Dodaj do ulubionych

OBSZCZANY grób Toeplitza

21.03.11, 19:32
OBSZCZANY grób Toeplitza
Autor: JERZY URBAN

Wiocha w miesięczniku kulturalnym.

Przed pierwszą rocznicą śmierci Krzysztofa Teodora Toeplitza w miesięczniku kulturalnym "Bluszcz" ukazała się sylwetka nieboszczyka pt. "Toeplitz tragiczny". Autor Marek Łuszczyna ocenia jako tragiczne nie chorobę i śmierć KTT, ale jego życie. A to dlatego, że nie należał do opozycji, lecz był opozycyjny wobec "Solidarności" i w pewnych okresach wspierał władzę publikacjami. Co prawda ta tragedia w różnych latach była udziałem 50 do 90 procent społeczeństwa, jednak recenzentowi Toeplitza w głowie się nie mieści, że antyopozycyjnym bywać mógł człowiek z dobrej rodziny, wykształcony, władający językami, utalentowany, bywały w świecie. Łuszczyna mniema widocznie, że "Solidarność" tworzyło 10 milionów światłych dżentelmenów, a chamy i nieudacznicy stali nie przy Wałęsie, lecz wyłącznie tam, gdzie stało ZOMO. Ł rzeź dziesiątki lat - zdaniem Łuszczyny - bezpartyjny Toeplitz tkwił więc na nienaturalnych dlań pozycjach politycznych, a czynił to z egoizmu. Usłużnością wobec władzy zarabiał na paszport, bo chciał pętać się po świecie. Uwadze red. Łuszczyny umykają niektóre realia. Np. że władze wcale nie uważały Toeplitza za swojego człowieka, raczej za dolegliwego prześmiewcę i krytyka. Na powstanie w 1980 r. masowego ruchu zwalczającego PRL nie mogły wpłynąć zaś wyłącznie elitarne kuźnie myśli, takie jak KOR, ROPCiO, ich przybudówki i powielaczowe wydawnictwa o kusym obiegu. Szerszą skalę krytycznego myślenia pobudzały felietony Toeplitza przez dziesiątki lat dostępne w każdym kiosku. Wreszcie sam rzekomy motyw serwilizmu KTT zdradza niewiedzę autora o realiach PRL. Nie trzeba się było łasić do władzy, ż podróżować na Zachód. Wystarczyło nie być krótkiej liście jej zdeklarowanych przeciwników. A i ci jeździli, bo odmowy paszportu nie były na ogół długotrwałe. Nawet gdy delikwent nie godził się na donosicielstwo, proponowane mu przy załatwianiu paszportu, nie wykluczało to jego wydania od razu lub po jakimś czasie. Wystarczy czytać życiorysy opozycjonistów - niemal wszyscy nieobecni byli w Polsce długo lub często. Oficjalna statystyka w latach 70. podawała, że 95 procent występujących o paszport otrzymywało go. Odmawiano 5 procentom, wśród których dominowali dłużnicy urzędów skarbowych, osoby niepłacące alimentów, a motywy polityczne były na trzeciej pozycji. J ak widzimy, miesięcznik kulturalny wyraża PiS-owskie przekonania, że jakiekolwiek przejawy wyrażania poglądów zbieżnych z oficjalnymi miały podłe powody. Przeczy więc rzeczy tak oczywistej jak polityczne zróżnicowanie przekonań w PRL. Konformizm jak i ideowość, stanowiące przecież motywy wyboru postawy, istniały po różnych stronach politycznych sporów. W sylwetkę Toeplitza wplecione jest nieodzowne dla zwolenników czarno-białego obrazu PRL i żyjących w tych czasach ludzi zamiłowanie do lustracji. Ponieważ 5 lat temu autorytet tej miary, co Anita Gargas w "Misji specjalnej", nazwała Krzysztofa Teodora Toeplitza kapusiem o pseudonimie Senator, autor bada akta IPN, żeby stwierdzić i ogłosić, że KTT nie donosił do SB, lecz to na niego donoszono. Ten pracowity przejaw bezstronności autora też jakoś mnie brzydzi. Czytam to tak: prokomuch powinien być i kapusiem, a oto proszę, co za niespodzianka - nie donosił. f Na podobnej zasadzie autora "Bluszczu" zdumiewa przyjaźń Toeplitza z Tyrmandem, o którym pisząc, nie badałby przecież Łuszczyna w aktach policyjnych, czy pan Leopold nie okradał aby sklepów. vJrubej nierzetelności w przed"" stawianiu przeszłych postaw i stosunków towarzyszy niechlujstwo red. Łuszczyny w prezentowaniu szczegółów. Także przez to żałuję, że udzielałem mu informacji o Toeplitzu, gdyż zapamiętał je piąte przez dziesiąte i przeinacza. Odbiera mi autorstwo jedynego utworu wierszem, który napisałem: "Paradoks chwili KATa stracili". Fraszka powstała z okazji zlikwidowania felietonów Toeplitza podpisywanych KAT. Red. Łuszczyna twierdzi bez sensu, że chodziło właśnie o ten podpis, a nie o treść tekstów Toeplitza. W czasach Gomułki bowiem - wywodzi się w "Bluszczu" - za katów władze uważały stalinowców, a ci nie powinni publikować. To jakieś idiotyzmy! Ł rostuję też dezinformację, że wyrzucono mnie z "Życia Gospodarczego". Tkwiłem tam za karę, poczem Gomułka pozwolił mi wrócić do macierzystej "Polityki". Nie zerwałem - jak teraz czytam - stosunków z Toeplitzem z tego powodu, że sezonowo był on zwolennikiem "narodowego" nurtu przemian, tylko na pewien czas nasze więzi towarzyskie stały się luźniejsze. Nie brał KTT udziału w antysemickiej hecy w 1968 r. i nie wspierał jej w ogóle, a tym bardziej "koniunkturalnie" i dla pieniędzy. Nie przystąpił KTT do współpracy z wicepremierem Rakowskim w maju 1982 r., czyli w stanie wojennym, lecz - tak autorowi mówiłem - wiosną 1981. W maju 1982 r. KTT pisał zaś Rakowskiemu rządowe expose sejmowe obwieszczające wolności twórcze i liberalizm w kulturze. Nie Cimoszewicz rozważał mianowanie Toeplitza ministrem kultury, lecz Rakowski, gdy formował rząd. O bezmyślności autora szkicu o Toeplitzu świadczy cytowanie z aprobatą red. Wojciecha Orlińskiego, który powiada, że trwanie pod koniec lat 80. Toeplitza przy Rakowskim - tu cytat -przypomina mi sytuację z filmu " Upadek" o ostatnich chwilach świty Hitlera pod kancelarią Rzeszy. Jeśli komuś Rakowski przypomina Hitlera, a dymisja jego rządu po wyborach 1989 r. samobójstwo kanclerza w podziemnym bunkrze szturmowanym przez radzieckie oddziały - to niech się leczy, i to nie na nogi. "zieło kończy równie udana metafora samego Łuszczyny - mecenasami Toeplitza byli "generałowie rozjeżdżający czołgami nadzieje całego narodu". Nadzieje wstały spod gąsienic, otrzepały się i powołały władze, które je ziściły - że przypomnę. Jako jeden z informatorów autora tak ahistorycznych bredni stwierdzam, że w dzisiejszej Polsce bardziej niż w PRL uważać trzeba, z kim się rozmawia.

www.nie.com.pl/art24536.htm
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka