fogg
05.05.04, 10:46
Jak pisze GW:
"Niemcy starzeją się i wyludniają w zastraszającym tempie, i to nie tylko na
słabo uprzemysłowionym wschodzie, ale także w wielu regionach zachodnich.
Brak dzieci oznacza na dłuższą metę koniec gospodarczej prosperity i dobrobytu
Wyludnione i starzejące się Niemcy to problem nie tylko dla Berlina, lecz
także dla całej UE. Obciążone wydatkami socjalnymi na emerytury Niemcy z
lokomotywy europejskiej gospodarki staną się kulą u nogi.
Puste bloki i świeżo wyremontowane kamienice w miastach, których
burmistrzowie kombinują, jak by tu osiedlić w nich... Polaków, opuszczone
wioski - to codzienność w b. NRD, którą od zjednoczenia opuściło milion
mieszkańców. Przenoszą się na zachód w poszukiwaniu pracy, a w rodzinnych
stronach zostają starzy rodzice albo osoby mało energiczne i słabo
wykształcone, w większości mężczyźni.
"Tam, gdzie brakuje pracy, gdzie sypią się śródmieścia, gdzie restauracje
stoją puste i gdzie zamyka się teatry i baseny, nie sprowadzą się młode
rodziny. Tam, gdzie spada poziom wykształcenia, nie ulokuje się żadne
większe, nowoczesne przedsiębiorstwo. To oznacza spadek wpływów z podatków
dla tych gmin i konieczność dalszych cięć - tu trzeba zamknąć bibliotekę, tam
podnieść podatki lokalne. I tak szanse na zwerbowanie nowych mieszkańców
jeszcze bardziej spadają" - piszą eksperci berlińskiego Instytutu Światowej
Ludności i Rozwoju Globalnego w opracowaniu "Niemcy 2020".
Obecnie na przeciętną Niemkę przypada średnio tylko 1,37 dziecka, podczas gdy
do odtworzenia populacji potrzebny jest wskaźnik 2,1. Bezdzietność stała się
zjawiskiem kulturowym. Jedna trzecia kobiet urodzonych w 1965 r. nigdy nie
urodzi dziecka.
Z wyliczeń demograficznych wynika, że gdyby do Niemiec nie napływali
cudzoziemcy, w 2050 r. z 82 mln mieszkańców zostałoby zaledwie 50 mln. Jeśli
zaś rocznie w Niemczech będzie się osiedlać 200 tys. imigrantów (tak jak od
lat się dzieje), to liczba ludności spadnie do 70 mln.
Jak będzie w praktyce? Berlińscy naukowcy przebadali wszystkich 440
niemieckich powiatów pod kątem 22 czynników demograficznych, gospodarczych i
społecznych: od liczby dzieci, przez siłę nabywczą mieszkańców, bezrobocie,
strukturę wiekową, odsetek i stopień integracji imigrantów, poziom
wykształcenia mieszkańców, aż po nasycenie przedszkolami i warunki
mieszkaniowe.
Najlepsze perspektywy na przyszłość mają dwa południowe regiony - Badenia-
Wirtembergia i Bawaria: mają najmłodsze, najlepiej wykształcone
społeczeństwo, największą siłę nabywczą i najlepsze wyniki gospodarcze.
Jednak i tu rodzi się za mało dzieci, a sytuacja nie pogorszy się tylko
dlatego, że napływają tu nowi mieszkańcy z regionów Niemiec pogrążonych w
kryzysie.
Najgorzej jest i będzie w b. NRD, a także w Berlinie i innych wielkich
miastach - Hamburgu i Bremie oraz w Kraju Saary. W 2020 r. pustkami będą
świecić całe środkowe Niemcy, od Saksonii i Turyngii aż po Zagłębie Ruhry -
te regiony stracą nawet 15 proc. mieszkańców!
Opublikowany kilka dni temu berliński raport jest najgłośniejszym sygnałem
alarmowym od lat. Wprawdzie Niemcy od dawna dyskutują o kryzysie
demograficznym, który prowadzi do przeciążenia systemu emerytalnego i kas
chorych, ale do tej pory podejmowali reformy w gruncie rzeczy kosmetyczne. Od
lat dyskutuje się też, jak zachęcić młode, wykształcone kobiety do rodzenia
dzieci - obecnie 40 proc. kobiet z wyższym wykształceniem jest bezdzietnych.
Brakuje miejsc w żłobkach i przedszkolach, które często zamykają już w
południe, pracodawcy wymagają elastyczności i mobilności, a po urlopie
wychowawczym trudno wrócić do zawodu. Rząd obiecuje wprawdzie miliardy na
opiekę nad dziećmi, ale minister finansów jakoś nie może wyasygnować tych
pieniędzy."