16.04.11, 02:53
W piątek Sejm przyjął ustawę o systemie informacji oświatowej, która umożliwia zbieranie w bazie danych szczegółowych informacji o konkretnych uczniach. Mają być wpisywane w szkołach. Czy uczeń Jan Kowalski korzysta z pomocy psychologa, czy jest niepełnosprawny, czy chodzi na zajęcia dla szczególnie uzdolnionych, czy też wręcz przeciwnie, ma poważne problemy z nauką, czy ma kartę rowerową? To tylko niektóre informacje, jakie MEN chce gromadzić o każdym uczniu w jednej bazie danych, w tzw. systemie informacji oświatowej. MEN przekonuje, że imienne dane dostępne będą tylko dla dyrektorów szkół. Do prowadzenia polityki oświatowej wykorzystywane będą dane zbiorcze. Po co więc nazwiska? Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN, tłumaczy, że w ten sposób uniknie się błędów w naliczaniu subwencji na ucznia.

Do tej pory resort edukacji korzystał z danych zbiorczych – umiejętności, cechy czy przypadłości uczniów przedstawiano na podstawie informacji przysyłanych ze szkół w procentach. Teraz urzędnicy chcą mieć, bez zgody rodziców, na przykład profil psychologiczny każdego przedszkolaka i maturzysty. Po nazwisku i Pesel-u. Po co? Szukamy odpowiedzi w wystąpieniu poseł sprawozdawcy Bożeny Augustyn z PO: CytatW przypadku zbierania danych jednostkowych jest także dążenie do osiągnięcia rzetelności zbieranych danych, a co za tym idzie, optymalizacji wydatków ze środków publicznych, które w dużej mierze zależą od liczby uczniów i od ich potrzeb edukacyjnych. Chodzi także o udoskonalenie systemu nadzoru pedagogicznego ze względu na możliwość prowadzenia zaawansowanych analiz, które dotyczą np. edukacyjnej wartości dodanej. Indywidualizacja danych o uczniach umożliwi dokumentowanie ich kompletnej ścieżki edukacyjnej.Jasno, prosto i zrozumiale.

Donald Tusk piętnując PiS-owskie rządy, mówił o ich „dążeniu do wszechkontroli". A bliskie PO media dostawały spazmów przy każdej pogłosce, że jakiś urząd chce coś sprawdzać czy konmtrolować. Dziś, w obliczu prawdziwych zagrożeń, ten chór zatroskanych nagle zamilkł jak zaklęty. Dlaczego?

Gazeta nie widzi żadnego zagrożenia informując o sprawie tu, tu i tu.
Obserwuj wątek
    • grgkh A co w tym złego, bo ja nie widzę? 16.04.11, 14:02
      Wyrażę swoje prywatne zdanie o tej akcji. Nie ma ono nic wspólnego z tą konkretnie ustawą, ani żadną partią polityczną.

      Zbieranie danych osobowych ma swoje plusy i minusy. Nie pamiętam szczegółów ale może ktoś mnie wspomoże nimi... Gdy rządziło PiS zaistniała kwestia dostępu do państwowych i zbieranych przez pewne instytucje danych osobowych, bodajże dla CBA, a może i innych "agencji" tego typu. Ale te bazy istniały. Dokładniej chodziło o firmę, która była bardzo mocno podejrzewana o nadużywanie uprawnień.

      I teraz, żebyśmy nie wpadali w paranoję i przesadę w żadnym kierunku, trzeba sobie zdać sprawę, że dane osobowe gromadzone w takich bazach istnieją i będą istniały zawsze. To, że one występują nie jest złe samo w sobie. Niewłaściwy może być dostęp do nich przez tych, którzy nadużywają ich niezgodnie z regułami wolności, równości traktowania, dyskryminacji lub do celów przestępczych.

      Ja byłbym raczej za tym, by kontrolować instytucje takie jak te, które twierdzą, że działają w ramach prawa (prawo można dowolnie przekształcać), ale łamią zasady ogólniejsze, które wyżej wymieniłem.

      Kiedyś ja osobiście oczekiwałem, że powstanie centralna baza, w której zapisane będą moje wszystkie kontakty ze służba zdrowia. Widziałem ogromną korzyść tego dla mnie. Gdzie bym się nie znalazł, może jakiś wypadek, nagłe zdarzenie, to lekarz, który się tam znajdzie, bez potrzeby wypytywania mnie dokładnego, bez mojego niepokoju, że zapomnę mu o czymś istotnym powiedzieć, że jakaś interakcja między tym, co było i jest, a tym, co trzeba ze mną zrobić, nastąpi. To jest wyłącznie na plus.

      Ale przecież ktoś może w niecnych celach do tej bazy dotrzeć i użyć danych z niej przeciwko mnie. Bo mam jakąś "wstydliwą" chorobę. Bo kiedyś zrobiłem coś, czego się wstydzę, i dziś już na pewno bym tego nie powtórzył...

      Bo mam nie to wyznanie, nie taką orientację seksualną, nie ten kolor skóry...

      Danych osobistych zawsze można użyć przeciwko komuś. Bo nasze społeczeństwo nie działa na zasadach otwartości. Bo wciąż trzeba się z czymś maskować, bo jesteśmy traktowani jak etykietkowane, standardowe, sztampowe, bezosobowe kukły. Bo takie są nasze kulturowe schematy myślenia i traktowania ludzi, którymi JA się BRZYDZĘ.

      A więc tak - po tym wstępie wygłaszam deklarację: JESTEM ZA WSZELKIEGO TYPU BAZAMI DANYCH. Moje najogólniejsze odczucie w stosunku do mających odmienne zdanie jest takie, że są to albo tacy ludzie, którzy nie mają sprawy przemyślanej i powtarzają po kimś teorie spiskowe, albo tacy, którzy na pewno chcieliby, żeby pewne ich działania nie wyszły na jaw, bo mogą być niezgodne z prawem lub jakimiś zasadami moralnymi.

      A teraz dam przykład Lecha Kaczyńskiego:

      Jaki był, to wiemy, choć wiemy nie wszyscy i nie wszystko jednakowo. Jedni mają o nim opinię w miarę obiektywną (korzystają z danych o nim, którym wierzą, które są prawdziwe, niezakłamane, a co najważniejsze, choć to dane częściowo przynajmniej osobiste, to jednak jawne). I są drudzy, którzy korzystają ze "swoich" danych. Ci wytworzyli sobie jego obraz skrajny - bardzo wyidealizowany lub jako potwora.

      Gdyby nie było dostępności do danych o ludziach, to nie wiedzielibyśmy jacy oni są, a w życiu publicznym lub prywatnych kontaktach jest to bardzo ważne. A więc nie przeginajmy w żadną stronę.

      I coś o dzieciach:

      Uważam, że nie ma niczego złego w samym założeniu, że dane o nich gromadzi się. Jeśli nauczyciel od polskiego zdobywa wiedzę o zachowywaniu się ucznia i jego postępach na lekcjach matematyki to uzyskuje wiedzę o tym jakie są zdolności tego ucznia w ogóle. A to powinno tylko wspomóc proces jego kształtowania na pożytecznego w przyszłości dla ogółu obywatela. A nie na odwrót. Wysilmy się na małą aproksymację tego przykładu. Np. przejście do innej szkoły...

      A nadużycia? Każdej wiedzy można nadużywać. Gorzej jest, jeśli wiedza o sposobach nadużywania krąży wyłącznie w "odpowiednich środowiskach", takich, które z założenia nastawione są na takie jej wykorzystywanie.

      Ci, którzy są przeciwko gromadzeniu danych o ludziach, które to dane można by wykorzystać z pożytkiem dla nich i ogółu, przypominają mi protestujących przeciwko wychowaniu seksualnemu. Na wszelki wypadek - nie edukować. Wcisnąć, że tylko po ślubie, że pod kołderką, że dobry Bóg, że w czasie stosunku o tym bogu trzeba myśleć itp. Tymczasem to wcale nie zabezpiecza nas przed DEWIACJAMI ORGANIZACJI RELIGIJNEJ. To, co powiedziałem - brak kontroli, ale brak kontroli nie nad tym czy zbierać dane, ale nad tym kto i w jakim celu ma mieć do nich dostęp.

      I zmieniać nasze kulturowe schematy myślenia. Żyjemy jako elementy społeczeństwa, jako pewna całość. Nie dla siebie i dla życia wiecznego. Mamy funkcjonować jako sprawny organizm złożony z jednostek, o których jakość dbajmy. Większa wiedza o nas samych powinna pomagać w zaplanowaniu działań korzystnych dla tych jednostek.

      Ja też mam dzieci. I nie widzę niczego złego w tym, że kiedyś, po latach, gdyby ktoś chciał przeanalizować ich życiorys (czy mój, ale ja już się nie załapię na to), to nie będzie tworzył fałszywych mitologii, jak te powstające teraz o L. Kaczyńskim.

      I tyle mojej opinii o tym temacie. Więcej będzie, jeśli ktoś odpisze. wink A temat jest bardzo ciekawy i obszerny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka