Dodaj do ulubionych

Samotność matki

27.06.09, 12:08
<<Kobiety w wieku mojej mamy (60 lat) nie mają pojęcia o feminizmie.>>

Jak ja lubię takie autorytatywne stwierdzenia!
Wiele kobiet w wieku Twojej mamy, droga autorko listu, zakładało lub rozwijało
20 lat temu pierwsze organizacje feministyczne w Polsce. Kobiety w wieku
Twojej mamy nie są jakąś jednolitą szarą masą.
Obserwuj wątek
    • p.wieslawa Samotność matki 28.06.09, 12:39
      Autorko-wiele problemów poruszasz w liście -feminizm, życie cudzym życiem i
      pozostawanie z kimś,kto wg Ciebie źle traktuje Twoją Matkę-wszystko wrzuciłaś
      do jednego worka,może powiesz to Matce? porozmawiaj z Nią! Pewnie obie
      czytacie WO?
      I nie mieszaj do tego feminizmu!
    • echtom Re: Samotność matki 28.06.09, 13:31
      Znam aktywne i samodzielne kobiety nawet w wieku m o j e j mamy (80 lat) - kwestia charakteru.
      • lena575 Re: Samotność matki 29.06.09, 01:47
        Możemy sobie tak mówić o "samodzielnych" kobietach w wieku naszych
        mam czy babć ale jest to mniejszość. Jak się tak rozględam po
        znajomych i rodzinie to te poświęcające się całe życie kobiety albo
        kurczowo trzymają się jakiegoś faceta albo ... dzieci. Po prostu nie
        miały i nie potrafią stworzyć sobie włąsnego oddzielnego życia,
        życie musi im sie kręcić wokół kogoś.
        Ponad 80-letnia ciocia mojego męża, panienka, która zawsze
        opowiada,że to ona takie życie wybrała i gdyby miała jeszcze raz
        wybierać to też spędziałby go samodzielnie, odkąd nasza córka
        skończyła liceum (i potem studia)stale dopytuje się jej i nas czy ma
        kogoś i czy wybiera się za mąż. Każde życzenia córce czy nam to
        życzenia WYJŚCIA ZA MĄŻ.
        • echtom Re: Samotność matki 29.06.09, 08:27
          > Możemy sobie tak mówić o "samodzielnych" kobietach w wieku naszych
          > mam czy babć ale jest to mniejszość.

          Zgadzam się, że to zdecydowana mniejszość, ale można. Przy czym "samodzielna" starsza pani to niekoniecznie bezdzietna panna tylko osoba, która niezależnie od sytuacji rodzinnej potrafiła stworzyć sobie własne życie.
    • czerniakowianka Re: Samotność matki 29.06.09, 15:42
      > Jak ja lubię takie autorytatywne stwierdzenia!
      Taaa, ja też...

      "Otoczone głupawymi programami i łzawymi serialami, gdyż na droższą
      rozrywkę ich nie stać"
      ?????
      A to nie jest kwestia finansów, tylko raczej zainteresowań danej
      osoby! Przykładowo moja mama (65 lat), emerytowana nauczycielka -
      bieda, pani, bieda! - w TV ogląda jedynie wiadomości, programy
      popularnonaukowe czy programy o zwierzętach. Do muzeów chodzi, na
      wystawy. Pracuje ponadto, opiekuje się bezdomnymi zwierzakami (w
      domu ma cztery sztuki tzw. braci mniejszych) i jeszcze z koleżankami
      na ploteczkach się spotyka. I na wycieczki z nimi jeździ.
      Co do feminizmu, to i na manifie ostatnio była. A nas - dzieciaki -
      wychowywała sama.
      Pozdrawiam aktywne panie w dojrzałym wieku :)
    • ozanja Samotność matki 29.06.09, 17:58
      Uff, już po przeczytaniu w sobotę czekałam na możliwość odpowiedzi na ten list... Albo pisała go jakaś bardzo mocno zraniona emocjonalnie osoba, albo redakcja dala się podejść trollowi (wspaniale stereotypy: "feminizm = dojrzałość emocjonalna", "matka tłamsząca córkę", "poświecenie dla rodziny lamie możliwość rozwoju intelektualnego kobiety"). Zakładając jednak, ze nie karmie trolla, powiem tyle:
      "Kobiety w wieku mojej mamy (60 lat) nie mają pojęcia o feminizmie.Otoczone głupawymi programami i łzawymi serialami, gdyż na droższą rozrywkę ich nie stać, wspominają młode lata poświęcone dzieciom, mężom." wraz z dalsza historia dot. nierozwijania się intelektualnego matki, jej skupieniu na rodzinie i uwikłaniu w chory związek (o istocie związku wnioskuje z oceny autorki listu).
      Primo - z lektury listu wynikałoby,ze jeśli ktoś ma pojecie o feminizmie, to jest tez dojrzały emocjonalnie: utrzymuje asertywna postawę, nawiązuje wspaniale partnerskie relacje i pielęgnuje prawidłowe odruchy w związkach (np. "rozmawiamy o problemie,nie o osobie" :-) Niestety jest to skrót myślowy mijający się z prawda... Dlaczego feminizm albo w ogóle wiedza o funkcjonowaniu w społeczeństwie lub związkach miałaby nas impregnować na emocje i błędy? Znam aktywne feministki (psycholożki, działaczki OSKI, absolwentki gender studies), których życie prywatne (uczuciowe) mogłoby stanowić wspaniały przykład, ze tak nie jest, bo emocje gorą! Uzależnienie od partnera/partnerki, porzucenia i powroty, nocne pogaduchy wg tego samego scenariusza: "Było nam źle...Było nam wspaniale...Nie chce powrotu...Ale ja kocham jego/ja...MUSZE z nim/nią być...Za co Ty go/jej tak nie lubisz/nienawidzisz...?"
      Secundo - twierdze, całkiem podstawnie, ze cena rozrywek jednak nie jest czynnikiem decydującym o braku dalszego rozwoju intelektualnego, a kwestia absolutnie personalnej aktywności i umiejętności zorganizowania sobie życia. Z darmowych działań pro rozwojowych polecam: biblioteki, rożnego typu kolka od kościelnych (a co:-) po gospodyń wiejskich albo uniwersytety trzeciego wieku. Znajome mojej mamy chodzą jeszcze na gimnastyki (w godzinach przedpołudniowych) itp.
      Tertio - z calym szacunkiem, zorientowałaś się już, że Ty tez kontrolujesz i oceniasz Jej życie,? Czym innym jest opis związku z tym przyjacielem? Rozumiem, ze Cie boli, bo Twoja Mama cierpi, ale - uwaga! garść mądrości słyszanych zwykle przez rodziców zaglądających przez ramie swoich dzieci w ich życie - "Za mnie życia nie przeżyjesz", "Nie możesz mnie chronić od popełnienia każdego błędu", "Nie wtrącaj się w MOJE życie".
      Quattro - skup się na sobie. W każdym aspekcie. To naprawdę po prostu życzliwa rada, choć pewnie dopiero za jakiś czas zrozumiesz...
    • dori778 Corka niesamodzielnej matki 06.07.09, 22:36
      Nie do konca zgadzam sie z tym, co napisala autorka tego listu, za
      duzo tam pretensji przykrytych haslami feminizmu i madrosci jedynej
      i slusznej...
      A jednak czesc mnie po cichu sie z nia zgadza. Moja mama cale zycie
      chowala sie za plecami mojego taty, nie chciala pracowac, przerazalo
      ja samodzielne funkcjonowanie poza domem. Nasz dom byl zawsze
      czysty, obiad na stole, maz zadowolony. Nie bylo klotni, ale nie
      bylo tez dyskusji, roznicy zdan miedzy malzonkami, samodzielnego
      myslenia. Wszystko bylo "cacy". Mama nie ma kolezanek, bo zawsze
      wychodzila z ojcem i jego znajomymi. Nie ma zaintresowan, bo "nigdy
      nie bylo czasu".
      Stracilysmy kontakt dawno temu, a moze nie mialysmy go nigdy. Kazda
      moja proba podsuniecia jej czegos co mnie interesuje konczyla sie
      udawaniem ze tego nie widzi i dyskusjach o proszku do prania, kazda
      moja opowiesc o tym co dzieje sie w moim zyciu napotykala zmiane
      tematu na... srodki czyszczace, kwiaty w doniczce itp. Moja mama,
      kiedy nie dostalam sie pierwszy raz na uniwersytet powiedziala mi,
      ze nie kazdy musi studiowac. Nie przyszlo jej do glowy ze bede
      probowala za rok i odniose sukces bo edukacja to jedna z
      najwazniejszych dla mnie rzeczy. Kiedy poronilam powiedziala ze
      nastepnym razem mam sie zabezpieczyc.
      Moje sukcesy w pracy, podroze po swiecie, grono przyjaciol traktuje
      jak cos co jest obce i niewarte uwagi.
      Prowadzimy wiem rozmowy o tym co ja ciekawi, o tym co napisal Fakt,
      jak sie maja kwiatki i na jaki kolor pomaluje pokoje za pare
      miesiecy.
      Wiem, zaraz odezwa sie glosy ze jestem albo bez serca, albo bardzo
      skrzywdzona przez matke, albo plytka kobietka ktora nie potrafi sie
      skupic na tym co wazne w relacji z matka.
      Tak, jestem pewnie ta kobieta i nie wiem co jest wazne w relacji
      matka - corka, bo nigdy tej relacji nie mialam. W duzej mierze
      dlatego, ze moja mama pochodzi z trudnego domu i tez jej nie miala z
      wlasna matka. Po czesci dlatego ze dorosla w spoleczenstwie ktore
      nie ulatwialo jej rozwoju, a raczej zachecalo do znikniecia za
      plecami mezczyzny.
      Mieszkam daleko od domu, mysle ze ucieklam od matki wrecz fizycznie,
      bo przez cale zycie staram sie byc jej przeciwienstwem. Otoczona
      przyjaciolmi, z dobra praca, pasjami, wiode zycie, ktore dla niej
      jest zupelnie obce. I dobrze mi z tym, tylko... po prostu po ludzku
      bardzo boli mnie ze nie ma w nim matki, kobiety ktora potrafilaby
      mnie wysluchac, starala zrozumiec i choc przez chwile w moim zyciu
      byla dla mnie wyzwaniem w rozmowie. Choc raz zaskoczyla mnie
      smodzielnym mysleniem i odrobina ciekawosci swiata... Brakuje mi jej
      kiedy jest mi ciezko.
      Rozumiem wiec autorke listu kiedy pisze o braku samodzielnosci
      kobiet w wieku naszych mam. Te samodzielne, z pasjami, rozwijajace
      sie to niestety mniejszosc. Wiekszosc zamknela sie w swiecie seriali
      i glupawych brukowcow, w swiecie gdzie o tym co dzieje sie na
      zewnatrz informowal je mezczyzna, w swiecie, gdzie nawet na glupie
      zebranie w spoldzielni wysyla sie mezczyzne bo "on sie lepiej na
      tych sprawach zna".
      Zal mi mojej mamy i zal mi siebie, ze nie udalo mi sie nigdy z nia
      nawiazac kontaktu.
      Obserwujac moje kolezanki czasami mysle, ze zmiany ktore zaszly w
      Polsce w latach kiedy dorastalysmy (90-te) daly nam wolnosc i
      pragnienie zdobywania swiata, ale tez oddalily nas od naszych matek,
      ktore pozostaly w tym "starym, bezpiecznym swiecie".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka