Dodaj do ulubionych

Dunin: Ja, barbarzyńca

20.12.10, 12:24
Dunin: Ja, barbarzyńca
Kinga Dunin


Jest taki rodzaj lewicowego kiczu intelektualnego, który sprawia, że mam ochotę cofnąć się do liberalnego gniazdka moich poglądów. W stan taki szczególnie łatwo wprawia mnie publicystyka Sławoja Ż. Chociażby anonsujący najbliższy numer KP przedruk z „In These Times” jego tekstu Barbarzyństwo z ludzką twarzą.



Najpierw moja irytacja jest lekka, jak ukłucie komara. Pisze Żiżek, że dziś w Europie mamy do czynienia z silnymi partiami centrowymi, popierające globalny kapitalizm „zazwyczaj w połączeniu z liberalną agendą kulturową (tolerancja wobec aborcji, praw gejów, mniejszości religijnych i etnicznych etc). W opozycji do nich stoją silniejsze niż kiedykolwiek antyimigranckie partie populistyczne, którym na krańcach towarzyszą otwarcie rasistowskie grupy neofaszystów.”



No tak, to jest prawdziwa Europa. Trudno nie odczytać tu nuty lekceważenia wobec peryferyjnych kraików, a niestety w jednym z nich mieszkamy, w których „liberalna agenda” nie istnieje. I może nawet nie warto jej tworzyć, skoro okazuje się ona jedynie barbarzyństwem z ludzką twarzą. Ja bym jednak na początek taką agendę stworzyła, żeby potem w równie luksusowej sytuacji jak Żiżek ją pokrytykować.



Na czym to liberalne barbarzyństwo polega? Ano na tym, że jesteśmy gotowi tolerować Innego tylko na naszych zasadach, odbierając mu całe jego egzotyczne juaissance. W ten sposób stajemy się rasistami z ludzką twarzą i - tu może najśmieszniejsze – porzucamy ewangeliczne cnoty na rzecz logiki plemiennej. Powiedzmy sobie od razu, że z ewangelicznymi cnotami zawsze było krucho, a to, co robią liberalne zasady i lekceważona polityczna poprawność to jest jednak - owszem, ułomne - ale cywilizowanie barbarzyństwa. I nie miałabym nic przeciwko temu, żeby polskie barbarzyństwo choćby w taki sposób się ucywilizowało.



Oczywiście krytyka liberalnej hipokryzji, za którą kryją się egoistyczne interesy, nie jest pozbawiona sensu. Jednak dobrą odpowiedzią na nią nie jest efekciarski radykalizm. Liberalizm, przynajmniej w jego lewicowym wydaniu, powinien wznosić się ponad myślenie plemienne i odwoływać się do pewnych wartości i zasad uniwersalnych. Nie jest więc tak, że pragnę pozbawić Innego rokoszy bicia żony, redukując w ten sposób jego inność. Odmawiam tej rozkoszy także całkiem swojskim kowalsko-wiśniewskim. W ramach tych ogólnych zasad jest też o co walczyć i o co się troszczyć, a także o czym myśleć bez tanich uproszczeń. Inność sama w sobie nie jest najważniejszą wartością i musimy jakoś się z nią ułożyć. Niedawno ktoś z pewnym niesmakiem opowiadał mi, że kiedy w mieście rumuńskim odbywa się romski pogrzeb, ruch staje na kilka godzin.


No cóż – odpowiedziałam - są nasze reguły życia i ich. Może im codziennie przeszkadzają nasze, więc czasem znieśmy dyskomfort, gdy to oni nam przeszkadzają. Dodałabym, wracając do Polski: ruch blokuje też Parada Równości i procesje oraz leżenie plackiem pod krzyżem, blokują nieustannie ci, którzy muszą wozić swoje pupska samochodami, bo brzydzi ich komunikacja miejska. Ludzie, niestety, od czasu do czasu, a nawet zazwyczaj sobie przeszkadzają. Chodzi o to, żeby jak najwięcej tego przeszkadzania nauczyć się znosić, od obcych w tym samym stopniu, co od swoich. I tak widzę zadanie lewicy – jako poszerzanie tej sfery, również poprzez zmianę postaw, sposobów myślenia. Dlatego zajmujemy się sytuacją imigrantów, mniejszości seksualnych, a także, jak na standardy Cezarego Michalskiego, nie dość brzydzimy się obrońcami krzyża.



Poza tym realistyczna lewica (realizm jest smutny) w przeciwieństwie do prawicy, czasem odpuszcza, kiedy nie wie, co zrobić. Kiedy widzę żebrzącą kobietę z otumanionym niemowlakiem na ręku, nie interesuje mnie żadna filozofia Innego, tylko los tego dziecka. I gdybym wiedziała, jak temu zaradzić, chętnie zostałabym barbarzyńcą z ludzką twarzą i podeptałabym Inność, bo wydaje mi się (i na tym polega mój przedpotopowy uniwersalizm), że dla żadnego dziecka nie jest to dobre dzieciństwo.



Najczęściej jednak wszystko, co mogę zrobić, to protestować, gdy ktoś ten problem chce usunąć sprzed moich oczu, tak jak miało to miejsce we Francji. Co z tego, że filozofowie potrafią odróżnić duże A od małego a, kiedy też nie wiedzą, jak sobie poradzić z takimi problemami. I to tak, żeby nie odebrać Romom ich rozkoszy.

www.krytykapolityczna.pl/Opinie/DuninJabarbarzynca/menuid-1.html
Obserwuj wątek
    • diabollo A jeszcze pan Żiżek, do którego pije... 20.12.10, 12:43
      ... w swoim felietonie pani Dunin.

      Miłej lektury i kłaniam się nisko.
      ****
      Barbarzyństwo z ludzką twarzą
      Slavoj Żiżek

      Niedawne przypadki wydalenia przebywających we Francji Romów („Cyganów”wink do Rumunii wywołały protesty liberalnych mediów i najważniejszych polityków w całej Europie. Co ciekawe protestowali nie tylko reprezentanci lewicy. Jednak mimo sprzeciwów wydalenia nie ustały, są bowiem tylko czubkiem góry lodowej, niewielkim fragmentem całości europejskiej polityki.

      Na incydenty takie jak ten należy patrzeć w perspektywie długoterminowych przemian przestrzeni politycznej Europy Wschodniej i Zachodniej. Do niedawna w tej przestrzeni dominowały dwie główne partie, które obsługiwały cały elektorat – partia centroprawicowa i partia centrolewicowa. Wyniki ostatnich wyborów na Wschodzie i Zachodzie sygnalizują stopniowe powstawanie nowego układu sił. Wyłoniła się jedna, silna partia centrowa która popiera globalny kapitalizm jako taki, zazwyczaj w połączeniu z liberalną agendą kulturową (tolerancja wobec aborcji, praw gejów, mniejszości religijnych i etnicznych etc). W opozycji do niej stoi silniejsza niż kiedykolwiek antyimigrancka partia populistyczna, której na krańcach towarzyszą otwarcie rasistowskie grupy neofaszystów. Jak doszło do tej zmiany?


      Wraz z upadkiem komunistycznych reżimów w roku 1990 rozpoczęła się era, w której podstawową formą sprawowania władzy państwowej stała się zdepolityzowane, eksperckie administrowanie i koordynowanie koordynowania interesów. W tym kontekście, jedyny sposób na przemycenie namiętności do tak niepolitycznej sfery, na aktywną mobilizację ludzi, to strach: strach przed imigrantami, strach przed przestępczością, strach przed bezbożnym, zdeprawowanym seksem, strach przed katastrofą ekologiczną czy strach przed prześladowaniem (poprawność polityczna jest idealnym przykładem polityki strachu w jej liberalnej postaci).


      Nie dziwne zatem, że pojęcie „toksycznego podmiot” zrobiło tak dużą karierę. Chociaż toksyczne podmioty znamy z popularnej psychologii ostrzegającej nas przed emocjonalnymi wampirami, to termin ten nabiera coraz szerszego znaczenia. Określenie „toksyczny” oznacza zbiór właściwości z zupełnie różnych porządków: naturalnego, kulturowego, psychologicznego, politycznego.


      W wymiarze społecznym najbardziej toksyczną figurą jest obcy Bliźni [Neighbor], z dziwaczną otchłanią jego przyjemności, wierzeń i zwyczajów. Znaczy to, że ostatecznym celem wszelkich zasad obowiązujących w relacjach interpersonalnych jest poddanie kwarantannie (lub przynajmniej neutralizacja i opanowanie) wymiaru toksyczności, a zatem zredukowanie obcego Bliźniego [Neighbor] – poprzez wyeliminowanie jego inności – do niegroźnego bliźniego [fellow man]. Rezultat: dzisiejszy liberalny multikulturalizm to doświadczanie Innego pozbawionego jego Inności. Bezkofeinowego Innego, który ma swoje fascynujące tańce i rozsądnie ekologiczny, holistyczny stosunek do rzeczywistości, ale fakt, że bije własną żonę pozostaje niewidoczny.


      Mechanizm takiej właśnie neutralizacji najlepiej sformułował w roku 1938 Robert Brasillach, francuski intelektualista faszystowski, skazany i rozstrzelany w 1945, który uważał się za „umiarkowanego” antysemitę. Brasillach ujął to następująco: „Pozwalamy sobie chwalić Charliego Chaplina, pół-Żyda, w kinie; podziwiamy Prousta, pół-Żyda; oklaskujemy Yehudiego Menuhina, Żyda; głos Hitlera nadajemy na falach radiowych nazwanych po Żydzie Hertzu. (…wink Nie chcemy nikogo zabijać, nie chcemy organizować pogromów. Ale uważamy również, że najlepszym sposobem na powstrzymanie nieprzewidywalnych działań wynikających z instynktownego antysemityzmu jest zorganizowanie antysemityzmu rozsądnego”.


      Czyż nie to samo podejście daje się zaobserwować w działaniach naszych rządów wobec „zagrożenia imigracją”? Odrzuciwszy populistyczny rasizm jako „nierozsądny” i nie do przyjęcia w ramach naszych demokratycznych standardów, popierają one „rozsądnie” rasistowskie środki zapobiegawcze. Czyli w słowach Brasillachów naszych czasów: „Pozwalamy sobie oklaskiwać afrykańskich i wschodnioeuropejskich sportowców, azjatyckich lekarzy, hinduskich programistów. Nie chcemy nikogo zabijać, nie chcemy organizować pogromów. Ale uważamy również, że najlepszym sposobem na powstrzymanie nieprzewidywalnej przemocy w obronie przed imigrantami jest zorganizowanie rozsądnej formy ochrony przed imigrantami”.


      Ta wizja „odtoksycznienia” Bliźniego jest niczym innym jak przejściem od czystego barbarzyństwa do barbarzyństwa z ludzką twarzą. Widać w niej odejście od ewangelii chrześcijańskiej (miłuj bliźniego swego) w stronę greko-romańskiej tradycji wynoszenia interesu własnego plemienia nad barbarzyńskiego Innego. Takie działania, udające obronę chrześcijańskich wartości, same są największym zagrożeniem dla naszego chrześcijańskiego dziedzictwa.


      przeł. Szymon Ozimek

      Tekst ukazał się w „In These Times”.

      www.krytykapolityczna.pl/Opinie/ZizekBarbarzynstwozludzkatwarza/menuid-1.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka