ballest
07.08.05, 10:48
"komentarz naczelnego
Prymas Wszechpolski kardynał Józef Glemp
Eminencjo!
Piszę ten list jako nieodrodny syn polskiej ziemi, powodowany troską o
przyszłość mojej katolickiej ojczyzny i młodego pokolenia Wszechpolaków.
Dzięki zabiegom Eminencji Polska została skutecznie ukrzyżowana, na chwałę
katolickiego boga i Ojca Świętego Jana Pawła II. Nie ma już choćby pięciu
wiejskich kominów bez świątyni nad nimi górującej. Nie uświadczysz żadnej
branży ani szpitala czy jednostki wojskowej bez kapelana. Wszystko, począwszy
od Sejmu, a na miejskich szaletach skończywszy – zostało już za godziwą
opłatą poświęcone, opatrzone krzyżykiem i portretem papieskim. Wszystkim
głównym drogom, jako że i tak prowadzą do Rzymu, nadano nazwę Największego
Polaka dwojga imion. Szkoły zdobyte, majątki odebrane w dwójnasób, dotacje i
darowizny zapewnione, ulgi celne i podatkowe załatwione, gazety, radio i
telewizja katolickiego porządku nauczone. Chociaż z tą ostatnią to może nie
do końca. No właśnie...
Tylko jedno Eminencja wziął i karygodnie przeoczył – bajki dla dzieci! Jest
to tym bardziej dziwne i naganne niedopatrzenie, że sam Papa Ratzi potępił
Harry’ego Pottera. Nieomylny doskonale bowiem wie, jak wielką konkurencją dla
kleru katolickiego są czarnoksiężnicy. A czy my na swoim podwórku nie mamy
podobnych zwodzicieli dziatwy katechetycznej? Otóż mamy!
Weźmy takiego Misia Uszatka, który powrócił na ekrany telewizorów. Powrócił z
czasów zajadłej komuny i został ot tak, po prostu puszczony dzieciom, bez
żadnej ingerencji ze strony księdza Ołdakowskiego (nawiasem mówiąc, trzeba
tego klechę natychmiast zwolnić z posady telewizyjnego cenzora, bo coraz
częściej zapomina, jakie są jego zadania na Woronicza). No bo czy ktoś
widział, żeby Miś Uszatek odmawiał rano i wieczorem paciorek albo modlił się
przed jedzeniem miodku? Nigdy. Nigdy też nie przyjął księdza po kolędzie i
nie przekroczył progu kościoła. Nie był nawet u Pierwszej Komunii Świętej, a
może nawet nie jest ochrzczony... Mieszka samotnie, a innego niedźwiedzia
spotyka tylko w jednym odcinku – w lesie, kiedy udaje się tam po choinkę.
Spotkanie to owocuje wyrwaniem młodego drzewka. Czy to nie jest aby kradzież
połączona z aktem wandalizmu oraz dewastacją środowiska naturalnego? Czy ktoś
taki może być wzorem dla polskich dziatek? W ogóle to cała ta niby-
sympatyczna bajka jest apoteozą grzechu obżarstwa. Misiu na okrągło obżera
się miodkiem, ale szczytem wszystkiego jest zachowanie prosiaczka. Jego
każdorazowe pojawienie się na ekranie to nieomylny znak, że będzie mowa o
ciasteczkach cioci Chrum-Chrum. A swoją drogą... Dlaczego prosiak mieszka z
ciocią, czyli podobnie jak miś – w niepełnej rodzinie? Dlaczego nie z mamą i
tatą, związanymi uświęconym związkiem małżeńskim? Może ich rodzice się
rozeszli? Czyż nie jest to działanie zmierzające do podważenia tradycyjnego
modelu rodziny? A może chodzi tu o to, by w umyśle maluchów zakodować, że
układ: tata, mama i dzieci gromada może być zastąpiony hedonistycznym
konsumpcjonizmem? Zauważmy też, że ani miś, ani prosiak, jak również żaden z
dwóch króliczków, które bez przerwy popełniają jakieś grzechy (nazywane
frywolnie psikusami) – nie byli nigdy u spowiedzi! A co do tych ostatnich, to
wiadomo, czego symbolem są króliki... – płodności bez
opamiętania, czyli rozpasanej seksualności. Króliki mieszkają z mamą, są więc
prawdopodobnie dziećmi nieślubnymi. No i znowu mamy niepełną rodzinę...
„Miś Uszatek” to tylko jeden z wielu przykładów walki o sumienia młodych
Polaków. Wróg Polski i Kościoła znalazł słabe miejsce i konsekwentnie sączy
swoją truciznę. Nie wiem jak Eminencja, ale ja zadałem sobie trud obejrzenia
wszystkich bajek dla naszych pociech i pociechą mnie to nie napawa. Powiem
więcej – jest tragicznie. W żadnym filmiku, choćby najkrótszym, nie znalazłem
pozytywnych przykładów dla młodych katolików. Wręcz przeciwnie – aż roi się w
nich od postaci negatywnych, dewiantów i zboczeńców seksualnych, domniemanych
biseksualistów, wandali, a nawet sekciarzy. W ich bajkowych domkach nie wiszą
krzyże; dziecko nie ma szans, aby zobaczyć tam katolicką prasę leżącą na
stole; postacie występujące w bajkach nie chodzą na katechezę i do świątyń,
których zresztą w ogóle nie widać. Dość często pojawiają się za to różnego
rodzaju wróżki, czarodzieje, skrzaty i inni magicy, których obecność ma
zapewne załatwić całą sferę duchową dziecka, a ono – jak wiadomo – wyjątkowo
silnie utożsamia się z bohaterami. Oto przykłady...
Żwirek i Muchomorek to klasyczny, jednopłciowy związek dwóch gejów. Mieszkają
razem w jednym domku, do którego ściągają wszystko, co im wpadnie w łapy. Ich
dobre uczynki to tzw. druga twarz – maska zakładana po to, by zyskać
powszechną akceptację, a nawet sympatię otoczenia dla swojej odmiennej
orientacji seksualnej. Czasami posługują się czarodziejską różdżką (pochwała
materializmu). Związki Jasia i Małgosi oraz Jacka i Agatki mają z kolei
wyrobić w dzieciach przekonanie, że wczesna inicjacja seksualna nie jest
niczym złym. Natomiast przykładami totalnej perwersji w stosunkach damsko-
męskich są bajki o smerfach (jedna smerfetka na całą wioskę samczyków), a
także o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. Czy niewinne dzieci
naprawdę muszą oglądać takie układy niedwuznacznie sugerujące seks zbiorowy?
Albo Pszczółka Maja i Gucio – opuścili ul i są na wiecznym gigancie, podobnie
jak ich przyjaciel Filip. Nie mają własnych rodzin. Dlaczego? Bo żyją w
konkubinacie – to jasne. W dzień latają, a w nocy... Dzieci są domyślne.
Jeszcze długo mógłbym opisywać tę bajkową patologię. Proszę sobie wyobrazić,
że jak się raz trafiła normalna, pełna rodzina wielodzietna, to nazwali ją
Rodziną Muminków! Właściwie wszystko jest do wywalenia z ekranu, a cały
bajkowy przemysł – do likwidacji. Antywartości wylewające się z ekranu muszą
przestać być kodowane w młodych umysłach razem z misiami, króliczkami i
innymi obleśnymi prosiakami. Cała ta akcja jest bez wątpienia zorganizowanym
spiskiem żydowsko-masońskim. Podstępnej deprawacji małych owieczek, które
powinny być za młodu przygotowywane do postrzyżyn i życia według jedynie
słusznej watykańskiej ideologii, mówimy: stop!
Zwracam uwagę, że nagromadzenie elementów szkodliwych dla psychiki dziecka ma
miejsce właśnie w dobranockach. W ciągu nocy nasze maleństwa bezkrytycznie
kodują szereg niewłaściwych zachowań. Jeśli temu nie zapobiegniemy, nasze
dzieci dorosną, przestaną chodzić do kościoła i zaczną czytać „Fakty i Mity”.
Czym może np. zaowocować bajka o dwóch takich, co to już za młodu ukradli
księżyc? Dużym poparciem dla partii braci Kaczyńskich! To jest CHORE!
Pozostaję z synowskim oddaniem – JONASZ
--
pyrsk
Ballest