gaika
31.01.14, 23:54
- Musi pani wybrać płeć i imię dziecka - usłyszała kobieta, która poroniła w jedenastym tygodniu ciąży. Kiedy odmówiła, dowiedziała się, że innego wyjścia nie ma.
Marta (imię zmienione) z Kielc w ciążę zaszła w listopadzie. Jej trzy wcześniejsze ciąże skończyły się poronieniami.
Bardzo o siebie dbała. Na początku stycznia poszła do lekarza. Dowiedziała się, że ciąża obumarła i musi dojść do poronienia. W Szpitalu Kieleckim lekarz podał jej tabletkę, która miała wywołać poronienie. Nie zadziałała, następna też nie.
Do Marty przyszła szpitalna psycholożka. - Myślałam, że może zaproponuje mi jakieś leki na uspokojenie i pomoże przez to przejść. Ale powiedziała tylko, że pochówek jest obowiązkiem. Muszę wybrać płeć i imię dla płodu - opowiada Marta. - Odpowiedziałam, że psychicznie tego nie wytrzymam. Usłyszałam, że innego wyjścia nie ma.
wyborcza.pl/1,75478,15346954,Szpital_Kielecki_wymusza_pogrzeby_plodow.html#BoxSlotII3img