Dodaj do ulubionych

Grypa w kurzej piersi

03.02.09, 14:21
DLACZEGO DO CHOLERY NIE WPROWADZONO JESZCZE TESTÓW BAKTERYJNYCH W PLACÓWKACH
SŁUŻBY ZDROWIA!!!!!!!!!!!!?????????? Idąc do lekarza wiadomo by było czy ma
się infekcję bakteryjną czy wirusową, czyli czy antybiotyk potrzebny czy nie?
Coś tu śmierdzi spiskiem koncernów, stracili by masę kasy na niesprzedanych
antybiotykach!!!!
Obserwuj wątek
    • nett1980 Re: Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 15:38
      Proste, bo to kosztuje. Idac za przykladem znajomego lekarza, jak
      dziecku cos jest powaznego, goraczka, kaszel itp., to robimy wymaz z
      buzi i patrzymy co mu tam w buzi szaleje. Chodzi do zerowki,
      antybiotyk bral do tej pory 2 razy w zyciu.
      Ja tez biore rzadko, moze raz na jakies 14 lat, tylko wtedy, gdy
      jestem pod sciana. Ostatnio, gdy wzielam (2 lata temu) to antybiotyk
      odebral mi sily zyciowe na wiele tygodni. Fakt faktem, ze pomogl
      przy ciezkiej chorobie oskrzeli.
      • vharia Re: Grypa w kurzej piersi 07.02.09, 09:40
        ...i nie przeszło Ci do głowy, że siły życiowe odebrała Ci ciężka
        choroba oskrzeli a nie antybiotyk???
    • nessie-jp Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 15:43
      Lekarz dobrze mówi
      • titta Re: Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 16:58
        Akurat anginy nie leczy sie "naturalnie" - tej bakterujnej rzecz
        jasna.
        • nessie-jp Re: Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 17:29
          titta napisała:

          > Akurat anginy nie leczy sie "naturalnie" - tej bakterujnej rzecz
          > jasna.

          Owszem, ale histeria antyantybiotykowa :) wśród rodziców (a ona narasta!)
          doprowadzi do tego, że antybiotyk będzie się włączać dopiero wtedy, gdy stan
          dziecka zrobi się tragiczny!

          A tymczasem to nie podawanie maluchom antybiotyków powoduje oporność bakterii,
          tylko brak uregulowań dotyczących producentów mięsa.
          • vharia Re: Grypa w kurzej piersi 07.02.09, 09:42
            w 100% się zgadzam!!!
    • d.kos Co kosztuje??? 06.02.09, 15:48
      Test kosztuje? Biorąc ceny na zachodzie - 10 testów 2 minutowych (nakłuwa się
      palec jak tak samo jak u cukrzyków - wynik po 2 minutach) kosztuje w
      przeliczeniu na "nasze" około 150 PLN, czyli średnio 15 złotych na test.
      Urządzenie stacjonarne do testów to koszt około 3000 PLN. W pół roku budżet
      zarobił by na urządzenia, nie refundując zbędnych antybiotyków (o powikłaniach
      po niepotrzebnych antybiotykach nie piszę, ale też na pewno kosztują kupę kasy).
      Po następnych miesiącach tylko czysty zysk dla budżetu. Ale mniejszy dla
      koncernów i tu jest piec pogrzebany....
      • nessie-jp Re: Co kosztuje??? 06.02.09, 15:57
        Ale takie testy ci powiedzą tylko, co ci NIE jest, a nie powiedzą, co ci jest.
        Zrobisz sobie te 10 testów na 10 bakterii i wszystkie wyjdą negatwynie
        • friday133 Re: Co kosztuje??? 06.02.09, 16:20
          To nie są testy na każdą bakterie po kolei. Są proste testy, które
          pozwalają wykryć czy to jest zakażenie bakteryjne, czy wirusowe.
          Nie, jaka to jest bakteria.
          • nessie-jp Re: Co kosztuje??? 06.02.09, 17:30
            > Są proste testy, które
            > pozwalają wykryć czy to jest zakażenie bakteryjne, czy wirusowe.

            Czy możesz podrzucić odsyłacz do jakiegoś konkretnego testu? Chętnie się z tym
            zapoznam.
            • macki Re: Co kosztuje??? 06.02.09, 20:29
              nazywa sie to CPR
              • nessie-jp Re: Co kosztuje??? 06.02.09, 22:13
                macki napisała:

                > nazywa sie to CPR

                Chyba raczej CRP?

                Cytuję z polskiej strony: "W przypadku wyraźnego wzrostu poziomu CRP zakażenie
                ma prawdopodobnie charakter bakteryjny."

                Czyli _prawdopodobie_ ma charakter, a nie "pozwala jednoznacznie stwierdzić, że
                ma charakter..."

                A co z zakażeniami grzybiczymi?

                Pominę już fakt, że posiew z antybiogramem daje ci pełny obraz zakażenia: jaki
                drobnoustrój, na jakie antybiotyki odporny.

                Zwróć też uwagę, że właściwym wskazaniem tych testów jest SZYBKOSC wzrostu
                stężenia CRP we krwi opuszkowej. A to oznacza, że testów trzeba robić wiele
        • moze_doktor Re: Co kosztuje??? 06.02.09, 18:25
          Testy na obecnosc bakterii to po prostu POSIEWY bakteriologiczne. Tam czekamy 72
          godziny, dopiero kiedy ladnie nam urosna mozemy badac lekoodpornosc.
          "Szprycujemy" kolonie seria antybiotykow i widzimy, co jest grane.
          Zaczynamy leczenie najczesciej empirycznie, ale bywa, ze po pierwszych WSTEPNYCH
          wynikach (24 godz) zmieniamy antybiotyk.
          Prosze nie mowic bzdur o 2 MINUTOWYM tescie na obecnosc bakterii.
          Coraz wiecej przypadkow MRSA (Methicillin Resistant Staphyloccocus Aureus) a co
          gorsza VRE (Vancomycin Resistant Enterococcus).
          Pacjentow z tych 2 ostatnich przypadkow leczy sie z tzw. GRUBEJ RURY.
    • buj_w_chucie Re: Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 16:09
      Dobrze doktorek gada.

      Odkad odpuscilem stosowanie wszelkich coldrexow, fervexow, kropli do
      nosa i syropow na gardlo sredni czas przeziebienia spadl z tygodnia
      do 3-4 dni. Prawda ze na poczatku jest ciezej, ale wychodzi sie z
      tego szybciej. Przeciez miejscowy obrzek czy goraczka to nic innego
      jak objaw walki organizmu z wirusem. W podniesionej temperaturze
      szybciej mikroby sa szlachtowane i usuwane. Ograniczenie tych
      objawow jakims paracetamolem tylko ta walke utrudnia.
      • xi0 Re: Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 18:46
        Pełna zgoda... W czasie trwającej ostatnio epidemii grypy znajomi
        szprycujacy się różnymi środkami osłabili objawy, ale chodzili z nimi
        przez 2 tygodnie nie mogąc ich doleczyć. Ja miałem to szczęście, że
        choroba trafiła mnie przed weekendem - sobotę i niedzielę przeleżałem
        lecząc się jedynie polopiryną. Gorączka dochodziła do 39 stopni. W
        poniedziałek miałem 36.6 i już kilka dni później ślad po chorobie
        zniknął.
    • d.kos A ty co? Lobbysta? 06.02.09, 16:22
      Nessie, a ty co? Lobbysta koncernów? Poczytaj sobie najpierw o tych testach, a
      potem pisz. Te testy mają na celu wykazanie czy infekcja ma charakter bakteryjny
      czy wirusowy!!! Nie badają, jaka bakteria, czy wirus!!! Jeżeli test wykazuje że
      infekcja jest wirusowa to w tym momencie lekarz nie musi przepisywać
      antybiotyku!!! Jeżeli bakteryjna to utwierdza się tylko w przekonaniu że trzeba
      przepisać antybiotyk. Te testy maja przekonać lekarza (zdarzają się wśród nich
      same perełki kompetencji - jak chcesz przykład to Ci mogę napisać przykład mojej
      córki prawie wykończonej przez lekarza) i chorego że czasami nie warto się
      dodatkowo truć.
      • nessie-jp Re: A ty co? Lobbysta? 06.02.09, 17:32
        d.kos napisał:

        > Nessie, a ty co? Lobbysta koncernów?

        A ty co? Lobbysta producenta testów?

        Myślisz, że koncerny farmaceutyczne nie zarabiają na sektorze weterynaryjnym? To
        są ogromne pieniądze! Policz sobie (w kilogramach) ile antybiotyków pakują w
        świnie, kury i krowy, a ile w dzieci. Jak myślisz, czego wyjdzie więcej --
        wieprzowiny, czy niemowlaków?

        Jeśli masz takie testy, które na 100% odróżnią każdą infekcję bakteryjną od
        wirusowej, to super
    • jan.grz Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 16:43
      Jakis bezsensowny mylacy tytul, a przede wszystkim w tresci zbyt
      duzo lania wody i mylacych informacji. Dlaczego pan doktor nie powie
      wprost i z naciskiem, ze to w duzej mierze hodowcy zwierzat domowych
      i ptactwa uodparniaja nas, bo do karmy dodaje sie antybiotykow dla
      profilaktyki wlasnego portfela, ale ze szkoda dla konsumentow w tym
      dzieci. Wyklad metny, bo nalezalo powiedziec wprost i dobitnie, ze
      infekcje bakteryjne, TAKZE zapalenia zatok trzeba leczyc
      antybiotykami i to w odpowiednio duzych dawkach i przez odpowiednia
      ilosc dni. W tekscie nic na temat bardzo duzej grupy spolecznej
      czyli ludzi w wieku emerytalnym. U nich w nawet wirusowych
      zapaleniach czesto trzeba wlaczyc antybiotyki dla oslony przed
      ryzykiem komplikacji bakteryjnych. W tekscie troche znachorstwa
      (malinowy cieply soczek, tak jakby byly dowody na to, ze
      uzupelnianie plynow nawet zimna woda jest gorsze) i demagogii
      (zdrowa zywnosc bez konserwantow; niestety nikt jeszcze nie
      udowodnil, ze jest zdrowsza od tej z konserwantami, ale na pewno
      pozwala zarobic pieniadze innej grupie producentow podobnie jak
      biopaliwo).
      • titta Re: Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 17:06
        Akurat sie mylisz twierdzac, ze "niestety nikt jeszcze nie
        > udowodnil, ze jest zdrowsza od tej z konserwantami". Jest cala
        masa publikacji (w czasopismach naukowych, a nie artykulow, ktore
        dziennikarz sobie skrobnal) wskazujacej jakie spustoszenia czynia
        konserwanty w florze jelitowej. Wytrucie naturalnej flory prowadzi
        po pierwsze do wkroczenia na jej miejsce chorobotworczych
        organizmow, po drugie do zaburzen odpornosci.
        Herbatka z malina to tez nie znachorstwo. Troche substancji czynnych
        ma (np. dziala napotnie), przynajmniej w porownaniu z czysta woda.
        • nessie-jp Re: Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 17:35
          > wskazujacej jakie spustoszenia czynia
          > konserwanty w florze jelitowej.

          Szczególnie straszliwe spustoszenia czyni kwas askorbinowy, czyli witamina C.
          Tak, tak, to straszliwy, siejący spustoszenie konserwant. Pewnie już umarłeś
          dawno od jedzenia takich przerażających konserwantów.

          ODROBINA zdrowego rozsądku proszę. Nie dajcie sobą tak sterować...
        • agatazieba Re: Grypa w kurzej piersi 07.02.09, 11:46
          mhm, a żywność bez konserwantów się szybciej psuje. toksyny z niej są na bank
          zdrowsze od konserwantów.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Grypa w kurzej piersi 06.02.09, 17:10
      No tak - najpierw była "moda" brania antybiotyku "na wszelki wypadek", to teraz
      dla równowagi nastanie zwyczaj ignorowania antybiotyków nawet kiedy lekarz
      przepisze.

      A wystarczy kierować się zdrowym :) rozsądkiem - mamy mocne przeziębienie/grypę
      - idziemy do lekarza po zwolnienie, pakujemy się do łóżka na 3-4 dni i
      zdrowiejemy. Jesli zwolnienia nie potrzebujemy to często lekarza nawet nie
      trzeba odwiedzać. Większość ludzi jest w stanie rozpoznać grypę po objawach i
      wyzdrowieć, a jeśli się nie udaje to udać się do lekarza.

      Acha - skoro "zwalczamy" antybiotyki, to może zaczniemy promocję "leków"(hahaha)
      homeopatycznych? :)

      A testy bakteria/wirus powinny być OBOWIĄZKOWE. Bo ich refundacja to ułamek
      refundacji zbędnych antybiotyków.
    • jednokolanko W Polsce jest strasznie dużo lekomanów 06.02.09, 17:40
      Idą tacy ludzie do lekarza z każdym katarem, on im daje antybiotyk, który
      człowieka czasem rozkłada na dwa tygodnie, bo zabija wszystkie bakterie (dobre
      też) i rozwala ci układ odpornościowy.

      Dzieciaki jak faszerują antybiotykami to jest masakra, dramat. Myślcie ludzie,
      do choler y, a nie słuchacie lekarzy, który dostaje od firmy "prezenty" za
      przepisywanie ich leku.

      Wirusy i bakterie mutują, stają się odporniejsze właśnie w wyniku nadużywania
      antybiotyków! Sami sobie kreujecie przyszłe epidemie. Na zdrowie!

      Jak czepiła się mnie uproczywa chrypka - trwała ponad 3 tygodnie - poszłam do
      pani doktor. Przepisała mi, bagatela, 11 leków. olałam receptę, wybrałam jeden
      specyfik, brałam go 3 dni i po chrypce. To po co mi reszta tego syfu?

      Jesli macie lekarzy buraków, myślcie sami:>
    • pocalujta_wujta Jest metoda na glupkow chodzacych do pracy 06.02.09, 17:53
      Oczywiscie ze kazdy aktywny i odpowiedzialny czlowiek chce pracowac, ale nie
      jest normalnym praca z choroba (np. powyzej 7 dni to juz nie katarek). Taki
      delikwent zaraza innych ludzi i powinno go to interesowac. W USA mozna to
      zglosic (oczywiscie nie za kazdym razem sie takie rzeczy robi, ale sa tacy co
      chodza chorzy wiele tygodni i nic nie dociera do ich umyslu) do dzialu
      kadrowego (Human Resources). Efekt murowany. Dodatkowo mozna czlowiekowi
      zwrocic uwage uzywajac argumentu ze moze stac sie zabojca czlowieka jesli wie
      na czym polega wirus HIV na ktorego (AIDS) ktos w okolicy moze byc chory.

      Podam przyklad takiego "sumiennego" pracownika z Indii w biurze w USA (duza
      firma finansowa). Otoz przychodzil do pracy z ospa i guzik go to obchodzilo
      dopoki HR go nie pogonilo z biura. Na tym samaym pierze pracowaly trzy kobiety
      w ciazy. Mozna sobie wyobrazic konsekwencje gdyby nie czyjes dzialanie i
      wspolpraca z HR.
    • s3p 50godzin tygodniow? 06.02.09, 18:47
      I co w tym nadzwyczajnego. 50h pracy tygodniowo to nic
      nadzwyczajnego. Sam kiedys pracowalem po 60h tygodniowo. Znam
      czlowieka, ktory pracuje po 15-16h dziennie + weekendy.
      A lekarze sami nie daja lepszego przykladu.
      • adzix Re: 50godzin tygodniow? 06.02.09, 19:05
        Pracowales 60 godzin jako lektor języka? Ten, ktorego znasz, ktory
        pracuje po 15-16 godzin dziennie to tez lektor? Nie jarzysz, ze pan
        doktor lapie sie za glowe, ze ktos kto pracuje glosem i ma do
        czynienia z wieloma ludzmi, stloczonymi na malej przestrzeni, ktorzy
        rozsiewaja rozne swinstwa, wykancza w ten sposob swoj organizm?
        Zapewne pan lektor sam w czasie choroby na zwolnienia nie chodzi
        (szkoda mu pewnie tych kokosow, ktore sie zarabia w szkole).
        • mr.gif Re: 50godzin tygodniow? 07.02.09, 00:24
          Dodam jeszcze od siebie - jako lektor, że godziny pracy w różnych firmach są nieporównywalne. Po pierwsze, godzina lektora to praca na wysokich obrotach, nie ma czasu na kawkę, i komentarze na naszej-klasie. Wyobraź sobie, że dealer aut ma przez 10 godzin klientów non-stop... do tego te lekcje trzeba przygotować, zatem pomnóż sobie ten czas pracy razy... no 1,3 jak mowa o lektorze z doświadczeniem w zawodzie, albo razy 2 w przypadku świeżego absolwenta/studenta ostatniego roku. Ja sam pracuję 35h/tydz. i własne dzieci mnie widzą jak czytam im na dobranoc, zaś jeśli chodzi o relaks (czyt. regenerację) to przejazd samochodem przez miasto np. o 16.00 choć do czasu pracy się nie liczy to do wypoczynku też raczej nie...
          no i wszystko co napisał(a) adzix to prawda, niestety. łapię choroby, na zwolnienia nie chodzę, a cenę grypexu śledzę jak cenę CHF :-)
    • leew1 50 godzin tygodniowo? to 10 godz/dzień 07.02.09, 10:16
      co w tym dziwnego? a po tygodniu spania i dwóch leczenia to dziecko można już
      w tym roku szkolnym w ogóle nie posyłać do szkoły!
      • adzix Re: 50 godzin tygodniowo? to 10 godz/dzień 07.02.09, 11:32
        Twoi nauczyciele chyba często chodzili na zwolnienia... Czytanie ze
        zrozumieniem szwankuje, jak widać.

        Spróbuję ci to wyjaśnić. Lektor to inaczej nauczyciel. Jego praca
        trochę różni się od pracy biurowej. Biorąc pod uwagę specyfikę TEJ a
        nie INNEJ pracy, jeżeli odbywa 50 godzin dydaktycznych (a
        dydaktyczna znaczy taka, gdzie przebywa się w niewielkiej sali z
        grupą osób, do których trzeba mowić), to praca w sytuacji nawet
        namniejszego przeziebienia jest mordęgą.

        Pan doktor ma oczywiście rację, mówiąc o niezbędnym odpoczynku i
        pozostaniu w domu nawet w przypadku lekkiej choroby, ale raczej
        niewielu lektorów, może sobie na to pozwolić, bo to głównie praca na
        zlecenie i każdy o nie drży, poza tym oczywiście dochodzą duże
        straty finansowe (nie sądzę bowiem, żeby rzeczony lektor robił te 50
        godzin dla wlasnej przyjemności). I tu kółko się zamyka - człowiek
        chodzi chory do pracy, w której się szczególnie nadwyręża, i nawet
        po wyjściu z choroby pozostaje osłabienie, które naraża go na
        kolejne infekcje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka