diabollo
20.08.10, 07:58
Nie do wiary
Uwagę moją zwrócił fragment artykułu Aleksandra Halla, szanowanego polityka,
historyka oraz publicysty, pt „Sekta kontra nihiliści” (GW 18.VIII). „W III RP
dopracowaliśmy się własnego modelu relacji pomiędzy państwem a Kościołami,.
Jest on oparty na naszej tradycji i polskich doświadczeniach historycznych.
Warto się go trzymać, chyba że PRAGNIE SIĘ WZBUDZIĆ KLIMAT ZIMNEJ WOJNY
RELIGIJNEJ, co bezskutecznie próbowano kilkakrotnie podejmować na początku lat
90.” (podkr. Pass).
Powyższa myśl, często zresztą powtarzana przez zwolenników status quo w
dziedzinie stosunków państwo-Kościół, jest formą szantażu: „Albo będziecie
milczeć – albo chcecie wojny”. Wydarzenia 9 sierpnia na Krakowskim
Przedmieściu pokazują, że przynajmniej niektórzy młodzi ludzie w wielkim
mieście, nie chcą wojny, ale przestali się bać. Nie mam na myśli kilku
rozrabiaków czy pijaczków, ale kilkutysięczny tłum, który powstał z klęczek i
na różny sposób wyraził swój stosunek do wymachiwania krzyżem.
W wyniku naszej tradycji i historii, Kościół Katolicki w Polsce nie jest
traktowany jak normalna instytucja, która podlega prawu, kontroli społecznej,
prawnej i innej, lecz zajmuje pozycję wyjątkową (słusznie), ale
uprzywilejowaną (niesłusznie), także w stosunku do Państwa. Sam tylko wymiar
finansowy uprzywilejowania jest godny uwagi. Jak szacuje dr Paweł Borecki z
Wydziału Prawa UW, roczne świadczenia państwa na rzecz Kościoła wynoszą około
4-5 mld PLN. Niektóre z tych świadczeń są w pełni zrozumiałe, np konserwacja i
utrzymanie obiektów sakralnych będących dziedzictwem kultury lub działalność
charytatywna, ale inne mogłyby być przedmiotem dyskusji. Mogłyby, gdyby
Kościół był traktowany jak każda inna instytucja, która musi spowiadać się
przed fiskusem ze swych dochodów i wydatków, płacić podatki, etc. Zwłaszcza,
że hierarchowie notorycznie gwałcą rozdział Kościoła od państwa, co i rusz
ingerując w nie swoje sprawy, jak choćby w bieżące wydarzenia polityczne,
projekty ustaw (np. medialnej) itp.
Katecheza na koszt państwa, wprowadzona bocznymi drzwiami (nie przez Sejm) do
szkół publicznych, Komisja Majątkowa która (zdaniem wybitnego prawnika, prof.
Zolla) jest niezgodna z Konstytucją, ponieważ nie przysługuje odwołanie od jej
decyzji, hojne przekazywanie mienia publicznego Kościołowi w ramach
odszkodowań za mienie zagarnięte przez PRL, 40 mln złotych na Świątynię
Opatrzności, która jeszcze nie stanęła, a już jest uznana za muzeum,
finansowanie uczelni kościelnych nie uwzględnionych przez konkordat,
restrykcyjna ustawa aborcyjna, udział dostojników kościelnych w praktycznie
wszystkich uroczystościach państwowych, pokrapianie wszystkiego, co nie ma z
wiarą nic wspólnego, symbole religijne w gmachach i instytucjach państwowych,
pobłażliwość prawa i sprawiedliwości dla przypadków pedofilii w obrębie
Kościoła, instytucja kapelanów w siłach zbrojnych (na koszt podatnika), „Tak
mi dopomóż Bóg” w ustach prezydenta i marszałka Sejmu – to tylko niektóre
przykłady specjalnych stosunków państwo – Kościół.
W latach 60. Gomułka Kościół zwalczał, w latach 70. Gierek Kościół kokietował
i nękał, w latach 80. Jaruzelski Kościoła potrzebował, w latach 90. Kościół
obrósł w przywileje. Obecnie, z różnych względów, pojawiają się rysy na murach
twierdzy, jaką stanowi Kościół. Część z nich spowodowana jest przez wstrząsy,
jakie dochodzą z Zachodu. Artur Domosławski (znakomity publicysta), w artykule
„Sekrety kościelnej monarchii” (GW 7.VIII), pisze o specjalnym traktowaniu
przez Watykan (za czasów JP II) jakim cieszył się charyzmatyczny i
konserwatywny ksiądz meksykański, Marcia Maciel, skądinąd pedofil i bigamista.
Z poważnych publikacji amerykańskich wynika, że bp Stanisław Dziwisz, jako
sekretarz Jana Pawła, oraz jego najwyższy przełożony, nie mogli nie wiedzieć o
skandalicznych praktykach Maciela, który mimo wszystko pojawiał się przy
najwyższym tronie. Jedna z przyczyn była banalna: „Wysłannicy Maciela
regularnie dostarczali koperty z tysiącami dolarów w gotówce kluczowym
hierarchiom Kościoła. Prywatne audiencje z papieżem kosztowały nawet 50 tys.
dolarów za spotkanie, a pieniądze przechodziły przez Stanisława Dziwisza…”
Jest to wprost nie do wiary, ale tak wynika z książki Jasona Barry’ego i
Gerarda Rennera, „Nadużycia władzy w pontyfikacie Jana Pawła II”.
Zdumiewające, że artykuł Domosławskiego, opublikowany w największym dzienniku
w ojczyźnie JP II, minął bez echa. W Polsce, żeby zwrócić na coś uwagę, trzeba
chyba rzeczywiście mieć w ręku granat.
passent.blog.polityka.pl/?p=741