Dodaj do ulubionych

Dyskretny urok młodej ekonomii

18.06.13, 21:38
Hanna Gill-Piątek

„Kiedy pensja minimalna pracownika jest wyższa niż wartość jego pracy dla firmy, to zapewne zostanie on zwolniony. A może mógłby wciąż pracować, tyle że za mniej – wyjaśniała Julia, wyróżniona w konkursie Młody Ekonomista zorganizowanym przez Towarzystwo Ekonomistów Polskich. – Płaca minimalna to jedna z głównych przyczyn bezrobocia w tym kraju”.

Mijały lata. Julia wychodziła codziennie ze swojej pracy w call-center, gdzie po zniesieniu dolnej granicy zarobków dostawała 645 zł miesięcznie. Brutto. Oczywiście jeśli koniunktura była dobra. Na nic zdała się nagroda Instytutu Hartmana za projekt demontażu publicznej edukacji. Honorowy dyplom Collegium Balceroviczas, który przyznano jej za śmiały postulat delegalizacji związków zawodowych, smętnie wisiał na ścianie nad dziecinnym łóżeczkiem obok portretu Jana Pawła II. Wszystkie jej wspaniałe sny z młodości wdrożono, choć nie dostała za to ani grosza. Taki był regulamin studenckich konkursów. Za to Polska była wreszcie krajem prawdziwie wolnego rynku, z czego najbardziej cieszył się jej najstarszy syn. „Kiedy skończę 12 lat, mamo, założę własny start-up, a potem sprzedamy go i będziemy milionerami” – marzył nad owsianką, wybierając się do pracy przy sprzątaniu supermarketu. W te dni, kiedy agencja zatrudniała go na jednodniowe zlecenie, był zawsze w dobrym humorze.

Utalentowani koledzy Julii, którzy zbierali laury w tych samych konkursach, dawno porobili już życiowe kariery. Jeden z nich, Przemek, był nawet kasjerem w bankowym okienku. Wszyscy mu zazdrościli, że wewnętrzny regulamin banku zabrania pracy ponad 12 godzin. Oczywiście pracy z klientami, bo zaraz po niej musiał wypełnić jeszcze stosowne formularze, ale to już robił z wdzięczności, bezpłatnie. Inny kolega, Adam, po studiach za granicą spróbował sił we własnej firmie. Dawno temu, siedząc po nocach na Wykopie, razem z Julią lobbowali za likwidacją Sanepidu i Państwowej Inspekcji Pracy. To były piękne czasy. Plan się powiódł i dzięki temu Adam podbijał teraz branżę spożywczą produktem „Kiełbaski Dibblera”. Dzięki ścisłej współpracy z prywatnymi schroniskami dla zwierząt zawartość mięsa w jego hicie rynkowym mogła utrzymywać się na stałym poziomie dziewięciu procent.

Tylko Kuba wymiękł. Ale on był zawsze jakiś dziwny. Miał wielkie plany i właściwie pewną posadę w firmie odzieżowej rodziców. Zawsze umiał najwierniej powtórzyć wszystkie prawdy, które światli profesorowie przekazywali mu na studiach. Trzeba przyznać, że w konkursie recytatorskim „Gazety Wyborczej” pod tytułem „Młodzi ekonomiści wyjaśniają”, był bezkonkurencyjny. Prawie nie patrząc na prompter, doskonale zaprezentował krzywą Laffera. Ta nowinka ekonomiczna z czasów Reagana była po czterdziestu latach wspaniałym odkryciem dla polskiej gospodarki. Oto dzięki niej znaleziono deregulacyjny klucz do potęgi Stanów Zjednoczonych, rosnącej nieprzerwanie bez żadnego kryzysu aż do dzisiaj. Bo na pewno nie można nazwać kryzysami tych kilku drobnych potknięć na Wall Street w 2007 roku.

Jednak Kuba zmienił się nie do poznania, kiedy tata wysłał go na negocjacje handlowe do Bangladeszu. Po powrocie posmutniał i zaczął przebąkiwać coś o prawach pracowniczych. Dwa lata później był już cieniem ambitnego człowieka, którego znali koledzy. Zaczął obracać się w środowisku zwykłych ludzi, którzy nie kończyli elitarnych szkół i nie mieszkali w grodzonych osiedlach. Julia myślała, że zwariował. Ale prawda okazała się o wiele gorsza. Po pomyślnej deregulacji rynku śmieciowego Kubę nakryto na próbie zatrzymania wywozu odpadków do niczyjego lasu i aresztowano na wiele miesięcy. Tylko dyskretna interwencja rodziców uratowała go przed więzieniem. To nie pomogło i Kuba znów popadł w kłopoty. Teraz Julia wiedziała o nim tyle, że siedzi gdzieś w Norwegii i przez internet zatruwa umysły niebezpiecznym lewactwem rujnującym wolną konkurencję. Naprawdę go szkoda.

Nie miała jednak pretensji do nikogo. W końcu na najlepszych wydziałach ekonomicznych nauczono ją, że wszystko zależy tylko od niej. Że ma takie same szanse jak koledzy. Nawet jeśli nagle rodzina odwróciła się od niej, bo pierwsze dziecko urodziło się osiem, a nie dziewięć miesięcy po hucznym kościelnym ślubie. Oczywiście niemożliwe było sklejenie końca z końcem, ale to przecież były przejściowe kłopoty. Na szczęście żaden dochód nie był już obciążony składką emerytalną i Julia dostawała na rękę wszystko, czego nie zabierał niski podatek liniowy. A pensja synka prawie starczała na jego wyżywienie.

Oglądam na stronie „Gazety” filmy, w których dwudziestokilkuletni ekonomiści radzą Polsce, jak bardzo jeszcze należy obniżyć podatki i jakie ograniczenia znieść, aby nasza gospodarka rozwijała się jeszcze lepiej. I niby słucham młodych, a słyszę starych. Oczywiście każda prawda i każdy fałsz brzmią o wiele lepiej w ładnych ustach życiowych debiutantów. Obojętnie, czy włoży się w nie cytaty ze Stalina, czy z Chicago Boys. Wie o tym każdy propagandzista.

Patrzę na nich, wykształconych, nagrodzonych i uśmiechniętych. Wiem, że mam przed sobą pierwsze pokolenie wychowane w szkole, w której z różnych powodów przyszłe elity nigdy nie spotkały się z rówieśnikami, o których losach w przyszłości będą decydować. I to przez cały okres edukacji. Prawdopodobnie ludzie ci w ogóle nie mają pojęcia o życiu tak zwanych zwykłych ludzi w Łodzi, Wałbrzychu czy Sejnach, ponieważ nie zetknęli się z żadną kompetentną informacją na ich temat. Za to tresowano ich do powtarzania na egzaminach frazesów sprzed czterdziestu lat, dzięki którym obecnie świat wygląda tak, jak wygląda.

Ale większym zmartwieniem jest dla mnie to, że to oni będą w przyszłości podejmować za nas decyzje. Adaś, Przemek czy Julka staną się prezesami, ministrami, wysokimi komisarzami. I wtedy dadzą nam porządnie popalić, bo szklana ściana oddzielająca ich od nas będzie jeszcze grubsza. Ekonomię, której naucza się młodych ludzi, uważamy za dziedzinę naukową opartą na zbadanych mechanizmach. Problem w tym, że szkół ekonomii jest tak naprawdę kilka, a u nas naucza się wyłącznie tej jednej, neoliberalnej. To tak, jakby na politechnikach lekceważono część praw fizyki. Lub jakby lekarzy uczyć wyłącznie leczenia chorób żołądka. Nie wiem, czy ktoś ośmielił się podważyć metodykę nauczania ekonomii w Polsce. Wydaje się, że powinien.

www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130618/dyskretny-urok-mlodej-ekonomii
wyborcza.biz/biznes/12,100970,14093937,Zlikwidowac_place_minimalna__Nizsze_podatki__wiecej.html#CukVid
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Dyskretny urok młodej ekonomii 18.06.13, 22:39
      A propos, przypomniał mi się kiedyś wklejony przeze mnie wywiad w Polityce z prof. Belką, prezesem NBP, który powiedział mniej więcej coś takiego (cytuję z pamięci):
      "jak ktoś wierzy w takie bzdury jak <<krzywa Laffera>>, to niech się potem nie dziwi, że ma dziurę budżetową".

      Kłaniam się nisko.
      • oby.watel Re: Dyskretny urok młodej ekonomii 18.06.13, 22:44
        To bardzo ciekawe spostrzeżenie. Belka zapewne wierzy w krzywą Rostowskiego. Ale zawsze można zrobić eksperyment myślowy i zapytać p. Belkę jakie dochody do budżetu da podatek wysokości 100%.
        • turbinowy Re: Dyskretny urok młodej ekonomii 18.06.13, 23:01
          Sporo się znowu pisze o opodatkowaniu papierosów - poziom już jest taki, że przychody do budżetu są niższe niż oczekiwano bo przemyt rośnie.
          Na szczęście UE rozwiąże ten problem bo ma plan (jak niejaki Duńczyk Olsen):
          www.portalspozywczy.pl/alkohole-uzywki/wiadomosci/ke-proponuje-pakiet-dzialan-na-rzecz-walki-z-przemytem-papierosow,86800.html
          A na końcu za posiadanie slima lub mentolowego będzie odsiadka.
          • diabollo Re: Dyskretny urok młodej ekonomii 18.06.13, 23:33
            turbinowy napisał:

            > Sporo się znowu pisze o opodatkowaniu papierosów - poziom już jest taki, że prz
            > ychody do budżetu są niższe niż oczekiwano bo przemyt rośnie.
            > Na szczęście UE rozwiąże ten problem bo ma plan (jak niejaki Duńczyk Olsen):
            > www.portalspozywczy.pl/alkohole-uzywki/wiadomosci/ke-proponuje-pakiet-dzialan-na-rzecz-walki-z-przemytem-papierosow,86800.html
            > A na końcu za posiadanie slima lub mentolowego będzie odsiadka.

            Doskonałe przykłady, czcigodni.

            To tak, jakby argumentem za tym, że ziemia jest płaska, jest jak jechałem ostatnio autem z Wrocławia do Warszawy, to cały czas jechałem po płaskim.

            Przychody budżetowe zależą od bardzo wielu czynników, przede wszystkim stanu i specyfiki gospodarczej, stanu organizacji państwa, etc, etc.
            Jednak generalnie w zadanej sytuacji gospodarczej, jeżeli zmniejsza się podatki, to zmniejsza się przychody budżetowe i na odwrót.
            I generalnie kraje o zbliżonych gospodarkach z wysokimi podatkami (np. kraje skandynawskie) mają mniejsze kłopoty z deficytami budżetowymi i zadłużeniem publicznym, niż kraje z niskimi podatkami (np. UK).

            Z resztą to jeszcze bardziej skomplikowane, bo na te deficyty i zadłużenie publiczne składają się koszty obsługi zadłużenia (czyli oprocentowanie kolejnych pożyczek), a te są różne dla różnych krajów, przy czym tutaj kryteria są arbitralno-wizerunkowo-emocjonalne, czyli jest gówno a nie sprawiedliwość i jedne kraje mogą się zesrać, a i tak wyżej wała nie podskoczą, inne z kolei kraje mogą wciskać kit z krzywą Laffera i obniżać podatki opłacającym kampanie wyborcze, a deficyty pokrywać obligacjami realnie oprocentowanymi zerowo lub wręcz realnie z oprocentowaniem ujemnym.

            Kłaniam się nisko.
            • oby.watel Re: Dyskretny urok młodej ekonomii 19.06.13, 02:32
              Kwestia otwartą pozostaje moment, w którym podatek zmienia się w haracz.

              Jest jeszcze jedna kwestia - podatki płaci się na rzecz państwa. Ja dzielę się, bo muszę, częścią swoich dochodów, a państwo w zamian zapewnia mi bezpieczeństwo i parę innych rzeczy. Jeśli jednak widzę, że moje pieniądze są marnotrawione, to każdy podatek który każą mi płacić będę uważał za za wysoki.

              Pan Tusk raczył podnieść (tymczasowo) VAT. Mimo, iż krzywa Laffera to ściema, to dochody budżetowe po tym zabiegu z tytułu podatku VAT dziwnym trafem spadły zamiast wzrosnąć. Co w tej sytuacji robi pragmatyczny rząd Tuska? Przedłuża obowiązywanie stawki dającej mniejsze dochody. I opodatkowuje kiełbasę zjedzoną pięć lat temu na wieczorku integracyjnym. Oraz proponuje rozwiązania pozwalające urzędnikom zniszczyć każde przedsiębiorstwo. Co ciekawe Tusk chce wprowadzić prawo, które już raz, w 2004 roku zostało uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niekonstytucyjne. Chodzi o tak zwaną "klauzulę obejścia prawa".

              Na szczęście prezes PiS ma gotowe rozwiązania problemu.
              • diabollo Re: Dyskretny urok młodej ekonomii 19.06.13, 07:48
                Dokładny cytat:


                Nie wierzy pan w wyznawaną przez neoliberałów tzw. krzywą Leffera, czyli wzrost wpływów do budżetu powodowany przez obniżenie stopy podatkowej.

                "Krzywa Leffera to bzdura. Może się potwierdzić w jakichś skrajnych warunkach. W warunkach normalnych nigdy się nie sprawdziła. Jak ktoś w takie bajki wierzy, to potem ma dziury w ZUS-ie i w budżecie."

                www.polityka.pl/kraj/rozmowyzakowskiego/1506638,1,z-prof-markiem-belka-prezesem-nbp.read
                Ciekawe dlaczego tej bzdury ciągle uczą dzieci w szkołach i tresują w jej recytowaniu?

                Kłaniam się nisko
              • diabollo Re: Dyskretny urok młodej ekonomii 19.06.13, 08:18
                oby.watel napisał:

                > Kwestia otwartą pozostaje moment, w którym podatek zmienia się w haracz.

                Podatki w Polsce są niajniższe w UE, a i tak pozostają "haraczem", no i nie zrobiły z Polski gospodarczego Eldorado. Dla tzw. "rynków finansowych" jesteśmy w koszyku razem z Turcją.
                A propos, nie pomyślałeś nigdy, że państwo nie może wywiązywać się ze swoich zadań bo właśnie nie ma pieniędzy, bo podatki są zbyt niskie, i nic się nie zmieni bo naród uwierzył w zabobon "krzywej Laffera"?

                > Jest jeszcze jedna kwestia - podatki płaci się na rzecz państwa. Ja dzielę się,
                > bo muszę, częścią swoich dochodów, a państwo w zamian zapewnia mi bezpieczeńst
                > wo i parę innych rzeczy. Jeśli jednak widzę, że moje pieniądze są marnotrawione
                > , to każdy podatek który każą mi płacić będę uważał za za wysoki.
                >
                > Pan Tusk raczył podnieść (tymczasowo) VAT. Mimo, iż krzywa Laffera to ściema, t
                > o dochody budżetowe po tym zabiegu z tytułu podatku VAT dziwnym trafem spadły z
                > amiast wzrosnąć. Co w tej sytuacji robi pragmatyczny rząd Tuska? Przedłuża obow
                > iązywanie stawki dającej mniejsze dochody. I opodatkowuje kiełbasę zjedzoną pię
                > ć lat temu na wieczorku integracyjnym. Oraz proponuje rozwiązania pozwalające u
                > rzędnikom zniszczyć każde przedsiębiorstwo. Co ciekawe Tusk chce wprowadzić pra
                > wo, które już raz, w 2004 roku zostało uznane przez Trybunał Konstytucyjny za n
                > iekonstytucyjne. Chodzi o tak zwaną "[url=https://wyborcza.pl/1,75248,13867686,F
                > iskus_uprosci_procedury_podatkowe__m_in__klauzule.html]klauzulę obejścia prawa[
                > /url]".
                >
                > Na szczęście prezes
                > PiS ma gotowe rozwiązania problemu
                .

                Nie wiedziałem, że przychody do budżetu z tytułu podatku VAT spadły po podwyżsce jego stawek.
                Nawet jeżeli krótkookresowo to prawda, to napewno wiesz, że podatek VAT płaci się od wartości sprzedanej (zafakturowanej), jeżeli sprzedaż z różnych powodów zewnętrznych krótkookresowo spadła, to i spadły wyływy budżetowe pomimo wzrostu stawki VAT.
                Nie trzeba być jednak bardzo przebiegłym, żeby się nie zorientować, że gdyby rząd stawki VAT nie zwiększył, to wpływy budżetowe w tej sytuacji z tytułu tego podatku spadły by krótkookresowo jeszcze bardziej.

                Kłaniam się nisko.
                • oby.watel Re: Dyskretny urok młodej ekonomii 19.06.13, 12:36
                  Zasadne jest porównywanie Polski do różnych krajów, by udowodnić jakąś tezę. Np. porównując z krajami zachodu, w których najniższa płaca w euro jest wyższa niż najniższa płaca w złotówkach i na tej podstawie stwierdzając, że u nas podatki są niskie jest po prostu — bez obrazy czcigodny — populizmem. Popatrz proszę na obciążenia od strony pracodawcy. Gdy zatrudniasz pracownika i dasz mu najniższą krajową, to musisz na to wysupłać ponad 1900 zł żeby on na rękę dostał niewiele ponad 1200 zł. To jest ponad 40%. To dużo mniej niż w krajach zachodu?

                  Wpływy z podatku spadły, bo ludzie mniej kupują. Gdybanie co by było gdyby poprzednią stawkę VAT utrzymać jest jałowe, ponieważ dochody po podniesieniu spadły. Oczywiście, że w perspektywie dłuższej może dochody wzrosną. Ale czy na pewno o tyle, o ile zakłada rząd? Wiara, że po podniesieniu podatków ludzie rzucą się kupować, bo uwielbiają płacić więcej przeczy nawet osobistym doświadczeniom, a co dopiero zachowaniom w skali makro.

                  Jeśli podatku od stówy jest 10 zł - nie opłaca się kombinować, bo więcej można stracić. Gdy to jest 40 zł, to kombinować się opłaca. Dlatego oszustwa na VAT-ie kwitną a straty budżetu idą w miliardy.
                  • oby.watel Dyskretny urok dojenia 19.06.13, 14:52
                    Tutaj coś ilustrującego problem. Podatki osobiste dotyczą tylko tych, którzy (legalnie) pracują. VAT dotyczy wszystkich. A najdotkliwiej bije w tych, którzy żyją na granicy nędzy. Hasło "podnieść podatki" jest bardzo nośne. Dopóki sobie nie uzmysłowimy, że za tym stoją ludzie, ludzkie dramaty.


                    www.stat.gov.pl/gus/5840_8292_PLK_HTML.htm
                    • diabollo Re: Dyskretny urok dojenia 19.06.13, 18:07
                      oby.watel napisał:

                      > Tutaj coś ilustrującego problem. Podatki osobiste dotyczą tylko tych, którzy (l
                      > egalnie) pracują. VAT dotyczy wszystkich. A najdotkliwiej bije w tych, którzy ż
                      > yją na granicy nędzy. Hasło "podnieść podatki" jest bardzo nośne. Dopóki sobie
                      > nie uzmysłowimy, że za tym stoją ludzie, ludzkie dramaty.
                      >
                      >
                      > www.stat.gov.pl/gus/5840_8292_PLK_HTML.htm

                      Tutaj się, czcigodny Oby.watelu, zupełnie z Tobą zgadzam.

                      Podnoszenie VATu w kryzysie jest kurestwem społecznym, a nie sprawiedliwością społeczną.
                      To nie wporządku, żeby w efekcie koszty kryzysu ponosili najbardziej relatywnie ponosili najbiedniejsi.

                      Ale...
                      1. Sprawiedliwość społeczna to "bolszewizm" i krwawa dyktatura PRLu.

                      2. VAT to jeden z podstawowych podatków dostarczający przychody budżetu. Łatwo go ściągać, jest wygodny

                      3. "Solidarna" PISSda zlikwidowała trzeci próg podatkowy, a Peło go ponownie nie wprowadziło. Jednak i tak ten trzeci próg nie ma takiego znaczenia - bogacze, którzy powinni ratować budżet najczęściej są świętymi krowami, czyli Świętymi Przedsiębiorcami, więc płacą i tak najniższą stawkę 19%, jak przedsiębiorstwa. A i tak to dla nich za dużo, najwięksi bogacze zarejestrowali swoje spółki na Cyprze, albo w innych rajach i tam płacą swoje podatki. To się nazywa "optymalizacja podatkowa", która jakoś nie prowadzi do eldorada gospodarczego, i jest kolejnym argumentem za tym, że tzw. "krzywa Laffera" to bzdura.

                      Kłaniam się nisko.
                      • oby.watel Re: Dyskretny urok dojenia 19.06.13, 19:47
                        Wybacz, ale nie ma takiego prawa, które by nakazywało płacić więcej, skoro można płacić mniej. Zaś bogacze owszem, są świętymi krowami. mimo gigantycznego długu ZUS ani SLD, ani PiS, ani PO nie podniosło składek emerytalno rentowych tak, by były one liniowe. Dzięki progom ten kto zarabia 10.000 i ten, kto zarabia 100.000 płacą tyle samo.

                        Z kolei co do bogaczy, którzy inwestują w Polsce. Oni może i nie płacą od swoich dochodów. Ale inwestują i dają zatrudnienie. Jak się ich będzie traktowało jak krowy do wydojenia to zwiną manacie, fiskus nie zobaczy też ani złotówki, a kilka osób straci pracę. Komu się to opłaci? Bogatych przyjmą z otwartymi ramionami wszędzie. Pokazuje to przykład pewnego aktora. To komunistyczna bajka, że jak się bogatemu zabierze, to biedny będzie miał lepiej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka