Witam,
czy moglibyście rzucić swoim doświadczonym okiem na moje wyniki?
Na wstępie podaję dane do statystyki

- kobieta, 26 lat.
Już od ponad dwóch lat obserwuję u siebie szereg objawów typowych dla niedoczynności tarczycy.
W czerwcu 2011 zbadałam sobie samo
TSH: wynik
2.8 przy normie (0.270 - 4.200).
Innych badań wtedy nie zrobiłam, gdyż pani w laboratorium na mnie nakrzyczała, że samodzielnie próbuję się diagnozować i tylko wyrzucam pieniądze w błoto...
Ponieważ wynik był w normie, nic z nim nie zrobiłam, jednak niedawno odkryłam to forum i postanowiłam, że tym razem tak łatwo nie odpuszczę.
Aktualne wyniki badań zrobionych w innym laboratorium:
TSH: wynik
2.5, norma (0.27 - 4.2)
FT4:
24.68% [wynik 1.12, norma (0.93 - 1.7)]
FT3:
33.75% [wynik 2.81, norma (2 - 4.4)]
Wiem, że nie jesteście lekarzami, ale czy powyższe wyniki mogą wskazywać na niedoczynność tarczycy? Czy też po prostu "taka moja natura" i to generalnie mój problem, że akurat chroniczne zmęczenie i inne nieprzyjemne dolegliwości wybrałam sobie na moich najlepszych przyjaciół.
Nie stać mnie na to, by co trzy miesiące robić sobie badania hormonów i biec od razu na prywatną wizytę, dlatego chciałabym wiedzieć, czy warto bić się z moim lekarzem rodzinnym o skierowanie do endokrynologa, bo nie chcę znowu usłyszeć, że np.: moje złe samopoczucie to wynik przesilenia wiosennego, a jak zacznę się więcej ruszać, to nie tylko schudnę, ale też będzie mi cieplej...
Pozdrawiam,
tiroide