ballest
04.08.05, 12:55
Polak potrafi
Ewangelizujemy Europę, aż miło. Polski ksiądz katolicki ograbił
niemiecką staruszkę z oszczędności całego życia.
Polski funkcjonariusz kat. Kościoła trafił na czołówki niemieckich
gazet. „Zakonnik żądny spadku”, „Polski ksiądz wyłudzaczem spadku?” – krzyczą
bawarskie tabloidy. Histeryzują, bo nad Renem nie są jeszcze przyzwyczajeni
do obyczajów, które nad Wisłą są standardem.
Skandal wywołał 57-letni ksiądz Ryszard R., zakonnik z poznańskiej prowincji
Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego, czyli księży palotynów. Oto co
zmajstrował:
W 1990 r. władze zakonne skierowały księdza Ryszarda na placówkę do Niemiec.
Osiadł na przedmieściach Monachium, gdzie wkrótce – przy okazji jakichś
uroczystości religijnych – poznał zamożną wdowę Erikę M. Rezydencja w Neuburg
nad rzeką Donau, 3-piętrowa kamienica w Lehel k. Monachium, pokaźne konto w
banku... – takiej okazji palotyn z Polski nie mógł przepuścić.
Poszło mu tym łatwiej, że Erika (dzisiaj już 84-letnia) mieszkała samotnie w
Neuburgu, a jej jedyna córka, Rosa M. (66 l.), wraz z mężem i dziećmi – w
Lehel.
Ksiądz R. zaczął się wpraszać do starszej pani na herbatki, kawki, kolacje...
– Początkowo nie widziałam w tym nic zdrożnego. Ale pewnego razu przychodzę
do niej i zastaję dom zamknięty na cztery spusty. Okazało się, że wyjechała
razem z księdzem na wakacje! Jestem katoliczką i bardzo mnie to
zbulwersowało, ale przebolałam. Jakiś czas później spotkałam ich przypadkowo
w ekskluzywnej restauracji. Gdy przyszło do uregulowania rachunku, on
bezczelnie sięgnął do torebki mamy, wyjął jej portfel i zapłacił jej
pieniędzmi. Nie miałam już wątpliwości, że to zwykły naciągacz. Wkrótce
zaczął jeździć luksusowym samochodem, a parafianom mydlił oczy, że to prezent
od przyjaciół z Polski. Cała nasza rodzina ostrzegała mamę, ale ona
odpowiadała: „Nie martwcie się, ja mu ufam. On z pewnością nikomu krzywdy nie
zrobi” – mówi Rosa M.
Życie wszakże płynęło dalej: palotyn został proboszczem niewielkiej parafii w
diecezji augsburskiej (50 km od Monachium), a starsza pani robiła się coraz
starsza...
Pod koniec 2004 r. Rosa przeżyła szok:
– Dostałam pismo z sądu rodzinnego, że mama chce tego księdza... adoptować!
Procedura prawna wymaga, żebym – jako jej córka – wyraziła w tej sprawie
swoją opinię. Zaczęłam dokładnie przyglądać się zakonnikowi i odkryłam rzeczy
straszne. Okazało się, że namówił mamę, żeby przepisała na niego dom w
Neuburgu. Wyłudził pełnomocnictwa do rozporządzania jej majątkiem, z
zarządzaniem masą spadkową włącznie. Na koncie zostały jakieś resztki –
oskubał ją jak gęś na święta. Przy okazji, oczywiście, również nas.
Rozmawiałam z prawnikiem. Twierdzi, że sprawy już nie da się odkręcić, gdyż
wszystko załatwiono bardzo profesjonalnie. Teraz już nawet nie muszę zgadzać
się na tę adopcję.
Do niedawna myślała, że to już wszystkie dokonania palotyna. Naiwna, nie
miała bladego pojęcia, na co stać polskiego kapłana...
– Przed kilkunastoma dniami dowiedziałam się, że nasz dom w Lehel, dom w
którym żyję od kilkudziesięciu lat, został przez mamę sprzedany. Mój syn
Johannes musi natychmiast zwolnić swoje tutaj mieszkanie, a ja z mężem
dostaliśmy czas do końca 2006 roku. Dlaczego sprzedała? Konto już wyczerpane,
a ksiądz ma ogromne potrzeby. Mama tłumaczyła, że on ma ogromne wydatki i
musi go wspomagać. Tak ją omotał!
O polskim łowcy spadków wypowiedział się też Gert Kaiser z organizacji
opiekuńczej Licht in Sicht, który badał przypadek Eriki M.:
– To jest typowa sytuacja. Zajmujemy się ochroną starych ludzi przed
oszustami i wiele już widziałem. Osamotnieni dają się łatwo omamić i są
systematycznie ograbiani z dorobku całego życia. Jednak jestem bardzo
zaskoczony, że zrobił to ksiądz katolicki.
Rodzina M. o jego poczynaniach zawiadomiła już biskupa Waltera Mixa,
ordynariusza diecezji augsburskiej. Ksiądz prof. Stephan Haering
(benedyktyn), renomowany prawnik z Ludwig-Maximilians-Universität w
Monachium – zapytany przez niemieckiego dziennikarza o ocenę postawy ks. R. –
nie chciał jej komentować. Zauważył jedynie, że zgodnie z prawem kościelnym,
w kwestii adopcji musiał wypowiedzieć się poznański przełożony zakonnika (ks.
Kazimierz Czulak, prowincjał palotynów – dop. red.).
– Oczywiście, pisałam w tej sprawie do Polski. Ba, nawet do Watykanu.
Pytałam, co zamierzają zrobić. Na razie nie mam żadnego odzewu – dodaje Rosa
M.
My przez dwa dni próbowaliśmy skontaktować się z ks. Ryszardem R. Niestety,
jego telefon na plebanii nie odpowiada.
– Ksiądz proboszcz wyjechał do klasztoru. Nie mówił, do którego. Podobno
gdzieś w Górnej Bawarii – dowiedzieliśmy się od pracownicy sekretariatu
parafii.
„Miłość i apostolstwo kształtują styl naszego życia i naszej pracy, jak
również strukturę i zarząd Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. Naszą
Patronką jest Maryja, Królowa Apostołów. Jest Ona, po Chrystusie,
najdoskonalszym wzorem naszego apostolstwa” – prezentują się palotyni na
swojej stronie internetowej.
ANNA TARCZYŃSKA