
            Daje on członkom poczucie przynależności do grupy i rytuał bez
            wymagań ideologicznych.

            Próba pogodzenia feministek z patriarchalnym i feudalnym kościołem
            katolickim jest podobna do pogodzenia ze sobą kota i psa lub ognia i
            wody. Przy dużym wysiłku jest to możliwe ale to próba godzenia ze
            sobą konfliktowych i sprzecznych ideologii. Oczywiście w Polsce z
            95% katolików i rosnącą lawinowo liczbą feministek ta próba
            pogodzenia obu ideologii jest chwalebna, lepsza od wojny domowej.
            • donq Re: Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła femin 25.11.07, 16:20
              > Autorka
              > trafnie mówi, że od wiary ważniejsze jest poczucie przynależności
              > do grupy i rytuał.

              To jest bardzo cenne stwierdzenie.

              Oczywiscie wiara nie jest nikomu do niczego potrzebna, bo wierzy sie w cos.

              Duzo wazniejsze jest stworzenie grup, ktorych czlonkowie w nic nie wierza, ale
              czuja przynaleznosc do grupy i sa zwiazani wspolnymi rytualami.

              Podlejmy to jeszcze sosem "aktywizmu" czyli popedem do dzialania czlonkow takich
              grup. Cel dzialania czlonkom umyka (no bo w nic nie wierza), ale wiedza, ze
              musza "dzialac".

              Co opisalismy? Stado baranow, darmowych najemnikow ktorzy zrobia w ramach
              "aktywizmu" wszystko co tajemnicza "intersubiektywna swiadomosc" nakaze.

              DonQ
              • nick3 Re: Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła femin 27.11.07, 23:01
                Czyżby tajemniczość cię przerażała, mój drogi, wierzący "w coś"?:)
                • nick3 I jeszcze np. to 28.11.07, 01:23
                  www.gazetawyborcza.pl/1,75475,4708805.html
                • donq Re: Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła femin 28.11.07, 14:03
                  A gdzie tu jest jakas "tajemniczosc"?

                  DonQ
                  • nick3 Re: Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła femin 28.11.07, 23:32
                    Tu:

                    donq napisał:
                    > [...] wszystko co tajemnicza "intersubiektywna swiadomosc"
                    >nakaze.


                    Mam tu dwie uwagi.

                    Pierwsza, że tajemnica najwyraźniej przystoi sile. Wtedy jest nawet
                    nieodzownym czynnikiem majestatu i poddani bez najmniejszego
                    powątpiewania dostrzegają w niej znamię głębi i sacrum.

                    W przypadku słabszych to, co u silnego było majestatem, będzie tylko
                    okazją do pogardy: "poezją", "bełkotem" (oczywiście "lewackim":)

                    Ale uważaj, bo można się naciąć. Już raz rozeszła się pogłoska, że
                    pewien wędrowny komunista ludowy to był podobno Bóg incognito.
                    Wprawdzie prawie natychmiast podjęto środki zaradcze w postaci
                    stworzenia religii głoszącej, że to się już wiecej nie powtórzy...
                    Ale odtąd już niczego nie radziłbym tu być zbyt pewnym:)

                    I uwaga druga:

                    Uśmiecham się pod nosem, kiedy użyte przeze mnie gdzieś kiedyś raz w
                    dyskusji z tobą sformułowania powtarzasz z namaszczeniem - domyślnie
                    jako fragmenty nowomowy zdemaskowanej przez ciebie jakiejś nowej
                    ideologii szykującej się do władzy nad światem. (To przecież
                    niemożliwe, żeby taki nick3 tak gadał sam z siebie!:)

                    A to tylko moje dość amatorskie zwroty, którymi próbowałem ci
                    przybliżyć różne niekoniecznie powiązane ze sobą wątki myślowe,
                    które pamiętam piąte przez dziesiąte z historii filozofii:)

                    • donq Re: Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła femin 30.11.07, 14:35
                      Jak beznadziejne jest twoje utozsamianie mnie z "sila" a siebie
                      ze "slaboscia". Przeciez na "salonach" jest dokladnie odwrotnie -
                      moimi tajemnicami sie pogardza a nad twoimi pochyla ze zyczliwym
                      zainteresowaniem.

                      Jakiego zaklamania i gwaltu na swoim rozumie trzeba by utrzymywac
                      sobie w glowie legende o swojej pozycji jako wiecznego "slabeusza"?
                      Beznadzieja, moj panie.

                      Nawiasem mowiac, istotnie twoje tajemnice sa idiotyczno -
                      hochsztaplerskie (te wszystkie "energie kosmiczne", "pola
                      swiadomosci" itp.) Sa za to potrzebne, poniewaz ideologia musi
                      zaspokajac potrzeby religijne adeptow aby byc skuteczna.

                      Ale aby to dostrzec, trzeba byc wychowanym w prawdzie, a nie doznac
                      kastracji umyslu na salonach :)

                      Milo mi, ze twierdzisz, ze nie mozna cie brac na powaznie. Ja to
                      dobrze wiem, tzn. wiem, ze to co mowisz jest instrumentalnie
                      zoptymalizowane na wywarcie efektu na odbiorcy i rozpatrywac to w
                      kategorii powagi nie ma sensu. Innymi slowy, powiesz wszystko co w
                      danej chwili jest przydatne do kopania mnie po kostkach.

                      Smieszny nieco jest twoj chichot. Jest to chichot z tego, ze wydaje
                      cie sie, ze ten glupi DonQ wzial cie na powaznie a przeciez masz
                      swiadomosc, ze wszystko to co mowisz jest tylko propaganda. Czyz
                      nie? Czy jest inny powod chichotu?

                      DonQ

                      • nick3 Re: Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła femin 04.12.07, 23:39
                        "Silny" - to sacrum.

                        (Wybacz, nie miałem na myśli ciebie:)

                        "Słaby" - to człowiek wobec roszczeń sacrum.


                        Mógłbym stracić w końcu do ciebie cierpliwość za to twoje natrętne
                        ubliżanie mi przy każdej okazji ("zakłamanie", "idiotyczno-
                        hochsztaplerskie", etc.)
                        To się fachowo nazywa impertynencja, mocium panie (jeśli nie gorzej!)

                        Widzisz? Źle zrozumiałeś post. Ubliżałeś mi za nic. Stawiam jednak
                        stówę do złamanej zapałki, że nie należy się w związku z tym
                        spodziewać z twojej strony żadnej metanoi:)

                        Na szczęście twoje zabawne uwagi o moich "salonach" rozładowują
                        napięcie. Dzięki nim uświadamiam sobie, w jak niewielkim stopniu
                        twoje wyobrażenia w jakikolwiek sposób dotyczą mnie.

                        Zapewniam cię donq, że rozmawiasz z dyletantem-samoukiem (nie
                        skończyłem bynajmniej nawet studiów filozoficznych, jak mniemasz:)

                        Prawdziwy wykształciuch naprawdę dysponuje
                        argumentacjami, o których dogłębności ci się nie śniło, w świetle
                        których widać zupełną nieadekwatność pojęć świata
                        religii.

                        Teraz dla ciebie to może być tylko retoryka. Wiem o tym nader
                        dobrze. Ale wiem też, że się mylisz.

                        Tobie się wydaje, że wraz ze swoimi "świętymi kapłanami"
                        i "zatopionymi w modlitwie zakonnicami" - stanowicie dla
                        nowoczesnego życia intelektualnego równoprawną alternatywę.

                        Nie stanowicie jej (a widziałem wybitnych przedstawicieli obu
                        stron!).

                        Twoje pascalowskie "A może...? A czy na pewno wiesz, czy nie...?"
                        jest jak próba bronienia świata demokrytejskiego złożonego z
                        kuleczek czterch żywiołów - przed współczesną mechaniką kwantową.

                        Zgoda, mechanika kwantowa jest teorią prowizoryczną, stworzyli ją
                        omylni ludzie, jej mankamentów, które pewnie wymuszą jej dalszą
                        ewolucję, jeszcze nie znamy.

                        Ale marna to obrona świata złożonego z czterech rodzajów kulek:)


                        Chcesz rzeczywiście dostać impuls do myślenia?

                        Nie zadowalaj się sporami z agitatorem-dyletantem branym za
                        reprezentanta nie wiedzieć jakiego salonu!

                        Na forum ostatnio pojawiło się dużo ludzi zdecydowanie lepiej ode
                        mnie wyrażających myśli, które usiłowałem ci przybliżyć.

                        Albo poczytaj coś o filozofii XX wieku (nie w katolickim
                        apologetycznym "przewodniku do zwalczania":).

                        Jeśliś bystry ("a wierzę, że tak":), szybko znajdziesz właściwy
                        trop.
                        • donq Re: Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła femin 06.12.07, 18:36
                          > Widzisz? Źle zrozumiałeś post. Ubliżałeś mi za nic. Stawiam jednak
                          > stówę do złamanej zapałki, że nie należy się w związku z tym
                          > spodziewać z twojej strony żadnej metanoi:)

                          Nie, nie przyjalem po prostu tych oto definicji, ktorymi ustawiles
                          boisko:

                          > "Silny" - to sacrum.
                          > "Słaby" - to człowiek wobec roszczeń sacrum.

                          > Zapewniam cię donq, że rozmawiasz z dyletantem-samoukiem (nie
                          > skończyłem bynajmniej nawet studiów filozoficznych, jak mniemasz:)

                          Wiem, wiem, powoli przestaje z toba rozmawiac (ale napomknales cos
                          kiedys, ze pamietasz to i owo z wykladow filozofii).

                          > Twoje pascalowskie "A może...? A czy na pewno wiesz, czy nie...?"
                          > jest jak próba bronienia świata demokrytejskiego złożonego z
                          > kuleczek czterch żywiołów - przed współczesną mechaniką kwantową.

                          No coz, przynajmniej tak chcieliby myslec yntelektualysci, prawda?

                          Wysuwasz elektowne puste analogie i nie odrozniasz statusu filozofii
                          i fizyki. A to zupelnie co innego.
                          Ale yntelektualysci to lubia, bo (bezpodstawne) odwolywanie sie do
                          fizyki ich wymysly nobilituje.

                          Poza tym, na razie o "doglebnosci argumentacji" swiadcza tylko twoje
                          gorace zapewnienia. Doglebnosci tej w twoich wypowiedziach nie
                          dostrzeglem (no ale cos od dyletanta oczekiwac) a i wsrod znanych mi
                          zrodel niezaleznych od ciebie - "still remains to be found".

                          Podejrzewam, ze z ta glebia jest tak jak z tym "silnym" i "slabym".
                          Yntelektualysta definiuje "glebie" tak jak mu pasuje i w ten sposob,
                          by jego wymysly okazaly sie glebokie.

                          "Impulsow do myslenia" mi nie brakuje i dyletantow do ich tworzenia
                          nie potrzebuje. Przepraszam za branie cie za salonowca, ale jesli
                          nawet na salonach nie bywasz, krowie oczy masz w nie wlepione.

                          > Teraz dla ciebie to może być tylko retoryka. Wiem o tym nader
                          > dobrze. Ale wiem też, że się mylisz.

                          To _musi_ byc retoryka, nie dlatego, ze "dla mnie", ale zgodnie z
                          zamierzeniami autorow "doglebnych argumentacji". Jesli nic
                          rzeczywistego nie istnieje lub chociaz jezyk nie moze tego wyrazic,
                          to czym jest mowienie czegokolwiek? Retoryka lub solipsyzmem.

                          DonQ

                          P.S. Ja rowniez jestem zreszta "dyletantem-samoukiem" (tzn. zalezy w
                          czym, bo nauki pobieralem).
                          • nick3 Re: Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła femin 06.12.07, 19:18
                            Martwię się, bo zauważyłem, że dużo rozmawiając z tobą, wyraźnie
                            przejmuję twój złośliwy styl.

                            • donq Re: Interesujący artykuł! Potrzeba kościoła femin 07.12.07, 10:35
                              > Martwię się, bo zauważyłem, że dużo rozmawiając z tobą, wyraźnie
                              > przejmuję twój złośliwy styl.

                              Nadzieja dla ciebie w tym, ze nie bedziesz juz wiele musial ze mna
                              rozmawiac.

                              Jakas terapia na jakiejs lewackiej empatycznej kozetce moze, jesli
                              przejecie stylu ma charakter bardziej trwaly i zaprzestanie rozmow
                              nie pomoze?

                              DonQ
          • ofka9 Re: "Kalendarzyk"?? 17.11.07, 14:59
            Tu sie mylisz, a ja własnie już kilkadziesiąt lat temu stosowałam
            metody NPR a nie kalendarzyk, (mam 55 lat) te metody były już znane
            i propagowane nie tylko przez Kościół, ale też przez ginekologów.
            Faktem jest, że może nie do wszystkich ta wiedza docierała, a poza
            tym łatwiej połknąć tabletkę, niż obserwować własne ciało. Nie
            wszyscy mogą stosować hormonalną antykoncepcję, nie chodzi tu tylko
            o świetopogląd ale też o zdrowie.
        • iluminacja256 Re: "Kalendarzyk"?? 14.11.07, 14:55


          anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

          To jest metoda diagnostyczna
          opierająca się na endokrynologii i jest naprawdę dobrze przemyślana, choć
          niewątpliwie trudna w regularnym stosowaniu.

          Obawiam sie jednak, ze to kwestia pobożnych zyczeń, co do dobrego przemyslenia -
          nawet persona, czyli testy, które mają wspomagać tę metodę na zasadzie
          hormonalnego okreslania czasu owulacji , mylą się w 30 do 40 %...skoro komputer
          myli się w takeij skali, o ile myli się człowiek? Metoda rzeczywiscie
          diagnozowałby dobrze, gdyby nei fakt, ze organizm ludzki to nie zegarek i
          objawy niejednokrotnie się wzajemnie znoszą - czytanie for poświęconych NPR
          uświadomiło mi, ze na 5 kobiet stosujących tę metode 3 "wpadły" w trakcie
          pierwszego roku... w internecie, przy swiadomości tego, ze sa anonimowe pisza o
          tym otwarcie. Gdyby metoda ta posiadał taką skuteczność jak twierdza jej
          nauczyciele , nikt nei stosowałby innej metody - problem w tym, z e nie jest taka.
        • krzysiek.wa_wa Re: "Kalendarzyk"?? 14.11.07, 15:49
          anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

          > To zabrzmi jak drobiazgowe czepianie się, bo podoba mi się, co
          mówi ta kobieta.
          > Ale jednak się przyczepię do jednego słówka. Ona użyła
          słowa "kalendarzyk",
          > sugerując, że jest to metoda zalecana przez Kościół.
          >
          > To nie całkiem tak, i ona jako teolog-feministka powinna to
          wiedzieć.

          NIE jestem teologiem
          NIE jestem feministką

          ale jestem pewny, że 20 lat temu "kalendarzyk"
          był propagowany przez Kościół Katolicki
          jako naturalne planowanie rodziny
          • toksol Re: "Kalendarzyk"?? 23.11.07, 12:43
            To znałeś sprawę tylko z gazet. Ja mam 63 lata i 40 lat temu w
            Kosciele nauczono mnie metody obserwowania temperatury, czyli metody
            objawowej, którą skutecznie stosowaliśmy.
      • pos3gacz Re: Maryja nie była spokojną kobietką 17.11.07, 10:07
        kot_w_zimie napisała:

        > No tak, tylko jakby odeszli od surowej etyki seksualnej, dopuścili
        kobiety do
        > kapłaństwa, przestali przedstawiać Maryję jako wzór uległości
        itd., to co by
        > zostało w tej religii specyficznie katolickiego? Byłby kolejny
        Kościół reformow
        > any.
        > Myślę że katolicyzm jednak patriarchatem stoi.
        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        Nie tylko patriarchatem.Zakłamaniem,zacofaniem i ciemnotą.
    • glagonia Maryja nie była spokojną kobietką 13.11.07, 12:19
      Całkowicie się zgadzam. W naszym społeczeństwie cięzko mieć własne zdanie i nie
      być przypisanym do szufladki typu "niemyślący zabobonny katolik" czy "zapalona
      feministka, samotna i za aborcją" itp...
      Bardzo szkoda, że wciąż nam tak bardzo brakuje tolerancji dla innego myślenia i
      sposobu życia (również sposobu przeżywania wiary-duchowości-religijności).
      Gdyby ktoś organizował jakaś akcję mającą na celu zwiększanie tej tolerancji -
      dopisuję się.
    • blackjackbouvier Maryja nie była spokojną kobietką 13.11.07, 14:28
      Oczywiscie,ze Maryja nie byla spokojna kobieta.Zaszla w ciaze poza
      malzenstwem i grozilo jej ukamieniowanie.Jozef uratowal jej zycie
      przysposabiajac Jezusa.Moze wreszcie KK przestal by idealizowac
      postac tej kobiety jako Matki Boskiej bo niewiele w niej
      boskosci.Miliony kobiet sa w takiej samej sytuacji i jakos KK nie
      okrzykuje ich swietymi.Dodatkowy problem to otumanianie
      ludzi "niepokalanym poczeciem".Dzis kazde dziecko wie,ze do tego
      potrzeba matki i ojca - kobiety i mezczyzny.
      • alpepe Re: Maryja nie była spokojną kobietką 13.11.07, 22:32
        taka drobna dygresja, dogmat o niepokalanym poczęciu oznacza wiarę w to, że
        Maryja została poczęta bez grzechu pierworodnego, nie chodzi o poczęcie jej syna.
        • gosiadzika no i wzór rodziny maryji i józefa 14.11.07, 10:25
          przecież ileż ona miała lat a ile ten jej józef? kto to wie
          • meg303 Rola kobiety w KK jest bardzo ograniczona 14.11.07, 18:21
            Moze być jedynie matką najlepiej wielodzietną i poświęcającą się dla swojej
            rodziny, albo zakonnicą. Najważniejsze, zeby znała swoje miejsce i nie
            wymądrzała się. Panowie wszystko wiedzą lepiej.
            Może to sarkastyczne co pisze, ale wynika z obserwacji i czytanej od czasu do
            czasu prasy katolickiej.
        • pos3gacz Re: Maryja nie była spokojną kobietką 17.11.07, 10:18
          alpepe napisała:

          > taka drobna dygresja, dogmat o niepokalanym poczęciu oznacza wiarę
          w to, że
          > Maryja została poczęta bez grzechu pierworodnego, nie chodzi o
          poczęcie jej syn
          > a.
          XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
          Odwracasz kota ogonem.Niepokalane poczęcie nie dotyczy Marii a
          jej syna Jezusa baranie.Nawet nie rozumiesz tego co czytasz.
          Wierzyć trzeba ,ale w SIEBIE i nic innego.Zapytaj ksiedza o 2
          przykazanie,nie te co propagują obecnie a to które było kiedyś
          [dopóki kler go nie zafałszował].
          • mg2005 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 17.11.07, 10:50
            pos3gacz napisał:

            > Niepokalane poczęcie nie dotyczy Marii a
            > jej syna Jezusa baranie.

            Oj, baranie, baranie... :))

            >Nawet nie rozumiesz tego co czytasz.

            :)))))


            > Wierzyć trzeba ,ale w SIEBIE

            Wierzysz w barana ?... :)))))
          • pan-kabak co to jest "niepokalane poczęcie" 17.11.07, 21:15
            Radzę najpierw samemu się nauczyć, potem pouczać innych, a jeszcze
            potem ich wyzywać (a najlepiej: wcale). Weź sobie jakiś słownik
            teologiczny, a choćby i świecką Wikipedię. Nie chodzi o "pokalanie"
            przez seks, tylko o grzech pierworodny i tego właśnie od "pokalania"
            wg katolików wolna była Maria. Nie mówię, że masz w to wierzyć
            (znaczna część chrześcijan innych wyznań też nie wierzy, nie mówiąc
            oczywiście o ateistach), ale warto rozumieć słowa, których się używa.
    • ann1972 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 15.11.07, 12:36
      sztucznie brzmią bo są nowością. trzeba sie oswoić. dla mnie
      sztucznie brzmi gdy kobieta mówi o sobie (co często spotykane) :
      jestem nauczycielem
      pozdrawiam
      • bene_gesserit Re: Maryja nie była spokojną kobietką 15.11.07, 17:03
        Otoz to. Co zreszta feminista i Feminista powinien wiedziec. Od
        wieków naturalnie brzmialo: 'sluzaca', 'guwernantka', 'pokojówka',
        choc zapewne przed laty niektorzy dziwowali sie slowom 'lekarka'
        czy 'studentka'.

        Dzis sztucznie brzmi 'przedszkolanek' - jednak nazwanie wychowawcy z
        przedkszkola 'panem przedszkolanka' (analogicznie do 'pani
        minister', 'pani pedagog') nikomu przez glowe nie przechodzi, chyba
        ze zartem. Czyli razi nazwanie mezczyzny 'kobieco', nie razi
        nazwanie kobiety 'mesko'. Nad czym kazdy, nie tylko feminista czy
        Feminista, powinien sie zastanowic w wolnej chwili.
    • dolfijn Maryja nie była spokojną kobietką 17.11.07, 09:53
      a ja tam wiem jedno ... gdzie diabeł nie może to babe pośle -sic!
    • samanta_miller Maryja nie była spokojną kobietką 17.11.07, 11:32
      Znakomity artykuł. Gratulacje dla autorki.


      Feministka
    • funstein [...] 17.11.07, 11:40
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • kruk51 Maryja nie była spokojną kobietką 17.11.07, 11:43
      Bardzo dziękuję autorce za ten artykuł. Jeszcze w ubiegłym tygodniu
      byłby on nie możliwym. Autorka porusza bardzo ważne kwestie obywatelsk
      ie i wolnościowe. To kij w mrowisko ! I to bardzo ważny kij ! Śmiało i
      w tym temacie drogie Panie. Nie opowiadam się za ani przeciw. Każdy
      musi sam podjąć decyzję. Nikomu nic narzucać nie wolno.To właśnie jest
      demokracja. Nikczemną stroną katolicyzmu jest jego misyjność. To brzmi
      bardzo niewinnie, ale w rzeczywistości u nas jest to jest wywieranie pre
      presji na obywateli przez Kościół i spolegliwy rząd wobec Kościoła.
      Chcąc być wolnym uwolnij swój umysł. To jest trudne, to prawda i to
      wymaga odwagi. Niebezpieczeństwo polega na tym, że myślącym i rozumny
      m człowiekiem nie da się rządzić. A komu na tym zależy, wiemy !
    • elisma Maryja nie była spokojną kobietką 17.11.07, 13:30
      Fajny wywiad, moglabym sie pod nim podpisac, gdyby nie ten fragment:

      "Póki Bóg jest rodzicem, relacja z nim będzie zawsze z pozycji
      podporządkowanego dziecka wobec absolutnej władzy. Furtką do innej
      relacji bywa indywidualne doświadczenie metafizyczne - ono zazwyczaj
      daje poczucie kontaktu, obecności, ale także równości.
      Podmiotowości. Znam osoby, które mówią o Bogu 'Przyjaciel'. "

      Stanowczo traci mi on herezja. Rownosc nasza i Boga? Come on...
      • mis22 Rowność nasza i Boga - droga do piekła 17.11.07, 13:47
        elisma napisała:
        > Stanowczo traci mi on herezja. Rownosc nasza i Boga? Come on...

        To nie nazywa się herezja. To jest grzech ciężki śmiertelny
        prowadzący do piekła na wieczne potępienie. Stąd zresztą się wzięlo
        piekło, że Lucyfer oznajmił, że jest równy Bogu. Za to został
        skazany przez Boga na wieczny pobyt w piekle.
        • nick3 "To, co jednemu piekłem, drugiemu jest niebem." 28.11.07, 23:34
          Dante "Boska Komedia"
    • mrrek aborcja - to eufemizm 17.11.07, 17:57
      Po polsku nazywa sie ta operacja "skrobanką". To takie oczywiste...
      • komorka25 Re: aborcja - to eufemizm 17.11.07, 18:20
        Wiesz, mrrek, to oczywiste, że jesteś zacofany. Jest wiele różnych
        metod przerwania ciąży. Tylko katonawiedzeńcy nie zauważają rozwoju
        technik medycznych.
        • mrrek może tak, tyle, że nie zmienia to faktu, iż w W.Br 17.11.07, 20:37
          w ostatnim roku, jakoś tak dziwnie nie urodziło się żadne dziecko z zajęczą
          wargą (naprawianie tej wady nie stanowi problemu!), za to dokonano co najmniej
          50 "aborcji" takich "płodów". Czy dla takiej operacji zastosowano pigułkę
          wczesnoporonną? Chyba nie...A co do postępowosci, to zastanówmy się, gdyby tak
          odkryto "gen homoseksualizmu", i dało się go wykryć w badaniach prenatalnych, to
          jak wielu homoseksualistów by sie rodził?...
    • rsrh Myslałem że autorką jest Madzia Środa (profesor) ! 17.11.07, 19:30
      Ale się pomyliłem. Tekst typowy dla nispełnionych kobiet,Dobranoc samotne istotki !!
    • zbawieni Maryja nie była spokojną kobietką 17.11.07, 21:19
      Papier i ekran sącierpliwe - zniosą wszystko. Oczywiście Maria nie
      była spokojną kobietką - była osoba świadomą celu w życiu - miała
      jak najlepiej przygotowac swojego syna do tego, żeby wypełnił na
      ziemi swoją misję.
      Jeśli mówi się o "wolnym wyborze", to tylko w aspekcie nie-
      chrześcijanina. Jeśli mówi o tym chrześcijanin, to jest
      chrześcijaninem tylko z nazwy.

      spojrzenie na aborcję:
      zbawieni.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?370615
    • lindown1 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 18.11.07, 13:12
      "Sama się nad tym zastanawiam. Ale cała kultura Zachodu ma problem z
      ciałem. Być może podział na gorsze ciało i lepszego ducha
      zaczerpnęliśmy od Platona. W chrześcijaństwie długo mówiono, że
      celibat jest lepszym wyborem niż życie w małżeństwie. Nawet
      rewolucja seksualna lat 60. wcale nie była 'procielesna'. W książce
      Izy Sznajder 'Kobieta, księżyc, czerwona sukienka' można przeczytać
      opowieści kobiet z różnych kręgów kulturowych o ich pierwszej
      menstruacji. Najgorzej przeżywały ją kobiety z cywilizacji
      zachodniej. W kulturze islamu to ważne wydarzenie - dziewczynka
      dostaje prezenty."


      Przede wszystkim dostaje tradycyjne naktycie glowy, ktorego pod
      zadnym pozorem zdjac nie moze! a dopiero podem sa prezenty dla
      doroslej juz dziewczynki.
    • socjolantropolog Maryja nie była spokojną kobietką 18.11.07, 23:30
      Religia chrzescianska jest dla Europy religia nieorganiczna, czyli obca,
      narzucona poczatkowo przez cesarstwo rzymskie, a pozniej krolewstwo
      rzymsko/germanskie. Jest to religia kultury semickiej, uksztaltowana na jej
      zasadach.
      Stary testament powstawal w okresie okolo 3 000 lat pne. Wtedey nastepuje w tym
      regionie pogorszenie klimatu, putynnienie czesci polnocnej Afryki, ktore
      powoduje przemieszczanie sie ludnosci na wschod. Sprzyjajacy klimat poprzedniego
      okresu powoduje wzrost ludnosci, ktora teraz zmuszona jest szukac nowych
      terenow, co powoduje konflikty miedzy grupami etnicznymi.
      Jahve byl bogiem wojny plemion izraelskich. Dlaczego Mojzesz go wybral jako
      jedynego_ No coz, gdybym miala przeciagnac duza ilosc ludzi przez pustynie, tez
      nie wybieralabym bogoni urodzaju.
      Stary testament powstaje w srodowisku plemion pasterskich. Nowy wprawdzie w
      miastach, ale miastach ktorych mieszkancy w dalszym ciagu opieraja swoja kulture
      na dawnych pasterskich wzorcach. Dla koczowniczych pasterzy kontrola
      rozrodczosci jest rzecza bardzo istotna. muzulmanskie halal - czysty w sensie
      rytualnym jest slowem ktore oznacza bydlo. Z tad tez struktura spoleczna ze
      wszystkimi nakazami i zakazami kladzie nacisk na rozrodczosc kobiety (stada)i
      zachowaniem genetycznej czystosci rodu.
      Europa zamieszkana byla przez plemiona zajmujace sie lowiectwem i rolnictwem.
      Kult rozrodczosci byl zorganizowany w zupelnie inny sposob, do dzis zachowane sa
      swieta ktore obchodzonorytualnym stosunkiem na polach czy w lasach. Obyczaje nie
      zajmowaly sie sprawami wiernosci, czy tez tzw czystosci. Rola kobiety byla
      zupelnie inna niz na bliskim wschodzie i roznila sie miedzy plemionami.
      Najgorsza byla wsrod plemion wojowniczych, zajmujacych sie rozbojem i handlem,
      wsrod rolniczych i lowieckich kobieta z dziecmi byla podstawowa komorka
      rodzinna. Sprawy "meskie" zalatwiane byly przez braci. Ojcowie dzieci mieszkali
      w swoich rodzinach i odwiedzali kobiety nocami. Struktura ta pochodzi ze stepow
      syberyjskich z ktorych przywedrowali europejczycy i istnieje do dzis wszedzie,
      gdzie tzw religie objawione nie dotarly.
      Prawo koscielne jest mieszanka starych praw plemiennych i prawa mojzeszowego. W
      sprawie kobiet kosciol nie uczynil nic wielkiego. Opor przeciwko nowej wiarze
      trwal w Europie do pierwszych epidemi zarazy, kiedy to kosciol zastraszyl
      ludnosc "kara boza" i skutecznie zamienil starych bogow w diabla. Maslaw nie byl
      wyjatkiem, takich powstan bylo w Europie tysiace.
      Kult bogin byl tak silny, ze aby zaspokoic ludnosc, kosciol rozpoczal w VI wieku
      kult maryjny, ktory przedtem nie istnial. Kult ten oparty jest na wartosciach
      semickich z dziewictwem i zachowaniem "czystosci". Jesli spojrzymy na ubior Mari
      i wspolczesnej muzulmanki mozemy stwierdzic, ze sa one identyczne. Rownoczesnie
      jednakze kobiety zostaly wyslane rodzenia dzieci i garnkow. Kosciol katolicki
      jest instytucja polityczno-ekonomiczna i na wskros patrialchalna. Szukanie
      pierwiastkow feministycznych moze byc dlatego interesujacym zajeciem czasu, ale
      niewiele zmieni w samej strukturze kosciola. Obcosc tej religi powoduje spadek
      zainteresowania wsrod ludzi, w Europie zachodniej 70 - 80% ludnosci po prostu
      nie jest wiara zainteresowany. W Polsce obecnie chodzi do kosciola okolo 40%
      wiernych, a i oni chodza bardziej z tradycji, niz rzeczywistej wiary. Nalezy
      miec nadzieje, ze nastepna generacja pojdzie sladami Europy zachodniej, bo tylko
      w przypadku odsuniecia kosciola od wladzy sytuacja kobiet polskich moze sie
      poprawic.
    • titta troche nie na temat.... 21.11.07, 18:51
      "Póki Bóg jest rodzicem, relacja z nim będzie zawsze z pozycji
      podporządkowanego dziecka wobec absolutnej władzy. Furtką do innej
      relacji bywa indywidualne doświadczenie metafizyczne - ono zazwyczaj
      daje poczucie kontaktu, obecności, ale także równości.
      Podmiotowości. Znam osoby, które mówią o Bogu 'Przyjaciel'. "
      To rodzic (ojciec) nie moze byc przyjacielem? To raz. Po drogie z
      definicji Bog to ktos nadrzedny. Trudno mowic o rownosci z kims
      wszechmoscnym. Z drugiej strony relacja rodzic- dziecko to uklad
      oparty glowni na bezgranicznej milosci i dopiero z niej wynika
      podporzatkowanie.
      • nick3 "Władza jest Miłością"? 24.11.07, 01:15
        Eh, fundamentalistyczni nudziarze... :)

        Wy chyba lubicie, jak ktoś was trzyma za pysk. (Czy to jedyna rzecz,
        która wam przychodzi do głowy w związku ze słowem "miłość"?:)

        Czy nie wydaje ci się, że to płaszczenie się przed Bogiem jest w
        sumie przypisywaniem tej osobie dość niskich cech charakteru?:)

        (Z tego, że takie pojęcie Boga pojawiło się jako naturalne u
        poddanych państw despotycznych, którzy byli autorami ksiąg Biblii,
        nie wynika, że należy je przejąć mechanicznie. "Litera zabija...")

        "Z miłości wynika podporządkowanie."

        Ręce opadają.

        (Nota bene - tam, gdzie pomiędzy rodzicami a dziećmi rzeczywiście
        jest serdeczna bliskość (a nie tylko rzekoma "naturalna miłość"),
        pojawia się wyraźny rys równości! Np. - nie chwaląc się - moja
        trzyletnia córka niekiedy mówi do mnie rzeczowo "sprawiłeś mi
        przykrość" czy wręcz "skrzywdziłeś mnie". Potrafi rozpoznać, kiedy
        sprawiłem jej przykrość niepotrzebnie. Wtedy domaga się przeprosin i
        wie, że ją przeproszę.)

        A tak swoją drogą: podporządkowanie kogo komu (w tej wyobrażanej
        przez ciebie miłości)?

        (Z wzajemnej miłości wynikałoby podporządkowanie wzajemne,
        nieprawdaż?)

        > Po drogie z
        > definicji Bog to ktos nadrzedny.

        To zależy, jakie kto ma definicje:) (Nie przypominam sobie zresztą,
        by w Biblii były jakieś "definicje".)

        > Trudno mowic o rownosci z kims
        > wszechmoscnym.

        To raczej o nierówności trudno mówić tam, gdzie jest szczera
        bliskość (wiesz coś o niej?)! "Moc" nie ma wtedy nic do rzeczy.
        Staje się sprawą zupełnie trzeciorzędną.

        Jeśli bliskość jest szczera.

        Niestety mentalność fundamentalistów nie jest szczera.

        Jest to wyczuwalne w ich zamkniętym świecie werbalnym 'biblijnej
        nowomowy'.

        Zwłaszcza kiedy właściwym sobie oskarżycielsko-terrorystycznym tonem
        mówią o "miłości".
        Staje mi wtedy przed oczyma złowrogi orwellowski świat, w którym
        według obowiązującego w nim hasła - "Wolność jest niewolą. Niewola
        jest wolnością. Władza jest Miłością."
        • donq Re: "Władza jest Miłością"? 25.11.07, 16:11
          > Potrafi rozpoznać, kiedy
          > sprawiłem jej przykrość niepotrzebnie.

          Ccco jjja ttu ssslysze? Oopresja?

          Wszakze mowiac to, musisz miec na mysli, ze czasami jej sprawiasz przykrosc
          "potrzebnie". Moglbys przyblizyc temat (kiedy istnieje taka "potrzeba"), aby i
          inni skorzystali z ozywczych zrodel wolnosci?

          Tak, znam lewackie zagrywki typu "jesli mowie, ze cos jest faktem to nie znaczy,
          ze uwazam, ze fakty istnieja", ale kpem przyjmujacym takie wyjasnienia nie jestem.

          DonQ
        • przemek25121970 Re: "Władza jest Miłością"? 25.11.07, 19:30
          Bóg jest dobry.I to jest ważne. I jest prawdziwą miłością. I przychodzi do
          słabych i głupich, a nie d tych co sie dobrze mają.
          Tak Ci odpowiem, bo nie jestem filozofem.
          • nick3 Re: "Władza jest Miłością"? 25.11.07, 20:57
            Nie ten, o którym opowiadasz.

            Choćby dlatego, że czeka na poniżenie człowieka, aby nawiązać z nim
            relację.

            "Inaczej po prostu nie może."

            Ale czy nie dziwny to byt, z którym zaprzyjaźnić się można tylko
            leżąc na twarzy i błagając go o litość, jakby, nie przymierzając,
            był jakimś oprawcą?:)

            • przemek25121970 Re: "Władza jest Miłością"? 26.11.07, 09:17
              nick3 napisał:

              > Nie ten, o którym opowiadasz.
              >
              > Choćby dlatego, że czeka na poniżenie człowieka, aby nawiązać z nim
              > relację.
              >
              > "Inaczej po prostu nie może."
              >
              > Ale czy nie dziwny to byt, z którym zaprzyjaźnić się można tylko
              > leżąc na twarzy i błagając go o litość, jakby, nie przymierzając,
              > był jakimś oprawcą?:)
              >

              Nie bierzesz pod uwagę tego że ponosimy skutki własnych błędów i grzechów?
              A myślisz, że chrześcijanie to jacyś cierpiętnicy? Jeden już się męczył na
              krzyżu i wystarczy.
              Cierpienie jest i będzie.Jest to zupełnie naturalne, że jest. Natomiast to, jak
              ty je przeżyjesz, zależy od Ciebie.
              Zaprzyjaźnić się z Bogiem leżąc na twarzy? O kim Ty piszesz? Ja takiego nie znam
              Boga.Ja znam Boga miłosiernego i dobrego. Tak mnie kochającego, że nawet pozwala
              mi pełnić moja wolę a nie Jego.
              A przecież to On wie, co jest dla mnie dobre....
              • nick3 Re: "Władza jest Miłością"? 27.11.07, 22:55
                > A przecież to On wie, co jest dla mnie dobre...

                I bynajmniej nie akceptującego (etycznie), gdy człowiek ma inną
                opinię.

                A skąd wie, że człowiek oceniłby to tak samo?

                Wszystko wie?

                Myślałem, że żeby poznać smak mojego życia, trzeba je żyć, bedąc mną.

                Ale jak się okazuje nie jestem aż tak niezastąpiony:)
          • bszalacha Re: "Władza jest Miłością"? 03.12.07, 11:32
            I to uzasadnia,dlaczego warto być słabym oraz głupim.Osobiscie tez
            tak myślę/a głupia jestem własnie dlatego,ze nie odwazyłam się nie
            iśc do szkoły/.
            • przemek25121970 Re: "Władza jest Miłością"? 03.12.07, 11:39
              bszalacha napisała:

              > I to uzasadnia,dlaczego warto być słabym oraz głupim.Osobiscie tez
              > tak myślę/a głupia jestem własnie dlatego,ze nie odwazyłam się nie
              > iśc do szkoły/.

              Każdy człowiek jest słaby, tylko myśli że jest mocny. A jak przychodzi choroba
              albo śmierć to wtedy mięknie. Albo ucieka w cynizm.
              • nick3 "Dom na piasku" - stoi gorzej?:) 04.12.07, 23:10
                > A jak przychodzi choroba
                > albo śmierć to wtedy mięknie.

                Katolicy traktują to jako pewnik, że ateiści muszą wpadać w panikę w
                obliczu śmierci i wszystkie ich wartości ich zawodzą.

                Pewności tej nie czerpią jednak z żadnej empirii (najwyżej: "miałem
                wujka, który nie chodził do koscioła a przed śmiercią zaczął się
                modlić i prosił o księdza"), lecz z ewangelicznej przypowieści o
                Domu na Piasku.

                Otóż rzeczywistość mówi trochę co innego niż Ewangelia.

                Badania psychologów pokazują, że to wierzący przeżywają w obliczu
                śmierci więcej lęku niż ateiści!

                (Warto zastanowić się, dlaczego tak jest!)

                Mam też trochę niedoskonałej empirii, ale dla obalenia reguły
                wystarczą pojedyncze przypadki.

                Mój dziadek i moja babcia byli ateistami. Nie żyją.

                Umarli godnie, bez najmniejszego śladu nasilenia się zainteresowania
                religią.

                Dziadek był z charakteru twardzielem, ale babcia - była łagodną i
                dobrotliwą babcią, trochę ciapowatą.

                Uniwersalność "potrzeby religijnej" jest mitem drogi przemku. Bierze
                się on z kategorycznego powtarzania przez takich jak ty.

                Nieuczciwego powtarzania.
                • przemek25121970 Re: "Dom na piasku" - stoi gorzej?:) 05.12.07, 11:56
                  nick3 napisał:

                  > > A jak przychodzi choroba
                  > > albo śmierć to wtedy mięknie.
                  >
                  > Katolicy traktują to jako pewnik, że ateiści muszą wpadać w panikę w
                  > obliczu śmierci i wszystkie ich wartości ich zawodzą.

                  Ja tak nie uważam, a jestem katolikiem, wiec nie katolicy tylko niektórzy.Znowu
                  stereotypy..:) A znam wielu katolików którzy tak nie uważają...
                  >
                  > Pewności tej nie czerpią jednak z żadnej empirii (najwyżej: "miałem
                  > wujka, który nie chodził do koscioła a przed śmiercią zaczął się
                  > modlić i prosił o księdza"), lecz z ewangelicznej przypowieści o
                  > Domu na Piasku.

                  > Otóż rzeczywistość mówi trochę co innego niż Ewangelia.

                  Otóż rzeczywistość mówi tak, że cierpienie było, jest i będzie.Łatwiej jest
                  znosić cierpienie, jak również śmierć (również ontologiczną).

                  > Badania psychologów pokazują, że to wierzący przeżywają w obliczu
                  > śmierci więcej lęku niż ateiści!
                  >
                  > (Warto zastanowić się, dlaczego tak jest!)

                  Dlaczego tak jest? Bo nie głosi sie ludziom Dobrej Nowiny o zbawieniu. W moim
                  środowisku, po chrześcijańskich pogrzebach, ludzie którzy widzieli uczestniczyli
                  w nich pytają się mnie: "Słuchaj, gdzie się trzeba zapisać, żeby taki pogrzeb
                  mieć" :).

                  > Mam też trochę niedoskonałej empirii, ale dla obalenia reguły
                  > wystarczą pojedyncze przypadki.

                  > Mój dziadek i moja babcia byli ateistami. Nie żyją.
                  >
                  > Umarli godnie, bez najmniejszego śladu nasilenia się zainteresowania
                  > religią.
                  >
                  > Dziadek był z charakteru twardzielem, ale babcia - była łagodną i
                  > dobrotliwą babcią, trochę ciapowatą.
                  >
                  > Uniwersalność "potrzeby religijnej" jest mitem drogi przemku. Bierze
                  > się on z kategorycznego powtarzania przez takich jak ty.
                  >
                  > Nieuczciwego powtarzania.
                  Nieuczciwego powtarzania? Kazdy człowiek jest religijny. A w tych czasach
                  szczególnie: Ludzie uwierzą we wszystko, nawet w to że Bóg nie istnieje. A to że
                  Bóg nie istnieje, niestety stało sie religią we współczesnym świecie.
                  A Bóg kocha każdego bez względu na to, co zrobi. Potrzebuje on troszeczkę wiary
                  w tę miłość.
                  ODWAGI przyjacielu! Czytam w Twoich słowach zgorzknienie. Nie poddawaj się!
                  • nick3 Re: "Dom na piasku" - stoi gorzej?:) 05.12.07, 13:23
                    > Kazdy człowiek jest religijny. A w tych czasach
                    > szczególnie: Ludzie uwierzą we wszystko, nawet w to że Bóg nie
                    > istnieje. A to że Bóg nie istnieje, niestety stało sie religią we
                    > współczesnym świecie.

                    Dowolnie zmieniając znaczenie słów można udowodnić wszystko.


                    > ODWAGI przyjacielu! Czytam w Twoich słowach zgorzknienie. Nie
                    > poddawaj się!

                    Dlaczego sugerujesz, że wierzący odznaczają się większą odwagą od
                    niewierzących?:)

                    (Poprzednio pisałeś, że to niewierzący ryzykują w obliczu śmierci
                    większą udrękę niż wierzący. Byliby więc może nieroztropni, ale
                    chyba trudno mówić w ich przypadku o mniejszej odwadze...)

                    Moja postawa, przemku, ma charakter racjonalny. Zarysowałem niektóre
                    powody, dla których myślę tak, jak myślę.

                    Nic więc tu nie da "ewangelizacyjna" technika "przewartościowania
                    werbalnego" (Oburzenie na chrześcijaństwo nazwać "zgorzknieniem",
                    odrzucenie religii "poddaniem się", a ukorzenie się przed sacrum -
                    "odwagą")

                    Tak to może Kościół sobie "ewangelizować" licealistów!:)
                    (Też co mądrzejsi nie powinni dać się tak tandetnie brać pod włos:)

                    Napisałem w poscie na który nie odpowiedziałeś. Powtórzę.

                    Prawda o tym tu życiu nie może być dostępna poza nim.

                    "Bóg wie lepiej, kim jesteś" znaczyłoby, że jesteś przedmiotem.

                    Nikt nie może posiadać instrukcji obsługi do człowieka, tak jak
                    konstruktor pralki posiada instrukcję obsługi do pralki.
                    ("Wie lepiej, co jest dla ciebie dobre.")

                    Osobę można poznać tylko komunikując się z nią. W inny sposób można
                    poznać tylko przedmiot.

                    (Ciało człowieka, a nawet jego psychika do pewnego stopnia
                    przypomina przedmiot. Ale jednakowoż nie jest nim.)


                    Postulat podporządkowania się człowieka celowi zamierzonemu dlań i
                    objawionemu przez istotę wszechwładną, która "wie lepiej", to
                    postulat zgodzenia się przez człowieka na status przedmiotu.
                    • przemek25121970 Re: "Dom na piasku" - stoi gorzej?:) 05.12.07, 13:38
                      nick3 napisał:

                      > > Kazdy człowiek jest religijny. A w tych czasach
                      > > szczególnie: Ludzie uwierzą we wszystko, nawet w to że Bóg nie
                      > > istnieje. A to że Bóg nie istnieje, niestety stało sie religią we
                      > > współczesnym świecie.
                      >
                      > Dowolnie zmieniając znaczenie słów można udowodnić wszystko.
                      >
                      >
                      > > ODWAGI przyjacielu! Czytam w Twoich słowach zgorzknienie. Nie
                      > > poddawaj się!
                      >
                      > Dlaczego sugerujesz, że wierzący odznaczają się większą odwagą od
                      > niewierzących?:)

                      Chocby dlatego, że np. posiadają więcej dzieci.
                      W dzisiejszych czasach, gdy każdego kto ma duzo dzieci uważa sie za idiotę....A
                      Bóg im błogosławi i pomaga.Oczywiście nie ma łatwego życia, ale oczywiście można
                      żyć jak egoista, tylko co to za życie?
                      Wiem co piszę:).
                      > (Poprzednio pisałeś, że to niewierzący ryzykują w obliczu śmierci
                      > większą udrękę niż wierzący. Byliby więc może nieroztropni, ale
                      > chyba trudno mówić w ich przypadku o mniejszej odwadze...)
                      >
                      > Moja postawa, przemku, ma charakter racjonalny. Zarysowałem niektóre
                      > powody, dla których myślę tak, jak myślę.

                      Ale wiara jest rzeczą racjonalną? Czyż nie wierzysz własnej żonie? chciałoby sie
                      zapytać małżonka...
                      > Nic więc tu nie da "ewangelizacyjna" technika "przewartościowania
                      > werbalnego" (Oburzenie na chrześcijaństwo nazwać "zgorzknieniem",
                      > odrzucenie religii "poddaniem się", a ukorzenie się przed sacrum -
                      > "odwagą")
                      Nie , nie.Chodzi mi o to, że nie twoje odrzucenie religii to zgrzoknienie.Chodzi
                      mi o to, że z doboru słów można wywnioskować zgorzknienie.

                      >
                      > Tak to może Kościół sobie "ewangelizować" licealistów!:)
                      > (Też co mądrzejsi nie powinni dać się tak tandetnie brać pod włos:)
                      >
                      > Napisałem w poscie na który nie odpowiedziałeś. Powtórzę.
                      >
                      > Prawda o tym tu życiu nie może być dostępna poza nim.
                      No cóż....:)

                      > "Bóg wie lepiej, kim jesteś" znaczyłoby, że jesteś przedmiotem.
                      Jesteś nie przedmiotem (bo tak są traktowani ludzie poddani eutanazji i
                      aborcji), ale jesteś Jego najukochańszym dzieckiem.I nic nie ma w tym przesady.

                      > Nikt nie może posiadać instrukcji obsługi do człowieka, tak jak
                      > konstruktor pralki posiada instrukcję obsługi do pralki.
                      > ("Wie lepiej, co jest dla ciebie dobre.")

                      Jak mnie stworzył i zna mnie lepiej niz ja siebie, i mnie kcha, to dlaczego ma
                      nie wiedziec co jest dla mnie dobre.Jest wszechmogący.

                      > Osobę można poznać tylko komunikując się z nią. W inny sposób można
                      > poznać tylko przedmiot.

                      Przeciez Bóg sie komunikuje z ludźmi.Np. poprzez wydarzenia.

                      > (Ciało człowieka, a nawet jego psychika do pewnego stopnia
                      > przypomina przedmiot. Ale jednakowoż nie jest nim.)

                      Zgadzam się w 100 %.
                      > Postulat podporządkowania się człowieka celowi zamierzonemu dlań i
                      > objawionemu przez istotę wszechwładną, która "wie lepiej", to
                      > postulat zgodzenia się przez człowieka na status przedmiotu.

                      Ale ja jestem wolnym człowiekiem.Naprawdę, mogę robic co zechcę, ale czy to jest
                      dla mnie pożyteczne?
                      Jakby ci tutaj napisać....?
                      Bóg przychodzi do tych którzy są mali, biedni, nieporadni (nie dotych co się
                      dobrze mają )i którzy szukają Go.
                      • nick3 Re: "Dom na piasku" - stoi gorzej?:) 06.12.07, 19:10
                        > Chocby dlatego, że np. posiadają więcej dzieci.
                        >...A Bóg im błogosławi i pomaga...
                        > Wiem co piszę:).

                        He, he, he!:)

                        No, gdybyś to mówił na katechezie w liceum, już miałbyś rzeszę
                        dziewcząt oazowych nabożnie wsłuchanych w mądrość Słowa!:)))

                        Tylko, że ja mój drogi tym się różnię od licealistek, że ja te
                        światobliwe rodziny znam z autopsji i wiem, jak im "Bóg błogosławi":)

                        Odważne (a raczej właśnie niemądre, jak słusznie, acz nieco
                        brutalnie, zauważa "współczesna opinia") to są w tych rodzinach -
                        kobiety. Bo to one "mają" te dzieciarnię.
                        Mówić w przypadku mężczyzny o heroicznym "mieniu" dzieci to
                        przydawanie mu chwały na wyrost, na którą nijak nie zasłużył.

                        I te kobiet rzeczywiście powtarzają sobie, że są "szczęśliwe" i
                        ze "Bóg im błogosławi".

                        Tylko, że w zderzeniu z faktami ma to posmak nieco orwellowski!

                        Tu widać, że wiara to - nowomowa. Zagadywanie niemądrego i
                        nieszczęśliwego życia oficjalnymi sloganami.

                        ("Jezus wysłuchał mojej modlitwy o mieszkanie." - Mąż, urzędnik z
                        pisowskiej protekcji, po znajomości załatwił kwaterunek nielegalnie,
                        poza kolejnością. Wielu biedniejszych czekało od dawna.

                        Fakt. Nie fikcja.)

                        Tylko "oczyma pozbawionymi łaski" można tu uczciwie zobaczyć rzecz i
                        nazwać po imieniu!


                        > Oczywiście nie ma łatwego życia, ale oczywiście możn
                        > a
                        > żyć jak egoista, tylko co to za życie?

                        Nie jest złe!:) (Mam jedno dziecko - przynajmniej mam czas je bliżej
                        poznać i nawiązać z nim bardziej osobistą więź.

                        W przeciwieństwie do chrześcijanina nie żyję po to, żeby się
                        poświęcać, by "czynić z siebie Dar", "codziennie umierać" itp.

                        Tak, piątka dzieci jest zupełnie dobrym instrumentem takiej ascezy:)

                        Ale primo: jest to instrumentalne traktowanie swoich dzieci (dla
                        realizacji własnej świętości)

                        I secundo: ci ludzie tak w kółko się sobie "darowujący", wcale nie
                        okazują się sobie zbyt bliscy, ani szczęśliwi ze sobą!

                        Powtarzam. Wiem, co mówię. Bo bacznie się przyglądam takim
                        pobożnym "wylęgarniom". Dzieje się tam dużo krzywdy!


                        Ludzie powinni mieć tyle dzieci, ilu są w stanie zapewnić bliski i
                        serdeczny kontakt - zgodnie ze swoimi możliwościami emocjonalnymi. A
                        nie "ile się da."


                        > Nie , nie.Chodzi mi o to, że nie twoje odrzucenie religii to
                        zgrzoknienie.Chodz
                        > i
                        > mi o to, że z doboru słów można wywnioskować zgorzknienie.


                        O tym "zgorzknieniu" ateistów to ja w ostatnich miesiącach już
                        któryś raz słyszę zmartwionym tonem wygłaszane frasunki
                        ewangelizatorów.

                        Macie teraz taką instrukcję?:)

                        Martw się sobą (jesteś wszak "grzesznikiem" i wcale nie wiadomo, czy
                        naprawdę masz "wiarę". Wszak "kto wierzy, nie grzeszy", n'est-ce
                        pas?:)

                        Ja - wierz lub nie - jestem nie zgorzkniały, lecz szczerze
                        niecierpiący waszego świata światobliwej manipulacji człowiekiem!


                        Na wyrażony przeze mnie konkretny i racjonalny powód, dla którego
                        uważam wiarę w Boga, "który wie lepiej" za przemoc i zło,
                        odpowiadasz epatując mnie "doberkiem" ("Bombardowanie miłością"?:)
                        (Dla iluminacji256 nie byłeś tak słodki. Zaraz wziąłeś się do
                        uczenia kobiety - "pokory":)


                        > Jak mnie stworzył i zna mnie lepiej niz ja siebie, i mnie kcha, to
                        dlaczego ma
                        > nie wiedziec co jest dla mnie dobre.Jest wszechmogący.


                        Właśnie dokładnie dlatego nie może być żadnego wszechmogacego boga,
                        że wtedy znałby mnie on do końca bez potrzeby komunikowania się ze
                        mną.

                        A to by znaczyło, że jestem przedmiotem (A Bóg zna mnie jak
                        inżynier - zrobioną przez siebie pralkę)

                        Bo tylko przedmioty można wyczerpująco poznać inaczej niż poprzez
                        komunikację.

                        nick3 napisał:
                        > > Osobę można poznać tylko komunikując się z nią. W inny sposób
                        można
                        > > poznać tylko przedmiot.


                        przemek odpowiedział:
                        > Przeciez Bóg sie komunikuje z ludźmi.Np. poprzez wydarzenia.

                        Mi nie chodzi o "byty doktrynalne", lecz o rzeczywiste życie.

                        O tym czy ja się z kimś komunikuję, wiem najlepiej ja sam. A
                        komunikacja na tym z definicji polega, że wydarza się mniej więcej
                        świadomie pomiędzy świadomymi osobami.

                        Nie przypominam sobie, by ktoś się konsultował ze mną w kwestii
                        tego, jak opisać w Biblii "prawdziwy cel mojego życia". Został on
                        tam opisany BEZ KOMUNIKACJI ze mną.

                        Nie widzę też powodu, by człowieka, który odmawia uznania tak
                        opisanego celu uważać za sprawiedliwie "godnego śmierci"
                        (tj. "grzesznego")

                        To czysta przemoc uprzedmiotowienia ubrana w słodki szantażyk
                        moralny "kochającego Boga, ktory się tak poświęcił".

                        I egzaltowanymi słowami nie da się zagadać precyzyjnych racjonalnych
                        zarzutów etycznych, które przedstawiłem.

                        To nie ja jestem brzydki, że jestem taki niemiły dla "tak dobrego
                        Boga". Tylko to chrześcijańska propaganda ("ewangelizacja") jest
                        brzydka, że sentymentalizmem i wyćwiczonym "doberkiem" oplata
                        chytrze zamaskowaną przemoc emocjonalno-moralną.

                        • przemek25121970 Re: "Dom na piasku" - stoi gorzej?:) 10.12.07, 09:42
                          nick3 napisał:

                          > > Chocby dlatego, że np. posiadają więcej dzieci.
                          > >...A Bóg im błogosławi i pomaga...
                          > > Wiem co piszę:).
                          >
                          > He, he, he!:)
                          >
                          > No, gdybyś to mówił na katechezie w liceum, już miałbyś rzeszę
                          > dziewcząt oazowych nabożnie wsłuchanych w mądrość Słowa!:)))
                          >

                          Jakby Ci tutaj napisac.
                          Też moge wyprodukować tysiące przykładów na to, że Bóg takim rodzinom pomaga.
                          Nie widziałeś wiec nie wiesz.
                        • przemek25121970 Re: "Dom na piasku" - stoi gorzej?:) 10.12.07, 09:44
                          nick3 napisał:

                          > dla "tak dobrego
                          > Boga". Tylko to chrześcijańska propaganda ("ewangelizacja") jest
                          > brzydka, że sentymentalizmem i wyćwiczonym "doberkiem" oplata
                          > chytrze zamaskowaną przemoc emocjonalno-moralną.
                          >
                          Przepraszam, czego Ty się naczytałeś? Fakty i mity, czy co?
                          wnioskuję, że jesteś bardzo zgorszony chrześcijanami....No cóż, jeżeli czujesz
                          sie lepiej od innych, to możesz ich tak osądzać.
                          • nick3 Re: "Dom na piasku" - stoi gorzej?:) 11.12.07, 20:43
                            Niczego się nie "naczytałem". Wierz lub nie, mówię z serca mojego
                            doświadczenia życiowego!

                            Ometkowująca redukcja przeciwnika do "Faktów i Mitów"? Spodziewałem
                            się czegoś więcej:)

                            > No cóż, jeżeli czujesz
                            > sie lepiej od innych, to możesz ich tak osądzać.

                            "Łapaj złodzieja!", drogi "ewangelizatorze"!

                            Kto wśród nas uważa się za "zbawionego", a swoich oponentów na za
                            nieco, by taki rzec, wybrakowanych pod tym względem?:)

                            Otóż cokolwiek by nie mówić, że "nie z nas ta moc", faktem jest, że
                            dokonuje się tu wartościowania człowieka.

                            Czy "niezbawiony" może być lepszym człowiekiem niż "zbawiony"?

                            Otóż chyba wiadomo, że to nie krytycy "ewangelizatorów" uważają się
                            za "zbawionych" przez "jedyną zbawiającą wiarę". Tylko ich rozmówcy.

                            Niejako z urzędu więc "czują się lepiej od innych". I nie zmieni tu
                            nic częstotliwość zapewnień, że "to nie z nas".

                            "Mający wiarę", "niemający wiary" to w religii ewangelizatorów jest
                            wartościowanie moralne. A nawet jedyne w ich wizji życia
                            wartościowanie człowieka!

                            Fundamentalista, choćby przyjął manierę "miłującą", nie może nie
                            wsączać do rozmowy tej deprecjacji egzystencjalnej oponentów.

                            He, he, "zgorzkniały" nick3 i "niepokorna" iluminacja256 oczywiście
                            nie byli przez nikogo osądzani:)

                            • przemek25121970 Re: "Dom na piasku" - stoi gorzej?:) 12.12.07, 08:21
                              nick3 napisał:

                              > Niczego się nie "naczytałem". Wierz lub nie, mówię z serca mojego

                              Długi wywód a nie ma wprost odniesienia do mojej wypowiedzi.:).
        • bszalacha Re: "Władza jest Miłością"? 03.12.07, 11:29
          no tak,ale księża pochodzą w b.duże mierze z rodzin stosujących
          przemoc.To też ma uzasadnienie w fakcie,że woli się wtedy widzieć
          Boga jako podobnego/usprawiedliwiać tatusia/.Nie ma się do niego
          dostępu,trzeba się wyłacznie bać kary.Z nagrodami gorzej,bo nie do
          sprawdzenia...
          • przemek25121970 Re: "Władza jest Miłością"? 03.12.07, 11:37
            bszalacha napisała:

            > no tak,ale księża pochodzą w b.duże mierze z rodzin stosujących
            > przemoc.To też ma uzasadnienie w fakcie,że woli się wtedy widzieć
            > Boga jako podobnego/usprawiedliwiać tatusia/.Nie ma się do niego
            > dostępu,trzeba się wyłacznie bać kary.Z nagrodami gorzej,bo nie do
            > sprawdzenia...

            No ale twoja wszewiedza mnie poraża. :))
            Na pewno tak sądzisz, że księża pochodzą z takich rodzin? Myślę, że średnia jest
            taka jakie rodziny są w Polsce.
            Ja znam bardzo dużo księży, ale raczej mało ich jest z rodzin rozbitych albo
            dziwnych.
            Natomiast znam ludzi z rodzin rozbitych, którym Bóg za pomocą kościoła bardzo
            pomógł.
    • titta CD 21.11.07, 18:59
      "Od wiary ważniejsze jest poczucie przynależności do grupy i rytuał.
      Do jednego i drugiego potrzebujesz wspólnoty. Ludzie są gotowi na
      wiele kompromisów, by tego nie stracić. W Polsce monopol na rytuały
      ma katolicyzm: narodziny to chrzest, ślub kościelny, pogrzeb w
      kaplicy."
      No ale w tej wypowiedzi jest klucz: Bog sie w ogole nie liczy, jest
      metafora usprawiedliwiajaca rytual. Katlicyzm powszechny = niestety
      powszechne poganstwo (kosciol sie stara aby nie stracic czlankow,
      wiec glosi sie filozofie nie Ewangelie, w w efekcie wiekszasc nie ma
      pojecia o co w ogole chodzi). Co nie znaczy, ze wsprod katolikow nie
      ma Chrzescijan.
      • titta cd. 21.11.07, 19:00
        Sm,utne to...
    • last_battle Maryja nie była spokojną kobietką 23.11.07, 11:24
      No, właśnie, powinnyśmy zacząć walczyć o swoje w polskim
      kościele.Możę warto nawiązać kontakt między kobietami, które chcą
      czegoś więcej niż sprzątania kościoła. Na początek organizujmy sobie
      wspólnego bloga, co Wy na to?
      • przemek25121970 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 23.11.07, 14:04
        last_battle napisała:

        > No, właśnie, powinnyśmy zacząć walczyć o swoje w polskim
        > kościele.Możę warto nawiązać kontakt między kobietami, które chcą
        > czegoś więcej niż sprzątania kościoła. Na początek organizujmy sobie
        > wspólnego bloga, co Wy na to?


        Witam,
        proponuje najpierw (przepraszam, że to ja piszę, grzesznik) nawrócić się a potem
        zmieniać coś w Kościele.

        Maryja była pokorną i dobrą kobietą, która zawierzyła wbrew rzeczywistości.
        Joanna Beretta Molla.
        www.voxdomini.com.pl/sw/sw1.html
        • last_battle Re: Maryja nie była spokojną kobietką 23.11.07, 15:43
          A jakie to moje grzechy znasz??? Czy mam ogólnie nawrócić się z
          feminizmu???
          • przemek25121970 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 25.11.07, 19:27
            last_battle napisała:

            > A jakie to moje grzechy znasz??? Czy mam ogólnie nawrócić się z
            > feminizmu???

            twoich grzechów nie znam.Ale na pewno brak Ci pokory. A Pan bóg twoich grzechów
            nie pamięta, wiesz? Bo Cię kocha taką jaką jesteś i nie chce twojej śmierci.
            Chcesz zmieniać Kościół, zacznij od siebie - parafrazując Św. Matkę Teresę.
            • iluminacja256 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 26.11.07, 09:07
              Własnie zaczyna od siebie. Ale zmiana nie polega na tym, zeby zaczać od sibie
              tzn pokornie zaczać jeżdzić na szmacie w kosciele. Pokora to słowo wytrych
              ZAWSZE uzywane przez ksiezy w stosunku do zakonnic. Piekielnie rzadko przez
              ksiezy w stosunku do samych siebie.

              I nie o Boga tu chodzi , a o ludzi, kolego. Tobie też brak pokory, skoro
              zarzucasz to innym.
              • przemek25121970 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 26.11.07, 09:23
                iluminacja256 napisał:

                > Własnie zaczyna od siebie. Ale zmiana nie polega na tym, zeby zaczać od sibie
                > tzn pokornie zaczać jeżdzić na szmacie w kosciele. Pokora to słowo wytrych
                > ZAWSZE uzywane przez ksiezy w stosunku do zakonnic. Piekielnie rzadko przez
                > ksiezy w stosunku do samych siebie.
                >
                > I nie o Boga tu chodzi , a o ludzi, kolego. Tobie też brak pokory, skoro
                > zarzucasz to innym.

                To że zarzucam innym brak pokory, nie świadczy że mnie brak pokory. Co innego
                akurat świadczy że mi brak pokory, ale tutaj tego nie możesz stwierdzić...:)
                Jazda na szmacie?
                I że księża rzadko stosują pokorę wobec siebie?
                Jakich Ty księży znasz?
                Bo ja takich o których Ty piszesz, znam jedynie z TV i z prasy......

                Księży których ja znam, są pokorni.Wyjeżdżają na misje i głoszą ludziom Dobrą
                Nowinę. Wyjeżdżają do Afryki, do Azji i tam oddają swoje życie...
                • meg303 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 29.11.07, 09:28
                  Ale na pewno bardziej znani są ci opływający w bizantyjski przepych i czczeni
                  przez lud jak wodzowie. Pokora to ostatnie słowa jakie do nich pasuje.

                  .
                  • przemek25121970 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 29.11.07, 15:42
                    meg303 napisała:

                    > Ale na pewno bardziej znani są ci opływający w bizantyjski przepych i czczeni
                    > przez lud jak wodzowie. Pokora to ostatnie słowa jakie do nich pasuje.
                    >
                    > .

                    Oczywiście, ale Bóg właśnie przez takich grzeszników działa...
                    Nie jest to dziwne, że Bóg się nimi nie brzydzi? Brzydzi się grzechem, ale nie
                    ludźmi. Wiec módl się za ten Kościół.
                    Dobrze że on nie jest Kościołem moim ani Twoim, tylko Chrystusa.
              • przemek25121970 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 26.11.07, 12:20
                iluminacja256 napisał:

                > Własnie zaczyna od siebie. Ale zmiana nie polega na tym, zeby zaczać od sibie
                > tzn pokornie zaczać jeżdzić na szmacie w kosciele. Pokora to słowo w


                Tutaj jest bardzo dobry tekst na ten temat:

                www.mateusz.pl/wdrodze/nr410/10.htm
                • nick3 I ja mam coś dla ciebie, świątobliwy milusiu... 28.11.07, 03:10
                  Stronka o paradokumencie Petera Mullana "Siostry Magdalenki" z
                  kilkoma zaledwie fragmentami wspomnień z tych katolickich obozów
                  koncentracyjnych dla dziewcząt (po obejrzeniu tego 100% wiarygodnego
                  filmu nie zamierzam cofnąć tego słowa).

                  www.magdalenki.spinka.pl/wspomnienia.html
                  Rzecz zakończyła się dopiero w połowie lat 90-tych!

                  Kilkadziesiąt tysięcy irlandzkich dziewcząt w czasach naszego życia
                  przez to przeszło.

                  Kościół (zwłaszcza w Irlandii) milczy o tym filmie.
    • jezyk7 Maryja nie była spokojną kobietką 23.11.07, 15:58
      Bardzo mi się podobał ten artykuł!

      Pozdrawiam,

      jezyk7
    • korozain Sprostowanie 25.11.07, 01:31
      zapraszam na stronę
      korozain.wordpress.com/2007/11/25/maryja-nie-byla-spokojna-kobietka-wysokie-obcasy-2007-11-12/
      do zapoznania się ze sprostowaniem tego tekstu oraz do dalszej dyskusji
      • iluminacja256 Re: Sprostowanie 25.11.07, 18:51
        Czy jesteś autorem tekstu w "Wysokich Obcasach" - biorąc pod uwagę to, ze
        formułujesz sprostowanie?
      • nick3 Własnej doktryny pan nie zna, panie Inkwizytorze? 28.11.07, 01:34

        W przypadku konfliktu pomiędzy nakazami dogmatów ex cathedra a
        głosem własnego sumienia (które w myśl doktryny katolickiej jest
        oczywiście w takiej sytuacji "sumieniem błędnym") katolik (jak każdy
        inny człowiek) ma obowiązek - tak naucza taż sama doktryna
        katolicka - podążać za własnym sumieniem! Choć jest błędne!

        Czy to możliwe, bym ja, skromny kacerz, musiał przypominać panu
        Inkwizytorowi katolicką doktrynę moralną!?
    • forma-listka Maryja nie była spokojną kobietką 30.11.07, 12:56
      Zgadzam się szczególnie ze stwierdzeniem o niedouczeniu i bufonadzie
      naszych księży!W ogóle nie dopuszczają do żadnej dyskusji np. na
      lekcjach religii, bo nie są przygotowani do odpowiadania na pytania
      dociekliwych uczniów. Z nikim zresztą nie dyskutują, co najwyżej
      nakazują i wymagają. Jestem z wychowania katoliczką ,a z przekonania
      feministką. Nie wiem do której grupy się kwalifikuję, ale wcale mnie
      to nie martwi. Uważam że antykoncepcja powinna być obowiązkowa,
      aborcja dopuszczalna, zapłodnienie in,vitro dofinansowane ze środków
      NFZ. Gdyby rozwój nauki zależał od kościoła, żylibyśmy jeszcze
      pewnie w jaskiniach. A tak w ogóle to w kościele za dużo czepiania
      się "dupy Maryny". Pozdrawiam. Aha, mam 56 lat i sporo już widziałam.
      • przemek25121970 Re: Maryja nie była spokojną kobietką 03.12.07, 08:48
        forma-listka napisała:

        > Zgadzam się szczególnie ze stwierdzeniem o niedouczeniu i bufonadzie
        > naszych księży!W ogóle nie dopuszczają do żadnej dyskusji np. na
        > lekcjach religii, bo nie są przygotowani do odpowiadania na pytania
        > dociekliwych uczniów. Z nikim zresztą nie dyskutują, co najwyżej
        > nakazują i wymagają. Jestem z wychowania katoliczką ,a z przekonania
        > feministką. Nie wiem do której grupy się kwalifikuję, ale wcale mnie
        > to nie martwi. Uważam że antykoncepcja powinna być obowiązkowa,
        > aborcja dopuszczalna, zapłodnienie in,vitro dofinansowane ze środków
        > NFZ. Gdyby rozwój nauki zależał od kościoła, żylibyśmy jeszcze
        > pewnie w jaskiniach. A tak w ogóle to w kościele za dużo czepiania
        > się "dupy Maryny". Pozdrawiam. Aha, mam 56 lat i sporo już widziałam.

        Proszę się cieszyć, że są jeszcze uniwersytety, które bronią tradycyjnych
        wartości, takich jak np. życie, bo gdyby nie one, już by Panią dawno zaliczono w
        poczet osób do eutanazji.
        • nick3 Żałosna demagogia, przemku... 04.12.07, 23:48
          > bo gdyby nie one, już by Panią dawno zaliczono
          > w
          > poczet osób do eutanazji.


          W Holandii też sięga moc tych "uniwersytetów"?:)

          Bo tak się składa, że jest tam o wiele mniej przypadków śmierci osób
          starszych z powodu zaniechania leczenia niż w Polsce (a to wcale nie
          jest "eutanazja" tylko rodzaj zabójstwa wbrew woli!)

          System ubezpieczeń w Polsce działa tak niewydolnie, że kosztowne
          terapie są dla ludzi powyżej 60-ego roku życia praktycznie
          niedostępne (i to są oficjalne rozporządzenia! w "katolickim
          kraju"!:) (Chyba że sobie ktoś sam zapłaci...)

          Więc nie strasz demagogicznie "zaliczaniem w poczet osób do
          eutanazji".

          Bo to kłamstwo.

          W Europie czegoś takiego nie ma.

          A w Polsce jak widzisz - jest.


          Może twoje "uniwersytety" pełne "wartości" coś robią w tej sprawie?:)
          • przemek25121970 Re: Żałosna demagogia, przemku... 05.12.07, 12:06
            nick3 napisał:

            > > bo gdyby nie one, już by Panią dawno zaliczono
            > > w
            > > poczet osób do eutanazji.
            >
            >
            > W Holandii też sięga moc tych "uniwersytetów"?:)
            >
            > Bo tak się składa, że jest tam o wiele mniej przypadków śmierci osób
            > starszych z powodu zaniechania leczenia niż w Polsce (a to wcale nie
            > jest "eutanazja" tylko rodzaj zabójstwa wbrew woli!)

            Rozumiem, że chcesz jedna patologią tłumaczyć druga patologię?
            Eutanazja jest zła, jak tak samo niedbałość o życie ludzkie w inny sposób.

            >
            > System ubezpieczeń w Polsce działa tak niewydolnie, że kosztowne
            > terapie są dla ludzi powyżej 60-ego roku życia praktycznie
            > niedostępne (i to są oficjalne rozporządzenia! w "katolickim
            > kraju"!:) (Chyba że sobie ktoś sam zapłaci...)

            No wiec tak. Jak Kościół sygnalizuje patologię to się go krytykuje za to że się
            wtrąca do polityki, a jak nic nie mówi, to się ma do niego o to pretensje.

            > Więc nie strasz demagogicznie "zaliczaniem w poczet osób do
            > eutanazji".
            >
            > Bo to kłamstwo.

            Nie klamstwo, tylko chrześcijanin nie podda Pani eutanazji.

            > W Europie czegoś takiego nie ma.

            Jest, jest.
            > A w Polsce jak widzisz - jest.

            Eutanazja? Pewnie że jest.
            > Może twoje "uniwersytety" pełne "wartości" coś robią w tej sprawie?:)

            Bardzo dużo robią, tylko że to nie są popularne rzeczy, żeby o nich było głośno
            w mediach popularnych.W GW tego sie nie przeczyta.
            • nick3 Eutanazja 05.12.07, 12:51
              To zakaz eutanazji jest złem, a nie eutanazja.

              Chrześcijanie dla swojego komfortu moralnego, "aby nie narazić
              własnej duszy" - "chronią Życie", a w rzeczywistości robią coś
              bardzo okrutnego.

              Sparalizowany chłopak (w Polsce), który przez lata walczył o prawo
              do eutanazji, stał się głośny, kiedy napisały o nim na pierwszych
              stronach gazety.

              Wobec realnej sytuacji - zaden ksiądz nie miał odwagi do niego
              podejść i opowiadać mu o "świętości życia".

              Pomyśl nad tym.

              W końcu Kościół poczuł się zmuszony do jakiegoś działania i któraś
              organizacja zrobiła na chłopaka zbiórkę.

              Podobno znaleźli się ludzie gotowi mu towarzyszyć (niekoniecznie
              chyba z motywacji religijnej. Zaprzyjaźnił się z ludźmi przez
              internet.)

              Ale chłopak nie zaprzestał swojej kampanii o prawo do eutanazji.

              Dla innych.


              Pomyśl o tym, zanim napiszesz "eutanazja jest zła".


              > > A w Polsce jak widzisz - jest.
              >
              > Eutanazja? Pewnie że jest.

              Moja uwaga: to nie jest eutanazja! Nie zmieniajmy słownikowego
              znaczenia słowa. To, co jest w Polsce, to jest zaniechanie ratowania
              ludzi.


              > > Może twoje "uniwersytety" pełne "wartości" coś robią w tej
              sprawie?:)
              >
              > Bardzo dużo robią, tylko że to nie są popularne rzeczy, żeby o
              nich było głośno
              > w mediach popularnych.W GW tego sie nie przeczyta.

              Bardziej popularne jest wystawanie z pikietami pod domem Alicji
              Tysiąc i nękanie jej dzieci, tak że boją się wychodzić z domu, a
              kobieta jest bliska samobójstwa? (Bo na dodatek ona naprawdę
              straciła ten wzrok przy porodzie i teraz nie ma za co żyć.
              A tu jeszcze niedobrzy ludzie, mieniący się "obrońcami Życia",
              uwzięli się by ją złamać psychologicznie i nękają ją, stojąc pod
              domem.)

              • przemek25121970 Re: Eutanazja 05.12.07, 13:27
                nick3 napisał:

                > To zakaz eutanazji jest złem, a nie eutanazja.

                Jeżeli twoje sumienie tak mowi, no to co mnie do twojego sumienia?
                Zadaj sobie pytanie: Lepiej życie ocalić czy zabić?
                >
                > Chrześcijanie dla swojego komfortu moralnego, "aby nie narazić
                > własnej duszy" - "chronią Życie", a w rzeczywistości robią coś
                > bardzo okrutnego.
                >
                > Sparalizowany chłopak (w Polsce), który przez lata walczył o prawo
                > do eutanazji, stał się głośny, kiedy napisały o nim na pierwszych
                > stronach gazety.
                >
                > Wobec realnej sytuacji - zaden ksiądz nie miał odwagi do niego
                > podejść i opowiadać mu o "świętości życia".

                Nie wiem czy u Niego nie było żadnego księdza. Do pewnych rzeczy dorasta się
                samemu.Mogę dać kilka przykładów na to, jak ludzie z pokorą znoszą swoje
                kalectwo. Jest to możliwe tylko będąc wierzącym.Bez wiary się nie da.Ale proszę
                mnie nie zmuszać do tego bym uznał, że zabicie człowieka nie jest zabiciem.Bo jest.

                > Pomyśl nad tym.
                >
                > W końcu Kościół poczuł się zmuszony do jakiegoś działania i któraś
                > organizacja zrobiła na chłopaka zbiórkę.
                >
                > Podobno znaleźli się ludzie gotowi mu towarzyszyć (niekoniecznie
                > chyba z motywacji religijnej. Zaprzyjaźnił się z ludźmi przez
                > internet.)
                >
                > Ale chłopak nie zaprzestał swojej kampanii o prawo do eutanazji.
                >
                > Dla innych.
                >
                >
                > Pomyśl o tym, zanim napiszesz "eutanazja jest zła".

                Oczywiście że jest zła. Patrz wyżej..

                > > > A w Polsce jak widzisz - jest.
                > >
                > > Eutanazja? Pewnie że jest.
                >
                > Moja uwaga: to nie jest eutanazja! Nie zmieniajmy słownikowego
                > znaczenia słowa. To, co jest w Polsce, to jest zaniechanie ratowania
                > ludzi.

                Zaniechanie ratowania ludzi tez jest złem.Jakbyśmy je nie nazwali.

                >
                > > > Może twoje "uniwersytety" pełne "wartości" coś robią w tej
                > sprawie?:)
                > >
                > > Bardzo dużo robią, tylko że to nie są popularne rzeczy, żeby o
                > nich było głośno
                > > w mediach popularnych.W GW tego sie nie przeczyta.
                >
                > Bardziej popularne jest wystawanie z pikietami pod domem Alicji
                > Tysiąc i nękanie jej dzieci, tak że boją się wychodzić z domu, a
                > kobieta jest bliska samobójstwa? (Bo na dodatek ona naprawdę
                > straciła ten wzrok przy porodzie i teraz nie ma za co żyć.
                > A tu jeszcze niedobrzy ludzie, mieniący się "obrońcami Życia",
                > uwzięli się by ją złamać psychologicznie i nękają ją, stojąc pod
                > domem.)
                >

                Ja niewystawałem:) I nie zamierzam. Robię zupełnie coś innego w tym celu. Jakby
                mi przyszło rozmawiać z Pania Tysiąc nie osądzałbym jej. Co nie znaczy, że bym
                popierał zło. Bo to nie to samo znaczy.
                Mówił bym jej o miłości Boga do Niej.O moich doświadczeniach istnienia Boga,
                jego prawdziwej, darmowej miłości do mnie. grzesznika.I że Bóg jej nie odrzuca,
                nie gorszy sie jej grzechami.
                • nick3 "Obrona życia" - nic moralnego! 06.12.07, 18:13
                  Jesteś hipokrytą, stary, a myślisz, że jesteś świętym
                  (oczywiście "pokornym grzesznikiem":)

                  Udajesz, że nie rozumiesz tego, co do ciebie napisano. Co pozwala ci
                  z namaszczeniem moralizować "... jest złem", "Życie... Życie..."

                  No, toż ja ci powiedziałem: spójrz na to "życie" konkretnie, a nie
                  delektuj się patosem Wartości.

                  A ty udajesz, że nie rozumiesz:

                  > Nie wiem czy u Niego nie było żadnego księdza

                  Był (bo w szpitalu jest ksiądz bodaj z urzędu). Tylko bał się do
                  niego podejść, bo gadka chrześcijańska jest życiowym kłamstwem.

                  I to dlatego właśnie nie mógł podejść. Choć był tam codziennie.

                  A teraz wkleję post, który pojawił się na onecie przy okazji
                  dyskusji wokół śmierci Terri Schiavo.

                  Może on pozwoli ci uświadomić sobie, jakie to "dobro" czynisz,
                  kiedy "niezłomnie" powtarzasz, że "zło jest złem".

                  Zrozum, nikt ci nie broni heroicznie trwać przy życiu w najsroższych
                  mękach (zwracam tylko dyskretnie uwagę, że wyraźnie łatwiej robi się
                  to nim nadejdą.)

                  Ale, do cholery, nie zmuszajcie do tego innych ludzi prawnie, bo to
                  jest s...syństwo!!!

                  Post "twojego sumienia":

                  {*}

                  Prosze o wybaczenie osób które zostaną urażone tym co napisze nie
                  chce urazic nikogo chce wyrazic swoje zdanie.   Zyłem z osoba która
                  umierała na raka przez 4 lata byłem z ta osoba codziennie, widziałem
                  naprawde straszne rzeczy gdzie morfina staje sie ąrodkiem
                  zdecydowanie obojetnym dla organizmu i ból zaczyna brać góre. Prosze
                  nie wypowiadajcie sie na temat skrócenia życia nie majac o tym
                  zielonego pojecia. Bo wystarczy tylko jedno spojrzenie w oczy osobie
                  cierpiacej tak straszliwe bóle sprawi ze diametralnie przeciwnicy
                  zmienia zdanie. A najgorsze jest to ze o tym czy mozna skócic
                  cierpienie decyduja ludzie którzy nigdy w zyciu nie doswiadcza tego
                  ze ktos bliski umiera w domu bo stac ich na to by umierali godnie w
                  szpitalu z najlepsza opieką. Sam jezeli bym miał siłe
                  odebrałbym  sobie zycie. Nie poruszajcie tez kwestii wiary bo Bóg
                  widzac to cierpienie nie powinien zezwolic na takie męczarnie, Jezus
                  cierpiał tylko 1 dzień moja ksieżniczka konała 4 lata. Dziekuje.


                  ~twoje sumienie, 2005-03-21 19:26




                  • przemek25121970 Re: "Obrona życia" - nic moralnego! 10.12.07, 09:40
                    nick3 napisał:

                    > Jesteś hipokrytą, stary, a myślisz, że jesteś świętym
                    > (oczywiście "pokornym grzesznikiem":)

                    Oczywiście że jestem hipokrytą.Zapewniam Cię, że wszystko co o mnie napiszesz
                    będzie prawdą. Ale ja o tym wiem! I mogę do Boga wołać o pomoc!

                    >
                    > Udajesz, że nie rozumiesz tego, co do ciebie napisano. Co pozwala ci
                    > z namaszczeniem moralizować "... jest złem", "Życie... Życie..."
                    >
                    > No, toż ja ci powiedziałem: spójrz na to "życie" konkretnie, a nie
                    > delektuj się patosem Wartości.

                    Właśnie patrze na życie konkretnie.Właśnie smierć i cierpienie jest
                    konkretem.Czy jesteś chrześcijaninem czy nie i tak będziesz cierpiał.
                    Ale cierpiąc patrząc na Krzyż Chrystusa jest czymś innym niż normalnie cierpienie.
                    wiesz, mnie wkurza nawet zwykły ból zęba, ale jak widziałem, że można
                    nieśc swoje zycie pełne cierpienia fizycznego to uwierzyłem.Bo widziałem!
                    > A ty udajesz, że nie rozumiesz:
                    >
                    > > Nie wiem czy u Niego nie było żadnego księdza
                    >
                    > Był (bo w szpitalu jest ksiądz bodaj z urzędu). Tylko bał się do
                    > niego podejść, bo gadka chrześcijańska jest życiowym kłamstwem.

                    Ja nie interperetuje tego dlaczego tego ksiedza tam nie było -nie wiem. MOże
                    się bał? No i co z tego że się bał. Jest człowiekiem i też sie boi. Dziwne? Dla
                    mnie nie.

                    > I to dlatego właśnie nie mógł podejść. Choć był tam codziennie.
                    >
                    > A teraz wkleję post, który pojawił się na onecie przy okazji
                    > dyskusji wokół śmierci Terri Schiavo.
                    >
                    > Może on pozwoli ci uświadomić sobie, jakie to "dobro" czynisz,
                    > kiedy "niezłomnie" powtarzasz, że "zło jest złem".
                    >
                    > Zrozum, nikt ci nie broni heroicznie trwać przy życiu w najsroższych
                    > mękach (zwracam tylko dyskretnie uwagę, że wyraźnie łatwiej robi się
                    > to nim nadejdą.)
                    >
                    > Ale, do cholery, nie zmuszajcie do tego innych ludzi prawnie, bo to
                    > jest s...syństwo!!!

                    Trzeba mieć wiarę.Ot co!


                    • nick3 Re: "Obrona życia" - nic moralnego! 11.12.07, 20:47
                      przemek25121970 napisał:
                      > Trzeba mieć wiarę.Ot co!

                      nick3 napisał:
                      > > Zrozum, nikt ci nie broni heroicznie trwać przy życiu w
                      najsroższych
                      > > mękach (zwracam tylko dyskretnie uwagę, że wyraźnie łatwiej robi
                      się
                      > > to nim nadejdą.)
                      > >
                      > > Ale, do cholery, nie zmuszajcie do tego innych ludzi prawnie, bo
                      to
                      > > jest s...syństwo!!!


                      Przemku, ja naprawdę nie wiem, co mogę tu napisać więcej...
                      • przemek25121970 Re: "Obrona życia" - nic moralnego! 12.12.07, 08:24
                        nick3 napisał:

                        > przemek25121970 napisał:
                        > > Trzeba mieć wiarę.Ot co!
                        >
                        > nick3 napisał:
                        > > > Zrozum, nikt ci nie broni heroicznie trwać przy życiu w
                        > najsroższych
                        > > > mękach (zwracam tylko dyskretnie uwagę, że wyraźnie łatwiej robi
                        > się
                        > > > to nim nadejdą.)
                        > > >
                        > > > Ale, do cholery, nie zmuszajcie do tego innych ludzi prawnie, bo
                        > to
                        > > > jest s...syństwo!!!
                        >
                        >
                        > Przemku, ja naprawdę nie wiem, co mogę tu napisać więcej...


                        Jest taka bardzo dobra książka pt "ABC Chrześcijaństwa"......

                        Nie wyrywaj słów z kontekstu.

                        Łatwiej sie idzie przez życie mając wiarę. Śmierć każdego człowieka czeka, czy
                        wierzącego czy nie.

    • cygan37 Maryja nie była spokojną kobietką 06.12.07, 20:45

      Maryja jest tyle samo Matką Boską jak K M B - Kasperem, Melchiorem i Baltazarem.
      Nie Maryja lecz Miriam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka