Dodaj do ulubionych

PiS to nie cały naród polski

15.01.16, 07:43
Krytykowanie partii czy rządu nie jest krytykowaniem narodu. Jestem wielbicielem Polski. Rozmowa z Martinem Schulzem, przewodniczącym Parlamentu Europejskiego
TOMASZ BIELECKI: Pana słowa o zamachu stanu i o sterowanej demokracji na wzór Putina wywołały w Polsce spore poruszenie. Naprawdę widzi pan u nas zamach stanu?

MARTIN SCHULZ: Chodzi o interpretację wydarzeń - jedna partia zdobywa 37 proc. głosów, co zgodnie z ordynacją przekłada się na większość bezwzględną w parlamencie. A potem to ugrupowanie odczytuje poparcie na poziomie 37 proc. jako mandat do przekształcenia całej struktury państwa i do wzięcia instytucji tego państwa pod kontrolę jednej partii. I właśnie o taką interpretację i skrytykowanie tych wydarzeń mi chodziło.

Odrzucam natomiast pogląd, jakoby krytykowanie partii albo rządu było wymierzone w naród. Jestem wielbicielem Polski, uważam ją za kamień węgielny Europy i jestem przekonany, że potrzebujemy jej w centrum działań unijnych. Odróżniajmy prawo do krytycznych uwag na temat działań partii i rządu od nieodzownego szacunku dla suwerenności kraju i narodu.

Cieszę się, że premier Beata Szydło zgodziła się uczestniczyć w debacie o Polsce w Parlamencie Europejskim. Premier będzie mogła przedstawić swoje racje, a Komisja Europejska - racje dotyczące wszczęcia procedury na rzecz praworządności w Polsce. Spodziewam się bardzo zróżnicowanych głosów w dyskusji, tak było także podczas debat z Viktorem Orbánem czy Aleksisem Tsiprasem. To tylko potwierdzenie, że w Unii wydarzenia w jednym kraju mają wpływ na mieszkańców innych krajów i nie są dla nich obojętne. A z kolei polski rząd uznaje, że Parlament Europejski jest właściwym miejscem do rozmowy.

A zatem nie chodziło o zamach w dosłownym znaczeniu?

- Wyraziłem swe obawy i nie byłem w tym osamotniony. Jest wielu Polaków, w tym szczególnie prezydent Wałęsa i inni byli prezydenci oraz premierzy, którzy podzielają obawy o mechanizmy równowagi politycznej w Polsce, zwłaszcza w kontekście prób ograniczania znaczenia Trybunału Konstytucyjnego.

O sytuacji w Polsce krytycznie mówi pan, a także komisarz UE Günther Oettinger. W rezultacie część zwolenników obecnej władzy przedstawia krytykę ze strony UE jako niemiecki atak. Pojawiają się opinie, że może Niemcy powinni być bardziej powściągliwi i zostawić ocenianie Polski np. Francuzom.

- Jestem odmiennego zdania. Należę do tych polityków w Brukseli i Berlinie, którzy widzą - z przyczyn historycznych i współczesnych - szczególną odpowiedzialność Niemiec nie tylko w relacjach z Polską, ale też z Francją, Włochami i innymi krajami. Jednak żyjemy we wspólnej UE, która nie jest niemiecką Unią, lecz Unią złożoną z 28 krajów. Na pewno powinniśmy - to dotyczy także mnie samego - unikać podgrzewania atmosfery. Gdybym pokazał, co każdego dnia dostaję od Polaków [np. w mailach], z polskich mediów... Ale traktuję to nie jako całą Polskę, lecz opinie pewnych Polaków.

Komisarz Oettinger jest członkiem Komisji Europejskiej, a ja jestem przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Nie działamy w imieniu Republiki Federalnej Niemiec, lecz - to zupełnie coś innego - jesteśmy Niemcami w unijnych instytucjach. Choć na marginesie dodam, że mój bliski przyjaciel Frank-Walter Steinmeier [szef MSZ Niemiec] jasno apeluje o jak najlepszy dialog polsko-niemiecki. A premier Beata Szydło, z którą przed naszym wywiadem rozmawiałem w bardzo konstruktywnej i przyjaznej atmosferze przez telefon, zapewne w lutym odwiedzi Berlin. A przy tym pamiętajmy, że to kanclerz Gerhard Schröder i premier Leszek Miller byli kluczowi dla wejścia Polski do UE. To Niemcy naciskały, że Unia potrzebuje Polski.

Na Zachodzie słychać głosy, że rozszerzenie Unii było pochopne. Po dekadzie ogromnego wsparcia finansowego i politycznego mamy Węgry Viktora Orbána, a teraz Polskę...

- Jeśli przyjrzeć się niektórym prawicowym partiom, np. w Holandii, Francji, Danii, Włoszech, można zobaczyć tę samą koncepcję i ten sam światopogląd, który jest rozpowszechniony w rządach Europy Środkowej i Wschodniej. To nie jest fenomen tylko wschodnioeuropejski, choć w tej części Unii te partii są częściej u władzy. I jestem przekonany, że pomimo pewnej retorycznej radykalizacji w debacie publicznej przytłaczająca większość Polaków podziela wspólne wartości europejskie.

A rozszerzenie Unii uważam za ogromny sukces. W Polsce w ciągu 15 lat dokonał się niesłychany postęp. Dlatego popierałem argumenty premiera Donalda Tuska z czasów negocjacji budżetu 2014-20, że Unia swymi funduszami musi umacniać dobrą dynamikę polskiego rozwoju gospodarczego, bo przysłuży się to całej UE. A teraz przestrzegam przed mieszaniem różnych kwestii - w Polsce zmienił się rząd, ale Unia musi kontynuować strategię wzmacniania polskiej gospodarki, także dla dobra jednolitego rynku UE.

Ekipy rządzące w krajach Grupy Wyszehradzkiej mają różne barwy polityczne - Orbán to w Unii centroprawica, Słowak Fico to lewica, a PiS to konserwatyści. Czy im wszystkim nie przysparza popularności niechęć do unijnej polityki wobec uchodźców, którą promują Niemcy?

- Milosz Zeman, Robert Fico, Viktor Orbán mówią głośno: "nie chcemy uchodźców", ale przecież inne rządy w UE - choć nic nie mówią - to ich nie przyjmują. Podzielam pogląd władz Niemiec, Austrii, Szwecji, Beneluksu, ale i Francji, że nie można się uchylać od tego obowiązku. Mam nadzieję, że poprawianie ochrony granic zewnętrznych UE i uczciwy podział między krajami Unii tych uchodźców, którzy tego naprawdę potrzebują, pomoże przekonywać do wspólnej polityki imigracyjnej. Rozwiązaniem są działania pragmatyczne, nie ideologia.

wyborcza.pl/1,75477,19478577,pis-to-nie-caly-narod-polski.html
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka