Dodaj do ulubionych

Precz z macicą

08.09.12, 10:23
Precz z macicą

Strasznie dawno temu napisałem tekst o Polsce jako o kraju wrogim macierzyństwu. Agnieszka Graff krytykowała go w książce „Świat bez kobiet” za to, że używałem słowa „macierzyństwo” tam, gdzie według Graff powinno być „rodzicielstwo”.
Teoretycznie miała rację, bo w tekście odwoływałem się głównie do własnych doświadczeń z wędrowaniem przez Warszawę z wózkiem dziecięcym. A to były lata dziewięćdziesiąte, kiedy pod każdym względem było gorzej niż teraz.
Czarę goryczy przelał ochroniarz w Zuju, który mnie nie wpuścił, motywując to nieprzystosowaniem budynku na potrzeby osób z wózkiem. Opisywałem jednak inne swoje doświadczenia, pokazujące, że osoba opiekująca się małym dzieckiem jest skazana albo na niewychodzenie z domu, albo na nieustające upokorzenia.
Wtedy jeszcze - jak to zauważyłem z goryczą - jedyna znana mi w Warszawie toaleta przystosowana do przewijania niemowląt, była na lotnisku. Już za odprawą paszportową, a więc i tak jakby za granicą.
W rezultacie jeśli na spacerze z niemowlęciem pojawiła się konieczność zmiany pieluchy, trzeba to było zrobić na ławce w parku. I przecież nie da się tego zrobić, żeby chociaż jeden debil nie wyjechał z tekstem, że kto to widział, brudne pieluchy w publicznym miejscu zmieniać.
Teraz jest lepiej. Unia wymusiła na nas dostosowanie architektury do potrzeb osób na wózkach - a więc w bonusie także osób z wózkiem niemowlęcym.
Toalety przystosowane do przewijania są teraz w byle centrum handlowym (których wtedy nie było wcale). Trzeba tylko się pogodzić z tym, że na pewno napotkamy tam choć jednego debila gardzącego mamusiami, które spacerują z dzieckiem po centrum handlowym, zamiast czytać Kanta.
Ba, nawet z tym Kantem jest już znacznie lepiej. Toalety przystosowane do przewijania niemowląt są w nowej siedzibie BUW. Za moich czasów studenckich - nie do pomyślenia.
Student(ka) z dzieckiem w wózku czy nosidełku może więc teraz porobić notatki w bibliotece. Choć bądźmy szczerzy, na pewno spotka choć jednego debila od „kto to widział, z niemowlęciem do czytelni, to jest kiosk Ruchu, ja tu mięso mam”.
Niby wszystko się zmieniło na lepsze. Ale nienawistny rzyg Mikołejki przeciwko „wózkowym” uświadomił mi, że plus ca change, plus c’est la meme chose. Są ludzie, których zadowoliłoby tylko zamknięcie wszystkich matek z dziećmi za kratami.
No właśnie, matek czy rodziców? Im lepsza sytuacja uogólnionej „osoby z dzieckiem”, im mniej taka osoba napotyka na swojej drodze obiektywnych przeszkód w rodzaju schodów czy braku przystosowanej toalety, tym więcej mnoży się przeszkód sztucznych, wynikających już z czystej, bezinteresownej wrogości społeczeństwa. Wrogości do kogo?
Przykładem choćby nagonka na ladacznice obnażające się w miejscu publicznem celem dokonania odrażającego aktu nakarmienia niemowlęcia. W jakiej parafii chrzczą debili, którym przeszkadza widok karmiącej matki? Pod wezwaniem świętego Mizogyna, oczywiście.
Im bardziej te przeszkody są sztuczne, tym wyraźniej widać, że chodzi o wrogość wobec kobiet, a nie wobec rodziców. Ojciec z niemowlęciem budzi aprobatę, matka - coś między obojętnością a wrogością. „To ich durne puszenie się świeżym macierzyństwem, które uczyniło z nich - przynajmniej we własnym mniemaniu - królowe balu” - nienawiść Mikołejki nie jest przecież genderowo neutralna.
To wcale nie jest paradoks, że sekundują mu w niej niektóre kobiety. Strategią przystosowawczą dyskryminowanych czasem jest obrona własnej niszy na drabinie dyskryminacji, a w konsekwencji całego chorego systemu wartości, który ją uzasadnia.
To więc ubolewania godne, ale niestety naturalne, że na młodą matkę w bibliotece inna kobieta fuknie, że ona sobie lepiej radziła w podobnej sytuacji (bo na przykład szczęśliwie mieszkała w jednej miejscowości z niepracującą babcią, a to przywilej dostępny absolutnie każdemu).
Smutne tylko, że chociaż niby wszyscy wiedzą, że bez demograficznej zastępowalności wpakujemy się w katastrofę - całe społeczeństwo zdaje się mieć matce za złe to, że ośmieliła się urodzić dziecko.
Zamiast dżentelmeńsko ułatwiać jej w związanych z tym trudach, chcemy jej dokładać utrudnień. Zwymyślamy ją za nieczytanie Kanta w piaskownicy, a na koniec powiemy, że jest wyrodną matką, bo nie pasuje do jakiegoś urojonego ideału. Polska nadal jest krajem wrogim macierzyństwu, jak 15 lat temu.

wo.blox.pl/2012/09/Precz-z-macica.html
Obserwuj wątek
    • kora3 Moim zdaniem autor przesadza Diabollo 08.09.12, 13:16
      z tą wrogością. Z całym szacunkiem, ale mam wrazenie, ze jest to osoba, która nie tyle oczekuje braku wrogosci, czyli normalnego zachowania wobec ludzi z małymi dziećmi, co bezgranicznego uwielbienia i czołobitności.

      Wiem, mam teraz sporą szansę dowiedzenia się, ze jako osoba niemajaca dzieci jestem zdziwaczała i wrogo nastawiona smile Ale na serio nie jestem Diabollo. W sklepach przepuszczam ludzi z dziećmi, rozumiem rodziców, którym dziecko marudzi i nie mogą go uspokoić, jestem za przewijakami i pokojami dla rodzica z dzieckiem w urzedach itp. Bo ludziom, w tym rodzicom należy życie ułatwiać, a nie utrudniać.

      Ale z drugiej strony dostrzegam całą grupę roszczeniowych rodziców, którzy daleko w dupie mają reszte otoczenia, bo "my jesteśmy z dzieckiem/dziećmi". Nie rozliczam ludzi z tego co robią ze swoim wolnym czasem, gdzie i w jakim towarzystwie ludzie go spędzają. Owszem wszelako dziwi mnie, że rodzice z małymi dziećmi chcą spędzać czas w hipermarkecie, bo to ani dla dziecka zdrowe, ani rozwijające, ale ich sprawa. Niech się jednak liczą z tym, że nie są w tym hipermarkecie sami i reszta świata nie jest zobowiązana stać i czekać pół godziny aż łąskawie tatuś z wózkiem na zakupy i mamusia z wózkiem z dzieckiem przesuną się z okolic interesujących resztę swiata półki.


      Żeby jasnośc była - idzie tu o dwoje dorosłych z dzieckiem, czy dziećmi, a nie pojedynczego opiekuna, który moze faktycznie nie ma na czas zakupów z kim dziecka zostawić. To, ze ktoś nie jest w sklepie np. z dzieckiem, nie znaczy, ze mu się nie spieszy, ani, ze np. dziecko/dzieci nie czakają nań w domu. Na wycieczkę po hiperze z maluchami proponuję sie wybierać w godzinach najmniejszego, a nie najwiekszego ruchu.

      Ostatnio byłam swiadkiem, jak roszczeniowa mamusia zwróciła młodym ludziom przy kawiarnianym stoliku uwagę, żeby byli ciszej, bo ona jest z dzieckiem. No wolne żarty Diabciu.
      Ona jest z dzieckiem, a oni są na kawie - no i? Skoro pani wybrała sie z maluchem w publiczne miejsce służące nie do medytacji w skupieniu, a do rozmowy, śmiechu to powinna się liczyć z tym, ze bedzie tam głośniej, nie?

      Czytelnia powiadasz? No w kazdej czytelni robienie hałasu jest źle widziane. No, ale pani jest z dzieckiem...A jak ktoś pójdzie tam z dorosłym mającym jakieś zaburzenia skutkujące hałąśliwym zachowaniem to moze liczyć na taryfe ulgową? Jasne są sytuacje wyjątkowe, ale skoro w czytelni dzieciak moze hałasować, to czemu nie gadać tam przez komóre, słuchać mp4 bez słuchawek, czy rozmawiac miedzy sobą?

      Przewijanie, wysadzanie - no cóż ...Jeśli nie ma miejsca do przewinięcia, to trzeba to zrobić w takim ogólnodostepnym, ale traczej dyskretnie i tak, żeby nie absorbować smrodem i widokiem kupska otoczenia. Wiem, dla kazdego rodzica kupa jego dziecka pachnie maciejką, ale dla reszty cuchnie, a jej widok nie budzi zachwytu.

      Nie zrozum mnie źle Diabollo. Rodzić z dzieckiem też człowieksmile a sytuacje bywają równe, dlatego staram sie zwykle być wyrozumiała. Dlaczego nie zawsze? Bo nie lubię bezczelności - w niczyim wydaniu, nie ze w wydaniu rodzica z dzieckiem, tylko kazdego.

      Chodzi o to, ze inną sprawą jest przywilej i jego egzekwowanie (np. co do obsługi bez kolejki), a inną oczekiwanie, czy wrecz wymuszanie na innych rezygnacji z ich włąsnych przywilejów, czy praw. Mozna i trzeba poprosić np. o wyrozumiałośc i przeprosić za uciązliwośc, a nie domagać się, by inni znosili to czy owo, bo inaczej są besmile
      • diabollo Re: Moim zdaniem autor przesadza Diabollo 08.09.12, 13:48
        Trochę off-topic, kilka lat temu byłem w Turcji na urlopie, oczywiście z dzieckiem, i muszę Wam powiedzieć, że stosunek tamtejszej ludności do dzieci i rodziców z dziećmi bardzo mnie pozytywnie zaskoczył.

        Kłaniam się nisko.
        • kora3 Diabciu, a czy aby nie chodziło o dzieci turystów? 08.09.12, 14:00
          smile j w tym kraju mieszkałam pół roku ponad 15 lat temu, a potem kilka razy byłam na urlopie własnie i zauwazam, ze jak w wiekszosci regionów żyjących z turystyki stosunek do turystów jest b. pozytywny, takze tych nie najgrzeczniejszych (mowa o dorosłych) czy w rózny sposób uciązliwych.

          I załoze się ze gdybyś poszukiwał w Turcji hotelu w kurorcie z b. pozytywnym strosunkiem do dzieci, to z pewnoscią byś takowy znalazł, a gdybyś zaznaczył wyraźnie, ze oczekujesz, aby w hotelu nie było małych zdieci też byś taki z powodzeniem i zrozumieniem smile znalazł. Klient nasz pan mój drogi smile

          Za to, kiedyśmy w PL jakiś czas temu szukali miejsca, by sprezentować tam urlop naszm rodzicom niemłodym już ludziom i pytali o takie, gdzie nie ma małych dzieci, to na ogół budziliśmy świete oburzeniesmile
          • chickenshorts Re: Diabciu, a czy aby nie chodziło o dzieci tury 09.09.12, 11:47

            > Czarę goryczy przelał ochroniarz w Zuju, który mnie nie wpuścił, motywując to
            > nieprzystosowaniem budynku na potrzeby osób z wózkiem. Opisywałem jednak
            > inne swoje doświadczenia, pokazujące, że osoba opiekująca się małym
            > dzieckiem jest skazana albo na niewychodzenie z domu, albo na nieustające
            > upokorzenia.

            osoba?... z wózkiem??? a potem ma pretensje do Ms Graf, heh...
            • kora3 Qrczaku chyba mam zaćmienie :) 10.09.12, 05:53
              bom nie pojęłą twego sarkazmu teraz...

              Chodzi o to, że budynek jest nieprzystosowany dla potrzeb niepełnosprawnych? Tak pomyslałam, bo skoro jest nieprzystosowany dla wózka, to zapewne takze inwalidzkiego.

              Jesli nie o to idzie, to serio nie wiem o co. No moze jeszcze to, że odmawiający nie podkreślił, iż budynek nie jest przystosowany dla osób w wózku, czyli dzieci, a osoba w wózku jest nie gorsza niż ta wózek prowadzaca i pomijac ją nie było w porzadku. Nic innego do głowy mi nie przychodzi...
    • kora3 A tak na marginesie panowie:) to znów rodzi się 10.09.12, 06:17
      mi w głowie pytanie: na ile w praktyce jesteśmy na serio wyrozumiali w sytuacjach, gdy cudze dziecko, albo rodzic z tym dzieckiem są dla nas uciążliwi?

      To jest pytanie z gatunku tych dotyczacych innych ogólnych zjawisk, o których dyskutujemy. Tj. na przykład dyskryminacji, czy nepotyzmu ostatnio omawianego.

      Zacytowany blog powstał z frustracji ojca dziecka, która to frustracja zapewne niebezpodstawnie sie pojawiła, ale ja pytam o was.

      Serio nigdy nie mieliście sytuacji, że cudze dziecko wam przeszkadzało, drazniło was jego zachowanie, albo zwyczajnie było uciążliwe?

      Wczoraj spotkałąm mego młodszego kolegę, który własnie wrócił z urlopu w Bułgarii. Jest ojcem 5-latka, który na czas wyjazdu rodziców (2 tyg.) został z dziadkami. Bo rodzice para długoletnia już, acz niedawno zaślubiona smile chcieli pobyć z sobą li tylko. Mozna ich uznać za wyrodnych rodzicówsmile - wszak mając dziecko powinni zapomnieć o takich fanaberiach. No, ale pozwolili sobie na takie szaleńśtwo w postaci podróży poślubnej, mocno zresztą odciągnietej w czasie, bo jutro maja 1 rocznice slubu.

      No i opowiada mi ten kolega, że zmieniali lokum w Słonecznym Brzegusmile z powodu tego, ze mimo ustaleń przed wyjazdem, iż oczekują, że w najbliższym otoczeniu w hotelu nie bedzie małych dzieci i potwierdzeniu, ze oczekiwania bedą spełnione, ich pokój sasiadował z pokojem rodziny z dwójką dzieciaków. Usiłowali wytrzymać - 2 dni, potem on poszedł i negocjował zmiane pokoju.

      Co za bezduszni ludzie, prawda? Przeszkadzały im słodkie dzieciaczki, które tylko troszkę wrzeszczały, tylko odrobinkę się tłukły i tylko bardzo nieczesto, bo raz na godzinę powodowały u swej matki atak histerii objawiający się krzykami i płaczem. Naprawde trzeba być potworem, by takie drobiazgi komuś na urlopie przeszkadzały. smile

      Fajnie byłoby, gdyby ta para była bezdzietnasmile - moznaby ją zaszufladkować jako potwory z wygodnictwasmile Ale dzietna jest i ma zamiar się jeszcze rozmnazaćsmile
      Tylko, że nie po to do jasnej Anielki powierzyli swoje dziecko dziadkom, by spedzić tylko razem dwa tygodnie wolnego po naprawdę ciezkiej harówce, by znosili rozrabianie dla odmiany cudzych dzieci. Zastrzegli sobie to wczesniej i zastrzezenie zostało niby zaakceptowane, a tu masz babo placek ...

      Ciekawa jestem na ile wy bylibyście "potworami" albo "aniołami", gdyby wam przyszło krótki, z trudem wygospodarowany urlop we dwoje z ukochaną spedzać w akompaniamencie krzyków i wrzasków cudzych dzieci za scianą, których rodzice by was zbesztali, ze za późno wracacie do hotelu i im te słodkie dzieciątka budzicie?smile
      Tak, wiem, bylibyście zachwyceni, bo przecież to dzieci ...smile
    • diabollo Mikołejki nicości 10.09.12, 08:01
      Mikołejki nicości

      Tomasz Piątek

      Wkurwia mnie słońce. Wkurwiają mnie ludzie, którzy opowiadają dowcipy o tak zwanej grze w ciacho. Wkurwiają mnie psy, ich zapach, ich szczekanie i obleśne skomlenie. Wkurwiają mnie ci, co patrzą na mój brzuch (przyznaję, że jest na co). Wkurwia mnie to pomarańczowo-brązowe coś, co zawsze wieczorem wlatuje mi przez okno do mieszkania i głośno bzyczy, dopóki nie zajebię tego sandałem (zabijam owadzi pomiot efektu cieplarnianego, przyznaję się do tego). Wkurwia mnie pan, który hałasuje kosiarką w parku wtedy, kiedy ja chcę się odprężyć. Wkurwia mnie Jacek Dukaj, bo jest genialnym pisarzem, ale od pewnego czasu nie pisze już genialnych książek. Wkurwia mnie Roman Giertych, bo ma piękny, fiołkowy kolor oczu, a ja takiego nie mam.

      No więc wkurwia mnie masa rzeczy, o których jednak nie piszę. A jeśli tutaj akurat o nich piszę, to tylko po to, żeby napisać, że o nich nie piszę. Nie napiszę gniewnego manifestu przeciwko psom, bo wiem, że moje odczucia wobec nich są niesprawiedliwe. Czuję do nich niechęć, ale wiem, że na nią nie zasłużyły. Ich zapach i odgłosy są dla mnie nieznośne, ale wiem, że niezależnie od tego mogą z nich być kochane stworzenia, tym bardziej, że zapewnia mnie o tym wielu ludzi nie podzielających mojego psowstrętu. Tak samo nie nazwę pana z kosiarką wrogiem ludzkości, bo mam świadomość, że zarabia on na życie ciężką pracą i to nie jego wina, że ma wyjątkowo hałaśliwą robotę. Nie powołam też Ogólnopolskiego Ruchu Wyłupania Oczu Giertychowi. To nie wina Giertycha, że ma takie oczy, to dziedziczne.

      Zatem – jakby powiedziała Jane Austen, matka nowoczesnej powieści – jest powszechnie uznaną prawdą to, że nie o wszystkim, co nas wkurwia, warto i godzi się mówić i pisać. Niestety, jest taki filozof, który nie zgłębił tej prawdy. Proszę Państwa, proponuję stworzyć nowe święto: Mikołejki. Byłoby to Święto Nicości, obchodzone 24 lipca, bo wtedy właśnie urodził się filozof Zbigniew Mikołejko. Nie, nie oskarżam profesora Mikołejki o to, że jest Nicością. Oskarżam go o to, że przyczynia się do propagowania Nicości i zaraz wyjaśnię dlaczego.

      Na łamach „Wysokich Obcasów Extra” Zbigniew Mikołejko oznajmił całemu światu, że wkurwiają go matki z wózkami. Cytuję: „Ich winy są najzupełniej oczywiste (…wink To ich durne puszenie się świeżym macierzyństwem, które uczyniło z nich - przynajmniej we własnym mniemaniu - królowe balu. Patrzę więc, jak to idą i gdaczą, jak stroją fochy, uważając się za Bóg wie co (…wink Dzieci najwyraźniej potrzebne /są/ im do tego, aby coś znaczyć. Być Kimś. Domagać się urojonych praw i zawieszenia społecznych reguł (…wink wojowniczy, dziki i ekspansywny segment polskiego macierzyństwa. Macierzyństwa w natarciu, zawsze stadnego i rozwielmożnionego nad miarę. Pieszczącego w sobie poczucie wybraństwa i bezczelnie niegodzącego się na żadne ograniczenia (…wink dzieci to zwykle alibi. Pretekst, by nic nie robić. Aby nie pracować i nie rozwijać się (…wink Nawet ich rozmowy są o niczym. Magma słów bez znaczenia. Słowotoki – i tyle”. Ten ostatni zarzut jest bardzo ciekawy, bo czym przecież jest to, co wylało się z Mikołejki? Klasycznym nienawistnym słowotokiem i magmą słów bez znaczenia. Zarzuty, które Mikołejko stawia matkom z wózkami, są żadne. Jedne są bardzo filozoficznie niekonkretne. Inne nie wiadomo dlaczego miałyby dotyczyć tylko matek z wózkami. Że matki z wózkami mówią „kurwa”? W Polsce prawie wszyscy mówią „kurwa”. Że matki z wózkami nie czytają książek? W Polsce prawie nikt nie czyta. Mikołejko oskarża „wózkowe” (tak je nazywa) również o to, że pozwalają swoim dzieciom hałasować na dworze i ciągnąć inne dzieci za włosy. Ja przyznam się, że jestem zachwycony, kiedy dzieci hałasują na dworze i ciągną się za włosy. Bo to znaczy, że mają normalne dzieciństwo, zamiast gnić i tyć przed komputerem, względnie telewizorem.

      Felieton profesora wywołał burzę. Na łamach i na forum „Wyborczej” zaczęły odpowiadać mu kobiety, słusznie przypominając mu, że bycie matką to bardzo ciężka i zasługująca na szacunek praca, szczególnie w świecie urządzonym przez starszych panów w rodzaju Mikołejki. Mikołejko odpowiedział na to, że jest zwolennikiem prawa do aborcji. Niestety, bycie zwolennikiem prawa do aborcji nie zawsze i nie wszystko usprawiedliwia. Jego odpowiedź wywołała kontrodpowiedzi, i tak dalej, i tak dalej. Artykuł goni artykuł, a pod każdym wiszą setki komentarzy. Najśmieszniejsze jest to, że większość internetowych komentatorów nie zna tekstu Mikołejki, bo Agora nie udostępniła go w sieci (w trosce o sprzedaż „Wysokich Obcasów Extra”, zapewne). Za to polemikę z nim – jak najbardziej (to również w trosce o sprzedaż „Wysokich Obcasów Extra”, zapewne). Oponenci walą w profesora jak w bęben, chociaż publika nie bardzo wie za co. Fajny sposób prowadzenia publicznej dyskusji. Ale publice to nie przeszkadza, szczególnie publice komentującej. Mętne, wątpliwe, a przede wszystkim śmiesznie nieistotne zarzuty filozofa komentują ludzie, którzy nawet tych nieistotnych zarzutów za dobrze nie znają. Można więc sobie wyobrazić wartość ich komentarzy. Pseudozarzuty powodujące pseudodyskusję, która powoduje pseudokomentarze, co kończy się jednym wielkim pączkującym pseudo.

      Dla mnie ten przypadek jest znamienny. Nie dlatego, że interesuje mnie, czy profesor Mikołejko jest feministą, czy też antyfeministą. Pewnie jest pomiędzy, bo on lubi być pomiędzy („Jestem najbardziej zabłąkany między młotami wiary i niewiary” – jak powiedział kiedyś „Polityce”wink. Ten przypadek jest dla mnie znamienny, bo mówi mi coś o Agorze. Ten przypadek znaczy, że Agora definitywnie przechodzi od czegoś, co nazywano kiedyś dziennikarstwem, do współczesnego świata spinu, informacyjnego zamieszania wywoływanego dla samego zamieszania. Oczywiście, nie mówię, że Agora dotąd nie wywoływała zamieszania, tak samo jak nie twierdzę, że zawsze była rzetelna. Agora setki razy robiła mega-zamieszanie i wiele razy robiła to w sposób stronniczy. Mimo wszystko jednak zawsze było to zamieszanie naokoło jakiegoś faktu, tematu, dziennikarskiego mięsa. Teraz Agora robi to samo, co inne media i Jego Wysokość Internet. Zamiast mięsa serwuje nam postną zupkę, a dokładnie zupę „Nic”. Zupkę „Nic” ugotowaną na czymś tak nieistotnym, jak Mikołejkowa wózkofobia.

      www.krytykapolityczna.pl/TomaszPiatek/Mikolejkinicosci/menuid-215.html
      • kora3 Pochwała politpoprawności 10.09.12, 10:06
        Rózne rzeczy, osoby i zjawiska mogą ludzi wqrviać Diabollo. I jak bardzo przytomnie zauważył pan Piątek niekoniecznie zaraz jest mus o tym wspominać np. w formie pisemnej. Ale demoikracja polega na tym, że choć musu nie ma - moznasmile No i pan Mikołejko z tego demokratycznego prawa skorzystał sobie. Wolno mu. Panu Piątkowi z kolei wolno to krytykować opisujac swoje wqrvy o których rzekomo nie wspominasmile

        Jakkolwiek uwazam, ze prof. Mikołejko przesadza, to faktem jest, że sporo ludzi psioczy na zachowanie dzieci i ich rodziców i to psioczy całkiem słusznie. Podobnie rzecz ma się z zachowaniem zupełnie innych grup społecznych. Rzecz w tym, że na matki z dziećmi psioczyć publicznie jest "niepolitpoprawnie". Należy się zachwycać, bo mamy małą dzietnośc i kto zarobi na nasze emerytury smile

        To, co w duchu sobie mysli załozmy co 3 człowiek wypowiedziane jaskrawo, wprost i dobitnie budzi przerazenie i koniecznośc duchowego padania na kolana i bicia sie mentalnie w piers oraz surowego potepienia kamikadze, który ośmielił się ubrać w słowa odczucia swoje i innych.
        To tak, jak z Marią Czubaszek było po słąwetnej emisji "Uwagi" smile

        Pan Piątek się cieszy, że dziaciaki halasują - fajniesmile Ciekawe, czy podobnie się cieszyłby mając w domu np. ciezko chorego człowieka.
        Diabollo - zrozum mnie dobrze - jestem człowiekiem, któremu generalnie mało co realnie przeszkadza. Tak naprawdę to czułam niechęć tylko do kosiarki pod blokiem o 6 rano w wolną sobotęsmile Nie przeszkadzają mi ani nocne imprezy u sasiadów, ani ich dzieci, ani psy - serio, ani nawet nowo powstała niedalko myjnia 24 h. Naprawdę.
        Nie mam zamiaru udawać, ze przeszkadza mi to, co nie przeszkadza dla zasady.
        Ale pojmuję, że komuś może ta myjnia wadzić, podobnie jak wrzaski dzieci sąsiadów, czy szczekanie ich psa, albo nocna impra u nich.

        Tak naprawdę jedynymi rzeczami, jakie mi na serio przeszkadzają to są bezczelnośc, bezmyślnośc i chamstwo. I owszem, jesli dwie kobiety z dziecinnymi wózkami stoją sobie na waskim chodniku i gadają radośnie, a starzec o kuli musi zeby je minąć zejsc z chodnika to owszem to mi przeszkadza. Dokłądnie tak samo, jakby chodnik tarasowały zajęte pogawedką osoby bez wózków dziecinnych, a na przykład z duzymi bagażami nie liczac się zupełnie z innymi. Tylko, ze bezczelom czy gapom z bagazami mozna zwrócić uwagę,a paniom z wózkami - nie, bo to jest napaśc na nie i próba wyautowania na margines społeczeństwa Diabollo smile

        Takie przyklady mozna mnożyć mój drogi. Masz ubogą rodzinę z 10 dzieci. Kazdy prywatnie stuka się w czoło i mówi po cichu, ze trza nie mieć rozumu, zeby mieć tyle dzieci z takich dochodem, ale oficjalnie ględzi się tylko o misji i wspaniałosci takiej rodziny, a kazda szczera wypowiedź publiczna byłaby napiętnowana.

        Po prostu nie wypada, zeby kogoś wqrviało darcie się dziecia, niefrasobliwosc jego rodziców i brak reakcji na jego wyczyny itp. To są dzieci i ich swieci opiekunowie, wiec zachwycać się trza i uśmiechać czasem przez zaciśniete zebysmile

        Ja politporawna nie jestem. Tak Diabollo, wqrvia mnie, gdy z kimś rozmawiam w kawiarni, a stolik dalej dziecko np. non stop puszcza dzikie dzwięki z jakiejś zabawki. A mamusia i tatuś nie reagują. Owszem, nawet b. mnie to wqrvia. Albo jak w kinie dziecko nagle zaczyna marudzići przez 2/3 filmu słuysze to marudzenie na przemian z próbami uspokojenia go przez ojca czy matkę. W poczelakni u lekarza też mnie to drazni, ale mam swiadomośc, że matka, czy ojciec nie ma wyboru i musi tam z dzieckiem być.

        Wcale nie jestem jedną z tych osób, które rzekomo najchetniej zamknęłyby matki z dziećmi, czy też rodziców z dziećmi za kratami. Przeciwnie, uwazam, że owym naleza się pewne przywileje i mają pełne prawo je egzekwować, a otoczenie powinno im ułatwiać życie np. poprzez montaż tych przewijakó, czy wydzielenie dla nich pomieszczeń w instytucjach i innych publicznych miejscach. Ale te osoby tez powinny liczyć się z prawami innych- do rozrywki, spokoju, wypoczynku, wygody. Czy się nie liczą? Owszem - zdarza się, ze się nie licza. Nie wszyscy, nie zawsze, ale bywa nierzadko.

        Ciekawe, czy ktoś tak zaciekle broniący tego nieliczenia się zastanawia się bodaj, jaki wpływ na wychowanie człowieka ma prezentowanie mu od maleńkosci postawy: TY jesteś najwazniejszy, miej innych w dupie, TOBIE się nalezy....

        Potem sie dziwimy roszczeniowej, czy skrajnie egoistycznej postawie. Dobrze wychowane dziecko nie naprzykrza się innym. Mowa rzecz jasna o dziecku pełnosprawnym intelektualnie, bo niepełnosprawne pod tym względem osoby, nie tylko dzieci, to inna bajka ...
        Ale neizaleznie czy pełnosprawne, czy nie to nie dziecko jest tu winne, a rodzice i ich postawa. Jesli rodzice przyjmują postawe, ze skoro dla nich ich latorośl to 8 cud swiata, to dla reszty swiata też, to dziecko tak się bedzie zachowywać.
        mam takich znajomych - ich 7 letnie dziecko po prostu terroryzuje ich gosci! Jak do nich przyjdziesz musisz zwiedzać jego pokój, oglądać i cjhwalić rysunki, wysłuchiwać wierszyków i piosenek - bez względu na stopień zainteresowania, cel wizyty, czy Twoją kondycję. Jesli tego nie robisz dziecko histeryzuje, a rodzice są co najmniej zawiedzeni. Koszmar
        • diabollo Re: Pochwała politpoprawności 10.09.12, 18:34
          Przepiękna Koro,
          pan Mikołejko przegiął w swojej wypowiedzi.
          Oczywiście czepić się można prawie wszystkiego, też kobiet z wózkami, co z kolei udowania pan Piątek. A wśród każdej populacji znajdzie się osobników, którzy zachowują się karygodnie.

          Kłaniam się nisko.
          • kora3 ale jasne, ze przegiął 10.09.12, 21:28
            sama napisałąm, ze przesadza Diabollo. Rzecz w tym, ze ci oburzeni też przesadzają ze swietością swego oburzenia smile
            • diabollo Re: ale jasne, ze przegiął 11.09.12, 07:47
              Tak, wszyscy się ponakręcali i przesadzili, przepiękna Koro, pełna zgoda.
              Pan Piątek napisał we wnioskach, że taki trolling to przyszłość mediów i GW już w to własnie weszła...

              Kłaniam się nisko.
              • kora3 Widzisz Diabollo 11.09.12, 09:56
                czysta merytoryka jest nadal w cenie, ale wśród merytorycznych ludzi. Niestety, obecne szkolnictwo produkuje wtórnych analfabetówsad a na tych działa terapia szokowa - czyli przerysowanie i wywalanie flaków, a nie stawianie kawy na ławę....

                Popatrz na wypociny Korwina- Mikkego dot. paraolimpiady i niepełnosprawnych tak w ogóle. To własnie op takie szokowanie chodzi, na to samo była obliczona Uwaga z udziałem M. Czubaszek. Oczywście K-M bardzo rózni się od Czubaszek w powodach przekazywania szokującej treści, ale mechanizm jest ten sam niezaleznie od tego, czego tresc dotyczy: wypowiedzieć w sposób przejaskrawiony to, co wielu ludzi naprawde myśli i czuje, ale skryw to czesto nawet przed samymi sobą.

                Tak samo zadziałał profesor M. - jego przeginajce tezy to przeciwwaga do koniecznosci tłumienia czesto naprawde uzasadnionych "wątów" do rodziców dzieci, którzy uważają, ze należą im sie wszelkie hołdy swiata, bo raczyli zrobić sobie dzieci "dla społeczeństwa".

                Tymczasem nikt dzieci z powodu naszych zagrozonych emerytur nie miewasmile Ludzie je mają (dla uproszczenia weźmy tylko tych, co mają swiadomie) dla siebie Diabciusmile Potrzebują sie rozmnożyć i spełniac w roli rodziców i nic w tym złego, ani dziwnego! Taki instynkt jest najbardziej pierwotny, no czasem niektórzy jeszcze uwazają, ze spełniają tak wolę jakiegoś bóstwa, ale też robią to dla siebie, dla swego spełnienia jako wierny bóstwu. Mają do tego prawo, ale nie czyńmy z tego jakiegoś gestu miłosierdzia wobec reszty swiata, bo nim nie jest.

                Założe chyba wątek z kolei ja w charakterze przeciwwagi o tym, jak "wspaniale" u nas niektóre kregi społeczeństwa traktują osoby singlowe i bezdzietne. Nie żebym sama to odczuwała, ale znam osoby, które odczuwają. Kolezance - nauczycielce dyrektor szkoły powierza bez konsultacji z nią obowiazki po lekcjach, bo "pani przecież jest sama, to co pani ma do roboty?" - a gówno go to obchodzi czy jest sama, czy nie, moze ma np. 5 facetó do łozka i nie zdąży się z nimi pokochać? Jej wolny czas- jej sprawa, jednak zdaniem niektórych prorodzinnych hehe panów szefów mozna dysponować czasem bezdzietnej singielki, bo ...moznasmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka