uffo
07.07.11, 07:30
pewien francuski polityk powiedział niedawno: 'kuszenie to życie'. Czyżby zatem diabeł miał przynajmniej częściową rację? Kusił wszak on Jezusa,choć nie dla samego kuszenia. A Jezus dawał się kusić, i przez bodaj 40 dni na puszczy stawiał opór, postem, rozmodleniem, mdytacja, etc., a może po prostu, zlizywał łapczywie rozkosze stanu...kuszenia? W każdym razie, przewrotnie czy nie, dopiero przezwyciężenie kuszenia, albo przesycenie się nim, dało mu siłę pełnego wglądu w kwestie ducha i ciała. O prakuszeniu Ewy też możnaby parę słów trzepnąć. Stan kuszenia czyli obietnica spełnienia, rozkoszy, orgazmu władzy, posiadania czy wzięcia w posiadanie, ten podszept intelektu w stronę serca, zmysłów,pożądania. Tak jakby intelekt wiedział najlepiej co sercu trzeba do życia, spełnienia. Może błedem Ewy było nie samo ulegnięcie kuszeniu, tylko ulegnięcie zbyt szybkie? Kuszenie wszak jak gra wstępna, pieszczoty przed akcją, rozgrzewka, preludium, rozpęd przed....śmiercią, ofiarą, zatraceniem się w spełnieniu, oddaniu pasji. Co by było gdyby nie było kuszenia? Przecież to niezbędny element dramatu życia. A może Adam pozazdrościł Ewie, i też chciał zaznać kuszenia? Czasem faktycznie odnoszę takie wrażenie jakby całe moje zabiegi życiowe były jakimś nieuświadomionym wewnętrznym kuszeniem, przekonywaniem życia do trwania. No ale cóż, czasem się przegrywa, a czasem wygrywa z kuszeniem, a czasem kusi się namiętnie.