Dodaj do ulubionych

gzie ci ludzie mają jakąs godnośc?

16.03.10, 09:38
z serii społeczeństwo, człowiek bedzie ...

cyt. "Od wielu miesięcy, jak wiecie próbuję poukładać swoje życie,
tzn. mój mąż, który odszedł próbuje do nas wrócić. Twierdził już od
bardzo dawna,że chce. W końcu więc podjęłam decyzję,że będziemy
znowu razem, bo tak bardzo bałam się tego powrotu, ale teraz byłam
pewna,że tego chcę. Od wczoraj rozmawialiśmy o tym. Dzisiaj od rana
pytałam ze 30 razy czy na pewno chce, twierdził,że tak, powtarzał,że
mnie kocha. Pojechałam po niego, przyszedł, wsiadł do samochodu,
powtarzał,że chce wrócić i nic już nie jest problemem, ruszyłam w
stronę domu. Razem jechaliśmy do naszych dzieci........... nagle w
pół drogi zaczął wymyślać powody z jakich nie może do nas wrócić,
zatrzymałam samochód i kazałam zdecydować, czy jedzie ze mną czy
wraca do kochanki, wiedziałam już,że jednak nas nie chce i nie
chciał. Zawróciłam, odwiozłam go pod blok, po drodze jeszcze
pokłóciliśmy się bo powiedział,że teraz to będzie oczywiście na
niego,że nie chce wrócić, no a niby na kogo ma być??????????/
Wysiadł pod blokiem kochanki, musiałam jeszcze tak zaparkować żeby
nas nie zobaczyła. Poszedł do swojego życia.......... już nie chciał
wracać.(..)"

cyt. "Kochani, stało się coś jeszcze chyba dziwniejszego. W
poniedziałek kiedy wróciłam z pracy do domu dostałam smsa : " Będę,
za 40 minut". Od mojego męża oczywiście, zapytałam czy się nie
pomylił, bo to chyba nie do mnie, ale odp.że właśnie do mnie.
Przyjechał i został. Przywiózł część swoich rzeczy, twierdził,że
bardzo chce tego powrotu, ale we wtorek już chciał uciec.
Stwierdził,że tu nie pasuje,że to nie jego miejsce i że się pomylił.
Powiedziałam,że jeśli musi odejść to lepiej teraz niż później. Nie
odszedł, jest do dzisiaj, nie wiem czy nie przyjdzie kolejny kryzys,
czy nie będzie znowu chciał uciec, chyba bardzo się boi, ze się nam
nie uda. Ciągle są nie załatwione tamte sprawy. Tamto mieszkanie, i
dziewczyna. Choć twierdzi,że bardzo się zmienił i nie mam się czego
obawiać. Minęły 3 dni, ale jak postępować dalej, co zrobić żeby to
przetrwał, zeby nie zaprzepaścić szansy. Ja też się boję."

Zal mi tej kobitki szczerze. Zal bo maz ją zdradzał, odszedł itd.
ale zal takze dlatego, ze za grosz nie ma godnoscisad
Co ten facet jeszcze moze zrobic, zeby nadal walczyła o niego i
nieistniejące juz małzeństwo z nim? Przy niej się kochac z inna,
napluc na nią? Rozumie uczucie, rozumiem przekonania,ze małzeństwo
sakramentalne trwa nawet, gdy sie nie ejst razem, ale to jest CHORE -
chore bez wgledu na to, czy się pod to podciaga jakies religijne
idee, czy nie.
Obserwuj wątek
    • kora3 źródło: 16.03.10, 09:41
      www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4947
    • hawela Re: gzie ci ludzie mają jakąs godnośc? 16.03.10, 10:10
      Dla mnie to miłość i rozpaczliwa próba szukania nadzieisad Bardzo
      smutna historiasad

      Z godnością nie ma nic wspólnego, może bardziej z popularnym
      rozumieniem honoru?

      Myślę, że niejeda dobra rzecz została dokonana tylko dlatego, że
      ktoś potrafił swój honor schować w kieszonkę i nie unosić się dumą.
      • kora3 Re: gzie ci ludzie mają jakąs godnośc? 16.03.10, 11:47
        hawela napisała:

        > Dla mnie to miłość i rozpaczliwa próba szukania nadzieisad Bardzo
        > smutna historiasad

        na pewno smutna, na pewno nierzadka sytuacja, wiele takich -
        wiadomo.
        To nie ejst miłość HAwelo, tylko uzależnienie, myslnie nazywane
        miłoscią.

        >
        > Z godnością nie ma nic wspólnego, może bardziej z popularnym
        > rozumieniem honoru?

        Owszem, ma wiele wspólnegoz godnoscią. Z honorem też, ale raczej
        tego pana. Z godnoscią - pani.

        >
        > Myślę, że niejeda dobra rzecz została dokonana tylko dlatego, że
        > ktoś potrafił swój honor schować w kieszonkę i nie unosić się dumą.

        Daj spokój, nie chodzi o pustą dume, a o granice, do których dasz
        się ponizyc.
    • karafka_do_wina Re: gzie ci ludzie mają jakąs godnośc? 16.03.10, 11:45
      tu nie ma godnosci, jest tylko para o mentalnosci dzieci w piaskownicy.
      • kora3 Re: gzie ci ludzie mają jakąs godnośc? 16.03.10, 12:28
        karafka_do_wina napisała:

        > tu nie ma godnosci, jest tylko para o mentalnosci dzieci w
        piaskownicy.


        no wiem, ale zastanawiam się CO ten gosc jeszcze moze zrobić tej
        babce, zeby nadal go jeszcze chciała ? szok dla mnie
      • grzespelc Koro, Karafko 16.03.10, 22:11
        Tak się wypowiadacie pryncypialnie, ale lepiej zamiast oceniac, po prsotu życzyć
        sobie, żeby się miało to szczeście i nie znalazło nigdy samemu w tego typu
        sytuacji...
        Kto umiałby się wtedy zachować właściwie, może być z siebie dumny, ale niech nie
        rzuca kamieniem.
        • gumpel Re: Koro, Karafko 16.03.10, 23:12
          Bardzo, bardzo mądre słowa, Grzesiu,


          G.
        • gaika Re: Koro, Karafko 17.03.10, 00:09
          grzespelc napisał:


          > Kto umiałby się wtedy zachować właściwie, może być z siebie dumny,
          ale niech ni
          > e
          > rzuca kamieniem.

          I nawet trudno o to "właściwie", bo każda relacja jest unikatowa.

          Emocjonalnych odmętów- wzlotów i upadków- nie da się zobiektywizować.
          • kora3 Gaiko 17.03.10, 07:14
            gaika napisała:
            >
            > I nawet trudno o to "właściwie", bo każda relacja jest unikatowa.
            >
            > Emocjonalnych odmętów- wzlotów i upadków- nie da się
            zobiektywizować.


            Zdziwiłabyś się Gaiko, ale nie masz racji. Na pewno kazda relacja
            jest unikatowa, ze zdrada to bardzo banalny "temat", choc bardzo
            bolesny na ogół, a schemat zachowania ludzi - niemal identyczny.
            Jedna też i jedynie słuszna jest "instrukcja" jak sie własciwie
            zachowac w takiej sytuacji. Serio. Tyle,ze mało kto, albo nikt w
            momencie szoku jest w stanie to zdrozyc.
            Wiekszosc ludzi reaguje gałtownie (adekwatnie do sego charakteu)-
            nie dowirza, a potem płacze, krzyczy, nie umie spac jesc itp.
            wiekszosc wypominai jednoczesnie rozpaczliwie chce, zeby ukochana
            osoba jednak z nią byla. A dobrą drogą jest wyciszenie, dystans,
            uniezaleznienie sie emocjonalne. Brzmi banalnie, ale tak jest. To
            est klucz nie tylko do ratowania siebie w takiej sytuacji, bo taki
            stres potrafi zniszczyc i psychicznie i fizycznie, ale też do
            ratowania zwiazku, o ile się go chce ratowac, a sa tacy ludzie. Ale
            tu jst podstawowy warunnek: druga strona tEZ musi chciec i musi się
            postarać.
            nie na darmo mówi się o "dawaniu komus drugiej szansy" - SZANSY, a
            nie baganiu go, by po raz kolejny przyjał propozycje.

            Niezaleznie od ludzkiej relacji Gaiko, w sytuacji, gdy ktos chce
            odejśc najgorszym z mozliwych sposobów jest "skomlenie", zeby
            został, błaganie by wrócil. Od relacji zależy tylko FORMA takich
            zachowań, a tu chodzi o tresc.
            • gaika Re: Gaiko 18.03.10, 00:23
              kora3 napisała:


              > Zdziwiłabyś się Gaiko, ale nie masz racji.

              Fora zasadniczo służą do tego, żeby nie mieć racjiwink


              Kiedy piszesz "jakaś godność" to jaka? Jeśli mówimy o sensie
              ogólnym, nie przekładając na nasze własne zasady i granice, które
              uznajemy-to gdzie ona jest, a gdzie już jej nie ma?

              Z klinicznego punktu widzenia, jasne, da się na podstawie tysięcy
              przypadków usystematyzować, zgeneralizować, opisać sposoby, metody,
              strategie (nieco lepsze i nieco gorsze), które są stosowane w
              związkach. Jednak w takich indywidualnych, i zupełnie abstrakcyjnych
              dla nas sytuacjach, trudno określić to "właściwe" zachowanie.

              Bo ludzie kierują się różnymi wartościami, bo zdrada dla różnych
              ludzi znaczy co innego, bo w różny sposób się komunikują, bo np.
              koszta "skomlenia" mogą być mniejsze niż "wyciszenia". Przy silnym
              uzależnieniu od partnera(o czym wspomniałaś) robi się jeszcze
              trudniej: jak wiadomo, z uzależnień wychodzi się niezwykle powoli,
              robi jeden krok wprzód i dwa w tył. Ludzie różnią się również tym,
              czego w takich sytuacjach kryzysowych chcą -od natychmiastowego
              odcięcia, po chęć utrzymania związku za wszelka cenę. Na to
              nakładają się konkretne uwarunkowania społeczne (rodzina,
              wychowanie, nabyte wzory, środowisko), cechy charakteru samych
              zainteresowanych, historia ich związku.
              Zbyt wieloczynnikowo, żeby "gotowiec" chciał zadziałać.
              • karafka_do_wina Re: Gaiko 18.03.10, 13:15
                pozwole sie wtracic smile

                masz racje Gaiko piszac, ze sprawa jest generalnie bardzo skomplikowana. Uwazam
                jednak (w oparciu o doswiadczenie), ze w zyciu najwazniejsze jest zdrowie oraz
                spokoj (ktory przeklada sie na zdrowie, wiec wlasciwie jest tym samym).
                Oczywiscie sa osoby ktore z roznych powodow wyzej stawiaja np. trwalosc
                malzenstwa, toksyczna milosc, itp. Wiele z tych osob jest zmeczona i wyczerpana
                sytuacja w ktorej tkwia przez bardzo dlugi czas, ale nie potrafia (nie chca)
                tego zmienic. Dlaczego? w wielu przypadkach dlatego, ze wpojono im szkodliwe
                zasady. Dodatkowo wylewaja swoje zale na forach katolickich dot. kryzysu w
                malzenstwie, a tam zamiast uzyskac pomoc znajduja jedynie kolejne rady, aby nic
                nie zmieniac w zyciu tylko tkwic w chorym ukladzie, wybaczac mezowi-draniowi bez
                konca, itp. I to uwazam za zle, dodatkowo twierdze ze ludzie podatni na takie
                pouczanie to osoby slabe, niedojrzale. Oczywiscie ta slabosc moze wynikac ze
                zmeczenia, ponizenia, frustracji, zmuszania samego siebie do "odbudowywania"
                malzenstwa ktore juz nie istnieje, a wspolmalzonek sam nie wie czego chce... Ale
                w koncu przychodzi moment, wczesniej czy pozniej, gdy nastepuje zmeczenie
                materialu i czlowiek ma szanse wyrwac sie z tej chorej sytuacji. Ale znow, na
                forum na ktorym konsultuje swoje poczynania otrzymuje chore rady sad To tak
                jakbym ja napisala, ze mam zapalenie pluc, bo ogrzewanie nie dziala mi przez
                cala zime, a wy byscie doradzali abym bron boze nie brala antybiotykow, ktore
                zapisal lekarz, bo to najgorsza rzecz jaka moge zrobic, nie wyprowadzala sie z
                zimnego mieszkania pod zadnym pozorem, za to modlila sie o zdrowie i o to by
                grzejniki zaczely grzac... Coz, czlowiek rozsadny poslucha siebie, a nie takich
                rad. Dlatego napisalam, wyzej ze ludzie z cytatow, ktore wkleila Kora to osoby o
                mentalnosci dzieci.
                • karafka_do_wina Re: Gaiko 18.03.10, 13:25

                  jeszcze jedno - pisalas, ze trudno sprecyzowac czym jest godnosc, i ze wiele
                  zalezy od zasad jakimi kieruja sie ludzie. to prawda, ale ja uwazam, ze najwyzej
                  ZAWSZE stoi nasze zdrowie. jesli wiec stosowanie sie do takich czy innych zasad
                  szkodzi naszemu zdrowiu, to oznacza ze sa to zle zasady i lepiej sobie z je
                  odpuscic. nawet kk uwaza, ze lekcewazenie zdrowia to naruszenie przykazania "nie
                  zabijaj". zdrowie = zycie, ktore podobno kk uwaza za najwyzsza watosc. tym
                  bardziej nie rozumiem katolickich porad, o ktorych pisalam wyzej.
                  • gaika Re: Gaiko 19.03.10, 01:41

                    Zdrowie ważne, Karafko, bez dwóch zdań smile

                    Tylko, że niekoniecznie co zdrowe dla nas, zdrowe dla innych.


                    Tak mi się skojarzyło z godnością(i ze zdrowiem)

                    tinyurl.com/y8my6x5


                    Wracając.

                    Generalnie, to co w naszym systemie wartości się nie mieści, może
                    mieścić się w cudzym, inna może być ich hierarchia.

                    Wychodzę też z założenia, że na kształt relacji pracują obie strony
                    i jakoś nie ma we mnie zgody na podziały typu mąż-drań(poza rzecz
                    jasna skrajnymi patologiami) i żona-cierpiętnica. Wkład tak w
                    sukces i porażkę ma i on i ona.


                    Może dlatego szukają porad na forach religijnych, bo chcą usłyszeć
                    to, co słyszą. Może dlatego nie chcą niczego zmienić, bo zmiana jest
                    bardziej kosztowna niż trwanie w nienajlepszym związku. Może liczą
                    na zredefiniowanie układu, albo zwyczajnie nie mają technicznych
                    możliwości, żeby zostać solo. Może jest tak jak piszesz, że to
                    kompletna destrukcja małżeństwa. Ale z całą pewnością wiemy tylko na
                    co nas stać, bądź nie stać w relacji z drugim człowiekiem.
                    • karafka_do_wina Re: Gaiko 20.03.10, 17:26
                      > tinyurl.com/y8my6x5

                      swietny obrazek


                      Generalnie, to co w naszym systemie wartości się nie mieści, może
                      > mieścić się w cudzym, inna może być ich hierarchia.

                      oczywiscie, jednak nasz organizm reaguje podobnie na stres niezaleznie od
                      systemu wartosci, ktory jego posiadacz wyznaje. Nawet jesli wierze w to, ze
                      malzenstwo jest na zawsze i trzeba sobie absolutnie wszystko wybaczac, to w
                      sutuacji gdy maz wciaz nie wie czego chce i zle mnie traktuje (jak w powyzszych
                      cytatach) jestem zestresowana. Zycie w takim ciaglym stresie zawsze wplywa
                      negatywnie na zdrowie i jest przyczyna wielu zaburzen i powaznych chorob.

                      Chce zaznaczyc, ze pisze o sytuacjach, w ktorch malzenstwo praktycznie juz nie
                      istnieje, (bo takie historie czytalam). kobieta zali sie na forum ze juz nie ma
                      sily, a ludzie jej odpisuja: musisz w tym trwac. nie wnikam teraz w to dlaczego
                      zwiazek sie rozpadl i jakie mozliwosci ma ta kobieta by cokolwiek zmienic.
                      chodzi o to, ze osoba piszaca, ze nie ma juz sily potrzebuje zmiany,
                      jakiejkolowiek i dobrze jest ja do tego zachec jest jest zbyt slaba. jednak
                      forumowicze czesto namawiaja ja do trwania w destrukcji. oczywiscie wg.
                      niektorych systemow wartosci takie trwanie jest rzecza godna pochwaly, co nie
                      zaczy ze glownej zainteresowanej nie wysiada zdrowie.
                  • kora3 Karafko kochana 19.03.10, 09:29
                    to, o czym zawzieie pisza ludzie na tamtym forum nie ma za wiele
                    wspólnego z katolicyzmem wg mnie.
                    Ci ludzie po prostu nie chcą za nic "oddać" kogos, kto jak kazdy
                    wolny człowiek do nich nie nalezy. "Nalezenie" do drugiego człowieka
                    zalezy od woli, ale naszej - sorry.

                    jendna z podstawowych zasad chrzescijaństwa mówi "kochaj bliźniego
                    swego, jak siebie samego" - tak samo, nikt nie wnosi, zeby
                    bardziejsmile
                    A to o czym wypisują ci ludzie to nie jest miłosc. To forma
                    uzaleznienia, dokładnei taka sama, jak od hazardu, seksu itp. tylko
                    na miejscu czynnika uzalezniającego jest konkretna osoba.
                    Zapewne niewielu z nas zastanawia się, jak tego rodzaju przezycia
                    emcjonaln: od euforii "wróci do mnie, ach" po czarn dół "znów
                    poszedł do niej", życie w iągłym leku, niepewnosci, atmosferze
                    sledzenia i sprawdzania kogoś potrafi zniszczyć, takze fizycznie.
                    • karafka_do_wina Re: Karafko kochana 20.03.10, 21:42
                      jednak ich sposob myslenia wywodzi sie, ze zle pojmowanych zasad wiary i braku
                      rozsadku. zgadzam sie, ze na pewno niektorym z nich przydalaby sie psychoterapia.
                      • kora3 Re: Karafko kochana 20.03.10, 22:11


                        myslę, ze to tzw. wiara to tylko w tym przypadku przyjrywka do
                        działania tak, jak uwazają za dobre.
                • grzespelc Re: Gaiko 18.03.10, 16:09
                  > jakbym ja napisala, ze mam zapalenie pluc, bo ogrzewanie nie dziala mi przez
                  > cala zime, a wy byscie doradzali abym bron boze nie brala antybiotykow, ktore
                  zapisal lekarz, bo to najgorsza rzecz jaka moge zrobic, nie wyprowadzala sie z
                  > zimnego mieszkania pod zadnym pozorem, za to modlila sie o zdrowie i o to by
                  grzejniki zaczely grzac...

                  Łatwo byłoby doradzić wyprowadznie się, gorzej, jak kogoś na to nie stać...
                  • karafka_do_wina Re: Gaiko 18.03.10, 16:40
                    to byl tylko przyklad. W przytoczonych przez Kore cytatach, oraz na forum ktore
                    czytalam to zazwyczaj mezowie wyprowadzali sie porzucajac zone, ponizajac ja,
                    obrazajac, itp. a zony czekaja na ich powrot. jedna kobieta napisala nawet, ze
                    wybaczylaby wszystko w ciagu sekundy, hmmm.... dla mnie to slepota i chore
                    podejscie, bo wybaczyc mozna jesli ktos nas przeprosi i chce naprawic krzywdy, a
                    nie gdy byly maz olewa, poniza i jeszcze ma pretensje o wszytsko.

                    rozumiem jednak co chcesz powiedziec i zgadzam sie, ze rozwiazanie problemow nie
                    zawsze jest latwe i proste. jednak uwazam, ze ZAWSZE jest jakies wyjscie, co
                    najwyzej jest trudne i dlatego przeraza ofiare. zazwyczaj najwieksza bariera w
                    podejmowaniu racjonalnych decyzji jest stlamszenie ofiary, jej slabosc, strach.
                    jesli jednak pokona ten strach, czesto przy czyjesc pomocy, okazuje sie, ze
                    jednak mozna cos w zyciu zmienic na lepsze. no chyba, ze zmiany na lepsze nie
                    satysfakcjonuja, bo meczy swiadomosc grzechu (zgody na odejscie meza). ale to
                    juz jest kwestia prania mozgu.

                    a wracajac do mieszkania bez ogrzewania wink aby uratowac swoje zdrowie moge np.
                    wyjechac do kogos, kto ma cieple mieszkanie i chce mnie goscic, moge zalatwic
                    pozyczke i naprawic ogrzewanie, moge kupic grzejnik, a przede wszystkim powinnam
                    brac antybiotyk. Kazdy kto bedzie to odradzal postepuje zle.
                    • grzespelc Re: Gaiko 18.03.10, 22:40
                      W przytoczonych przez Kore cytatach, oraz na forum ktore
                      > czytalam to zazwyczaj mezowie wyprowadzali sie porzucajac zone, ponizajac ja,
                      > obrazajac, itp. a zony czekaja na ich powrot. jedna kobieta napisala nawet, ze
                      > wybaczylaby wszystko w ciagu sekundy, hmmm.... dla mnie to slepota i chore
                      > podejscie, bo wybaczyc mozna jesli ktos nas przeprosi i chce naprawic krzywdy,
                      > a nie gdy byly maz olewa, poniza i jeszcze ma pretensje o wszytsko.

                      Te osoby zasługują raczej na współczucie, a nie krytykę, bo przecież robią
                      krzywdę wyłącznie sobie, a trudno je obwiniać za to, że tak kochają mężów,
                      przywiązują się do nich, itd. Nikt nich nie uczył radzenia sobie z tego typu
                      sutuacjami, w szkole tego nie ma...
                      • kora3 Grzegorzu, tak zasługuja na współczucie 19.03.10, 08:43
                        grzespelc napisał:
                        >
                        > Te osoby zasługują raczej na współczucie, a nie krytykę, bo
                        przecież robią
                        > krzywdę wyłącznie sobie, a trudno je obwiniać za to, że tak
                        kochają mężów,
                        > przywiązują się do nich, itd. Nikt nich nie uczył radzenia sobie z
                        tego typu
                        > sutuacjami, w szkole tego nie ma...


                        tylko, ze współczucie nie musi wg mnie objawaic sie potakiwaniem
                        komus takiemu i chwaleniem jego złego postepowania.
                        Sytacja bez wyjscia w zyciu, to jest smierc bliskiej osoby- też w
                        szkole nie uczą. Wtedy nie ma jak konstruktywnie poradzic
                        komus,mozna tylko powiedzieć "Tak mi przykro". ale kazda inna
                        sytuacja, choć traumatyczna stwarza molziwosci zdiaania na
                        poprawienie sytuacji.
                        Zaraz się pojawi pytanie "a co znaczy poprawa sytuacji?" . No moze
                        dla tej pani znaczy, ze maz do niej wróci, nawet na pewno to znaczy.
                        Tylko jej chyba nie codzi o to, zeby "wracał" co tydzień, w
                        nasteonym sie wyprowadzając do innej i tak w koło? No własnie. I to
                        TO chodzi.
                        Tu Grzegorzu "kochanie meza" i otoczka religijna to sa przykrywki do
                        uzaleznienia. Z miłoscią i wartosciami wyznawanymi nie ma to niczego
                        wspólnego. Mozna kogos bardzo kochac i nie narzucac mu się oraz
                        naprawde pozostać komuś wiernym, gdy odejdzie, bo kto ci zabroni?

                        To jest z grubsza cosik takiego jak alkoholik czeka na wiosne, bo
                        bedą letnie ogródki w restauracjach i kupa ludzi siedzących tam na
                        piwku dla ochłody. Wtedy bedzie mówił "No, ja piję, bo jest gorąco,
                        inni też piją dla ochłody piwo" No i bedzei sobie tak wmawiał, ze
                        nie jest uzalezniony. Pytanie, czy prawdziwie mu współczująca osoba
                        bedzie mu potakiwac "Tak Franiu, dla ochłody pijesz", czy też powie
                        mu "Franek, ochłoda ochłodą, ale ty maz problem z piciem"?
                      • karafka_do_wina Re: Gaiko 20.03.10, 17:39
                        > Te osoby zasługują raczej na współczucie, a nie krytykę, bo przecież robią
                        > krzywdę wyłącznie sobie, a trudno je obwiniać za to, że tak kochają mężów,
                        > przywiązują się do nich, itd. Nikt nich nie uczył radzenia sobie z tego typu
                        > sutuacjami, w szkole tego nie ma...


                        na wspolczucie tak, jednak do pewnego momentu. Jesli ktos pozwala bez konca zle
                        sie traktowac w imie milosci to nie jest dobrze. rozumiem, ze sie kogosc kocha,
                        ale jesli ta milosc nie jest odwzajemniona i zamiast niej otrzymujemy tylko
                        lekcewazenie i pogarde? Pewnie, ze w szkole tego nie ucza, nie ucza tez jak
                        wychowywac dzieci, ani jak sie przygotowac do rozmowy o prace, musismy sami sie
                        tego nauczyc. poza tym pamietajmy, ze istnieje cos takiego jak zwiazek
                        toksyczny, uzaleznienie emocjonalne od partnera i to juz jest zadanie dla
                        psychoterapeuty.

                        powiedz, co pomyslalbys o osobie, ktora jest chora i mimo zalecen lekarza nie
                        bierze lekow (bo to niezgodne z jej swiatopogladem) i chodzi do pracy (bo zyc
                        bez pracy nie moze), zamiast lezec w lozku i sie leczyc? wspolczulbys czy
                        krytykowal?
                        • grzespelc Re: Gaiko 20.03.10, 20:35
                          > powiedz, co pomyslalbys o osobie, ktora jest chora i mimo zalecen lekarza nie
                          > bierze lekow (bo to niezgodne z jej swiatopogladem) i chodzi do pracy (bo zyc
                          > bez pracy nie moze), zamiast lezec w lozku i sie leczyc?

                          Sam zazwyczaj nie chodzę do lekarza i chodzę do pracy, chyba że nie mogę wstać.
                          I po co tyle protekcjonalności? Mają ludzie problemy, z którymi sobie nie radzą.
                          Ma kobita wystarczająco przejebane i po co jeszcze sobie na niej używać tu na
                          forum? Chciałabyś, żeby Ciebie ktoś cytował po internecie i krytykował za to, że
                          nie radzisz sobie z uczuciami?

                          Pewnie, ze w szkole tego nie ucza, nie ucza tez jak
                          > wychowywac dzieci, ani jak sie przygotowac do rozmowy o prace,

                          No to teraz czekam na zjebkę za to, że nie umiem się zachowywać na rozmowach o
                          pracę. Zresztą w związku też kiedyś miałem trochę podobnie, jak tamta kobieta,
                          byłem kompletnie zaślepiony i pozwalałem dziewczynie na wszystko (no aż tyle to
                          nie, trochę mniej). Myslę, że każdemu to się może przydarzyć. Nie zdarzyło się
                          Tobie, ciesz się, zdarzyło się i poradziłaś sobie, możesz być z siebie dumna. A
                          jak ta kobieta chce sobie spieprzyc całe życie - cóż, i tak jej nie pomożemy.
                          Każdy jest wolny i może sobie spieprzyć życie do woli - jeżeli nie psuje innemu
                          - jego sprawa.
                          • karafka_do_wina Re: Gaiko 20.03.10, 21:35
                            ej, chyba mnie nie zrozumiales smile nie jestem protekcjonalna. nie mam na mysli
                            chodzenia do pracy z przeziebieniem, ale z ciezka choroba. nie piszemy przeciez
                            o jednej klotni malzenskiej, ale o powaznych problemach typu maz wyprowadzil sie
                            do kochanki. nie zamierzam tez dawac ci zadnej zjebki wink nie twierdze, ze ja
                            sobie ze wszystkim swietnie radze. kazdy popelnia bledy, kazdy jest slaby,
                            choruje i bywa niedojrzaly. jedni mniej, inni wiecej. troche w zyciu przeszlam i
                            wiem, ze nie jest latwo walczyc z przeciwnosciami losu, wlasnymi slabosciami czy
                            choroba, ale wiem tez, ze warto to jednak robic, bo inaczej jest jeszcze gorzej.
                            wazna jest swiadomosc ze sytuacja jest zla, inna sprawa jest sila i mozliwosci
                            podjecia dzialania. masz racje, jesli kobieta chce sobie spieprzyc zycie to ma
                            do tego prawo, ale szkoda jej. gdyby napisala na forum na ktorym ja bywam, to
                            poradzilabym jej podjac dzialanie, a nie trwac w tym chorym ukladzie z bylym
                            mezem. tak jak staje sie w obronie czlowieka przed destrukcja. oczywiscie
                            zainteresowana moze nadal rujnowac sobie zdrowie i zycie, ale ja uwazam takie
                            zachowanie za niedojrzale i nic na to nie poradze.
                            • grzespelc Re: Gaiko 20.03.10, 22:10
                              > ej, chyba mnie nie zrozumiales smile nie jestem protekcjonalna. nie mam na mysli
                              > chodzenia do pracy z przeziebieniem, ale z ciezka choroba. nie piszemy przeciez
                              > o jednej klotni malzenskiej, ale o powaznych problemach typu maz wyprowadzil
                              sie do kochanki

                              Jak ktoś ma problem powązny i sobie nie radzi, to można go krytykować? A Jakby
                              mniał mało poważny to nie? Z poważnym chyba sobie trudniej radzić niż z niepoważnym.

                              "nie zamierzam tez dawac ci zadnej zjebki wink"

                              Brak konsekwancji widzę.

                              jesli kobieta chce sobie spieprzyc zycie to ma
                              > do tego prawo, ale szkoda jej.

                              I na tym należłoby poprzestać, a nie krytykować za brak godności i inne wady.
                              • karafka_do_wina Re: Gaiko 21.03.10, 19:45
                                > Jak ktoś ma problem powązny i sobie nie radzi, to można go krytykować?

                                pisales, ze chodzisz do pracy gdy jestes chory. zakladam, ze "lekko" chory. z
                                zapaleniem pluc i goraczka chyba nie? wink

                                co do problemow powaznych - zalezy, czy ktos chce podjac dzialanie czy woli
                                trwac w chorej sytuacji i niszczyc sobie zdrowie i zycie. Pisalam juz do Gaiki,
                                ze zdarza sie ludziom znosic zle traktowanie i nic nie robic, ale w koncu
                                przychodzi moment "zmeczenia materialu" i czlowiek czuje, ze cos powinien
                                zmienic, bo juz wiecej nie zniesie. Jesli jednak nie podjmuje dzialania, nawet
                                po latach - to naprawde trudno uzanac go za dojrzalego.

                                cytat z linka Kory:

                                "Dobre" rady od przyjaciół, znajomych "jesteś młoda, ułożysz sobie życie,
                                spotkasz kogoś..." to schemat. Jak widać szatan jest strasznie schematyczny wink"
                                "Ten kto winien jest takim podszeptom o układaniu sobie życia na nowo, o prawie
                                do " szczęścia" u boku innego człowieka na prawach małżonka, namawia do deptania
                                Syna Bozego,bezczeszczenia krwi Przymierza i obelżywie się zachowuje wobec Ducha
                                Łaski."

                                no, ja nie umiem uznac osob, piszacych powyzsze slowa za powazne i dojrzale.
                                zwlaszcza gdy radza mlodej(24 lata), bezdzietnej dziewczynie, ktora opuszcza
                                maz, aby czekala na niego i wytrwala w tym czekaniu nawet jesli maz nigdy nie
                                wroci.
                                zrodlo_tutaj
                                To juz nie jest niepowazne, to jest przerazajace, przynajmniej dla mnie sad


                                > Brak konsekwancji widzę.

                                hmmm.... gdzie ta zjebka? serio, nie widze jej. moze mam styl pisania
                                "zjebkowy", a nie wiem o tym? wink napisz o co dokladnie chodzi. nie mam zamiaru
                                cie pouczac, ani nikogo innego. nie mam charakteru pani nauczycielki wink


                                > I na tym należłoby poprzestać, a nie krytykować za brak godności i inne wady.

                                przykro mo, ale dla mnie to jest brak dojrzalosci, godnosci lub zaslepienie
                                jakas dziwna ideologia sad no i szkodzenie innym poprzez dawanie rad, to jest
                                najgorsze.
                                • grzespelc Re: Gaiko 21.03.10, 20:57
                                  > zwlaszcza gdy radza mlodej(24 lata)

                                  Faktycznie młodej. Ja w jej wieku też sobie nie radziłem.


                                  • kora3 Re: Gaiko 21.03.10, 21:25
                                    nic dziwnego, ale miałes chyba mądrzejszych doradców niz tacy, jakta
                                    kobieta - jedna z wielu i chyba tam najmłodsza akurat
                                    • grzespelc Re: Gaiko 22.03.10, 18:06
                                      Nigdy nie słuchałem żadnych rad.
                                  • karafka_do_wina Re: Gaiko 21.03.10, 23:31

                                    >
                                    > Faktycznie młodej. Ja w jej wieku też sobie nie radziłem.

                                    ale chyba nie czekasz do dzis az byla dziewczyna wroci do ciebie albo ty do niej?
                                    • grzespelc Re: Gaiko 22.03.10, 18:07
                                      Jasne, że nie.
                          • kora3 Re: Gaiko 20.03.10, 22:10
                            grzespelc napisał:

                            > .
                            > Ma kobita wystarczająco przejebane

                            na własne poniekąd zyczenie. Nie chce zmienic swego zycia.

                            i po co jeszcze sobie na niej używać tu na
                            > forum? Chciałabyś, żeby Ciebie ktoś cytował po internecie i
                            krytykował za to, ż
                            > e
                            > nie radzisz sobie z uczuciami?


                            Grzesku, no nie przesadzaj - jesli ktoś porusza swe problemy na
                            otwartym forum, to musi sie liczyć tym, ze bedą komentowane w
                            necie, moze takze poza tym forum.
                            Nie radzi sobie z uczuciami? Daj spokój. Nie chce sobie poradzić!
                            Kto chce dawno szukałby pomocy, a nie biernie poddawał się
                            ponizaniu.

                            Zresztą w związku też kiedyś miałem trochę podobnie, jak tamta
                            kobieta,
                            > byłem kompletnie zaślepiony i pozwalałem dziewczynie na wszystko
                            (no aż tyle to
                            > nie, trochę mniej).



                            Przez LATa? nie wierze ... moze sie zarzyc nirmalnemu człoiekowi
                            przez chwilkę, a potem to już patologia.

                            Myslę, że każdemu to się może przydarzyć. Nie zdarzyło się
                            > Tobie, ciesz się, zdarzyło się i poradziłaś sobie, możesz być z
                            siebie dumna. A
                            > jak ta kobieta chce sobie spieprzyc całe życie - cóż, i tak jej
                            nie pomożemy.


                            Ale pokazując, jak mozna sobie w taki sposób spaprać zycie mozemy
                            pomóc innym, którzy dopiero bedą w podobnej sytuacjai, albo są i nie
                            weidza co dalej,

                            > Każdy jest wolny i może sobie spieprzyć życie do woli - jeżeli
                            nie psuje innemu
                            > - jego sprawa.


                            Teoretycznie - ci ludzie "radzący" na tym forum dosc skutecznie
                            usiłują zepsuć zycie innych - nie uwazasz?
                            • grzespelc Re: Gaiko 20.03.10, 22:36
                              > Przez LATa? nie wierze ...

                              Pod tym względem nie, pod innymi tak.

                              moze sie zarzyc nirmalnemu człoiekowi
                              > przez chwilkę, a potem to już patologia.

                              Tak, to była patologia, aczkolwiek pod tym względem nie aż tak bardzo, jak pod
                              innymi.

                              > Teoretycznie - ci ludzie "radzący" na tym forum dosc skutecznie
                              > usiłują zepsuć zycie innych - nie uwazasz?

                              Ależ oczywiście. Może nie zrozumiałem do końca sensu Twoich wypowiedzi. Ja
                              móþwię o krytyce tej kobiety - uważam, żę jest niestosowna. Natomiast osoby,
                              które jej radzą - nie mam słów krytyki.
                              • kora3 Re: Gaiko 20.03.10, 22:49
                                grzespelc napisał:
                                >
                                > Pod tym względem nie, pod innymi tak.
                                >


                                no, ale własnie przez krótki czas to mzoe się zadrzyć kazdemu! No,
                                powiedzmy, ze czesciej młodej niedoswiaczonej osobie, niż
                                dojrzałej, ale moze. Wiara w kłamstwa przy pierwszym wyczynie, wiara
                                w poprawę itd. ale nie latami Grzesiu. .
                                >
                                >
                                > > Teoretycznie - ci ludzie "radzący" na tym forum dosc
                                skutecznie
                                > > usiłują zepsuć zycie innych - nie uwazasz?

                                >
                                > Ależ oczywiście. Może nie zrozumiałem do końca sensu Twoich
                                wypowiedzi. Ja
                                > móþwię o krytyce tej kobiety - uważam, żę jest niestosowna.
                                Natomiast osob
                                > y,
                                > które jej radzą - nie mam słów krytyki.

                                Wiesz, ale gdyby moze dopusciła osoby normalne do porazdenia sobie,
                                to juz by z tego wybrnęła jakoś. To, na co cierpi ta pani to
                                uzaleznienie. Nie musi być od fajek, alkoholu, natkotyku. Moze być
                                od substancji, którą wytwarza airanizm sam pod wpływem kinkretnego
                                bodźca: andemaliny, jak przy hazardzie, enforfin jak przy seksie,
                                jedzeniu, czy konkretmej osobie.
                                Jesli kogos tu jestem w stanie usprawiedliwic ze względu na to
                                uzaleznienie to wlasnie ją! Po prostu w jej przekonaniu swiat bez
                                meza nie istnieje - tak dziaa uzaleznienie. Nie mozna tego
                                pochwalac, bo to niszczy , jak kazdy nałog Grzegorzu. Ale mozna
                                próbowac zrozumiec. Natomiast nie sposob zrozumiec ludzi mających do
                                tej sytuacji stosunek niebezposredni obcych, którzy tak doradzaja
                                tej kobiecinie, zeby brneła dalej, dalej, dalej.
                                Jak doczytałam maz owej pani już wracał tak, jak teraz - i znów
                                odchodził. Kasa przeciw orzechom, ze znów tak bedzie. A ci durni
                                ludzie jej gratulują, kazą sie cieszyć i dzekowac Bogu. Za co? Za
                                kolejną chustawke emocjonalna? za ponizenie? stres?
                                Bóg nie ma z tym nic wspólnego, ona sama na to pozwala, bo ejst
                                zaslepiona, ale inni nie sa uzaleznieni od jej meza, a zachowują sie
                                tak sami. To szkodliwe
                                • grzespelc Re: Gaiko 20.03.10, 23:07
                                  > Jesli kogos tu jestem w stanie usprawiedliwic ze względu na to
                                  > uzaleznienie to wlasnie ją! Po prostu w jej przekonaniu swiat bez
                                  > meza nie istnieje - tak dziaa uzaleznienie. Nie mozna tego
                                  > pochwalac, bo to niszczy , jak kazdy nałog Grzegorzu. Ale mozna
                                  > próbowac zrozumiec.

                                  Wszyscy uzależniamy se w jakiś sposób od partnerów. Po prostu niektórzy mają
                                  pecha i trafiają na niewłaściwe osoby.
                                  A pani powinna się poradzić kogoś normalnego a nie na forum...
                                  • kora3 Re: Gaiko 20.03.10, 23:37
                                    grzespelc napisał:
                                    >
                                    > Wszyscy uzależniamy se w jakiś sposób od partnerów. Po prostu
                                    niektórzy mają
                                    > pecha i trafiają na niewłaściwe osoby.


                                    Nie Grzegorzu - uzaleznienie o jakim mówimy to nie wieź z partnerem,
                                    to rodzaj poczucia symbiozy, bez której emocjonalnie (nie
                                    materialnie, czy społecznie) nie potrafi uzalezniony istniec. To
                                    znaczy wydaje mu się,ze nie potrafi.
                                    To nie to o czym piszesz. To jest poczucie,ze bez tej osoby ie
                                    istnieje swiat. Zdarza sie to w stanie tzw, ostrego zakochania, ale
                                    stan ten naturalnie mija kazdemu z nas ustepując pola stanowi
                                    zadowolenia z bycua razem. Uzaleznienie nie pozwala uzaleznionemu na
                                    emocjonalną egzystnecję bez poczucia, ze uzalezniający nalezy do
                                    niego. To odróznia uzaleznienie od miłosci. Mzesz kogos kochac i nie
                                    anrzucać sie mu, pozwolic odesjc, nie dac mu się krzywdzic, ponizac
                                    i oszukiwac. Nadal kochasz, ale nie dajesz sobie robić krzywdy i nie
                                    usiłujesz an siłe ogos zatrzymac, ani odzyskac.
                                    Uzaleznienie na to nie pozwala. KAzde działanie uzaleznionegi jest
                                    obliczone na "odzysk" - takze pozorne "wypuszczenie z klatki".
                                    To ejst stan chorobowy, patologiczny i nienrmalny. Szczególnie ejst
                                    niebezpieczny jesli trwa długo i nie ustepuje pomimo ewidentnych
                                    oznak, ze osoba, od której delikwent jest uzalezniony nie jest nią
                                    zainteresowana, albo co jeszcze dla kohoś gorsze, wie jaki ma wpływ
                                    na uzaleznionego i nim manipuluje.

                                    > A pani powinna się poradzić kogoś normalnego a nie na forum...


                                    Grzesiu, gdybyś poczytał wnikliwiej tamto forum, wiedziałbys ze
                                    osoby te wskutek uzalenienia pod które wygodnie podciagają religijne
                                    zasady, nie chcą rad kogos normalnego na ogół. Uwazają je za
                                    podszepy szatana. Takie najprostsze i anjlepeze rady w stylu "Odpusc
                                    bo nie ma sensu 17 raz" z ust przyjaciół odbierają jako namawianie
                                    do złego.
                                    Tu masz dowód na to: www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4613
                                    jesli znajdziez chwilkę.

                                    Mimo to niektórzy z tych ludzi mają resztki instynktu
                                    samozachowawczego i rozsądku i czasem przeblysnie im jakas zdrowa
                                    mysl. Na któtko, bo ta tym forym, które jest czescią sporej wspónoty
                                    pozaforumowej Grześiu, takie przebłyski sa gaszone w zarodku, jako
                                    szatanskie. Tu tkwi prawdziwe źródło problemu.

                                    Najgorsze co moze w swoim pojeciu usłyszec uzalezniony to prawda
                                    pyt. "To koniec, pogódx się z tym, zacznij zyc bez tego człwieka, ie
                                    czekaj, az wróci itp.". uzalezniony czepia się kazdej nawet
                                    najbardziej irracjonalnej nadziei, ze jednak odzyska te osobę.
                                    Czasem jednak jest już tak psychicznie wymeczony, ze organizm sam
                                    wyłącza mu chec do walki. To sie dzieje przy silnym stresie
                                    wywolanym takze bezsilnoscia na dowolnym tle. Zwykla reakcja obronna
                                    organizmu. To zbawienny moment. niestety "przyjaciele z Sycharu"
                                    robia wówczas wszystko,by taka osoba wrócila do pełnego uzaleznienia
                                    i znów podejmowała beznadziejną walke kosztem siebie w postaci np.
                                    niegodzeia sie na rozwód, czekania latami, az "on się opamieta" itp.
                                    • grzespelc Re: Gaiko 21.03.10, 00:17
                                      > jesli znajdziez chwilkę.

                                      Nie znajdę, ale jeśli jest jak piszesz, a pewnie jest, to już naprawdę
                                      rtragedia, po prostu błędne koło.
                                      • kora3 Re: Gaiko 21.03.10, 00:22
                                        grzespelc napisał:
                                        >
                                        > Nie znajdę, ale jeśli jest jak piszesz, a pewnie jest, to już
                                        naprawdę
                                        > rtragedia, po prostu błędne koło.


                                        miło, ze mi wierzysz na slowosmile niemniej inni, mniej wierzacy smile
                                        mogą sprawdzic otwierając link. Włosy się jezą na glowie
              • kora3 Twoje argumenty do mnie przemawiaja 19.03.10, 08:48
                i zgadzam sie z nmi w ogólnosci, ale smile co do gotowca - uwazam, ze
                nie masz racji nadal.

                Jasne - "gotowiec" moze nie zadziałac i warto to sobie uswiadamiac.
                nie zadziała jesli tamta druga osoba juz nie jest zainteresowana na
                bank i nie bedxie "klejeniem" zwiazku. Choćby nie wiem co nie
                zadziała NIC. Jeś;i jednak zakladamy, ze w czyms tam istnieje cień
                szansy na to, ze się nam powiedzie i chcemy ją wykorzystac, to w tym
                konkretnym przypadku - jesli w ogóle cos ma zadzialać, to moze tylko
                konsekwencja, godnosc i "wypuscznie z klatki". Inej drogi nie ma.
                Blagania, płacze, czepianie się nóg, grozenie samobójstwami itp.
                NIGDY na dłuzszą mete nie działają.
                Na nikogo.
        • kora3 Grzesku nikt kamieniami nie rzuca 17.03.10, 07:03
          przeciwnie.W podobnej sytuacji, to jest w sytuacji zdrady - nistety
          znalazłam sie w swoim zyciu, raz. Mam doswiadczenie. Czy umiałam się
          wówczas wlasciwie zachowac? Nie. Mówie o całokształcie.
          Ale czyms innym Grzegozu jest stan szoku po dowiedzieniu sie o
          zdradzie bliskiej osoby, a czym innym KILKULETNIE zamroczenie i
          megauzaleznienie od kogoś.

          I chyba o to tu chodzi. A dokładanie do tego otoczki religijnej to
          nic inego, jak próba usprawiedliwiania swego braku krytycyzmu
          • hawela Re: Grzesku nikt kamieniami nie rzuca 18.03.10, 11:05
            Jakie "przeciwnie"??
            Nie znając tych ludzi, nie znając ich backgroundu, przeżyć,
            charakterów, nie znając ich myśli, serc i miłości - Ty ich oceniasz.
            I to w sposób negatywny ("za grosz nie ma godności", "to jest
            chore", "to nie jest miłość tylko uzależnienie") - ja osobiście
            wolałabym dostać w łeb kamieniem, niż usłyszeć takie oceny od osoby,
            która nie ma o mnie pojęcia
            • kora3 Re: Grzesku nikt kamieniami nie rzuca 19.03.10, 08:20
              hawela napisała:

              > I to w sposób negatywny ("za grosz nie ma godności", "to jest
              > chore", "to nie jest miłość tylko uzależnienie")

              Bo nie ma godności, to jst core i to uzależnienie - po prostu. To
              jest tylko wyrazanie opinii wprost.

              - ja osobiście
              > wolałabym dostać w łeb kamieniem, niż usłyszeć takie oceny od
              osoby,
              > która nie ma o mnie pojęcia

              poczytakj sobie hostorie tej kobitki na podanym forum, to moze
              nabierzesz pojecia. Mocne uderzenie w głowe mze by jej sie
              faktycznie przydało, nie w formie kary tylko szoku na otrzeźwienie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka