diabollo
09.01.13, 19:21
Prof. Modzelewski: Dobrze wiem, co to jest konwejer
Sędzia Tuleya miał dość odwagi i zawodowej odpowiedzialności, by podnieść alarm. Kto go ucisza, działa na naszą wspólną szkodę.
Sędzia Igor Tuleya, uzasadniając wyrok w sprawie doktora G., zapowiedział zawiadomienie prokuratury o możliwości naruszenia prawa przez CBA podczas śledztwa.
Wśród tych bezprawnych poczynań sędzia wymienił wielogodzinne nocne przesłuchania współoskarżonych i świadków. Sędzia ośmielił się porównać tę praktykę do podobnego sposobu wymuszania pożądanych zeznań, który stosowano w czasach stalinowskich i określano wówczas zapożyczonym przez Urząd Bezpieczeństwa od radzieckich kolegów po fachu terminem "konwejer". W przekładzie na polski termin ten oznacza "taśmę montażową". Jest to oczywiście określenie żartobliwe, podobnie jak późniejsza "ścieżka zdrowia".
Porównanie do praktyk stalinowskich wywołało falę oburzenia ze strony polityków związanych z obozem sprawującym władzę w czasie operacji przeciwko doktorowi G., a także dystyngowane zakłopotanie polityków związanych z obozem obecnie rządzącym. Piszę te słowa pod świeżym i silnym wrażeniem wypowiedzi europosła Jacka Kurskiego i b. marszałka Sejmu Marka Jurka na antenie TVN 24. Marek Jurek podkreślił z naciskiem, że stalinowska PRL była państwem pozbawionym suwerenności, podczas gdy CBA i ABW są służbami specjalnymi niepodległej Polski, więc ich metod śledczych nie wolno porównywać z tym, co robiła bezpieka.
Myśl byłego marszałka nie jest dla mnie całkiem jasna. Czy chodzi mu o to, że stalinowski "konwejer" był niegodziwy, bo służył władzy, która niewoliła naród polski w interesie obcego mocarstwa, podczas gdy podobna technika przesłuchań w rękach służb specjalnych Polski niepodległej jest godziwa, bo służy naszym narodowym celom? Czy może chodzi o to, że niedopuszczalne jest porównywanie metod śledczych stosowanych w różnych ustrojach?
Ale sędzia nie zajmował się kontekstem ustrojowym ani geopolityką. Zwrócił tylko uwagę, że podobnej techniki wymuszania zeznań nie stosowano u nas od czasów stalinowskich. To prawda. Dlaczego więc nazwanie jej po imieniu tak bulwersuje nasz polityczny establishment?
Dziennikarz telewizyjny prowadzący obie te rozmowy (należał do kategorii zakłopotanych, a nie oburzonych) wyraził pogląd, że pozbawianie snu to jednak nie to samo co tortury. Rozumiem, że dziennikarz nie był pozbawiany, więc może nie wiedzieć. O ile wiem, Marek Jurek też nie ma za sobą więziennych doświadczeń, no i bardzo dobrze. Nie zamierzam umniejszać jego niewątpliwych zasług w walce z komunistyczną dyktaturą, podobnie jak zasług Jacka Kurskiego, ale służę im i innym politykom oburzonym na sędziego Tuleyę własnym doświadczeniem. Nie jestem od panów polityków odważniejszy, tylko starszy, i więcej widziałem, więc niech posłuchają.
W więzieniach Polski Ludowej spędziłem łącznie osiem i pół roku. W pawilonie III Aresztu Śledczego Warszawa-Mokotów byłem przesłuchiwany w latach 1965, 1968-69 i 1982-84. Stosowano tam rozmaite metody nacisku psychicznego i manipulacji śledczej, ale nikt mnie i moich współoskarżonych nie bił ani nie torturował. Raz tylko, bodaj w 1968 r., major Stefan Bogal ze Służby Bezpieczeństwa przetrzymał mnie w pokoju przesłuchań do godziny 22.30 (cisza nocna obowiązywała od godz. 21). Nie miałem oczywiście zegarka, ale na przegubie śledczego zauważyłem, która jest godzina, i zapytałem, czy zamierza stosować wobec mnie konwejer. Major bardzo się stropił, zaczął się tłumaczyć i zawołał strażnika, żeby mnie sprowadził do celi. Nie jestem dobrego zdania o Stefanie Bogalu, ale on przynajmniej wiedział, że nie wolno przesłuchiwać w nocy.
CDN...