Ruski, Tuski, spiski

30.10.12, 16:51
Ruski, Tuski, spiski

Tomasz Piątek

Cezary Michalski oskarża prawicę o cynizm. A dokładnie o cyniczne wykorzystywanie katastrofy smoleńskiej, o inteligentne manipulowanie masami wierzącymi w spiskową teorię zamachu. Istotnie, patrząc na Kaczyńskiego czy czytając „Rzeczpospolitą”, można było odnieść takie wrażenie. Kaczyński do niedawna zadowalał się mglistymi ogólnikami o bliżej nieokreślonej odpowiedzialności platformerskiego rządu za tragedię, które PiS-owski elektorat mógł interpretować sobie jako: „Tak, był rusko-tuski zamach!”, a elektorat normalniejszy jako: „Nie, on tylko cierpi po stracie brata i jest zły na rząd za zaniedbania”. „Rzepa”, konserwatywnie szacowna, nie twierdziła wprost, że rusko-tuski zamach był, ale broniła wyznawców teorii zamachu przed atakami krwiożerczych lemingów. Głosiła, że ludzie mają prawo do wiary w spisek, bo w sprawie smoleńskiej jest więcej pytań niż odpowiedzi. Doprawdy, aż się prosiło, żeby wydrukować jakiś numer „Rzepy” antydatowany na rok, powiedzmy 1780: „Wynarodowiony salon znowu zafundował nam kampanię antykatolickiej nienawiści pod płaszczykiem obrony rzekomych praw czarownic… Polacy mają prawo zgodnie ze swoją tradycją wierzyć w czarownice, a że wiara bez czynu nie jest wiarą, więc mają prawo także je palić – tym bardziej, że w tej sprawie jest więcej pytań niż odpowiedzi”.

W tym szaleństwie była jednak metoda, rzeczywiście bardzo cyniczna. Było to mruganie do czterdziestoletniego, zadowolonego z siebie, katolickiego mężczyzny z klasy średniej, przedsiębiorcy lub profesjonalisty: „Panie, głosuj pan na Kaczora, a nie na Tuska, bo Kaczor to wszystko lepiej załatwi… My też nie wierzymy w te smoleńskie banialuki, ale dzięki nim ciemny lud ma rozrywkę, nie myśli o wyższych pensjach czy wyższych podatkach… Głosuj pan na Kaczora, bo on otumani tłuszczę, a po cichu znów ci obniży jakiś podatek. I przy okazji jeszcze mocniej weźmie za mordę baby, pedałów i innych zboczeńców”. Teraz jednak wychodzi na to, że prawicowcy to nie cynicy. Kaczyński nagle zrezygnował z dwuznaczności. Dzisiaj powiedział: „Zamordowano 96 osób. To niesłychana zbrodnia […]. Jedyną teorią, która wszystko wyjaśniała, był wybuch”. Kaczyński powołał się przy tym na ostatnie informacje o śladach trotylu we wraku samolotu. Warto jednak zauważyć, że zasadniczy zwrot miał miejsce wcześniej, jeszcze przed trotylowymi rewelacjami. Już siedem dni wcześniej prezes PiS-u powiedział „Gazecie Polskiej” tak: „W nauce jest taka zasada, że jeśli dana koncepcja tłumaczy wszystkie fakty, to jest ona prawdziwa. Taką koncepcją jest teoria zamachu”. Zaraz potem na teorię zamachu nawrócił się sceptyczny wcześniej publicysta „Rzepy”, Piotr Skwieciński. Równocześnie zrobił to Rafał Ziemkiewicz, który opublikował niesamowity tekst, prawdziwe arcydzieło antylogiki ziemkiewiczowskiej, z taką oto myślą przewodnią: katastrofa smoleńska była niezwykle bezczelnym zamachem, a nawet jeśli nim nie była, to i tak nim była, i była bezczelna.

Czyżby w „Rzepie” zapanowała powszechna epidemia rozmiękczenia mózgu? Można tak podejrzewać, tym bardziej, że – tu nie mogę powstrzymać się od nieco rozrywkowej dygresji – w tym samym piśmie i w tym samym czasie niejaki Hubert Kozieł napisał, iż ogólnoświatowy kryzys gospodarczy wywołały… kobiety: na skutek „obsesji na punkcie parytetów” do zarządu banku Lehman Brothers dostała się baba, niekompetentna jak to baba i to ona spowodowała cały ten burdel. Genialne rozwiązanie: wszystkiemu winne są kobiety, jak zawsze. Kobiety i zapewne także pedały, ponieważ Kozieł twierdzi, że w PRL-owskich władzach lokalnych stosowano… parytet wobec homoseksualistów. Jasne. A na zjazdach partyjnych występowały drag queen, śpiewające o towarzyszu Gierku: „Edzio, Edzio, słodki jak pedzio”. Jak przeczytałem opowieści pana Huberta, to spadłem z krzesła: najwyraźniej patriotyczny ekonomista „Rzepy” tyle wie o całkiem niedawnej historii swojego kraju, co ja o hodowli fosforyzujących ogórków w dorzeczu Mekongu. A może władze PRL, hehe, pomyliły mu się z władzami Kościoła katolickiego?

Ale wróćmy do meritum i pozostawmy opowieści Koziełka-Matołka na boku, jako ciężki i odosobniony przypadek. Pozostałych publicystów „Rzepy” – tych, którzy nawrócili się na teorię zamachu – chciałoby się usprawiedliwić wpływem ostatnich medialnych rewelacji. No bo ślady trotylu i nitrogliceryny we wraku… A wcześniej mieliśmy kolejne tajemnicze samobójstwo czyli śmierć chorążego Remigiusza Musia, który był świadkiem w sprawie katastrofy smoleńskiej i wbrew protokołom pokładowym oskarżał Rosjan o to, że kazali pilotom zejść na wysokość 50 metrów. To są rzeczy, którą zmuszają do zastanowienia nawet takiego sceptyka, jak ja.
Ale proszę zwrócić uwagę na to, że fala nawróceń na prawicy nastąpiła nie po tych rewelacjach, ale tuż przed nimi. Czyżby Kaczyński i prawicowi publicyści mieli już wcześniej jakieś tajemnicze przecieki? Nic na ten temat nie mówią. Twierdzą, że bezpośrednim powodem zmiany poglądów była osobliwa konferencja naukowa czy też paranaukowa, podczas której różni mniej lub bardziej pocieszni jegomoście przedstawili światu swoje rozważania dotyczące wrodzonej miękkości brzozy, jak również wykład, według którego samolot wybuchający na ziemi musi pozostawić krater na lotnisku (zilustrowali ten wykład zdjęciami samolotów „wybuchniętych” na ziemi, przy których nie było żadnego krateru: nie dziwię się, że ten rodzaj logiki wzbudził uznanie Ziemkiewicza).

To wszystko razem jest bardzo dziwne i bardzo ciekawe, więc nawet we mnie obudziło tropiciela spisków. Proszę popatrzeć, jak wyglądał ostatni tydzień: najpierw bardzo nagłośniona, aczkolwiek fatalnie przygotowana konferencja naukowa, potem pierwsza deklaracja Kaczyńskiego w „Gazecie Polskiej”, zaraz potem Skwieciński i Ziemkiewicz przechodzą na stronę „zamachistów”, potem tajemnicza śmierć Musia, trzy dni później wiadomość o trotylu we wraku i natychmiast druga, jeszcze twardsza deklaracja Kaczyńskiego. Niesłychany zbieg okoliczności, naprawdę. Wygląda to tak, jakby ktoś bardzo chciał, żeby Polacy uwierzyli w rusko-tuski spisek i zamach. Jakbyśmy mieli spisek na rzecz teorii spisku. Jak gdyby ktoś chciał za wszelką cenę uczynić Kaczyńskiego władcą Polski. Kto mógłby tego chcieć?

Tu warto odwrócić pytanie: a czego mógłby chcieć Putin, gdyby naprawdę to on spowodował katastrofę w Smoleńsku? Przecież wiedziałby, że wzmocni tym Jarosława Kaczyńskiego i jego partię. Gdyby zarządził zamach, to znaczyłoby, że chce w Polsce Kaczyńskiego u władzy. I nie byłoby w tym nic dziwnego: polityk skłócony z Niemcami i z Europą, wierzący ślepo w daleką i obojętną Amerykę, osłabiający swój kraj przez wstrzymywanie modernizacji, kompromitujący Polskę, wreszcie swoimi międzynarodowymi prowokacjami przysparzający Putinowi wielkorosyjskich zwolenników, gotowych uwierzyć, że trzeba wspierać władcę imperium przeciwko agresywnym Polaczkom-amerykańskim psom w Gruzji i innych krajach byłego ZSRR. Czy Putin nie powinien wspomagać kogoś takiego wszelkimi środkami? A po Czeczenii, Dubrowce, Biesłanie, czy Politkowskiej wiemy, że w środkach nie przebiera. Co to dla niego: najpierw wysadzić w powietrze samolot pełen ludzi, potem zabić jakiegoś chorążego, nie mówiąc już o przekonaniu paru publicystów.

Nie, nie sugeruję, że Ziemkiewicz jest na rosyjskim żołdzie (aczkolwiek byłoby to całkowicie zgodne z jego tradycją polityczną: określa się jako nowoczesny endek, a endecy od czasów Dmowskiego lubili carów i ruble). Mówię tylko, że jeśli już ma być logika spisku, to niech będzie to logika, a nie ziemkiewiczowska antylogika. Logikę spisku praktykujmy logicznie. Jeśli się konsekw
    • diabollo Re: Ruski, Tuski, spiski 30.10.12, 17:04
      Nie, nie sugeruję, że Ziemkiewicz jest na rosyjskim żołdzie (aczkolwiek byłoby to całkowicie zgodne z jego tradycją polityczną: określa się jako nowoczesny endek, a endecy od czasów Dmowskiego lubili carów i ruble). Mówię tylko, że jeśli już ma być logika spisku, to niech będzie to logika, a nie ziemkiewiczowska antylogika. Logikę spisku praktykujmy logicznie. Jeśli się konsekwentnie zastosuje teorię spiskową do wszystkich ostatnich wydarzeń, to wnioski mogą być bardzo nieprzyjemne dla Kaczyńskiego i nacjonalistycznej prawicy. No więc jak, panowie z „Rzepy”, był spisek czy nie był? Bo jeśli tak, jeśli Ruski i spiski, to już nie Tuski, a wnioski. Zdecydujcie sami.


      A tak poza tym, idzie Święto Zmarłych. Oczywiście, jeśli już mamy konsekwentnie wyznawać teorię spisku, to musimy uznać, że wszystkie rewelacje dotyczące smoleńskiej makabry skomasowano specjalnie tuż przed tym dniem, żeby tym skuteczniej wprowadzić Polaków w ich ulubioną żałobną histerię. Ale nie chcę już dalej drążyć tego tematu, Święto Zmarłych przyszło mi do głowy z innego powodu. Otóż przy okazji tego święta warszawska kuria zabroniła wiernym halloweenowych zabaw. Stwierdziła, że to pogaństwo. „Tak jakby katolickie Święto Zmarłych nie było starym, pogańskim obrzędem” – powiedział mój kolega z pracy. Nie mogłem się z nim nie zgodzić, aczkolwiek cały problem na szczęście mnie nie dotyczy. Ja nie mam Święta Zmarłych, mam za to jutro, 31 października, Święto Reformacji. Bez wątpienia radośniejsze, chociaż w sumie trochę smutno świętuje się Reformację w kraju, w którym Reformacja się nie udała, podobnie jak Oświecenie, pozytywizm i socjalizm, a kapitalizm to nawet parę razy się nie udał. Ja jednak nie tracę nadziei. W kwestii Reformacji, oczywiście.

      www.krytykapolityczna.pl/TomaszPiatek/RuskiTuskispiski/menuid-215.html
      • kora3 Chciałam zapytać co to jest "Święto Zmarłych"? 31.10.12, 10:19
        Pana T. Piątka przede wszystkim smile - wybacz Diabollo - od dziennikarza wymagam znajomości słownictwa i pojęć, jakich używa.

        NIE MA czegosik takiego jak "ŚWIETO ZMARŁYCH" w każdym razie w PL i doprawdy dziwi mnie, że pan Piątek tak podstawowych rzeczy nie wie.

        Czy się to "panu Piątku" podoba czy nie 1 listopada jest swietem kościelnym i obchodzi się wówczas DZIEŃ WSZYSTKICH ŚWIETYCH będący wspomnieniem wspomnianych wszystkich zmarłych, którzy dostąpili wg KRK swietości , kolejny dzień czyli 2 listopada także jest wspomnieniem wszystkich zmarłych i nosi nazwę DZIEŃ ZADUSZNY, albo w skrócie ZADUSZEK.

        Nie ma w PL zadnego obowowiązku odwiedzania dowolnych swiatyń i cmentarzy w zwiazku z ww. ani tym bardzie wnoszenia modłow. Groby swoich bliskich, czy niebliskich mozna w tych dniach, jak w każdych innych zresztą odwiedzić, albo nie, przynieśc kwiaty, albo nie, zapalić znicze, albo nie - żeby jasność była.
        Ja postuluję tylko o WLASCIWE nazywanie! Jeśli pan Piątek ma z racjhi swych poglądów np. uprzedzenie do uzywania prawidłowej nazwy "Wszystkich Świętych" to mógł napisać "Zbliza się 1 listopada" i też nijakiego błędu by nie było, a on nie poczułby, ze gwałci swoje przekonaniasmile
        Niestety pisząc "Świeto Zmarłych" pogwałcił był jezyk polski i naprawdę argumentacja, że "wszyscy tak mówią" do mnie nie przemówi, bo dziennikarz to nie "wszyscy" i ciekawe, czy jesli wielu ludzi mówi "wziąść" "weznę", "po najmniejszej linii oporu", "pod rząd" i w "każdym bądź razie" to pan Piątek też tak pisze, bo w sumie czemu nie...
        --
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
        • grzespelc A co to są ci święci? 31.10.12, 12:13
          • kora3 A to jest akurat wiadomo :) 31.10.12, 13:35
            święci to wszyscy ci, których za świetych uznał KRK, albowiem jest to koscielne swieto. smile

            Swiętych tych nikt nie musi uznawać - jak wspomniałam chyba, każdy z nas moze, ale nie musi zgodnie z tradycją 1 i 2 listopada odwiedzić groby bliskich, czy znajomych czy też nieznajomych, jesli ma taką wolę ale moze to całkiem hehe bezkarnie zrobić w kazdym innym dniu roku.

            Rzecz w tym, że jesli coś jakoś się nazywa oficjalnie - to tak sie nazywasmile Istnieje takze swieto Trzech Króli (6 stycznia), które tak sie nazywa, a jak wiadomo tzreech gosci, którzy odwiedzili podobno małego Jezusa z stanji w Betlejem wcale nie byli zadnymi królami, ani w ogóle monarchami, tylko mędrcami swych nacji i wcale sie nie nazywali Kacper, Melchior i Baltazar smile

            Zrozum mnie Grzesku, że "nazewnictwo wg widzimisię" wqrza mnie szczególnie u dziennikarzy niezależnie zupełnie od tego, czego dotyczy. Wqrza mnie, gdy ktoś z branży podejrzanego nazywa oskarżonym, umorzenie śledztwa w prokuraturze nazywa uniewinnieniem, kolizję drogową nazywa wypadkiem, powinowatego krewnym itp. Uwazam takie coś za zwyczajną indolencję i niedbalstwo dziennikarskie! Szary człowiek moze tego nie wiedzieć, ale na ten przykład prawnik ma wiedzieć, a dziennikarz, jesli chce używać w swoich tekstach takich słow, też ma wiedzieć co znaczą i nie traktowac zamiennie z innymi, które znaczą coś innego.

            Podobnie wqrza mnie nazywanie przez osoby postronne np. mojego partnera "panem małzonkiem", "przyjacielem" itp. Swojego partnera natomiast ktoś moze nazywac jak chce, ale od nazywania analogicznie mojego mu wara.

            Są pewne określenia mające konkretne nazwy oficjalne i zarówno Wszystkich Świętych, jak np. podejrzany do nich nalezą . Są takie, które można nazywać nieoficjalnie jak się chce o ile nas samych dotyczą i do takich należy jak nazywamy na włąsny użytek swego partnera życiowego.
    • diabollo Dziękuję "Rzepie", wyciągnęła zawleczkę z Kaczyńsk 30.10.12, 20:07
      Dziękuję "Rzepie", wyciągnęła zawleczkę z Kaczyńskiego
      Paweł Wroński

      Wszyscy naśmiewają się z red. Cezarego Gmyza i "Rzeczpospolitej", że umieścili kuriozalny tekst o trotylu i nitroglicerynie odnalezionych we wraku Tu-154. Są złośliwcy, którzy emocjonują się wygibasami, które redakcja czyni, pisząc kolejne wersje sprostowań.

      Ja chciałbym im podziękować. To prawda, nie odpalili "bomby" w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jednak udało im się wyciągnąć zawleczkę z Jarosława Kaczyńskiego.

      Dzisiaj po tekście "Rz" prezes PiS eksplodował jak granat. Już nie było pytania, czy 10 kwietnia w Smoleńsku był zamach. Był zamach, była zbrodnia, były oskarżenia, były wezwania do dymisji rządu, premiera, zapowiedzi pociągnięcia od odpowiedzialności wszystkich, którzy byli wspólnikami lub mataczyli.

      Budowany misternie od wiosny przez świetnych specjalistów od pisowskiego PR wizerunek Jarosława Kaczyńskiego, który z dobrotliwym uśmiechem przysłuchuje się debacie naukowców o przyszłości Polski, wyleciał w powietrze niczym dom wysadzony gmyzowym trotylem. Sytuacja przypomina tę z 2010 roku, gdy w kampanii prezydenckiej słał podziękowania do braci Rosjan, mizdrzył się do komunistów, ale gdy wybory przegrał, stwierdził, że wszystko to robił na proszkach.

      Warto zapamiętać prezesa Jarosława Kaczyńskiego takim, jakim po prostu jest i pomyśleć: "Co on takiego zrobi, jeśli przypadkiem wygra wybory i zostanie premierem?" A "Rzeczpospolitą" trzeba prosić o jeszcze.


      wyborcza.pl/1,75968,12771791,Dziekuje__Rzepie___wyciagnela_zawleczke_z_Kaczynskiego.html
      • chickenshorts Re: Dziękuję "Rzepie", wyciągnęła zawleczkę z Kac 30.10.12, 21:49
        diabollo napisał:

        > Dziękuję "Rzepie", wyciągnęła zawleczkę z Kaczyńskiego
        > Paweł Wroński

        Kolejny pismak zarabiajacy na pieprxonych deklaracjach... a kush!

        > Wszyscy naśmiewają się z red. Cezarego Gmyza i "Rzeczpospolitej", że umieścili
        > kuriozalny tekst o trotylu i nitroglicerynie odnalezionych we wraku Tu-154. Są
        > złośliwcy, którzy emocjonują się wygibasami, które redakcja czyni, pisząc kolej
        > ne wersje sprostowań.
        >
        > Ja chciałbym im podziękować. To prawda, nie odpalili "bomby" w sprawie katastro
        > fy smoleńskiej. Jednak udało im się wyciągnąć zawleczkę z Jarosława Kaczyńskieg
        > o.
        >
        > Dzisiaj po tekście "Rz" prezes PiS eksplodował jak granat. Już nie było pytania
        > , czy 10 kwietnia w Smoleńsku był zamach. Był zamach, była zbrodnia, były oskar
        > żenia, były wezwania do dymisji rządu, premiera, zapowiedzi pociągnięcia od odp
        > owiedzialności wszystkich, którzy byli wspólnikami lub mataczyli.

        Och... lub... ech?....
    • diabollo PiS na wieki poza systemem 31.10.12, 08:11
      PiS na wieki poza systemem
      Mirosław Czech

      Kaczyński nie byłby sobą, gdyby nie uległ tak skonstruowanej prowokacji. Musiał obnażyć prawdziwe oblicze. Jednak nie było spisku, ale dziennikarska megafuszerka

      Chroń nas, Panie, od przyjaciół, bo z wrogami poradzimy sobie sami. Taką maksymę mógłby powtarzać Jarosław Kaczyński po skandalu, jakim było opublikowanie przez "Rzeczpospolitą" "sensacji" o śladach trotylu i nitrogliceryny na wraku Tu-154. Mógłby, gdyby w sprawach katastrofy smoleńskiej kierował się nie emocjami, które zaciemniają umysł, ale elementarnym rozumowaniem. Gdyby przebywał w innym świecie niż stworzony przez Antoniego Macierewicza - pełnym spisków, ukrytych mocy, które pociągają za sznurki i czyhają na życie tych, którzy myślą inaczej niż oni.

      Prezes PiS jednak jest, jaki jest. I nic go już nie zmieni. Na podstawie lipnej, jak wyszło po paru godzinach, informacji prasowej chciał zatrząść państwem. Zwołać specjalne posiedzenie Sejmu, odwołać premiera i rząd. Wstrząśnięta Polska miała wreszcie zrozumieć prawdę, że w Smoleńsku doszło do zamachu. "Dokonała się zbrodnia niesłychana, bo zamordowano 96 osób, w tym prezydenta Polski" - mógł wreszcie otwarcie i bez żadnych zahamowań wyznać Kaczyński.

      Gdybym wierzył w spiski, powiedziałbym, że koledzy z "Rzeczpospolitej" nieźle to sobie wymyślili. Kilka dni po konferencji na Uniwersytecie im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego jeden z redaktorów przeprosił, że zaprzeczał teorii zamachu. Prezes PiS wytężył wzrok i słuch, bo na głosy mediów jest wyczulony. Wczoraj walnęli z najgrubszej rury. Wykrycie śladów materiałów wybuchowych na wraku wywróciłoby dotychczasowe ustalenia w sprawie katastrofy, uwiarygodniając teorię zamachu.

      Kaczyński nie byłby sobą, gdyby nie uległ tak skonstruowanej prowokacji. Musiał obnażyć prawdziwe oblicze.

      Jednak nie było spisku, ale dziennikarska megafuszerka. Prezes PiS pokazał, że wobec tak łatwego do wykrycia bubla nie jest w stanie zachowywać się racjonalnie. Wystarczy uderzyć w jego czuły punkt, by stracił zdolność do rozpoznawania rzeczywistości. Wiemy to my; wiedzą i za granicą. Gdyby więc Kaczyński miał dojść do władzy, obce służby bawiłyby się nim jak niemowlęciem. Tu przeciek, tam sensacja. A on goniłby za zającem, kompromitując siebie i Polskę przy okazji.

      Politycznie PiS poniósł ogromne straty. Budowana od trzech miesięcy strategia odpowiedzialnej siły, która gotowa jest przejąć władzę, właśnie legła w gruzach. Choćby prezes tej partii zaklinał się, że interesują go wyłącznie finanse państwa, bezrobocie i problemy ochrony zdrowia - z definicji nie należy mu wierzyć.

      PiS upewnił nas, że jest partią pozasystemową. Na mocniejszych nawet niż do tej pory przesłankach. Dla osiągnięcia celu, jakim jest rozliczenie winnych za "zamach" w Smoleńsku, gotowy jest wywrócić Polskę do góry nogami. Powinnością pozostałych partii jest uczynić wszystko, by uniemożliwić jego powrót do władzy. PiS na długie lata nie powinien mieć z kim zrobić koalicji.

      PS Nie tylko Kaczyński uległ "prowokacji" "Rzeczpospolitej". Nawet Janusz Palikot zaczął mówić o konieczności powołania międzynarodowej komisji śledczej i "kłamstwach" premiera Donalda Tuska. Polityka polska musi bardzo uważać. Wystarczy medialna "sensacja", by najważniejsi politycy pogrążyli się w odmętach absurdu, z których wyjść jest bardzo trudno.

      wyborcza.pl/1,75968,12772161,PiS_na_wieki_poza_systemem.html
      • kora3 Naiwność pana M. Czecha Diabollo 31.10.12, 10:37
        jest porównywalna do stopnia oszołomienia J. Kaczyńskiego. Tylko bowiem osoba po niemowlęcemu wręcz (bo nie chce dzieci w wieku przedszkolnym obrazićsmile) naiwna albo z przeproszeniem idiota moze mieć przekonanie, że historia z "Rzepą" i trotylem wyautuje PiS smile

        No , można by jeszcze wybaczyć komuś niezainteresowanemu polityką polską i mającemu słąby z wyboru, albo konieczności wgląd w polskie realia społeczno-polityczne. Zakładam, ze pan Czech ma taki wgląd, skoro wziął się za pisanie na ten temat.

        A skoro ma, to poiwnien dawno pojąć, że istnieje w PL wcale nie mała grupa oszołomów, dla których zupełnie nie ma znaczenia jak bardzo i w jaki sposób zbłaźni się Jarosław K. smile
        Niezależnie od tego co zrobi i powie bedzie nadal dla nich najswietszym wodzem i samotnie walczącym o "prawdę o zamachu smoleńskim". Trzeba być ocieżałym umysłowo, albo odcietym od informacji, żeby tego nie pojąć - jest to dokładnie ten sam mechanizm, który działa u wyznawców Rydzyka - teraz wierza, że biskup się schlał, siadł za kółko i staranował latarnię, bo dał w gaz z rozpaczy z powodu "nagonki" na KRK w PL, a najpewniej to za tym stały służby specjalne chcące skompromitować kler. Oficjalne oświadczenie wspomnianego biskupa, czyli FAKT, nie ma tu znaczenia. Oswiadczył, co mu kazali - proste, inaczej czekałaby go kula w potylicę, albo "samobójstwo", albo ":nieszczesliwy wypadek" i tak samo "oświadczył" o pomyłce reaktor Wróblewski, ale Jarosław jest niezłomny, pomaga mu Macierewicz i ukaza prawdę, bo mają swoje źródłą i badaniasmile Pan Czech forów widać nie czyta i dlatego naiwnie uważa, ze jesli ktoś wyplata takie głupoty, to przecież nikt go nie bedzie słuchał, a tym bardziej brał powaznie... No to powiem Ci z przykroscią - pan Czech sie bardzo, ale to bardzo niestety MYLI
        • diabollo Re: Naiwność pana M. Czecha Diabollo 31.10.12, 19:57
          Przepiękna Koro,

          Masz absolutną rację polityczną, choć rozumię racje pana Czecha, który ma rację moralną...

          Po pierwsze i raz na zawsze ustalmy, że pan Kaczyński żadnym "oszołomem" nie jest.
          To bardzo inteligentny facet, bynajmniej nie-oszołomiony, choć napewno pozbawiony najmniejszych zasad etycznych (jak to zwykle u deklarujących wiarę w kato-zabobon).

          Pan Kaczyński napewno takim kretynem nie jest, aby wierzyć w tusko-putino-zamach.

          Jak już to ustalimy, to się okaże, że owych "oszołomów" w życiu publicznym tak wielu nie ma; jest natomiast wielu skurwieli, którzy "ciemny lud, który kupi wszystko" zamierzają okłamywać do największej bzdury, aby odnieść polityczne profity.

          Pogrywanie niektórymi wdowami smoleńskimi, dla których płytkie ego nie dopuszcza myśli, że mąż zginął bez sensu w zwykłym wypadku komunikacyjnym, jest brzydkie, choć PISSda to robi, bo uważa, że to skurwysyństwo jest... skuteczne

          Teraz pytanie do polskiego społeczeństwa, co do którego od słynnego wypadku lansuję tezę, że ne jest takie głupie na jakie wygląda: co polskie społeczeństwo na taki cynizm?

          Zobaczymy.

          Kłaniam się nisko.
          • kora3 Diabollo, ja napisałąm o faktach 31.10.12, 22:15
            a pn Czech o moralności i nadziejach. Zobaczymy kto ma rację smile
    • diabollo Re: Ruski, Tuski, spiski 31.10.12, 08:16
      www.polityka.pl/kraj/opinie/1531983,1,smolenskie-klamstwo-rosnie.read
      • grzespelc Re: Ruski, Tuski, spiski 31.10.12, 14:07
        To kolejna kompromitacja Rzepy, która od dawna nie jest poważnym dziennikiem, a cała historia świadczy głównie o kondycji polskiego dziennikarstwa. Rzepa nieuchronnie zmierza do upadku, a ten cały lud smoleński coraz bardziej się ośmiesza i nie ma sensu w ogóle traktować poważnie tej histerii.

        "You can fool some people some time, but you can't fool all the people all the time"
        Bob Marley
    • uff.o Re: Ruski, Tuski, spiski 31.10.12, 21:49
      ciekawe wrzucenie nowego biegu, w tej kołomyji. Ja stawiam tezę że po śmierci świętej pary prezydenckiej, Jaro z naczelnego Kanara tego trupiego ugrupowania stał się naczelnym Katem i Sędzią całego narodu. Kto był jest i będzie zawsze winny wszelkiemu złu? Każdy oprócz Boga miłosiernego. A lud grzeszny ma cierpieć. Jaro jako urodzony władca pierścienia, któremu Bóg sam i Matka Natura odebrali berło i koronę, reaguje nienawiścią i sprawiedliwą pomstą na Życiu. I pewnie nie da on narodowi spokoju, tylko będzie go sobą publicznie zamęczał, aż stanie się męczennikiem, jak brat jego, spoczywając w małzoleum upiorów wawelskich, albo zamęczając na śmierć naród cały. Innymi słowy, ktoś kiedyś podłoży mu pod dupę trotyl świeży, i trzeba będzie zbierać na tacę. Albo naród w szał świętego Wita wpadnie. W każdym razie jego żądza mściwości i samodestrukcyjność nie pozwala narodowi wykształcić jakiejś trwałej zdroworozsądkowej postawy.


      • uff.o Re: Ruski, Tuski, spiski 01.11.12, 00:48
        ale, skoro o sPISkach mowa, to można również wysnuć tezę iż służby pewne pod wpływem sił politycznych status quo, znając czuły punkcik PISkaczy, z powodu ostatnich zwyżkowych notowań kaczora pod wpływem 'zmiany' wizerunku, podpaliły mały symboliczny Reichstag, czyli zrobiły pewien manewr prowokacyjno-kosmetyczny, po czym odczekały chwilkę aż się wizerunek gospodarczy PIS-u rozsypie jak domek z piasku, a na tym tle płowiejące PO zaświeci jak zbawienna normalność. Takie przeciąganie liny, utrzymujące prawicę u władzy. Dobrze spostrzegł to stary wyga i czynik, Miller, iż Tusk kiedy mówi o Kaczorze, to używa zwrotu: Don 'Lider' Opozycji. A społeczeństwo trzyma się w szachu, między dwoma widmami, czerwonej lub czarnej opresji. I wszystko byłoby OK, mniej więcej, gdyby tylko nie ta stojąca woda zakorzeniającej się coraz bardziej w tkankę społeczną pasożytniczej biznesowej nowo-szlachty.
    • diabollo Trotyl, nitrogliceryna i różne pyszności 01.11.12, 17:01
      Trotyl, nitrogliceryna i różne pyszności
      pan Orliński

      Dla bliższego zrozumienia afery trotylowej proponuję przypomnieć sobie artykuł Cezarego Gmyza „Internet mógł się narodzić w PRL” sprzed 3 lat.
      Ten tekst pokazał, że Gmyz jest osobą, która zabiera się za opisywanie historii łączności cyfrowej, choć nie zna pojęcia „dalekopisu” (w artykule była hilaryczna wzmianka o tajemniczym urządzeniu zwanym „teletype”, będącym „rodzajem elektrycznej maszyny do pisania”wink.
      Z tego tekstu można było odgadnąć okoliczności, w jakich powstał. Jakiś stary ubek przechwalał się Gmyzowi baśniami o niebywale ważnym projekcie w swoim dorobku, a Gmyz we wszystko uwierzył, bo po prostu nie umiał tych baśni zweryfikować w świetle stanu techniki (nie wiedział nawet, że Internet narodził się w USA dekadę wcześniej, więc nie mógł się w PRL rodzić po raz drugi).
      I pewnie w podobnych okolicznościach powstała się bomba nitroglicerynowo-trotylowa. Ja w to nie wątpię, że Gmyz miał jakieś „źródła”. Możliwe, że nawet cztery, czemu nie.
      Tylko że cały ten pseudonaukowy bełkot o „zagęszczonych jonizowanych cząstkach wysokoenergetycznych” pokazuje, że całe to towarzystwo to kwiat chumanistyki polskiej.
      Lem kiedyś podał jej definicję jako „ludzi dumnych z tego, że nie rozumieją, dlaczego prąd płynie dwoma kablami, a nie jednym”. Podobnie dumni są z tego, że nie wiedzą, co to jest - powiedzmy - „masa molowa”.
      Najbardziej prawdopodobny scenariusz wygląda moim zdaniem tak, że mamy tu do czynienia z chumanistycznym głuchym telefonem. Informator Gmyza (np. ktoś z prokuratury) usłyszał od techników przeprowadzających analizy coś, czego sam nie zrozumiał, po czym przekazał to Gmyzowi, w którego uszach zrobiła się z tego zjonizowana wysokoenergetyczna maszyna do pisania.
      I pognał pisać. W redakcji nie mieli nikogo, kto by to sprawdził, no bo kogo w redakcji „Rzeczpospolitej” podejrzewalibyśmy o rozumienie chemii na poziomie szkoły średniej. Talagę? Wróblewskiego? Zarembę? Wildsteina? Może kogoś ze sportu?
      To charakterystyczne, że kiedy już do nich dotarło, jak bardzo się wygłupili, zrobili ucieczkę do przodu - dalej brnąc w chumanistykę. „Trotylu nie znaleziono, ale znaleziono materiały, które mogły wchodzić w skład trotylu” - oświadczył Wróblewski, najwyraźniej nieświadomy, że trotyl składa się wyłącznie z trotylu. To nie jest mieszanka, to związek chemiczny (ciekawe swoją drogą, czy ktoś w „Rzeczpospolitej” rozumie różnicę).
      Z paranaukowego bełkotu Gmyza i Wróblewskiego trudno odgadnąć, jak właściwie wyglądała pierwotna informacja o podejrzanych wskazaniach. Ciągłe wzmianki o jonach (które Macierewicz nawet umie „zagęszczać”! szacun, zią!) sugerują, że może chodzić o spektrometrię mas, w której substancje oddziela się według masy molekularnej (ściślej rzecz biorąc, stosunku m/q).
      Oczywiście, substancji mających masę molekularną zbliżoną do trotylu jest wiele. Podejrzewam jednak, że tu nigdy nie chodziło o trotyl. Tak se po prostu Gmyz chlapnął, no bo trotyl, semtex, co za różnica.
      Niespecjalnie się interesuję chemicznymi badaniami katastrofy, bo one niczego nie mogą rozstrzygnąć. Sam, gdybym planował taki zamach, skonstruowałbym bombę z czegoś, co nie zostawi nienaturalnych śladów (na przykład z węglowodorów). Brak śladów niczego więc nie rozstrzygnie.
      Z wypowiedzi prawicowych publicystów, blogerów i polityków wynika, że wyobrażają sobie chemię analityczną jak w CSI. Wkładamy próbkę do Maszyny Robiącej Ping i ona nam wszystko sama wykrywa.
      To nigdy nie jest takie proste. W zależności od tego, co dokładnie chcemy wykryć lub oznaczyć (to nie to samo - analiza jakościowa i analiza ilościowa to już dwa różne zagadnienia), jaka dokładność nas interesuje, z czym mamy do czynienia (gaz? ciało stałe? organiczne czy mineralne?), trzeba stosować różne techniki, z których każda ma swoje zalety i ograniczenia.
      Wyniki powinna opracywować osoba, która jest świadoma tych ograniczeń. Prawdopodobnie ktoś, kto ich nie rozumiał, przekazał przeciek o „zagęszczonych energetycznych jonach” Gmyzowi. Ten zaś nie zniżył się do konsultowania z kimś, kto ma jakąś wiedzę o chemii, od razu pognał publikować niusa.
      Wierzę mu, gdy mówi, że ufa swoim źródłom. Nie podejrzewam go o kłamstwo. Zaobserwowałem jednak, że potrafi napisać tekst o historii sieci komputerowych bez znajomości pojęcia „dalekopisu”. Teraz zaś napisał tekst o chemii nie rozumiejąc pojęcia „molekuły”. Stąd całe zamieszanie.

      wo.blox.pl/2012/10/Trotyl-nitrogliceryna-i-rozne-pysznosci.html
      • uff.o Re: Trotyl, nitrogliceryna i różne pyszności 01.11.12, 19:46
        ha,ha, ha, no, tak, łapserdaki gazetowe łatwo podpuszczać w dzisiejszych czasach, bo bardziej są łase na skandaliki i sensacje, niż na obyczajne szukanie prawdy, a już gazetowiec z Rzepy nadgorliwie patriotyczny, obłąkany 'poszukiwacz' prawdy wymaganej odgórnie, tym bardziej, pewnie ma zresztą wielu węszycieli, w niższych szczeblach służb. Zatem podać taką wieść trytolową niby przypadkiem jako rozmowę podsłyszaną, etc., pewnie nie trudno. Wszak wieść taka to jak drugie nadejście Chrystusa. Posłuszna Gza w trąbe jerychońską zadęła cnotliwie, jak Dekalog nakazał, acz kompletnie bezrefleksyjnie, a PO bez rozpętywania namiętnej kampanii wzmacniającej oblicze, zgarnęla punkciki sondażowe jak się patrzy w pół dzionka (Ale to i tak nie zmienia postaci rzeczy, w moim mniemaniu, iż najprawdopodobniej hydra ta dwugłowa. Świadomie, podświadomie i nieświadomie. Rodzina. A biblia przed rodziną przestrzega, iż jest wrogiem człowieczeństwa.Tudzież przestrzegał przed nią pan prorok Ch. ) Piskacze tak buzują teoriami sPiskowymi że aż im te spiski z oczu i uszu tryskają jak ogień i para z uszu i nozdrzy Bożka Wulkana, którego orgia wścieklizny zawistnej rozsadzała gdy żonka jego, piękna Wenuska z Baronem Munchausenem tańcowała i swawoliła między gwiazdkami i obłokami, bez ograniczeń małżeńskich czy in-vitrualnych.
        Super, nie potrafili wycofać się, bo im obnażona pycha balonowa nie pozwoliła. Tak są nadymani Posiadaniem Prawdy Wiecznej Jedynej, niezmiennej i niezłomnej (choć ułomnej) iż jedynym wyjściem z sytuacji, ażeby zamaskować powstałą dziurę w odbycie, którą nagle na świat pokazali, było ogłoszenie że oni wiedzą ale nie powiedzą skąd wiedzą. Ale wiedzą bardzo dobrze. Stąd wniosek iż musieli połknąć 'pierwotną informację' i teraz pierdzą nią na wszystkie strony świata, nie mogąc jej ani strawić ani przyswoić, ani wydalić jako jakiś święty bytek poczęty. A najpiękniejsze miny podczas konferencji robił siedzący obok kaczora, jak cień, marszałek stu-oki MacMacierwicz von Alfons z lokalnego Psychiatryka.
        Czasem mam wrażenie że te PISkacze to projekcja wymiotów wszystkich polskich pijaczków, skumulowanych w upudrowanej człekokopodobnej formie.

    • diabollo Re: Ruski, Tuski, spiski 01.11.12, 19:04
      Osoby rozpowszechniające teorie spiskowe to nie zagubieni w rzeczywistości paranoicy. To całkiem zdrowi, wręcz wyrachowani ludzie, którzy dzięki intrygom pragną dojść do władzy.

      całość:

      www.polityka.pl/psychologia/okiemeksperta/1531989,1,spiskowe-teorie-katastrofy-smolenskiej.read
Inne wątki na temat:
Pełna wersja