Dodaj do ulubionych

Polska niekatolicka

13.04.11, 20:58
z definicji (czyli o pożytkach płynących ze studiowania historii).

Michał Augustyn

Polska nie była, nie jest i nigdy nie będzie krajem katolickim. Jest państwem, w którym większość, dzisiaj, deklaruje katolicyzm. Utożsamienie polskości przede wszystkim z katolicyzmem jest niczym nieuzasadnioną, kompletnie ahistoryczną pretensją „prawdziwych Polaków”. Czas więc odkłamać kilka pojęć, które zawdzięczamy polskim nacjonalistom, takich jak zbitka „Polak-katolik” i przyjrzeć się głoszonym półprawdom o historii Kościoła w Polsce.
Bez chrześcijaństwa i instytucji Kościoła nie byłoby Polski (ściśle rzecz biorąc: nie byłoby Polski bez tego jak i do czego Mieszko I Piast użył chrześcijaństwa). Religia „zadekretowana” przez Mieszka I, stała się spoiwem plemion zamieszkujących jego państwo i połączyła Polskę z ochrzczoną wcześniej Europą; dała również Mieszkowi instrumenty do sprawowania władzy, których wcześniej nie miał: boskie jej uzasadnienie podparte autorytetem wielkich ówczesnego świata: cesarza i papieża; prawo rzymskie (w każdym razie jakieś jego elementy), które powoli reorganizowało życie społeczne, język urzędowy, pozwalający komunikować się Mieszkowi z resztą świata zakorzenionego w antyku oraz architekturę zmieniającą krajobraz kraju, również w ten sposób czyniąc go częścią Europy.
Każdy, kto odrabiał lekcje historii, zgodzi się z powyższymi truizmami. Religia, do której Mieszko przymusił swoich poddanych i do której przymuszać ich trzeba było jeszcze przynajmniej 100 lat, nie nazywała się jednak katolicką. Mieszko wybrał obrządek łaciński, a nie grecki, w czasie, kiedy ostateczny rozdział kościoła na Wschodni i Zachodni nie był jeszcze przesądzony. Próby pogodzenia Rzymu i Konstantynopola przetrwały też ostatniego z dynastii Piastów.
Bizancjum choć „wschodnie”, było również rzymskie i to momentami dużo bardziej niż papieski Rzym. To w Bizancjum zachowano w formie szczątkowej ludowładztwo (cesarzem mógł zostać nawet chłopski syn); a ciągłość kultury antycznej i poziom kultury w ogóle, stawiała europejski „Wschód” dużo wyżej od „Zachodu”.
O tym też z premedytacją zapominają zwolennicy prostego opisu świata, pamiętając jedynie o „trzecim Rzymie”, czyli Moskwie i stawiając znak równości między cywilizacją a Zachodem Europy, do której z powodów nie do końca nam znanych (źródeł mamy niewiele) Mieszko przypisał Polskę.
Polska była więc krajem, w którym zapanować miała zachodnia odmiana chrześcijaństwa, co nie stało się ani od razu ani bezboleśnie. Plemiona, które w X wieku miały dopiero stać się polskimi, musiały się wyrzec swojej tożsamości na rzecz kultury, której większość długo nie uznawała za swoją (to w kontekście obrony swojskości/naszości przed europejskością); warto również przypomnień, że jedna trzecia wojów Mieszka to byli, nie żyjący przecież w celibacie wikingowie, pierwsi w długiej sztafecie ludów psujących nasz słowiański etnos; i to wikingowie niekoniecznie ochrzczeni (Święty Olaf dopiero za kilkadziesiąt lat ostatecznie rozstrzygnie o monoreligijności Norwegów). Dosyć szybko w Polsce zaczęli się osiedlać Żydzi, dla których utrzymanie tożsamości, było nieodłącznie związana z negacją chrześcijaństwa (nie w warstwie praktycznej, w tym sensie, że wśród chrześcijan przyszło Żydom żyć i respektować miejscowe prawa, ale na pewno metafizycznej; co stanowiło dla większości chrześcijan wyzwanie „ponad siły” i wykraczało poza zakres miłosierdzia, czy obowiązek miłości bliźniego).
A na dodatek, jak się miało jeszcze za panowania ostatniego Piasta okazać, łacińska wersja chrześcijaństwa miała nie być jedyną w państwie.

ciąg dalszy tu:

www.liberte.pl/component/content/article/1731.html?ed=29
Obserwuj wątek
    • grgkh "Głos dla ateistów" 13.04.11, 22:16
      Charaktery - list od czytelnika:

      Cytat
      _______
      „Charaktery” czytam od kilku lat, jednak nieregularnie. Mieszkam w Wielkiej Brytanii i gdy odwiedzam Polskę, na liście niezbędnych zakupów zawsze znajduje się Wasze pismo. Ostatnio postanowiłem zaprenumerować Wasz miesięcznik.

      W numerze 7/2010 moją uwagę zwrócił wywiad pt. „Kowale własnego szczęścia”, a zwłaszcza zamieszczona przy nim ramka z zaletami i cnotami według Martina Seligmana. W podpunkcie „Przekraczanie siebie” wymienia on religijność jako „jedną z sił pozwalających tworzyć powiązania z szerszym światem oraz dostarczającą znaczeń”.

      Uważam, że jako dobre można uznać wszystkie inne wymienione w ramce zalety i cnoty. Nie rozumiem natomiast, dlaczego do tego grona została zaliczona właśnie religijność. Przecież nakazuje ona bezkrytycznie trzymać się zasad stworzonych setki, a nawet tysiące lat temu, niejednokrotnie przez ludzi z zapędami seksistowskimi, rasistowskimi, homofobicznymi, ksenofobicznymi etc.

      O ile w nauce zachęca się do sceptycyzmu i kwestionowania poglądów nawet największych autorytetów, o tyle religie (np. katolicyzm) ganią tych, którzy są ciekawi, pytają „dlaczego?” – kto zadaje za dużo pytań, ten jest nazywany „nie­wiernym Tomaszem”. Religie nakazują stawiać miłość do Boga/bogów wyżej niż miłość do ludzi, co często prowadzi do tragicznych skutków.

      W kolejnym numerze (8/2010) natrafiłem na artykuł pt. „Wszystko za wolność?”, gdzie cytowani są eksperci – cztery osoby wierzące i jeden neutralny religijnie(?) psycholog. Zastanawia mnie, że poprosiliście o komentarz na temat wolności naczelnego rabina, mistrza Zen, imama gminy muzułmańskiej oraz jezuitę, a nie wzięliście pod uwagę perspektywy ateistycznej.

      To ważna perspektywa – w Anglii tylko 3,3 proc. członków Royal Society wierzy w Boga. Każdy człowiek rodzi się ateistą, ale większość z nas zostaje wychowana w jakiejś wierze.

      Niektórzy z nas dokonują wolnego wyboru, odrzucając hipotezę istnienia Boga – niewidzialnego przyjaciela. Czy nie jest zatem prawdą, że to my – ateiści – mamy najwięcej do powiedzenia w kwestii wolności czy wolnego wyboru?

      To my decydujemy, że nie chcemy żyć z narzuconymi zasadami, bo sami potrafimy zdefiniować dużo lepsze. Wiele razy spotykałem katolików, którzy zmagali się z dylematem: wybrać pragnienie i żyć w grzechu, czy też odrzucić je i żyć w zgodzie z Bogiem. Ja uważam, że wszystko, co sprawia nam przyjemność, a nie krzywdzi innych ludzi, jest dobre. Proste, prawda?

      Porzuciłem Boga sześć lat temu, gdy zrozumiałem, że nie jest mi potrzebny do szczęścia. Ba, nawet czasem stoi na drodze do niego. Myślę, że pomijając zdanie ateistów, wzmacniacie stereotyp, że każdy musi w coś wierzyć, a skoro wiara jest łaską, więc niewierzącym musi czegoś w życiu brakować. Jak już wspomniałem, ja sam dokonałem tego wyboru i trwam w ateizmie, bo uważam tę drogę za coś lepszego niż wiara w Boga.

      Niektórzy mówią, że ateizm to też wiara, ale jak ktoś dowcipnie zauważył: tylko w przypadku gdy NIEzbieranie znaczków zaliczymy do hobby...

      Damian
      _______
    • chickenshorts Re: Polska niekatolicka 13.04.11, 22:21
      (...) Kościół dotrwał do wolnej Polski, która była owocem nie zrywu Solidarności i nie obecności Polaka w Watykanie (taką sekwencje wydarzeń serwuje się nam powszechnie w każdą rocznicę „wydarzeń” i „porozumień”wink, ale amerykańskiego programu gwiezdnych wojen i decyzji Gorbaczowa o reformowaniu komunizmu (niereformowalnego).(...)

      Założę się, że autor czytał Postwar T. Judta

      Bardzo fajna, Jasienicowa prawie 'krótka historia plebaństwa' w Polsce.
      • gaika Re: Polska niekatolicka 14.04.11, 19:16
        chickenshorts napisał:

        > Bardzo fajna, Jasienicowa prawie 'krótka historia plebaństwa' w Polsce.

        W szkole uczą na odwrót i na opak-zawsze paru prawdziwych Polaków się wyprodukuje.
    • grzespelc Ech, mity 14.04.11, 15:35
      Religia „zadekretowana” przez Mieszka I, stała się spoiwem ple
      > mion zamieszkujących jego państwo i połączyła Polskę z ochrzczoną wcześniej Eur
      > opą; dała również Mieszkowi instrumenty do sprawowania władzy, których wcześnie
      > j nie miał: boskie jej uzasadnienie podparte autorytetem wielkich ówczesnego św
      > iata: cesarza i papieża; prawo rzymskie (w każdym razie jakieś jego elementy),
      > które powoli reorganizowało życie społeczne, język urzędowy, pozwalający komuni
      > kować się Mieszkowi z resztą świata zakorzenionego w antyku oraz architekturę z
      > mieniającą krajobraz kraju, również w ten sposób czyniąc go częścią Europy.

      1. Komu miał uzasadniać Mieszko władzę Bogiem? Pogańskim poddanym? Poddanych trzymał za mordę i tyle. Katolicyzm dał mu spokój od niemieckich krucjat. Słowianie połabscy zachowali wiarę i zginęli. Polskie państwo przetrwało nie dzięki "śmierci za wiarę", a rozsądkowi.
      2. Instrumenty sprawowania władzy to mógł sobie wymyśleć, jakie chciał. Jedynowładztwo było dobre dla Mieszka, a dla kraju niekoniecznie. Litwa się pięknie rozwijała bez monarchii.
      3. No ja nie wiem, kto widział w średniowieczu prawo rzymskie w Polsce. Co najwyżej w miastach, ale one miały samorząd.
      4. Do komunikowania z resztą świata to mógł wynająć tłumaczy.
      5. Żadnych wielkich zmian w krajobrazie nie było przez wiele stuleci. System parafialny wprowadzono w XIII w., a do XVI w . kościoły były głównie drewniane.

      "będziemy mieli już przyczynek do tego, żeby z całą stanowczością napisać, że polskość nawet „w mrokach średniowiecza” nie była tożsama z katolickością. "

      No ba! Na Śląsku do czasów pruskich polskość kojarzyła się z protestantyzmem, w opozycji do habsburskich arcykatolickich rządów. Resztki tego mamy jeszcze na Śląsku Cieszyńskim.

      "Wracając jeszcze, do wydawało by się odległej przeszłości, trzeba napomknąć, jak to nasz (chyba, że już nie nasz, bo Litwin?) katolicki król Zygmunt Stary"
      A taki np. Bolesław Śmiały, syn Niemki, i Kazimierza, syna Niemki, i Mieszka, syna Niemki i Bolesława, to kim był? Polakiem czy Niemcem???
    • diabollo Re: Polska niekatolicka 14.04.11, 21:55
      Świetny tekst, czcigodna Gaiko, bóg zapłać.

      Od dziesięciu (prawie) lat na forum próbuję właśnie tłumaczyć te historyczne fakty pod wpływem panów Jasiennicy, Daviesa, czy własnych doświadczeń - super, że zaczyna się to powoli przebijać do mainstreamu; chujoza, że polska edukacja wbija jak za tzw. "komuny" dzieciakom dalej kato-nacjonalistyczne mity.
      Ale może to i lepiej. Co bardziej rozgarnięte dzieciaki same załapią, jaka to ściema.

      Kłaniam się nisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka