Dodaj do ulubionych

Słabość wielkiego inkwizytora

13.07.14, 20:30
Słabość wielkiego inkwizytora

Marek Beylin

Kościół wspierany przez PiS i twardą prawicę od lat przegrywa batalie, które sam rozpoczyna, by utrzymać wpływ na społeczeństwo.

Kto pamięta jeszcze, jak gwałtownie Kościół protestował przeciw in vitro? Tysiące kazań, oświadczeń hierarchów, wypowiedzi w mediach nie przekonały Polaków, że ta forma zapłodnienia jest niedopuszczalna i wskutek niej rodzą się gorsze dzieci. Dziś te protesty straciły impet, choć rząd wprowadził program finansowania in vitro. Kościół pojął, że w tym wywołanym przez siebie konflikcie poniósł porażkę.

Podobnie było z unijną konwencją o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Ileż pomyj wylali na nią biskupi, PiS i rozmaite kręgi prawicy. I co? I nic. Rząd konwencję podpisał i - co ważniejsze - protesty Kościoła obrosły debatą, która wielu Polakom uświadomiła, że takiej przemocy trzeba przeciwdziałać.

Kościół przegrał, tak jak poległ w wojnie o gender - radykalnym i absurdalnym sprzeciwem ożywił namysł nad tym, że społeczne role przypisane płci mogą być źródłem dyskryminacji. A niedawno biskupi ponieśli klęskę w krucjacie przeciw przedstawieniu "Golgota Picnic". Chcąc zakazać tej sztuki, sprawili, że wysłuchały jej tłumy w wielu polskich miastach.

W nurt ustawicznych porażek wpisuje się też sprawa prof. Bogdana Chazana. To, że hierarchowie bronią nieludzkiego postępowania Chazana, przyspieszy tylko przydanie Kościołowi twarzy Wielkiego Inkwizytora czy nawet Wielkiego Dyskryminatora. I bardziej osłabi jego wpływ na społeczeństwo.

Przegrywającemu Kościołowi nie pomaga wsparcie PiS i licznych kręgów prawicy. Bo mimo wyobrażeń biskupów czy Jarosława Kaczyńskiego o tym, jak powinniśmy żyć, idziemy własną drogą, coraz częściej wybierając wolność przeciw kurateli dusznych nakazów.

Porzućmy więc ponure bajki o polskim państwie wyznaniowym. Oddalamy się od niego - choć w konwulsjach, to konsekwentnie.


wyborcza.pl/1,75968,16312290,Slabosc_wielkiego_inkwizytora.html
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: Słabość wielkiego inkwizytora 13.07.14, 22:36
      Następny, który dostrzegł to, czego nie widać.
      • diabollo Re: Słabość wielkiego inkwizytora 13.07.14, 23:02
        oby.watel napisał:

        > Następny, który dostrzegł to, czego nie widać.
        >

        Faktycznie, czcigodny Oby.wstępu...
        Niemniej tekst tak cudownie optymistyczny, że nie powinien przejść bez echa.

        Kłaniam się nisko
        • oby.watel Re: Słabość wielkiego inkwizytora 13.07.14, 23:10
          Chętnie bym podzielił Twój optymizm, ale coś ostatnio wszystko widzą w ciemnych barwach, więc dla mnie to nie optymizm, lecz pobożne życzenia. Pamiętaj, że jeśli kościół cofa się o krok, to tylko dlatego, że już sobie wyczyścił przedpole i zaraz zrobi dziesięć.
          • diabollo Re: Słabość wielkiego inkwizytora 14.07.14, 07:59
            Tutaj się z Tobą zupełnie zgadzam, czcigodny Oby.watelu.

            Tekst pana Beylina ma jednak jeszcze jedną wielką zaletę - chyba przez przypadek pokazuje obraz Polski widziany przez rodzime kato-faszystowskie prawactwo.

            Oni chyba naprawdę wierzą, że są strasznie prześladowani przez gejów, lewaków i Cywilizację Śmierci. I stąd się bierze ich "zaostrzanie walki" ideologicznej ze "Złem" (które jest zawsze "tam gdzie stało ZOMO, a nie tu, gdzie sami stoimy").

            Kato-faszystów bardziej będzie wkurwiać i rozpierdalać wewnętrznie nasza cywilizacyjno-śmierciowa "propaganda sukcesu", niż nasze biadolenie.
            Nie wiem czy to słuszna teza, ale takie nasuwają się mi się po lekturze wnioski.

            Kłaniam się nisko.
            • oby.watel Chazan się tłumaczy 14.07.14, 14:11
              Życie muszę ja ratować, nie jestem bluźnierca!
              Dziecko może żyć bez głowy, ja żyję bez serca!
              • podjadek57 Re: Chazan się tłumaczy 16.07.14, 11:38
                Jak się sprawy mają, doskonale wie m.in pan Tomasz Terlikowski. Niedawno, w jakiejś rozmowie w RDC powołał się na wyniki badań katolickości Polaków:
                "Ściśle katolicki dogmat jakim jest Niepokalane poczęcie wyznaje 38 procent, a w sąd po śmierci wierzy 39 procent."
                Więcej tu:
                www.fronda.pl/a/47-procent-polakow-wierzy-w-zmartwychwstanie-a-w-smierc-na-krzyzu-o-procent-wiecej,32795.html

                Pan T. Terlikowski wyników tych badań nie kwestionował. Więc wcale ich tak wiele. KK o tym doskonale wie, stąd moim skromnym zdaniem, potrzeba kadrowości w miejsce ilości. Bo większość i tak ma wszystko w dupie (nieprzypadkowo zwie się je owieczkami).
    • diabollo Trochę realizmu na drugą nóżkę... 16.07.14, 17:01
      Siła państwa czy Chazana?

      Kinga Dunin

      Chazan został odwołany ze stanowiska, sprawa jest w prokuraturze, nie oznacza to jednak, że możemy odetchnąć z ulgą. Problem braku dostępu do aborcji, nawet tej dozwolonej prawem, także do badań prenatalnych, był, jest i będzie. I niewiele pomoże tu jedna pokazowa sprawa, której rozwiązanie wymagało stu kontroli, podkładek, debaty, medialnej wrzawy. Reagować trzeba było wcześniej, kiedy wiadomo było, że cały szpital nie wykonuje pełnego zakresu usług przysługujących pacjentkom, jednak minister, rzecznik praw pacjenta, władze samorządowe, NFZ – wszyscy spali. Gdyby naprawdę dbano o przestrzeganie prawa – nie w sytuacji dramatycznej, ale na co dzień – dramatu tego można było uniknąć. I jego konsekwencji politycznych – ruch obrońców życia za wszelką cenę zyskał nowego świętego, prolifersi kolejny zastrzyk energii, konserwatywni politycy pretekst do medialnych popisów.

      Można oczywiście, tak jak zrobił to Marek Beylin w „GW”, odtrąbić wielki sukces świeckiego państwa. Dla mnie państwo, które realizuje swoje zobowiązania wobec obywateli i przestrzega prawa dopiero z nożem na gardle, nie jest powodem do szczególnej radości.

      Szpital w Wołominie wciąż ma sumienie, a jego dyrektor oświadczył, że potrafi nauczyć każdą kobietę kochać swoje dziecko, jakie by nie było. Dlaczego tylko kobietę? I czemu tylko dziecko? Może umie też nauczyć każdego kochać kogokolwiek? Stwórzmy dla niego stanowisko Nauczyciela Miłości i niech wzorem Kaszpirowskiego, z telewizyjnego ekranu, rozsiewa ją po całym kraju. Chociaż wolałabym, żeby ktoś tę sprawę szybko załatwił, zamiast kolejnego medialnego cyrku.

      Oczywiście nie wszyscy wymagają takich działań, np. Szymon Hołownia już wszystkich kocha, a przynajmniej chce być z „każdym, kto tego potrzebuje” – z nieurodzonymi niepełnosprawnymi dziećmi oraz z osobami o odmiennych poglądach.

      Nie wiem, czy nieurodzone dzieci potrzebują Hołowni, może potrzebują go jakieś urodzone, chore albo porzucone. Rozumiem jednak, że nie o zaspokojenie takich banalnych potrzeb chodzi. To byłaby łatwizna, co innego towarzyszenie nienarodzonym, w sposób nam ateistom niedostępny, ale z pewnością wymagający wielkiej siły duchowej.

      Jeśli natomiast chodzi o ludzi inaczej myślących, to może potowarzyszyć nam w debacie. Jak pisze, „chętnie usiadłbym do poważnej debaty z ludźmi przekonanymi, że dla tego ciężko niepełnosprawnego dziecka lepiej byłoby w ogóle się nie urodzić. Tu na pierwszy plan wysuwa się pytanie kluczowe również w sporze o eutanazję: czy cierpienie unieważnia życie? Czy drastyczne obniżenie »jakości« egzystencji może być przesłanką jej skasowania?”.

      Mówiąc szczerze, nie chce mi się się siadać do żadnej debaty z Hołownią (oraz nie mam potrzeby takiego towarzystwa). Z prostego powodu: wiem, że nie jest w stanie wyjść poza religijne dogmaty, a łańcuchy przesłanek są w tym wypadku dosyć krótkie, dobrze znane i kończą się na „bóg tak kazał” oraz „życie ludzkie jest święte”, choć wiadomo, że to nieprawda. Wiadomo też, że spory aksjologiczne zawsze w końcu prowadzą do sądów nieempirycznych i nierozstrzygalnych. Jednak droga, którą dochodzą do nich ludzie niepolegający na boskim autorytecie, jest zazwyczaj dłuższa i bliżej związana z realnymi wyzwaniami świata.

      Gdyby jednak Hołownia był rzeczywiście zainteresowany argumentami tej innej strony, mogę w ramach miłości bliźniego polecić lekturę, np. Jeffa McMahana Etykę zabijania (PWN, 2013) , o której tu kiedyś pisałam.

      Jednak sama w żadne debaty nie wierzę. Kształt prawa dotyczącego aborcji jest już tylko kwestią siły, a nie argumentów. Jego przestrzeganie też. I moim zdaniem państwo i samorządy wcale nie wykazują się siłą, raczej obnażają swoją słabość.

      www.krytykapolityczna.pl/felietony/20140716/sila-panstwa-czy-chazana
      • diabollo Jeszcze dzisiejszy njuz z GW 16.07.14, 17:05
        wyborcza.pl/1,75478,16332263,Episkopat_broni_prof__Chazana___Aborcja_to_zbrodnia_.html

        fajnie ktoś to skomentował:

        "Nikt nie zmusza katolików do aborcji i eutanazji, chodzenia do teatrów i mycia nóg... Dobrze byłoby, żeby katolicy rewanżowali się tym samym i nie narzucali swoich poglądów innym."


        Pojawia się rzeczywiście dobre pytanie, dlaczego katolictwo nie potrafi odpierdolić się od współobywateli nie-podzielających katolickich zabobonów?

        Kłaniam się nisko.
    • diabollo "Dzieci Chazana" - dlaczego NIE 17.07.14, 23:31


      m.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20140717/gdula-dzieci-chazana-dlaczego-nie
    • diabollo To społeczeństwo wygrywa z Kościołem. 24.07.14, 07:45
      Polemika z Kingą Dunin

      Marek Beylin Gazeta Wyborcza

      Właśnie ze społeczeństwem Kościół przegrywa własne batalie. Większość Polaków nie dała się zwariować bredniami o in vitro wygadywanymi przez biskupów i prawicę. Także większość nie sądzi, by podpisanie unijnej konwencji o zwalczaniu przemocy w rodzinie i wobec kobiet groziło naszej tożsamości narodowej, jak twierdziła wielka część Kościoła i PiS.


      W dyskusji o słabościach świeckiego państwa i sile Kościoła mało kto dostrzega, jak reaguje społeczeństwo. Jakby było niewidzialne. Właśnie w tym duchu ofuknęła mnie Kinga Dunin („Siła państwa czy Chazana”, Dziennik Opinii KP), pisząc: „Można oczywiście, tak jak zrobił to Marek Beylin w » Gazecie Wyborczej «, odtrąbić wielki sukces świeckiego państwa. Dla mnie państwo, które realizuje swoje zobowiązania wobec obywateli i przestrzega prawa dopiero z nożem na gardle, nie jest powodem do szczególnej radości”. Podzielam ten pogląd i nie kłóci się on z tym, co pisałem w przywołanym przez Dunin tekście („Słabość Wielkiego Inkwizytora”, 12 lipca). Bo wbrew temu, co twierdzi Dunin, trąbiłem o sile demokratycznego społeczeństwa, a nie państwa.

      Bo właśnie ze społeczeństwem Kościół przegrywa własne batalie. Większość Polaków nie dała się zwariować bredniami o in vitro wygadywanymi przez biskupów i prawicę. Także większość nie sądzi, by podpisanie unijnej konwencji o zwalczaniu przemocy w rodzinie i wobec kobiet groziło naszej tożsamości narodowej, jak twierdziła wielka część Kościoła i PiS. Przeciwnie, debata, jaką obrósł ten sprzeciw, uwrażliwiła Polaków na taką przemoc. Również broniąc prof. Bogdana Chazana, biskupi wywołali efekt przeciwny: ponad połowa Polaków uważa, że lekarz nie może odmówić badań prenatalnych, a nawet przerwania ciąży. Nie przyjęliśmy kościelnej interpretacji klauzuli sumienia.

      Długo mógłbym wyliczać niedawne porażki Kościoła w społeczeństwie. Biskupi przegrali bitwę o gender, bo ta problematyka staje się normalnym wyposażeniem umysłowym ludzi, zwłaszcza młodszych. Przegrali konflikt o przedstawienie "Golgota Picnic", bo zamiast dwóch odwołanych przedstawień odbyły się czytania tej sztuki w wielu miastach. Ba, przegrali nawet w kwestii Tęczy na Pl. Zbawiciela w Warszawie: mimo zmasowanych protestów większość jest za tym, by tam stała.

      Polacy, także wierzący, odrzucają integrystyczne zapędy Kościoła, który chce nimi niepodzielnie władać. I zapewne nie poddadzą się podobnym ambicjom Jarosława Kaczyńskiego, nawet jeśli PiS wygra wybory.

      Społeczeństwo jest więc mniej konserwatywne i uległe wobec Kościoła niż politycy. Przyczyny tego są rozmaite. Nie tylko światopoglądowe. Część partii, jak PiS, liczy na sojusz z biskupami w wyborach. Zresztą wcześniej ochotę na takie poparcie miała Platforma. Poza tym wielu polityków dojrzewało w czasach, gdy Kościół cieszył się wielkim, niekwestionowanym autorytetem. I używał go w kluczowych dla Polski sprawach, by przypomnieć choćby jego fundamentalną zasługę w sukcesie Okrągłego Stołu. Niełatwo się wyzbyć pamięci tamtej roli Kościoła.

      Jest jeszcze jedna przyczyna słabości polityków wobec Kościoła: jego siłę widzą na co dzień, zaś siłę społeczeństwa - jedynie w nadzwyczajnych okolicznościach. Przyzwyczajeni są bowiem do tego, by za ważne w polityce uważać tylko trwałe i wyraźne instytucje. Z tego punktu widzenia ewolucje postaw społecznych to mętna abstrakcja. Choć mianowanie prof. Małgorzaty Fuszary na stanowisko pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania pokazuje, że może coś drgnęło w tej sprawie.

      Nie usprawiedliwiam polityków, przeciwnie, skłonność, by nie dostrzegać społeczeństwa i nie korzystać z jego siły, uważam za wielki błąd. Ale potrafię przynajmniej pojąć, skąd się on bierze. Nie pojmuję natomiast, dlaczego tak często podobną ułomność przejawiają ludzie lewicy. To, że Kinga Dunin nie zauważyła, iż piszę o społeczeństwie, stanowi przykład szerszego zjawiska niedoceniania w kręgach lewicy tego, jak społeczeństwo zmienia się w dobrym kierunku. Jakby nie warto było o nim gadać, skoro nie jest jeszcze w pełni "wyzwolone".

      wyborcza.pl/1,75968,16369295,To_spoleczenstwo_wygrywa_z_Kosciolem__Polemika_z_Kinga.html
    • gaika Re: Słabość wielkiego inkwizytora 24.07.14, 21:56
      W radio reklamowanym przez Turbinowego Podjadka była niedawno rozmowa z Rzeczniczką Praw Obywatelskich, m.in. o motywie zobowiązującym lekarza do informowania o innej placówce lub lekarzach, którzy potencjalnie wykonają aborcję. Chociaż mocno to naciągane, bo właśnie mamy tu do czynienia z sytuacją potencjalną i nie będzie sumieniowy wiedział co i czy się odbyło, to jestem jednak w stanie przyjąć rozdęte sumienie do wiadomości. Rzeczniczka zatem mówi, że taką informację powinna przekazać administracja szpitala.

      Aha! W takim razie, albo lekarze nie mogą być dyrektorami szpitali(to nie administracja?!) albo lekarz z rozdętym sumieniem nie powinien przyjmować takiego stanowiska (znając przepisy). A skoro przyjął, to jest, nie przymierzając, oszustem. Dodatkowo lekarz sumieniowy musi poinformować zwierzchnika o pobudzeniu sumienia i wtedy zwierzchnik mógłby, a nawet powinien zdjąć ciężar informowania pacjentów z nieszczęsnego lekarza. Ale tu mamy zasadzkę bo zwierzchnik też lekarz i zwierzchnik zwierzchnika także. Taka baba w babie.

      • podjadek57 Re: Słabość wielkiego inkwizytora 25.07.14, 13:21
        gaika napisała:

        > Aha! W takim razie, albo lekarze nie mogą być dyrektorami szpitali(to nie admin
        > istracja?!) albo lekarz z rozdętym sumieniem nie powinien przyjmować takiego st
        > anowiska (znając przepisy). A skoro przyjął, to jest, nie przymierzając, oszust
        > em. Dodatkowo lekarz sumieniowy musi poinformować zwierzchnika o pobudzeniu sum
        > ienia i wtedy zwierzchnik mógłby, a nawet powinien zdjąć ciężar informowania pa
        > cjentów z nieszczęsnego lekarza. Ale tu mamy zasadzkę bo zwierzchnik też lekarz
        > i zwierzchnik zwierzchnika także. Taka baba w babie.
        >

        Świetny rozbiór logiczny problemu smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka