grzespelc
28.07.11, 22:05
Wybitne autorytety świata nauki - z dziedziny historii starożytnej i językoznawstwa - wezwane zostały wczoraj do sądu na warszawskim Mokotowie. Pretekstem był wywiad Doroty Rabczewskiej, czyli Dody, jakiego udzieliła w internecie w 2009 r.
Doda - znana z niezbyt mądrych odzywek, ale podobających się tej części młodzieży, która oblała tegoroczną maturę - wspomniała w nim, że Biblię spisał ktoś "napruty winem i palący jakieś zioła".
Oburzyło to dwóch panów - eksperta od sekt Ryszarda Nowaka i eksperta od moralności senatora Ryszarda Koguta (PiS) - a następnie prokuraturę. Ta ostatnia z całą surowością postanowiła ścigać Dodę za obrazę uczuć religijnych. Prokurator nie dał się zwieść dalszymi prowokacjami celebrytki, np. że "napruty" to "ktoś pozytywnie nastawiony do świata". Powołał ekspertów.
Prof. Ewa Wipszycka-Bravo, strarożytnik, specjalizująca się w historii Kościoła, pierwsza stanęła wczoraj przed sądem jako biegła. Już zadanie sensownego pytania pani profesor nastręczało niejakich trudności. Bo jak tu zejść z poziomu popkultury (językoznawca wyjaśnił potem, że Doda używa "gwary młodzieżowej") na poziom uniwersyteckiego wykładu?
Doda - nieobecna wczoraj w sądzie - nie usłyszała więc, jak poważnych kwestii dotknęła jednym zdaniem. Profesor cierpliwie wyjaśniała, kto był autorem Starego i Nowego Testamentu. Że w tradycji chrześcijańskiej (ale nie tylko) święte księgi to owoc natchnienia, głos Boga. Że "pięcioksiąg" (Doda w wywiadzie skupiła się na opisie stworzenia świata) przypisywany jest Mojżeszowi, ale z punktu widzenia nauki jego autorstwo jest wykluczone.
W końcu, że o problemie poruszonym przez Dodę - w uproszczeniu: biblijny opis stworzenia świata pomija dinozaury - wypowiedział się nawet Sobór Watykański II. - Komisja soborowa próbowała pogodzić ze sobą natchniony chrakter Pisma Świętego z występowaniem w tekście Biblii pomyłek, błędów i wyrażeń chrakterystycznych dla danej epoki - mówiła prof. Wipszycka. - Prorocy nie wspomnieli o dinozaurach, bo dowiedzieliśmy się o ich istnieniu dopiero w czasach nowożytnych - podkreśliła.
Ale nie zadowoliło to stron sporu. Nowak chciał wydusić z pani profesor oświadczenie, że twórcą Biblii jest sam Bóg. - Historyk nie powie ani tak, ani nie, bo to jest poza możliwością badania - odparła profesor. Z kolei adwokat Dody pytał podchwytliwie, czy można wykluczyć, że któryś z natchnionych autorów Biblii "nie przeholował ze spożyciem wina".
Z językoznawcą prof. Tadeuszem Zgółką, członkiem Rady Języka Polskiego, adwokat wszedł z kolei w spór, czy określenie "napaleni ziołami" na pewno sugeruje odurzenie się narkotykiem (młodzież na marihuanę mówi "zioło"). Tak na sali sądowej zeszliśmy do poziomu odmiany rzeczowników. Wyobrażam sobie, jakby się tym Doda "zajebiście" (według profesora to charakterystyczne dla jej języka słowo) bawiła.
Warto jeszcze odnotować, że prof. Zgółka ocenił, iż "sensem komunikacyjnym" wypowiedzi Dody "jest prowokacja". A prof. Wipszycka przypomniała, że w naszym kręgu cywilizacyjnym nie są znane procesy karne za wyśmiewanie się z Pisma Świętego czy jego autorów.
Więc dlaczego za nasze, podatników, pieniądze tak się bawimy?
Więcej... wyborcza.pl/1,75248,10019203,Z_Notatnika_Sadowego__Ziola_Dody__czyli_co_Mojzesz.html#ixzz1TQrnLye8