Dodaj do ulubionych

Autokompromitacja agresywnych luzaków

14.03.14, 07:49
Eliza Szybowicz


Nie rozmawiamy o pieniądzach, zwłaszcza zarabianych przez siebie. Udajemy, że wszystko jest w porządku.

Kaja Malanowska poruszyła ważny temat, a właściwie wiązkę tematów. Bezlitosne prawa rynku pracy literackiej, niskie zarobki osób parających się literaturą. Ich związek z kwestią społecznego uznania. Felieton autorki Patrz na mnie, Klaro mógłby być początkiem pięknej dyskusji. Na przykład o tym, że bez stałych i godnych środków do życia pewien rodzaj literatury raczej nie powstanie. Choćby taka pracochłonna powieść, wymagająca gruntownych studiów nad epoką, jak Szkarłatny płatek i biały, którego polski odpowiednik wciąż mi się marzy.

Najbardziej emocjonalnie Malanowska wyraziła swoją frustrację jako ciężko pracującej i mało zarabiającej pisarki. Jak ma w zwyczaju, odważnie posłużyła się konwencją szczerości, silnie zaakcentowała swoje „ja”. Widać, że dokładnie wie, na czym polegają niepisane zakazy dyskusji o literaturze, i świadomie je łamie.

Nie rozmawiamy o pieniądzach, zwłaszcza o zarabianych przez siebie. Udajemy, że wszystko jest w porządku. A jeżeli nie jest, to wiemy, że to przecież nasza wina. Albo naszych złudzeń. Najlepiej zresztą na żaden temat nie wypowiadać się w swoim imieniu, być obiektywnym i zdystansowanym.

Malanowska od dawna używa figury publicystki naiwnej i emocjonalnej. Robi to technicznie coraz lepiej. Chce uczynić widzialnym, co ukryte, zmienić hierarchię sposobów publicznego mówienia, zwłaszcza przełamać dominację tonu ironicznego. I nieraz przez to obrywa. Tym razem też jej się dostało. Do ataku ruszyli, prężąc muskuł nonszalancji, szerzej nieznani internauci, koledzy pisarze i publicyści.

Liderem tego zawzięcie wyluzowanego peletonu znów okazał się Krzysztof Varga. Napisał tekst bezmyślny i wzgardliwy, z którym właściwie nie trzeba polemizować. Od razu widać, że nie chodzi w nim o meritum, tylko o oznaczenie swojej pozycji. Według Vargi „irracjonalna” Malanowska „sobie ubzdurała”, bo jest „słabo lotna”, a teraz „jęczy”, „się egzaltuje” i „rytualnie zawodzi”. Jej książki są nic nie warte, literatura polska tylko by zyskała, gdyby pisarka zarzuciła pisanie.

Autor nie zrozumiał problemu i nie rozpoznał konwencji, którą obrała Malanowska. Wiadomo, wrażliwy człowiek pióra, subtelny specjalista od języka. Dobrze, że go mamy, bo skąd wiedzielibyśmy, które książki szkodzą polskiej literaturze.

Paszkwilowi Vargi warto jednak poświęcić nieco czasu, bo zawiera cudownie zreprodukowane schematy myślenia i mówienia. Można na tej podstawie uzupełnić współczesny słownik komunałów. Oczywiście autor poszedł jak w dym w ironię, która jednak w swym przeciętnym stężeniu wydała mu się widać zbyt słaba, gdyż zanim wyszydził problem, wyolbrzymił go do absurdu. Zasugerował na przykład, że Malanowska ma o sobie przesadne mniemanie i chciałaby zmusić ludzi do kupowania jej książek. Porównał ją też do Joyce'a, który kokosów na swoich książkach nie zrobił, a przecież – w domyśle – był gigantem.

Jednocześnie w sarkastycznym tonie, ale jednak, przywołał (postromantyczny?) projekt bezinteresownych „powinności” literatury, któremu rzekomo hołdują jakieś bliżej nieokreślone „lewicowe pisarki”. Są to najpewniej byty wyobrażone (sporo takich wyimaginowanych protagonistów mieszka w głowie Vargi). Jakoś nie przypominam sobie żadnej autorki, która głosiłaby, że pragnie pracować za darmo. Tak, wiem, Varga użył „lewicowych pisarek” czysto retorycznie. Jako kija dyscyplinującego adresatkę. Chciałabym tylko zwrócić uwagę, że jego tekst jest właśnie tylko popisem retorycznym, którego przedmiot znika już w pierwszym zdaniu.

Ciekawe, że zwykły temat pieniędzy wywołał tak podejrzanie niewspółmierną reakcję z wyraźnie przede wszystkim męskiej strony. No tak, dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają.

Tylko że do dżentelmeństwa tym panom daleko. Dlatego obrzydliwy styl „porad” i „napomnień”, a często zwyczajnych obelg, którymi poczęstowano Malanowską, ściśle wiąże się z tabuizacją sprawy pieniędzy.

O pieniądzach nie rozmawiają nie dżentelmeni, tylko ci, którym ten temat nie pasuje do kreowanego wizerunku pisarza o dobrym samopoczuciu, patrzącego z góry na mechanizmy rynkowe i w ogóle na wszystko.

Taki facet prędzej odrzuci maskę bon vivanta i bluzgnie hejtem, niż rzeczowo podejmie rozmowę na temat forsy, bo musiałby przyznać, że jest istotą ekonomiczną i społeczną, a bardzo chce wszystkim wmówić, że jest wolnym duchem, który dobrze się bawi, czy zarabia, czy nie zarabia. To absolutnie nieważne. A do wysokiej samooceny wystarczy mu uznanie kilku kumpli.

Finansowo uprzywilejowani ukrywają w ten sposób swoje uprzywilejowanie – nieuprzywilejowani korzystają z pozorów uprzywilejowania, by zyskać na fotogeniczności. Męscy mężczyźni najwyraźniej mają z pieniędzmi problem. Kobiety, od wieków upośledzone ekonomicznie przez patriarchalną kulturę, zdążyły się nauczyć, że o tym trzeba mówić, bo milczenie i udawanie tylko pogorszy sytuację. To feministyczny elementarz. Kanonicznym wzorcem jest Virginia Woolf, jej postulat własnego pokoju i 500 funtów jako warunku krystalicznej twórczości.

Nigdy by mi to nie przyszło do głowy, ale możliwe, że polscy pisarze potrzebują swojej Virginii Woolf, żeby wyleczyła ich z kompleksów. Na razie nikogo takiego nie widać.

www.krytykapolityczna.pl/artykuly/czytaj-dalej/20140313/szybowicz-autokompromitacja-agresywnych-luzakow
Obserwuj wątek
    • diabollo Rycerski Varga 14.03.14, 07:55
      Pisarka Kaja Malanowska, autorka powieści "Patrz na mnie, Klaro", dzieła, które znalazło się w ścisłym finale ostatniej edycji Nagrody Nike, sprokurowała wstrząsający felieton na stronie internetowej ''Krytyki Politycznej''. W felietonie owym poddała miażdżącej i ekstatycznej krytyce tragiczny stan polskiego rynku książki i nędzę czytelniczą w Polsce, osobliwie zaś to, że książki pisarki Malanowskiej słabo się sprzedają.

      Kryteria, wedle których powieść Malanowskiej znalazła się w finale Nike, nadal są dla mnie skrajnie niejasne, ale na tym przecież polega perwersyjny urok nagród literackich, że czasami nijak pojąć nie można, co dane dzieło robi wśród innych fetowanych dzieł.

      Malanowska w każdym razie najwyraźniej przejęła się swoją obecnością wśród nominowanych do Nike, co zresztą zupełnie zrozumiałe, ale także w sposób skrajnie irracjonalny ubzdurała sobie, że taka nominacja pociągnąć powinna za sobą skokowy wzrost sprzedaży jej powieści, którą to powieść, jak się dowiadujemy z felietonu, pisała aż 16 miesięcy.

      Jakież było jej rozczarowanie, gdy okazało się, że naród jednak tłumnie nie rzucił się do księgarń, by toczyć brutalne walki o ostatnie egzemplarze "Patrz na mnie, Klaro", i to mimo nominacji do Nike i tego właśnie, że autorka owe 16 miesięcy spędziła nad klawiaturą.

      etc, etc,

      wyborcza.pl/duzyformat/1,136810,15604221,Ja_pisze_tylko_dla_hajsu__czyli_Malanowska_obrazona.html
      • gumpel Kaja Malanowska 15.03.14, 10:38
        Całą "aferę" rozpoczął wpis pani Kaji na FB:
        „6 800 złotych. Tyle za 16 miesięcy mojej ciężkiej pracy. Wiem, że wkurwiające jest wylewanie frustracji na FB, ale mam ochotę strzelić sobie w łeb. PIERDOLĘ TO, pierdolę pisanie, pierdolę wszystko. GÓWNO< GÓWNO< GÓWNO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I coś tam tego... pozdrawiam rynek czytelniczy”.
        Myślę, Czcigodny, że jeśli w tej sprawie warto się do czegoś odnieść to do meritum, a nie do polemik, które, jak to często bywa w przypadku środowisk pretensjonalnych, stanowią pole wylewania się personalnych niechęci i frustracji różnych grup, grupek, frakcji i towarzystw wzajemnej adoracji.

        G.
        • oby.watel Re: Kaja Malanowska 15.03.14, 17:25
          Ten sam problem mają też twórcy arcydzieł, jak Kazik Staszewski, dla którego fan słuchający jego twórczości to kurwa marna. Niektórzy po prostu mają tak ciasne mózgi, ze nie rozumieją, że nie wystarczy napisać książki, by zostać milionerem. trzeba jeszcze napisać tak, żeby czytelnika porwać. To samo z piosenkarzem - nie wystarczy zaśpiewać, ale trzeba to zrobić tak, by ktoś uznał, że warto za zapłacić. Jak to działa dowiedzą się niebawem właściciele portali, którzy oferują treści za pieniądze.
          • turbinowy Re: Kaja Malanowska 15.03.14, 23:44
            "Chciałbym pomówić o legalności kultury.
            Nie mów mi o legalnej kulturze w Polsce, bo to nie ma sensu. Państwo jest złodziejem. Nie rozumiem dlaczego jestem przez państwo codziennie okradana. Nie jestem muzykiem. Jednak wyobraź sobie, że utwór jakiegoś kompozytora gra się za darmo na każdym rogu. Byłaby wielka afera. Nawet za puszczanie piosenek u dentysty trzeba płacić ZAIKS. Moje książki są w bibliotece i nie mam z tego ani grosza. W Skandynawii biblioteka odprowadza składkę i dostaje się tantiemy. U nas biblioteki się zamyka, są tak niedofinansowane, że o odprowadzaniu tantiem nie ma co mówić. Poza tym wiadomo: książki są tam za darmo. Z czego ma żyć pisarz?"
            legalnakultura.pl/pl/czytelnia-kulturalna/rozmowy/news/517,panstwo-utrwala-model-ze-wszystko-sie-nalezy-za-darmo
            ------------------
            Jakiś czas temu kupiłem kompakt , dziś chciałem odsłuchać. Ma wadę tłoczenia, nie gra. Paragon wyrzuciłem. Jestem właścicielem czego? Oprócz pudełka, ładnej wkładki i krążka czegoś.
            • oby.watel Re: Kaja Malanowska 16.03.14, 02:08
              Państwo jest złodziejem, bo książka została kupiona do biblioteki, a biblioteka nie płaci za wypożyczenie. Ale skąd wiadomo, że pies z kulawą noga tę książkę pożyczył? A taki malarz, to miesiącami maluje obraz, a potem ktoś go kupi jakieś muzeum i ludzie gapia się na ten obraz za darmo i nie płacą. A taki szewc zrobi buty, sprzeda, taka łazi w nich na rauty i wieczorki literackie i szewcowi nie płaci ani grosza. To ja się pytam gdzie tu k...wa sprawiedliwość?
              • gumpel Re: Kaja Malanowska 16.03.14, 10:49
                Taka już natura erystyki, że każdy argument pozwala sprowadzić do absurdu. Pytanie tylko czy dzięki temu coś się zrozumie. Akurat sprawa bibliotek wydaje się w tym przypadku istotna. Otóż, zgodnie z danymi GUSu za 2011 r. - ostatnie dane - liczba "bibliotek i filii ogółem" wynosiła w Polsce 8 290. Jeśli p. Kaja obliczyła, że sprzedała 3 tys. egzemplarzy, dzięki którym zarobiła 7 tys. zł., to widać jaki ma to wpływ na "rynek literacki" na który tak narzeka. Sprawdziłem jak to jest w moim mieście (dzięki OPACowi). Na 30 filii biblioteki miejskiej jej książka jest w 4. Aktualnie z tych 4 egzemplarzy 2 są wypożyczone, w tym 1 już zarezerwowana na kolejny okres. Jeśli to wynik reprezentatywny dla kraju to blisko 1 tys. (bez 50) egzemplarzy książki kupiły biblioteki publiczne - 1/3 całej sprzedaży! Ilu czytelników wypożyczy nie wiem, ale bez wątpienia jeśli można mieć coś za darmo, to raczej niewielu kupi (to nie poradnik).

                To tyle na temat "rynku czytelniczego". Jak widać ma on z rynkiem tyle wspólnego, co kot napłakał. Póki państwo będzie zapewniało bezpłatny dostęp do książek to ono będzie odpowiedzialne za sytuacje finansową literatów.

                G.
                • oby.watel Re: Kaja Malanowska 16.03.14, 17:08
                  Nie. Taka jest natura prawa, że wiele rzeczy sprowadza do absurdu. W ciągu niedługiego okresu "ochrona" dzieł została przedłożona o kilka pokoleń. Wytłumacz proszę jakie racje stoją za tym, by "dzieło" chronić przez całe życie twórcy i 75 lat potem? A już słychać głosy, że to za mało i przebąkuje się o 100 latach. Nikt nie neguje potrzeby ochrony praw twórców. Ale nie przez tak długi okres! Jaka inna branża cieszy się takimi przywilejami?
                  • gumpel Re: Kaja Malanowska 16.03.14, 18:35
                    No właśnie, właśnie .... czym się właściwie różni biblioteka publiczna od Chomika? Wprawdzie e-booków w bibliotece jeszcze nie spotkałem, ale audio-booki to i owszem. Filmy na DVD też są (i to nie tylko lektury szkolne, ale także hollywoodzkie "hiciory"). Plus świeża prasa. Ciekawe czy któraś czytelnia wykupiła sobie dostęp do Piano wink


                    G.
                    • oby.watel Re: Kaja Malanowska 16.03.14, 22:05
                      Stąd wmawianie czytelnikom, że e-booki to przyszłość, bo nad ich zawartością mają pełną kontrolę. I pokazali, że mogą, jak im coś nie spasi, wykasować książkę nawet wtedy, gdy użytkownik za nią zapłacił.
    • diabollo Re: Autokompromitacja agresywnych luzaków 15.03.14, 20:06
      www.krytykapolityczna.pl/felietony/20140302/co-wolno-wojewodzie-nie-pisarzowi
      • irex22 Re: Autokompromitacja agresywnych luzaków 15.03.14, 22:23
        Moje refleksje:
        - jeżeli pisarze dyskutują z takim zacięciem na taki temat to nie dziwi mnie, że niewielu mają czytelników
        - sprzątaczka tudzież ekspedientka także nie zarabiają kroci w ciągu 16 miesięcy ale zdecydowanie nie potrafią tego w tak sugestywny sposób wyrazić
        - Krzysztof Varga jako jeden z nielicznych prawidłowo odmienia słowo księgarnie - księgarń. Zdecydowana większość napisałaby księgarni
        I tyle na temat
        • turbinowy Re: Autokompromitacja agresywnych luzaków 15.03.14, 23:11
          www.jezykowedylematy.pl/2011/05/dla-zainteresowanych-ksiegarni-czy-ksiegarn/
          pl.wiktionary.org/wiki/ksi%C4%99garnia
          • oby.watel Autokompromitacja agresywnych grafomanów 16.03.14, 02:16
            Kaja Malanowska pierdoli:
            > PIERDOLĘ TO, pierdolę pisanie, pierdolę wszystko. GÓWNO< GÓWNO<
            > GÓWNO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I coś tam tego... pozdrawiam rynek
            > czytelniczy”.

            Jeśli ta wybitna pisarka dotrzyma słowa i zamiast pisać będzie pierdolić w przerwach pozdrawiając rynek czytelniczy, to jest to dobra wiadomość. Nie czytałem tego dzieła, pisanego w pocie czoła przez 16 miesięcy i nie zamierzam. Nawet za darmo nie chcę. Na szczęście komuna się skończyła, więc preferuję papier toaletowy.
            • diabollo Re: Autokompromitacja agresywnych grafomanów 16.03.14, 09:17
              oby.watel napisał:

              > Kaja Malanowska pierdoli:
              > > PIERDOLĘ TO, pierdolę pisanie, pierdolę wszystko. GÓWNO< GÓWNO<
              > > GÓWNO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I coś tam tego... pozdrawiam
              > rynek
              > > czytelniczy”.

              W dzisiejszych czasach "elytami" stali się awansowani społecznie potomkowie niewolników, co samo w sobie byłoby superaste, gdyby nie fakt, że owe "elyty" odcieły się od swojej tożsamości, "wciągnęły za sobą drabinę" i zaczęły na siłę udawać swoje wyobrażenie na temat tzw. "szlachty".

              Piszę wyraźnie udawać wyobrażenie, wszak faktyczna, historyczna szlachta na czele ze swoją oligarchią czyli magnaterią to był tępy, wulgarny, zemoralizowany, ale głęboko zabobonny ciemnogród, posiadacze niewolników żyjący tylko z tej niewolniczej pracy, taplający się w przemocy i gwałtach, głównie na słabszych, czyli swoich niewolnikach.
              Krótko mówiąc: JAŚNIESKURWYSYNY.
              Nieliczne jednostki, które się buntowały przeciw takiej ciemnocie i tępocie (których można policzyć na palcach jednej czy dwóch rąk) to wyjątki potwierdzające jaśnieskurwysyńską regułę.

              Wracając do naszej "elyty" "intelektualnej", która dzisiaj podpina się pod jaśnieskurwieli i doszukuje się jaśnieskurwysyńskich przodków (co jest b. głupie, bo "przodków" jaśnieskurwieli to ma akurat każdy, bo każdy ma jakąś chamską prapra babkę, którą sobie jaśnieskkurwysyny zgwałcili)...
              Ta wtórna średniowieczna obskura charakteryzuje się pewnymi przesądami - patrząc z boku bardzo śmiesznymi. Nie tylko takimi, że klólowa brytyjska nie pierdzi i nie sra jak wszyscy inni, ale całej masie zabawnych przesądów na temat tzw. "dobrego wychowania".

              Jebać słabszych jest OK, a nawet jest to wskazane, ale np. NIE WOLNO publicznie posługiwać się wulgaryzmami. Wylgaryzmy dyskwalifikują w oczach udawaczy "szlachectwa", które, (buhahaha) "zobowiązuje".
              Im bardziej zakuta i zabobonna "yntelygencka" pała, tym bardziej się oburza na takie "chamstwo".

              Jak zwykle u nas Elita Intelektualna to wyalienowana garstka społeczna, która jak za czasów Miłosza zmieściłaby się w jednym wagonie bydlęcym (może w jednym boksie tego wagonu).
              I żeby było śmieszniej nasza "yngelygencja" z aspiracjami jaśnieskurwysyńskimi ma ową nieliczną elitę w strasznej pogardzie.
              (Coś jak historyczne jaśnieksurwysyny miały w pogardzie swoich młodziaków, którzy wracali ze studiów we Włoszech z "umysłami zepsutymi").

              Pięknie pokazuje to zjawisko przypadek pani Kai Malanowskiej, która przesądów nie posiada i potrafi publicznie "pierdolić".

              Kłniam się nisko.

              PS.

              Kaja Malanowska: z wykształcenia biolożka, doktorat z genetyki na Uniwersytecie Illinois w USA, felietonistka KP.
              • irex22 Re: Autokompromitacja agresywnych grafomanów 16.03.14, 09:31
                diabollo napisał:


                >
                > W dzisiejszych czasach "elytami" stali się awansowani społecznie potomkowie nie
                > wolników, co samo w sobie byłoby superaste, gdyby nie fakt, że owe "elyty" odci
                > eły się od swojej tożsamości, "wciągnęły za sobą drabinę" i zaczęły na siłę uda
                > wać swoje wyobrażenie na temat tzw. "szlachty".
                >
                > Piszę wyraźnie udawać wyobrażenie, wszak faktyczna, historyczna szlachta
                > na czele ze swoją oligarchią czyli magnaterią to był tępy, wulgarny, zemoraliz
                > owany, ale głęboko zabobonny ciemnogród, posiadacze niewolników żyjący tylko z
                > tej niewolniczej pracy, taplający się w przemocy i gwałtach, głównie na słabszy
                > ch, czyli swoich niewolnikach.
                > Krótko mówiąc: JAŚNIESKURWYSYNY.
                > Nieliczne jednostki, które się buntowały przeciw takiej ciemnocie i tępocie (kt
                > órych można policzyć na palcach jednej czy dwóch rąk) to wyjątki potwierdzające
                > jaśnieskurwysyńską regułę.
                >
                > Wracając do naszej "elyty" "intelektualnej", która dzisiaj podpina się pod jaśn
                > ieskurwieli i doszukuje się jaśnieskurwysyńskich przodków (co jest b. głupie, b
                > o "przodków" jaśnieskurwieli to ma akurat każdy, bo każdy ma jakąś chamską prap
                > ra babkę, którą sobie jaśnieskkurwysyny zgwałcili)...
                > Ta wtórna średniowieczna obskura charakteryzuje się pewnymi przesądami - patrzą
                > c z boku bardzo śmiesznymi. Nie tylko takimi, że klólowa brytyjska nie pierdzi
                > i nie sra jak wszyscy inni, ale całej masie zabawnych przesądów na temat tzw. "
                > dobrego wychowania".

                Niezły wstęp przyznam, że zwraca uwagę. Jakaś nowa ideologia?

                >
                > Jebać słabszych jest OK, a nawet jest to wskazane, ale np. NIE WOLNO publicznie
                > posługiwać się wulgaryzmami. Wylgaryzmy dyskwalifikują w oczach udawaczy "szla
                > chectwa", które, (buhahaha) "zobowiązuje".
                > Im bardziej zakuta i zabobonna "yntelygencka" pała, tym bardziej się oburza na
                > takie "chamstwo".

                Wulgaryzmy nie mają żadnego związku z: wykształceniem, inteligencją, pochodzeniem. No, może mają niewielki. Ich repertuar u osób obdarzonych wyobraźnią i oczytanych może być bardziej urozmaicony.
                Są używane świadomie przez wkurzone na rzeczywistość osobniki którym szkoda czasu na wymyślanie bardziej wyrafinowanej formy w celu wyrażenia negatywnych uczuć.

                • diabollo Re: Autokompromitacja agresywnych grafomanów 16.03.14, 10:07
                  irex22 napisała:

                  > Niezły wstęp przyznam, że zwraca uwagę. Jakaś nowa ideologia?

                  A pięknie dziękuję, czcigodna Irex22.

                  Tak, czcigodna, to wszystko co napisałem to Ideologia.
                  Nie wiem czy nowa?

                  Niemniej w konsekwencji, wszystko co dotychczas słyszałaś i czego uczyli Cię o historii Polski, o historycznej interpretacji rzeczywistości, to również Ideologia. (Stara?)

                  A kiedy teraz już to oboje wiemy, to zastanów się w cichości Umysłu Twojego: która ideologia jest bliższa Prawdy?

                  Banalnie znowu zacytuję słynny aforyzm Immanuala Kanta, że Oświecenie to wyjście człowieka ze stanu dziecięctwa, w który popadł z własnej winy.

                  Do Polski Oświecenie ciągle nie dotarło.

                  Kłaniam się nisko.
                  • irex22 Re: Autokompromitacja agresywnych grafomanów 16.03.14, 15:31

                    > A kiedy teraz już to oboje wiemy, to zastanów się w cichości Umysłu Twojego: kt
                    > óra ideologia jest bliższa Prawdy?

                    Zastanowiłam się i wypadło na to, że bliżej prawdy jest ten, komu się tak wydaje.
                    >
                    > Banalnie znowu zacytuję słynny aforyzm Immanuala Kanta, że Oświecenie to wyjści
                    > e człowieka ze stanu dziecięctwa, w który popadł z własnej winy.
                    >
                    > Do Polski Oświecenie ciągle nie dotarło.

                    Oświecenie nie dociera do miejsc a do umysłów.
                    >
                    > Kłaniam się nisko.
                    >
          • irex22 Re: Autokompromitacja agresywnych luzaków 16.03.14, 09:04
            Z językiem to bywa tak, że gdy zagości w nim słowo to trzeba dla niego zrobić miejsce. Stąd forma która weszła do obiegu (księgarni) funkcjonuje na równi z tą która tworzona jest od liczby mnogiej (księgarń). Językoznawcy wypowiedzieli się więc, że obie są prawidłowe ale
            "Nie dość słowo z widzenia znać. Trzeba
            Wiedzieć, jaka wydała je gleba,
            Jak zalęgło się, jak rosło, pęczniało,
            Nie - jak dźwięczy, ale jak dźwięczniało,
            Nie - jak brzmi, ale jakim nabrzmieniem
            Dojrzewało, zanim się imieniem,
            Czyli nazwą, wyrazem, rozpękło.
            W dziejach wzrostu słowa - jego piękno."
            smile
            Autora nie podaję z kilku przyczyn:
            1. dobry jesteś w poszukiwaniach
            2. z przekory
            3. Follet uprzejmy był rzec, ze nie ten może sobie przypisać autorstwo kto myśl stworzył ale ten kto ją rozpowszechnia smile może więc trochę splendoru spłynie na mnie
            • turbinowy Re: Autokompromitacja agresywnych luzaków 18.03.14, 16:12
              irex22 napisała:

              > Z językiem to bywa tak, że gdy zagości w nim słowo to trzeba dla niego zrobić m
              > iejsce. Stąd forma która weszła do obiegu (księgarni) funkcjonuje na równi z tą
              > która tworzona jest od liczby mnogiej (księgarń). Językoznawcy wypowiedzieli s
              > ię więc, że obie są prawidłowe ale
              > "Nie dość słowo z widzenia znać. Trzeba
              > Wiedzieć, jaka wydała je gleba,
              > Jak zalęgło się, jak rosło, pęczniało,
              > Nie - jak dźwięczy, ale jak dźwięczniało,
              > Nie - jak brzmi, ale jakim nabrzmieniem
              > Dojrzewało, zanim się imieniem,
              > Czyli nazwą, wyrazem, rozpękło.
              > W dziejach wzrostu słowa - jego piękno."
              > smile
              > Autora nie podaję z kilku przyczyn:
              > 1. dobry jesteś w poszukiwaniach
              > 2. z przekory
              > 3. Follet uprzejmy był rzec, ze nie ten może sobie przypisać autorstwo kto myśl
              > stworzył ale ten kto ją rozpowszechnia smile może więc trochę splendoru spłynie n
              > a mnie

              Szacuneczek Folletowi i splendor rozpowszechniającym.
              Dziękuję za wiersz, najpierw jak dawno niesłyszana (a nawet zapomniana) piosenka - przypomnienie, potem niestety wyszukiwarka.
              Sam pisząc, popełniam mnóstwo błędów wynikających z pośpiechu oraz niewątpliwie posiadanego defektu muzgó.
              Jedno jest pewne - teraz na pewno będę mówił "księgarń" a nie np. "wielu księgarni"
    • diabollo Malanowska, milcz, gdy mówią chłopcy 18.03.14, 19:44
      www.krytykapolityczna.pl/felietony/20140318/malanowska-milcz-gdy-mowia-chlopcy
      • turbinowy Re: Malanowska, milcz, gdy mówią chłopcy 18.03.14, 21:39
        No tak jeszcze wrzućmy problem w piekiełko polskiego gienderu i wiadomo jak się sprawy mają.
        Najwięcej sprzedanych książek mamy tu, pisarki też są:
        Co się najlepiej sprzedaje w Polsce? Poznaj nakłady ubiegłorocznych bestsellerów

        Zwyczajowo dostaje się wynagrodzenie rzędu 10–15 procent ceny sprzedanego egzemplarza, jedynie najbardziej znani pisarze mogą negocjować lepsze warunki.

        (ciąg dalszy w powyższym linku)
      • gumpel Antysemityzm i seksizm 19.03.14, 10:11
        Tak jak co poniektóre środowiska żydowskie każdą krytykę Izraela traktują jako antysemityzm, tak feministki każdą krytykę kobiety rozpatrują w kategoriach seksistowskich. Głupie to.


        G.
    • diabollo Nie zarabiasz? Zdechnij 23.03.14, 09:01
      Adam Leszczyński

      Liberalizm w Polsce wygrał. I utrwalił się w głowach jako przekonanie, że jak nie zarabiasz, to nic nie jesteś wart

      Taką przyjemną lekcję dostała ostatnio nominowana do Nike pisarka Kaja Malanowska, kiedy pożaliła się na Facebooku, więc publicznie, że za 16 miesięcy pracy nad książką zarobiła 6,8 tys. zł. Miesięcznie wyszło nieco mniej niż zasiłek dla bezrobotnych.

      Koledzy pisarze i dziennikarze nie współczuli Malanowskiej, ale to nie od nich, tylko z głosu ludu dowiedziała się, co jest naprawdę w życiu ważne. ''Piszesz książkę, ludzie jej nie kupują, mało na niej zarabiasz, ludzie nie chcą Cię czytać, jesteś słabym pisarzem'' - wytłumaczył jej autor jednego z 600 komentarzy pod wpisem o Malanowskiej na portalu Natemat.pl. I doradził: ''Zamiast więc narzekać na to, jak pisarze mają źle w tym kraju, należy chyba zmienić zawód''.

      Niejaki pan Paweł przedstawiający się jako ''senior software engineer'' w firmie Genesys - światowym gigancie obsługującym call centers - podsumował jeszcze samą pisarkę: ''Pani ma niestety wypisane na twarzy » należy mi się «. Może czas zacząć traktować pisanie jako hobby, a nie źródło utrzymania, skoro się słabo sprzedaje? Albo negocjować lepsze kontrakty''.

      Podobnych komentarzy pojawiło się dużo i były wysoko oceniane przez innych internautów. Także na portalu ''Wyborczej'', na którym Malanowskiej broniła Hanna Gill-Piątek, niejaki ''partnerpl'' przyłożył jej: ''Nie idzie wyżyć z pisania? No cóż, trzeba się wziąć w takim razie za inną robotę, wszak przy poczęciu nikt nie nakazał Ci być pisarzem... Mało ludzi zawodowo robi to, co lubi, ja akurat robię to, co kocham, co było moim marzeniem od dziecka i co najważniejsze, w warunkach polskich wciągam 2 tysiaki euro miesięcznie. Czy ty chciałaś jeszcze więcej? To może trzeba pisać lepiej?''.

      Jakie to przyjemne: dokopać komuś, kto kiepsko zarabia, zajmując się sztuką, i pochwalić się, że ''w polskich warunkach'' wyciąga się ''dwa tysiaki euro''.

      Nie zarabiasz? Zdechnij. Skoro nie zarabiasz, to znaczy, że się nie należy. Rynek orzeka, co jest wartościowe, a co nie. Jest ostatecznym i jedynym arbitrem.

      ***
      Kłótnia wokół zarobków pisarzy wybuchła w tym samym czasie, kiedy w ''Wyborczej'' toczy się debata o spuściźnie polskiego liberalizmu. Rozpoczęła się od wywiadu z prof. Marcinem Królem - klasycznym liberałem, zniesmaczonym tandetą i knajactwem polskiej demokracji.

      ''Liberalizm w Polsce poniósł całkowitą klęskę'' - odpowiadał Królowi przedstawiciel młodego pokolenia Leszek Jażdżewski w ''Magazynie Świątecznym'' (15-16 marca). ''Zaistniał u nas wyłącznie jako fantasmagoria, modny termin, którym elity się najpierw zafascynowały, a następnie z obrzydzeniem go porzuciły''.

      Bardzo mi przykro, drodzy liberałowie: wypada przyznawać się do swojego dziecka. To, co dziś w Polsce tak zniesmacza Króla i do czego nie chce się przyznawać Jażdżewski, to spadek po liberalnej pedagogice wczesnych lat 90. Nie wypada teraz grymasić. To w dużej mierze wasze dzieło. Patrzcie i podziwiajcie.

      Jażdżewski przyznaje półgębkiem, że ''Polscy intelektualiści na początek zredukowali liberalizm do wymiaru gospodarczego''. Tu jest sedno sprawy: liberalizm w Polsce został zrównany z apoteozą rynku. Jażdżewski może jeszcze nie pamięta, ale ja pamiętam dobrze kazania z początku lat 90. o tym, jak w życiu liczy się sukces (wymierny, czyli finansowy), że trzeba być przedsiębiorczym, zarabiać, wziąć sprawy w swoje ręce. Pamiętam, że źle jest być ''roszczeniowym'', chociaż nie wiadomo, co to znaczy.

      Czy Malanowska jest roszczeniowa?

      Być może wszystko to ma źródło w historycznym momencie, w którym dokonywała się polska transformacja. Na Zachodzie dominowali wówczas liberałowie w stylu Reagana i Thatcher. W sławnym wywiadzie z 1987 r. Thatcher ogłosiła: ''Nie istnieje coś takiego jak społeczeństwo. Są poszczególni mężczyźni i kobiety, i są rodziny. I żaden rząd nie może sam zrobić nic, tylko może działać poprzez ludzi, a ludzie muszą przede wszystkim liczyć na siebie. Jest naszym obowiązkiem najpierw zadbać o siebie, a potem także o sąsiada. Ludzie za dużo myślą o tym, co im się należy, a nie o obowiązkach''. Ten cytat dobrze oddaje klimat epoki - jeśli ktoś zapomniał.

      ***

      W Polsce liberalizm ograniczony do kultu rynku przyjął się jak wiele ideologii w kraju peryferyjnym i pozostającym na uboczu głównego cywilizacyjnego nurtu Zachodu w postaci wulgarnej i spłaszczonej. Scalił się w jedno ze znacznie starszą pogardą bogatego prymitywa wobec tego, komu się w życiu gorzej powodzi, kto ma gorszy samochód i kogo nie stać na życie.

      Nie stać? Sam sobie winien, frajer.

      Nasi liberałowie, ludzie bez wyjątku sympatyczni, wykształceni i kulturalni, są więc bezpośrednio odpowiedzialni za to, co się tak dziś nie podoba Królowi i Jażdżewskiemu. Są odpowiedzialni za dobre samopoczucie każdego, kto nadyma się tylko dlatego, że jako ''senior software engineer'' w międzynarodowej firmie dostaje co miesiąc na konto dwadzieścia razy więcej od nagradzanej pisarki.

      Oczywiście pan X i pani Y byliby zapewne równie głupi i prymitywni w każdym systemie politycznym czy społecznym. Ale w lepiej urządzonym niż nasze społeczeństwie musieliby się tego trochę wstydzić. Może kupowaliby książki Malanowskiej, nawet gdyby nigdy do nich nie zaglądali, bo wypadałoby im mieć je na półce. Pisarka miałaby z czego żyć, a państwo czuliby się dobrze - wszyscy byliby zadowoleni. Snobizm ma ważne społeczne zalety.

      Tutaj jest moja pretensja do naszych liberałów: wychwalając rynek jako arbitra sukcesu i jedyną wyrocznię tego, co jest w życiu wartościowe, daliście knajactwu oficjalną sankcję. Teraz się niczego nie wstydzi, bo nie musi. Nie chce się nawet snobować na kulturę. Rynek orzekł, że oni są lepsi. Po ich stronie jest dziejowa racja. Pisarce mogą życzliwie doradzić, żeby zmieniła pracę.

      CDN...
      • diabollo Re: Nie zarabiasz? Zdechnij 23.03.14, 09:02
        ***

        Szkoda, że nasi liberałowie nie potrafią przyznać się do tej części swojej historycznej spuścizny. Jażdżewskiemu na przykład też nie podoba się prymityw, który nie czyta książek (ani w ogóle niczego) i ma z tego powodu świetne samopoczucie.

        Ma jednak nadzieję, że to się zmieni w przyszłości: ''Na półkach trzymają kryształy albo dizajnerskie gadżety, a nie zbierane przez pokolenia księgozbiory, za to mają w sobie żywiołową energię, która być może już za kilkadziesiąt lat położy podwaliny pod tę burżuazyjną kulturę, która w XIX wieku wydała na Zachodzie owoce tak bardzo (słusznie) fascynujące subtelnego Marcina Króla''.

        Naiwna jest wiara, że następne pokolenie dzisiejszych nieczytających nuworyszy będzie bardziej doceniało kulturę oraz interesowało się czymś więcej niż tylko stanem własnego konta. Bo niby dlaczego? Zachodnie mieszczaństwo, do którego chcemy aspirować, czytało książki i zamawiało obrazy u najlepszych malarzy od średniowiecza.

        Tej tradycji w moim pięknym kraju nie ma i nie ma powodu, żeby się sama z siebie wykształciła. Jażdżewski może ma czas, niech czeka. Ja w to nie wierzę.

        Byłem niedawno w Nowym Jorku zaproszony na kolację do domu pewnego prawnika, który zajmuje się międzynarodowym prawem korporacyjnym. Ów człowiek oprócz tego, że jest wybitnym specjalistą w swoim fachu, studiował filozofię w Heidelbergu i ma na półkach w swoim mieszkaniu przy Central Parku 5 tys. książek, w tym komplet niemieckiej filozofii romantycznej (przeczytanej w oryginale i - jak sądzę - ze zrozumieniem). U nas, mam wrażenie, cywilizacja zmierza zgoła w przeciwną stronę: wykształceni ludzie czytają coraz mniej, a przynajmniej coraz mniej się tego wstydzą.

        ***

        Dochodzimy tu do zasadniczego pytania: czy ''rynek'' jest faktycznym arbitrem tego, ile kto powinien zarabiać? Ten pogląd jest zawarty implicite w radach dawanych twórcom przez dobrze zarabiających biznesmenów albo ''senior software'' inżynierów.

        Ostatnio rozprawił się z nim na swoim blogu prof. Robert Reich,, politolog z Berkeley i sekretarz Departamentu Pracy w administracji Clintona. Reich pisze: ''50 lat temu, kiedy General Motors był największym pracodawcą w Ameryce, typowy pracownik GM zarabiał 35 dol. za godzinę w dzisiejszych dolarach. Dziś największym pracodawcą w USA jest Walmart, sieć supermarketów, której typowy pracownik zarabia 8,80 dol. za godzinę''.

        Ta różnica nie bierze się z tego, że pracownik fabryki samochodów 50 lat temu był cztery razy bardziej wydajny od pracownika współczesnego supermarketu. Przeciwnie: prawdziwa różnica wynika z tego, że robotników chronił potężny związek zawodowy, który zmuszał firmę, żeby większą część przychodów przeznaczała na zarobki.

        ''Z tego samego powodu - pisze Reich - prezesi nie zarabiają 300 razy więcej od przeciętnych pracowników dlatego, że są tyle » warci «. Dostają tak gigantyczne wypłaty, ponieważ to oni decydują o składzie komitetów w radach nadzorczych, które wyznaczają im pensje''.

        O tym, ile kto zarabia, w niewielkim stopniu decyduje rynek. Decyduje polityka i władza, czy to wewnątrz firmy, czy to w kraju. To wypadkowa regulacji, tradycji, obyczaju. Słabsze i mniej zorganizowane grupy dostają mniej. Nie bez powodu w Polsce dobry nauczyciel w liceum ma podstawową pensję wyższą niż profesor w Polskiej Akademii Nauk. Za nauczycielami stoi potężne ZNP, a profesorowie nie są w stanie nawet wyłonić jednej reprezentacji, która w ich imieniu wywarłaby nacisk na władzę.

        Ekonomia płac zawsze jest polityczna. I zawsze była: już w średniowieczu cechy i rozmaite regulacje prawne kształtowały dochody różnych grup ludzi. Dlaczego - jak zapytał jeden z internautów - polskie państwo może wydać 9 mln zł na dotację do jednego filmu, a nie jest w stanie wydać ułamka tej kwoty na stypendia dla pisarzy? Przecież nie dlatego, że uprawiają lepszą sztukę niż polscy prozaicy - jedno i drugie się słabo sprzedaje, a jakości artystycznej nie sposób porównać. Odpowiedź jest prosta: bo filmowcy to skuteczniejsze lobby.

        Na Zachodzie pisarze zarabiają lepiej m.in. dzięki temu, że biblioteki mają więcej pieniędzy na zakupy książek. Wtedy nagle okazuje się, że sprzedaż jest lepsza i werdykt ''rynku'' inny niż u nas.

        CDN...
        • diabollo Re: Nie zarabiasz? Zdechnij 23.03.14, 09:03
          ***

          W marcu socjologowie z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN opublikowali wyniki badań POLPAN, realizowanych od 1988 r. co pięć lat badań na temat m.in. przebiegu życia zawodowego, decyzji w sprawie wykształcenia i podnoszenia kwalifikacji, relacji między życiem osobistym a zawodowym, postrzegania źródeł sukcesu życiowego.

          Wynika z nich, że Polacy wierzą, iż wykształcenie i ciężka praca zapewniają sukces, ale wierzą w to przede wszystkim ci, którzy ten sukces osiągnęli. Ci, którym się mniej powiodło, uważają, że zawiniły okoliczności zewnętrzne. A zatem: sukces to moja zasługa, ale jeśli przegrywam, to dlatego, że życie rzuca mi kłody pod nogi.

          Nic więc raczej nie zmieni wiary dobrze zarabiającego prymitywa w to, że zarabia dużo, bo jest zdolny, wartościowy i ''rynek go lepiej wycenia'', a nie dlatego, że dzięki zbiegowi okoliczności zajmuje lepsze miejsce niż pisarka Malanowska w polskim systemie ekonomii politycznej. Warto jednak wiedzieć, na jak kruchym fundamencie to samozadowolenie się opiera.

          A zgorszonym liberałom powiem na pożegnanie: chcieliście Polski, no to ją macie. Proszę nie grymasić.

          Było myśleć dwadzieścia lat temu.

          Kiedy w życiu powinie wam się noga, bo każdemu może, i będziecie przymierać głodem, to w tej Polsce, którą zbudowaliście, zawsze znajdzie się jakiś senior inżynier w firmie Genesys albo innym rynkowym potentacie produkującym gwoździe, który powie: ''Trzeba się było bardziej starać albo wybrać inny zawód''. Ale ja wtedy zawsze zagłosuję za tym, żeby państwo wam wypłaciło zasiłek, bo wiem, że wasza wiara w sprawiedliwość rynku była szkodliwą iluzją. Może się jeszcze z niej wyleczycie.

          wyborcza.pl/1,75968,15666006,Nie_zarabiasz__Zdechnij.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka