Dodaj do ulubionych

piastowskie Gliwice

28.11.03, 17:18



Gliwice stare miasto piastowskich ksiazat cieszynskich.
Po zmiennych losach miasto to dostalo sie pod niemiecka okupacje.
W drugiej polowie 16 wieku mieszkancy skarzyli sie do cesarza ze niejaki
Friedrich Zellrissen, dzierzawca Gliwic uciskuje ludnosc miasta nadmiernymi
podatkami. Sa to przeslanki narastajacych konfliktów narodowosciowychw tym
regionie. Juz wtedy Niemcy pozadliwym okiem spgladali na ta polska kraine.
Wówczas nalezaly do Gliwic wsie Trynek, Wójtowa Wies, Ostropa, Schoenwald,
Zernica, Knurowa, Krywald.
W 1612 roku powstal w Gliwicach klasztor polskich franciszkanów.

Statystyka niemiecka podaje ze w roku 1858 mieszkalow Gliwicach 7060 Niemców,
3566 Polaków!!!!!! oraz 11 Morawian i 1 Czech. Nie bylo wówczas mowy o jakims
tam narodzie slaskim.
Katolicki dziekanat gliwicki obejmowal parafie Brzezinka, Zernice, Ruda,
Sosniowice, Laband, Ostropa, Sobiszowice, Rachowice, Schoenwald, Zabrze.
Z tych nazw az bije germanskosc tych ziem.


Obserwuj wątek
    • Gość: bolo Re: piastowskie Gliwice IP: *.dip.t-dialin.net 28.11.03, 20:56
      Jak stalinizm wychowywał nowego człowieka

      Wbrew powszechnym opiniom komuniści nie rozpoczynali terroru w Polsce od
      budowania więzień. Korzystano z przedwojennych obiektów bądź obozów zbudowanych
      na terenie Polski przez nazistów.


      MATEUSZ WYRWICH 2003-09-10

      Bez wątpienia obowiązywała wówczas zasada, by "Wsadzać jak najwięcej i izolować
      od społeczeństwa negatywny element polityczny, a paragraf później się
      znajdzie", jak mówił Jakub Berman, a Radkiewicz wcielał to w życie. O warunki
      bytowe w celach nie dbano. Bywało, że w celi przewidzianej przed wojną na dwie
      osoby, w latach czterdziestych i pięćdziesiątych siedziało osiemnastu więźniów.

      "Strategicznymi" ośrodkami izolowania były więzienia w Warszawie, Krakowie,
      Wrocławiu, Goleniowie, Rawiczu, Wronkach, Sztumie, Strzelcach Opolskich,
      Fordonie. Ich naczelnikami mianowano zazwyczaj komunistów, niekiedy byłych
      więźniów politycznych przedwojennej Polski. System wychowawczy, jaki wówczas
      stosowano, sprowadzał się do dwóch zasadniczych metod: pozbawiania racji
      żywnościowych i zmuszania do niewolniczej pracy.

      Na wzór sowiecki

      Ówczesny polski system wychowawczy w rzeczywistości niemal całkowicie oparty
      był na sowieckich wzorach. Szczególnie było to widoczne w obozach pracy. W
      raportach szefów więziennictwa do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego
      wielokrotnie podkreślano, iż "Zbawcze metody wychowawcze zastosowane za
      przykładem więziennictwa ZSRR przyczyniają się do postępów polskiego
      więziennictwa".

      W drugiej połowie lat czterdziestych niżsi funkcjonariusze więzienni
      rekrutowali się jeszcze z przedwojennej kadry. Jednak stosunkowo szybko
      wymieniano ich na absolwentów szkół i kursów prowadzonych w Łodzi i
      Szczypiornie. Ci byli szczególnie brutalni, jak opowiadają więźniowie. System
      penitencjarny oparto w głównej mierze na szkoleniu donosicieli rekrutowanych
      zazwyczaj spośród więźniów kryminalnych. Stawali się oni, jak pisano w
      dokumentach, "Głównym elementem pozyskania".

      W ówczesnym więziennictwie panował, niezmienny przez szereg lat, podział na
      więźniów "pozytywnych" i "negatywnych". "Pozytywni" to całkowicie oddani
      administracji więziennej. Na ogół donosiciele, dodatkowo "obarczeni
      obowiązkami" agitatorów za nowym ustrojem. Agitacja była niezmiernie prosta.
      Krytykowali przedwojenną Polskę, kierownictwo podziemia, Powstanie Warszawskie.
      Namawiali zaś do wykonywania bądź przekraczania norm pracy. Wychwalali
      wychowawców i system więziennictwa.

      Do więźniów "negatywnych" zaliczano przede wszystkim tych, "(...) którzy
      wzbudzali nadzieję wśród innych negatywnych na powrót sanacyjnej Polski" -
      pisali w raportach naczelnicy więzień do swoich przełożonych w centrali.

      Segregacja

      By wyeliminować system oddziaływania "negatywnych" na "pozytywnych",
      postanowiono w 1950 roku wprowadzić ogólnopolską segregację więźniów.
      Kierownictwu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego chodziło przede wszystkim
      o oddzielenie więźniów politycznych od kryminalnych. Bo: "Może się tak stać, że
      kryminalny po powrocie na wolność będzie agitował za przystąpieniem do
      podziemia albo do innych komórek przeciwnych naszej władzy ludowej". Pisano
      też: "Należy zapobiec przed wpływami starszych więźniów politycznych na
      młodzież, z którą mamy już jakieś osiągnięcia w pracy wychowawczej". Tak więc
      dla części młodzieży, spośród 90 tysięcy ogółu więźniów, na przełomie lat
      1950/1951 zorganizowano jedyny w swoim rodzaju obóz w Jaworznie. Obóz oparty na
      metodach wychowawczych Makarenki.

      Eksperyment wychowawczy zwany "Segregacją" wprowadzał pięć grup więźniów,
      włączając w tę kategoryzację również więźniów obozów pracy. Regulowała to
      instrukcja nr 11 wydana we wrześniu 1950 roku. Do pierwszej kategorii - "A" -
      zaliczano więc przede wszystkim żołnierzy i oficerów podziemia skazanych na
      długoletnie więzienia, ze szczególnym uwzględnieniem dowódców. Do kategorii "B"
      kwalifikowano "(...) przestępców politycznych" będących "zwykłymi żołnierzami
      podziemia" bądź "młodzieżą omamioną przez obóz londyński na rychły powrót
      sanacyjnej Polski". Do pozostałych kategorii trafiali więźniowie kryminalni, a
      także polityczni, na których władze więzienne "Zamierzały oddziaływać w sposób
      psychologiczny bądź też inny".

    • Gość: ! niemeckie Gleiwitz!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 28.11.03, 20:58
      mesio jak tam twoj aids, nowe lekarstwa jak widac sa coraz lepsze jak jeszcze
      ciagniesz, z drugiej strony pedalstwo jest kara sama w sobie ..."jak Bog rozum
      odbiera......
      jak widze wyszperales stary landesbericht, spojrz na strone 477 tam opisuja dla
      kogo Gliwice naprawde bylo lakomym kaskiem, 1807 polacy wtragneli na terytorium
      pruskie bez wypowiedzenia wojny w celu zajecia przemyslowego gornego slaska,
      niestety wtedy im nie wyszlo udalo sie czesciowo dopiero w 1922 a potem
      calkowicie 1945.
      nie bylo tez zadnych trynkow i wojtowych wsi czy tez szobiszowic, byl ale
      Trynneck, Richtersdorf, Petersdorf !!!!!!!!!!!!!
      mesio jak zwykle doles popis twemu klamliwemu warcholstwu i zasiangowosci, ale
      czego mozna tez sie spodziewac po pedalkowanym zakompleksionym polaczku co
      siedzi w niemczech na papierki po mamusi
      • Gość: bolo Re: niemeckie Gleiwitz!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.dip.t-dialin.net 28.11.03, 21:02

        Skazani w kategorii "A" trafiali do wydzielonych w tym celu najcięższych
        więzień o "zaostrzonym reżimie". Były to między innymi więzienia w Barczewie,
        Goleniowie, Inowrocławiu, Rawiczu, Sztumie. W myśl "Programu" napisanego przez
        Departament Więziennictwa MBP: "Więźniowie mieli być pozbawieni pracy, nauki,
        książek". Praktyka istniejąca w więzieniach, często stosowana według ściśle
        tajnych cyklicznych okólników, dodawała jeszcze do tych ograniczeń zmniejszanie
        racji żywnościowych. Więźniowie dostawali więc na ogół sto gram chleba
        dziennie. Niecodziennie zaś miskę zupy, kubek lub miskę zbożowej kawy.

        Kategoria "B" mogła już pracować. Zasadniczo jednak tylko w więziennych
        warsztatach. Owa łaskawość władzy wynikała z potrzeby wykorzystania więźniów
        jako taniej siły roboczej. Traktowano ich bowiem jak niewolników. Do rzadkości
        należała płaca za pracę, choć przewidywał to regulamin. W tej kategorii praca
        miała być głównym czynnikiem wychowawczym, wykonana zaś ponad plan norma -
        świadectwem resocjalizacji więźnia. W nagrodę pozwalano więźniom na oglądanie
        filmów, czytanie ocenzurowanych gazet czy słuchanie radia. Czasem też, lecz
        tylko w niektórych więzieniach czy obozach, za każdorazowe dwukrotne
        przekroczenie normy więzień mógł mieć odpisany dzień z wyroku. By jednak
        dostąpić tych przywilejów, musiał jeszcze zdać egzamin "z oddania
        socjalistycznej ojczyźnie i ZSRR".

        O dostępie do dóbr więziennych decydowali "spece" - oficerowie specjalnego
        znaczenia. Ich zadaniem była kontrola zarówno więźniów, jak i obsługi
        więziennej. To oni rozstrzygali, czy więzień będzie mógł napisać list do
        rodziny lub go otrzymać. Czy będzie miał tak zwaną "wypiskę", czyli możliwość
        wykupu racji żywnościowych w więziennej kantynie, czy pozostanie na głodowych
        racjach. "Spece" decydowali o karach, mogli również jeszcze raz przeprowadzić
        śledztwo i doprowadzić więźnia na salę sądową za przestępstwo, za które został
        już skazany. Mogli też wyznaczyć więźniom takie stanowiska pracy, które
        zagrażały ich życiu, np. w kopalniach czy kamieniołomach.

        Raport

        Po rocznym stosowaniu nowych metod wychowawczych na biurko Radkiewicza i
        Bieruta trafiło zaledwie kilka kartek "Opinii o segregacji". Mowa w nich
        głównie o "wielkim oddaniu partii pracowników więziennictwa" i "szerokim
        zastosowaniu metod uważanych za najlepsze w ZSRR". O osiągnięciach w
        resocjalizacji nie było mowy.

        Z czasem jednak "kształtowanie umysłów socjalistycznych przodowników pracy na
        froncie więziennictwa" nabierało rozmachu, o czym zapewniał Radkiewicza i
        Bieruta podpułkownik Hipolit Duljasz, ówczesny szef więziennictwa. Już w
        drugim, ściśle tajnym, "Raporcie" z 1952 roku pisał, że: "Jednym z pierwszych
        sukcesów były osiągnięcia w podstawowej socjalistycznej metodzie wychowawczej,
        jaką stanowiło wychowanie przez pracę". W tym to bowiem czasie Departament
        Więziennictwa MBP podjął "w imieniu więźniów" zobowiązania realizacji Planu 6-
        letniego. Statystyki musiały więc brzmieć imponująco. Na przykład,
        statystycznie w 1950 roku pracowało 40,3 proc. więźniów. Natomiast w dwa lata
        później już 60 proc.

        Wyodrębniono tzw. grupy produkcyjne spośród więźniów. Stanowili je głównie
        więźniowie "pozytywni", przez pozostałych współwięźniów nazywani "aktywem". To
        właśnie "aktyw" współpracował z administracją więzienną. Z niego wywodziło się
        grono donosicieli. "Aktyw" zawsze podejmował zobowiązania pracownicze z okazji
        świąt komunistycznych czy też pracę w niedziele. Dla niego była więzienna
        biblioteka, kino, boisko piłkarskie. Metoda "oddziaływania aktywem na więźnia"
        była szeroko stosowana przez funkcjonariuszy więziennictwa. Był to bowiem
        wzorzec radziecki, a dodatkowo "radzieccy" zapewniali, że metoda ta się
        sprawdza. Mimo "sukcesów", drugi "Raport" nie pomijał też porażek
        socjalistycznego więziennictwa. Szczególnie poniesiono porażki: "Na froncie
        obrabiania zdecydowanych przeciwników politycznych (...), którzy mieli w pełni
        zaakceptować ustrój socjalistyczny" - raportował swoim przełożonym podpułkownik
        Duljasz.

        Największe jednak sukcesy w "pracy wychowawczej" obiecywano sobie
        po "nasadzeniu agenturą" więzień. Oznaczało to pozyskiwanie konfidentów pośród
        więźniów. Właśnie tego rodzaju pracy Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego
        najczęściej wymagało od naczelników. W praktyce jednak "jakość pracy
        pozyskanych konfidentów" nie spełniała oczekiwań MBP.

        Najbardziej jednak zależało Departamentowi Więziennictwa MBP na złamaniu
        solidarności wśród więźniów. Zniszczenie jej prowadziło bowiem do całkowitego
        ich podporządkowania. Szczególnie chodziło ministerstwu o skazanych za
        działalność polityczną. Założenie to skończyło się jednak kompletnym
        fiaskiem. "Raport" donosił: "Odprawy z terenowymi pracownikami wykazały, że
        wytyczne o rozbijaniu solidaryzmu nie osiągnęły swego celu".

        Nie powiodły się też towarzyszom rozmowy uświadamiające więźniom "istotę nowego
        państwa polskiego w sojuszu z ZSRR". Więźniowie polityczni nie wykazali również
        w najmniejszym stopniu zadowolenia z sojuszu robotniczo-chłopskiego.
        • Gość: bolo Do psychopaty IP: *.dip.t-dialin.net 28.11.03, 22:42
          nie uzywaj mojego Nicka zlodzieju.Wstydzisz sie tego co napisales?
          BARACHLO!!!!!!!!!!!!!!
          bolo

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka