Dodaj do ulubionych

G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

07.04.04, 21:29
I tak bedzie juz zawsze!!!!!

Amen
Obserwuj wątek
    • Gość: gRegor Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.neonet.gliwice.pl / *.neonet.gliwice.pl 08.04.04, 05:53
      zawsze, to pojęcie nieznane historykom:) BUHAHAHAHA dawno mnie tak nikt nie
      rozśmieszył:)Pisz dalej!!!!!!!!!!!!!!ALEZZZZZZZ!!!!!
      • hanys_hans 100 powodów do (za)dumy Polaków 08.04.04, 10:04
        1. Jeden z mieszkańców Katowic chciał w lombardzie zastawić swojego syna.

        2. Jako pierwsza nacja na świecie, opracowaliśmy sposób na picie denaturatu,
        płynu borygo, kwasu siarkowego i wody kolońskiej.

        3. Janusz Chomontek podbił piłkę głową 30 tysięcy razy. Ustanowienie rekordu
        świata zajęło mu 2 godziny i 22 minuty.

        4. Grabarz z Krakowa miał we krwi 9,5 promila alkoholu i przeżył. Mieszkaniec
        Wrocławia w 1995 r. osiągnął absolutny medyczny rekord świata - 14,8 promila.
        Nasz bohaterski rodak przekroczył trzykrotnie śmiertelną dawkę.

        5. W zachodniej Europie pojawiają się alkohole z ostrzegawczym napisem: "Dawka
        śmiertelna 3,5 promila. Nie dotyczy Polaków".

        6. Szesnastoletni Tomasz K. z Kietrza w marcu 1998 r. odbył w kaplicy stosunek
        seksualny ze zwłokami 70-letniej kobiety.

        7. Powszechnie znany i masowo lubiany polski polityk przeszedł do najnowszej
        historii Europy jako człowiek, w obecności którego jego podwładny gestami
        zarezerwowanymi dla hierarchów kościelnych pobłogosławił zebranych oraz
        ucałował ziemię.

        8. Marta Rudzka, absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej,
        jest autorką projektu najwyższego budynku świata. Trump World Tower będzie miał
        90 pięter wysokości i powstanie na Manhattanie w Nowym Jorku.

        9. Anonimowy profesor UJ w Krakowie wymyślił przed wojną reklamę prezerwatywy,
        która jest wykorzystywana do dziś na całym świecie. Hasło brzmi: "Prędzej ci
        serce pęknie".

        10. 25-letni satanista z Rumii zabił i zjadł wnętrzności kota. Nie wiadomo czy
        chciał w ten sposób potraktować swą matkę, którą zaatakował młotkiem.

        11. Tadeusz Kościuszko tak się spił pod Maciejowicami (1794), że zapomniał
        wziąć mapy i nie mógł dowodzić bitwą. Dlatego Polacy ponieśli klęskę w starciu
        z rosyjskimi wojskami.

        12. Biolodzy z Centrum Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej w Warszawie jako
        pierwsi na świecie wyhodowali komórki mózgowe człowieka z komórek macierzystych.

        13. Zbigniew Z. z Kowar 44 razy zdawał na prawo jazdy. Pierwszy egzamin miał w
        1980 r. Ostatni oblał w sierpniu 2000 r.

        14. Waldemar K. z Gdańska strzelał z ostrej amunicji do hałasujących na
        podwórzu dzieci. Mężczyzna tłumaczył się, że krzyk dzieciaków przeszkadzał mu w
        oglądaniu 'Miodowych lat'.

        15. 27 czerwca 1978 r. major Ludowego Wojska Polskiego Mirosław Hermaszewski
        publicznie i - jak się okazuje z perspektyw lat - symbolicznie obsikał koła
        sowieckiego autobusu, który miał go zawieść na plac startowy statku kosmicznego
        Sojuz 30. Wszyscy kosmonauci robią to od 1961 roku, kiedy to po raz pierwszy
        oddał mocz na szczęście Jurij Gagarin.

        16. Tylko Polacy zrywają azbest z dachów w Nowym Jorku. Zajęcie to jest uważane
        za pracę najbardziej niebezpieczną dla zdrowia.

        17. Andrzej K. z Warszawy jest rekordzistą świata w szybkości picia piwa. Pół
        litra piwa wypija w 3 sekundy.

        18. Polacy ustanowili nowy rekord Guinessa rozgrywając spotkanie piłki nożnej
        halowej trwające 50 godzin. 800 zawodników rozegrało 66 meczy, w których
        granatowi zwyciężyli czerwonych w stosunku 973:941.

        19. Ignacy Jan Paderewski (1860-1941) był najwyżej opłacanym pianistą
        koncertowym. Na koncertach zarobił ok. 5 mln dolarów, z czego 0,5 mln zielonych
        otrzymał w jednym sezonie 1922-23.

        20. Polska kupuje piasek oraz żwir w Republice Południowej Afryki.

        21. Katarzyna Domańska z Chojnowa ustanowiła nowy rekord Polski w szybkim
        czytaniu - 6960 słów na minutę.

        22. Marszałek Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 r. o godzinie 20.45. Jego mózg
        włożono do formaliny. Do dziś trwają poszukiwania słoja z mózgiem Dziadka!

        23. Anna Czerwińska została wiosną br. najstarszą kobietą, która stanęła na
        Mount Everest (8848 m). Alpinistka miała wtedy 51 lat.

        24. W Kołobrzegu powstał pierwszy na świecie fanklub pomidorowej. Członkowie
        klubu składają przysięgę, że będą jeść zupę o każdej porze dnia i nocy.
        Przyrzekają, że pomidorówką będą częstować nawet wrogów. Aby wstąpić do
        elitarnego klubu, trzeba zjeść łyżkę koncentratu pomidorowego.

        25. Maria Skłodowska-Curie, dwukrotna laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie
        chemii, do historii przeszła także jako złodziejka mężów!

        26. Ósmy Finał Wielkiej Orkiestry świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka przyniósł
        rekordowy dochód: 20.403.569 złotych!

        27. Pewien mieszkaniec Warszawy w izbie wytrzeźwień przebywał 335 razy, za
        każdym razem przynajmniej 8 godzin. Jak wyliczył, jego przymusowy areszt trwał
        minimum 2680 godzin (prawie 112 dni).

        28. W centrum Wrocławia na przejściu dla pieszych kierujący samochodem
        prokurator pogryzł kobietę. Mężczyzna zdenerwował się, kiedy kobieta zwróciła
        mu uwagę, że powinien się zatrzymać.

        29. Andrzej Filipowski (Andrew Filip) to najbogatszy na świecie człowiek
        polskiego pochodzenia. W branży komputerowej dorobił się 1 mld dolarów.

        30. Jeden z dróżników stacji Kraków Bieżanów jest największym szczęściarzem w
        Polsce - znalazł w rowie przy torach paczkę zawierającą 100 tysięcy dolarów.
        Pieniądze wyrzucono z przejeżdżającego pociągu.

        31. Pewien reprezentant Polski w kulturystyce 500 razy przekroczył medyczną
        normę testosteronu w organizmie zdrowego mężczyzny.

        32. Koszykarka Małgorzata Dydek, rocznik 1975, karmiona przez rodziców
        produktami kupowanymi na kartki, osiągnęła 213 centymetrów wzrostu.

        33. W czasach Bolesława Chrobrego mężczyznę, któremu udowodniono cudzołóstwo,
        przybijano za mosznę do słupa. Skazaniec mógł sobie wybrać: śmierć przez
        poderżnięcie gardła lub samokastracja. Nasi praszczurowie - w obronie męskiej
        godności częściej wybierali śmierć.

        34. W 1993 r. w Krynicy Morskiej zlikwidowano gang, który wyekspediował w świat
        około 400 mln fałszywych marek! Banknoty posiadały nawet platynową nitkę
        wtopioną w papier.

        35. W czasie wyprawy wojennej na Ruś Kijowską żony rycerzy, wykorzystując
        nieobecność mężów, zadawały się z poddanymi chłopami. Po powrocie rozgniewany,
        ale prawy król Bolesław Śmiały wydał wyroki śmierci na cudzołożnice, każąc je
        wcześniej pohańbić. Jako niewierne suki musiały własną piersią karmić psie
        szczenięta. Natomiast ich bękarty były karmione mlekiem suk.

        36. Co szósty Polak pracuje efektywnie zaledwie 15 minut dziennie. Co więc robi
        przez 7 godzin i 45 minut. Spożywa posiłki, świętuje imieniny i urodziny, czyta
        gazety, zajmuje się kosmetyką ciała, gra w gry komputerowe, pali papierosy i
        przebywa w toalecie.

        37. Sprawcy wypadku, doktorowi z Głogowa, pobrano krew. Analiza wykazała, że
        kierowca był trzeźwy jak noworodek. Badanie wykazało jednak, że krew należy
        do... kobiety! Prawdopodobieństwo, że mężczyzna może mieć żeńską krew wynosi
        1:100.000.000.000!

        38. Poseł Gabriel Janowski, w Sejmie, przed telewizyjnymi kamerami i
        fotograficznymi obiektywami, oddał 10 skoków w miejscu i całował mężczyzn po
        rękach. Poseł nadal jest posłem Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej.

        39. Doktor filozofii Tomasz Jacek Filek, naukowiec z Uniwersytetu
        Jagiellońskiego, wymyślił szachy dla trzech osób. Polak w ten sposób rozwiązał
        problem nurtujący tęgie głowy na całym świecie od XVIII wieku. W 1992 r.
        krakowianin zgłosił swoje odkrycie do Urzędu Patentowego.

        40. Władysław Reymont, autor Chłopów, nie pojechał w 1924 r. do Sztokholmu po
        odbiór Nagrody Nobla, gdyż nie mógł wytrzeźwieć. Pisarz zmarł rok później z
        powodu alkoholizmu.

        41. W Świdnicy w miejscach publicznych nie wolno przeklinać. Najniższy mandat
        za używanie nieprzyzwoitych stów wynosi 5 zł, a najwyższy 500 zł. Grzywny i
        kary wpływają do budżetu miasta.

        42. Polski prałat pracujący w Watykanie pomagał włoskiej firmie Oto Melara w
        handlu bronią, Polski duchowny specjalizował się w sprzedaży czołgów do krajów
        Trzeciego świata.

        43. W czasie jednej nocy w Wojskowym Ośrodku Szkolno-Wypoczynkowym w Orzyszu
        pewien generał rzucił szklanką w kelnerkę. Drugi o północy zażądał czekolady z
        rodzynkami, po którą adiutant jechał 100 km. Trzeciemu generałowi trzeba było w
        • hanys_hans Tajne archiwa PRLu 08.04.04, 23:54
          Szukanie winnych
          Mechanizm był z reguły taki sam. Po każdym zakręcie
          dziejów PRL powoływano Komisję, by zbadać bieg wydarzeń,
          przyczyny niepowodzeń, ustalić winnych. Komisja energicz-
          nie rozpoczęła działania, zbierała materiały, przesłuchiwała
          dziesiątki osób i przygotowywała raport. Nachylali się nad
          nim członkowie Biura Politycznego i Sekretariatu KC PZPR.
          Każdy z nich miał uwagi, wątpliwości. Rezultat był najczęściej
          taki sam — zapadała decyzja, że nie należy publikować
          materiałów i raportu Komisji.
          Publikujemy niżej trzy protokoły Komisji powołanej na
          plenum październikowym 1956 r. oraz rozmowy przedstawi-
          cieli komisji z pułkownikiem Jackiem Różańskim i generałem
          Romkowskim. Jedno konieczne wyjaśnienie: „spacer" i po-
          chodne tego słowa, to kryptonimowe określenie willi w Mie-
          dzeszynie, w której mieściło się ściśle zakonspirowane więzie-
          nie MBP. Przetrzymywano tam m. in. Władysława Gomułkę.
          Publikowane materiały przechowywane są w VI Oddziale
          AAN (sygn. 509/49).
          W dniu 24.X.1956 r. odbyło się pierwsze posiedzenie Komisji powołanej
          przez VIII Plenum KC — dla ustalenia odpowiedzialności partyjnej osób,
          które w ubiegłych latach sprawowały nadzór nad działalnością organów
          bezpieczeństwa, w następującym składzie:
          Przewodniczący Komisji — tow. Roman Nowak
          oraz członkowie — Ostap Dłuski
          — Zenon Kliszko
          — Edmund Pszczółkowski
          — Marian Rybicki
          Protokół
          posiedzenia Komisji przy CKKP, wyłonionej przez VIII Plenum w dniu
          3 listopada 1956 r.
          Obecni: przewodniczący Komisji tow. Roman Nowak
          członkowie Komisji: tt. Dłuski, Kliszko, Pszczółkowski, Rybicki
          Zaproszony tow. Radkiewicz.
          Tow. Nowak (zwraca się do tow. Radkiewicza): Poprosiliśmy Ciebie na
          dzisiejsze posiedzenie dla wyjaśnienia nam sprawy, która miała miejsce
          w 1948 r. we wrześniu albo sierpniu. Zostali wtedy zwołani pewni ludzie dla
          specjalnego zadania. Według niektórych zeznań było to w związku z per-
          traktacjami, jakie toczyły się w tym czasie z tow. Gomułką w sprawie jego
          ustąpienia ze stanowiska Generalnego Sekretarza. Ci ludzie mieli stać do
          dyspozycji MBP, by w razie czego wykonać specjalne zadanie. Ludzie,
          którzy zostali zawezwani do Warszawy, byli to 4 szefów urzędów wojewó-
          dzkich, którzy spotkali się na podpunkcie w Warszawie.
          Tow. Radkiewicz: W 1948? (tak, przed zejściem tow. Wiesława ze stanowis-
          ka). Oczywiście, to są dawne czasy, ale coś takiego nie przypominam
          sobie. Czy do Ministerstwa zostali wezwani?
          Tow. Nowak: Ci ludzie zostali wezwani nie do Ministerstwa, a do War-
          szawy pod Teatr Polski, tam się zebrali i później miały być z tymi
          ludźmi rozmowy.
          Tow. Radkiewicz: To po raz pierwszy słyszę. Może ktoś z Ministerstwa wie.
          Tow. Kliszko: A czy byłeś wtedy w Warszawie?
          Tow. Radkiewicz: Trzeba sprawdzić.
          Tow. Kliszko: Konkretnie było tak, że Burgin zadzwonił do 4 szefów
          bezpieczeństwa polecając im, żeby przyjechali do Warszawy, ale
          żeby nikomu nie mówili i był specjalny podpunkt: przed Teatrem
          Polskim. On do nich przyjechał, powiedział: czekajcie, odjechał, za
          2-3 godz. wrócił i powiedział, że mogą odjechać. Niektórzy z ludzi
          twierdzą, że byli potem w Ministerstwie i rozmawiali z Tobą.
          Tow. Radkiewicz: Pierwszy raz słyszę o takim poleceniu, żeby poza
          Ministerstwem — nie przypominam sobie.
          Tow. Rybicki: Więc to byli: Duda, Marek, Mrozek i Pałka. Zostali oni
          normalnie zawiadomieni w nocy, jedni przez Burgina, inni przez kogo
          innego, żeby wcześnie z rana przyjechali, nie samochodem, żeby nikt
          nie wiedział i że mają się stawić przed Teatrem Polskim. Oni stawili się
          w godzinach rannych i zostali zawiadomieni przez Burgina, że mają
          dalej czekać, że to jest tajemnica, ale potem zostali poinformowani, że
          tutaj jest napięta sytuacja, że przygotowuje się pucz przez Wiesława,
          Korczyńskiego i Moczara i że temu trzeba przeszkodzić. Ale potem
          nadeszła wiadomość, że dogadali się z Wiesławem, że zgodził się na
          ustąpienie i że wobec tego sprawa stała się nieaktualna i można
          wracać. Potem byli w Ministerstwie u Ciebie, następnie rozjechali się.
          Tow. Radkiewicz: Nie przypominam sobie.
          Tow. Rybicki: A czy jest możliwe, żeby Burgin albo ktoś z gabinetu
          z własnej inicjatywy ich zwołał?
          Tow. Radkiewicz: Nie. Ale z tą całą procedurą.
          Tow. Pszczółkowski: To jest bezsporne.
          Tow. Nowak: Myśmy z tymi ludźmi rozmawiali i wszyscy potwierdzają, że
          takie polecenie było. Oni się zjechali, byli przed Teatrem Polskim,
          tak że to jest fakt, któremu ani jeden nie zaprzeczył i że byli tutaj na
          miejscu.
          Tow. Rybicki: I że ze względu na spotkanie przed Teatrem, a nie w miesz-
          kaniu mocno im się to utrwaliło w pamięci. Poza tym była mowa,
          żeby oni czekali, że jak sprawa się przeciągnie, to pojadą do
          Konstancina.
          Tow. Radkiewicz: Więc co, ja z nimi odprawę robiłem?
          Tow. Nowak: Nie, żadnej odprawy. Ale potem, kiedy mieli się rozjechać,
          poszli do Ciebie do Ministerstwa.
          Tow. Radkiewicz: Extra sprawa mobilizacyjna?
          Tow. Kliszko: A czy jest możliwe, żeby ktoś poza Tobą z BP dał takie
          polecenie?
          Tow. Radkiewicz: Trudno mi na to odpowiedzieć.
          Tow. Dłuski: Byłoby ważne na razie stwierdzić jedno: sam fakt zwołania
          w drodze bardzo konspiracyjno-sensacyjnej czterech szefów urzędu
          bezp., którzy tu przyjechali, jedni maszyną, inni koleją i istotnie
          wszyscy zjawili się w okolicy Teatru Polskiego i czekali. To żywi
          ludzie, twierdzą, że istotnie takie polecenie w nocy dostali, jedni
          towarzysze że od Burgina, inni że od dyżurnego.
          Tow. Rybicki: Oni twierdzą, że mieli nakaz, żeby nawet nikt z Ministerst-
          wa Bezpieczeństwa nie wiedział, nawet żonom nie powinni byli
          powiedzieć, dokąd jadą.
          Tow. Kliszko: Z tego co oni mówili wynika, że chodziło o aresztowanie
          Wiesława i chodziło o to, żeby nikt nie wiedział.
          Tow. Radkiewicz: Przypominając sobie tamtą epokę, w Radzie, w kierow-
          nictwie aparatu były czasem rozmówki, że Korczyński jest człowie-
          kiem bojowym, czy Korczyński czasem nie zechce zrobić jakichś
          awantur. Na ten temat rozmowy były. Ale żeby ściągać województwa
          — tego nie przypominam sobie.
          Tow. Nowak: Ale szefowie mówią, że w ich długoletniej pracy to przy-
          trafiło się tylko raz, żeby tak w tajemniczy sposób przygotować to
          spotkanie w Warszawie, a to, że było to spotkanie — wszyscy
          stwierdzają.
          Tow. Pszczółkowski: Tam są różnice zdań kto z kim, gdzie się spotkali, tutaj
          są różnice, ale każdy oddzielnie przypomina sobie, jeden powiedział,
          że nie przed Teatrem Polskim, a na Nowym Świecie czy Krakowskim
          Przedmieściu, ale po wyjaśnieniu przyznali, że to było tam.
          Tow. Rybicki: Jedni twierdzą, że to było związane z rzekomym puczem,
          inni że w każdym razie kojarzyli te fakty z tym, że sytuacja była
          napięta, że trzeba było otoczyć uwagą pewnych ludzi itd. Ale
          rozmowy się toczyły, potem ta mobilizacja ich okazała się niepotrzeb-
          na i oni się rozjechali. A może fragment z tych zeznań przedstawić?
          Jeden z tych 4 szefów urzędów wojewódzkich mówił tak: ...
          (Tow. odczytuje zeznania Mrozka)
          To są zeznania jednego.
          Tow. Radkiewicz: Nic podobnego nie przypominam sobie.
          Tow. Rybicki: A gdyby był taki fakt, to Wy byście pamiętali?
          Tow. Radkiewicz: Prawdopodobnie tak, bo takie rzeczy były nieprak-
          tykowane u nas.
          Tow. Rybicki: Wszyscy pamiętają.
          Tow. Kliszko: Burgin nie pamięta.
          Tow. Rybicki: Nie pamięta, ale nie wyklucza.
          Tow. Radkiewicz: Pamiętam, że były rozmowy, że Korczyński to człowiek
          bojowy i kto wie —
          Tow. Rybicki: Ale czy daliście polecenie, żeby uważać na Korczyńskiego?
          Tow. Radkiewicz: Kiedy stała sprawa jego zatrzymania, to jest możliwe.
          Tow. Rybicki: Ale przedtem, jak był Gomułka Sekretarzem Generalnym?
          Tow. Radkiewicz: Raczej nie.
          Tow. Rybicki: Czy mieliście świadomość tego, że przygotowuje się pucz?
          Tow. Radkiewicz: O puczu, o ile ja sobie przypominam, mowy być nie
          mogło, mogła być tylko mowa o wybrykach. Korczyński to człowiek
          wybuchowy, był w partyzantce, z tej strony myśmy się obawiali
          jakiejś nieprzyjemnej historii.
          Tow. Pszczół
          • hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 09.04.04, 00:04
            Tow. Pszczółkowski: No ale jak, Korczyński sam?
            Tow. Rybicki: Nie pamiętacie, gdzie był wtedy Wiesław?
            Tow. Radkiewicz: Rozmowy były w Jastrzębiej Górze, potem jeździli do
            Kowar, Wiesława w Warszawie wtedy nie było, o ile sobie przypomi-
            nam.
            Tow. Rybicki: I znaliście przebieg rozmów?
            Tow. Radkiewicz: Oczywiście znałem.
            Tow. Rybicki: Żadnych poleceń nie dawaliście tego typu?
            Tow. Radkiewicz: W ogóle było pewne podrażnienie wewnętrzne, ale
            mobilizacji, obaw puczu jakiegokolwiek nie było.
            Tow. Rybicki: Kto mógł wydać zlecenie, żeby ściągnąć tych ludzi w tych
            warunkach konspiracyjnych?
            Tow. Nowak: Czy w ogóle się to praktykowało?
            Tow. Radkiewicz: Nie.
            Tow. Nowak: Ale w sierpniu czy wrześniu ta rzecz została zrobiona.
            Tow. Dłuski: Towarzyszu Radkiewicz, czy sobie wyobrażacie, że poza
            Wami w Ministerstwie ktoś mógł dać tego rodzaju polecenie?
            Tow. Radkiewicz: Teoretycznie to jest możliwe, wiceministrowie może.
            Tow. Rybicki: Ale czy z czyjegokolwiek innego polecenia mógł wezwać?
            Tow. Radkiewicz: Gdyby mnie nie było, mógłby, Romkowski, Mietkowski.
            Ale ja tego faktu nie pamiętam. Dobrze przypominam sobie te
            rozmowy nasze o Korczyńskim, człowiek nieopanowany, nerwowy,
            ale o specjalnej mobilizacji, o puczu — nie pamiętam.
            Tow. Rybicki: A Korczyński był wiceministrem?
            Tow. Radkiewicz: Tak, Korczyński i Moczar, tylko w ocenie charakteru
            Korczyńskiego i Moczara były różnice. Korczyński był bardziej
            bojowy.
            Tow. Nowak: A jakie mogły być sankcje wobec Korczyńskiego wyciągnięte?
            Tow. Dłuski: Nie sankcje, ale zlecenia.
            Tow. Radkiewicz: To nie była ocena, która by już stanowiła groźbę. To było
            w rozmowach bez wniosków, że tak powiem. Ale żeby przywiązywać
            większą wagę w sensie puczu ze strony Korczyńskiego — sobie nie
            przypominam. Takiej oceny i takiego przedsięwzięcia nie przypomi-
            nam sobie.
            Tow. Nowak: Ale ktoś musiał dać to polecenie, bo ci ludzie przyjechali
            i znaleźli się nie w Ministerstwie, a znaleźli się w Warszawie.
            Tow. Radkiewicz: Oczywiście, to są dawne czasy, trudno szczegóły pamię-
            tać, ale takie szczegóły zdaje mi się że bym zapamiętał.
            Tow. Pszczołkowski: Ci ludzie, tak jak myśmy z nimi rozmawiali, wielu
            rzeczy nie pamiętają, ale przy całym braku konkretności kto z kim,
            itd., to ten fakt pamiętają, jak ich zawiadomiono, niektórzy pewne
            szczegóły pamiętali, jeden opowiadał, że gdy stał przy tych ruinach, to
            się trochę bał, ale wszystkie szczegóły świadczą, że rzeczywiście 4 ludzi
            tam przyjechało.
            Tow. Dłuski: Przyjechali i po pewnym czasie ich odesłano.
            Tow. Pszczołkowski: Jedni mówią, że po 2 godzinach, inni że po 4.
            Tow. Dłuski: Inni sobie dopiero później skojarzyli.
            Tow. Pszczołkowski: Przebiegu rozmów sobie może nie przypominają, ale
            nie ulega wątpliwości sam fakt tajemniczości tego wszystkiego, zeszło
            się czterech ludzi w tajemnicy, jeden upozorował wyjazd przed żoną
            tym, że jedzie na polowanie —
            Tow. Radkiewicz: Może warto by było z Romkowskim porozmawiać?
            Tow. Nowak: A czy Romkowski mógł Burginowi takie polecenie wydać?
            Tow. Radkiewicz: Na pewno mógł. To jest za bardzo specjalna sprawa
            w sensie okoliczności, ja bym musiał to sobie zapamiętać.
            Tow. Rybicki: A w Konstancinie? Trzech mówi, że jeżeli mieli dłużej czekać,
            żeby tam porozmawiać.
            Tow. Kliszko: Tam było kilku towarzyszy.
            Tow. Radkiewicz: Wtedy tam było bardzo niewielu. To była willa, która była
            utrzymywana przez Ministerstwo Bezpieczeństwa, ale tam przyjeż-
            dżali towarzysze i tow. Wiesław też.
            Tow. Rybicki: Czy wyobrażacie sobie taką sytuację, że Romkowski zwoły-
            wał, a Wy żebyście o tym nie wiedzieli?
            Tow. Radkiewicz: Czy ja wiem? Czy to było w sierpniu?
            Tow. Nowak: To napewno było przed sierpniowym Plenum, bo na sierp-
            niowym Plenum tow. Wiesław ustąpił.
            Tow. Kliszko: Tylko na posiedzeniu Biura rezygnację złożył wcześniej
            i wtedy musiały się toczyć rozmowy.
            Tow. Radkiewicz: Te rozmowy, o ile sobie przypominam, były rozmowy
            w Jastrzębiej Górze, było kilka rozmów. W dokumentach łatwiej by
            ustalono, czy to było w 1948 czy 1949 r.
            Tow. Kliszko: Korczyński był na Plenum i nawet przemawiał. Wszyscy
            byli.
            Tow. Nowak: Czy nie ma innych pytań?
            Tow. Radkiewicz: Ja sobie jeszcze trochę popracuję, spróbuję odtworzyć
            bliżej ten okres.
            Tow. Dłuski: Takie rzeczy jeżeli były, to musicie pamiętać.
            Tow. Radkiewicz: Czterech ludzi?
            Tow. Rybicki: Olkowski podobno był, ale to tylko jeden wysunął. Ale co do
            czterech to jest pewne.
            Tow. Nowak: Co do faktu, to wszyscy czterej się zgodzili, potwierdzają ten
            fakt. Jeżeli nie ma więcej pytań, to podziękujemy towarzyszowi.
            Oczywiście dzisiejsza rozmowa to jest tajemnica.
            Protokół
            posiedzenia Komisji, powołanej przez VIII Plenum przy CKKP
            w dniu 26.XI.1956 r.
            Obecni: tow. Nowak Roman, Pszczółkowski i Rybicki
            Zaproszeni t.tow. Świetlik i Kochan
            Rozmowa z tow. Świetlikiem
            Tow. Nowak: Towarzyszu, myśmy Was zaprosili do nas, żebyście nam dali
            wyjaśnienie:
            1) Jaki był Wasz udział w Komisji B.P. d/s Bezpieczeństwa,
            2) w sprawie akcji „K", która miała miejsce, co Wy o tej sprawie
            wiecie.
            Później może jeszcze będą inne pytania.
            Tow. Świetlik: Jeżeli chodzi o Komisję Biura Politycznego d/s Bezpieczeń-
            stwa w składzie t.tow. Bierut, Berman i Radkiewicz — z pracą tej
            Komisji ja nie jestem zapoznany w ogóle, nie brałem udziału
            w pracach tej Komisji, natomiast pamiętam naradę w KC w 1949 r. na
            jesieni, kiedy była powołana Komisja, to znaczy powiadomiono
            i mnie, że jest stworzona Komisja d/s Bezpieczeństwa. Wchodzili
            wtedy wszyscy wiceministrowie, z Biura na pewno tow. Bierut
            i Berman, nie pamiętam, kto jeszcze mógł wchodzić. Żywot tej
            komisji w takim wydaniu trwał bardzo krótko. To było na jesieni 1949
            r. Mnie powiadomiono. Miałem takie pismo z Sekretariatu KC. Tam
            był wyszczególniony skład. Więc był wtedy w.-min. Romkowski,
            Mietkowski, ja, możliwe, że Lewikowski już był. Żywot tej Komisji
            był właściwie nie komisyjny, tak jak całe kierownictwo ministerskie.
            Pamiętam, że raz zebrano nas w Belwederze, ale nawet nie potrafię
            teraz odtworzyć, o czym tam była mowa i na tym się rzecz wyczer-
            pała, ale i to bez tytułu, że ta Komisja zebrała się, zwołano zebranie
            tak, jak zwoływano od czasu do czasu zebrania. Ja zwracałem się
            niejednokrotnie, opierając się na tym, że istnieje taka Komisja,
            dlaczego nas nikt nie zbiera. Co prawda zwróciłem się z tym do
            Radkiewicza, pozostało to bez skutku.
            Tow. Rybicki: Kto był wtedy sekretarzem POP przy Ministerstwie Bez-
            pieczeństwa, wtedy, kiedy została powołana Komisja?
            Tow. Świetlik: Sekretarzem partyjnej organizacji wówczas — ja może
            plączę, może to nie było jesienią, może to było trochę później, za
            dokładność terminu nie ręczę, mogło być wcześniej, w marcu, trudno
            mi powiedzieć.
            Tow. Rybicki: O to chodzi, że my mamy uchwałę Sekretariatu i tam jest
            powiedziane, że wchodzą Romkowski, Mietkowski, Świetlik i Sek-
            retarz POP, więc to nas zainteresowało.
            Tow. Świetlik: To było powiedziane tak, jak o całej Komisji, że taka
            Komisja jest powołana, a sekretarzem to wtedy była chyba Grudowa.
            Ja kilkakrotnie upominałem się o kolegialność pracy tej Komisji, ale
            z tego nic nie wyszło. Ja to traktowałem jako Komisję, ale nikt nas nie
            zebrał, nie powiedział, jakie są zadania tej Komisji, mnie tego nikt nie
            powiedział. Byłem w Belwederze, wszyscy wiceministrowie byli.
            Niezależnie od tego w 1954 r. było w Natolinie zebranie, stały sprawy
            gospodarcze, innym razem w Konstancinie. Kierownictwo Minister-
            stwa znowu bez żadnych wstępów zwołało nas i nie postawiono
            sprawy tak, że zebrano nas jako Komisję.
            Tow. Nowak: Ale tow. Bierut, Berman brali udział w zebraniach w Kon-
            stancinie i Natolinie i Radkiewicz oczywiście?
            Tow. Świetlik: Tak, zawsze był tow. Bierut, Berman i Radkiewicz. Kiedy ta
            Komisja, składająca się z trójki powstała, nikt nigdy nie komuniko-
            wał o tym, jakie są zadania tej Komisji. W ogóle żadnego komunikatu
            ja przynajmniej nigdy nie dostałem. Ja w swojej naiwności sądziłem,
            że
            • Gość: gRegor gorol7 podściep ,mamlas i kruppel:) IP: *.neonet.gliwice.pl 09.04.04, 08:56
              gorol7 będziesz przewodził kolumnie:)
            • hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 09.04.04, 13:35
              Byłem w Belwederze, wszyscy wiceministrowie byli.
              Niezależnie od tego w 1954 r. było w Natolinie zebranie, stały sprawy
              gospodarcze, innym razem w Konstancinie. Kierownictwo Minister-
              stwa znowu bez żadnych wstępów zwołało nas i nie postawiono
              sprawy tak, że zebrano nas jako Komisję.
              Tow. Nowak: Ale tow. Bierut, Berman brali udział w zebraniach w Kon-
              stancinie i Natolinie i Radkiewicz oczywiście?
              Tow. Świetlik: Tak, zawsze był tow. Bierut, Berman i Radkiewicz. Kiedy ta
              Komisja, składająca się z trójki powstała, nikt nigdy nie komuniko-
              wał o tym, jakie są zadania tej Komisji. W ogóle żadnego komunikatu
              ja przynajmniej nigdy nie dostałem. Ja w swojej naiwności sądziłem,
              że Minc tam może być. W Natolinie Minc był, stawiano wtedy sprawę
              awarii w przemyśle. Ja stawiałem sprawę, że my jako Bezpieczeńst-
              wo tutaj nic nie poradzimy, bo to jest za wielka ilość faktów.
              W Konstancinie była stawiana sprawa delegatury Sił Zbrojnych
              kraju i WIN-owskie. Dokładnie daty nie pamiętani, ale jakoś jesienią,
              to jest sprawa publikowana, mieliśmy sprawy WIN-owskie w 1952/53
              r., za dokładność daty nie ręczę.
              Tow. Rybicki: To ta sprawa Grywinowska?
              Tow. Świetlik: Tak, były artykuły publikowane w związku z delegaturą
              WIN-owską w kraju i za granicą.
              Tow. Pszczółkowski: A ta sprawa była prowadzona od początku w porozu-
              mieniu z kierownictwem?
              Tow. Świetlik: Jakieś porozumienie było, ale czy od początku — nie
              potrafię powiedzieć, bo kiedy otrzymałem III Departament, już była
              ta sprawa prowadzona. Początek to była sprawa Boryczka, ja ją
              zastałem już w toku. Co było w Konstancinie nie pamiętam dokład-
              nie, ale wiem, że o tej sprawie była mowa, sprawa urządzenia do
              naprowadzenia samolotów na cel. To groźne wydawało się, przyrząd
              miał być niewielki, a bardzo precyzyjny, o tym specjaliści lotnicy
              mogą dać wyjaśnienia. Nas to intrygowało, to był gorący czas, wojna
              w Korei, oceniało się, że to mogło być niebezpieczne. Ale tego ja nie
              traktowałem jako normalne zebranie Ministerstwa dla omówienia
              takiej czy innej sprawy. Był na pewno i Romkowski.
              Tow. Nowak: Powiadasz, że zwracałeś się, dlaczego nie zwoływano Komi-
              sji. Ale przecież w tym czasie przechodził szereg spraw, które miały
              dla życia politycznego duże znaczenie, areszty itd. Czy o tych
              sprawach mówiono?
              Tow. Świetlik: Areszty — wtedy jak Gomułkę wieźli z Krynicy, ja dopiero
              wtedy dowiedziałem się o tym, o jakichkolwiek aresztach, jeżeli
              chodziło o szczególnie drażliwe sprawy dowiadywałem się od wielu
              innych ludzi i te sprawy nigdy nie były tematem narad. Takich narad,
              kiedy mówiono, żeby kogoś aresztować, nie było, przynajmniej ja nie
              byłem na takich zebraniach. Jak się dowiedziałem o istnieniu X-ki
              — dziś to mogę powiedzieć, że w kierownictwie Ministerstwa ta
              sprawa X-ki wynikła po przeprowadzeniu wszystkich decyzji. Moje
              zdanie, czy ma być X-ka, to nas tyle obchodziło co imieniny szacha
              perskiego. To wszystko zaczęło się nie od dziś, zaczęło się od innej
              komórki. Potem dowiedziałem się, że ta komórka włączyła się do
              X-ki. Pracą tego wydziału nie zajmowałem się. Jak nie było osobis-
              tego udziału, to i odpowiedzialności nie było. (Kiedy dowiedzieliście
              się, że jest X-ka i w jakiej formie?) To musiało być w formie rozmowy,
              ale nie narady, czy powołać czy nie powołać. Był dokument o za-
              kresie czy kompetencji tej X-ki, ale to wszystko było bodaj po
              którymś tam kisielu. (A do Was należały jakie decyzje?) Zacząłem
              w KBW w 1953 r., dyrektorem tam był Tataj, Czaplicki był chyba
              w I Dep. w-dyrektorem. I Dep. podlegał Mietkowskiemu, mnie III
              Dep., a chyba w 1950 r. Dep. IV to był przemysłowy. Potem jeszcze
              doszedł, daty nie pamiętam, Wydział do spraw funkcjonariuszy,
              szyfry, więziennictwo doszło w 1950 r., z tym że istniał podział:
              areszty śledcze, na Mokotowie ta część miała swoją autonomię.
              Dokładnego terminu nie pamiętam, ale chyba w 1950 r. dostałem
              więziennictwo, w sumie zebrało się 7 elementów różnych. (Łącznie
              z WOP i KBW?) Potem wystąpiłem z wnioskiem, że to jest za dużo,
              z projektem reorganizacji proponowałem wydzielenie wojska z mo-
              jej ewidencji i odeszło wojsko, dep. łączności i w międzyczasie II Dep.
              — ewidencja, korespondencja. X-ka miała swobodę składania zamó-
              wień do II Dep., ale nie wszystko co szło do II Dep. podlegało kontroli
              w-min., tak że X-ka miała też swoje kompetencje. (Więc jeżeli idzie
              o śledcze areszty, nie podlegały?) Nie, areszty śledcze miał chyba
              Romkowski, jak miał Dep. śledczy, on może na to odpowiedzieć.
              Tow. Rybicki: Ale wszystkie były areszty śledcze? Tam też były wy-
              dzielone.
              Tow. Świetlik: Tak, taki był stan. W tym wydaniu 1949 r. mnie zawiadomio-
              no, że istnieje Komisja, ale nikt mi nie zakomunikował, na czym jej
              zadanie polega, poza zawiadomieniem z Sekretariatu.
              Tow. Nowak:A czy Wam wiadomo, że niektórzy towarzysze w sprawie
              Tatara mieli jakieś wątpliwości?
              Tow. Świetlik: To mi trudno powiedzieć. Przecież sprawa znowu stała,
              początek sięga okresu, gdy byłem w KBW, do tych spraw były
              wydzielone grupy śledcze. Czy ktoś miał jakieś wątpliwości — nie
              potrafię powiedzieć. Ze sprawą zetknąłem się o tyle o ile, na kolegium
              nie była w wyczerpujący sposób omawiana. (A Wasz kontakt jako
              w-ministra z kim był: z Radkiewiczem, czy dostawaliście dyrektywy
              z zewnątrz?) Radkiewicz. Byłem raz u Bermana w 1954 r. Pchnęła
              mnie do tego sprawa w Kolnie. 7 trupów, w czasie śledztwa potłukli.
              Ja wtedy stałem na stanowisku wycofania Krupskiego z listy wyjaz-
              dów na szkołę do Moskwy, były różnice zdań w tej sprawie, ja
              postawiłem sprawę, żeby go posłać na szefa UPow. Dyrektorem p.o.
              był Andrzejewski. Wtedy udałem się do Bermana, wszystkie rozkazy
              zabrałem, bo stosowanie przymusu fizycznego od strony rozkazów
              wyglądało tak, że lepiej nie mogło być. Kilka rozkazów było, że nie
              wolno stosować przymusu fizycznego. Krupski na szkołę nie poje-
              chał, Kalinowski też tą sprawą się zainteresował. Wyszła ta sprawa
              z Prokuratury, okazało się, że młody chłopak był bity, nic wspólnego
              z morderstwem nie miał i też był bity, stąd ta sprawa wyszła tutaj.
              Poza tym żadnych nie miałem spraw, to był 1954 r., to było po
              koncertach Światło.
              Tow. Rybicki: Jak to wyglądało praktycznie, na co dzień? Kierownictwo
              Waszą pracą ze strony Radkiewicza.
              Tow. Świetlik: Moją pracą — jeżeli wynikły sprawy, co do których nie
              czułem się kompetentny, to wtedy szedłem do niego. Najczęściej
              sprawy omawiane na kierownictwie to były sprawy WIN-owskie,
              omawiane na całym kierownictwie, minister i wiceministrowie.
              Ludzie mówili o kolegium — ja świadomie nie używam tego słowa,
              nigdy u nas nie było zorganizowanego kolegium. Na III czy na IV
              Plenum zgłosiliśmy poprawki do rezolucji, że taka kolegialność
              utrudnia prowadzenie walki z wypaczeniami. Dlatego nie okreś-
              lałem świadomie „kolegium", bo dużo szczegółów było wyłączonych
              ze wspólnych prac kierownictwa, na mój rozum za dużo. Taki dział
              np. jak II Dep. nigdy nie stał na kolegium, to było osnute tajemnicą,
              jak pracują.
              Tow. Nowak: A bezpośrednich dyrektyw nie otrzymaliście od tow. Ber-
              mana czy Bieruta?
              Tow. Świetlik: Kiedyś miałem telefon od tow. Bermana, że na Śląsku
              spaliła się fabryka, kiedyś mieliśmy katastrofę na mieście w War-
              szawie. Ja takiej sytuacji nie miałem, żeby bezpośrednio wgląd był.
              W 1955 r. dwa razy stała sprawa więziennictwa: raz w obecności tow.
              Bieruta i Bermana, drugi raz był i tow. Ochab. (Kiedy stała sprawa
              Milicji?) Nie, nie byłem. To było w KC, na Biurze. Dziś rozumiem, że
              chodziło o jak najlepsze intencje, tylko to było poplątane, część
              śledztwa w Dep. więziennictwa miejsca nie miała. Nawet na Mokoto-
              wie, który podlegał Duliaszowi (?) oddział śledczy był wydzielony
              z więziennictwa. Kiedy to zostało oddzielone — nie wiem.
              Tow. Nowak: A Komisja Mazura — czy wytyczne tej Komisji miałeś?
              Tow. Świetlik: Nie, wtedy nie wiedziałem. O istnieniu „spacerów" nie
              wiedziałem, dopiero kiedy Światło zaczął
              • hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 09.04.04, 21:47
                Tow. Świetlik: Nie, wtedy nie wiedziałem. O istnieniu „spacerów" nie
                wiedziałem, dopiero kiedy Światło zaczął mówić. Właściwie o „spa-
                cerach" mowa była; ale co to było, nie wiedziałem. Tam była
                radiostacja i KBW ochrona, że tam było jeszcze więcej — nie
                wiedziałem. Po ucieczce Światło z pierwszych dochodzeń był proto-
                kół, ale na kierownictwie nie był. Po jego koncertach znowu grupa
                pracowała i protokół tej grupy był, ale wziąłem go od Mietkowskiego
                i właśnie jako sprawa wielkiej wagi też nie stał na kolektywie
                kierowniczym.
                Tow. Rybicki: Wam ten III Departament podlegał, sprawy walki z ban-
                dytyzmem, podziemiem. Więc tutaj jest zagadnienie Grywinows-
                kiego. Jak oceniacie tę sprawę?
                Tow. Świetlik: Do dziś nie wiem, ile było prawdy ze strony Delegatury
                dlatego, że nikogo tam za granicą w tej delegaturze nie mieliśmy,
                nikogo, kto gotów był poświęcić się ideowo, żeby wejść do tego
                środowiska i powiedzieć coś. Ci, którzy byli stąd wysłani, to nie byli
                ludzie, którzy poświęcali się, to byli członkowie delegacji. Na ile
                myśmy rozpoznawali wroga, na ile oni nam dawali prawdziwy obraz,
                co się dzieje za granicą — ja bym dziś też jeszcze nie wziął na siebie
                twierdzenia, że to wszystko, co oni nam przysłali, to jest wiarygodne.
                Tow. Rybicki: Ale mnie chodzi o to, co było na terenie kraju, jak Wyście te
                sprawy widzieli, czy mieliście rzeczywistą kontrolę nad siatką, która
                jest w kraju?
                Tow. Świetlik: Może nie tyle rzeczywistą czy szczegółową, to przerastało,
                nie mogło być inaczej, bo jak się miało 7 elementów różnych, to nie
                byłem w stanie tym kierować, w szczegółach zajmował się tą sprawą
                wicedyrektor. Ja polegałem na dokumentach, które mnie dostar-
                czano z Departamentu w raportach, na piśmie czy ustnie, a w szcze-
                gółach trudno by mi było znać, bo musiałbym wówczas zmienić swoją
                funkcję i jeździć na kontakty itd. (Kto powinien znać te rzeczy?)
                Andrzejewski powinien znać te rzeczy.
                Tow. Rybicki: A jeżeli chodzi o akcję w Białostockiem?
                Tow. Świetlik: Rozbieranie domów? Z tym zetknąłem się będąc w KBW.
                Pojechałem, natknąłem się na taką sytuację, że poszycie ze strzech
                zrywano. Potem ja z tymi faktami nie stykałem się. Mieliśmy fakty
                bardzo przykre, że przy licytacji w Suwałkach szef powiatowy coś
                sobie kupił, on był sądzony, wyrok dostał. Szefem WU był Mikuś,
                chciano go zdjąć, sądzić itd. Z rozmowy z nim wynikało, że dostał
                nastawienie z III Dep. Sądzić Mikusia, a nie sądzić tych, którzy dali
                dyspozycje — to trzeba nam wsadzić nie Mikusia. Tak postawiłem
                sprawę, że nie można. (Ale kto dał mu takie nastawienie w Depar-
                tamencie?) Z tego co Mikuś mówił to dawał Czaplicki. Dlaczego tak
                się stało, że ja o tym nie wiedziałem? To miało swoje źródło w takim
                tradycjonalnym nawyku, że dyrektor nie zawsze się liczył z funkcją
                przełożonego, ja pamiętam jedną z rozmów z Mikusiem, kiedy już był
                w Ministerstwie, kiedy zaczął przedstawiać, że dostał nastawienie
                w Departamencie, więc ja mu zwróciłem uwagę, że instrukcje
                zatwierdzone przeze mnie takich środków nie przewidują, tam była
                mowa o działaniu na drodze sądowej, ale to co wynikało z przepisów
                o pozbawieniu mienia, co w wyrokach sądowych często zapadało.
                Dlaczego pamiętam fakt, że to w instrukcji było? Bo zwrócono nam
                uwagę w bardzo ostrej formie, żeby Mikusia sądzić. Więc kiedy
                spytałem Mikusia, że skoro była instrukcja, a dostał inne dyrektywy,
                powinien był przyjść do mnie i spytać. Nieraz tak bywało, że
                pomijano wiceministra, podobno nie tylko w stosunku do mojej
                osoby. — Mikuś przyszedł do Ministerstwa na kierownika Wydziału.
                To jest stanowisko dość duże, ale znacznie mniej samodzielne
                i odpowiedzialne, aniżeli Szef Woj. Urzędu.
                Tow. Rybicki: A w stosunku do Czaplickiego były wyciągnięte wnioski?
                Tow. Świetlik: Wtedy była ta sprawa postawiona na odprawie krajowej.
                Czaplicki wystąpił samokrytycznie, ale nie pamiętam, co powiedział.
                Tow. Pszczółkowski: A kiedy zdjęto Mikusia z Białostockiego, był z-cą
                Domowski. On twierdził, że kiedy przyjechałeś do Białegostoku,
                dałeś polecenie, żeby w związku z bandami, jakie grasowały na
                terenie Białegostoku, stosować środki przymusu, żeby bić.
                Tow. Świetlik: Trudno mi powiedzieć, czy takie dyspozycje dawałem.
                Z tego względu, że miałem Wydział do spraw funkcjonariuszy, mieli
                do mnie pretensje, że jestem zanadto prokuratorski, bezwzględny.
                Pamiętam, że jednej ze spraw nie zawnioskowałem do sądu — towa-
                rzysze wyjaśnili mi, że w wyniku zastosowania siły fizycznej ujęto
                sprawców morderstwa. To było robione w trakcie akcji, gdy były
                granaty itd. Trudno mi powiedzieć, żebym dawał takie dyrektywy
                Domowskiemu. Prócz Domowskiego był szef Urzędu, nie może być,
                żebym z Domowskim miał naradę wtedy, kiedy byłem z szefem
                Urzędu Kubajewskim. Pamiętam, że kiedyś dowiedziałem się, że
                w stosunku do zatrzymanego stosowano siłę fizyczną, w rozmowie
                przez „wecze" zabroniłem Kubajewskiemu, i on był rad dlatego, że
                jako szef mógł mieć pełną władzę w stosunku do oficerów śledczych,
                ale nie zawsze to musiało skutkować. Przyjął to bez żadnej opozycji.
                Jaki bym nie był, ale obłudny nie byłem i wśród pracowników
                Bezpieczeństwa z brakiem zaufania nie spotkałem się, żebym dawał
                prawo bić. Tak że Domowskiego uczciwość bym kwestionował. Nie
                wiem, jak on to przedstawił.
                Tow. Pszczółkowski: Zwolniłem Domowskiego, mówiłem, że zamierzam
                go czynić odpowiedzialnym za to, co było na terenie Białegostoku, to
                wtedy on to mówił, że przyjechałeś i tak mówiłeś.
                Tow. Świetlik: Przyjeżdżałem, to był teren, w którym mieliśmy najwięcej
                band, tam były fakty mordowania ludzi w bestialski sposób, tam była
                banda Paszka. Tam mieliśmy przez cały czas kłopoty i ofiary były nie
                raz i nie dwa i nieraz wytykałem towarzyszom niezaradność jeżeli
                chodzi o podchodzenie do wroga, rozpracowanie i likwidację band.
                Narady były nieraz, nie tylko z kierownikami, ale i z bezpośrednio
                zainteresowanymi pracownikami. Miałem taką metodę pracy — bez-
                pośredniego omawiania spraw z referentami.
                Tow. Rybicki: Jak się sprawa stosowania przemocy kształtowała, jeżeli
                chodzi o instruktaż — czy polecenia, czy zakazywanie, czy było
                wyraźne stanowisko?
                Tow. Świetlik: Wyraźne stanowisko było, że nie wolno bić, to było wyraźne
                stanowisko. Pierwszy raz z naruszeniem rozkazu zetknąłem się
                w 1950 r. Potem już prawie codziennym zjawiskiem było, kiedy mi
                przydzielono Wydział do spraw funkcjonariuszy, a kwestia mego
                poglądu na te sprawy, w miarę bliższego zapoznania się z pracą
                kształtował się coraz to radykalniej. Ukoronowaniem tego była praca
                z Wydziałem, kiedy bez żadnych względów — czasem rzeczywiście
                pracownicy, którzy długo służyli w organach, nie wytrzymali i stoso-
                wali wobec zatrzymanych przymus fizyczny — wydalało się tych
                ludzi.
                Tow. Pszczółkowski: Jak to się stało, że kierownictwo stało na stanowisku:
                nie stosować przemocy fizycznej, stosowanie kar w stosunku do
                pracowników, którzy tej przemocy używali — skąd to wychodziło, że
                pracownicy bili. Czy taki był poziom moralny, czy nasycano aparat
                Bezpieczeństwa ludźmi o takim poziomie moralnym. Że tak łatwo te
                wykroczenia miały miejsce. Pracownicy oskarżają, że ich kierownic-
                two pchało, a kierownictwo karało i wyciągało wnioski?
                Tow. Świetlik: Były sprawy do sądów kierowane, to są fakty, były wyroki
                sądów wojskowych i ludzie siedzieli w więzieniu, to jest fakt. (A
                jednocześnie w szerokim zakresie był stosowany ten przymus?). Ja
                byłem nie raz i nie dwa i narady i odprawy przeprowadzałem nie
                tylko z Domowskim, poza tym Domowski ma nie moją szkołę, on ma
                trochę inne szkolenie. Kiedy jeszcze nie wiedziałem, co to jest praca
                w Bezpieczeństwie, to Domowski już tam pracował i do moralności
                tego człowieka nie mam zaufania. To o co pytacie jest nawet
                problemem pewnego rodzaju. Wynikało to z tego, że była dwu-
                torowość. Jeżeli ja odpisuję w wyniku dochodzeń: usunąć, skierować
                do sądu, jeżeli mimo istniejących zakazów, zabra
    • Gość: Wasz Marjanek Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.dip.t-dialin.net 09.04.04, 23:03
      Mosz recht. S tym co je gorolskie - a njy s tym, co tak zostanie.
      Wczora jechol ech bes ta wasza metropolija, i myslol ech, co mje diobli weznom.
      Za czasow jak ech tam mjyszkol - boly Gliwice o dupa roszczasc - ale teros ???
      Wejscie sie yntlich za robota i zrobcie cojsik dlo tego miasta. I zaprzyngcie
      do tego tych wszyjstkich mjyszkajoncych tam goroli!
      Pyrsk i Wesolego Zajonczka !
      Wasz Marjanek (kerymu prawie wyleciol gybis na ty waszy Autobahnie)
      • Gość: gRegor Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.neonet.gliwice.pl 10.04.04, 07:03
        Z przyjemnością zostanę "KARBOWYM" i zagonię ich do naprawy tego co zniszczyli
        i zaniechali przez klikadziesiąt lat.u Niemców zapieprzają za EURO to niech i u
        Ślązaków pokożą jak potrafią pracować:)
        • Gość: Wasz Marjanek Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.dip.t-dialin.net 10.04.04, 19:27
          Ja,ja - ale jo mysla, co to ino teoria. Gorole myslom, co mogom robic na
          Slonsku co chcom, bo wiedzom, co majom poparcie Warszawki. I jak dugo Slonzoki
          nie pokozom, wto tukej je panym, to tyn burd... dalij bydzie istniol.
          A ta zetelnosc goroli w Niemcach - to tysz cojs ze serii bajki dlo dzieci.
          U nos w tamtym roku Poloki zbjyrali truskawki. A szlo to poznac po tym, co nad
          polym lecialy kur... , a pomjyndzy krzoczkami lezaly puste paczki po polskich
          cygaretach. Also - tak prezyntujom Poloki sie na "saksach".
          Zycza obfitego Zajonczka

          Wasz Marjanek
          • hanys_hans Tajne archiwa PRLu 14.04.04, 17:54
            Jeżeli ja odpisuję w wyniku dochodzeń: usunąć, skierować
            do sądu, jeżeli mimo istniejących zakazów, zabraniających, uprze-
            dzających, że będą kierowani do sądu — a to powtarzało się, a więc
            mogło to być tylko w wyniku dwutorowości, że Wydział sobie, a inne
            wydziały sobie. W 1954 r. była sprawa Kolneńska po koncertach
            Światło. Idzie wicedyrektor i w rozmowie ze mną komentuje, że
            kiedy dowiedział się, że trzeba pracować szybko, to zrozumiał, że
            wszystko można robić. Fakt: 7 ludzi nam padło i trzeba było
            morderców pochwycić, ale był stosunek, żeby do zatrzymanych
            stosować terror fizyczny.
            Niezależnie od dwutorowości trzeba zwrócić uwagę i na poziom
            moralny, ale i na stan psychiczny. Nie wszyscy mogli sobie wagę
            wydarzeń politycznych przekładać tak, że jest walka klasowa, że
            jeżeli padają trupy, to nie znaczy, że wszystko co było w 1946, 7 czy
            49 r. trzeba przedłużyć. Strzelano i granaty jeszcze grały w 1954 r.
            jeszcze w tym roku podobno likwidowano, Sałopotek w 1955 r. Tę
            stronę też trzeba brać pod uwagę. Były rzeczywiście wyroki za
            stosowanie tych metod — że to szło z oporami — to fakt.
            Tow. Rybicki: A akcja „K"?
            Tow. Świetlik: Źródła tej akcji „K" nie znam. Tow. Radkiewicz zreferował,
            ale nie pamiętam, żeby on dawał jakieś tło, jaka istniała konieczność
            przeprowadzenia tej akcji, ale to była odprawa. Ja byłem wtedy
            w Katowicach i referowałem również te sprawy, referowałem od tej
            strony, że w stosunku do tych, co do których są materiały, że
            uprawiają wrogą działalność, trzeba zastosować sankcję aresztu
            przez Urzędy Bezpieczeństwa. Według materiałów posiadanych
            przez Wydział (A praktycznie jak to wyglądało, czy sporządzano
            listy?) Czy były listy — nie potrafię odpowiedzieć, jak to było
            opracowane, aleja referowałem od strony tej, że według posiadanych
            materiałów Szefem wtedy był Dowkant, z-cą był Marek, a na co dzień
            kierowanie akcją „K" nie potrafię powiedzieć, w czyich rękach to
            było.
            Tow. Pszczółkowski: Punda przyjeżdżał z materiałami, cały samochód
            teczek.
            Tow. Rybicki: Ale jaka to liczba była?
            Tow. Świetlik: Przecież są dokumenty na to wszystko. Chyba były jakieś
            dyrektywy ze strony Prokuratury.
            Tow. Rybicki: Skąd wyszło polecenie, żeby ludzi aresztować z decyzji
            tylko Bezpieczeństwa?
            Tow. Świetlik: Trudno mi powiedzieć, skąd wyszło, w Ministerstwie ta
            sprawa stała, przecież szefowie stawiali sprawę, że bez nakazu
            prokuratorskiego aresztowanych mógł zatrzymać na określony czas.
            (Szefowie dostawali na odprawie w Ministerstwie?) Chyba tak. Kto
            w jakiej formie dał dyspozycje w teren, nie potrafię powiedzieć. Kto
            kierował całością akcji „K" nie wiem.
            Tow. Rybicki: Ale ona wchodziła w zakres jakiegoś Departamentu?
            Tow. Świetlik: Czy III Departamentu? Nie potrafię znaleźć odpowiedzi, czy
            tylko III Departamentu. Powołuję się na akta dlatego, żeby nie
            wyglądało, że ja się wykręcam.
            Tow. Rybicki: Przedtem i potem była zasada, że na aresztowanie potrzeb-
            na jest sankcja prokuratorska. Tam była sankcja dopuszczona na
            miesiąc?
            Tow. Świetlik: Nie pamiętam.
            Tow. Rybicki: A tutaj w ogóle stała sprawa, żeby nie zwracać się do
            Prokuratora o żadne sankcje. Ktoś musiał dawać takie dyspozycje.
            Tow. Świetlik: Ja autorem takiej dyspozycji nie byłem. To było omawiane
            z Radkiewiczem. Nie przypominam sobie, żeby była narada w KC
            z dyrektorami. (Ale jak to technicznie wykonano, szefowie woj.
            przedstawiali listy?) Wnioski przedstawiali do Ministerstwa. Czyje
            wnioski ja przeglądałem, też nie potrafię powiedzieć, ale wiem, że
            byłem na odprawie w tej sprawie w Katowicach. Do tow. Bermana
            z teczkami nie jeździłem. Ja wtedy przez cały czas uważałem, że takie
            aresztowania mogą być dokonywane na podstawie wiadomości,
            posiadanych przez Urzędy, na podstawie materiałów. Jak to się
            odbywało? Tyle wiem, że potem były fakty aresztów, wnioski
            podawano na takich, którzy wybyli z tego miejsca zamieszkania,
            z tego wynikałoby, że mechanicznie brali materiały, nie sprawdzając.
            Ale w jakim celu — nie wiem. (Ale jak ta sprawa mogła być
            kontrolowana?) Mogły być wnioski. (Kto wnioski zatwierdzał?) Ja
            byłem na naradzie w Katowicach, czy wnioski zatwierdzałem, nie
            pamiętam. Jakiś podział był. Jeden tego nie mógł robić, ani minister
            ani wiceminister.
            Tow. Rybicki: Czy szefowie Woj. Urzędu mieli pełnomocnictwo zamykać
            sami bez zatwierdzenia? Bo jaki człowiek mógł przejrzeć 4-5 tyś.
            nazwisk. Więc to było pozostawione decyzji szefów?
            Tow. Świetlik: W rzeczywistości tak. Nie wiem, kto zadecydował te
            sprawy. To może się wydawać dziwne, ale przy istniejącej sytuacji to
            rzeczywiście miało miejsce. Nie raz i nie dwa miały miejsce takie
            fakty, że ja mogłem nie wiedzieć, co się dzieje gdzie indziej. Wiele
            spraw mniejszej wagi nie były mi znane. Jak wyszło morderstwo
            Szugara, to zebraliśmy się, żeby naradzić się, co robić, ale to nie
            znaczy, że przy każdym fakcie morderstwa odbywały się wspólne
            narady. (A sprawa Świadków Jehowy?) W ogóle tak, a w szczegółach
            nie. To było poza moim zasięgiem.
            Tow. Rybicki: A jeżeli chodzi o aresztowanie według listy ok. 2 tyś. ludzi?
            To zdaje się wykonywała Trójka?
            Tow. Świetlik: Nie wiem z jakiego tytułu Trójka. Świadkowie Jehowy nie
            należeli do Trójki. To nie było traktowane jako podziemie. Podziemie
            było różne i zależnie od tego Departamenty różnie się zajmowały.
            Chyba w charakterze podrzutka — nie umiałbym odpowiedzieć na
            to. (Na jakiej podstawie akurat takie liczby były aresztowanych?)
            Tutaj nic w akcji „K" nie mogę powiedzieć, nigdzie nie wyjeżdżałem.
            Tow. Pszczółkowski: Jedzie wiceminister do Katowic, żeby nadzorować
            akcję i nie wie, po co ta akcja była i jaki cel miała osiągnąć? Nie zdaje
            sprawy w kierownictwie, nie omawia się tego. Jak taką akcją można
            kierować, jeżeli się nie wie, jaki ma cel?
            (Przecież otrzymaliście wytyczne)
            Tow. Świetlik: Nie, ja w Katowicach na pewno nie dawałem dyrektyw, to
            była narada z szefami WU, to nie było tak, że powiedziałem:
            aresztować 2 tyś. ludzi. Nie mogę sobie przypomnieć, nie pojechałem
            z niczym. Ja mówiłem o kolebce, gdzie to zrodziło się, tak samo ja
            X-ka: walczyć z trockizmem itd. Ale co potem z tego wynikło. Tam
            gdzie byłem, to referowałem, ale to ja pamiętam, jaki miałem pogląd
            na tę sprawę, areszty tylko w stosunku do tych, na których były
            materiały, ale w żadnym wypadku na wariata. W tych Katowicach
            może w związku z akcją K to jak znaleźli kogoś, kto miał fuzję
            nielegalnie, to go aresztowali.
            W 1954 r. wicedyrektor Dep. pojechał, jest obecny przy tym, że biją
            i biją w wyszukany sposób i co ma zrobić? Może trzeba było sądzić.
            Były i gorsze sprawy, których nie można było doprowadzić do sądu,
            jak wrocławska sprawa szpiegowska, sprawa Kuszyńskiej. Pojecha-
            łem, kiedy sprawa wyszła, kiedy Prokurator i sąd się wycofały.
            Wróciłem z wnioskiem, że trzeba zdjąć Różańskiego i Dowkanta
            i w stosunku do tych, którzy fałszowali — sądzić. To postawiłem na
            kierownictwie Ministerstwa. Jeszcze wtedy nie stawiałem wniosku
            o sądzenie, ale zdjęcie. A w stosunku do tych, którzy w województwie
            fałszowali. Na zebraniu towarzysze zabrali głos, że nie mieli przeko-
            nania, a jednak to protokóły przyjęli i przekazali jako fakt. Mówili,
            jak to było w śledztwie, jak któryś nie chciał brać udziału w tych
            metodach, to mówiono, że białą rączką itd. (I żadnych wniosków nie
            wyciągnięto?) Wtedy zeszedł z aparatu Dowkant i Różański. Rudko
            nie odrazu, ale potem wyszedł też.
            Tow. Rybicki: A jeżeli chodzi o III Dep., jaki był pogląd co do stosowania
            prowokacji?
            Tow. Świetlik: Jeżeli tak nazwać prowokacją, w pewnym sensie prowoka-
            cja ta wynikała z samego sposobu podchodzenia do wroga. Trudno
            było żeby dojść do Sałapatki czy innego wytrawnego zbira, żeby nie
            posługiwać się agentem, który by jakiś czas z nim chodził, ale
            w sprzyjających okolicznościach powiadomić, co się szykuje i w wy-
            niku tych wiadomości można było zapobiec. W tym sensie prowoka-
            cja tak. Czy można m
            • hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 14.04.04, 18:04
              Czy można mówić o koncepcji, że z góry była założona? Nie.
              Zależnie od tego co wynikało, te czy inne metody stosowano. Za
              krótko pracowałem, żeby wyjść z czym radykalnie nowym, ale taka
              metoda była, agenturalna.
              Tow. Rybicki: A zagadnienie przymusowego werbowania agentów,
              wbrew ich woli?
              Tow. Świetlik: Zrozumiałe, że wbrew ich woli. Jeżeli popełnił przestępst-
              wo i werbunek był jakby amnestią, to było wbrew jego woli. A jeżeli
              był w czasie okupacji w NSZ — czy zgadzał się z dobrej woli? Na
              pewno nie. Tylko ja z niczym nowym radykalnie zmieniającym te
              sprawy nie wystąpiłem. Może za krótko pracowałem. Bez jakiejś
              generalnej zmiany poglądów przeprowadzić reorganizację — frag-
              mentarycznie podejść nie można było — nic nie mogłem wnieść do tej
              metody agenturalnej.
              Tow. Nowak: Więcej pytań nie ma? To dziękujemy towarzyszowi.
              Protokół
              posiedzenia Komisji, wyłonionej przez VIII Plenum przy CKKP
              w dniu 3.XII.1956 r.
              Obecni: tow. Nowak Roman, Dłuski, Kliszko, Pszczółkowski, Rybicki.
              Zaproszony tow. Mietkowski:
              Tow. Nowak: Towarzyszu Mietkowski, chcielibyśmy, żebyście Komisji
              opowiedzieli dwie zasadnicze sprawy:
              1) Wasz udział w Komisji d/s Bezpieczeństwa, której byliście człon-
              kiem, jak to się rozwijało, jak omawiane zostały te sprawy i
              2) Byliście tym, który osobiście opracowywał sprawę Tatara chcieli-
              byśmy wiedzieć, co Wy nam możecie o tym powiedzieć. Później może
              jeszcze będą pytania.
              Tow. Mietkowski: W sprawie pracy Komisji Bezpieczeństwa: trudno to
              nazwać moim udziałem w tej Komisji, jako udział członka Komisji.
              (Jaki był skład tej Komisji?) Nie mogę powiedzieć. (Nie dostaliście
              zawiadomienia na piśmie?) Dostałem, al eja sobie nie przypominam.
              Nie było posiedzenia, jakiegoś pierwszego posiedzenia, które by
              ustaliło typ pracy, zakres — ja takiego posiedzenia nie pamiętam.
              Natomiast wiem, że od czasu do czasu w poszczególnych sprawach
              Ministerstwo Bezpieczeństwa nas zapraszało na posiedzenia, w któ-
              rych brali udział tow. Bierut, Berman, Radkiewicz i w zależności od
              sprawy czasem ja byłem, Romkowski, Świetlik, ale posiedzeń,
              w których ja brałem udział, ja nie pamiętam wiele. Tak że ja uważam,
              że o ile byliśmy członkami Komisji, to nie mogło być takiej sytuacji,
              żeby poszczególnych członków Komisji zapraszano, jak kto uważał.
              Albo wszyscy jesteśmy członkami Komisji, to wszyscy zbieramy się,
              albo nie jesteśmy członkami Komisji. Raczej ja to rozumiałem tak, że
              nas zapraszano po kolei, niektórych razem z Komarem w sprawach
              wywiadu. Pamiętam posiedzenie, to było wspólne posiedzenie Bez-
              pieczeństwa i Wojska w sprawie gry WIN-owskiej, czy budżetowe
              sprawy rozpatrywano. Tak ja pamiętam, że wyglądała sprawa
              Komisji. (A czy nie było mowy o zadaniach Komisji, nad czym ona ma
              kontrolę itd.?) Nie, nie przypominam sobie i przypuszczam, że nie
              mogło być. W międzyczasie ja byłem chory, tak że ja trochę mam
              zatratę pamięci, w ogóle nie poczuwałem się jako członek Komisji.
              (Ale zawiadomienie dostaliście w 1949 r.?) Gdybym przyszedł na
              Komisję i nie miał przedtem rozmowy ze Świetlikiem, tobym
              powiedział, że nie otrzymałem. Ale Świetlik mi powiedział, że dostał
              takie zawiadomienie i ja tam byłem. A skoro on tak mówi, to
              przypuszczam, że tak jest. To już było dawno i mogłem zapomnieć.
              W sprawie Tatara — sprawę Tatara nie ja rozpatrywałem. Jak ja
              sobie przypominam, to sprawa Tatara zaczęła się, że ta grupa, trójka
              Tatar, Utnik i Nowicki stawiali zagadnienie obrony ich przed napaś-
              cią ze strony władz emigracyjnych w związku z tym, że oni przekazali
              pewne fundusze, FON, i oni przygotowali jakiś projekt takiej noty,
              którą nasz rząd miał wysłać, notę protestacyjną do rządu angiels-
              kiego przeciwko działalności ośrodków emigracyjnych, które wtrą-
              cały się do zagadnień polskich, dlaczego rząd angielski pozwala im
              dalej robić takie rzeczy. (Co miało to pomóc?) Nie wiem, ale to był
              końcowy akord, bo z początku przyjechał jeden z nich, żeby tę
              sprawę omówić, nie pamiętam który, zdaje się, że Nowicki czy Utnik
              i jednocześnie on mówił w rozmowie z Komarem — Komar miał to
              zapisane — powiedział, że ktoś inny kombinuje z Kopańskim
              jednocześnie. Więc ta sprawa, tak jak ja sobie przypominam, była
              przedstawiona nie mnie, a do mnie przyszła już post factum. Od czego
              się zaczęło? Wywołał mnie tow. Bierut, daty nie pamiętam, i powie-
              dział, że jest decyzja, żeby tę trójkę aresztować i aby Bezpieczeństwo
              wyłączyć z tej sprawy, wyznaczyć od razu z-cę generalnego prokura-
              tora, który będzie się od samego początku zajmował tą sprawą i że ta
              sprawa będzie znajdowała się w Informacji. Ja zajmowałem się
              w ramach nadzoru przeprowadzeniem jednej akcji, a mianowicie jak
              ściągnąć z Londynu archiwum tego byłego VI Oddziału przy pomocy
              pracowników II Oddziału VII Departamentu, który był wtedy włą-
              czony. Wówczas wyjechał od nas jeden towarzysz, zdaje się Winkler
              jeszcze z kimś i tam bez wiedzy władz angielskich w niektórych
              mieszkaniach był i zabrał całe archiwum, ten cały materiał, który
              można było osiągnąć, bo materiały Tatara zostały przekazane jakie-
              muś adwokatowi. To jest jedna strona zagadnienia. W początkowym
              okresie te sprawy ja otrzymałem do wglądu, były zeznania. Jak długo
              to trwało, nie mogę sobie przypomnieć, ale tak jak mi się to dziś
              przedstawia — to było niedługo, to było do czasu pójścia mego na
              urlop. Kiedy wróciłem, to ta sprawa mnie już nie była przekazana. Na
              ten temat były rozmowy, kiedy był Dworakowski, ta sprawa była
              rozpatrywana, powiedziałem, że zostałem zabrany, bo dość hamują-
              co wpływałem na te rzeczy i zarzut był postawiony prawdopodobnie,
              że nie daję zgody czy za długo trwa. (Kto to stawiał?) Te zarzuty
              mogły znaleźć się na aktywie. Wychodzili z różnymi koncepcjami
              Skulbaszewski czy Wozniesieński, oni się zajmowali tymi sprawami,
              była grupa dla przeprowadzenia operacyjnych prac, to był Czaplicki,
              Wiórkowski, dla rozpracowania zagadnień, które wynikały z tej
              sprawy na to, co wchodziło w zakres zainteresowań Ministerstwa
              Bezpieczeństwa. Najlepszy dowód, można to ustalić, ja sobie nie
              przypominam daty, ale ja zostałem odsunięty od tej sprawy na
              samym początku.
              (Kto pierwszy ustalił kierunek śledztwa?) Nie ja. Tak że zarzut, ja to
              czytałem, on jest fałszywy. (Ale kto dawał te koncepcje, w jakim
              kierunku ma iść śledztwo?) Tak jak ja to pamiętam I-szą koncepcję
              całości to dał Kirchmayer, proszę się zapoznać z jego pierwszymi
              zeznaniami. Jego koncepcja sprowadzała się do tego, że oni stawiali
              sobie za zadanie ściąganie oficerów z Zachodu po to, żeby oni zajęli te
              stanowiska, żeby ktoś inny ich nie zajął. To było to, co można było
              przyjąć, bo to jest bez specjalnego umówienia, to jest zasada tych
              ludzi. Oni mieli przyjść po to, żeby można było radzieckich oficerów
              wypchnąć. (A koncepcja wywiadu, spisku?) To są następne rzeczy. Ja
              mogę powiedzieć w ten sposób, że koncepcja wywiadu czy spisku, ja
              osobiście nie uważałem, że to jest słuszna koncepcja wtedy.
              Tow. Rybicki: A czy były różnice zdań na temat oceny materiału począt-
              kowego, może przypominacie sobie dyskusje z Czaplickim, Rom-
              kowskim, Fejginem na temat pierwszych materiałów?
              Tow. Mietkowski: Tak, były dyskusje. (Jakie reprezentowaliście stanowis-
              ko?) Nie przypominam sobie. Najprawdopodobniej stali na stanowis-
              ku, że moje koncepcje są niesłuszne, bo przekazali to Romkowskie-
              mu i Fejginowi. (Ale Romkowski i Fejgin twierdzą, że uważali te
              sprawy za nadęte?) No tak, ale od jakiegoś czasu zajmowali się tą
              sprawą, a mnie odsunęli. Pojechałem na urlop na miesiąc, ale
              wróciłem i już nie prowadziłem tej sprawy. (A kto to zadecydował?)
              Nie wiem, mnie Radkiewicz powiedział o tym, to jest przykład
              działania Komisji Bezpieczeństwa. On powinien był powiedzieć, że
              zostałem odsunięty z tych i tych powodów, a powiedział po prostu:
              ,,tą sprawą nie będziesz się zajmował". (Kiedy to było?) Nie pamiętam
              daty, ale u mnie to się układało tak, jak sam poc
              • hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 14.04.04, 19:23
                Nie wiem, mnie Radkiewicz powiedział o tym, to jest przykład
                działania Komisji Bezpieczeństwa. On powinien był powiedzieć, że
                zostałem odsunięty z tych i tych powodów, a powiedział po prostu:
                ,,tą sprawą nie będziesz się zajmował". (Kiedy to było?) Nie pamiętam
                daty, ale u mnie to się układało tak, jak sam początek sprawy. Ja
                mówiłem Zarakowskiemu, żeby ustalił, ilu było aresztowanych
                w momencie, kiedy ja odszedłem.
                Tow. Rybicki: W kwietniu 1950 roku zatwierdzono dalsze wytyczne
                w sprawie śledztwa, dotyczące wojskowych, całej grupy.
                Tow. Mietkowski: Co tam jest w tych wytycznych? Czy tam jest sprawa
                wywiadu i spisku? Nie przypuszczam. (To jest duży dokument na
                podstawie zeznań oskarżonych). Ale czy jest mój podpis, czy to
                przygotowano dla mnie.
                Tow. Nowak: Kwestia jest w tym, że Wy jeszcze w kwietniu 1950 r.
                mieliście do czynienia ze sprawą Tatara, to znaczy, że w roz-
                pracowaniu śledztwa w sprawie Tatara braliście udział.
                Tow. Mietkowski: Nie, w śledztwie nie brałem udziału. Przy mnie było
                bardzo mało aresztowanych. Trudno mi powiedzieć, czy ten doku-
                ment opracowano z tym, żeby mnie przeczytać, czy żeby to miało być
                przeze mnie podpisane.
                Tow. Nowak: A czy Wy byście o Komisji Mazura coś nam mogli powie-
                dzieć?
                Tow. Mietkowski: Słyszałem, że była Komisja Mazura, w składzie: Mazur,
                Kasman i ktoś trzeci, którego nie pamiętam. Wiem o tym, że ja się
                zwróciłem, żeby mi dali do wglądu co ta Komisja stwierdziła. Mnie
                tego nie dali. Ja byłem jeden z zastępców Radkiewicza i byłem bardzo
                niezadowolony z tego, że nie miałem wglądu. Jak ja te sprawy
                oceniałem później i to powiedziałem towarzyszom, że ta Komisja
                doszła do wniosku, że sposób prowadzenia śledztwa przez Różańs-
                kiego jest niesłuszny. (A pod jakim względem?) Nie wiem jak
                powiedzieli, ale wynik był taki, że postanowiono zabrać mu to
                śledztwo i że miała się tym zająć grupa. Wtedy została ta komisja,
                specjalna grupa, stworzona. I tam był Lewikowski.
                Tow. Nowak: Wyście byli wiceministrem, jeden z najwyższych pracow-
                ników koło Radkiewicza, w tym okresie zaczęły się pierwsze areszty
                masowe, które miały charakter i wyraz polityczny, to przecież o tych
                sprawach w Bezpieczeństwie mówiono —
                Tow. Pszczółkowski: Jak tow. Bierut mówił, że trzeba aresztować, to nie
                mówił dlaczego? Chyba kierownictwo Bezpieczeństwa nie przyj-
                mowało takich zleceń.
                Tow. Mietkowski: Nie pamiętam szczegółów, ale wszystko wiązało się z tą
                notą, w związku z tą notą oni przyjechali, chociaż mówili, że wszyscy
                naraz nie przyjadą do Polski. Ich wywołali jednego po drugim. I nie
                dlatego, że tow. Bieruta nie ma, tym bardziej że ja nie pierwszy
                jestem, którzy chcą się postawić, że za mali byliśmy i że za nas ktoś
                decydował, ja tak nie chcę postawić, ale chcę postawić tak jak było,
                że same areszty zostały przeprowadzone, że od razu z-ca prokuratora
                wojskowego Skulbaszewski będzie się zajmował tą sprawą. Ja
                odpowiadam za te rzeczy, które były. Od razu tow. Bierut powiedział,
                że będzie prowadzić Skulbaszewski, od razu jak była decyzja
                aresztowania i przypuszczam, że oni nie zostali nawet doprowadzeni
                do organów Bezpieczeństwa. Może pierwszy został zatrzymany
                w organach Bezpieczeństwa przez jeden dzień. (Tak że zaczął
                Skulbaszewski i kończył Skulbaszewski?)
                Tow. Rybicki: A nie była postawiona sprawa, że Wy kierujecie?
                Tow. Mietkowski: Wtedy, kiedy czytałem ten materiał, to trochę inaczej do
                tych spraw podchodziłem niż teraz, bo się bardzo ograniczano do
                tych spraw. Jak ktoś powiedział, że zrobili spisek, żeby wciągnąć
                Mariana, to dla niego wszystko było do przyjęcia.
                Tow. Rybicki: A Skulbaszewski nie przychodził po instrukcje?
                Tow. Mietkowski: Przychodził, ale nie w sprawie instrukcji.
                Tow. Rybicki: Nie wysuwaliście koncepcji możliwych kierunków roz-
                wiązania sprawy Tatara?
                Tow. Mietkowski: Najprawdopodobniej podczas rozmowy coś ja mówiłem.
                Ja nie przypuszczam, żebym miał plan koncepcji od razu, mam
                wrażenie, że raczej był szereg pytań. Nie było wiadomo, dlaczego im
                pieniądze dali. (Najwięcej Was niepokoiło, że im pieniądze dali?) Że
                co oni chcieli.
                Tow. Rybicki: A to, że oni czuli się zobowiązani, żeby polskie pieniądze
                były w Polsce?
                Tow. Mietkowski: Ale oni mówili zarazem, że się widywali z Kopańskim
                (Sprawa wygląda tak, że kierownictwo w okresie przygotowania
                sprawy Tatara należało do Was, prowadził to Skulbaszewski też, ale
                z ramienia Bezpieczeństwa Wyście kierowali tą sprawą). Ja miałem
                z tym do czynienia w krótkim okresie, na samym początku, a wtedy
                zaczęły iść różne koncepcje wywiadu — mnie odsunęli. (Jak to
                tłumaczyć, że zostaliście usunięty?) Tam były różne rzeczy. U nas
                była taka sytuacja: jest człowiek w kierownictwie, i nie ma wpływu.
                Oczywiście nie ma wpływu, jak jest komisja, która rozpatruje te
                sprawy, ta komisja coś stwierdza, i nie daje nam do wglądu. Ja nie
                czytałem tego. To co jest przedstawione, że była komisja, a Bez-
                pieczeństwo kierowało, to jest nieprawda. Była komisja, która
                składała się z trzech osób. A dlaczego mnie odsunęli? Różne rzeczy
                mogły być powodem. Może nie mieli do mnie zaufania. Może ktoś
                przyjechał z Ameryki, ja chodziłem do Mazura, pytałem, co mam
                zrobić, to powiedział, wyślij go z powrotem. A on nie chciał wyjechać.
                Mogę podać jeden bardzo charakterystyczny przykład. Po aresz-
                towaniu Komara mnie zaprosili na posiedzenie, na którym był tow.
                Mazur, Nowak, Radkiewicz i ja i przyszedł Wozniesieński, ja rozu-
                miałem, że będą omawiane zarzuty i materiały w stosunku do
                Komara. To Wozniesieński powiedział, że radio Izrael nadało, że on
                został aresztowany, i stoi i nie siada. Podchodzę do Mazura i pytam co
                to znaczy, to wygląda, że Wozniesieński nie chce usiąść. On jeszcze
                powiedział, że mówił Krzemieniowi, że on powinien się podać do
                dymisji. Więc pytam Mazura, co to znaczy. To Mazur powiedział: „nie
                przejmuj się, Tomasz Ciebie wyznaczył i Tomasz może Cię tylko
                zdjąć". To był koniec posiedzenia. Można by powiedzieć, że skoro
                mnie mówiono, że mam być w Komisji, to mogłem złożyć dymisję, ale
                ja nie byłem w Komisji dlatego, że ja nie wiem jaka jest przyczyna,
                dlaczego mnie od sprawy Tatara odsunęli. Ja zrozumiałem później że
                dlatego, że ja hamowałem, żeby nie było bez rozsądku rozszerzania
                aresztów, głupich zarzutów.
                Tow. Nowak: Skulbaszewskiemu przekazano prowadzenie sprawy, ale
                Wy mieliście nad tym czuwać. Skulbaszewski miał prowadzić śledzt-
                wo na podstawie planu itd. Jak wy sobie przypominacie ten pierwszy
                okres?
                Tow. Mietkowski: Jakby sprawa była rozpracowana przedtem agencyjnie
                czy koncepcyjnie, to wtedy jest materiał, człowieka się sądzi i mówi:
                są takie i takie zarzuty. Jak inicjatywa wychodzi od niego samego, jak
                jest przymusowa sytuacja, że przyjechali, żeby załatwić sprawę
                Noty, i muszą wyjechać z powrotem i Komar przypomina, żeby mu
                dać odpowiedź w sprawie ich pobytu, a ich nie można wypuścić, to
                została podjęta decyzja, żeby ich aresztować i przeprowadzić roz-
                mowy i dopiero potem ustalić plan. (Ale gdzie i kiedy zrodził się
                plan?) Podczas rozmowy z nim. Koncepcję dał Kirchmayer, co sobą
                przedstawia ta grupa. Pierwszy on to napisał będąc w areszcie, wielki
                elaborat, trzeba go znaleźć.
                Tow. Kliszko: Zanim napisał — został aresztowany, a skoro został aresz-
                towany —
                Tow. Rybicki: Przecież Kirchmayer to napisał pod czyjąś inspiracją.
                Tow. Kliszko: Przecież tam ludzie sobie kpili: chcecie, żebyśmy wyszli na
                wywiad francuski — to po 2 dniach oskarżeni zeznają, że byli
                w wywiadzie francuskim.
                Tow. Rybicki: Czy pamiętacie, że przypuszczaliście, że oskarżony należał
                do wywiadu francuskiego i po 2 dniach był protokół, że byli
                w wywiadzie francuskim?
                Tow. Mietkowski: Czaplicki tak mówił, ale takiego faktu sobie nie przypo-
                minam. Mnie wywołał tow. Bierut i powiedział, że tę trójkę aresztują.
                Bezpieczeństwo się tym nie będzie zajmowało, a jest wyznaczony
                Skulbaszewski jako z-ca prokuratora i on to będzie robił w Infor-
                macji. (Ale Wyście kierowal
                • hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 21.04.04, 18:44
                  Bierut i powiedział, że tę trójkę aresztują.
                  Bezpieczeństwo się tym nie będzie zajmowało, a jest wyznaczony
                  Skulbaszewski jako z-ca prokuratora i on to będzie robił w Infor-
                  macji. (Ale Wyście kierowali I Departamentem jako wiceminister, to
                  jest kontrwywiad). Nie, w tym okresie, kiedy to było, to ja nie
                  kierowałem! U mnie było prócz tych operatywnych tyle innych
                  spraw, że ja otrzymywałem zawsze jeden dział. Kontrwywiadem
                  zajmował się Romkowski przez cały czas. W ostatnim okresie ja
                  zajmowałem się kontrwywiadem, kiedy dyrektorem był Antosie-
                  wicz, to było w 1948 r. Ale nie zajmowałem się tym departamentem
                  przez cały czas.
                  Tow. Nowak: Ale kiedy się sprawa Tatara rozpoczęła, mieliście nad nią
                  opiekę i musieliście całą rzecz znać.
                  Tow. Mietkowski: Przecież mówię, że początek sprawy Tatara znam,
                  wtedy kiedy w moim ujęciu było aresztowanych może 5-7 osób
                  i później mnie odstawili, nie dlatego, jak mówił ktoś, że żartowałem
                  sobie, że powiedziałem: proszę, potrzebny jest francuski wywiad,
                  proszę, jest francuski. Może były żarty, ale nie przypominam sobie,
                  żeby to było w mojej obecności. (Ale się interesowaliście i mieliście
                  koncepcję?) Ale ta koncepcja nie była do odrzucenia, bo sprowadzała
                  się do prostej rzeczy, nie do spisku, nie było wywiadu, było tylko, że
                  chcieli przyjść do kraju po to, żeby zająć stanowisko, żeby ściągnąć
                  jak najwięcej oficerów z Zachodu, żeby wypchnąć radzieckich
                  oficerów. Dlaczego ja mówię o Kirchmayerze? Bo on to napisał
                  i uważałem, że to jest coś, co się wtedy układało, a jak się zaczęły
                  wywiady, to były grupy. Dlaczego? Dlatego, że im to nie było
                  potrzebne. Co prawda z początku Nowicki, który wtedy był jeszcze
                  na wolności, rozmawiając z Tatarem powiedział, że Utnik kombinuje
                  z Kopańskim i im nie można wierzyć.
                  Tow. Rybicki: W związku z aresztowaniem Spychalskiego, kiedy on został
                  aresztowany, śledztwo trwało — kiedy dostaliście polecenie przep-
                  rowadzenia rozmów ze Spychalskim —
                  Tow. Mietkowski: Tak, wtedy kiedy on doprowadził sprawę do absurdu.
                  Mnie dano polecenie, żebym przeprowadził rozmowę na płaszczyź-
                  nie partyjnej. Jak można prowadzić rozmowę na płaszczyźnie partyj-
                  nej, kiedy jeden jest aresztowany, a drugi nie. Ale chodzi o to, żeby
                  jako punkt wyjściowy przyjąć jego przemówienie na Plenum, gdzie
                  on złożył samokrytykę. Mnie ktoś mówił, że ponoć Spychalski
                  napisał list, że ja przeprowadzałem z nim bardzo ordynarne rozmowy
                  tojestnieprawda.
                  Tow. Rybicki: Kto Wam dał polecenie, żeby przeprowadzić z nim na
                  płaszczyźnie partyjnej rozmowę?
                  Tow. Mietkowski: Nie pamiętam, ale to mogło być tylko z kierownictwa
                  partyjnego. Rozmowy przeprowadziłem bez protokołu, on napisał
                  oświadczenie. Ja później przeprowadziłem z nim jeszcze jedną
                  rozmowę i na tym się mój udział skończył. Chodziło zdaje się o to, że
                  on poczuwał się do winy, że przyczynił się do zanieczyszczenia
                  partyjnych szeregów czy aparatu, po tej linii szła też rozmowa. On
                  napisał oświadczenie, gdzie ich poznał, jak ich wciągnął. Potem była
                  druga rozmowa. (Jaki był cel przeprowadzenia rozmów?) Żeby
                  wyjaśnić tę część, bo oni doprowadzili do absurdu, do wywiadu, do
                  spisku, były konfrontacje. I wtedy mi dano polecenie.
                  Tow. Rybicki: Stała sprawa doprowadzenia do procesu Spychalskiego.
                  Jaki użytek robiliście z tych rozmów. Daliście wnioski?
                  Tow. Mietkowski: To, co Spychalski napisał, to przekazałem. O jednym
                  oświadczeniu ja pamiętam, ale o tym nie pamiętam. Mój stan zdrowia
                  nie pozwala mi na to. Po rozmowie ze Spychalskim dostałem ataku
                  serca. (Ale daliście sprawozdanie i wnioski?) (Przecież o kierunku tej
                  rozmowy musieliście z kimś mówić, z kierownictwa partyjnego).
                  Więc ja mówię, jaki był kierunek rozmowy, że opierał się na
                  materiałach z III Plenum. (Ale czy aby go oczyścić, czy pognębić?)
                  Ani jedno, ani drugie, ale żeby wyjaśnić. Ja ze śledztwem Spychals-
                  kiego nie miałem nic wspólnego. Przed rozmową zapoznałem się
                  z materiałem. Przeprowadzenie rozmowy trwało jeden wieczór i po
                  tygodniu druga rozmowa, w międzyczasie on napisał swoje oświad-
                  czenie. A w jakim kierunku to szło? Pewnie, że moje odpowiedzi są
                  nie bardzo określone, bo ja nie pamiętam dokładnie. Ja nie miałem
                  nic wspólnego z tymi rzeczami.
                  Tow. Pszczółkowski: Po kilka godzin rozmawialiście dwa razy na płasz-
                  czyźnie partyjnej, na czym to polegało?
                  Tow. Mietkowski: On wyjaśnił, w jaki sposób zostali wciągnięci do pracy
                  partyjnej czy dookoła partii ludzie, którzy byli uważani za obcych.
                  Tow. Pszczółkowski: Jakie odnieśliście wrażenie, że on winien czy nie
                  winien?
                  Tow. Mietkowski: Ciężko na to odpowiedzieć. Wrażenie było bardzo
                  ciężkie.
                  Tow. Rybicki: Wam podlegał jaki departament?
                  Tow. Mietkowski: Podstawowe, finanse, gospodarka, szkolnictwo. Za
                  każdym razem jakiś z departamentów, Dep. VII, śledczy nigdy. VII
                  Dep. to jest wywiad zagraniczny, kiedyś zastępowałem Romkows-
                  kiego na I, V, byłem jakiś czas na IV, ale to nie razem. Nie tylko
                  departamenty i Biuro Paszportowe.
                  Tow. Pszczółkowski: w 1952 r. Spychalski przyjmując do wiadomości
                  punkty oskarżenia prosił o zakomunikowanie kierownictwu Partii,
                  że nie popełnił zarzuconych mu czynów, że „taki nie był". Fejgin
                  kazał to zaprotokołować. Rozmawialiście dwa razy ze Spychalskim,
                  czy Spychalski nie mówił tego?
                  Tow. Mietkowski: Nie, takiego oświadczenia nie było. On mówił, że
                  w stosunku do niektórych ludzi nie wiedział, co oni reprezentują, on
                  nie miał złych zamiarów. Ja mu nie stawiałem zarzutu zdrady czy
                  spisku, to on nie mógł tego powiedzieć. W 1952 r. chorowałem
                  8 miesięcy.
                  Tow. Pszczółkowski odczytuje wyciąg z zeznań Komara i stwierdza, że
                  ludzie chcieli się dostać do kierownictwa partii, ale ich nie dopusz-
                  czono. Czy w rozmowach nie domagał się tego Spychalski?
                  Tow. Mietkowski: Rozmowy nie zostały zakończone. Oświadczenie tow.
                  Spychalskiego zostało przekazane. (A swego wrażenia nie przekaza-
                  liście?) Nie, po pierwszej rozmowie skończyło się na tym, że tow.
                  Spychalski napisze wyjaśnienie.
                  Tow. Nowak: Jeżeli Was kierownictwo partyjne posłało do tow. Spychals-
                  kiego w celu przeprowadzenia rozmów, czy nikt się nie zaintereso-
                  wał, co tam jest ze Spychalskim?
                  Tow. Mietkowski: Prawdopodobnie Radkiewicz, ponieważ miał być napi-
                  sany dokument, ten dokument poszedł do kierownictwa, a po drugiej
                  rozmowie rozchorowałem się i na tym przerwał się mój udział. Potem
                  leżałem 4 miesiące w szpitalu. W 1952 r. kiedy przyjechałem, to
                  ledwie chodziłem. Bo ja miałem przecież przez kilka tygodni ponad
                  40o, miano robić operację. Od tego czasu jest u mnie wielka zapaść
                  pamięci.
                  Tow. Dłuski: Mówiłeś, że wrażenie Twoje po tej rozmowie było ciężkie.
                  W jakim sensie ciężkie, że człowiek się wplątał, że krzywda mu się
                  dzieje?
                  Tow. Mietkowski: Dla mnie nie ulegało wątpliwości wtedy, że ludzie,
                  którzy zostali wciągnięci do partii, że to są wrogowie. Dlatego to było
                  ciężkie, bo on mówił, jak wchodzili, jak ich wciągał, dla mnie to było
                  ciężko, że ci ludzie wierzyli.
                  Tow. Rybicki: A pamiętacie taką sprawę: była pewna komisja dla roz-
                  pracowania Dąbrowszczaków?
                  Tow. Mietkowski: Nie, nie było takiej Komisji. Była jedna Komisja, która
                  sprawdzała kadry VII Dep. II Oddział wspólnie, włączono wtedy
                  wywiad. Ja byłem w tej Komisji razem z Komarem. Zaczęli tę
                  Komisję w mojej nieobecności, a po powrocie mnie włączyli. Myśmy
                  się zajmowali tym, że się z aparatu usuwało różnych ludzi. Teraz
                  mogę powiedzieć: część słusznie, część niesłusznie. Tam wśród
                  usuniętych z VII Dep. II Oddz. była znaczna część Dąbrowszczaków.
                  (Ale była Komisja: Leśniewski, Humel). Tak, pamiętam, ale to nie
                  o Dąbrowszczaków chodziło, oni przedstawiali różne wnioski. Powo-
                  łał ją na pewno Radkiewicz, a nie ja. (A oficera Grzędę pamiętacie?)
                  Nie, ale Siedlecki, Humel, Leśniewski — to była Komisja, która
                  rozpracowała nie tyle Dąbrowszczaków, ile zapoznawała się z kad-
                  rami. Najlepszy dowód, te wszystkie wnioski przecież ja dawałem,
                  oni dawali wnioski o aresztowaniu też, tam aresztowany został
                  w
    • gorol7 Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! 14.05.04, 22:51
      Ilu Hanysow mieszka w Gliwicach? Zna ktos jakies liczby?Duzo ich emigruje z
      miasta?
    • Gość: andy Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.polsl.gliwice.pl / *.polsl.gliwice.pl 18.05.04, 19:59
      Jebcie sie w beke gorole!
      Gliwice Śląskie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka