Dodaj do ulubionych

Filie obozu Auschwitz z Gliwicach

01.10.04, 18:15
Niewiele osób wie, że na terenie Gliwic znajdowało się kilka filii KL
Auschwitz. Warto o tym pamiętać. Ciekawe też czy jest to w odpowiedni sposób
upamiętnione w miejscach gdzie pracowali Ci biedni ludzie. Oto obozy w
kolejności:

Gleiwitz I, III 1944- I 1945, naprawa taboru kolejowego, firma
Reichsbahnausbesserungswerk, 1336 więźniów (w dniu 17 I 1945).

Gleiwitz II, V 1944- I 1945, praca przy produkcji sadzy (kobiety), naprawa i
konserwacja maszyn, rozbudowa fabryki (mężczyźni), firma: Deutsche
Gasrusswerke GmbH (ob. Gliwickie Zakłady Chemiczne Carbochem), 740 więźniów
(17 I 1945) i 371 więźniarek (30 XII 1944).

Gleiwitz III, VII- 1944- I 1945, praca w Gleiwitz Hütte (ob. Gliwickie
Zakłady Urządzeń Technicznych) przy remoncie hal a następnie przy produkcji
broni, amunicji i kół kolejowych, firma: Zieleniewski- Maschinen und
Waggonbau GmbH, Krakau, 609 więźniów (17 I 1945).

Gleiwitz IV, VI 1944- I 1945, praca przy rozbudowie koszar oraz przy naprawie
i przeróbce samochodów wojskowych, 444 więźniów (17 I 1944).
Obserwuj wątek
    • hierowski Re: Filie obozu Auschwitz z Gliwicach 01.10.04, 18:41
      Bardzo dobra strona na podobny temat

      www.88zlew.webpark.pl/gr/gr.html
      • laband Re: Filie obozu Auschwitz z Gliwicach 01.10.04, 20:40
        wiysz jo o tych filiach(bo bouo ich pora) sam juz szkryfuech
        • hierowski Re: Filie obozu Auschwitz z Gliwicach 01.10.04, 21:04

          To wrzuć mi tu linka jeśli możesz być tak miły i będziesz miał chwilę czasu.
          • stefan_ems Re: Filie obozu Auschwitz z Gliwicach 01.10.04, 21:09
            Palacy nie potrzebowali obozów:
            www.strzelecopolski.pl/index.php?id=352
            • hierowski Re: Filie obozu Auschwitz z Gliwicach 01.10.04, 21:11
              Mieli po was Niemcach, ale pewnie uważacie Polaków za durniów bo nie
              obsługiwali komór gazowych. Pewnie waszym zdaniem przewyższało to ich
              intelektualnie. Nie to co was, no nie?
              • laband Re: Filie obozu Auschwitz z Gliwicach 01.10.04, 21:13
                hm, we Dachau faktycznie nawet Hamerykony postawiyli tyn oboz "lepszy" jak bou
                za Adolfa. Myslisz ize uczyli sie od wos?
          • laband Re: Filie obozu Auschwitz z Gliwicach 01.10.04, 21:11
            na poczontek proponuja forum ze "Glywiczokow" - tam tysz to je
            • lech_niedzielski Re: Filie obozu Auschwitz z Gliwicach 01.10.04, 23:42
              SZKOLA ZBRODNI

              W Polsce szkolono i ukrywano najgroźniejszych terrorystów

              Jest rok 1975. Na Okęciu ląduje samolot Aerofłotu w drodze z Moskwy do Berlina.
              Wśród pasażerów znajduje się trzech agentów KGB i tajemniczy mężczyzna o
              południowej urodzie. Mężczyzna chce wysiąść w Warszawie, gdzie ma przyjaciółkę.
              Rosjanie łączą się z naszym MSW, prosząc, żeby pasażerowi pozwolono zostać parę
              dni w naszej stolicy. Wiadomość dotarła do szefa wywiadu PRL. Są dwie wersje
              tego, co się działo dalej. Wedle jednej, podchmielony pasażer wyciągnął pistolet
              i kazał Rosjanom spier..., po czym spokojnie przeszedł kontrolę graniczną, wziął
              taksówkę i pojechał do hotelu Solec. Wedle drugiej wersji, Polacy namówili
              mężczyznę, by jednak w Warszawie nie wysiadał, bo może wpaść w ręce agentów
              Mosadu. Tajemniczym mężczyzną był Abu Nidal, jeden z najgroźniejszych
              terrorystów świata, odpowiedzialny za ponad sto zamachów.

              Sojusz PRL-owsko-palestyński
              Według informacji amerykańskiego wywiadu wojskowego, w połowie lat 70. polskie
              władze zawarły swoisty pakt z Al-Fatah, organizacją palestyńską stojącą za
              wieloma zamachami: "Wy nie podkładacie u nas bomb, a my w zamian dajemy wam
              schronienie, legalizujemy jako studentów i przyznajemy stypendia". Wkrótce
              zjechali do Polski nie tylko arabscy terroryści - Abu Nidal, Abu Daud czy Monzer
              Al-Kassar - ale także Iljicz Ramirez Sanchez (znany jako Carlos lub Szakal),
              najgroźniejszy wówczas terrorysta na świecie, oraz członkowie Frakcji Czerwonej
              Armii, z jedną z założycielek grupy - Gudrun Ensslin. Przedstawiciele władz PRL
              twierdzili dotychczas, że w Polsce nie szkolono terrorystów, lecz tylko kilka
              razy pozwolono im w naszym kraju leczyć się bądź wypoczywać. Tymczasem mogli oni
              uczestniczyć w szkoleniach w jednostkach wojskowych w Zamościu, Dęblinie, Nowym
              Mieście nad Pilicą, Mińsku Mazowieckim oraz w szkole wywiadu w Kiejkutach.
              Oficjalnie byli wojskowymi z Libii, Syrii, Iraku, kształcącymi się w naszym
              kraju na mocy umów międzyrządowych.
              W ośrodku WSW w Mińsku Mazowieckim już pod koniec lat 60. szkolono Kubańczyków.
              - Chcąc zachować dobre stosunki z Raulem Castro, bratem Fidela, zgodziliśmy się
              pomóc Kubie stworzyć żandarmerię wojskową. Opiekowałem się tą grupą. Byli oni
              jedynymi obcokrajowcami szkolonymi w Mińsku - zapewnia gen. Czesław Kiszczak. Z
              kolei z materiałów dotyczących wprowadzenia stanu wojennego wynika, że w
              Technicznej Szkole Wojsk Lotniczych w Zamościu nawigacji lotniczej uczyli się
              Syryjczycy, a w 1981 r. w Dęblinie szkolono ponad stu pilotów z Libii. Ilu z
              nich było terrorystami albo szkoliło potem terrorystów? - Nie ma w tym niczego
              nadzwyczajnego. Pilotów szkoliliśmy na podstawie międzypaństwowej umowy i
              zarabialiśmy na tym ogromne pieniądze - mówi gen. Kiszczak. Podobnie miało
              wyglądać szkolenie w Nowym Mieście nad Pilicą. Mieszkańcy Nowego Miasta
              pamiętają jednak, że w latach 80. szkolili się tam także Palestyńczycy.
              Pozostały nawet po nich "pamiątki", czyli kilkoro dzieci. Dotarliśmy do Marzeny
              T., matki jednego z urodzonych wtedy dzieci. Twierdzi ona, że ojciec jej dziecka
              posługiwał się fałszywym paszportem, bo gdy próbowała go potem odszukać w Syrii,
              odpowiedziano jej, że osoba taka nigdy nie istniała. Generał Kiszczak zaprzecza,
              tłumacząc, że gdyby tak rzeczywiście było, wiedziałby o tym.
              Palestyńczycy przyjeżdżali do naszego kraju na szkolenia już pod koniec lat 60.,
              po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Ich obecność potwierdzają
              dokumenty z archiwów Stasi i KGB. Oficjalnie przyjeżdżali jako studenci (w
              Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie studiowało dwóch działaczy OWP),
              doradcy dyplomatów, przedsiębiorcy - najczęściej z paszportami wystawionymi w
              Tunezji lub Syrii. Najliczniejszą grupę stanowili członkowie Organizacji
              Wyzwolenia Palestyny. Ci mieszkali w Polsce za zgodą naszego MSZ, posługując się
              wydanymi przez nie dokumentami. - Mając legitymacje z naszego ministerstwa,
              mogli działać praktycznie bez ograniczeń - mówi Jerzy Dziewulski, poseł SLD,
              były szef jednostki antyterrorystycznej na Okęciu.

              Wspólnicy zbrodni
              Na początku lat 80. słynny terrorysta Carlos zorganizował zamach na monachijską
              siedzibę Radia Wolna Europa. Czy byłoby to możliwie bez pomocy naszych służb? -
              Polski wywiad zdobył materiały dotyczące zabezpieczenia budynku RWE. Dzięki temu
              Carlos i jego ludzie dostali się tam i zdetonowali ładunek wybuchowy - mówi
              Henryk Piecuch, autor książek z serii "Tajna historia Polski". Piecuch pokazał
              nam dokumenty Departamentu I MSW, sporządzone przez polską agenturę, a dotyczące
              systemu bezpieczeństwa w RWE. - Za moich czasów nie interesowaliśmy się
              zabezpieczeniem budynku RWE. Oczywiście dokuczaliśmy stacji, mieliśmy tam własną
              agenturę, ale nic poza tym - przekonuje gen. Kiszczak. Jedna z notatek, jakie
              posiada Piecuch, pochodzi z listopada 1981 r., kiedy Kiszczak był już szefem MSW.
              Tahar Sharlik Mahdi - pod tym nazwiskiem ukrywał się w Polsce jeden z
              najgroźniejszych terrorystów arabskich, Abu Daud, przywódca Czarnego Września.
              Podczas pobytu w sierpniu 1981 r. Abu Daud padł ofiarą zamachu: gdy siedział w
              kawiarni warszawskiego hotelu Victoria, wszedł tam mężczyzna i oddał kilka
              strzałów. Daud przeżył, przewieziono go do kliniki MSW. Po dwóch tygodniach
              opuścił szpital i Polskę.
              Doskonale czuł się w Polsce syryjski handlarz bronią Monzer Al-Kassar, znany
              jako książę z Marbelli. Był stałym bywalcem hotelu Victoria. Zaopatrywał w
              polską broń - pistolety maszynowe RAK, granaty i amunicję do broni pokładowej -
              kilkanaście ugrupowań terrorystycznych. Zamachowcy z Ludowego Frontu Wyzwolenia
              Palestyny, którzy opanowali statek "Achille Lauro", używali polskich granatów
              F-1 i RG 42. Polskich pistoletów maszynowych RAK użyto m.in. w 1982 r. podczas
              zamachu na restaurację Goldenberga w Paryżu. Terroryści Abu Nidala zastrzelili
              wówczas dziewięć przypadkowych osób, które jadły tam obiad. W tym samym roku
              terrorysta Al-Fatah użył pistoletu RAK, strzelając do Szlomo Argowa, ambasadora
              Izraela w Wielkiej Brytanii. Oprócz polskiej broni arabscy terroryści
              wykorzystywali w swojej działalności także niektóre nasze placówki
              dyplomatyczne. Szczególną rolę odegrał tu polski konsulat generalny w
              Mediolanie, w latach 70. specjalnie przeniesiony na peryferia miasta. Po 1989 r.
              nowy szef tej placówki zastał kasę pancerną ze złamanym kluczem. Po pewnym
              czasie do Włoch przyjechali specjaliści z UOP, którzy kasę rozwiercili i wyjęli
              z niej długie metalowe pudełko. Znajdował się w nim semtex, czeski materiał
              wybuchowy.

              Szeroko zamknięte oczy MSW
              Terroryści czuli się w Polsce tak dobrze, że kilku z nich wręcz osiadło na kilka
              lat w naszym kraju. Do połowy lat 80. mieszkał tu na przykład Abu Nidal. W
              Warszawie miał dom, gdzie przebywała jego żona z dwójką dzieci (chodziły do
              polskiej szkoły). Przez kilka lat pobytu stworzył w Polsce zaplecze finansowe
              Al-Fatah.
              - Biuro urządził sobie w warszawskim hotelu Solec - mówi Maciej Kuczyński,
              wicedyrektor Departamentu Ochrony Granic, Migracji i Uchodźstwa w MSWiA. W
              podwarszawskim Aninie działała natomiast (od 1983 r.) firma SAS Trade and
              Investment, kontrolowana przez arabskiego terrorystę. To ona wysyłała transporty
              polskiej broni na Bliski Wschód.
              W 1987 r., po kilku interwencjach Amerykanów u gen. Kiszczaka, firma została
              zamknięta. Polskie władze nie domagały się jednak, by terrorysta wyjechał z
              naszego kraju. Jego kariera skończyła się dopiero wtedy, gdy zaczął go tropić
              wywiad Izraela. Abu Nidal został zmuszony do wyjazdu z Polski po zamachu, jaki
              zorganizowano na niego w hotelu Victoria w Warszawie. - Silna była wtedy
              międzynarodowa presja. W różnych częściach świata zatrzymywano ludzi
              podejrzewanych o terroryzm, a oni mogli mieć w paszportach polskie pieczątki.
              Tego nie dałoby się ukryć - mówi gen. Andrzej Kapkowski, były szef UOP.
              Jeszcze w pierwszej połowie lat 90. w Polsce działała komórka opozycyjnej
              algierskiej Zbrojnej Grupy Islamskiej (GIA).
              • lech_niedzielski Re: Filie obozu Auschwitz z Gliwicach 01.10.04, 23:45
                Zajmowała się ona handlem bronią. W Polsce islamscy fundamentaliści redagowali i
                drukowali też swój podziemny biuletyn, podając w nim adres skrzynki pocztowej w
                Warszawie.

                Poletko doświadczalne Stasi
                Terrorystom przebywającym w Polsce pomagali często agenci Stasi - z wydziału XXII.
                - Wschodnioniemieckim służbom zależało na destabilizacji sytuacji politycznej i
                gospodarczej w zachodnich Niemczech, dlatego wykorzystywali każdą okazję, nawet
                poza swoim terytorium - twierdzi Jarosław Tomasiewicz, autor książki "Terroryzm
                na tle przemocy politycznej". Czy władze PRL musiały się jednak na to godzić?
                Czy musiały współdziałać w ukrywaniu w Polsce terrorystów z Frakcji Czerwonej
                Armii? Z akt Stasi wynika, że Gudrun Ensslin była w Polsce co najmniej dwa razy
                (po kilka tygodni), ukrywając się przed agentami wywiadu RFN. Ilse Stachowiak
                mniej więcej przez siedem tygodni ukrywała się w Szczecinie i Międzyzdrojach.
                Dlaczego terrorystom arabskim udostępniano ośrodki wczasowe MSW? Abu Nidal
                przebywał w ośrodkach w Tuszynie-Lesie, Unieściu, Waszecie, Dziwnowie. Na
                przełomie lat 70. i 80. Abu Daud ukrywał się m.in. w ośrodkach w Złotym Potoku i
                Polańczyku. Z kolei Carlos nabierał sił w ośrodku wczasowym MSW w Świdrze.

                Zastępcza wojna
                - Komuniści początkowo przypuszczali, że siła ekonomiczna Zachodu wynika z tego,
                że czerpie on korzyści z kolonii. Kiedy po II wojnie światowej kolonie uzyskały
                niepodległość, a Zachód ciągle się trzymał, uniemożliwiając rozprzestrzenianie
                się rewolucji, do walki politycznej postanowiono zaprzęgnąć terrorystów - mówi
                Władimir Bukowski.
                - Globalny terroryzm miał charakter zastępczej wojny. Jego celem było osłabienie
                zachodniej demokracji. Rosjanie inwestowali w organizacje terrorystyczne. Ale
                trzeba pamiętać, że sami terroryści, szczególnie arabscy, nieufnie odnosili się
                do ZSRR - dodaje dr Bartosz Bolechów z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu
                Wrocławskiego. Czy dlatego lepiej się czuli w Polsce, na Węg-rzech czy w Bułgarii?
                - Nie można wykluczyć, że osoby związane z terroryzmem nadal bywają w Polsce.
                Wydarzenia w Nowym Jorku wskazują, że stać ich na działania długofalowe i
                pozyskiwanie coraz to nowych ludzi. Polska jest jednak dla nich raczej stacją
                przesiadkową - mówi gen. Kapkowski.

                Ryszard Kamiński
                Rafał Pleśniak
                Współpraca: Violetta Krasnowska
                Marcin Kowalski
                • Gość: Hermann Filie obozu Auschwitz IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.04, 08:59
                  PAMIECI ZOLNIERZY - GÓRNIKÓW

                  W dniu 1 września br. odbyła się uroczystość poświęcenia Tablicy Pamięci
                  Żołnierzy - Górników Represjonowanych w latach 1949 - 1959, którzy ponieśli
                  śmierć w czasie odbywania przymusowej służby wojskowej w Batalionach Pracy...
                  Tablica ufundowana przez Zarząd Regionu w Mielcu ze składek członków związku
                  została umieszczona w ogrodzeniu kościoła św. Mateusza. Z tej okazji rozmawiamy
                  z Jerzym Kazaną - w latach 1952 - 54 pełniącego służbę wojskową w „batalionach
                  pracy”.
                  W dniu 1 września odbyło się poświęcenie kolejnej tablicy pamiątkowej
                  umieszczonej w murze naszego kościoła. Proszę powiedzieć kilka słów, czemu jest
                  poświęcona ta tablica.
                  Tablica jest poświęcona żołnierzom - górnikom, którzy przymusowo pracowali w
                  kopalniach, kamieniołomach i kopalniach uranu. Wielu z nich zginęło w trakcie
                  swojej służby. Wiele osób zmarło już po zakończeniu pracy w kopalniach na
                  choroby spowodowane ciężką pracą, m.in. na pylicę. Tą skromną tablicą chcemy
                  uczcić pamięć wszystkich naszych kolegów: żołnierzy - górników.
                  Z pewnością młodsi czytelnicy „Fary Mieleckiej” nie wiedzą, co znaczy nazwa
                  żołnierze - górnicy. Proszę wyjaśnić, o kogo tu chodzi, jak powstała ta nazwa ?
                  Na mocy rozkazu z dnia 5 sierpnia 1949r., wydanego przez gen. Edwarda Ochaba ,
                  i drugiego, ściśle tajnego rozkazu nr 008, z dnia 1lutego 1951, wydanego przez
                  ówczesnego ministra obrony narodowej K. Rokossowskiego, utworzono tzw.
                  bataliony pracy. Kierowano do nich niektórych żołnierzy pełniących czynną
                  służbę wojskową.
                  Podstawą do zakwalifikowania poborowego do batalionów pracy według
                  Rokossowkiego winno być „jego społeczne pochodzenie, oblicze polityczne i
                  moralne oraz przeszłość polityczna”. Do tej służby przeznaczano „poborowych
                  pochodzących ze środowisk bogaczy wiejskich, wywłaszczonych obszarników,
                  kupców, właścicieli przedsiębiorstw przemysłowych zatrudniających siłę najemną,
                  właścicieli większych nieruchomości miejskich oraz synów byłych funkcjonariuszy
                  bezpośredniego aparatu ucisku reżimu przedwrześniowego, poborowych wrogo
                  ustosunkowanych do PRL i członków rodzin pozostających w krajach
                  kapitalistycznych”. W ten sposób decyzją Rokossowskiego utworzono coś w rodzaju
                  polskich gułagów, gdzie przymusowa i ciężka praca prowadziła do wyniszczenia
                  fizycznego i psychicznego. Ogółem przez bataliony pracy przeszło 96 tysięcy
                  żołnierzy - górników węgla kamiennego, 3 tysiące żołnierzy pracujących przy
                  wydobyciu i uzdatnianiu uranu i około 20 tysięcy żołnierzy z batalionów
                  budowlanych. Warto dodać, że często osoby te były szykanowane także po powrocie
                  z wojska, np. odmawiano im przyjęcia na studia, uniemożliwiano zdobycie lepszej
                  pracy itp. Taka polityka trwała w latach 1949 - 1959.
                  Czy byli żołnierze - górnicy, represjonowani w latach powojennych mają obecnie
                  swoje spotkania, gdzie przypominają sobie te wydarzenia, podejmują wspólne
                  działania ?
                  W tej chwili istnieje w Polsce siedem niezależnych od siebie związków
                  żołnierzy - górników. Podobne oddziały jak w Mielcu działają także w:
                  Warszawie, Białymstoku, Jarosławiu, Lublinie, Krakowie i Szczecinie.
                  Jedną z form naszej działalności jest świadczenie pomocy potrzebującym, często
                  chorym kolegom lub ich rodzinom. Obecnie związki te prowadzą starania o
                  uzyskanie specjalnych dodatków do emerytury lub renty za prace w takich
                  warunkach - analogicznie do Sybiraków i byłych robotników przymusowych III
                  Rzeszy.
                  Czy podejmujecie jakieś działania mające na celu upamiętnienie tego okresu
                  pracy w kopalniach i gdzie mógłby zgłosić się ktoś, kto chciałby uzyskać
                  informację, podjąć jakąś współpracę ?
                  Nasz związek posiada swój własny zarząd, który społecznie prowadzi biuro
                  związku. W poniedziałki w godz. 9 - 13 i w piątki w godz. 9 - 11. W biurach
                  tych pełnione są dyżury i można tam zwracać się we wszystkich sprawach. Adres
                  biura: Mielec, ul. Biernackiego 1
                  Na koniec prosiłbym o kilka słów na swój temat. Jak to się stało, że Pan został
                  żołnierzem - górnikiem ? Pana rodzina jest tutaj znana, może kilka słów na ten
                  temat.
                  Mój ojciec przed wojną był burmistrzem Mielca, prezesem „Sokoła”. Te jego
                  funkcje stanowiły podwójne „przestępstwo” w czasach PRL-u. W czasie wojny
                  przebywał w obozie w Oranienburgu, po wojnie był przesłuchiwany przez UB.
                  Jako syn takiego człowieka byłem bardzo źle widziany przez ówczesne władze. W
                  roku 1950, w ostatnim roku mojej nauki w gimnazjum zostałem wyrzucony ze
                  szkoły, jako „wróg ojczyzny”. Wyjechałem wtedy do Szczecina, gdzie podjąłem
                  pracę. Tam też zaocznie zdałem maturę. W latach 1952 - 54 odbywałem służbę
                  wojskową we wspomnianych obozach pracy. Później wróciłem do Mielca. Następnie
                  podjąłem pracę w Zakładzie Doświadczalnym w Chorzelowie, gdzie pracowałem 16
                  lat.
                  Wtedy to zaocznie ukończyłem studia rolnicze I i II stopnia. W 1987r. podjąłem
                  pracę na WSK, gdzie pracowałem do czasu przejścia na emeryturę.
                  Dziękuję bardzo za rozmowę.
                  Rozmawiał: ks. Piotr Lisowski

                  Tablica upamiętniająca represjonowanych żołnierzy-górników, którzy zginęli w
                  kopalniach węgla kamiennego, rud uranu oraz w kamieniołomach w latach 1949-59

                  www.katowice.uw.gov.pl/opracowania/emp_n/piekary-17.jpg
                  • hierowski Re: Filie obozu Auschwitz 04.10.04, 16:54
                    Dobrze że ktoś z Niemiec zajmuje się żołnierzami - górnikami którzy mieszkają w
                    Białymstoku, Jarosławiu, Lublinie, Krakowie i Szczecinie. Ciekawe jak to
                    wygląda w świetle kłamliwe wciskania że winą tych ludzi było to że mieszkali na
                    Śląsku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka