diabollo
16.06.13, 11:12
Arkadiusz Pacholski*
Chata wuja chama
Sarmacka pogarda dla chłopów ocierała się o rasizm
Wśród wielu Polaków, zwłaszcza tych, których serce bije po prawej stronie, sarmatyzm uchodzi za esencję polskości. Niektórzy wciąż próbują na jego fundamencie budować światopoglądową, a niekiedy nawet polityczną tożsamość, nie przejmując się zbytnio tym, że zwłaszcza to ostatnie ociera się dziś o śmieszność. Nic dziwnego, że członkowie tych środowisk konsekwentnie idealizują sarmatyzm; jedni być może nieświadomie, bez udziału złej woli, przez najzwyklejszą ignorancję, inni - z całkowitą premedytacją.
Sarmatyzm nie był przypadkowym zlepkiem barokowych prądów artystycznych, kontrreformacyjnego katolicyzmu i egzotycznej mody, które wiatry epoki okręciły wokół husarskich skrzydeł i mimochodem uformowały w oryginalną kompozycję. Pod jego barwną niczym perski kobierzec warstwą zewnętrzną kryło się twarde i ciemne jądro, zatrute źródło, z którego wytrysnął. Była nim mająca posmak rasizmu jadowita antychłopska ideologia - tym osobliwsza i obrzydliwsza, że wymierzona we współplemieńców. Po prostu panowie szlachta musieli jakoś wytłumaczyć swoim poddanym, dlaczego sobie przyznają absolutną wolność, a jednocześnie ich obracają w robocze bydło.
Gdy chłosta przestaje wystarczać
Ponieważ początki niewolnictwa starożytnego gubiły się w mrokach dziejów, powszechnie uważano je za zjawisko naturalne i nie wyobrażano sobie bez niego życia. Grecki lub rzymski niewolnik cierpiał z powodu swojego położenia, ale nie przychodziło mu do głowy kwestionowanie samej instytucji niewolnictwa. Tym bardziej że ówczesne niewolnictwo na ogół nie odzierało całkowicie niewolnika z jego człowieczeństwa, a ponadto - dzięki instytucji wyzwolenia - dawało mu realną nadzieję na tegoż człowieczeństwa odzyskanie.
Z drugiej strony także właścicielowi niewolników posiadanie drugiego człowieka na własność nie przysparzało rozterek moralnych.
W związku z tym starożytne niewolnictwo nie potrzebowało sankcji żadnej ideologii.
Co innego niewolnictwo nowożytne. Tworzono je praktycznie od podstaw, w krajach i społeczeństwach, które wcześniej niewolnictwa nie znały, a jeśli nawet - to nie w takiej formie i na taką skalę. Nastręczało to wiele różnorodnych trudności. Afrykańscy Murzyni przed porwaniem i sprzedaniem handlarzom niewolników byli ludźmi wolnymi, więc nową sytuację widzieli jako bezprawie. Także polscy chłopi, którzy w monarchii piastowskiej cieszyli się osobistą wolnością, nie chcieli się godzić na oddanie ich w niewolę szlachcie, mimo że dokonało się to na drodze legalnych przywilejów - najpierw nadawanych przez króla, później uchwalanych przez sejmy.
W tej sytuacji środki przymusu bezpośredniego, nawet najbardziej brutalne, wydawały się panom niewystarczające do utrzymania posłuchu. Liczba nowożytnych niewolników przewyższała przecież wielokrotnie liczbę panów. W angielskich i portugalskich koloniach przewaga ta występowała wprawdzie jedynie na samych plantacjach, ale w Rzeczypospolitej stanowili już oni zdecydowaną większość społeczeństwa. Amerykańscy plantatorzy i nasi panowie bracia wymyślili zatem nowe narzędzie nacisku - ideologię.
Zgódźmy się, że plantatorzy z Nowego Świata mieli pod tym względem zadanie dość łatwe. Nie dość, że ich niewolnicy pochodzili z afrykańskich plemiennych księstewek o znacznie niższym od europejskiego poziomie cywilizacyjnym (barbarzyńcy!), nie dość, że chodzili prawie nago (dzicy!), to na dodatek mieli czarną skórę (małpy!). Wniosek, że Murzyni muszą w takim razie należeć do gorszego, niższego gatunku człowieka - o ile w ogóle są ludźmi - nasuwał się plantatorom sam.
Polski szlachcic miał większy kłopot. Wprawdzie chłopi od dawna tworzyli oddzielny stan, ale należeli do tego samego szczepu, mówili tą samą mową. Jeszcze XV-wieczny rycerz nie wątpił, że polskie rycerstwo i chłopstwo pochodzą od tego samego lechickiego protoplasty i tworzą jeden lud. Legenda wywodząca szlachtę od starożytnych Sarmatów, puszczona w obieg przez Długosza i powtarzana co jakiś czas przez kolejnych kronikarzy, przez sto lat pełniła zatem wyłącznie funkcję strusiego pióra przypiętego do szyszaka i nie miała żadnych skutków społecznych. Jej zawrotna kariera zaczęła się dopiero w drugiej połowie XVI wieku. Dlaczego akurat wtedy?
Pacholski o nadwiślańskim niewolnictwie: ''Jak Polak zhańbił Polaka''
www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=xFcCWi0sA5Y
Panowie i chamy
Za Zygmunta Starego szlachta zdobyła całkowitą władzę nad chłopami i zaczęła szybko dopełniać zamiany ich statusu z feudalnych poddanych w folwarcznych niewolników. W efekcie w ciągu kilku pokoleń chłop popadł w chroniczną i przekazywaną swojemu potomstwu nędzę. Nic dziwnego, że uważał, iż dzieje mu się krzywda. Dla panów - powiadał - złota wolność, a dla nas kajdany? Dlaczego?
Ano dlatego - mogła teraz odpowiedzieć szlachta - że my i wy wcale nie pochodzimy od wspólnego przodka. Szczerze mówiąc, nie mamy ze sobą nic a nic wspólnego. Wy, chłopi, jesteście tutejszym nieokrzesanym ludem, a my, szlachta - potomkami dzielnych Sarmatów, którzy przed wiekami najechali waszą ziemię, pokonali was i uczynili swoimi poddanymi. Jest logiczne, że skoro daliście się pokonać i zgodziliście się nam służyć, to znaczy, że jesteście słabi i bez honoru. Nie zasługujecie na los lepszy od tego, jaki was spotyka pod naszymi rządami.
Panowie bracia po prostu wykreślili polskich chłopów z liczącej sześć wieków wspólnoty etnicznej. Trzeba przyznać, że działali z iście kawalerską fantazją - na wyrzucenie za burtę narodowej nawy 70 proc. ludności nie pozwoliły sobie nawet XX-wieczne totalitaryzmy. Ale na tym nie koniec. Obwoławszy chłopów chamami, szlachta nadała wszystkim warstwom społeczeństwa charakter zamknięty, dziedziczny. Od tej pory mieszkańcy Rzeczypospolitej dzielili się na odseparowane kasty: szlachecką, mieszczańską i chłopską. Pełnię praw obywatelskich, jak wiadomo, miała tylko ta pierwsza. Ona też zagarnęła lwią część narodowego bogactwa.
CDN...