gorol7 07.04.04, 21:29 I tak bedzie juz zawsze!!!!! Amen Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: gRegor Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.neonet.gliwice.pl / *.neonet.gliwice.pl 08.04.04, 05:53 zawsze, to pojęcie nieznane historykom:) BUHAHAHAHA dawno mnie tak nikt nie rozśmieszył:)Pisz dalej!!!!!!!!!!!!!!ALEZZZZZZZ!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans 100 powodów do (za)dumy Polaków 08.04.04, 10:04 1. Jeden z mieszkańców Katowic chciał w lombardzie zastawić swojego syna. 2. Jako pierwsza nacja na świecie, opracowaliśmy sposób na picie denaturatu, płynu borygo, kwasu siarkowego i wody kolońskiej. 3. Janusz Chomontek podbił piłkę głową 30 tysięcy razy. Ustanowienie rekordu świata zajęło mu 2 godziny i 22 minuty. 4. Grabarz z Krakowa miał we krwi 9,5 promila alkoholu i przeżył. Mieszkaniec Wrocławia w 1995 r. osiągnął absolutny medyczny rekord świata - 14,8 promila. Nasz bohaterski rodak przekroczył trzykrotnie śmiertelną dawkę. 5. W zachodniej Europie pojawiają się alkohole z ostrzegawczym napisem: "Dawka śmiertelna 3,5 promila. Nie dotyczy Polaków". 6. Szesnastoletni Tomasz K. z Kietrza w marcu 1998 r. odbył w kaplicy stosunek seksualny ze zwłokami 70-letniej kobiety. 7. Powszechnie znany i masowo lubiany polski polityk przeszedł do najnowszej historii Europy jako człowiek, w obecności którego jego podwładny gestami zarezerwowanymi dla hierarchów kościelnych pobłogosławił zebranych oraz ucałował ziemię. 8. Marta Rudzka, absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, jest autorką projektu najwyższego budynku świata. Trump World Tower będzie miał 90 pięter wysokości i powstanie na Manhattanie w Nowym Jorku. 9. Anonimowy profesor UJ w Krakowie wymyślił przed wojną reklamę prezerwatywy, która jest wykorzystywana do dziś na całym świecie. Hasło brzmi: "Prędzej ci serce pęknie". 10. 25-letni satanista z Rumii zabił i zjadł wnętrzności kota. Nie wiadomo czy chciał w ten sposób potraktować swą matkę, którą zaatakował młotkiem. 11. Tadeusz Kościuszko tak się spił pod Maciejowicami (1794), że zapomniał wziąć mapy i nie mógł dowodzić bitwą. Dlatego Polacy ponieśli klęskę w starciu z rosyjskimi wojskami. 12. Biolodzy z Centrum Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej w Warszawie jako pierwsi na świecie wyhodowali komórki mózgowe człowieka z komórek macierzystych. 13. Zbigniew Z. z Kowar 44 razy zdawał na prawo jazdy. Pierwszy egzamin miał w 1980 r. Ostatni oblał w sierpniu 2000 r. 14. Waldemar K. z Gdańska strzelał z ostrej amunicji do hałasujących na podwórzu dzieci. Mężczyzna tłumaczył się, że krzyk dzieciaków przeszkadzał mu w oglądaniu 'Miodowych lat'. 15. 27 czerwca 1978 r. major Ludowego Wojska Polskiego Mirosław Hermaszewski publicznie i - jak się okazuje z perspektyw lat - symbolicznie obsikał koła sowieckiego autobusu, który miał go zawieść na plac startowy statku kosmicznego Sojuz 30. Wszyscy kosmonauci robią to od 1961 roku, kiedy to po raz pierwszy oddał mocz na szczęście Jurij Gagarin. 16. Tylko Polacy zrywają azbest z dachów w Nowym Jorku. Zajęcie to jest uważane za pracę najbardziej niebezpieczną dla zdrowia. 17. Andrzej K. z Warszawy jest rekordzistą świata w szybkości picia piwa. Pół litra piwa wypija w 3 sekundy. 18. Polacy ustanowili nowy rekord Guinessa rozgrywając spotkanie piłki nożnej halowej trwające 50 godzin. 800 zawodników rozegrało 66 meczy, w których granatowi zwyciężyli czerwonych w stosunku 973:941. 19. Ignacy Jan Paderewski (1860-1941) był najwyżej opłacanym pianistą koncertowym. Na koncertach zarobił ok. 5 mln dolarów, z czego 0,5 mln zielonych otrzymał w jednym sezonie 1922-23. 20. Polska kupuje piasek oraz żwir w Republice Południowej Afryki. 21. Katarzyna Domańska z Chojnowa ustanowiła nowy rekord Polski w szybkim czytaniu - 6960 słów na minutę. 22. Marszałek Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 r. o godzinie 20.45. Jego mózg włożono do formaliny. Do dziś trwają poszukiwania słoja z mózgiem Dziadka! 23. Anna Czerwińska została wiosną br. najstarszą kobietą, która stanęła na Mount Everest (8848 m). Alpinistka miała wtedy 51 lat. 24. W Kołobrzegu powstał pierwszy na świecie fanklub pomidorowej. Członkowie klubu składają przysięgę, że będą jeść zupę o każdej porze dnia i nocy. Przyrzekają, że pomidorówką będą częstować nawet wrogów. Aby wstąpić do elitarnego klubu, trzeba zjeść łyżkę koncentratu pomidorowego. 25. Maria Skłodowska-Curie, dwukrotna laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie chemii, do historii przeszła także jako złodziejka mężów! 26. Ósmy Finał Wielkiej Orkiestry świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka przyniósł rekordowy dochód: 20.403.569 złotych! 27. Pewien mieszkaniec Warszawy w izbie wytrzeźwień przebywał 335 razy, za każdym razem przynajmniej 8 godzin. Jak wyliczył, jego przymusowy areszt trwał minimum 2680 godzin (prawie 112 dni). 28. W centrum Wrocławia na przejściu dla pieszych kierujący samochodem prokurator pogryzł kobietę. Mężczyzna zdenerwował się, kiedy kobieta zwróciła mu uwagę, że powinien się zatrzymać. 29. Andrzej Filipowski (Andrew Filip) to najbogatszy na świecie człowiek polskiego pochodzenia. W branży komputerowej dorobił się 1 mld dolarów. 30. Jeden z dróżników stacji Kraków Bieżanów jest największym szczęściarzem w Polsce - znalazł w rowie przy torach paczkę zawierającą 100 tysięcy dolarów. Pieniądze wyrzucono z przejeżdżającego pociągu. 31. Pewien reprezentant Polski w kulturystyce 500 razy przekroczył medyczną normę testosteronu w organizmie zdrowego mężczyzny. 32. Koszykarka Małgorzata Dydek, rocznik 1975, karmiona przez rodziców produktami kupowanymi na kartki, osiągnęła 213 centymetrów wzrostu. 33. W czasach Bolesława Chrobrego mężczyznę, któremu udowodniono cudzołóstwo, przybijano za mosznę do słupa. Skazaniec mógł sobie wybrać: śmierć przez poderżnięcie gardła lub samokastracja. Nasi praszczurowie - w obronie męskiej godności częściej wybierali śmierć. 34. W 1993 r. w Krynicy Morskiej zlikwidowano gang, który wyekspediował w świat około 400 mln fałszywych marek! Banknoty posiadały nawet platynową nitkę wtopioną w papier. 35. W czasie wyprawy wojennej na Ruś Kijowską żony rycerzy, wykorzystując nieobecność mężów, zadawały się z poddanymi chłopami. Po powrocie rozgniewany, ale prawy król Bolesław Śmiały wydał wyroki śmierci na cudzołożnice, każąc je wcześniej pohańbić. Jako niewierne suki musiały własną piersią karmić psie szczenięta. Natomiast ich bękarty były karmione mlekiem suk. 36. Co szósty Polak pracuje efektywnie zaledwie 15 minut dziennie. Co więc robi przez 7 godzin i 45 minut. Spożywa posiłki, świętuje imieniny i urodziny, czyta gazety, zajmuje się kosmetyką ciała, gra w gry komputerowe, pali papierosy i przebywa w toalecie. 37. Sprawcy wypadku, doktorowi z Głogowa, pobrano krew. Analiza wykazała, że kierowca był trzeźwy jak noworodek. Badanie wykazało jednak, że krew należy do... kobiety! Prawdopodobieństwo, że mężczyzna może mieć żeńską krew wynosi 1:100.000.000.000! 38. Poseł Gabriel Janowski, w Sejmie, przed telewizyjnymi kamerami i fotograficznymi obiektywami, oddał 10 skoków w miejscu i całował mężczyzn po rękach. Poseł nadal jest posłem Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej. 39. Doktor filozofii Tomasz Jacek Filek, naukowiec z Uniwersytetu Jagiellońskiego, wymyślił szachy dla trzech osób. Polak w ten sposób rozwiązał problem nurtujący tęgie głowy na całym świecie od XVIII wieku. W 1992 r. krakowianin zgłosił swoje odkrycie do Urzędu Patentowego. 40. Władysław Reymont, autor Chłopów, nie pojechał w 1924 r. do Sztokholmu po odbiór Nagrody Nobla, gdyż nie mógł wytrzeźwieć. Pisarz zmarł rok później z powodu alkoholizmu. 41. W Świdnicy w miejscach publicznych nie wolno przeklinać. Najniższy mandat za używanie nieprzyzwoitych stów wynosi 5 zł, a najwyższy 500 zł. Grzywny i kary wpływają do budżetu miasta. 42. Polski prałat pracujący w Watykanie pomagał włoskiej firmie Oto Melara w handlu bronią, Polski duchowny specjalizował się w sprzedaży czołgów do krajów Trzeciego świata. 43. W czasie jednej nocy w Wojskowym Ośrodku Szkolno-Wypoczynkowym w Orzyszu pewien generał rzucił szklanką w kelnerkę. Drugi o północy zażądał czekolady z rodzynkami, po którą adiutant jechał 100 km. Trzeciemu generałowi trzeba było w Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Tajne archiwa PRLu 08.04.04, 23:54 Szukanie winnych Mechanizm był z reguły taki sam. Po każdym zakręcie dziejów PRL powoływano Komisję, by zbadać bieg wydarzeń, przyczyny niepowodzeń, ustalić winnych. Komisja energicz- nie rozpoczęła działania, zbierała materiały, przesłuchiwała dziesiątki osób i przygotowywała raport. Nachylali się nad nim członkowie Biura Politycznego i Sekretariatu KC PZPR. Każdy z nich miał uwagi, wątpliwości. Rezultat był najczęściej taki sam — zapadała decyzja, że nie należy publikować materiałów i raportu Komisji. Publikujemy niżej trzy protokoły Komisji powołanej na plenum październikowym 1956 r. oraz rozmowy przedstawi- cieli komisji z pułkownikiem Jackiem Różańskim i generałem Romkowskim. Jedno konieczne wyjaśnienie: „spacer" i po- chodne tego słowa, to kryptonimowe określenie willi w Mie- dzeszynie, w której mieściło się ściśle zakonspirowane więzie- nie MBP. Przetrzymywano tam m. in. Władysława Gomułkę. Publikowane materiały przechowywane są w VI Oddziale AAN (sygn. 509/49). W dniu 24.X.1956 r. odbyło się pierwsze posiedzenie Komisji powołanej przez VIII Plenum KC — dla ustalenia odpowiedzialności partyjnej osób, które w ubiegłych latach sprawowały nadzór nad działalnością organów bezpieczeństwa, w następującym składzie: Przewodniczący Komisji — tow. Roman Nowak oraz członkowie — Ostap Dłuski — Zenon Kliszko — Edmund Pszczółkowski — Marian Rybicki Protokół posiedzenia Komisji przy CKKP, wyłonionej przez VIII Plenum w dniu 3 listopada 1956 r. Obecni: przewodniczący Komisji tow. Roman Nowak członkowie Komisji: tt. Dłuski, Kliszko, Pszczółkowski, Rybicki Zaproszony tow. Radkiewicz. Tow. Nowak (zwraca się do tow. Radkiewicza): Poprosiliśmy Ciebie na dzisiejsze posiedzenie dla wyjaśnienia nam sprawy, która miała miejsce w 1948 r. we wrześniu albo sierpniu. Zostali wtedy zwołani pewni ludzie dla specjalnego zadania. Według niektórych zeznań było to w związku z per- traktacjami, jakie toczyły się w tym czasie z tow. Gomułką w sprawie jego ustąpienia ze stanowiska Generalnego Sekretarza. Ci ludzie mieli stać do dyspozycji MBP, by w razie czego wykonać specjalne zadanie. Ludzie, którzy zostali zawezwani do Warszawy, byli to 4 szefów urzędów wojewó- dzkich, którzy spotkali się na podpunkcie w Warszawie. Tow. Radkiewicz: W 1948? (tak, przed zejściem tow. Wiesława ze stanowis- ka). Oczywiście, to są dawne czasy, ale coś takiego nie przypominam sobie. Czy do Ministerstwa zostali wezwani? Tow. Nowak: Ci ludzie zostali wezwani nie do Ministerstwa, a do War- szawy pod Teatr Polski, tam się zebrali i później miały być z tymi ludźmi rozmowy. Tow. Radkiewicz: To po raz pierwszy słyszę. Może ktoś z Ministerstwa wie. Tow. Kliszko: A czy byłeś wtedy w Warszawie? Tow. Radkiewicz: Trzeba sprawdzić. Tow. Kliszko: Konkretnie było tak, że Burgin zadzwonił do 4 szefów bezpieczeństwa polecając im, żeby przyjechali do Warszawy, ale żeby nikomu nie mówili i był specjalny podpunkt: przed Teatrem Polskim. On do nich przyjechał, powiedział: czekajcie, odjechał, za 2-3 godz. wrócił i powiedział, że mogą odjechać. Niektórzy z ludzi twierdzą, że byli potem w Ministerstwie i rozmawiali z Tobą. Tow. Radkiewicz: Pierwszy raz słyszę o takim poleceniu, żeby poza Ministerstwem — nie przypominam sobie. Tow. Rybicki: Więc to byli: Duda, Marek, Mrozek i Pałka. Zostali oni normalnie zawiadomieni w nocy, jedni przez Burgina, inni przez kogo innego, żeby wcześnie z rana przyjechali, nie samochodem, żeby nikt nie wiedział i że mają się stawić przed Teatrem Polskim. Oni stawili się w godzinach rannych i zostali zawiadomieni przez Burgina, że mają dalej czekać, że to jest tajemnica, ale potem zostali poinformowani, że tutaj jest napięta sytuacja, że przygotowuje się pucz przez Wiesława, Korczyńskiego i Moczara i że temu trzeba przeszkodzić. Ale potem nadeszła wiadomość, że dogadali się z Wiesławem, że zgodził się na ustąpienie i że wobec tego sprawa stała się nieaktualna i można wracać. Potem byli w Ministerstwie u Ciebie, następnie rozjechali się. Tow. Radkiewicz: Nie przypominam sobie. Tow. Rybicki: A czy jest możliwe, żeby Burgin albo ktoś z gabinetu z własnej inicjatywy ich zwołał? Tow. Radkiewicz: Nie. Ale z tą całą procedurą. Tow. Pszczółkowski: To jest bezsporne. Tow. Nowak: Myśmy z tymi ludźmi rozmawiali i wszyscy potwierdzają, że takie polecenie było. Oni się zjechali, byli przed Teatrem Polskim, tak że to jest fakt, któremu ani jeden nie zaprzeczył i że byli tutaj na miejscu. Tow. Rybicki: I że ze względu na spotkanie przed Teatrem, a nie w miesz- kaniu mocno im się to utrwaliło w pamięci. Poza tym była mowa, żeby oni czekali, że jak sprawa się przeciągnie, to pojadą do Konstancina. Tow. Radkiewicz: Więc co, ja z nimi odprawę robiłem? Tow. Nowak: Nie, żadnej odprawy. Ale potem, kiedy mieli się rozjechać, poszli do Ciebie do Ministerstwa. Tow. Radkiewicz: Extra sprawa mobilizacyjna? Tow. Kliszko: A czy jest możliwe, żeby ktoś poza Tobą z BP dał takie polecenie? Tow. Radkiewicz: Trudno mi na to odpowiedzieć. Tow. Dłuski: Byłoby ważne na razie stwierdzić jedno: sam fakt zwołania w drodze bardzo konspiracyjno-sensacyjnej czterech szefów urzędu bezp., którzy tu przyjechali, jedni maszyną, inni koleją i istotnie wszyscy zjawili się w okolicy Teatru Polskiego i czekali. To żywi ludzie, twierdzą, że istotnie takie polecenie w nocy dostali, jedni towarzysze że od Burgina, inni że od dyżurnego. Tow. Rybicki: Oni twierdzą, że mieli nakaz, żeby nawet nikt z Ministerst- wa Bezpieczeństwa nie wiedział, nawet żonom nie powinni byli powiedzieć, dokąd jadą. Tow. Kliszko: Z tego co oni mówili wynika, że chodziło o aresztowanie Wiesława i chodziło o to, żeby nikt nie wiedział. Tow. Radkiewicz: Przypominając sobie tamtą epokę, w Radzie, w kierow- nictwie aparatu były czasem rozmówki, że Korczyński jest człowie- kiem bojowym, czy Korczyński czasem nie zechce zrobić jakichś awantur. Na ten temat rozmowy były. Ale żeby ściągać województwa — tego nie przypominam sobie. Tow. Nowak: Ale szefowie mówią, że w ich długoletniej pracy to przy- trafiło się tylko raz, żeby tak w tajemniczy sposób przygotować to spotkanie w Warszawie, a to, że było to spotkanie — wszyscy stwierdzają. Tow. Pszczółkowski: Tam są różnice zdań kto z kim, gdzie się spotkali, tutaj są różnice, ale każdy oddzielnie przypomina sobie, jeden powiedział, że nie przed Teatrem Polskim, a na Nowym Świecie czy Krakowskim Przedmieściu, ale po wyjaśnieniu przyznali, że to było tam. Tow. Rybicki: Jedni twierdzą, że to było związane z rzekomym puczem, inni że w każdym razie kojarzyli te fakty z tym, że sytuacja była napięta, że trzeba było otoczyć uwagą pewnych ludzi itd. Ale rozmowy się toczyły, potem ta mobilizacja ich okazała się niepotrzeb- na i oni się rozjechali. A może fragment z tych zeznań przedstawić? Jeden z tych 4 szefów urzędów wojewódzkich mówił tak: ... (Tow. odczytuje zeznania Mrozka) To są zeznania jednego. Tow. Radkiewicz: Nic podobnego nie przypominam sobie. Tow. Rybicki: A gdyby był taki fakt, to Wy byście pamiętali? Tow. Radkiewicz: Prawdopodobnie tak, bo takie rzeczy były nieprak- tykowane u nas. Tow. Rybicki: Wszyscy pamiętają. Tow. Kliszko: Burgin nie pamięta. Tow. Rybicki: Nie pamięta, ale nie wyklucza. Tow. Radkiewicz: Pamiętam, że były rozmowy, że Korczyński to człowiek bojowy i kto wie — Tow. Rybicki: Ale czy daliście polecenie, żeby uważać na Korczyńskiego? Tow. Radkiewicz: Kiedy stała sprawa jego zatrzymania, to jest możliwe. Tow. Rybicki: Ale przedtem, jak był Gomułka Sekretarzem Generalnym? Tow. Radkiewicz: Raczej nie. Tow. Rybicki: Czy mieliście świadomość tego, że przygotowuje się pucz? Tow. Radkiewicz: O puczu, o ile ja sobie przypominam, mowy być nie mogło, mogła być tylko mowa o wybrykach. Korczyński to człowiek wybuchowy, był w partyzantce, z tej strony myśmy się obawiali jakiejś nieprzyjemnej historii. Tow. Pszczół Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 09.04.04, 00:04 Tow. Pszczółkowski: No ale jak, Korczyński sam? Tow. Rybicki: Nie pamiętacie, gdzie był wtedy Wiesław? Tow. Radkiewicz: Rozmowy były w Jastrzębiej Górze, potem jeździli do Kowar, Wiesława w Warszawie wtedy nie było, o ile sobie przypomi- nam. Tow. Rybicki: I znaliście przebieg rozmów? Tow. Radkiewicz: Oczywiście znałem. Tow. Rybicki: Żadnych poleceń nie dawaliście tego typu? Tow. Radkiewicz: W ogóle było pewne podrażnienie wewnętrzne, ale mobilizacji, obaw puczu jakiegokolwiek nie było. Tow. Rybicki: Kto mógł wydać zlecenie, żeby ściągnąć tych ludzi w tych warunkach konspiracyjnych? Tow. Nowak: Czy w ogóle się to praktykowało? Tow. Radkiewicz: Nie. Tow. Nowak: Ale w sierpniu czy wrześniu ta rzecz została zrobiona. Tow. Dłuski: Towarzyszu Radkiewicz, czy sobie wyobrażacie, że poza Wami w Ministerstwie ktoś mógł dać tego rodzaju polecenie? Tow. Radkiewicz: Teoretycznie to jest możliwe, wiceministrowie może. Tow. Rybicki: Ale czy z czyjegokolwiek innego polecenia mógł wezwać? Tow. Radkiewicz: Gdyby mnie nie było, mógłby, Romkowski, Mietkowski. Ale ja tego faktu nie pamiętam. Dobrze przypominam sobie te rozmowy nasze o Korczyńskim, człowiek nieopanowany, nerwowy, ale o specjalnej mobilizacji, o puczu — nie pamiętam. Tow. Rybicki: A Korczyński był wiceministrem? Tow. Radkiewicz: Tak, Korczyński i Moczar, tylko w ocenie charakteru Korczyńskiego i Moczara były różnice. Korczyński był bardziej bojowy. Tow. Nowak: A jakie mogły być sankcje wobec Korczyńskiego wyciągnięte? Tow. Dłuski: Nie sankcje, ale zlecenia. Tow. Radkiewicz: To nie była ocena, która by już stanowiła groźbę. To było w rozmowach bez wniosków, że tak powiem. Ale żeby przywiązywać większą wagę w sensie puczu ze strony Korczyńskiego — sobie nie przypominam. Takiej oceny i takiego przedsięwzięcia nie przypomi- nam sobie. Tow. Nowak: Ale ktoś musiał dać to polecenie, bo ci ludzie przyjechali i znaleźli się nie w Ministerstwie, a znaleźli się w Warszawie. Tow. Radkiewicz: Oczywiście, to są dawne czasy, trudno szczegóły pamię- tać, ale takie szczegóły zdaje mi się że bym zapamiętał. Tow. Pszczołkowski: Ci ludzie, tak jak myśmy z nimi rozmawiali, wielu rzeczy nie pamiętają, ale przy całym braku konkretności kto z kim, itd., to ten fakt pamiętają, jak ich zawiadomiono, niektórzy pewne szczegóły pamiętali, jeden opowiadał, że gdy stał przy tych ruinach, to się trochę bał, ale wszystkie szczegóły świadczą, że rzeczywiście 4 ludzi tam przyjechało. Tow. Dłuski: Przyjechali i po pewnym czasie ich odesłano. Tow. Pszczołkowski: Jedni mówią, że po 2 godzinach, inni że po 4. Tow. Dłuski: Inni sobie dopiero później skojarzyli. Tow. Pszczołkowski: Przebiegu rozmów sobie może nie przypominają, ale nie ulega wątpliwości sam fakt tajemniczości tego wszystkiego, zeszło się czterech ludzi w tajemnicy, jeden upozorował wyjazd przed żoną tym, że jedzie na polowanie — Tow. Radkiewicz: Może warto by było z Romkowskim porozmawiać? Tow. Nowak: A czy Romkowski mógł Burginowi takie polecenie wydać? Tow. Radkiewicz: Na pewno mógł. To jest za bardzo specjalna sprawa w sensie okoliczności, ja bym musiał to sobie zapamiętać. Tow. Rybicki: A w Konstancinie? Trzech mówi, że jeżeli mieli dłużej czekać, żeby tam porozmawiać. Tow. Kliszko: Tam było kilku towarzyszy. Tow. Radkiewicz: Wtedy tam było bardzo niewielu. To była willa, która była utrzymywana przez Ministerstwo Bezpieczeństwa, ale tam przyjeż- dżali towarzysze i tow. Wiesław też. Tow. Rybicki: Czy wyobrażacie sobie taką sytuację, że Romkowski zwoły- wał, a Wy żebyście o tym nie wiedzieli? Tow. Radkiewicz: Czy ja wiem? Czy to było w sierpniu? Tow. Nowak: To napewno było przed sierpniowym Plenum, bo na sierp- niowym Plenum tow. Wiesław ustąpił. Tow. Kliszko: Tylko na posiedzeniu Biura rezygnację złożył wcześniej i wtedy musiały się toczyć rozmowy. Tow. Radkiewicz: Te rozmowy, o ile sobie przypominam, były rozmowy w Jastrzębiej Górze, było kilka rozmów. W dokumentach łatwiej by ustalono, czy to było w 1948 czy 1949 r. Tow. Kliszko: Korczyński był na Plenum i nawet przemawiał. Wszyscy byli. Tow. Nowak: Czy nie ma innych pytań? Tow. Radkiewicz: Ja sobie jeszcze trochę popracuję, spróbuję odtworzyć bliżej ten okres. Tow. Dłuski: Takie rzeczy jeżeli były, to musicie pamiętać. Tow. Radkiewicz: Czterech ludzi? Tow. Rybicki: Olkowski podobno był, ale to tylko jeden wysunął. Ale co do czterech to jest pewne. Tow. Nowak: Co do faktu, to wszyscy czterej się zgodzili, potwierdzają ten fakt. Jeżeli nie ma więcej pytań, to podziękujemy towarzyszowi. Oczywiście dzisiejsza rozmowa to jest tajemnica. Protokół posiedzenia Komisji, powołanej przez VIII Plenum przy CKKP w dniu 26.XI.1956 r. Obecni: tow. Nowak Roman, Pszczółkowski i Rybicki Zaproszeni t.tow. Świetlik i Kochan Rozmowa z tow. Świetlikiem Tow. Nowak: Towarzyszu, myśmy Was zaprosili do nas, żebyście nam dali wyjaśnienie: 1) Jaki był Wasz udział w Komisji B.P. d/s Bezpieczeństwa, 2) w sprawie akcji „K", która miała miejsce, co Wy o tej sprawie wiecie. Później może jeszcze będą inne pytania. Tow. Świetlik: Jeżeli chodzi o Komisję Biura Politycznego d/s Bezpieczeń- stwa w składzie t.tow. Bierut, Berman i Radkiewicz — z pracą tej Komisji ja nie jestem zapoznany w ogóle, nie brałem udziału w pracach tej Komisji, natomiast pamiętam naradę w KC w 1949 r. na jesieni, kiedy była powołana Komisja, to znaczy powiadomiono i mnie, że jest stworzona Komisja d/s Bezpieczeństwa. Wchodzili wtedy wszyscy wiceministrowie, z Biura na pewno tow. Bierut i Berman, nie pamiętam, kto jeszcze mógł wchodzić. Żywot tej komisji w takim wydaniu trwał bardzo krótko. To było na jesieni 1949 r. Mnie powiadomiono. Miałem takie pismo z Sekretariatu KC. Tam był wyszczególniony skład. Więc był wtedy w.-min. Romkowski, Mietkowski, ja, możliwe, że Lewikowski już był. Żywot tej Komisji był właściwie nie komisyjny, tak jak całe kierownictwo ministerskie. Pamiętam, że raz zebrano nas w Belwederze, ale nawet nie potrafię teraz odtworzyć, o czym tam była mowa i na tym się rzecz wyczer- pała, ale i to bez tytułu, że ta Komisja zebrała się, zwołano zebranie tak, jak zwoływano od czasu do czasu zebrania. Ja zwracałem się niejednokrotnie, opierając się na tym, że istnieje taka Komisja, dlaczego nas nikt nie zbiera. Co prawda zwróciłem się z tym do Radkiewicza, pozostało to bez skutku. Tow. Rybicki: Kto był wtedy sekretarzem POP przy Ministerstwie Bez- pieczeństwa, wtedy, kiedy została powołana Komisja? Tow. Świetlik: Sekretarzem partyjnej organizacji wówczas — ja może plączę, może to nie było jesienią, może to było trochę później, za dokładność terminu nie ręczę, mogło być wcześniej, w marcu, trudno mi powiedzieć. Tow. Rybicki: O to chodzi, że my mamy uchwałę Sekretariatu i tam jest powiedziane, że wchodzą Romkowski, Mietkowski, Świetlik i Sek- retarz POP, więc to nas zainteresowało. Tow. Świetlik: To było powiedziane tak, jak o całej Komisji, że taka Komisja jest powołana, a sekretarzem to wtedy była chyba Grudowa. Ja kilkakrotnie upominałem się o kolegialność pracy tej Komisji, ale z tego nic nie wyszło. Ja to traktowałem jako Komisję, ale nikt nas nie zebrał, nie powiedział, jakie są zadania tej Komisji, mnie tego nikt nie powiedział. Byłem w Belwederze, wszyscy wiceministrowie byli. Niezależnie od tego w 1954 r. było w Natolinie zebranie, stały sprawy gospodarcze, innym razem w Konstancinie. Kierownictwo Minister- stwa znowu bez żadnych wstępów zwołało nas i nie postawiono sprawy tak, że zebrano nas jako Komisję. Tow. Nowak: Ale tow. Bierut, Berman brali udział w zebraniach w Kon- stancinie i Natolinie i Radkiewicz oczywiście? Tow. Świetlik: Tak, zawsze był tow. Bierut, Berman i Radkiewicz. Kiedy ta Komisja, składająca się z trójki powstała, nikt nigdy nie komuniko- wał o tym, jakie są zadania tej Komisji. W ogóle żadnego komunikatu ja przynajmniej nigdy nie dostałem. Ja w swojej naiwności sądziłem, że Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gRegor gorol7 podściep ,mamlas i kruppel:) IP: *.neonet.gliwice.pl 09.04.04, 08:56 gorol7 będziesz przewodził kolumnie:) Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 09.04.04, 13:35 Byłem w Belwederze, wszyscy wiceministrowie byli. Niezależnie od tego w 1954 r. było w Natolinie zebranie, stały sprawy gospodarcze, innym razem w Konstancinie. Kierownictwo Minister- stwa znowu bez żadnych wstępów zwołało nas i nie postawiono sprawy tak, że zebrano nas jako Komisję. Tow. Nowak: Ale tow. Bierut, Berman brali udział w zebraniach w Kon- stancinie i Natolinie i Radkiewicz oczywiście? Tow. Świetlik: Tak, zawsze był tow. Bierut, Berman i Radkiewicz. Kiedy ta Komisja, składająca się z trójki powstała, nikt nigdy nie komuniko- wał o tym, jakie są zadania tej Komisji. W ogóle żadnego komunikatu ja przynajmniej nigdy nie dostałem. Ja w swojej naiwności sądziłem, że Minc tam może być. W Natolinie Minc był, stawiano wtedy sprawę awarii w przemyśle. Ja stawiałem sprawę, że my jako Bezpieczeńst- wo tutaj nic nie poradzimy, bo to jest za wielka ilość faktów. W Konstancinie była stawiana sprawa delegatury Sił Zbrojnych kraju i WIN-owskie. Dokładnie daty nie pamiętani, ale jakoś jesienią, to jest sprawa publikowana, mieliśmy sprawy WIN-owskie w 1952/53 r., za dokładność daty nie ręczę. Tow. Rybicki: To ta sprawa Grywinowska? Tow. Świetlik: Tak, były artykuły publikowane w związku z delegaturą WIN-owską w kraju i za granicą. Tow. Pszczółkowski: A ta sprawa była prowadzona od początku w porozu- mieniu z kierownictwem? Tow. Świetlik: Jakieś porozumienie było, ale czy od początku — nie potrafię powiedzieć, bo kiedy otrzymałem III Departament, już była ta sprawa prowadzona. Początek to była sprawa Boryczka, ja ją zastałem już w toku. Co było w Konstancinie nie pamiętam dokład- nie, ale wiem, że o tej sprawie była mowa, sprawa urządzenia do naprowadzenia samolotów na cel. To groźne wydawało się, przyrząd miał być niewielki, a bardzo precyzyjny, o tym specjaliści lotnicy mogą dać wyjaśnienia. Nas to intrygowało, to był gorący czas, wojna w Korei, oceniało się, że to mogło być niebezpieczne. Ale tego ja nie traktowałem jako normalne zebranie Ministerstwa dla omówienia takiej czy innej sprawy. Był na pewno i Romkowski. Tow. Nowak: Powiadasz, że zwracałeś się, dlaczego nie zwoływano Komi- sji. Ale przecież w tym czasie przechodził szereg spraw, które miały dla życia politycznego duże znaczenie, areszty itd. Czy o tych sprawach mówiono? Tow. Świetlik: Areszty — wtedy jak Gomułkę wieźli z Krynicy, ja dopiero wtedy dowiedziałem się o tym, o jakichkolwiek aresztach, jeżeli chodziło o szczególnie drażliwe sprawy dowiadywałem się od wielu innych ludzi i te sprawy nigdy nie były tematem narad. Takich narad, kiedy mówiono, żeby kogoś aresztować, nie było, przynajmniej ja nie byłem na takich zebraniach. Jak się dowiedziałem o istnieniu X-ki — dziś to mogę powiedzieć, że w kierownictwie Ministerstwa ta sprawa X-ki wynikła po przeprowadzeniu wszystkich decyzji. Moje zdanie, czy ma być X-ka, to nas tyle obchodziło co imieniny szacha perskiego. To wszystko zaczęło się nie od dziś, zaczęło się od innej komórki. Potem dowiedziałem się, że ta komórka włączyła się do X-ki. Pracą tego wydziału nie zajmowałem się. Jak nie było osobis- tego udziału, to i odpowiedzialności nie było. (Kiedy dowiedzieliście się, że jest X-ka i w jakiej formie?) To musiało być w formie rozmowy, ale nie narady, czy powołać czy nie powołać. Był dokument o za- kresie czy kompetencji tej X-ki, ale to wszystko było bodaj po którymś tam kisielu. (A do Was należały jakie decyzje?) Zacząłem w KBW w 1953 r., dyrektorem tam był Tataj, Czaplicki był chyba w I Dep. w-dyrektorem. I Dep. podlegał Mietkowskiemu, mnie III Dep., a chyba w 1950 r. Dep. IV to był przemysłowy. Potem jeszcze doszedł, daty nie pamiętam, Wydział do spraw funkcjonariuszy, szyfry, więziennictwo doszło w 1950 r., z tym że istniał podział: areszty śledcze, na Mokotowie ta część miała swoją autonomię. Dokładnego terminu nie pamiętam, ale chyba w 1950 r. dostałem więziennictwo, w sumie zebrało się 7 elementów różnych. (Łącznie z WOP i KBW?) Potem wystąpiłem z wnioskiem, że to jest za dużo, z projektem reorganizacji proponowałem wydzielenie wojska z mo- jej ewidencji i odeszło wojsko, dep. łączności i w międzyczasie II Dep. — ewidencja, korespondencja. X-ka miała swobodę składania zamó- wień do II Dep., ale nie wszystko co szło do II Dep. podlegało kontroli w-min., tak że X-ka miała też swoje kompetencje. (Więc jeżeli idzie o śledcze areszty, nie podlegały?) Nie, areszty śledcze miał chyba Romkowski, jak miał Dep. śledczy, on może na to odpowiedzieć. Tow. Rybicki: Ale wszystkie były areszty śledcze? Tam też były wy- dzielone. Tow. Świetlik: Tak, taki był stan. W tym wydaniu 1949 r. mnie zawiadomio- no, że istnieje Komisja, ale nikt mi nie zakomunikował, na czym jej zadanie polega, poza zawiadomieniem z Sekretariatu. Tow. Nowak:A czy Wam wiadomo, że niektórzy towarzysze w sprawie Tatara mieli jakieś wątpliwości? Tow. Świetlik: To mi trudno powiedzieć. Przecież sprawa znowu stała, początek sięga okresu, gdy byłem w KBW, do tych spraw były wydzielone grupy śledcze. Czy ktoś miał jakieś wątpliwości — nie potrafię powiedzieć. Ze sprawą zetknąłem się o tyle o ile, na kolegium nie była w wyczerpujący sposób omawiana. (A Wasz kontakt jako w-ministra z kim był: z Radkiewiczem, czy dostawaliście dyrektywy z zewnątrz?) Radkiewicz. Byłem raz u Bermana w 1954 r. Pchnęła mnie do tego sprawa w Kolnie. 7 trupów, w czasie śledztwa potłukli. Ja wtedy stałem na stanowisku wycofania Krupskiego z listy wyjaz- dów na szkołę do Moskwy, były różnice zdań w tej sprawie, ja postawiłem sprawę, żeby go posłać na szefa UPow. Dyrektorem p.o. był Andrzejewski. Wtedy udałem się do Bermana, wszystkie rozkazy zabrałem, bo stosowanie przymusu fizycznego od strony rozkazów wyglądało tak, że lepiej nie mogło być. Kilka rozkazów było, że nie wolno stosować przymusu fizycznego. Krupski na szkołę nie poje- chał, Kalinowski też tą sprawą się zainteresował. Wyszła ta sprawa z Prokuratury, okazało się, że młody chłopak był bity, nic wspólnego z morderstwem nie miał i też był bity, stąd ta sprawa wyszła tutaj. Poza tym żadnych nie miałem spraw, to był 1954 r., to było po koncertach Światło. Tow. Rybicki: Jak to wyglądało praktycznie, na co dzień? Kierownictwo Waszą pracą ze strony Radkiewicza. Tow. Świetlik: Moją pracą — jeżeli wynikły sprawy, co do których nie czułem się kompetentny, to wtedy szedłem do niego. Najczęściej sprawy omawiane na kierownictwie to były sprawy WIN-owskie, omawiane na całym kierownictwie, minister i wiceministrowie. Ludzie mówili o kolegium — ja świadomie nie używam tego słowa, nigdy u nas nie było zorganizowanego kolegium. Na III czy na IV Plenum zgłosiliśmy poprawki do rezolucji, że taka kolegialność utrudnia prowadzenie walki z wypaczeniami. Dlatego nie okreś- lałem świadomie „kolegium", bo dużo szczegółów było wyłączonych ze wspólnych prac kierownictwa, na mój rozum za dużo. Taki dział np. jak II Dep. nigdy nie stał na kolegium, to było osnute tajemnicą, jak pracują. Tow. Nowak: A bezpośrednich dyrektyw nie otrzymaliście od tow. Ber- mana czy Bieruta? Tow. Świetlik: Kiedyś miałem telefon od tow. Bermana, że na Śląsku spaliła się fabryka, kiedyś mieliśmy katastrofę na mieście w War- szawie. Ja takiej sytuacji nie miałem, żeby bezpośrednio wgląd był. W 1955 r. dwa razy stała sprawa więziennictwa: raz w obecności tow. Bieruta i Bermana, drugi raz był i tow. Ochab. (Kiedy stała sprawa Milicji?) Nie, nie byłem. To było w KC, na Biurze. Dziś rozumiem, że chodziło o jak najlepsze intencje, tylko to było poplątane, część śledztwa w Dep. więziennictwa miejsca nie miała. Nawet na Mokoto- wie, który podlegał Duliaszowi (?) oddział śledczy był wydzielony z więziennictwa. Kiedy to zostało oddzielone — nie wiem. Tow. Nowak: A Komisja Mazura — czy wytyczne tej Komisji miałeś? Tow. Świetlik: Nie, wtedy nie wiedziałem. O istnieniu „spacerów" nie wiedziałem, dopiero kiedy Światło zaczął Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 09.04.04, 21:47 Tow. Świetlik: Nie, wtedy nie wiedziałem. O istnieniu „spacerów" nie wiedziałem, dopiero kiedy Światło zaczął mówić. Właściwie o „spa- cerach" mowa była; ale co to było, nie wiedziałem. Tam była radiostacja i KBW ochrona, że tam było jeszcze więcej — nie wiedziałem. Po ucieczce Światło z pierwszych dochodzeń był proto- kół, ale na kierownictwie nie był. Po jego koncertach znowu grupa pracowała i protokół tej grupy był, ale wziąłem go od Mietkowskiego i właśnie jako sprawa wielkiej wagi też nie stał na kolektywie kierowniczym. Tow. Rybicki: Wam ten III Departament podlegał, sprawy walki z ban- dytyzmem, podziemiem. Więc tutaj jest zagadnienie Grywinows- kiego. Jak oceniacie tę sprawę? Tow. Świetlik: Do dziś nie wiem, ile było prawdy ze strony Delegatury dlatego, że nikogo tam za granicą w tej delegaturze nie mieliśmy, nikogo, kto gotów był poświęcić się ideowo, żeby wejść do tego środowiska i powiedzieć coś. Ci, którzy byli stąd wysłani, to nie byli ludzie, którzy poświęcali się, to byli członkowie delegacji. Na ile myśmy rozpoznawali wroga, na ile oni nam dawali prawdziwy obraz, co się dzieje za granicą — ja bym dziś też jeszcze nie wziął na siebie twierdzenia, że to wszystko, co oni nam przysłali, to jest wiarygodne. Tow. Rybicki: Ale mnie chodzi o to, co było na terenie kraju, jak Wyście te sprawy widzieli, czy mieliście rzeczywistą kontrolę nad siatką, która jest w kraju? Tow. Świetlik: Może nie tyle rzeczywistą czy szczegółową, to przerastało, nie mogło być inaczej, bo jak się miało 7 elementów różnych, to nie byłem w stanie tym kierować, w szczegółach zajmował się tą sprawą wicedyrektor. Ja polegałem na dokumentach, które mnie dostar- czano z Departamentu w raportach, na piśmie czy ustnie, a w szcze- gółach trudno by mi było znać, bo musiałbym wówczas zmienić swoją funkcję i jeździć na kontakty itd. (Kto powinien znać te rzeczy?) Andrzejewski powinien znać te rzeczy. Tow. Rybicki: A jeżeli chodzi o akcję w Białostockiem? Tow. Świetlik: Rozbieranie domów? Z tym zetknąłem się będąc w KBW. Pojechałem, natknąłem się na taką sytuację, że poszycie ze strzech zrywano. Potem ja z tymi faktami nie stykałem się. Mieliśmy fakty bardzo przykre, że przy licytacji w Suwałkach szef powiatowy coś sobie kupił, on był sądzony, wyrok dostał. Szefem WU był Mikuś, chciano go zdjąć, sądzić itd. Z rozmowy z nim wynikało, że dostał nastawienie z III Dep. Sądzić Mikusia, a nie sądzić tych, którzy dali dyspozycje — to trzeba nam wsadzić nie Mikusia. Tak postawiłem sprawę, że nie można. (Ale kto dał mu takie nastawienie w Depar- tamencie?) Z tego co Mikuś mówił to dawał Czaplicki. Dlaczego tak się stało, że ja o tym nie wiedziałem? To miało swoje źródło w takim tradycjonalnym nawyku, że dyrektor nie zawsze się liczył z funkcją przełożonego, ja pamiętam jedną z rozmów z Mikusiem, kiedy już był w Ministerstwie, kiedy zaczął przedstawiać, że dostał nastawienie w Departamencie, więc ja mu zwróciłem uwagę, że instrukcje zatwierdzone przeze mnie takich środków nie przewidują, tam była mowa o działaniu na drodze sądowej, ale to co wynikało z przepisów o pozbawieniu mienia, co w wyrokach sądowych często zapadało. Dlaczego pamiętam fakt, że to w instrukcji było? Bo zwrócono nam uwagę w bardzo ostrej formie, żeby Mikusia sądzić. Więc kiedy spytałem Mikusia, że skoro była instrukcja, a dostał inne dyrektywy, powinien był przyjść do mnie i spytać. Nieraz tak bywało, że pomijano wiceministra, podobno nie tylko w stosunku do mojej osoby. — Mikuś przyszedł do Ministerstwa na kierownika Wydziału. To jest stanowisko dość duże, ale znacznie mniej samodzielne i odpowiedzialne, aniżeli Szef Woj. Urzędu. Tow. Rybicki: A w stosunku do Czaplickiego były wyciągnięte wnioski? Tow. Świetlik: Wtedy była ta sprawa postawiona na odprawie krajowej. Czaplicki wystąpił samokrytycznie, ale nie pamiętam, co powiedział. Tow. Pszczółkowski: A kiedy zdjęto Mikusia z Białostockiego, był z-cą Domowski. On twierdził, że kiedy przyjechałeś do Białegostoku, dałeś polecenie, żeby w związku z bandami, jakie grasowały na terenie Białegostoku, stosować środki przymusu, żeby bić. Tow. Świetlik: Trudno mi powiedzieć, czy takie dyspozycje dawałem. Z tego względu, że miałem Wydział do spraw funkcjonariuszy, mieli do mnie pretensje, że jestem zanadto prokuratorski, bezwzględny. Pamiętam, że jednej ze spraw nie zawnioskowałem do sądu — towa- rzysze wyjaśnili mi, że w wyniku zastosowania siły fizycznej ujęto sprawców morderstwa. To było robione w trakcie akcji, gdy były granaty itd. Trudno mi powiedzieć, żebym dawał takie dyrektywy Domowskiemu. Prócz Domowskiego był szef Urzędu, nie może być, żebym z Domowskim miał naradę wtedy, kiedy byłem z szefem Urzędu Kubajewskim. Pamiętam, że kiedyś dowiedziałem się, że w stosunku do zatrzymanego stosowano siłę fizyczną, w rozmowie przez „wecze" zabroniłem Kubajewskiemu, i on był rad dlatego, że jako szef mógł mieć pełną władzę w stosunku do oficerów śledczych, ale nie zawsze to musiało skutkować. Przyjął to bez żadnej opozycji. Jaki bym nie był, ale obłudny nie byłem i wśród pracowników Bezpieczeństwa z brakiem zaufania nie spotkałem się, żebym dawał prawo bić. Tak że Domowskiego uczciwość bym kwestionował. Nie wiem, jak on to przedstawił. Tow. Pszczółkowski: Zwolniłem Domowskiego, mówiłem, że zamierzam go czynić odpowiedzialnym za to, co było na terenie Białegostoku, to wtedy on to mówił, że przyjechałeś i tak mówiłeś. Tow. Świetlik: Przyjeżdżałem, to był teren, w którym mieliśmy najwięcej band, tam były fakty mordowania ludzi w bestialski sposób, tam była banda Paszka. Tam mieliśmy przez cały czas kłopoty i ofiary były nie raz i nie dwa i nieraz wytykałem towarzyszom niezaradność jeżeli chodzi o podchodzenie do wroga, rozpracowanie i likwidację band. Narady były nieraz, nie tylko z kierownikami, ale i z bezpośrednio zainteresowanymi pracownikami. Miałem taką metodę pracy — bez- pośredniego omawiania spraw z referentami. Tow. Rybicki: Jak się sprawa stosowania przemocy kształtowała, jeżeli chodzi o instruktaż — czy polecenia, czy zakazywanie, czy było wyraźne stanowisko? Tow. Świetlik: Wyraźne stanowisko było, że nie wolno bić, to było wyraźne stanowisko. Pierwszy raz z naruszeniem rozkazu zetknąłem się w 1950 r. Potem już prawie codziennym zjawiskiem było, kiedy mi przydzielono Wydział do spraw funkcjonariuszy, a kwestia mego poglądu na te sprawy, w miarę bliższego zapoznania się z pracą kształtował się coraz to radykalniej. Ukoronowaniem tego była praca z Wydziałem, kiedy bez żadnych względów — czasem rzeczywiście pracownicy, którzy długo służyli w organach, nie wytrzymali i stoso- wali wobec zatrzymanych przymus fizyczny — wydalało się tych ludzi. Tow. Pszczółkowski: Jak to się stało, że kierownictwo stało na stanowisku: nie stosować przemocy fizycznej, stosowanie kar w stosunku do pracowników, którzy tej przemocy używali — skąd to wychodziło, że pracownicy bili. Czy taki był poziom moralny, czy nasycano aparat Bezpieczeństwa ludźmi o takim poziomie moralnym. Że tak łatwo te wykroczenia miały miejsce. Pracownicy oskarżają, że ich kierownic- two pchało, a kierownictwo karało i wyciągało wnioski? Tow. Świetlik: Były sprawy do sądów kierowane, to są fakty, były wyroki sądów wojskowych i ludzie siedzieli w więzieniu, to jest fakt. (A jednocześnie w szerokim zakresie był stosowany ten przymus?). Ja byłem nie raz i nie dwa i narady i odprawy przeprowadzałem nie tylko z Domowskim, poza tym Domowski ma nie moją szkołę, on ma trochę inne szkolenie. Kiedy jeszcze nie wiedziałem, co to jest praca w Bezpieczeństwie, to Domowski już tam pracował i do moralności tego człowieka nie mam zaufania. To o co pytacie jest nawet problemem pewnego rodzaju. Wynikało to z tego, że była dwu- torowość. Jeżeli ja odpisuję w wyniku dochodzeń: usunąć, skierować do sądu, jeżeli mimo istniejących zakazów, zabra Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wasz Marjanek Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.dip.t-dialin.net 09.04.04, 23:03 Mosz recht. S tym co je gorolskie - a njy s tym, co tak zostanie. Wczora jechol ech bes ta wasza metropolija, i myslol ech, co mje diobli weznom. Za czasow jak ech tam mjyszkol - boly Gliwice o dupa roszczasc - ale teros ??? Wejscie sie yntlich za robota i zrobcie cojsik dlo tego miasta. I zaprzyngcie do tego tych wszyjstkich mjyszkajoncych tam goroli! Pyrsk i Wesolego Zajonczka ! Wasz Marjanek (kerymu prawie wyleciol gybis na ty waszy Autobahnie) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gRegor Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.neonet.gliwice.pl 10.04.04, 07:03 Z przyjemnością zostanę "KARBOWYM" i zagonię ich do naprawy tego co zniszczyli i zaniechali przez klikadziesiąt lat.u Niemców zapieprzają za EURO to niech i u Ślązaków pokożą jak potrafią pracować:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wasz Marjanek Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.dip.t-dialin.net 10.04.04, 19:27 Ja,ja - ale jo mysla, co to ino teoria. Gorole myslom, co mogom robic na Slonsku co chcom, bo wiedzom, co majom poparcie Warszawki. I jak dugo Slonzoki nie pokozom, wto tukej je panym, to tyn burd... dalij bydzie istniol. A ta zetelnosc goroli w Niemcach - to tysz cojs ze serii bajki dlo dzieci. U nos w tamtym roku Poloki zbjyrali truskawki. A szlo to poznac po tym, co nad polym lecialy kur... , a pomjyndzy krzoczkami lezaly puste paczki po polskich cygaretach. Also - tak prezyntujom Poloki sie na "saksach". Zycza obfitego Zajonczka Wasz Marjanek Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Tajne archiwa PRLu 14.04.04, 17:54 Jeżeli ja odpisuję w wyniku dochodzeń: usunąć, skierować do sądu, jeżeli mimo istniejących zakazów, zabraniających, uprze- dzających, że będą kierowani do sądu — a to powtarzało się, a więc mogło to być tylko w wyniku dwutorowości, że Wydział sobie, a inne wydziały sobie. W 1954 r. była sprawa Kolneńska po koncertach Światło. Idzie wicedyrektor i w rozmowie ze mną komentuje, że kiedy dowiedział się, że trzeba pracować szybko, to zrozumiał, że wszystko można robić. Fakt: 7 ludzi nam padło i trzeba było morderców pochwycić, ale był stosunek, żeby do zatrzymanych stosować terror fizyczny. Niezależnie od dwutorowości trzeba zwrócić uwagę i na poziom moralny, ale i na stan psychiczny. Nie wszyscy mogli sobie wagę wydarzeń politycznych przekładać tak, że jest walka klasowa, że jeżeli padają trupy, to nie znaczy, że wszystko co było w 1946, 7 czy 49 r. trzeba przedłużyć. Strzelano i granaty jeszcze grały w 1954 r. jeszcze w tym roku podobno likwidowano, Sałopotek w 1955 r. Tę stronę też trzeba brać pod uwagę. Były rzeczywiście wyroki za stosowanie tych metod — że to szło z oporami — to fakt. Tow. Rybicki: A akcja „K"? Tow. Świetlik: Źródła tej akcji „K" nie znam. Tow. Radkiewicz zreferował, ale nie pamiętam, żeby on dawał jakieś tło, jaka istniała konieczność przeprowadzenia tej akcji, ale to była odprawa. Ja byłem wtedy w Katowicach i referowałem również te sprawy, referowałem od tej strony, że w stosunku do tych, co do których są materiały, że uprawiają wrogą działalność, trzeba zastosować sankcję aresztu przez Urzędy Bezpieczeństwa. Według materiałów posiadanych przez Wydział (A praktycznie jak to wyglądało, czy sporządzano listy?) Czy były listy — nie potrafię odpowiedzieć, jak to było opracowane, aleja referowałem od strony tej, że według posiadanych materiałów Szefem wtedy był Dowkant, z-cą był Marek, a na co dzień kierowanie akcją „K" nie potrafię powiedzieć, w czyich rękach to było. Tow. Pszczółkowski: Punda przyjeżdżał z materiałami, cały samochód teczek. Tow. Rybicki: Ale jaka to liczba była? Tow. Świetlik: Przecież są dokumenty na to wszystko. Chyba były jakieś dyrektywy ze strony Prokuratury. Tow. Rybicki: Skąd wyszło polecenie, żeby ludzi aresztować z decyzji tylko Bezpieczeństwa? Tow. Świetlik: Trudno mi powiedzieć, skąd wyszło, w Ministerstwie ta sprawa stała, przecież szefowie stawiali sprawę, że bez nakazu prokuratorskiego aresztowanych mógł zatrzymać na określony czas. (Szefowie dostawali na odprawie w Ministerstwie?) Chyba tak. Kto w jakiej formie dał dyspozycje w teren, nie potrafię powiedzieć. Kto kierował całością akcji „K" nie wiem. Tow. Rybicki: Ale ona wchodziła w zakres jakiegoś Departamentu? Tow. Świetlik: Czy III Departamentu? Nie potrafię znaleźć odpowiedzi, czy tylko III Departamentu. Powołuję się na akta dlatego, żeby nie wyglądało, że ja się wykręcam. Tow. Rybicki: Przedtem i potem była zasada, że na aresztowanie potrzeb- na jest sankcja prokuratorska. Tam była sankcja dopuszczona na miesiąc? Tow. Świetlik: Nie pamiętam. Tow. Rybicki: A tutaj w ogóle stała sprawa, żeby nie zwracać się do Prokuratora o żadne sankcje. Ktoś musiał dawać takie dyspozycje. Tow. Świetlik: Ja autorem takiej dyspozycji nie byłem. To było omawiane z Radkiewiczem. Nie przypominam sobie, żeby była narada w KC z dyrektorami. (Ale jak to technicznie wykonano, szefowie woj. przedstawiali listy?) Wnioski przedstawiali do Ministerstwa. Czyje wnioski ja przeglądałem, też nie potrafię powiedzieć, ale wiem, że byłem na odprawie w tej sprawie w Katowicach. Do tow. Bermana z teczkami nie jeździłem. Ja wtedy przez cały czas uważałem, że takie aresztowania mogą być dokonywane na podstawie wiadomości, posiadanych przez Urzędy, na podstawie materiałów. Jak to się odbywało? Tyle wiem, że potem były fakty aresztów, wnioski podawano na takich, którzy wybyli z tego miejsca zamieszkania, z tego wynikałoby, że mechanicznie brali materiały, nie sprawdzając. Ale w jakim celu — nie wiem. (Ale jak ta sprawa mogła być kontrolowana?) Mogły być wnioski. (Kto wnioski zatwierdzał?) Ja byłem na naradzie w Katowicach, czy wnioski zatwierdzałem, nie pamiętam. Jakiś podział był. Jeden tego nie mógł robić, ani minister ani wiceminister. Tow. Rybicki: Czy szefowie Woj. Urzędu mieli pełnomocnictwo zamykać sami bez zatwierdzenia? Bo jaki człowiek mógł przejrzeć 4-5 tyś. nazwisk. Więc to było pozostawione decyzji szefów? Tow. Świetlik: W rzeczywistości tak. Nie wiem, kto zadecydował te sprawy. To może się wydawać dziwne, ale przy istniejącej sytuacji to rzeczywiście miało miejsce. Nie raz i nie dwa miały miejsce takie fakty, że ja mogłem nie wiedzieć, co się dzieje gdzie indziej. Wiele spraw mniejszej wagi nie były mi znane. Jak wyszło morderstwo Szugara, to zebraliśmy się, żeby naradzić się, co robić, ale to nie znaczy, że przy każdym fakcie morderstwa odbywały się wspólne narady. (A sprawa Świadków Jehowy?) W ogóle tak, a w szczegółach nie. To było poza moim zasięgiem. Tow. Rybicki: A jeżeli chodzi o aresztowanie według listy ok. 2 tyś. ludzi? To zdaje się wykonywała Trójka? Tow. Świetlik: Nie wiem z jakiego tytułu Trójka. Świadkowie Jehowy nie należeli do Trójki. To nie było traktowane jako podziemie. Podziemie było różne i zależnie od tego Departamenty różnie się zajmowały. Chyba w charakterze podrzutka — nie umiałbym odpowiedzieć na to. (Na jakiej podstawie akurat takie liczby były aresztowanych?) Tutaj nic w akcji „K" nie mogę powiedzieć, nigdzie nie wyjeżdżałem. Tow. Pszczółkowski: Jedzie wiceminister do Katowic, żeby nadzorować akcję i nie wie, po co ta akcja była i jaki cel miała osiągnąć? Nie zdaje sprawy w kierownictwie, nie omawia się tego. Jak taką akcją można kierować, jeżeli się nie wie, jaki ma cel? (Przecież otrzymaliście wytyczne) Tow. Świetlik: Nie, ja w Katowicach na pewno nie dawałem dyrektyw, to była narada z szefami WU, to nie było tak, że powiedziałem: aresztować 2 tyś. ludzi. Nie mogę sobie przypomnieć, nie pojechałem z niczym. Ja mówiłem o kolebce, gdzie to zrodziło się, tak samo ja X-ka: walczyć z trockizmem itd. Ale co potem z tego wynikło. Tam gdzie byłem, to referowałem, ale to ja pamiętam, jaki miałem pogląd na tę sprawę, areszty tylko w stosunku do tych, na których były materiały, ale w żadnym wypadku na wariata. W tych Katowicach może w związku z akcją K to jak znaleźli kogoś, kto miał fuzję nielegalnie, to go aresztowali. W 1954 r. wicedyrektor Dep. pojechał, jest obecny przy tym, że biją i biją w wyszukany sposób i co ma zrobić? Może trzeba było sądzić. Były i gorsze sprawy, których nie można było doprowadzić do sądu, jak wrocławska sprawa szpiegowska, sprawa Kuszyńskiej. Pojecha- łem, kiedy sprawa wyszła, kiedy Prokurator i sąd się wycofały. Wróciłem z wnioskiem, że trzeba zdjąć Różańskiego i Dowkanta i w stosunku do tych, którzy fałszowali — sądzić. To postawiłem na kierownictwie Ministerstwa. Jeszcze wtedy nie stawiałem wniosku o sądzenie, ale zdjęcie. A w stosunku do tych, którzy w województwie fałszowali. Na zebraniu towarzysze zabrali głos, że nie mieli przeko- nania, a jednak to protokóły przyjęli i przekazali jako fakt. Mówili, jak to było w śledztwie, jak któryś nie chciał brać udziału w tych metodach, to mówiono, że białą rączką itd. (I żadnych wniosków nie wyciągnięto?) Wtedy zeszedł z aparatu Dowkant i Różański. Rudko nie odrazu, ale potem wyszedł też. Tow. Rybicki: A jeżeli chodzi o III Dep., jaki był pogląd co do stosowania prowokacji? Tow. Świetlik: Jeżeli tak nazwać prowokacją, w pewnym sensie prowoka- cja ta wynikała z samego sposobu podchodzenia do wroga. Trudno było żeby dojść do Sałapatki czy innego wytrawnego zbira, żeby nie posługiwać się agentem, który by jakiś czas z nim chodził, ale w sprzyjających okolicznościach powiadomić, co się szykuje i w wy- niku tych wiadomości można było zapobiec. W tym sensie prowoka- cja tak. Czy można m Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 14.04.04, 18:04 Czy można mówić o koncepcji, że z góry była założona? Nie. Zależnie od tego co wynikało, te czy inne metody stosowano. Za krótko pracowałem, żeby wyjść z czym radykalnie nowym, ale taka metoda była, agenturalna. Tow. Rybicki: A zagadnienie przymusowego werbowania agentów, wbrew ich woli? Tow. Świetlik: Zrozumiałe, że wbrew ich woli. Jeżeli popełnił przestępst- wo i werbunek był jakby amnestią, to było wbrew jego woli. A jeżeli był w czasie okupacji w NSZ — czy zgadzał się z dobrej woli? Na pewno nie. Tylko ja z niczym nowym radykalnie zmieniającym te sprawy nie wystąpiłem. Może za krótko pracowałem. Bez jakiejś generalnej zmiany poglądów przeprowadzić reorganizację — frag- mentarycznie podejść nie można było — nic nie mogłem wnieść do tej metody agenturalnej. Tow. Nowak: Więcej pytań nie ma? To dziękujemy towarzyszowi. Protokół posiedzenia Komisji, wyłonionej przez VIII Plenum przy CKKP w dniu 3.XII.1956 r. Obecni: tow. Nowak Roman, Dłuski, Kliszko, Pszczółkowski, Rybicki. Zaproszony tow. Mietkowski: Tow. Nowak: Towarzyszu Mietkowski, chcielibyśmy, żebyście Komisji opowiedzieli dwie zasadnicze sprawy: 1) Wasz udział w Komisji d/s Bezpieczeństwa, której byliście człon- kiem, jak to się rozwijało, jak omawiane zostały te sprawy i 2) Byliście tym, który osobiście opracowywał sprawę Tatara chcieli- byśmy wiedzieć, co Wy nam możecie o tym powiedzieć. Później może jeszcze będą pytania. Tow. Mietkowski: W sprawie pracy Komisji Bezpieczeństwa: trudno to nazwać moim udziałem w tej Komisji, jako udział członka Komisji. (Jaki był skład tej Komisji?) Nie mogę powiedzieć. (Nie dostaliście zawiadomienia na piśmie?) Dostałem, al eja sobie nie przypominam. Nie było posiedzenia, jakiegoś pierwszego posiedzenia, które by ustaliło typ pracy, zakres — ja takiego posiedzenia nie pamiętam. Natomiast wiem, że od czasu do czasu w poszczególnych sprawach Ministerstwo Bezpieczeństwa nas zapraszało na posiedzenia, w któ- rych brali udział tow. Bierut, Berman, Radkiewicz i w zależności od sprawy czasem ja byłem, Romkowski, Świetlik, ale posiedzeń, w których ja brałem udział, ja nie pamiętam wiele. Tak że ja uważam, że o ile byliśmy członkami Komisji, to nie mogło być takiej sytuacji, żeby poszczególnych członków Komisji zapraszano, jak kto uważał. Albo wszyscy jesteśmy członkami Komisji, to wszyscy zbieramy się, albo nie jesteśmy członkami Komisji. Raczej ja to rozumiałem tak, że nas zapraszano po kolei, niektórych razem z Komarem w sprawach wywiadu. Pamiętam posiedzenie, to było wspólne posiedzenie Bez- pieczeństwa i Wojska w sprawie gry WIN-owskiej, czy budżetowe sprawy rozpatrywano. Tak ja pamiętam, że wyglądała sprawa Komisji. (A czy nie było mowy o zadaniach Komisji, nad czym ona ma kontrolę itd.?) Nie, nie przypominam sobie i przypuszczam, że nie mogło być. W międzyczasie ja byłem chory, tak że ja trochę mam zatratę pamięci, w ogóle nie poczuwałem się jako członek Komisji. (Ale zawiadomienie dostaliście w 1949 r.?) Gdybym przyszedł na Komisję i nie miał przedtem rozmowy ze Świetlikiem, tobym powiedział, że nie otrzymałem. Ale Świetlik mi powiedział, że dostał takie zawiadomienie i ja tam byłem. A skoro on tak mówi, to przypuszczam, że tak jest. To już było dawno i mogłem zapomnieć. W sprawie Tatara — sprawę Tatara nie ja rozpatrywałem. Jak ja sobie przypominam, to sprawa Tatara zaczęła się, że ta grupa, trójka Tatar, Utnik i Nowicki stawiali zagadnienie obrony ich przed napaś- cią ze strony władz emigracyjnych w związku z tym, że oni przekazali pewne fundusze, FON, i oni przygotowali jakiś projekt takiej noty, którą nasz rząd miał wysłać, notę protestacyjną do rządu angiels- kiego przeciwko działalności ośrodków emigracyjnych, które wtrą- cały się do zagadnień polskich, dlaczego rząd angielski pozwala im dalej robić takie rzeczy. (Co miało to pomóc?) Nie wiem, ale to był końcowy akord, bo z początku przyjechał jeden z nich, żeby tę sprawę omówić, nie pamiętam który, zdaje się, że Nowicki czy Utnik i jednocześnie on mówił w rozmowie z Komarem — Komar miał to zapisane — powiedział, że ktoś inny kombinuje z Kopańskim jednocześnie. Więc ta sprawa, tak jak ja sobie przypominam, była przedstawiona nie mnie, a do mnie przyszła już post factum. Od czego się zaczęło? Wywołał mnie tow. Bierut, daty nie pamiętam, i powie- dział, że jest decyzja, żeby tę trójkę aresztować i aby Bezpieczeństwo wyłączyć z tej sprawy, wyznaczyć od razu z-cę generalnego prokura- tora, który będzie się od samego początku zajmował tą sprawą i że ta sprawa będzie znajdowała się w Informacji. Ja zajmowałem się w ramach nadzoru przeprowadzeniem jednej akcji, a mianowicie jak ściągnąć z Londynu archiwum tego byłego VI Oddziału przy pomocy pracowników II Oddziału VII Departamentu, który był wtedy włą- czony. Wówczas wyjechał od nas jeden towarzysz, zdaje się Winkler jeszcze z kimś i tam bez wiedzy władz angielskich w niektórych mieszkaniach był i zabrał całe archiwum, ten cały materiał, który można było osiągnąć, bo materiały Tatara zostały przekazane jakie- muś adwokatowi. To jest jedna strona zagadnienia. W początkowym okresie te sprawy ja otrzymałem do wglądu, były zeznania. Jak długo to trwało, nie mogę sobie przypomnieć, ale tak jak mi się to dziś przedstawia — to było niedługo, to było do czasu pójścia mego na urlop. Kiedy wróciłem, to ta sprawa mnie już nie była przekazana. Na ten temat były rozmowy, kiedy był Dworakowski, ta sprawa była rozpatrywana, powiedziałem, że zostałem zabrany, bo dość hamują- co wpływałem na te rzeczy i zarzut był postawiony prawdopodobnie, że nie daję zgody czy za długo trwa. (Kto to stawiał?) Te zarzuty mogły znaleźć się na aktywie. Wychodzili z różnymi koncepcjami Skulbaszewski czy Wozniesieński, oni się zajmowali tymi sprawami, była grupa dla przeprowadzenia operacyjnych prac, to był Czaplicki, Wiórkowski, dla rozpracowania zagadnień, które wynikały z tej sprawy na to, co wchodziło w zakres zainteresowań Ministerstwa Bezpieczeństwa. Najlepszy dowód, można to ustalić, ja sobie nie przypominam daty, ale ja zostałem odsunięty od tej sprawy na samym początku. (Kto pierwszy ustalił kierunek śledztwa?) Nie ja. Tak że zarzut, ja to czytałem, on jest fałszywy. (Ale kto dawał te koncepcje, w jakim kierunku ma iść śledztwo?) Tak jak ja to pamiętam I-szą koncepcję całości to dał Kirchmayer, proszę się zapoznać z jego pierwszymi zeznaniami. Jego koncepcja sprowadzała się do tego, że oni stawiali sobie za zadanie ściąganie oficerów z Zachodu po to, żeby oni zajęli te stanowiska, żeby ktoś inny ich nie zajął. To było to, co można było przyjąć, bo to jest bez specjalnego umówienia, to jest zasada tych ludzi. Oni mieli przyjść po to, żeby można było radzieckich oficerów wypchnąć. (A koncepcja wywiadu, spisku?) To są następne rzeczy. Ja mogę powiedzieć w ten sposób, że koncepcja wywiadu czy spisku, ja osobiście nie uważałem, że to jest słuszna koncepcja wtedy. Tow. Rybicki: A czy były różnice zdań na temat oceny materiału począt- kowego, może przypominacie sobie dyskusje z Czaplickim, Rom- kowskim, Fejginem na temat pierwszych materiałów? Tow. Mietkowski: Tak, były dyskusje. (Jakie reprezentowaliście stanowis- ko?) Nie przypominam sobie. Najprawdopodobniej stali na stanowis- ku, że moje koncepcje są niesłuszne, bo przekazali to Romkowskie- mu i Fejginowi. (Ale Romkowski i Fejgin twierdzą, że uważali te sprawy za nadęte?) No tak, ale od jakiegoś czasu zajmowali się tą sprawą, a mnie odsunęli. Pojechałem na urlop na miesiąc, ale wróciłem i już nie prowadziłem tej sprawy. (A kto to zadecydował?) Nie wiem, mnie Radkiewicz powiedział o tym, to jest przykład działania Komisji Bezpieczeństwa. On powinien był powiedzieć, że zostałem odsunięty z tych i tych powodów, a powiedział po prostu: ,,tą sprawą nie będziesz się zajmował". (Kiedy to było?) Nie pamiętam daty, ale u mnie to się układało tak, jak sam poc Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 14.04.04, 19:23 Nie wiem, mnie Radkiewicz powiedział o tym, to jest przykład działania Komisji Bezpieczeństwa. On powinien był powiedzieć, że zostałem odsunięty z tych i tych powodów, a powiedział po prostu: ,,tą sprawą nie będziesz się zajmował". (Kiedy to było?) Nie pamiętam daty, ale u mnie to się układało tak, jak sam początek sprawy. Ja mówiłem Zarakowskiemu, żeby ustalił, ilu było aresztowanych w momencie, kiedy ja odszedłem. Tow. Rybicki: W kwietniu 1950 roku zatwierdzono dalsze wytyczne w sprawie śledztwa, dotyczące wojskowych, całej grupy. Tow. Mietkowski: Co tam jest w tych wytycznych? Czy tam jest sprawa wywiadu i spisku? Nie przypuszczam. (To jest duży dokument na podstawie zeznań oskarżonych). Ale czy jest mój podpis, czy to przygotowano dla mnie. Tow. Nowak: Kwestia jest w tym, że Wy jeszcze w kwietniu 1950 r. mieliście do czynienia ze sprawą Tatara, to znaczy, że w roz- pracowaniu śledztwa w sprawie Tatara braliście udział. Tow. Mietkowski: Nie, w śledztwie nie brałem udziału. Przy mnie było bardzo mało aresztowanych. Trudno mi powiedzieć, czy ten doku- ment opracowano z tym, żeby mnie przeczytać, czy żeby to miało być przeze mnie podpisane. Tow. Nowak: A czy Wy byście o Komisji Mazura coś nam mogli powie- dzieć? Tow. Mietkowski: Słyszałem, że była Komisja Mazura, w składzie: Mazur, Kasman i ktoś trzeci, którego nie pamiętam. Wiem o tym, że ja się zwróciłem, żeby mi dali do wglądu co ta Komisja stwierdziła. Mnie tego nie dali. Ja byłem jeden z zastępców Radkiewicza i byłem bardzo niezadowolony z tego, że nie miałem wglądu. Jak ja te sprawy oceniałem później i to powiedziałem towarzyszom, że ta Komisja doszła do wniosku, że sposób prowadzenia śledztwa przez Różańs- kiego jest niesłuszny. (A pod jakim względem?) Nie wiem jak powiedzieli, ale wynik był taki, że postanowiono zabrać mu to śledztwo i że miała się tym zająć grupa. Wtedy została ta komisja, specjalna grupa, stworzona. I tam był Lewikowski. Tow. Nowak: Wyście byli wiceministrem, jeden z najwyższych pracow- ników koło Radkiewicza, w tym okresie zaczęły się pierwsze areszty masowe, które miały charakter i wyraz polityczny, to przecież o tych sprawach w Bezpieczeństwie mówiono — Tow. Pszczółkowski: Jak tow. Bierut mówił, że trzeba aresztować, to nie mówił dlaczego? Chyba kierownictwo Bezpieczeństwa nie przyj- mowało takich zleceń. Tow. Mietkowski: Nie pamiętam szczegółów, ale wszystko wiązało się z tą notą, w związku z tą notą oni przyjechali, chociaż mówili, że wszyscy naraz nie przyjadą do Polski. Ich wywołali jednego po drugim. I nie dlatego, że tow. Bieruta nie ma, tym bardziej że ja nie pierwszy jestem, którzy chcą się postawić, że za mali byliśmy i że za nas ktoś decydował, ja tak nie chcę postawić, ale chcę postawić tak jak było, że same areszty zostały przeprowadzone, że od razu z-ca prokuratora wojskowego Skulbaszewski będzie się zajmował tą sprawą. Ja odpowiadam za te rzeczy, które były. Od razu tow. Bierut powiedział, że będzie prowadzić Skulbaszewski, od razu jak była decyzja aresztowania i przypuszczam, że oni nie zostali nawet doprowadzeni do organów Bezpieczeństwa. Może pierwszy został zatrzymany w organach Bezpieczeństwa przez jeden dzień. (Tak że zaczął Skulbaszewski i kończył Skulbaszewski?) Tow. Rybicki: A nie była postawiona sprawa, że Wy kierujecie? Tow. Mietkowski: Wtedy, kiedy czytałem ten materiał, to trochę inaczej do tych spraw podchodziłem niż teraz, bo się bardzo ograniczano do tych spraw. Jak ktoś powiedział, że zrobili spisek, żeby wciągnąć Mariana, to dla niego wszystko było do przyjęcia. Tow. Rybicki: A Skulbaszewski nie przychodził po instrukcje? Tow. Mietkowski: Przychodził, ale nie w sprawie instrukcji. Tow. Rybicki: Nie wysuwaliście koncepcji możliwych kierunków roz- wiązania sprawy Tatara? Tow. Mietkowski: Najprawdopodobniej podczas rozmowy coś ja mówiłem. Ja nie przypuszczam, żebym miał plan koncepcji od razu, mam wrażenie, że raczej był szereg pytań. Nie było wiadomo, dlaczego im pieniądze dali. (Najwięcej Was niepokoiło, że im pieniądze dali?) Że co oni chcieli. Tow. Rybicki: A to, że oni czuli się zobowiązani, żeby polskie pieniądze były w Polsce? Tow. Mietkowski: Ale oni mówili zarazem, że się widywali z Kopańskim (Sprawa wygląda tak, że kierownictwo w okresie przygotowania sprawy Tatara należało do Was, prowadził to Skulbaszewski też, ale z ramienia Bezpieczeństwa Wyście kierowali tą sprawą). Ja miałem z tym do czynienia w krótkim okresie, na samym początku, a wtedy zaczęły iść różne koncepcje wywiadu — mnie odsunęli. (Jak to tłumaczyć, że zostaliście usunięty?) Tam były różne rzeczy. U nas była taka sytuacja: jest człowiek w kierownictwie, i nie ma wpływu. Oczywiście nie ma wpływu, jak jest komisja, która rozpatruje te sprawy, ta komisja coś stwierdza, i nie daje nam do wglądu. Ja nie czytałem tego. To co jest przedstawione, że była komisja, a Bez- pieczeństwo kierowało, to jest nieprawda. Była komisja, która składała się z trzech osób. A dlaczego mnie odsunęli? Różne rzeczy mogły być powodem. Może nie mieli do mnie zaufania. Może ktoś przyjechał z Ameryki, ja chodziłem do Mazura, pytałem, co mam zrobić, to powiedział, wyślij go z powrotem. A on nie chciał wyjechać. Mogę podać jeden bardzo charakterystyczny przykład. Po aresz- towaniu Komara mnie zaprosili na posiedzenie, na którym był tow. Mazur, Nowak, Radkiewicz i ja i przyszedł Wozniesieński, ja rozu- miałem, że będą omawiane zarzuty i materiały w stosunku do Komara. To Wozniesieński powiedział, że radio Izrael nadało, że on został aresztowany, i stoi i nie siada. Podchodzę do Mazura i pytam co to znaczy, to wygląda, że Wozniesieński nie chce usiąść. On jeszcze powiedział, że mówił Krzemieniowi, że on powinien się podać do dymisji. Więc pytam Mazura, co to znaczy. To Mazur powiedział: „nie przejmuj się, Tomasz Ciebie wyznaczył i Tomasz może Cię tylko zdjąć". To był koniec posiedzenia. Można by powiedzieć, że skoro mnie mówiono, że mam być w Komisji, to mogłem złożyć dymisję, ale ja nie byłem w Komisji dlatego, że ja nie wiem jaka jest przyczyna, dlaczego mnie od sprawy Tatara odsunęli. Ja zrozumiałem później że dlatego, że ja hamowałem, żeby nie było bez rozsądku rozszerzania aresztów, głupich zarzutów. Tow. Nowak: Skulbaszewskiemu przekazano prowadzenie sprawy, ale Wy mieliście nad tym czuwać. Skulbaszewski miał prowadzić śledzt- wo na podstawie planu itd. Jak wy sobie przypominacie ten pierwszy okres? Tow. Mietkowski: Jakby sprawa była rozpracowana przedtem agencyjnie czy koncepcyjnie, to wtedy jest materiał, człowieka się sądzi i mówi: są takie i takie zarzuty. Jak inicjatywa wychodzi od niego samego, jak jest przymusowa sytuacja, że przyjechali, żeby załatwić sprawę Noty, i muszą wyjechać z powrotem i Komar przypomina, żeby mu dać odpowiedź w sprawie ich pobytu, a ich nie można wypuścić, to została podjęta decyzja, żeby ich aresztować i przeprowadzić roz- mowy i dopiero potem ustalić plan. (Ale gdzie i kiedy zrodził się plan?) Podczas rozmowy z nim. Koncepcję dał Kirchmayer, co sobą przedstawia ta grupa. Pierwszy on to napisał będąc w areszcie, wielki elaborat, trzeba go znaleźć. Tow. Kliszko: Zanim napisał — został aresztowany, a skoro został aresz- towany — Tow. Rybicki: Przecież Kirchmayer to napisał pod czyjąś inspiracją. Tow. Kliszko: Przecież tam ludzie sobie kpili: chcecie, żebyśmy wyszli na wywiad francuski — to po 2 dniach oskarżeni zeznają, że byli w wywiadzie francuskim. Tow. Rybicki: Czy pamiętacie, że przypuszczaliście, że oskarżony należał do wywiadu francuskiego i po 2 dniach był protokół, że byli w wywiadzie francuskim? Tow. Mietkowski: Czaplicki tak mówił, ale takiego faktu sobie nie przypo- minam. Mnie wywołał tow. Bierut i powiedział, że tę trójkę aresztują. Bezpieczeństwo się tym nie będzie zajmowało, a jest wyznaczony Skulbaszewski jako z-ca prokuratora i on to będzie robił w Infor- macji. (Ale Wyście kierowal Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: Tajne archiwa PRLu 21.04.04, 18:44 Bierut i powiedział, że tę trójkę aresztują. Bezpieczeństwo się tym nie będzie zajmowało, a jest wyznaczony Skulbaszewski jako z-ca prokuratora i on to będzie robił w Infor- macji. (Ale Wyście kierowali I Departamentem jako wiceminister, to jest kontrwywiad). Nie, w tym okresie, kiedy to było, to ja nie kierowałem! U mnie było prócz tych operatywnych tyle innych spraw, że ja otrzymywałem zawsze jeden dział. Kontrwywiadem zajmował się Romkowski przez cały czas. W ostatnim okresie ja zajmowałem się kontrwywiadem, kiedy dyrektorem był Antosie- wicz, to było w 1948 r. Ale nie zajmowałem się tym departamentem przez cały czas. Tow. Nowak: Ale kiedy się sprawa Tatara rozpoczęła, mieliście nad nią opiekę i musieliście całą rzecz znać. Tow. Mietkowski: Przecież mówię, że początek sprawy Tatara znam, wtedy kiedy w moim ujęciu było aresztowanych może 5-7 osób i później mnie odstawili, nie dlatego, jak mówił ktoś, że żartowałem sobie, że powiedziałem: proszę, potrzebny jest francuski wywiad, proszę, jest francuski. Może były żarty, ale nie przypominam sobie, żeby to było w mojej obecności. (Ale się interesowaliście i mieliście koncepcję?) Ale ta koncepcja nie była do odrzucenia, bo sprowadzała się do prostej rzeczy, nie do spisku, nie było wywiadu, było tylko, że chcieli przyjść do kraju po to, żeby zająć stanowisko, żeby ściągnąć jak najwięcej oficerów z Zachodu, żeby wypchnąć radzieckich oficerów. Dlaczego ja mówię o Kirchmayerze? Bo on to napisał i uważałem, że to jest coś, co się wtedy układało, a jak się zaczęły wywiady, to były grupy. Dlaczego? Dlatego, że im to nie było potrzebne. Co prawda z początku Nowicki, który wtedy był jeszcze na wolności, rozmawiając z Tatarem powiedział, że Utnik kombinuje z Kopańskim i im nie można wierzyć. Tow. Rybicki: W związku z aresztowaniem Spychalskiego, kiedy on został aresztowany, śledztwo trwało — kiedy dostaliście polecenie przep- rowadzenia rozmów ze Spychalskim — Tow. Mietkowski: Tak, wtedy kiedy on doprowadził sprawę do absurdu. Mnie dano polecenie, żebym przeprowadził rozmowę na płaszczyź- nie partyjnej. Jak można prowadzić rozmowę na płaszczyźnie partyj- nej, kiedy jeden jest aresztowany, a drugi nie. Ale chodzi o to, żeby jako punkt wyjściowy przyjąć jego przemówienie na Plenum, gdzie on złożył samokrytykę. Mnie ktoś mówił, że ponoć Spychalski napisał list, że ja przeprowadzałem z nim bardzo ordynarne rozmowy tojestnieprawda. Tow. Rybicki: Kto Wam dał polecenie, żeby przeprowadzić z nim na płaszczyźnie partyjnej rozmowę? Tow. Mietkowski: Nie pamiętam, ale to mogło być tylko z kierownictwa partyjnego. Rozmowy przeprowadziłem bez protokołu, on napisał oświadczenie. Ja później przeprowadziłem z nim jeszcze jedną rozmowę i na tym się mój udział skończył. Chodziło zdaje się o to, że on poczuwał się do winy, że przyczynił się do zanieczyszczenia partyjnych szeregów czy aparatu, po tej linii szła też rozmowa. On napisał oświadczenie, gdzie ich poznał, jak ich wciągnął. Potem była druga rozmowa. (Jaki był cel przeprowadzenia rozmów?) Żeby wyjaśnić tę część, bo oni doprowadzili do absurdu, do wywiadu, do spisku, były konfrontacje. I wtedy mi dano polecenie. Tow. Rybicki: Stała sprawa doprowadzenia do procesu Spychalskiego. Jaki użytek robiliście z tych rozmów. Daliście wnioski? Tow. Mietkowski: To, co Spychalski napisał, to przekazałem. O jednym oświadczeniu ja pamiętam, ale o tym nie pamiętam. Mój stan zdrowia nie pozwala mi na to. Po rozmowie ze Spychalskim dostałem ataku serca. (Ale daliście sprawozdanie i wnioski?) (Przecież o kierunku tej rozmowy musieliście z kimś mówić, z kierownictwa partyjnego). Więc ja mówię, jaki był kierunek rozmowy, że opierał się na materiałach z III Plenum. (Ale czy aby go oczyścić, czy pognębić?) Ani jedno, ani drugie, ale żeby wyjaśnić. Ja ze śledztwem Spychals- kiego nie miałem nic wspólnego. Przed rozmową zapoznałem się z materiałem. Przeprowadzenie rozmowy trwało jeden wieczór i po tygodniu druga rozmowa, w międzyczasie on napisał swoje oświad- czenie. A w jakim kierunku to szło? Pewnie, że moje odpowiedzi są nie bardzo określone, bo ja nie pamiętam dokładnie. Ja nie miałem nic wspólnego z tymi rzeczami. Tow. Pszczółkowski: Po kilka godzin rozmawialiście dwa razy na płasz- czyźnie partyjnej, na czym to polegało? Tow. Mietkowski: On wyjaśnił, w jaki sposób zostali wciągnięci do pracy partyjnej czy dookoła partii ludzie, którzy byli uważani za obcych. Tow. Pszczółkowski: Jakie odnieśliście wrażenie, że on winien czy nie winien? Tow. Mietkowski: Ciężko na to odpowiedzieć. Wrażenie było bardzo ciężkie. Tow. Rybicki: Wam podlegał jaki departament? Tow. Mietkowski: Podstawowe, finanse, gospodarka, szkolnictwo. Za każdym razem jakiś z departamentów, Dep. VII, śledczy nigdy. VII Dep. to jest wywiad zagraniczny, kiedyś zastępowałem Romkows- kiego na I, V, byłem jakiś czas na IV, ale to nie razem. Nie tylko departamenty i Biuro Paszportowe. Tow. Pszczółkowski: w 1952 r. Spychalski przyjmując do wiadomości punkty oskarżenia prosił o zakomunikowanie kierownictwu Partii, że nie popełnił zarzuconych mu czynów, że „taki nie był". Fejgin kazał to zaprotokołować. Rozmawialiście dwa razy ze Spychalskim, czy Spychalski nie mówił tego? Tow. Mietkowski: Nie, takiego oświadczenia nie było. On mówił, że w stosunku do niektórych ludzi nie wiedział, co oni reprezentują, on nie miał złych zamiarów. Ja mu nie stawiałem zarzutu zdrady czy spisku, to on nie mógł tego powiedzieć. W 1952 r. chorowałem 8 miesięcy. Tow. Pszczółkowski odczytuje wyciąg z zeznań Komara i stwierdza, że ludzie chcieli się dostać do kierownictwa partii, ale ich nie dopusz- czono. Czy w rozmowach nie domagał się tego Spychalski? Tow. Mietkowski: Rozmowy nie zostały zakończone. Oświadczenie tow. Spychalskiego zostało przekazane. (A swego wrażenia nie przekaza- liście?) Nie, po pierwszej rozmowie skończyło się na tym, że tow. Spychalski napisze wyjaśnienie. Tow. Nowak: Jeżeli Was kierownictwo partyjne posłało do tow. Spychals- kiego w celu przeprowadzenia rozmów, czy nikt się nie zaintereso- wał, co tam jest ze Spychalskim? Tow. Mietkowski: Prawdopodobnie Radkiewicz, ponieważ miał być napi- sany dokument, ten dokument poszedł do kierownictwa, a po drugiej rozmowie rozchorowałem się i na tym przerwał się mój udział. Potem leżałem 4 miesiące w szpitalu. W 1952 r. kiedy przyjechałem, to ledwie chodziłem. Bo ja miałem przecież przez kilka tygodni ponad 40o, miano robić operację. Od tego czasu jest u mnie wielka zapaść pamięci. Tow. Dłuski: Mówiłeś, że wrażenie Twoje po tej rozmowie było ciężkie. W jakim sensie ciężkie, że człowiek się wplątał, że krzywda mu się dzieje? Tow. Mietkowski: Dla mnie nie ulegało wątpliwości wtedy, że ludzie, którzy zostali wciągnięci do partii, że to są wrogowie. Dlatego to było ciężkie, bo on mówił, jak wchodzili, jak ich wciągał, dla mnie to było ciężko, że ci ludzie wierzyli. Tow. Rybicki: A pamiętacie taką sprawę: była pewna komisja dla roz- pracowania Dąbrowszczaków? Tow. Mietkowski: Nie, nie było takiej Komisji. Była jedna Komisja, która sprawdzała kadry VII Dep. II Oddział wspólnie, włączono wtedy wywiad. Ja byłem w tej Komisji razem z Komarem. Zaczęli tę Komisję w mojej nieobecności, a po powrocie mnie włączyli. Myśmy się zajmowali tym, że się z aparatu usuwało różnych ludzi. Teraz mogę powiedzieć: część słusznie, część niesłusznie. Tam wśród usuniętych z VII Dep. II Oddz. była znaczna część Dąbrowszczaków. (Ale była Komisja: Leśniewski, Humel). Tak, pamiętam, ale to nie o Dąbrowszczaków chodziło, oni przedstawiali różne wnioski. Powo- łał ją na pewno Radkiewicz, a nie ja. (A oficera Grzędę pamiętacie?) Nie, ale Siedlecki, Humel, Leśniewski — to była Komisja, która rozpracowała nie tyle Dąbrowszczaków, ile zapoznawała się z kad- rami. Najlepszy dowód, te wszystkie wnioski przecież ja dawałem, oni dawali wnioski o aresztowaniu też, tam aresztowany został w Odpowiedz Link Zgłoś
gorol7 Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! 14.05.04, 22:51 Ilu Hanysow mieszka w Gliwicach? Zna ktos jakies liczby?Duzo ich emigruje z miasta? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: andy Re: G_L_I_W_I_C_E sa gorolskie!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.polsl.gliwice.pl / *.polsl.gliwice.pl 18.05.04, 19:59 Jebcie sie w beke gorole! Gliwice Śląskie Odpowiedz Link Zgłoś