senciak
22.12.15, 16:49
Tak jak obiecałam rozpoczynam opis albo cykl opisów moich zmagań ze swinią a konkretnie z Westhroid i Thiroyd.
Jak już niektórzy z Was wiedzą ( wątek senciaka) jestem po dwóch operacjach tarczycy, od 2001 roku suplementuję się tyroksyną w różnych postaciach - m. innymi Letrox w Polsce i Lthyroxin w Niemczech. Po drugiej operacji w czerwcu 2014 roku moje zdrowie tak podupadło że moje codzienne funkcjonowanie stało się bardzo problematyczne. Na codzień towarszyszyły mi problemy zwiazane z psychiką - lęki i depresja na przemian oraz rozregulowanie całego organizmu z masywnym nadcisnieniem włącznie.
Kolejnym etapem było zdobycie podstępem Thybonu czyli trójjodotyroniny. Brałam zatem oba preparaty na raz. I było raz lepiej raz gorzej z przewagą na gorzej.
Zmęczona codziennymi zmaganiami z sobą i światem przeszłam na dietę Paleo, następnie Protokół AI oraz rozpoczęłam suplementację naturalną świńską tarczycą pod tytułem Westhroid, którą sprowadziłam ze Stanów. Nie mogłam w żadnym wypadku powiedzieć,że jest dobrze. W geście rozpaczy zakupiłam Thyroid i...... jest dobrze, ba nawet wspaniale.....
"Uwaga Uwaga nowe wyniki:
FT3 3,30 norma 1,80-4,60 co daje nam 67,86%
FT4 14,70 norma 8,0-17,0 co daje nam 74,44%
i najmniej istotne TSH 0,02
I co? Ja jestem królową wyników w tym roku :lol:
Muszę powiedzieć, że pierwszy raz w życiu mam takie piękne wyniki - różnica między hormonami tylko ok 6%, FT4 wyższe od FT3 - no żyć nie umierać. Wygląda na to, że epizody złego samopoczucia to po prostu takie jeszcze tam echa starego stanu zdrowia albo coś innego, co mnie w chwili obecnej mało obchodzi."