Dodaj do ulubionych

Listy do redakcji

28.11.07, 16:00

Nie pierwszy raz widać, że najtrwalszą i najmocniejszą podporą
systemu niewolniczego są jedni niewolnicy pilnujący drugich.

Brońmy swojego (i innych!) prawa do szczęścia.

To doprawdy nie jest tak pewne, jak się słyszy, że gdyby ludzie
kierowali się w tej materii nieuprzedzonym, indywidualnym
pragnieniem spełnienia, doprowadziłoby to do powszechnego poranienia
i nieszczęść.

(A teraz to niby co mamy? "Większość ludzi wiedzie życie w cichej
rozpaczy" (Thoreau), o której nie chce wiedzieć, a społeczeństwo
dostarcza jej dobrych ucieczek od tej wiedzy (praca, rodzina,
prestiż, dewocja, pieniądze etc.)

W rzeczywistości system wpojonych nam ocen, którymi niemal
automatycznie ranimy się nawzajem, fałszywe ideały "miłości
prawdziwej" (które każą nam podejrzliwie patrzeć właściwie na
wszystko w miłości, co nie jest społeczną formą!) oraz nadmiernie w
naszej kulturze rozrośnięta zazdrość, do której obyczajowość wręcz
zachęca (by nie powiedzieć, że wymusza) jako do uczucie
rzekomo "najnaturalniejszego" - wszystko to
kaleczy nas bardziej niż wszystkie możliwe cierpienia
nieodwzajemnionej miłości razem wzięte!

Te ostatnie są dotkliwe i ostre, ale przynajmniej jasne, czym dają
cierpiącym poczucie doniosłości własnego życia.

Cierpienia związane z urazą, wstrętem, winą i poniżeniem, którymi
okupywany jest obecny system - tego bynajmniej nie dają!

Nie daje tego też - cierpienie najpowszechniejsze w życiu takiego
społeczeństwa, choć nienazwane: rezygnacja.
Obserwuj wątek
    • mbiedrzycka Listy do redakcji 01.12.07, 17:35
      Witam,
    • minka55 Listy do redakcji 07.12.07, 08:49
      Rok temu myślałam jak FEMINISTKA - POZYTYWISTKA. Kiedy dowiedziałam się, ze
      zostałam wciśnięta w rolę zdradzanej żony, starałam się realizować wzorzec typu:
      "to on mi obiecywał, nie jego kochanka". Podjęłam walkę, trudną i nierówną,
      jesteśmy razem.
      Jesteśmy razem, a ja układam siebie na nowo.Udaje sie to lepiej lub gorzej,
      nie ukrywam,że najtrudniej jest odbudować poczucie własnej wartości i
      atrakcyjności.
      Po lekturze listów z WO z dnia 1 grudnia 2007 roku wiem, że nikt nie zrozumie
      cię tak bardzo, jak inna kobieta i tzw."otoczenie":
      "co z Tobą jest nie tak, że On musiał i chciał znależć mnie?", "nie życzę Ci
      żle, więc proszę, zastanów się nad sobą", "Co dała mu kochanka, czego Ty nie
      dałaś" "więcej wyrozumiałosci dla kochanki, krytycyzmu wobec siebie i generalnie
      więcej miłości"
      Nie ma sprawy: jestem KOBIETĄ WIELOZADANIOWĄ - żoną, matką, kucharką, damą,
      dziwką i wydajnym pracownikiem roku. Atrakcyjną, zadbaną i mądrą. Jako szanowna
      żona dysponuję potomstwem i pralką....
      Nie ma to jak BYĆ KOBIETĄ W POLSCE....
      "kiedy ty wreszcie zdechniesz", idealistko....
      • winka53 Re: Listy do redakcji 13.01.08, 11:02
        Temat stary jak swiat!Ale zawsze interesujacy,bo wciaz i wciaz
        na...czasie,bo takie jest zycie.
        Nie zgadzam sie z tzw."przysiegami"-KOMU TO POTRZEBNE ??
        Zyjemy tak jak chcemy,a ze wszystko sie konczy....coz,bo jak madrze
        ktos powiedzial NICZEGO NIE MAMY NA ZAWSZE !Jakie to wymowne.
        Pozdrawiam.
        • mark.parker Bezczelność nałożnic 14.01.08, 21:55
          Swiadomie użyłem tego nieco archaicznego słowa w stosunku do kobiet, które są
          pozbawione wszelkich zasad moralnych, a za winne zdrady mężów uważają przede
          wszystkim zdradzane żony. Rozumiałbym te kochanki, gdyby facet nie przyznał się,
          że nie jest żonaty. Mogłyby wtedy powiedzieć "A skąd miałam wiedzieć?" Jednak
          dowiedziawszy się o stanie cywilnym kochanka, mogłyby z nim zerwać, ponieważ
          krzywdzą nie tylko kobietę, której ślubował wierność, ale i jego dzieci.
          Nałożnice nie zauważają w swojej bezczelności, że mają o sobie nienajlepsze
          mniemanie i zadowalają się towarem z drugiej ręki - facetem, który i od nich
          odejdzie, kiedy mu się znudzą. Wtedy i one będą się go kurczowo trzymały i będą
          miały pretensje do swojej następczyni. A może powinny do siebie? Wg własnych
          kryteriów nie były mu w stanie dać szczęścia, więc są w jakiś sposób ułomne i
          niepełnowartościowe. Boli? Powinno. A może nie boli, bo kobieta "przechodnia"
          powinna być przyzwyczajona do tego, że jest jedynie przejściową rozrywką. Takie
          kobiety łatwo znaleźć pod latarnią. Natomiast żonom radziłbym takich facetów po
          prostu spuścić. Niech płacą wszelkie możliwe alimenty. Niech takiego łachudrę
          utrzymuje ta, która go "lepiej rozumie" i tarza się z nim w liściach. Niech mu
          pierze śmierdzące gacie i skarpety. Niech jego dzieci wiedzą, że ich ojciec to
          szuja. Niech odpowiada za swoje wyskoki. Nie twierdzę, że wszystkie żony to
          anioły i że mąż nie może mieć ich dość. Czy jednak rzeczywiście potrzebny jest
          tchórz, który nie potrafi powiedzieć "Wiesz co, kochanie, nasz związek nie
          spełnia moich oczekiwań i byłoby lepiej, gdybyśmy się rozstali w cywilizowany
          sposób". Trudno - pod tym względem mam konserwatywne poglądy.
          • norymberga3 Grubo przesadzasz, 18.01.08, 12:51
            ale jakieś ziarno prawdy w tym jest, co piszesz. Z niesmakiem czytam, kiedy
            kochanki obrzucają błotem żony swoich facetów i insynuują im, że one same winne
            są rozpadowi ich małżeństw. Kochanki są oczywiście zorientowane najlepiej, jak
            się małżonkom układa... obiektywnie i uczciwie informowane przez wiarołomnych.
            Każdy chce mieć czyste ręce oraz sumienie i tarzać się po łące w jesiennych
            liściach...
      • zdradzona27 Re: Listy do redakcji 13.01.10, 11:55
        minka55 napisała:

        > Rok temu myślałam jak FEMINISTKA - POZYTYWISTKA. Kiedy dowiedziałam się, ze
        > zostałam wciśnięta w rolę zdradzanej żony, starałam się realizować wzorzec typu
        > :
        > "to on mi obiecywał, nie jego kochanka". Podjęłam walkę, trudną i nierówną,
        > jesteśmy razem.
        > Jesteśmy razem, a ja układam siebie na nowo.Udaje sie to lepiej lub gorzej,
        > nie ukrywam,że najtrudniej jest odbudować poczucie własnej wartości i
        > atrakcyjności.
        > Po lekturze listów z WO z dnia 1 grudnia 2007 roku wiem, że nikt nie zrozumie
        > cię tak bardzo, jak inna kobieta i tzw."otoczenie":
        > "co z Tobą jest nie tak, że On musiał i chciał znależć mnie?", "nie życzę Ci
        > żle, więc proszę, zastanów się nad sobą", "Co dała mu kochanka, czego Ty nie
        > dałaś" "więcej wyrozumiałosci dla kochanki, krytycyzmu wobec siebie i generalni
        > e
        > więcej miłości"
        > Nie ma sprawy: jestem KOBIETĄ WIELOZADANIOWĄ - żoną, matką, kucharką, damą,
        > dziwką i wydajnym pracownikiem roku. Atrakcyjną, zadbaną i mądrą. Jako szanowna
        > żona dysponuję potomstwem i pralką....
        > Nie ma to jak BYĆ KOBIETĄ W POLSCE....
        > "kiedy ty wreszcie zdechniesz", idealistko....
        Zgadzam się z Tobą w 100
        Ja sama własnie to przeżywam. Przed Świętami mąż oznajmił mi, że ma kochanke i ją bardzo kocha a ze mną nie chce już być-odchodzi%. To był dla mnie szok. A większym szokiem był fakt kim ona jest. Okazało się bowiem że to jego siostry rodzonej męża siostra rodzona. Mało tego rok wcześniej chodziła z moim bratem. Sama w moim wieku, dwójka dzieci jak u mnie, po rozwodzie (mąż przyłapał ją na zdradzie jak wrócił z zagranicy). Kobieta jak uważa większość znających ją ludzi jako "łatwa". Jej matka siedzi w domu i pilnuje jej dzieci a ona lata po barach i szuka wrażeń.
        Już wcześniej widziałam że próbuje z nim flirtować ale przecież to mój mąż - przecież byłam pewna że on by nie mógł, kto jak kto ale nie on. I tu sie pomyliłam. Jak wracał z pracy zajeżdzał do pobliskiego baru a ona prawie zawsze tam była( tak jakby czekała). Rozmawiali i pili piwo aż wreszcie się upił i Bzykną ją w jej samochodzie. Coraz częsciej nie wracał do domu.
        W tym czasie ja siedziałam w domu czekając z obiadkiem. Dodam, że byłam w 6 miesiącu ciąży z naszym drugim dzieckiem.
        Ja nie chciałam mieć już więcej dzieci bo jestem ciężko chora i ciąża dla mnie to duże ryzyko ale on tak barzdzo chciał więc stało się.
        Po narodzinach naszej córeczki oznajmiłmi swoją decyzję. ale już po dwóch miesiącach prosił o wybaczenie. Przysięgał że z nią to już koniec. A stało się tak , że 3 razy odchodził i 3 razy wracał do mnie. Teraz NARAZIE JEST W DOMU ALE NIE JEST TAK JAK KIEDYŚ BYŁO, JEST INACZEJ.
        Mam do niego żal o to co zrobił, ale jej szczerze nienawidzę, dlamnie to nikt inny tylko dziwka, szmata i ku...szon. Znała mnie i wiedziała że jestem w ciąży a mimo to zrobiła to co zrobiła. Na urodzinach u mojego męża szwagra a jej brata bezczelnie patrzyła mi w oczy, rozmawiała i ptała jak się czuję. Trzeba mieć tupet. Ja jestem osobą z reguły opanowaną ale nie ręcze za siebie jak ją spotkam bo mogę napluć jej w twarz. Kończąc przydługą myśl - Dla mnie kochanka to osoba upadła która nie potrafi znaleść sobie wolnego faceta i leci na zajętych
        • joeys Re: Listy do redakcji 24.05.10, 17:56
          Dla mnie kochanka to os
          > oba upadła która nie potrafi znaleść sobie wolnego faceta i leci
          na zajętych

          sama chyba jestes upadla i to na glowe. mysle, ze nie masz pojecia o
          czym mowisz. chlop nie jest bezwolna kukla co go laska (updla
          kochanka) ciagnie i nie puszcza. wszystko brednie. wiekszosc
          kochanek doskonale wie ze sa tylko kochankami. i wcale nie mamy ( a
          tak, bywam kochanke i cenie sobie ten status) ani nadziei ani ochoty
          aby ten nasz kochanek z nami zostawal za dlugo. bo nie chce byc z
          kims kto ze mna zdradzal, bo mnie tez zdradzi a wcale nie chce byc
          zdradzona. a on powinien wiedziec najlepiej co robi. ja np jestem
          bardzo otwarta w sytuacji kochanki - jak sie dowiaduje ze chlop ma
          zone czy inny ogon to mowie uczciwie: to twoja zona nie moja, ty
          zdecyduj. jeszcze mi sie nie zdarzylo zeby powiedzial o nie to wole
          zone. a co mnie obchodzi ze on swoja zonke zdradza. ja nikogo nie
          zdradzam - i nigdy nie zdradzilam - a jesli ktos byl na tyle
          bezczelny zeby zdradzic mnie - a byl - to zostal wyrzuciny za drzwi
          z hukiem. bo po co mi taki. po co mi chlop, ktory mnie nie kocha. bo
          jesli sie puszcza to znaczy ze nie jest ze mna szczesliwy. i ja z
          nim tez nie bede. nie ma reperowania zwiazkow. nie istnieje zwiazek
          po zdradzie. ile kobiet moze powiedziec - ufam mojemu mezowi choc
          mnie zdradzil... 0%. null. nic. zadna. ot co. bo nawet jak wychodzi
          do sklepu to sobie mysli taka zdradzona zona - o na pewno po drodze
          wpadnie i przeleci sasiadke.

          tak, szanowni panstwo. wina zawsze jest po stronie zdradzajacego.
          chyba ze wyszlyscie panie za pana ubezwlasnowolnionego. w innym
          przypadku nie ma uzadnienia dla obwiniania kochanki.

          pozdrawiam kochanki.
          a.
          • klara551 Re: Listy do redakcji 02.11.10, 14:53
            Wygłosiłaś piękny pean ku czci własnego egoizmu. Ona,czyli żona upadła na głowę,chłop ma mieć to na co ma ochotę,a ty? Ty bierzesz co chcesz,na chwilę,a jak się znudzi lub zdradzi wyrzucasz. Traktujesz chłopa jeszcze gorzej niż zona,bo jako zabawkę,co ma tylko spełniać twoje zachcianki. Odmieniłaś wyraz ja przez wszystkie przypadki i nic z tego,że pokazałaś tylko swój egoizm nie wynika. Sama boisz się normalnego związku z jego problemami,ryzykiem,więc wolisz udawać tą niezależną,zdobywaną i za przeproszeniem to,że masz chłopa w łóżku wystarcza ci,że czujesz się lepsza od tych zdradzanych żon. Na starość zostanie ci samotność ,pusty dom i ewentualnie,gdy uroda przeminie mechaniczny przyrząd do uciszenia popędu seksualnego. To coś się nie zestarzeje,nie nosi gaci i skarpet,nie zachoruje,a baterie kupisz w każdym sklepie,ewentualnie zmienisz na nowszy model. Powodzenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka