diabollo
25.12.13, 15:28
Dzisiaj już tylko nieliczni traktują Nowy Testament jak zapis taśmy wideo.
Tomasz Stawiszyński: Kiedy historycy zainteresowali się postacią Jezusa – nie Jezusa Zbawiciela, bohatera chrześcijańskiego mitu, ale konkretnego człowieka żyjącego w konkretnych czasach?
Stanisław Obirek: Wzmianki o Jezusie z Nazaretu znajdujemy w historyka żydowskiego Józefa Flawiusza (37-94 n.e.), a więc już pokolenie po Jezusie, on też napomknął o współczesnym Jezusowi Janie Chrzcicielu. Wspominają o nim historyk rzymski Tacyt (55-120 n.e.), a więc nieco młodszy, ale też dość blisko czasów Nazarejczyka. Zresztą dzisiaj każdy może zajrzeć do wikipedii pod hasło historyczność Jezusa, a nawet na specjalną stronę internetową Jezus Historyczny prowadzoną przez świetnego znawcę tej problematyki Dariusza Kota i tam zapoznać się z podstawową literaturą przedmiotu i aktualnym stanem badań.
Kim więc był Jezus?
To pytanie jest trudne. Uczciwie musiałbym odpowiedzieć, że nie wiem. Ale to nie jest żadne odpowiedź. Więc odpowiem, że to zależy od tego, kto udziela odpowiedzi. Przykładem tegoroczne Boże Narodzenie. Nawet sami katolicy różnie odpowiadają. Papież Franciszek mówi, że to narodziny Boga w nas, odpowiedź na najskrytsze potrzeby, wyraz czułości i bliskości Boga. Polscy biskupi w dorocznym liście ostrzegają o niebezpieczeństwach związanych z gender i jak sądzą w ich przekonaniu też udzielają odpowiedzi kim był Jezus – strażnikiem polskich katolickich rodzin.
W moim przekonaniu Jezus tak naprawdę stał się metaforą, która pozwala ludziom projektować, to co dla nich najważniejsze. Jednak w świetle badań historycznych powiedziałbym, że Jezus z Nazaretu był ubogim Żydem, wiejskim nauczycielem wędrownym. Przez wielu współczesnych był uważany za cudotwórcę, innych denerwował swoim bezceremonialnym stosunkiem do przepisów Prawa żydowskiego.
Sam jednak określał siebie jako wiernego ucznia proroków Biblii hebrajskiej, który na pewno nie miał zamiaru zakładać nowej religii.
Owszem, wielokrotne powtarzał, że swoje nauczanie kieruje do pobratymców żydowskich. A w nawiązaniu do swoistej obsesji polskich biskupów i niektórych polityków, powiedziałbym, że Jezus miał bardzo mocną świadomość genderową, tzn. wyraźnie przekraczał kulturowe role przypisane mężczyźnie i kobiecie i kilka razy zmienił zdanie pod wpływem kobiet. Krótko mówiąc, nie godził się na role przypisane przez tradycję mężczyźnie i kobiecie, ale nawoływał do rewolucyjnych zmian. Nie był też rasowym politykiem, raczej uciekał od polityki, ale bardzo dbał o wykluczonych, wskazywał na niszczący wpływ bogactwa. W tym sensie można powiedzieć, że papież Franciszek nawiązuje do podstawowych wskazań Mistrza z Nazaretu.
Jezus był Żydem, nie planował tworzyć chrześcijaństwa... Carl Gustav Jung pisał w Aionie, że mieliśmy tu do czynienia z nałożeniem się archetypowego wyobrażenia zbawcy na cieślę z Nazaretu. Jak ten proces przebiegał, jakiego typu siły były weń zaangażowane?
Nie wszystkim interpretacja Junga przypada do gustu. Mnie się wydaje, że psychologia głębi traci z pola widzenia historyczny wymiar tej postaci. W wykładni C.G. Junga, Jezus równie dobrze może być Buddą, Sokratesem, Zaratustrą. Kimś przebudzonym. Ten typ myślenia jest też obecny w interesującej wykładni Karla Jaspersa, który mówił o czasie osiowym, a więc szczególnie głębokiej transformacji ludzkiej historii, której Jezus z Nazaretu byłyby częścią. Dziś zresztą niektórzy do tej tezy nawiązują, mówiąc, że żyjemy w drugiej fali czasu osiowego. Tamten był punktowy i obejmował tylko niektóre obszary cywilizacyjne, dzisiaj, dzięki globalizacji staliśmy się jedną wielką wioską i tylko od nas zależy czy skorzystamy z okazji przebudzenia. Ta teoria też mi się podoba, ale do niej Jezus historyczny nie jest potrzebny. Jest, jak już wspomniałem metaforą pozwalającą nazywać ludzkie tęsknoty.
CDN...