21.02.16, 18:35
Zaimponował mi poseł Andrzej Halicki. Jako jedyny z ponad czterystu ziewających rycerzy zauważył nowe mikrofony sterczące z sejmowej mównicy. Stawiam całą herbatę Chin przeciwko zgniłemu jajku, że Polska A.D. 2016 inaczej by wyglądała, gdyby dwa lata temu Platforma była tak spostrzegawcza i tak sprawnie wyciągała wnioski. Dziś, mam wrażenie, może już tylko wyciągnąć nogi.

Nie zajmujmy się jednak nogami, gdy ktoś podnosi rękę na Polskę. Na szczęście w porę to zauważył jeden jedyny, który mógł to zauważyć. Otóż ta ręka podnosi się na Polskę tu, wewnątrz, ale jednocześnie także na zewnątrz. Widać zatem od razu, jakie to wredne łapsko jest. Bo powiedzmy, że my tę rękę wewnątrz zatrzymamy. Złapiemy ją za rękę po prostu. Tylko że ona wtedy z tyłu, z zewnątrz nas zacznie tłuc. Z taką perfidną agresją może się zmierzyć tylko superman z okładki „Do Rzeczy”. Z orłem na muskularnej piersi, w szumiącej pelerynie frunie nad Polską człowiek, który jest jej prezydentem, premierem, Radą Ministrów, większością parlamentarną i prokuratorem generalnym, choć w ogóle nie dba o zaszczyty ani tytuły. On już wie, że wróg zaatakuje wiosną, więc zaklina swoich wiernych, by zjednoczyli siły dla obrony niepodległości i suwerenności Polski. A po zwycięstwie pokazali Komisji Weneckiej jej miejsce w kanale.

https://bi.gazeta.pl/im/f8/b7/12/z19624696Q,Okladka-nowego-numeru-tygodnika-Do-Rzeczy.jpg

Na razie nie ma pewności, kto się zdecyduje na nas napaść. Wysłannicy supermana szukają więc chętnych na salonach Europy. Tu wciąż niezawodny pozostaje Witold Waszczykowski. Niedawno w czasie karnawału w Düsseldorfie niemiecki satyryk pokazał karykaturę, na której Jarosław Kaczyński w mundurze przygniata wojskowym butem kobietę symbolizującą Polskę. To zabawa idąca w złym kierunku, nie wiem, czemu służą takie wybryki. Spirala nienawiści się robi — napisał do niemieckiego MSZ nasz minister. Aż mi żal, że nie wywalił najcięższego zarzutu: Polska z twarzy jest tam w ogóle do siebie niepodobna, a Jarosław Kaczyński nigdy nie miał takich butów.

Kilka dni później Waszczykowski zrugał dziennikarzy BBC. Zaatakowali Polskę stronniczym filmem „Czy Polska się putinizuje?”. Wszystko wyrwane z kontekstu, brak rozeznania i bezstronności oraz nieuzasadnione uproszczenia - napisał do szefów stacji. Krótko mówiąc, znów spirala hejtu na międzynarodową skalę.

Po nosie — tym razem i premier Szydło chętnie się przyłączyła — dostali też amerykańscy senatorzy. Dwóch demokratów i republikanin John McCain. W liście do naszego rządu domagali się powrotu do szanowania praw człowieka i demokracji w Polsce. Na koniec zamieścili ważne przesłanie: „Ktokolwiek będzie rządził po wyborach prezydenckich 2016, czy to republikanin, czy to demokrata, będzie miał takie samo zdanie o Waszym kraju, jakie prezentujemy w tym liście”. Premier Szydło pewnie tych kilku zdań nie przeczytała, a jeśli przeczytała, to nie zrozumiała. No bo jak to możliwe, żeby republikanin współpracował z demokratami? Rząd i opozycja razem? Jacyś niepoważni politycy! Amerykańscy senatorzy dostali więc arogancką odpowiedź, że nie wiedzą, co się dzieje w Warszawie, bo słuchają jedynie podszeptów naszych wrogów.

Ożywił się też p.o. prezydent Duda. Międzynarodowo, gdy na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium przeczołgał Rosjan i to tak, aż się Niemcy przestraszyli. I w kraju — odmawiając przyjęcia patronatu nad „Dziadami” Mickiewicza, przygotowywanymi w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Jestem pewien, że już sam tytuł nie wzbudził zaufania głowy państwa, bo niby o czym to może być?

Mój Boże. Jak ten komiksowy superman orlim lotem ciągnie nas za sobą w czarną dziurę.

Stanisław Tym
Obserwuj wątek
    • oby.watel Dno 21.02.16, 18:45
      Platforma Obywatelska próbuje przelicytować Prawo i Sprawiedliwość. Zamiast programu 500 zł na drugie dziecko proponuje tyle samo, ale na każde. Bo obecny pomysł jest niesprawiedliwy. Chce zagospodarować rozgoryczenie ponad 3.000.000 rodzin z jednym potomkiem, któremu dodatek w obecnej wersji rządowej się nie należy. A też na niego liczyły. Część z nich zagłosowała na PiS głównie z tego właśnie powodu. Przy okazji jednak PO żegna się z wizerunkiem partii odpowiedzialnej za finansową stabilność państwa, zostawiając całe pole konkurencyjnemu ugrupowaniu Ryszarda Petru. Najwyraźniej uznając, że odpowiedzialność źle się sprzedaje. Wywołała tym jednak niesmak nawet u swoich sympatyków.

      Propozycja dodatku na dzieci w wersji PO, która miałaby wejść od lipca, byłaby bowiem ponaddwukrotnie droższa dla budżetu 2017 r., choć w budżecie tegorocznym (z prawie 55-mld dziurą) dałoby się ją jeszcze upchnąć. Za rok stałaby się jednak jeszcze mniej możliwa do realizacji niż program PiS, o którym PO dotychczas słusznie mówiła, że jest nieodpowiedzialny. Że rozsadzi finanse państwa. Wyborcy takiego zwrotu nie potrafią zrozumieć, nawet pamiętając o zbójeckim prawie opozycji do robienia rządowi na złość. Są jednak granice. Zwłaszcza że lepiej od Polski rządzone kraje boją się kolejnej fali światowego kryzysu. My, szastając pieniędzmi ponad miarę, o wiele boleśniej odczulibyśmy jego skutki. Ktoś powinien o tym pamiętać. A już na pewno powinna pamiętać partia usiłująca powrócić do władzy.

      W dawnej partii Tuska, a obecnie Schetyny, zapanował jednak strach przed determinacją rządzących, którzy nie wahają się okładać nowymi podatkami kolejnych grup i branż, byle tylko zrealizować program 500+. PO boi się, że przed następnymi wyborami PiS przyklei jej łatkę tej, która - gdyby z powrotem doszła do władzy - z pewnością 500 zł zabierze. I te 500 zł ponownie Polskę podzieli. Dodatek na drugie dziecko odegra taką samą rolę jak pusta lodówka w spocie reklamowym z 2005 r. Ten strach kazał PO zadziałać wyprzedzająco i obiecać więcej. Odklejać łatkę, która jeszcze nie przywarła. Ze szkodą dla własnej tożsamości.

      Joanna Solska
    • oby.watel 500 zł dla wybranych bokiem wyłazi wszystkim 21.02.16, 19:09
      Na sfinansowanie pisowskich obietnic mieli się złożyć w pierwszej kolejności właściciele banków, głównie zagranicznych. Podatek bankowy, który wszedł w życie od lutego, według zapewnień rządu, klientów banków miał nie dotknąć. Mimo że rząd liczy na dodatkowe kilka, nawet 6 mld zł. W porównaniu z 16 mld zł zysków, jakimi 2014 r. zakończyły banki, suma podatków nie wydawała się wygórowana. Wyborcy się cieszyli, że „banksterzy” zrzucą się po 500 zł na dziecko.

      - Ceny bankowych usług nie wzrosną, pozostaną na dotychczasowym poziomie - przekonywali politycy PiS. Chętnie ujawniali mediom szczegóły planu. Otóż banki prywatne pośrednio miał utrzymywać w ryzach kontrolowany przez państwo PKO BP. Ma najwięcej klientów detalicznych i jeśli nawet zagraniczni konkurenci wliczą sobie podatek bankowy w opłaty i prowizje, to PKO BP pozostanie tańszy i klienci zaczną swoje pieniądze przenosić tutaj. Wtedy podatek bankowy pozwoli sfinansować część wyborczych obietnic i przy okazji wzmocni polskość sektora opanowanego przez kapitał zagraniczny.

      Gwarantem, że tak się właśnie stanie, miał być prezes Zbigniew Jagiełło, którego przed kadrową miotłą chroniła, jak twierdzą bankowcy, bliska znajomość z wicepremierem Mateuszem Morawieckim, datująca się jeszcze z czasów Niezależnego Związku Studentów we Wrocławiu. Wydaje się jednak, że dni Jagiełły, jako prezesa PKO BP zostały właśnie policzone. Wyznaczonej mu przez polityków roli nie odegrał dobrze, chociaż się starał.

      Prawdę mówiąc prezesowi Jagielle nie można zarzucić braku patriotyzmu i tego, że sypie piasek w tryby misternego planu rządu, przedkładając interes państwowego banku nad interes władzy. Chciał dobrze. Przygotował nawet materiały, z których wynikało, że PKO BP od maja na klientach zarobi mniej, niż zarabiał do tej pory. W2015 r. średnia marża wynosiła jeszcze 1,04%, a w obecnym spadnie do 1,01%. Zmiany zaś (czytaj: podwyżki) dotkną zaledwie 20% klientów i nie mają nic wspólnego z podatkiem bankowym — zapewniał Jacek Obłękowski, wiceprezes PKO BR.

      Drożeją więc tylko mało nowoczesne produkty bankowe, do korzystania z których zarząd chciałby nas zniechęcić. Po to, żebyśmy wybierali tańsze, bardziej zaawansowane technologicznie. Na przykład SMS zamiast zdrapek. Na te właśnie materiały powołał się wicepremier Mateusz Morawiecki w publicznej próbie obrony prezesa Jagiełły. Mówiąc, że wynika z nich coś zupełnie odwrotnego niż z nowej tabeli opłat i prowizji. PKO BR per saldo, nie podwyższa opłat, tylko je obniża.

      Jagiełło chciał dobrze, ale przedobrzył. Potraktował klientów jak osoby specjalnej troski. Trudno na przykład uznać, że płacenie kartami kredytowymi za granicą jest mniej nowoczesne niż wożenie gotówki. W PKO BR podobnie zresztą jak u konkurentów, stało się to teraz nad wyraz kosztowne. Posługując się kartą Visa w USA, klient płaci najpierw za przewalutowanie dolarów na euro (po kursie wyjątkowo korzystnym dla banku), potem z euro na złote (jak wyżej). Teraz dojdzie opłata od transakcji zagranicznych. Sporo.

      To wszystko jeszcze głupstwo. Furię internautów wywołało to, co PKO BP zrobił z lokatami. Bank najbardziej uderzył klientów po kieszeni, obniżając aż o dwie trzecie ich oprocentowanie. Jeszcze w październiku roczna lokata w PKO BP dawała zaledwie 0,6% zysku (o wiele mniej niż średnio na rynku), obecnie już tylko 0,2%.

      Klienci, zamiast przenosić do państwowego banku swoje pieniądze, wolą je z niego wyjmować. PKO BR tnąc oprocentowanie lokat, zrobiło niezły prezent swoim prywatnym konkurentom. Oni też tną, ale bardziej finezyjnie. Na tle państwowego lidera oferta np. Deutsche Banku czy Aliora prezentuje się nad wyraz kusząco. Niemcy oferują na lokacie aż 5%, Alior - 4%. Tylko że to ścierna. Bo lokata jest zaledwie dwumiesięczna, a jej górny limit wynosi 10 tys. zł. To nie wszystko. Warunkiem jej założenia jest przeniesienie konta do hojnego banku. Może się okazać, że opłaty i prowizje związane z jego obsługą „zjedzą” dużo więcej, niż wyniesie zysk z lokaty.

      Banku, który z powodu wprowadzenia nowych podatków i opłat nie podniósł cen swoich usług nie ma.

      Ubezpieczyciele też zrzucą się na realizację wyborczych obietnic. Według Bartosza Salwińskiego z zarządu porównywarki cenowej mfind.pl ceny polis od odpowiedzialności cywilnej dla kierowców już wzrosły przeciętnie o 19%. Po pierwszej fali podwyżek należy spodziewać się następnych.

      Ten sam kierowca, który w 2015 r. za polisę OC zapłacił 552 zł, teraz musi się liczyć z wydatkiem 659 zł. Najmocniej dostali po kieszeni kierowcy we Wrocławiu. Tu średnia cena OC wynosi aż 807 zł. Wynika to z najgorszej statystyki wypadków drogowych. Często zdarzają się także w Gdańsku (OC przeciętnie kosztuje 786 zł) oraz w Warszawie (746 zł). Kierowcy młodzi, którym kolizje przytrafiają się częściej (branża mówi „szkodowi”wink, mogą zapłacić nawet dwukrotnie więcej.

      Joanna Solska
    • oby.watel Ściek 21.02.16, 20:39
      Strona tygodnika wSieci braci Karnowskich została spuszczona do ścieku przez aktywistów z Cyber Justice Team. Stali czytelnicy zamiast treści widzą komunikat

      https://m.natemat.pl/2b30fe3166540c464cb8e6679dfc0c60,640,0,0,0.jpg

      PAP. 21.02.2016. Głos w sprawie zhakowanej strony wSieci zabrał prezydent Andrzej Duda. - To nazistowskie metody rodem z bolszewickiej Rosji - powiedział. Premier Beata Szydło poformowała, że zwróciła się już do administracji amerykańskiej z żądaniem wyjaśnień. Marszałek Sejmu, Marek Kuchciński, zapowiedział powołanie sejmowej komisji śledczej do spraw zbadania sprawy. - To akt terroryzmu i bandytyzm. Musimy zbadać kto za tym stoi i komu to służy - powiedział Kuchciński.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka